Zaplątana

Dzisiejszy wpis zainspirował wczorajszy dzień, wróć, przedwczorajszy. Wczoraj miałam wolne. A raczej droga do pracy. I 12 razy przesłuchany ten sam utwór. Tak, tak, zaplątałam się. Zapętliłam. Czasem tak mam. Są takie piosenki, których nie potrafię słuchać jeden raz. Ledwie się zacznie a ja zaczynam żałować, że upłynęło już 5 czy 10 cennych sekund i piosenka pędzi. A ja bym chciała ją zatrzymać. I zatrzymuję ją przy sobie w oryginalny sposób. Czyli po prostu puszczam sobie non stop. I o dziwo, są takie utwory, które mimo tego puszczania od nowa i raz jeszcze, nigdy mi się nudzą. Dziw to wielki, ale tak jest. Raz tak się zapętliłam , że całą drogę na wakacje – 300 km, słuchałam tylko jednej piosenki. Dalej ją lubię!

Zapraszam więc na przegląd moich zapętleń.

Na pierwszym miejscu będzie moje ostatnie zapętlenie. Piosenka wpadła mi w ucho ponad rok temu. Ot, czekałam na Fakty, leciała reklama, Jude Law wsiadał do super auta, w tle leciała ta piosenka, a ja przepadłam. Od razu zaczęłam szukać tego utworu, znalazłam i słuchałam jak zaczarowana. Potem na trochę mi przeszło. A ostatnio znów wróciło. Ze zdwojoną siłą. Nie ma możliwości bym nie zrobiła sobie codziennie seansu z tą piosenką. I jest to o tyle dziwne, że ten utwór nie jest jakoś specjalnie w moim stylu. Ale ma w sobie olbrzymią moc! I ta moc zdecydowanie mi pasuje i wprawia we wspaniały nastrój. Z pewnością nie kojarzycie tego nazwiska, więc przedstawiam Jimi Charles Moody. Tajemniczy młody Brytyjczyk, który dosłownie i w przenośni skradł moje serce.

Jimi Charles Moody – House of Moody

Następny utwór jest spokojniejszy. Ale dużo, dużo smutniejszy w odbiorze. Nie przeszkadza mi to jednak iść ulicą i śpiewać. I musi wyglądać co najmniej idiotycznie kiedy tak sobie drepcze w radosnej sukience w kwiatki i śpiewam, że w zasadzie to samobójstwo nie jest tak bolesne jak się mówi. Może już niektórzy będą kojarzyć. Ale nie powiem od razu, kto,co i dlaczego. Otóż ten zespół nie tylko tworzy wspaniałe piosenki swoje, własne, i osobiste, ale i genialnie działa w kwestii coverów. Ich interpretacje znanych utworów są często dużo, dużo lepsze niż oryginały-tak Rihanno, patrzę na ciebie. Nie inaczej jest i z tą samobójczą piosenką. Zasadniczo, na przekór, im częściej jej słucham, tym mam lepszy humor ! Duża w tym zasługa głosu wokalisty, po prostu mnie urzeka i wprawia w ekscytację. W pewnym momencie tej piosenki po prostu mam dreszcze. I mam ochotę spacerować, chłonąć piękno świata i nigdy nie wyłączać tego utworu. Najgorzej jak usłyszę ją rano w radiu, wtedy cały dzień chodzi mi po głowie. A gdzie tam po głowie, po całym ciele ! I non stop ją sobie nucę. Panie i Panowie., Manic Street Preachers.

Manic Street Preachers – Suicide is painless ( Thehe from MASH)

Będzie po polsku. Młoda wokalistka, piosenka  o nieco pokręconym tekście, mocny głos i dziwna energia. Ta energia dosłownie wsiąka mi w mózg. Zdecydowanie nie mogę poprzestać na jednym odtworzeniu. Jak na nią trafię to katuję bez ustanku. Uwielbiam ją śpiewać. Tak, szalenie podoba mi się jej tekst. Szczególnie ten fragment mówiący o tym, że bohaterka pieśni,chce oglądać całą gamę złości w kości i chce poczuć z kimś tlen. Wiem, wiem,dla kogoś może to być idiotyczne, ale ja nie potrafię się powstrzymać i słucham  tej piosenki aż mi padnie bateria w telefonie. Daria Zawiałow i jej Malinowy Chruśniak. Uwaga, z tym utworem jak z malinami, trudno poprzestać na jednym razie!

Daria Zawiałow – Malinowy Chruśniak

Teraz zmieniam klimat. Będzie parę panów w średnim wieku. Kiedy oni zaczynali to pani Darii nie było jeszcze na świecie. Panowie są z Polski, pewnie każdy ich dobrze zna. Nie musi lubić oczywiście, ale znać zna. I pewnie ma jakieś wspomnienia związane z ich muzyką. Ja mam. Mam takie, że oczywiście ciężko mi wyłączyć ich piosenkę. To jest śmieszne, ale moja mama kochała ten utwór. Tak bardzo, że przeszło na mnie. Miałam parę lat i śpiewałam razem z wokalistą, że znowu pada deszcz. I tak mi zostało. Potrafię kilkanaście razy z rzędu się zapomnieć i śpiewać ( za głośno), że jak się nie umie kochać wprost to kpi los i pada deszcz. Szczególnie jest to groźne kiedy mam zły nastrój. Wtedy nie odpuszczam. Katuję ten utwór do upadłego! Przepraszam sąsiadów, ale kiedy słyszę Lady Pank włącza się we mnie dzikie zwierzę i śpiewam jakby ktoś mi za to płacił.

Lady Pank – Znowu pada

Teraz czas na piosenkę samochodową. Nie wiem czemu, ale lubię ją sobie posłuchać jadąc autem. Potrafię tak non stop jej słuchać, aż dojadę do celu. O dziwo, ta piosenka w wersji niekoncertowej nie bierze mnie w ogóle, ot poleci, i koniec. Ale kiedy słyszę wersję z koncertu w Łodzi, to nie ma zmiłuj. Męczę samą siebie! I tak do upadłego. Non stop, aż pękają opony. No, może nie aż tak. Ale parę razy zirytowany kierowca chciał się mnie pozbyć z auta, mówiąc,a  raczej grożąc – jeszcze raz, a ciebie wysadzę. I wracaj sobie pieszo. Nie daję się. Tylko razem z wokalistą śpiewam, że trzeba trzymać fason. I klasę. Zawsze i w każdej sytuacji. Tak, tak, ten zespół to…. Toto.

Toto – Hold the line

I sam koniec. Wisienka na torcie. Nie mogło w zestawieniu nie znaleźć się moje ukochane Depeche Mode. Ta piosenka nie znalazła się na żadnej płycie jako jedna z 10-12 utworów, które znajdowały szersze uznanie i lądowały na płycie. To jest b-side, który moim zdaniem,, skromnym zdaniem, jest po prostu genialny. Sama nie wiem czemu nie znalazł się na płycie, ale liczę, że kiedyś tę tajemnicę wyjawią mi panowie, przy jakiejś herbatce. W każdym razie, kiedy zacznę słuchać tej piosenki to mam dreszcze. Uwielbiam napięcie, emocje, głos, muzykę, po prostu wszystko. Kiedy jej słucham zapominam, o całym świecie. Raz poszłam z nią na ustach na zakupy. Zapomniałam co miałam kupić, kupiłam zupełnie coś innego,ale zasadniczo w ogóle mi to nie przeszkadzało. Nic a nic. Kiedy tylko słyszę, że jeden dotyk, jeden pocałunek, a ona teraz ściga cienie jego ciała w swoim łóżku i jestem w niebie. Chociaż ta piosenka, no kurczaki pieczone, elektryzuje, zniewala, po prostu się rozpływam….

Depeche Mode – Ghost

Uwaga. Słuchacie na własną odpowiedzialność. Umywam się od wszelkiej odpowiedzialności, jeżeli i Was zapętli.

8c7c08a6017ba380dc19a264a44d4759

Chociaż na zdjęciu nie jestem oczywiście ja, to tak, mam w pokoju gramofon. Nie, nie kupiłam go w Biedronce. Używam codziennie. Tak, mam winyle. Zaskoczeni?

Ścieżka dźwiękowa –   Depeche Mode – A Pain That I’m Used To

Książkowo-filmowy maj

Kulturalnie maj był bogaty, zarówno w obejrzane filmy, jak i w przeczytane książki. Tych ostatnich na liczniku mam 15. Weekend majowy zrobił swoje. Jak i 4 chorobowe dni pod koniec miesiąca. Z tych 15 pozycji jedna była jedynie totalnie i całkowita niestrawna. A reszta momentami aż za dobra!

Paulina Ptasińska i Wesele. Pani Paulina napisała niesamowicie infantylną i nudną książkę. Czegoś tak złego, nijakiego i bez sensu nie czytałam od dawien dawna. Powiem szczerze, Wesele powinno być zakazane wszystkim osobom powyżej 10 roku życia. Cóż to za fabuła? Otóż są sobie siostry, jedna ma męża, druga właśnie się zaręcza z okropnie bogatym typem,a  trzecia nie ma szczęścia w miłości. Ale przyszły pan młody ma brata, jeszcze bardziej bogatego. Historii dalej chyba streszczać nie muszę? Środkowa siostra zakochuje się w nim, a on w sumie traktuje ją dość dziwnie. Po drodze ona parę razy się zezłości, a on popatrzy na nią seksownymi oczami i ona się roztopi. I wiadomo, będą kolejne zaręczyny. A to ci niespodzianka,  prawda? Książka dla tych, które minimum 24 godziny na dobę rozmyślają o księciu z bajki. I nadmiar romantyzmu i różowych baloników nie wychodzi im bokiem.

 

Ale teraz będzie lepiej. Obiecuję.  Dwaj bracia Bena Eltona to fascynująca i porywająca opowieść o bliźniętach urodzonych w 1920 roku. Dwa bracia, jedna rodzina, jedno miasto, ale inna krew. I ta krew sprawia, że w świecie gdzie dojrzewa  i rozplenia się faszyzm i nacjonalizm Paulus i Otton mają zupełnie różne perspektywy na dalsze życie. Ta książka porusza, zachwyca, wzrusza, chwilami złości, a chwilami patrząc na głupie zachowania braci nieco śmieszy. To przepiękna opowieść o sile braterskiej miłości, przywiązaniu, sile wychowania, i wielkiej nadziei i odwadze. To jedna z takich książek, które szczególnie polecam, bo w prosty i dość przystępny sposób opowiada o trudnej historii, tak nieodległej.

Świat jest naprawdę piękny. Szkoda że są w nim ludzie.

Jak wiecie moi dziadkowie byli Litwinami, z dużą więc przyjemnością zabrałam się za Silvę Rerum, litewski hit. Z pewnym żalem muszę przyznać, że książka ta przeleżała na mojej nocnej półce…. 6 miesięcy zanim po nią sięgnęłam. Sama nie wiem dlaczego? Chyba dlatego, że mojemu tacie tak bardzo się podobała, że bałam się skonfrontować moją opinię z jego. Ale nie było czego się bać. Książka została napisana w rewelacyjny, nieco gawędziarski sposób. Ot, jak byśmy siedzieli przy kominku i słuchali opowieści wybitnego gawędziarza. Kronika życia rodziny Narwojszów wciągnęła mnie bez reszty. Myślę,że dzięki dużej lekkości i specyficznemu, ale przyjaznemu czytelnikowi stylowi, ta książka spodoba się każdemu. Bo czyta się sama. XVII wiek, okazuje się fascynującym czasem, kiedy rządziły proste wartości – miłość, wierność i przywiązanie.

Nazwać go diabłem byłoby retorycznym nadużyciem, choć delikatnie mówiąc, bakałarz filozofii Jan Kirdej Biront miał porachunki z Panem Bogiem, a to, że chętnie by Go spotkał ciemną nocą w ciasnym wileńskim zaułku i za pomocą pięści wyjaśnił, co o Nim sądzi, sam traktował jako najlepszy dowód swojej wiary w Boga.

Paulina Simons to pisarka, która wiele uwagi poświęca Rosji. Nic dziwnego, to kraj jej rodziców, z którego ona jako dziewczynka wyjechała i osiedliła się z rodziną w Stanach. Niemniej jednak Rosja jest jej bardzo bliska. Tym razem napisała ona książkę, relację z podróży do Leningradu. Szykując się do tworzenia swojej książki, która zdobyła serca milionów czytelników, postanowiła lepiej poznać Leningrad, miejsce gdzie w czasie wojny dziać miała się akcja jej powieści. Mieście, skąd ona pochodzi, gdzie się urodziła i spędziła parę lat życia. Gdzie wciąż ma rodzinę i dawnych, pierwszych przyjaciół. W tę podróż zabiera swojego ojca. Podróż w latach 90 do zmienionej, innej Rosji jest dla nich olbrzymim przeżyciem. Powrót do wspomnień, tych najbardziej bolesnych, jest naprawdę trudny.  Konfrontacja z przeszłością i teraźniejszością. Ta książka naprawdę robi wrażenie na czytelniku. Rzetelny dziennik a pięknej, ale wyjątkowo trudnej podróży. Przeczytałam jednym tchem. 6 dni w Leningradzie, polecam.

MIASTO-BOHATER LENINGRAD
[…] Te trzy słowa krzyczą w nocy, oświetlone aureolami aniołów: – głodowaliśmy, walczyliśmy i umarliśmy, ale się nie poddaliśmy.

Kolejna książka zaczęła się typowo. Małżeństwo, takie raczej nudnawe, ona ma rozterki, bo chyba nie kocha go tak bardzo jak on ją, mieszkają sobie na prowincji i wiodą nudne życie. Aż ona dostaje pracę w Londynie i regularnie zaczyna jeździć do niej nocnym pociągiem. Nocny Emily Barr to książka zaskakująca. Owszem,nie jest to wybitne dzieło, ale tak zaskakująca, że czytałam ją z wielkim zainteresowaniem. Po jej przeczytaniu wiem, że w nocnym pociągu nie tylko się śpi. A banalna podróż do pracy, może całkiem odmienić czyjeś życie. Zdecydowanie polecam wszystkim tym, którzy poszukują lekkiej, ale oryginalnej pozycji. W sam raz na wakacje.

Musso przyzwyczaił swoich czytelników do oryginalnych i niebanalnych historii. Czasem to bywa aż za irytujące. Ale, ale. Tym razem dałam się zaczarować po całości. Ta chwila, to nie jest książka, o której łatwo się zapomni. Przenosi bowiem w zupełny inny wymiar. I przypomina o tym , że życie składa właśnie z takich chwil. Tych wszystkich niepowiedzianych słów, odłożonych telefonów, odwołanych spotkań. Chwila, moment, mija sekunda, i jesteśmy starsi. Mija 10, 15 lat, jesteśmy w zupełnie innym momencie życia. Co było wczoraj zupełnie się nie liczy. Czy nie warto byłoby więc odpuścić ? Magia, tajemnica, rodzinne historie. Mnie wciągnęła i całkiem pochłonęła.

…pamiętaj , CZAS jest graczem namiętnym, co WYGRA bez szachrajstw każdą partię…

Filmowo. 9 obrazów za mną, dość dobry wynik. Oczywiście najlepszym filmem maja uznałam Klienta, było to wiadomo od 2 maja, że to mój typ. Jako, że szczegółowo go opisałam, to daruję Wam moje kolejne zachwyty. Byłoby to śmieszne, choć pewnie przyjemne dla reżysera. Wróćmy do tematu. Jakie filmy mnie ujęły, a jakie zdecydowanie odrzuciły?

Ujął mnie Wstrząs. Tak, to dziwne, ale film z Willem Smithem mogę uznać za naprawdę dobry. Chociaż tematyka związana z amerykańskim futbolem nie jest tym co naprawdę mnie kręci. Ale, ale, ta historia naprawdę wciąga, a sposób jej opowiedzenia sprawia, że film ogląda się z prawdziwą przyjemnością. Film powstał na podstawie prawdziwej historii. Historii lekarza, który odkrył powiązanie między urazami głowy, a późniejszymi samobójstwami zawodników. I stanął do walki z olbrzymim związkiem. Wszyscy przeciw jednemu. Nie sądziłam, że film o wpływie sportu na zdrowie zawodników w połączeniu z Willem Smithem mi się spodoba, ale podobało.

20160312185833

Na plus mogę też ocenić film  Przyjaźń czy kochanie? Wiem, wiem, tytuł sugerować może banalną komedię romantyczną, a jest zgoła inaczej. Historia dzieje się w Anglii, w XVIII wieku. Jest to więc film kostiumowy, opowiadający o intrygach, miłosnych oczywiście. Lady Susan Vernon, jest młodą wdową, o wątpliwej reputacji, która w posiadłości szwagra próbuje przeczekać skandal z jej udziałem, a także zabezpieczyć sobie bezpieczną przyszłość. Czyli w skrócie szuka bogatych kandydatów na męża, dla siebie i córki. Czegóż się w końcu nie zrobi dla finansowego komfortu… Pełna intryg, pomyłek i cynizmu komedia. Naprawdę świetnie zagrana, idealna rozrywka na środek tygodnia.

film_duze

Teraz minusy. Planeta Singli. Gdzieś przeczytałam, że po zobaczeniu tego filmu publiczność i krytyka głosiła, że instytucja komedii romantycznych w naszym kraju jest uratowana. Otóż, powstał film zabawny, dowcipny i inteligentny. Widać jestem jakaś dziwna, ale powiem szczerze, ten film był dla mnie żenujący. Oglądałam go z niesmakiem. Zamiast komedii, wyszedł dramat. Dla mnie wszystkie w tym filmie było sztuczne, żenujące i bez sensu. Przecież wiadomo, że jeżeli jesteś 27 letnią  nauczycielką muzyki w szkole chodzisz w sweterkach pod same uszy, masz okulary i własne mieszkanie w Warszawie. I nie masz faceta, i boisz się,że umrzesz samotnie. I masz idiotyczne koleżanki. I w kawiarni spotykasz gwiazdę telewizji, która proponuje ci udział w swoim „szoł”. I jest „szoł”.

600756_1-1

 

 

Zmieniam gatunek. Pomińmy romantyczne komedie, Wizyta. Kto oglądał 6 zmysł, rączka w górę? Właśnie, wszyscy widzieliśmy i się zachwyciliśmy. Ten sam reżyser, czyli M. Night Shyamalan od lat jedzie jednak windą w dół i tworzy filmy, które nie zachwycają, ale sprawiają, że o 6 zmyśle można mówić jako o wypadku przy pracy. Ot, udał mu się jeden, może dwa filmy i tyle. Teraz próbował się zrehabilitować przy pomocy Wizyty. Filmu mówiącego o wizycie dwójki nastolatków u nigdy nie widzianych dziadków. Dziadków, którzy z każdą kolejną chwilą coraz dziwniej się zachowują. Po horrorze oczekuję jednego – obejrzę i trzy dni będę spała z zapaloną lampką. Tutaj nie doświadczyłam choć cienia gęsiej skórki. Zupełnie nic. Jakbym oglądała Przyjaciół. Dziwny, pokręcony film, który nuży.

the-visit-deanna-dunagan

W maju obejrzałam też film o najdziwniejszym tytule. Emigrant w żelkowej malinowej łódce. Tak zwany film środka, ni dobry, ni zły. Ale tytuł zwalił mnie  z nóg. No dobra, leżałam na łóżku, więc nie zwalił dosłownie, ale w przenośni na pewno.

A ja muszę dodać- piękna pogodo wróć!

Ścieżka dźwiękowa-  The Dumplings – Technicolor Yawn

O pewnym Kliencie

Nie, nie. Nie będzie teraz relacji z pracy. O tym jak kto na mej drodze stanął niemiły pan klient, co uprzykrzył mi życie. Nie,nie.

Celowo użyłam słowa Klinet z dużej litery. Bo Klient to tytuł. Tytuł filmu na którym byłam w tym małym studyjnym kinie. Film nie jest szczególnie nowy, ba, zdążył nawet dostać Oskara. Ale w moim mieście, a przecież nie mieszkam na prowincji wyświetlano go dopiero teraz. Dlaczego? Nie wiem.

W każdym razie parę lat  wstecz oglądałam Rozstanie i szczerze przyznaję, zachwyciłam się tym filmem. Do tego stopnia,że z zachwytem poszłam by na dachu Teatru Szekspirowskiego podziwiać Taxi Teheran. Co łączy te trzy filmy? To, że dzieją się w Iranie, są kręcone przez tamtejszych twórców, ba, Rozstanie i Klienta łączy reżyser i główny aktor.

To o czym jest Klient? Cóż to za fabuła, warta Oskara, na marginesie?

Młode małżeństwo, on jest nauczycielem i aktorem amatorem, ona śliczną aktorką z tego samego teatru. Pewnego dnia ich dom zaczyna pękać, muszą uciekać. Dalsze mieszkanie w tym miejscu jest niemożliwe. Z pomocą śpieszy kolega z teatru, ma mieszkanie na wynajem. Młodzi decydują się na jego ofertę, w końcu nie będą mieszkać w teatrze, pod sceną. Wprowadzają się. W mieszkaniu była lokatorka zostawiła część swoich rzeczy. Bardzo im to przeszkadza, ale kontakt  z panią jest utrudniony. Kiedy jako tako się urządzają i pozornie zyskują stabilność, do mieszkania dzwoni domofon. Kobieta jest sama, wpuszcza dzwoniącego ( w domyśle męża) i idzie pod prysznic. Dzwoniącym był klient lokatorki.

Co się stało w mieszkaniu? Nie powiem, nie mogę. Zresztą my też tego nie wiemy. Ale od tego momentu życie małżeństwa radykalnie się zmieniło. Nim zaczyna rządzić zemsta. Taka najbardziej prymitywna cecha.

W tym filmie reżyser skupia się głównie na emocjach mężczyzny. Zniewaga popełniona na jego ukochanej,jest bowiem jego zniewagą. Ona chce zapomnieć, on nie potrafi. Na siłę chce wymierzyć sprawiedliwość. Po drodze zapomina o swojej żonie. Skupia się tylko na sobie i swoich odczuciach.

Ten rodzinny thriller mógłby rozegrać się tak naprawdę w każdym miejscu na świecie, w każdym domu. Bo to film o kryzysie męskości. Emad cierpi, cierpi jego urażona duma i ambicja bo powinien  chronić swoją żonę. O ile Rana pogodziła się z wydarzeniami, o tyle Emad dolewa oliwę do ognia i staje się coraz bardziej agresywny. Ale czy to nie jest tylko na pokaz?

Film jest niezwykle szlachetny i mimo podejmowanego tematu subtelny. Głównie dzięki genialnej grze aktorskiej i wyczuciu reżysera. Powolne odkrywanie prawdy, daje widzowi wiele okazji do refleksji. A jak ty byś się zachował na miejscu Rany,albo na miejscu Enada ? Kto ma rację? Ona czy On? Kto wygra, czy zatriumfuje sprawiedliwość?

Szczerze polecam ten film każdemu.  Jest wspaniały do tego by zacząć po nim dyskusję. Ja z moim bratem całą powrotną drogę do domu spędziłam na debatowaniu czy śledztwo Enada miało sens?

To po prostu film, który śmiało można nazwać wybitnym.

Salesman

P. S. Dziś jest ten dzień. Dziś oficjalnie zaczęłam sezon na letnie sukienki w kwiatki.

Ścieżka dźwiękowa – Leonard Cohen – Chelsea Hotel #2

Mały człowiek. Wielka siła.

Co się tak krzywisz? To najlepsza kawa na całej Pradze – Turek! Zawiera domieszkę kawy naturalnej, jęczmień palony, ekstrakty smakowe i… tak dalej…..

Na wstępie cytat z pewnego serialu. Serialu, który ma ścisły związek z tym co dalej.

Zmiennicy.

W ubiegłą sobotę poszłam na ważne dla mnie spotkanie. W bibliotece odbyło się spotkanie z panią Ewą Błaszczyk.

Zna ją chyba każdy.  Z jedną strony jako aktorkę. Z drugiej jako matkę walczącą o zdrowie córki. Jako nieustępliwą obrończynię swojego dziecka. Kobietę po wielu przejściach. Bardzo silną osobę. Silną, zaklętą w drobnym ciele.

Powiem szczerze, że spotkanie z Nią zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Bo bądźmy szczerze ilość nieszczęść jakie spadły na jej barki, spokojnie mogłoby przypaść w udziale kilku rodzinom, a i tak miałyby prawo narzekać na swój los. Co mnie uderzyło, to to, że Ewa Błaszczyk nie narzekała, nie mówiła,że los ją niesprawiedliwie potraktował. Opowiadała o swoim życiu bez nadmiernego epatowania smutkiem i wzbudzaniem litości. Popatrzcie, jestem smutną wdową z córką, która tyle lat leży w śpiączce, macie mi współczuć i wzruszać się na każde moje słowo.

Owszem,  wszyscy na spotkaniu się wzruszali. Bo pewnie przypominali sobie trudne, smutne, często dramatyczne momenty w życiu, ale i swoją postawę, reakcję, myśli i emocje. I pewnie pamiętali też, że podobne emocje towarzyszą nam na co dzień. Ot, zaspałam, spóźniłam się na autobus, poleciało mi oczko w rajstopach, mąż krzywo spojrzał, dziecko się guzdrze, pies chce iść na spacer a tu pada, szef coś odburknął, a pani w mięsnym nie dała mi ładniejszego kawałka schabu. No istna tragedia, czarna rozpacz, dno, kaplica. Koniec świata. Nic tylko skoczyć z mostu, albo z balkonu.

Tymczasem Ewa Błyszczyk swój dramat przełożyła w działanie. Nie skupiła się tylko na sobie i swoim cierpieniu, ale i na pomocy innym. Bo nie od dziś wiadomo, że stagnacja tylko pogłębia gorszy nastrój. Trzeba działać, mieć cel, otrzepać zabrudzone kolana i ruszyć do przodu.

Podziw. Podziwiam jej odwagę. Energię. Życiową pasję. Optymizm. Radość z życia. Wiarę. Siłę.

Po tym spotkaniu postanowiłam sobie, że będę mniej narzekać. Wiem, że nie zawsze mi to będzie wychodziło. I czasem dla zdrowia trzeba. Ale postaram się przynajmniej nie wymyślić powodów do narzekania. I postaram się by patrząc dookoła widzieć więcej jasnych barw. I bardziej doceniać życie. Tak po prostu.

I z takim nastawieniem zostawiam Was na początek weekendu. Pozytywnego weekendu.

Nie to,że się chwalę, ale po dwóch dnia majowej zimy mamy piękną wiosnę od rana. Czapka leży w domu. A na nogach mam trampki. W końcu pachnie majem. I tym szalonym bzem.

P.S. Jutro mam dziesięciolecie matury. Nie wiem jak się ubrać na takie spotkanie w restauracji. Pomocy.

bc582aszczyk

Ścieżka dźwiękowa- Arctic Monkeys – I Bet You Look Good On The Dancefloor

Książkowo-filmowy kwiecień

Bez wstępów co nudzą i marnują miejsce. W kwietniu przeczytałam 13 książek. Z tego parę naprawdę dużych, więc jestem zadowolona. Czytaniu sprzyjała oczywiście paskudna pogoda za oknem. Teraz będzie hit, w kwietniu nie przeczytałam żadnej kiepskiej książki. Naprawdę, co najwyżej jedna jest po prostu średnia. I tyle.

Tą średnią była Dobra żona Elizabeth Buchan. Ani niczym nie zachwyciła,ale też nie odepchnęła, średnia pozycja i tyle. Historia małżeństwa z kryzysem jest nawet,nawet. Bo kiedy twój mąż jest ważnym politykiem robi się gorąco. To co tutaj mi nie pasowało to główna bohaterka, jej niezdecydowanie, niepewność siebie i rozterki egzystencjalne były chwilami przynajmniej nużące. Ale nie była to książka, która sprawiła,że postanowiłam już nigdy w życiu nie wziąć książki do ręki. To było średnie i tyle.

Ósme życie – Nino Haratischwili – ta książka dosłownie zawładnęła moim sercem i umysłem. Szczerze? Do tej pory jestem po prostu zachwycona. Nico jest młoda, z pochodzenia Gruzinka, mieszka w Berlinie, szuka śladów przeszłości w swojej rodzinie. A ta rodzina żyje w trudnych wojennych czasach. Historia zaczyna się od jej prababki Anastazji, której szybkie zamążpójście i pójście za głosem serca, okazują się początkiem końca bajkowego życia,córki właściciela fabryki czekolady. Wojna, zdrada, wielka miłość, namiętność. Dylematy moralne, oddalenie się od rodziny, dramaty, niepewność i ból. Fizyczny i psychiczny. Monumentalna, zachwycająca, wzruszająca i zaskakująca. Czytając ją przeniosłam się w nieznany mi świat i całkowicie się w nim zatopiłam. Polecam dosłownie każdemu.

Życie ją oszukało czy też ona oszukała życie- wychodziło na to samo.

Jeżynowa zima Sarah Jio. Ta książka była szeroko promowana parę zim wstecz, ja oczywiście sięgnęłam po nią celowo po pewnym czasie. Czemu celowo? Bo chciałam się przekonać, czy dalej będzie mnie kusić kiedy znikną nachalne reklamy. Kusiła. I po lekturze odczułam masę przyjemnych emocji.  Nie oszukuję się, to nie jest książka ta ważna i poważna jak pozycja wyżej,ale to nie znaczy,że nie jest nostalgiczna, ciepła,kobieca i rodzinna. Dodaje nadziei i optymizmu. Ta książka mówi o poznawaniu siebie, i dawaniu drugiej szansy. Bo przecież po każdej życiowej zimie musi przyjść wiosna. Polecam,kiedy jest nam źle.

” Prawdziwy przyjaciel to nie ktoś kto pomaga Ci w trudnych chwilach- to każdy potrafi. Prawdziwy przyjaciel umie cieszyć się Twoim szczęściem, świętować z Tobą  Twoje sukcesy nawet… nawet kiedy sam nie jest szczególnie szczęśliwy”.

W zimowym klimacie polecam Stąpając po cienkim lodzie. Skandynawski kryminał, mocno psychologiczny, nieco inny niż wszystkie inne. Zaskakujący, z oryginalną narracją i co tu mówić za dużo – zakończenie po prostu zaskoczyło mnie całkowicie. No może coś tak i podejrzewałam,ale przyznaję, takich książek chcę czytać więcej.  Camilla Grebe – warto poznać ją bliżej.

Natalia Fiedroczuk- Cieślak dostała Nike za książkę Jak pokochać centra handlowe. Ważne rozliczenie z początkami macierzyństwa. Myślę,że na tle lukrowanych blogów, książek, kont na Instagramie takie szczerze i trzeźwe spojrzenie na ogromną zmianę w życiu jaką jest pojawienie się dziecka jest wyjątkowo cenne. Depresja poporodowa, brak akceptacji ciała, nieprzespane noce, kolki, płacz matki z dzieckiem – autorka nie oszczędza czytelników. Szczególnie tych bez dzieci. Polecam każdej mamie, która ma dość terroru idealnego macierzyństwa.

Zatrudnij nianię na parę godzin. Znajdź żłobek. Idź na fitness. Idź na warsztat „Jak być lepszą”, idź na terapię, idź do psychiatry, do kołcza, do księdza, niech wypędzi z ciebie to niezadowolenie z siebie, niech dokona egzorcyzmu tłamszącego tęsknotę za szeroko otwartym oknem w samochodzie, za rozkoszą niemyślenia. Daj się szybko naprawić w warsztacie samochodowym dla zepsutych kobiet. Idź, idź i rób. Już

I teraz będzie o mamie. Matce Polce, której na głowie wali się cały świat. Zwykłe wakacje są początkiem końca dotychczasowego życia. Tego bezpiecznego i sielankowego. Mówię o książkach Niny Majewskiej- Brown. Wakacje i Zwyczajny dzień, te dwie książki, przeczytałam w prawie jeden świąteczny dzień. Wiem, wiem, żadna to wielka literatura. Takie bardzo kobiece, nieco tkliwe i dość oczywiste. Ale nie oszukujmy się, zdarzają nam się dni kiedy marzymy tylko o ciepłym kocu, kubku kakao i książce. Takiej babskiej, przytulnej, prostej, dającej mimo wszystko nieco nadziei. I taka jest ta książka, a raczej książki.

Brak makijażu sprawia, że nawet ja, spoglądając w lustro, muszę przypinać sobie plakietkę z nazwiskiem, bo się nie poznaję, nie mówiąc nic o włosach, które sterczą na wszystkie strony.

Filmowo było kiepsko. Obejrzałam 7 filmów, z czego 4 to były powtórki. Z nowości wspomnę o dwóch pozycjach.

Woody Allen. No kocham go. Ale kiedy obejrzałam  ten film pomyślałam sobie – Woody jakoś tak mnie nie porwało. Sorry kolego. Śmietanka Towarzyska to film, który zupełnie mnie nie porwał, a nawet nieco zmęczył. Taki banalny. To znaczy pewnie gdyby nakręcił go jakiś debiutant zebrałby przyjazne recenzje i dodano by jego twórcę do grona twórców, których warto obserwować i trzymać kciuki za rozwój talentu. Ale szczerze jak na Woody’go poczułam się rozczarowana i zawiedziona. Taki odgrzewany kotlecik. Owszem syci,ale większej przyjemności nie dostarcza.

z20537319q-smietanka-towarzyska-kadr-z-filmu

Jak być normalną? To tytuł hiszpańskiego filmu o Marii de las Montanas. Maria ma 30 lat, i pewnego dnia odkrywa, że nie jest normalna. Nie ma chłopaka, pracy,mieszkania, nie ma za to hobby, radości z życia i normalnych relacji z bliskimi. Robi więc plan i postanawia zostać statystyczną obywatelką. Szczęśliwą i zadowoloną. To taki prosty film, głównie o tym,że w życiu trzeba być po prostu sobą. Niby nic wielkiego,ale całość jest zabawna, przyjemna i całkiem sympatyczna. Poprawia humor.

zrzut-ekranu-2016-04-05-o-20-11-45

Ścieżka dźwiękowa- Belle & Sebastian- Your cover blown

Filmy na majówkę.

Pogoda jaka jest każdy widzi. Nie muszę więc mówić,że jest kiepsko. Rok temu chodziłam w samej koszulce, było ciepło, słonecznie, pięknie. Jadłam lody na starówce i piłam orzeźwiający świeżo wyciskany sok pomarańczowy. W parku oliwskim  skakałam po kamieniach i cieszyłam się wiosną. A teraz? Teraz nakładam sweter i szukam koca. Patrzę na padający deszcz i myślę tylko o porcji gorącej czekolady. Jest kiepsko. Aby jakoś uprzyjemnić sobie te ponure chwile polecam zrobić sobie seans filmowy. Popcorn, orzechy, suszone owoce. Dużo herbaty, ciepły koc, miłe towarzystwo, albo idealna samotność.

Jak wiadomo majówka sprzyja imprezom, towarzyskim wizytom, podróżom i małym i tym większym. Dlatego też z bazy moich ulubionych filmów, wybrałam te, które opowiadają o majówkowych aktywnościach.

Zapraszam na przegląd filmów, idealnych na ponurą majówkę.

Jak majówka to wyjazdy. Naród masowo rusza ku słońcu, oderwaniu od codzienności i odpoczynkowi. W trendzie wycieczkowym będziemy przez najbliższych parę zdań. Otóż razem z bohaterkami pewnego filmu przez moment będziemy w miejscu gdzie jest ciepło, świeci słońce, jest morze, dużo namiętności i jedna zazdrosna była żona. Kto wie gdzie dojechaliśmy? Tak, tak,witajcie w Barcelonie, jesteśmy tutaj razem z Vicky i Cristiną. Do Barcelony jedziemy, czy też lecimy,w  końcu to majówka, szkoda czasu na długie podróże, na zaproszenie samego Woody’go Allena. Zamieszkamy z seksownym Juanem Antonio, trochę w kość da nam jego seksowna była żona Maria Elena. Będzie gorąco. Bardzo zabawnie, choć momentami kryzysowo. Będziemy przyglądać się wszystkim odcieniom miłości, a  scenariusz naszej szalonej podróży sam Allen do końca będzie trzymać w tajemnicy. Jako, że Allen to Allen możemy liczyć, że nie będziemy tylko się opalać i zwiedzać zabytki. Wszyscy gotowi na potężną dawkę inteligentnego humoru, nieco emocjonalnego rozdygotania i emocji pod każdą postacią to odbierajcie bilety, bramka numer jeden, kierunek Barcelona. Miasto nieprzewidywalne jak kobieta.

vicky_christina_barcelona03

Rozumiem, że nie każdemu będzie pasować Barcelona, niektórzy marzą o innym kierunku podróży i innym towarzystwie. Być może macie nudną pracę, ot, biurowe obowiązki. Przekładanie listów, adresowanie kopert, pieczętowanie setek dokumentów, parzenie kawy, gapienie się w komputer i chcecie poczuć dreszczyk emocji. W takim razie podczas tej majówkowej podróży emocji będzie nadmiar. Nie tylko będzie gonić nas policja, ale i gangsterzy. Po drodze nauczymy się także robić perfekcyjny makijaż, i odkryjemy uroki planowania. A najważniejsze, dowiemy się, że najważniejsze jest  to by brać życie Pół żartem, pół serio. Sama nie wiem czy są na sali osoby, które jeszcze nie widziały tej komedii, nie boję się użyć tego słowa, wszech czasów. W każdym razie, kto nie oglądał, a leniwa majówka nie leży w jego klimacie, polecam ten prześmieszny film sprzed niemal 60 lat. To zawsze jest dobry wybór.

pol-zartem-pol-serio-384x480

 

Możemy też pojechać w głuszę. Bo na co dzień mamy dość ludzi, wrażeń, hałasu, nadmiar bodźców. Marzy więc nam się spokój, cisza, prawdziwa idylla. Pełen relaks. Bierzemy więc ciepłe czapki, siostrę i ruszamy do odludnej chatki. A tam… A tam nie będziemy leżeć w błogiej ciszy i dumać nad pokojem na świecie. Względnie o tym co będzie się robiło w ciągu następnych pięciu lat. Gdzie pojedziemy, co zobaczymy i co sobie  przywieziemy z podróży. Siostra twojej siostry to dość kameralna opowieść o konflikcie. Bo jak to bywa, poza dwiema siostrami jest tu jeszcze mężczyzna. Jeżeli lubicie mieszać się w cudze życie, maksymalnie je burzyć, ale robić to z wdziękiem i lekkością, bez nadmiaru słów, krzyków i rzucania talerzami, to ten majówkowy kierunek jest zdecydowanie dla Was.

your_sister_sisters_27988_4-28423-4

Są tacy co lubią spędzać majówkę w towarzystwie. Najlepszej przyjaciółki na przykład. Mądrzejszej od siebie. O co nietrudno kiedy wiosna, wolne dni i w ogóle jakaś taka aura. Więc mamy dwie niezbyt ogarnięte damy, jednego przystojnego mężczyznę, cały gang na głowie i jeszcze nowofundland. Tak, tak, razem będziemy szukać Lekarstwa na miłość. W zasadzie też nie wiem czy są jeszcze na sali osoby, które nie widziały tego filmu. Ale jeżeli majówkę musicie spędzać w parze niemieszanej, to koniecznie zapinajcie pasy i w drogę.

thumbs_mini_750_422_000001024_20150121142645_

Są i tacy co podczas majówkowego weekendu chcą nadrobić wszystkie zaległości filmowe. Chcą zaszyć się w kinie i do upadłego oglądać filmy. Łatwo wtedy zacząć tracić kontrolę nad rzeczywistością i zacząć mylić to co realne, z tym co filmowe. Jeżeli macie ochotę na film w filmie to znów Woody Allen ma dla Was receptę- Purpurową Różę z Kairu. Film ostrzeżenie, by za bardzo nie zakochiwać się w amancie filmowym. Szczególnie jeżeli nie jest się jego filmową partnerką.

purpurowa_roza_z_kairu03

Kiedy pojawia się maj, pojawiają się i grille, i domowe i ogrodowe przyjęcia. W raz z nimi pojawiają się i goście. I teraz będzie film o tym by dobrze sprawdzić kogo wpuszcza się do domu. Nicole Kidman do końca nie była pewna komu otwiera drzwi i okazuje się, brat jej męża jest nie tylko przystojny, ale i niebezpieczny. Szczególnie jeżeli w domu ma się nastoletnią córkę. Także film przestroga. Bądźcie czujni i dokładnie wybierajcie swoich gości. Licho nie śpi, o czym świadczy ten niesamowity thriller, który posiada specyficzny, nieco gotycki klimat i nieśpieszne tempo, które podkręca napięcie idealnie… Stoker. Strach się bać….

STK-7631.NEF

Majówka to również dobry czas na to by nadrobić zaległości w zabawie z  dziećmi, albo po prostu poczuć się jak dziecko. Rodzinna wycieczka? Czemu nie. Dużych i małych zapraszam na podróż z Kochankami z księżyca. Przepiękny,niezwykle wysmakowany film. Artystyczne arcydzieło. Skromny, prosty, a jaki bajeczny. Jeżeli wciąż lubicie magię kolorów, a w duszy mieszka dziecko, to znaczy,że najwyższy czas udać się w tę podróż. Dawka wzruszeń i szczerego zachwytu zupełnie gratis.

movie_-_moonrise-kingdom

Także tego, udanych wycieczek i lenistwa. Czy to realnego, czy filmowego.

Ścieżka dźwiękowa-  Creedence Clearwater Revival – Proud Mary

Nowa miłość na wiosnę

Tak, zdarza się. Ludzie wiosną ponoć częściej się zakochują. Nie wiem, czy to zapach kwitnących kwiatów, czy to efekt nieśmiałego słońca, kusząco odsłoniętych kostek, albo po prostu efekt komercyjnego przekazu- jest wiosna, pokochaj innych.

Rady tej posłuchała pewna dama. Ciemne włosy, szczupła, chyba sympatyczna. Uśmiechnięta. Randka. Wiosenny płaszczyk, co z tego,że pogoda nieciekawa, rozgrzewa ją myśl, że zaraz spotka tego, którego chciałaby nazwać tym jedynym. Delikatny makijaż, dziewczęca fryzura, odrobina ulubionych perfum. Knajpka, spacer, kino? Niespodzianka, po prostu niespodzianka. Musi być więc gotową na wszystko. Czuje motyle w brzuchu i lekkie podenerwowanie. Kwitną magnolie, i jest tak pięknie. I to zakochanie. Akurat na wiosnę. Nie ma to tamto. Poszczęściło się jej.

Jest i on. Brunet, wysoki, pewny siebie. On chyba wierzy w prognozy bo przywdział zimową kurtkę. Spryciarz. Taki seksowny trzydniowy zarost. . Ach, jest pięknie. Jej  różowy płaszczyk. Róż w sercu.

Wiosna wiosna w koło. Zakwitły bzy….

Śpiewa skowronek nad nami,
Drzewa strzeliły pąkami,
Wszystko kwitnie w koło, i ja, i Ty.

7ea5bddfc6b52890b2165009cd716806

No pewnie, że kwitną. Zakochani jak nic. No ok, może to jeszcze nie wielka miłość, może nawet nie zakochanie, może zauroczenie? Ależ to nieważne. Najważniejsze, że znów jest wiosna, bzy, ptaszki śpiewają, pąki strzelają, a oni zdecydowanie mają się ku sobie!

Gdy samotnej zimy masz już całkiem dość
Czekasz aż nadejdzie nowy maj, hej, hej, hej!
Przyjdzie z nim ktoś inny, całkiem inny ktoś
I znowu wszystko jest naj….

818078103457532506e9757b9659035e

Tak, po długich miesiącach w końcu zaświeciło słoneczko. Po zimie w sercu i takiej na ulicy przyszedł piękny czas. Idą, nieśmiało rozmawiają, ot takie banały, jak minął tydzień? Napoleonka czy kremówka? Kawa czy herbata? Disco polo czy  polski rap? Och ja miło gubić się w gąszczu pytań, czuć zmieszanie i lekkie podenerwowanie – lubi kawę? Nie, chyba herbatę? Sama już nie wie co ma powiedzieć. Ale wiecie co? Pewnie w ogóle jej to nie przeszkadza.

To był maj,
pachniała Saska Kępa
szalonym, zielonym bzem.
To był maj,
gotowa była ta sukienka
i noc się stawała dniem.

7d7ebe0dbaef632b579c67fec07335d6

Tak, maj, wiosna, wszystko pachnie bzem. Pachnie jak szalone. Czy to była Saska Kępa? Nie, nie była. Ale co z tego, że nie była? Majem pachnie nie tylko na Saskiej. Sukienka? Nie, ona miała spodnie. Na sukienkę było nieco za zimno. Sukienka będzie na później. W kwiatki, może w bzy? A może cała w bieli? No cóż, dziewczyny tak mają, pierwsze randki, a one już wybierają białe sukienki, koronki, treny, satyna czy tafta, a może muślin? Kościół czy urząd? Wesele na 100 par, czy skromnie dla najbliższych? Parka czy trójka dzieci? Rysiu czy Grześ? A może Hania bądź Weronika? Ach, ten szalony maj, co pachnie bzem…

Piękny dzień, naprawdę piękny dzień
Wiosna tuż, pachnie w krąg majem
Chyba ktoś zawołał imię jej
Może tak tylko się zdaje….

5cfe92cc262d2d60120736627d399cb1

I tak idą, idą. I jest pięknie. W ręku mają kubki z jaśminową herbatą na wynos . W zasadzie nie wiedzą gdzie idą. Chyba mieli jakieś plany,ale one już są nieważne. Nie idą do kina, do kawiarni, galerii, teatru itp. Skoro jest tak piękny dzień, pachnie już majem. A za każdym razem kiedy on mówi jej imię ona czuje się wspaniale. Tak miło, wyjątkowo. Tak, zdecydowanie czuje się jak jedyna dziewczyna na świecie. Chwilo trwaj. Nie znikaj.

I znowu wiosna wiosna wiosna wokół nas!
I znowu wiosną wiosną najlepiej tracę czas!

0b4b88a68d9066ab37c6cde33315e7a7

Tak, tracą czas. Nie, że tracą go w swoim towarzystwie. Nie, oni po prostu spacerują tak bez celu i po prostu cieszą wiosną i swoją obecnością. Pewnie po cichu liczą na jakieś dalsze spotkania. Układają w głowie plan wiosennego marnowania czasu. Oczywiście we dwoje. Bo wiosna, bo bzy, bo powietrze przesycone jest szaleństwem i buzującymi hormonami. I co z tego,że czasy gimnazjalno-licealne mają już dawno za sobą. Są piękni, prawie trzydziestoletni i tak pięknie tracą czas.

Nie wiem co będzie dalej. Pewne jest to, że po maju, przyjdzie czerwiec. Co z naszą wiosenną parą?

Sama nie wiem. Ale będę na bieżąco informować.

Jak tylko czegoś się dowiem dam znać.

Jak tylko przeczytam więcej o tej parze.

Tak przeczytam. Nie….

Nie mówcie, żeście myśleli, że to o mnie?

No, kto tak pomyślał?

Nie, naprawdę?

Ok, to tylko zbiór majowych piosenek ( Zbyszku tym razem specjalnie dla Ciebie same polskie utwory) inspirowane miłosnym spacerem pewnej pary. W pewnym brukowcu znalazłam bowiem  ekskluzywną relację z randki niejakiej Klaudii H. z nie wiem kim. Napisali, że to nowa miłość. Także tego, zainspirowałam się, i poczyniłam taki wiosenny wpis. Muzyczno-rozrywkowo-wiosenny. Tak na przywołanie wiosny, na przekór, wyczekując majowych dni, chcąc wyprosić czapkę i szalik.

Bo wiecie u mnie to będzie…

Wyjątkowo zimny maj

Zimny kraj, zimny maj …

dc8174f9e8b59dd1bbf4aefb63ad5266

Wiecie alergia w natarciu.

Ścieżka dźwiękowa- New Order – Angel Dust