Zaplątana

Dzisiejszy wpis zainspirował wczorajszy dzień, wróć, przedwczorajszy. Wczoraj miałam wolne. A raczej droga do pracy. I 12 razy przesłuchany ten sam utwór. Tak, tak, zaplątałam się. Zapętliłam. Czasem tak mam. Są takie piosenki, których nie potrafię słuchać jeden raz. Ledwie się zacznie a ja zaczynam żałować, że upłynęło już 5 czy 10 cennych sekund i piosenka pędzi. A ja bym chciała ją zatrzymać. I zatrzymuję ją przy sobie w oryginalny sposób. Czyli po prostu puszczam sobie non stop. I o dziwo, są takie utwory, które mimo tego puszczania od nowa i raz jeszcze, nigdy mi się nudzą. Dziw to wielki, ale tak jest. Raz tak się zapętliłam , że całą drogę na wakacje – 300 km, słuchałam tylko jednej piosenki. Dalej ją lubię!

Zapraszam więc na przegląd moich zapętleń.

Na pierwszym miejscu będzie moje ostatnie zapętlenie. Piosenka wpadła mi w ucho ponad rok temu. Ot, czekałam na Fakty, leciała reklama, Jude Law wsiadał do super auta, w tle leciała ta piosenka, a ja przepadłam. Od razu zaczęłam szukać tego utworu, znalazłam i słuchałam jak zaczarowana. Potem na trochę mi przeszło. A ostatnio znów wróciło. Ze zdwojoną siłą. Nie ma możliwości bym nie zrobiła sobie codziennie seansu z tą piosenką. I jest to o tyle dziwne, że ten utwór nie jest jakoś specjalnie w moim stylu. Ale ma w sobie olbrzymią moc! I ta moc zdecydowanie mi pasuje i wprawia we wspaniały nastrój. Z pewnością nie kojarzycie tego nazwiska, więc przedstawiam Jimi Charles Moody. Tajemniczy młody Brytyjczyk, który dosłownie i w przenośni skradł moje serce.

Jimi Charles Moody – House of Moody

Następny utwór jest spokojniejszy. Ale dużo, dużo smutniejszy w odbiorze. Nie przeszkadza mi to jednak iść ulicą i śpiewać. I musi wyglądać co najmniej idiotycznie kiedy tak sobie drepcze w radosnej sukience w kwiatki i śpiewam, że w zasadzie to samobójstwo nie jest tak bolesne jak się mówi. Może już niektórzy będą kojarzyć. Ale nie powiem od razu, kto,co i dlaczego. Otóż ten zespół nie tylko tworzy wspaniałe piosenki swoje, własne, i osobiste, ale i genialnie działa w kwestii coverów. Ich interpretacje znanych utworów są często dużo, dużo lepsze niż oryginały-tak Rihanno, patrzę na ciebie. Nie inaczej jest i z tą samobójczą piosenką. Zasadniczo, na przekór, im częściej jej słucham, tym mam lepszy humor ! Duża w tym zasługa głosu wokalisty, po prostu mnie urzeka i wprawia w ekscytację. W pewnym momencie tej piosenki po prostu mam dreszcze. I mam ochotę spacerować, chłonąć piękno świata i nigdy nie wyłączać tego utworu. Najgorzej jak usłyszę ją rano w radiu, wtedy cały dzień chodzi mi po głowie. A gdzie tam po głowie, po całym ciele ! I non stop ją sobie nucę. Panie i Panowie., Manic Street Preachers.

Manic Street Preachers – Suicide is painless ( Thehe from MASH)

Będzie po polsku. Młoda wokalistka, piosenka  o nieco pokręconym tekście, mocny głos i dziwna energia. Ta energia dosłownie wsiąka mi w mózg. Zdecydowanie nie mogę poprzestać na jednym odtworzeniu. Jak na nią trafię to katuję bez ustanku. Uwielbiam ją śpiewać. Tak, szalenie podoba mi się jej tekst. Szczególnie ten fragment mówiący o tym, że bohaterka pieśni,chce oglądać całą gamę złości w kości i chce poczuć z kimś tlen. Wiem, wiem,dla kogoś może to być idiotyczne, ale ja nie potrafię się powstrzymać i słucham  tej piosenki aż mi padnie bateria w telefonie. Daria Zawiałow i jej Malinowy Chruśniak. Uwaga, z tym utworem jak z malinami, trudno poprzestać na jednym razie!

Daria Zawiałow – Malinowy Chruśniak

Teraz zmieniam klimat. Będzie parę panów w średnim wieku. Kiedy oni zaczynali to pani Darii nie było jeszcze na świecie. Panowie są z Polski, pewnie każdy ich dobrze zna. Nie musi lubić oczywiście, ale znać zna. I pewnie ma jakieś wspomnienia związane z ich muzyką. Ja mam. Mam takie, że oczywiście ciężko mi wyłączyć ich piosenkę. To jest śmieszne, ale moja mama kochała ten utwór. Tak bardzo, że przeszło na mnie. Miałam parę lat i śpiewałam razem z wokalistą, że znowu pada deszcz. I tak mi zostało. Potrafię kilkanaście razy z rzędu się zapomnieć i śpiewać ( za głośno), że jak się nie umie kochać wprost to kpi los i pada deszcz. Szczególnie jest to groźne kiedy mam zły nastrój. Wtedy nie odpuszczam. Katuję ten utwór do upadłego! Przepraszam sąsiadów, ale kiedy słyszę Lady Pank włącza się we mnie dzikie zwierzę i śpiewam jakby ktoś mi za to płacił.

Lady Pank – Znowu pada

Teraz czas na piosenkę samochodową. Nie wiem czemu, ale lubię ją sobie posłuchać jadąc autem. Potrafię tak non stop jej słuchać, aż dojadę do celu. O dziwo, ta piosenka w wersji niekoncertowej nie bierze mnie w ogóle, ot poleci, i koniec. Ale kiedy słyszę wersję z koncertu w Łodzi, to nie ma zmiłuj. Męczę samą siebie! I tak do upadłego. Non stop, aż pękają opony. No, może nie aż tak. Ale parę razy zirytowany kierowca chciał się mnie pozbyć z auta, mówiąc,a  raczej grożąc – jeszcze raz, a ciebie wysadzę. I wracaj sobie pieszo. Nie daję się. Tylko razem z wokalistą śpiewam, że trzeba trzymać fason. I klasę. Zawsze i w każdej sytuacji. Tak, tak, ten zespół to…. Toto.

Toto – Hold the line

I sam koniec. Wisienka na torcie. Nie mogło w zestawieniu nie znaleźć się moje ukochane Depeche Mode. Ta piosenka nie znalazła się na żadnej płycie jako jedna z 10-12 utworów, które znajdowały szersze uznanie i lądowały na płycie. To jest b-side, który moim zdaniem,, skromnym zdaniem, jest po prostu genialny. Sama nie wiem czemu nie znalazł się na płycie, ale liczę, że kiedyś tę tajemnicę wyjawią mi panowie, przy jakiejś herbatce. W każdym razie, kiedy zacznę słuchać tej piosenki to mam dreszcze. Uwielbiam napięcie, emocje, głos, muzykę, po prostu wszystko. Kiedy jej słucham zapominam, o całym świecie. Raz poszłam z nią na ustach na zakupy. Zapomniałam co miałam kupić, kupiłam zupełnie coś innego,ale zasadniczo w ogóle mi to nie przeszkadzało. Nic a nic. Kiedy tylko słyszę, że jeden dotyk, jeden pocałunek, a ona teraz ściga cienie jego ciała w swoim łóżku i jestem w niebie. Chociaż ta piosenka, no kurczaki pieczone, elektryzuje, zniewala, po prostu się rozpływam….

Depeche Mode – Ghost

Uwaga. Słuchacie na własną odpowiedzialność. Umywam się od wszelkiej odpowiedzialności, jeżeli i Was zapętli.

8c7c08a6017ba380dc19a264a44d4759

Chociaż na zdjęciu nie jestem oczywiście ja, to tak, mam w pokoju gramofon. Nie, nie kupiłam go w Biedronce. Używam codziennie. Tak, mam winyle. Zaskoczeni?

Ścieżka dźwiękowa –   Depeche Mode – A Pain That I’m Used To

Nowa miłość na wiosnę

Tak, zdarza się. Ludzie wiosną ponoć częściej się zakochują. Nie wiem, czy to zapach kwitnących kwiatów, czy to efekt nieśmiałego słońca, kusząco odsłoniętych kostek, albo po prostu efekt komercyjnego przekazu- jest wiosna, pokochaj innych.

Rady tej posłuchała pewna dama. Ciemne włosy, szczupła, chyba sympatyczna. Uśmiechnięta. Randka. Wiosenny płaszczyk, co z tego,że pogoda nieciekawa, rozgrzewa ją myśl, że zaraz spotka tego, którego chciałaby nazwać tym jedynym. Delikatny makijaż, dziewczęca fryzura, odrobina ulubionych perfum. Knajpka, spacer, kino? Niespodzianka, po prostu niespodzianka. Musi być więc gotową na wszystko. Czuje motyle w brzuchu i lekkie podenerwowanie. Kwitną magnolie, i jest tak pięknie. I to zakochanie. Akurat na wiosnę. Nie ma to tamto. Poszczęściło się jej.

Jest i on. Brunet, wysoki, pewny siebie. On chyba wierzy w prognozy bo przywdział zimową kurtkę. Spryciarz. Taki seksowny trzydniowy zarost. . Ach, jest pięknie. Jej  różowy płaszczyk. Róż w sercu.

Wiosna wiosna w koło. Zakwitły bzy….

Śpiewa skowronek nad nami,
Drzewa strzeliły pąkami,
Wszystko kwitnie w koło, i ja, i Ty.

7ea5bddfc6b52890b2165009cd716806

No pewnie, że kwitną. Zakochani jak nic. No ok, może to jeszcze nie wielka miłość, może nawet nie zakochanie, może zauroczenie? Ależ to nieważne. Najważniejsze, że znów jest wiosna, bzy, ptaszki śpiewają, pąki strzelają, a oni zdecydowanie mają się ku sobie!

Gdy samotnej zimy masz już całkiem dość
Czekasz aż nadejdzie nowy maj, hej, hej, hej!
Przyjdzie z nim ktoś inny, całkiem inny ktoś
I znowu wszystko jest naj….

818078103457532506e9757b9659035e

Tak, po długich miesiącach w końcu zaświeciło słoneczko. Po zimie w sercu i takiej na ulicy przyszedł piękny czas. Idą, nieśmiało rozmawiają, ot takie banały, jak minął tydzień? Napoleonka czy kremówka? Kawa czy herbata? Disco polo czy  polski rap? Och ja miło gubić się w gąszczu pytań, czuć zmieszanie i lekkie podenerwowanie – lubi kawę? Nie, chyba herbatę? Sama już nie wie co ma powiedzieć. Ale wiecie co? Pewnie w ogóle jej to nie przeszkadza.

To był maj,
pachniała Saska Kępa
szalonym, zielonym bzem.
To był maj,
gotowa była ta sukienka
i noc się stawała dniem.

7d7ebe0dbaef632b579c67fec07335d6

Tak, maj, wiosna, wszystko pachnie bzem. Pachnie jak szalone. Czy to była Saska Kępa? Nie, nie była. Ale co z tego, że nie była? Majem pachnie nie tylko na Saskiej. Sukienka? Nie, ona miała spodnie. Na sukienkę było nieco za zimno. Sukienka będzie na później. W kwiatki, może w bzy? A może cała w bieli? No cóż, dziewczyny tak mają, pierwsze randki, a one już wybierają białe sukienki, koronki, treny, satyna czy tafta, a może muślin? Kościół czy urząd? Wesele na 100 par, czy skromnie dla najbliższych? Parka czy trójka dzieci? Rysiu czy Grześ? A może Hania bądź Weronika? Ach, ten szalony maj, co pachnie bzem…

Piękny dzień, naprawdę piękny dzień
Wiosna tuż, pachnie w krąg majem
Chyba ktoś zawołał imię jej
Może tak tylko się zdaje….

5cfe92cc262d2d60120736627d399cb1

I tak idą, idą. I jest pięknie. W ręku mają kubki z jaśminową herbatą na wynos . W zasadzie nie wiedzą gdzie idą. Chyba mieli jakieś plany,ale one już są nieważne. Nie idą do kina, do kawiarni, galerii, teatru itp. Skoro jest tak piękny dzień, pachnie już majem. A za każdym razem kiedy on mówi jej imię ona czuje się wspaniale. Tak miło, wyjątkowo. Tak, zdecydowanie czuje się jak jedyna dziewczyna na świecie. Chwilo trwaj. Nie znikaj.

I znowu wiosna wiosna wiosna wokół nas!
I znowu wiosną wiosną najlepiej tracę czas!

0b4b88a68d9066ab37c6cde33315e7a7

Tak, tracą czas. Nie, że tracą go w swoim towarzystwie. Nie, oni po prostu spacerują tak bez celu i po prostu cieszą wiosną i swoją obecnością. Pewnie po cichu liczą na jakieś dalsze spotkania. Układają w głowie plan wiosennego marnowania czasu. Oczywiście we dwoje. Bo wiosna, bo bzy, bo powietrze przesycone jest szaleństwem i buzującymi hormonami. I co z tego,że czasy gimnazjalno-licealne mają już dawno za sobą. Są piękni, prawie trzydziestoletni i tak pięknie tracą czas.

Nie wiem co będzie dalej. Pewne jest to, że po maju, przyjdzie czerwiec. Co z naszą wiosenną parą?

Sama nie wiem. Ale będę na bieżąco informować.

Jak tylko czegoś się dowiem dam znać.

Jak tylko przeczytam więcej o tej parze.

Tak przeczytam. Nie….

Nie mówcie, żeście myśleli, że to o mnie?

No, kto tak pomyślał?

Nie, naprawdę?

Ok, to tylko zbiór majowych piosenek ( Zbyszku tym razem specjalnie dla Ciebie same polskie utwory) inspirowane miłosnym spacerem pewnej pary. W pewnym brukowcu znalazłam bowiem  ekskluzywną relację z randki niejakiej Klaudii H. z nie wiem kim. Napisali, że to nowa miłość. Także tego, zainspirowałam się, i poczyniłam taki wiosenny wpis. Muzyczno-rozrywkowo-wiosenny. Tak na przywołanie wiosny, na przekór, wyczekując majowych dni, chcąc wyprosić czapkę i szalik.

Bo wiecie u mnie to będzie…

Wyjątkowo zimny maj

Zimny kraj, zimny maj …

dc8174f9e8b59dd1bbf4aefb63ad5266

Wiecie alergia w natarciu.

Ścieżka dźwiękowa- New Order – Angel Dust

Na kobiecą nutę

Julia, Josephine. Molly, Marianne i Peggy. Była i Maria Magdalena i Leni i Matylda. Kobiety. Kobiety w piosenkach. Panowie i panie, lubią śpiewać o przedstawicielkach płci pięknych. Zastanawialiście się kim są tytułowe damy? Ja też, bardzo często. Stąd też postanowiłam nieco bliżej im się przyjrzeć. Poznać je. I cóż, przedstawić Wam. Dziś kolejna część mojej muzycznej audycji, którą prowadzę od jakiegoś czasu. Tym razem inspiracją był dzień kobiet.

Magdalena. Tak, wiem, trąci to okropną prywatą. Naprawdę wyszło to przypadkiem, musicie mi wierzyć na słowo pisane. O Magdalenie napisano wiele pieśni. Nie wiem nawet dlaczego? Czyżby to imię tak ładnie się śpiewało? Możliwe. Jakoś nigdy nie byłam nie jestem i nie będę fanką tego imienia. Swojego na marginesie, gdyby ktoś do tego momentu się nie zorientował. To dziwne, bo je lubię. To znaczy lubię, ale nie u mnie. To znaczy ja uwielbiam Magdalenę. Wiem, wiem plączę się. Kocham formę Magdalena. Nie znoszę być za to  Madzią. Bo Madzia to mała dziewczynka, która nosi różowy sweter w myszką miki, ma czerwone rajstopki, i je truskaweczki na kolanach babci. Tak, taki obrazek mam uwieczniony na zdjęciu. Madzia ze zdjęcia miała lat 3 i 4 miesiące, wtedy modny był róż. Ale Madzia dorasta, staje się Magdaleną… Ale nie każda. Niektóre dalej mają buzie małej Madzi. A przecież Magdalena to ktoś zupełnie inny. Ta Magdalena nie nosi różu, w szafie ma za to 56 sukienek w 11 odcieniach czerni. Ma czarne, bardzo błyszczące włosy, jest wysokiej rangi prawnikiem. Przeciwników na sali sądowej zgniata jednym ruchem szpilki na niebotycznych obcasach. Magdalena w swojej czarnej torebce ma nie tylko laptop, wodę Evian, puder za 800 zł, ale i czerwoną szminkę, jej atrybut. Magdalena mieszka w przestronnym lofcie, na 33 piętrze z widokiem na całe miasto. W domu rządzi biel i stal. Magdalena nie znosi bałaganu, chociaż ma dwie sprzątaczki zdarza się, że sama ściera kurze. Mieszka sama, jeżeli nie liczyć rybek, które pływają w akwarium, które robi za olbrzymią dekorację salonu. Magdalena nie wchodzi do kuchni, dba o linię, codziennie rano dostaje zestaw pudełek, które zajada z niesmakiem przez cały dzień. Magdalena nie ma koleżanek, bo jest zimna, wyniosła, i nie lubi typowo kobiecych tematów-jakie przedszkole wybrać? Czy wasza niania też mówi z 7 językach? Czy moja pupa jest wystarczająco jędrna? Magdalena lubi wpaść w sobotę na szybkiego drinka do baru, zawsze jednego. Kiedy tam wchodzi roztacza nie tylko woń najdroższych perfum,ale i prawdziwy żar i tajemnicę. Mężczyznom na jej widok miękną jedynie kolana. A kiedy Magdalena zabiera swoją idealność, oni mogą jedynie zanucić….

I’d sell
My soul
My self-esteem
A dollar at a time
One chance
One kiss
One taste of you my Magdalena

ff5b6d9fd249f19b22b31d86ff8b7826

Layla. To urocza blondynka. Layla nie martwi się o karierę, pracuje w salonie kosmetycznym, ma wierne klientki, które zjednuje uśmiechem i bezpośredniością. Jest bardzo towarzyska, wydaje się,że każdy kto powie jej dzień dobry,staje się jej przyjacielem. Layla na co dzień uwielbia hipisowski styl, ma długie włosy,w które wplata rzemyki, kocha falbany, długie sukienki,nawet zimą, nosi do nich wtedy po prostu ciepły sweter. Na jej styl ubioru i życia, wpływ miała matka, samotna matka o rockowej duszy. Domowe obiadki, wspólne czytanie książek i pilnowanie ocen? Nie w domu Layli.  Layla nie mieszka sama, swoje 2 pokojowe mieszkanie dzieli z 2 koleżankami. Jest tu wieczny bałagan, albo raczej według Layli, artystyczny nieład. Nic do siebie nie pasuje. Otwierając lodówkę w jej mieszkaniu zobaczymy mleko migdałowe,musli i mrożoną pizzę. Trochę zdrowo, trochę nie. Layla kocha komedie romantyczne, i dużo muzyki, non stop tańczy i śpiewa. Uwielbia domówki, imprezy i koncerty. Czy da się nie lubić Layli? Nie, to szczera, otwarta i niezwykle radosna osóbka, kochają i przyjaciółki i  mężczyźni. Layla wie, że jej urok działa na wielu. Na tego młodego Ericka również.

Layla, you’ve got me on my knees.
Layla, I’m begging, darling please.
Layla, darling won’t you ease my worried mind.

37aed93994196f7d98283c1f2d9770c21

Rosanna. Ona poznała Jego kilka lat temu, zakochali się, stworzyli parę, wynajęli małe mieszkanko. Zaczęli planować nawet wspólną przyszłość. Dwoje  uroczych dzieci, mały domek i spokojne życie na angielskiej wsi. On był taki sobie, niewysoki, chudy, okularnik, pisał doktorat, skromny, cichy,nijaki. Ale jaki zakochany. Zakochany w Rosannie. Rosanna była córką bogatych rodziców, niezbyt interesowała ją szkoła, chociaż chodziła do świetnej i prywatnej. Rosanna była piękną dziewczyną, burza kręconych włosów, kobieta sylwetka, wspaniały uśmiech. Po studiach Rosanna zaczęła pracować w gazecie, została modową dziennikarką. Bale, bankiety, rauty, suknie, makijaż, tajniki depilacji i nowe metody opalania. Rosanna w pracy była postrzegana jako rozpuszczona panienka, której w głowie tylko błyszczyki i koronki. I ta dziewczyna, mająca takie znajomości i tyle okazji, związała się z Nim. W domu byli jak wszyscy inni., on robił jej śniadania, obowiązkowo jeden tost z odrobiną miodu i połowa grapefruita. Po pracy czekał na nią On z zupą, ona zrzucała modne ciuchy, wkładała dres i oglądali programy przyrodnicze. On czytał jej wiersze, a ona uczyła się piec ciasta. Zrobiła nawet pierwsze słoiczki malinowej konfitury. On był zachwycony, ona coraz mniej. Coraz bardziej zdawała sobie sprawę,że nic nie wie. Nie wie czy takie życie chce prowadzić. Imponował jej blichtr, marzyła o codziennych premierach i relacjach z czerwonego dywanu. Była rozdarta. W pewien poranek nie poszła do pracy, zabrała swoje rzeczy, wynajęła mieszkanie, zostawiła liścik. Wciąż nie wie czego chce. A On wciąż tęskni….

All I wanna do in the middle of the evening is hold you tight
Rosanna, Rosanna
I didn’t know you were looking for more than I could ever be

9797ddf50cdd7ec294f54d0d64f18015

Suzana ma 17 lat, uczy się w liceum. Jest nieśmiałą,szarą myszką. Taka zwykła nastolatka. Lubi się uczyć, chce być lekarzem, a jak się nie uda to chciałaby zostać pielęgniarką. Susana ma nieco młodzieńczego trądziku, który przykrywa pudrem starszej siostry. Dużo czyta, lubi włóczyć się po parkach, pasjami robi zdjęcia, nie znosi w-fu, i ciągle kłóci się z mamą o to by mogła mieć w domu psa. Poza siostrą Suzana ma dwóch braci. Któregoś dnia dziewczę poznaje nieco bliżej Jego. Klasowy Macho, przystojny, z błyskiem w oku. Nie lubi szkoły, lubi za to żelować włosy, nosić koszule i nie zapinać 2 pierwszych guzików, i czarować młode damy. Myślał,że z Suzaną będzie jak z innymi,ale nie. Jego wzięło na poważnie. Oszalał dla tej szarej myszki. Ach, cóż ona w sobie miała. Młodość, tajemnicę, tę nieśmiałość. Spotykali się w parku i spacerowali. Albo szli na sok pomarańczowy do przyparkowej kawiarni o nazwie Delikatna. Odkładał każdy grosz na te randki. A Suzana, cóż, Suzana bardzo go lubiła. Ale miała zasady, swoje zasady. Babcia zadbała by Suzana wiedziała co damie wypada a co nie. Dzielnie więc spacerowała, spacerowała obok niego, i nie pozwalała na nic więcej niż pozwoliłaby sobie jej babcia. Jemu nie zostało nic więcej, jak po kolejnej randce, gdy trzymała go na dystans zanucić….

Su-sanna, I’m crazy loving you….

2705-close-up-portrait-of-a-beautiful-teen-girl-outdoors-pv

Ach ten słodki uśmiech, ach te piękne zgrabne nogi, ach te kwieciste sukienki. Poznajcie Lilian, młodą, pełną energii i werwy pannę. Lilian jeździ na rowerze, jest wegetarianką, nauczycielką, po pracy pędzi do schroniska, gdzie jako wolontariuszka pomaga przy bezdomnych psiakach. Jej emerytowane sąsiadki ją uwielbiają, Lilian zawsze obdarzy je uśmiechem , upiecze dla nich szarlotkę i wniesie zakupy. Lilian ma na ramieniu zabawny, mały tatuaż. Uwielbia kwiaty, dwa razy w tygodniu jeździ na ekologiczny targ gdzie kupuje nie tylko naręcza tulipanów, ale i swój rowerowy koszyk wypełnia kilogramami zdrowych warzyw i owoców. Lilian wydaje się być dziewczyną idealną. Ale ma maleńką, drobniutką wadę. Zmienia mężczyzn jak rękawiczki. Najpierw pojawia się ten jej nieziemski uśmiech, potem parę słów, potem parę idealnych randek i …. Lilian się nudzi. A jak on cierpi, a jak on cierpi. Pół miasta, albo przynajmniej pół dzielnicy ma przez nią połamane na kawałki serca…

Oh, Lillian
I should have run
I should have known
Each dress you own
Is a loaded gun

19b124c834e4f4136f105b5d222d76db

Wiem, wiem. Jest jeszcze Angie, Roxanne, Sadie, nasza Pamela co się żegna.I jest nawet seksibomba o imieniu Aleksandra, celowo ją pomijam bo Aleksandra przedstawia się sama.  Ja też się żegnam Czas na mnie.

Ścieżka dźwiękowa-  X Ambassadors- Renagades

Naga Justyna bryka po plaży

Taki nagłówek zobaczyłam ostatnio na jednej z gazet w kiosku. Idiotyczny prawda? Ale jakoś tak mnie zainspirował. Za oknem pada, wieje i jest okropnie szaro. A Justyna odpoczywa na plaży, i jest jej tak gorąco, że bryka nago. A ja walcząc z wiatrem nakładam drugi szalik, i naciągam kaptur. Na czapkę oczywiście. Zimowe podmuchy nad morzem, ostro dają w kość.

A taka Justyna już czuje lato. Nie wiosnę, Justyna niczym w lipcowe, upalne przedpołudnie,bryka po plaży. Zapewne też miała dość zimy. Szepnęła komuś słówko i już, znalazła upalne miejsce, idealne do brykania. Zanim się tam jednak znalazła musiała, po prostu musiała ostro marzyć o lecie. O słońcu, lekkiej bryzie, morzu i braku zimowego płaszcza i kozaczków, które też miały dość i możliwe, że spektakularnie dokonały aktu rozwodu z podeszwą ( oczywiście w drodze do pracy). W każdym razie pozazdrościłam Justynie. Zapraszam na podróż. Muzyczną podróż ku lecie. Zabierzcie klapeczki, kuse kostiumy i ruszamy w stronę słońca. Idziemy na plażę.

Jest taki pan, który kusi wspaniałym głosem. Jest taki pan, który zaprasza nas na plażę.

 

Take me back to the place that I know
On the beach
Down on the beach
Down on the beach
On the beach

Jak można pozostać głuchym na  takie słowa, które specjalnie dla nas nuci Chris Rea? Oczywiście,że mamy ochotę rzucić ręczniczek (byle gdzie) i biec ku brzegowi, słońcu, niej bądź niemu * niepotrzebne skreślić. Nie wiem jak Wy, ale ja mam ochotę nigdy nie zejść z tej plaży.

 

Nobody loves no one….

Ha, i teraz zagwostka, jakiż te słowa mają związek z plażą? Ano mają i to jaki. W kategorii  tekstowej rzeczywiście cała piosenka nie odnosi się do lata ani razu. Nie ma plaży, nie ma morza, nie ma kremu z filtrem i drinków z palemką. Jest za to teledysk. Niektórzy już wiedzą o co chodzi. W kategorii najbardziej perwersyjnych teledysków jakie widziałam mając 5 lat, ten zdobył miejsce pierwsze. I na szczycie zostawał przez 15 lat. Zawsze gdy widziałam jak Helena Christensen wije się na piaszczystej plaży miałam rumieńce. Tak, ta piaszczysta plaża, kusy kostium, piękna Helena i seksowny głos Chrisa Isaak’a, sprawiły,że w kategorii plażowych pieśni Wicked Game, u mnie są naprawdę bardzo, bardzo wysoko.

a3766c75f5b73b3e74579720b0d574a2

Było bardzo seksownie. Czas zmienić klimat. Plaża, Kuba, drinki z palemką, tłum turystów, i wielka różowa suknia beza. Tak, niektórzy znów wiedzą o co chodzi. Ci co nie wiedzą zaraz się dowiedzą. Jeżeli chodzi  o słoneczne piosenki, ta jest bliska memu sercu. Wystarczy,że zanucę parę nut i już mam lepszy humor. A jeżeli usłyszę ją jeszcze w wersji Rachel Green, to moje serce zaczyna przepełniać wyjątkowo letnia i radosna atmosfera.

At the Copa, Copacabana
The hottest spot north of Havana
At the Copa, Copacabana
Music and passion were always in fashion
At the Copa….don’t fall in love.

Tak wiem, piosenka za wesoła nie jest. Ale rączka do góry tego, którego choć na moment nie przeniosła na Copacabanę, kto nie zamarzył o słońcu, wodzie i nie widział siebie w kubańskim barze?

c7f4c17f2a01a7bcafef2682e1d6ef01

Piosenki plażowe, będzie kobieco. Miło? Nie wiem. Wiem,że jeżeli wyobrażam sobie plażę, to nie mogę nie przypomnieć tego utworu.

Tropical the island breeze
All of nature, wild and free
This is where I long to be
La isla bonita
And when the samba played
The sun would set so high
Ring through my ears and sting my eyes
Your Spanish lullaby

Madonna. Nie będę ukrywać,że Madonna mnie nie rusza. Co prawda nie ukrywam,że jej głos  nie jest wybitny, a czasami z przewagą często, jej zachowanie mnie irytuje. Ale kiedy widzę Justynę na plaży, to od razu słyszę tę muzykę. To taki spokojny utwór, w sam raz na zachód słońca na plaży. Albo na wschód. W zależności od tego czy z nas sowa czy skowronek. A może dwa w jednym? Pięknie jest prawda?

 

Ale, znów mamy męskie głosy. Panów  w kąpielówkach, krążących po gorących piaskach, szukających takich półnagich Justyn. Ci panowie zresztą wyjątkowo lubią plażowe klimaty, skoro nazwali swój zespół Beach Boys. Ich utwór niezmiennie od lat poprawia mu humor i jakoś dziwnie zapominam ( na moment oczywiście ) o chłodzie i mrozie. Takie szybkie wakacje. Za każdym razem jak włączam Kokomo.

Afternoon delight
cocktails and moonlit nights
That dreamy look in your eye
Give me a tropical contact high
Way down in Kokomo

W ten oto sposób ten paskudny, wciąż zimowy i wietrzny poniedziałek stał się dużo przyjemniejszy. Mam nadzieję,że i Wam udzielił się wyjątkowo słoneczny nastrój. I niczym Justyna, brykacie po piaszczystej plaży.

Processed with VSCOcam with q3 preset

Ścieżka dźwiękowa- Kult-Do Ani

 

6 piosenek bez różowych motylków

Walentynki. Moje wspomnienia? Zawsze parę dni przed szłam z koleżanką do sklepu papierniczego, kupowałyśmy parę kartek i wysyłałyśmy je walentynkową pocztą do naszych sióstr. Zawsze podpisane Tajemniczy Nieznajomy. Nie wiem czy powinnam głośno o tym mówić, ale nigdy nie dostałam walentynkowej kartki. Ba, złamanego ,czekoladowego serduszka też nie. Ale nie oszukujmy się, nie znoszę takich sztucznych świąt. Więc nie zamierzam nigdy go obchodzić. Choćby sam Brad Pitt ( w garniturze), Dave Gahan( bez koszulki) czy też Jude Law ( w sutannie) błagali na klęczkach. Nie i już.

Ale na fali tego jakże różowego, radosnego i pełnego miłości święta,zapraszam na szybki przegląd piosenek o miłości, albo zupełnie nie o miłości, które pomogą tym, którzy jutrzejszego święta nie spędzą na romantycznej kolacji, w blasku świec. Nie założą czerwonej sukienki i nowej niewygodnej ,acz seksownej bielizny. Nie kupią, albo nie dostaną dwóch tuzinów róż.

Zapraszam na walentynkową imprezę po mojemu.

Zaczynam na ostro. A co tam. To moja impreza,i moje prawa.

You’re killing me again
Am I still in your head?
You used to light me up
Now you shut me down….

Again, Archive. Prawie 16 minut rozdzierającego serce utworu o miłości, która zdecydowanie nie dodaje skrzydeł. Wielkie uczucie, wielkie cierpienie, ogromny ból, żal, złość, smutek. Epicki utwór, w sam raz dla tych, którzy niedawno zostali sami i mają w sobie masę negatywnych uczuć. Gwarantuję, po przesłuchaniu tego utworu od pierwszej do ostatniej sekundy, nie będziecie w stanie stać na dwóch nogach i to bez użycia środków procentowych. Leżąc na podłodze będziecie płakać, rwać zdjęcia i zaraz je sklejać a także błagać go/ją by wróciła i znów było różowo i słonecznie. Utwór zdecydowanie dla tych, którzy świeże,jeszcze krwawiące rany lubią posypywać solą.

6d5d15957fa3c858d7f03cf12297e867

To się zdołowaliśmy. Jako,że ciągle tkwimy w tym beznadziejnym stanie,gdy chce się podciąć sobie żyły przy pomocy mydła w płynie, a trwamy jedynie dzięki kolejnym filiżankom szatańsko mocnej kawy,pośpiewamy z Portishead.

Cos nobody loves me
Its true
Not like you do

Who oo am I, what and why
Cos all I have left is my memories of yesterday
Ohh these sour times

Tak, witaj gorzki czasie, tak gorzki jak kawa zrobiona z 5 łyżeczek granulatu bez ani grama cukru. Gorzki smak uderza do głowy, paraliżuje mięśnie, w tym ten najważniejszy co pompuje krew, a z okazji święta przedstawiany jest tak jako różowo-czerwone radosne,serduszko. Tak więc tkwimy w rozpaczy i żałości. I nucimy dopóki nie zacznie się kolejny etap. Ciężko w to uwierzyć, ale on przyjdzie.

Gdy mija ten stan wielkiej rozpaczy, przychodzi złość i chęć działania. Bo gdy On, czy też Ona na ostatnią chwilę zmieniają swoje/nasze walentynkowe plany, albo co gorsza w ogóle nas zostawiają na pastwę losu, to człowiek chciałby coś zrobić. Może pociąć zdjęcia (tak,te starannie posklejane), wyrzucić przez okno doniczkę ze storczykiem(przekwitniętym) który dostało się na drugiej randce, albo maksymalnie wyciętą piżamkę, z która nigdy nie wiadomo było co i gdzie się wkłada. Wtedy jest maksymalna złość i chęć wykrzyczenia światu tego bólu. Na mojej imprezie śpiewamy więc:
There’s a look on your face I would like to knock out
See the sin in your grin and the shape of your mouth
All I want is to see you in terrible pain
Though we won’t ever meet I remember your name
Can’t believe you were once just like anyone else
Then you grew and became like the devil himself
Pray to god I think of a nice thing to say
But I don’t think I can so fuck you anyway

Tak, to znów piosenka Archive,ale my słuchamy jak śpiewa Brian Molko z Placebo. Wiem ,że to nie jest piosenka miłosna, w założeniu twórców dotyczy polityków i mediów. Ale co tam, moja impreza, moje prawa. To piosenka z dedykacją za wszystkie nieudane randki, za złamane serca, beznadziejne prezenty i obietnice bez pokrycia. To co, robimy głośniej? Od razu lżej na serduchu prawda?

363b379c2606858549501b8289247aa6

Zrobiło się lżej, spokojniej, może nawet nieco sentymentalnie? Oczywiście dalej jest nam źle i smutno. Świat jest taki niesprawiedliwy. Inni są szczęśliwie zakochani, a my nie. Tak więc właśnie z tej okazji siedzimy schowani/schowane pod kocem. Ciepłym kocem w misie, ale zdecydowanie nie różowe. Jemy 4 pojemnik lodów o smaku czekolady z kawałkami ciastek o smaku czekoladowym i popijamy to wszystko mlekiem. Z czekoladą oczywiście. I nucimy sobie głośno tak.
I’m walking in the rain
Tears are falling and I feel the pain
Wishing you were here by me
To end this misery and I wonder
I won-won-won-won wonder
Why why why why why why she ran away
And I wonder where she will stay
My little runaway run-run-run-run runaway.

Del Shannon nuci, a my mamy ochotę na jeszcze większą porcję lodów. A to łotr jeden, nie dość, że uciekł ( w pośpiechu z kochanką), czy też po prostu sobie poszedł ( na mecz z kolegami), to zostawił zamrażarkę pełną lodów. Szuja jedna.

Szuja. I szczeżuja nawet.

Ale nie dręczmy biednych panów, oni też potrafią cierpieć. Na przykład pewien pan umówił się na szybko z jakąś panią. No szczęścia w miłości to mu brak. Szybkie randki, brak zaangażowania, bolesne wspomnienia. I kiedy on tak czeka na tę blondynkę o internetowym pseudonimie Filigranowa Judysia Ptysia 407, dostrzega swoją pierwszą i prawdziwą miłość. Swoje wielkie uczucie, które zaprzepaścił.Gotowy jest podarować jej nie dwa, a trzy tuziny róż i nie jedną, a dwie zamrażarki lodów. Ale ona nie chce go znać i dumnie odchodzi. Pan zaczyna nucić, a ja zapraszam go na imprezę-chodź kolego, pocierpmy razem. Johnny Cash to specjalista od miłosnych problemów.
I thought she loved me with a love that wouldn’t die
Looking at her now I can’t believe she said good-bye
She just left me stading in there, I never been so shocked
She used to love me a lot
She used to love me a lot
She used to love me a lot

Pan płacze, stęka i marudzi. Ale my go zostawmy, za parę chwil, przejdzie i on do innego etapu.

Etapu pełnego radości, szczęścia i wiary w swoje możliwości. Bo przecież wina leży po tej drugiej stronie. Jeżeli ona czy też on nie potrafi docenić naszych wad, jakże uroczych, a także zakochać się w  naszych zaletach,to jego/jej strata. Nasze ramiona są pojemne, możemy nimi objąć cały świat. Również cały klub ze striptizem. Ale pojechała sobie myślicie. Klub ze striptizem? Ano tak. Ostatnim etapem mojej imprezy jest to poczucie, że ok, jesteśmy solo,ale gotowi na podbój świata. Może być i klub ze striptizem. Może być kawiarnia, dyskoteka, albo praca. Byle co, ubieramy się, malujemy, perfumujemy, albo wręcz przeciwnie, stawiamy na nasze naturalne piękno i czujemy się jak władcy świata. Ja wybieram striptiz bo cóż, pamiętacie gdzie Chandler z Przyjaciół poszedł leczyć złamane serducho? I co wtedy leciało w tle? To co, śpiewamy? Depeche Mode, musiało się pojawić.

Don’t say you want me
Don’t say you need me
Don’t say you love me
It’s understood
Don’t say you’re happy
Out there without me
I know you can’t be
‚Cause it’s no good

00bd9b36f913f8267f62c3fac65beb5b

I w ten oto sposób poczuliśmy się jak nowo narodzeni. Z moją playlistą przeżyliście skrajne emocje, ale chociaż wiecie, że Walentynki niekoniecznie muszą tonąć w różu i kiczu.

8243dc567766bc5752c38ea3aa7b1b21

Ścieżka dźwiękowa-  Syd Barrett Octopus