Było ich trzech…

Było nas trzech, w każdym z  nas inna krew, ale jeden przyświecał nam cel..

Za kilka mieć u stóp cały świat, wszystkiego w bród.

 

No dobrze, nie było ich trzech. Były one trzy. Poznały się prawie 10 lat wstecz. Nie, to była wielka sympatia od pierwszego wejrzenia. Ani nawet od tego drugiego. Nie było tańczących motylków i trzęsącej się posadzki. Nie. Było dziwnie. Pamiętam jak stałam z moją przyjaciółką z dzieciństwa w wielkiej auli. Tę część początku roku akademickiego miałyśmy wspólną, potem ona poszła piętro wyżej, ja zostałam na parterze. W tłumie, dzikim tłumie, zobaczyłam mojego kolegę z podstawówki. Zrządzeniem losu mieliśmy studiować razem. Kolega? Dziwne to było. On doszedł do naszej klasy na ostatni rok. Był wyjątkowo dziwny. Bardzo dziwny. Zresztą dziwny został do dziś. Wtedy nie wiedziałam tak do końca czemu jest dziwny, ale dziś czytając chociażby w gazetach, czy si jego rodzinie już wiem czemu był i jest dziwny. Sama się dziwię, że mogliśmy rozmawiać i nie doszło ani razu do rękoczynów. Z mojej strony oczywiście. W każdym razie wracam do tematu. Obok kolegi stała dziewczyna, okazało się,że razem będziemy studiować, a oni razem chodzili do liceum. Przedstawił nas sobie, ale szczerze? Byłam wściekła, że los postawił na drodze jakąś życzliwą duszę z takim „dodatkiem”. Ona ubierała się dziwnie, cała na czarno, kolczyki wszędzie gdzie się da,non stop paliła papierosy i opowiadała o jakiejś dziwacznej muzyce. Do tego miała dziwne pasje, i tak naprawdę nie było chyba nic co mogłoby nas połączyć. Zero, kompletne zero. Następnego dnia wracaliśmy razem tramwajem, kolega wyszedł pierwszy, w zasadzie to gdzieś się śpieszył i po 2 przystankach nas zostawił. Nas czekała jeszcze 20 minutowa podróż. Oho, będzie miło pomyślałam sobie. I wtedy ona coś powiedziała, to było tak absurdalne, że aż śmieszne. Zaczęłyśmy rozmawiać i zamiast do domu poszłyśmy do kawiarni. Okazało się, że najbardziej lubi rumiankową herbatkę i mini pączki. Że ma fenomenalne poczucie humoru, że po szkole jest wolontariuszką w domu dziecka, że kocha piec ciasta, i gdy nikt nie widzi to parodiuje Stachursky’go. Okazała się zupełnie inną osobą! Ciepłą, życzliwą, sympatyczną, otwartą na innych. Owszem, dalej paliła jak smok, czasem nie wiedziałam o czym mówi kiedy wpadała na temat – mordercze gry komputerowe, ale połączyło nas tyle przygód. To Ewa zatrzymała tramwaj kiedy złodziej ukradł mi portfel i w spódniczce rzuciła się w pościg – krzycząc bez sensu- oddaj  bilet. To z Ewą „podrywałyśmy” co ciekawych studentów, rzucając im pod nogi chusteczki. Oczywiście nasze łowy były zupełnie nieskuteczne, ale za to nawiązałyśmy bliskie relacje z paniami woźnymi. To z Ewą zapomniałam raz przez cały semestr chodzić na wykład. Tak, zapomniałam, nie wiem jak, nie wiem. Naprawdę mi wstyd, ale tak było. Zapomniałyśmy o pewnym przedmiocie i bach, wydało się w czerwcu. Niezrażone postanowiłyśmy jednak iść po wpis do indeksu. Wiedziałyśmy tyle – pani nazywa się Jolanta i ma ciemne włosy. Dziarsko pojechałyśmy na inny wydział, znalazłyśmy pokój numer 15 i zapukałyśmy. W środku była pani, ciemne włosy, nazywała się Jolanta co potwierdził ktoś z kim była w tym pokoju, nazywając ją Jolą. Dzielnie więc poszłyśmy do jej biurka i powiedziałyśmy, że i owszem zapomniałyśmy przyjść na 8 wykładów, ale nie zrobiłyśmy tego celowo. Po prostu jesteśmy gapy i tyle. I słyszałyśmy, że pani zażądała od tych co nie przyszli po wpis by zdawali jakiś test, i jesteśmy gotowe go zdawać, byleby dostać wpis. Pani miała nietęgą minę, zaczęła nas przepraszać, tłumaczyć, że jej wykłady są nieobowiązkowe, nawet się zapytała kto nas nastraszył tym testem. Kiedy kolejny raz usłyszałyśmy – przykro mi, że panie straciły poranek by tutaj przyjechać po ten wpis, mogłyśmy się umówić u pań na wydziale, dałyśmy szybko indeksy, licząc na szybki wpis. Pani spojrzała na rok i kierunek studiów i wpadła w dziki śmiech. Powiedziała głośno – Jolu, te panie są do ciebie. Jaka Jola? Halo, halo. Zza szafy wyszła pani Jola, nasza pani Jola. Której wzrok mroził. Pani Jola powiedziała,że skoro już jesteśmy to może zrobimy sobie teścik. Pani nie chciała Ewy przepuścić, bo dziewczę przygotowane nie było, ja zdałam koncertowo. Ewa wtedy rzekła – ale czemu pani się gniewa, że pani nie poznałam, skoro nie byłam na wykładzie to chyba naturalne, że się nie znamy? Szybko wzięłam swój indeks i wyleciałam z pokoju byleby nie dostać przekreślenia zaliczenia i wyrzucenia ze studiów. Nie wiem jak ona to zrobiła, ale wpis dostała. Po tej historii przez 3 dni nie mogłyśmy na siebie patrzeć. Nie, żeby były jakieś waśnie. Płakałyśmy ze śmiechu wspominając panią Jolę. Tak, z Ewą mam masę wspomnień.

Z Kasią też nie poszło nam tak gładko. O ile szybko przekonałam się do Ewy, to z Kasią było inaczej. Chodziłyśmy do jednej grupy na zajęcia. Ale ja zaprzyjaźniłam się z Ewą, a ona jakoś nie pasowała do nas. Była za ładna jak na nas dwie, nosiła się tak poważnie, miała już narzeczonego i w ogóle, wydawała się sztywna i takie ą i ę. Mówiłyśmy sobie cześć i tyle było z naszej relacji. Aż pewien pan doktor nie wymyślił sobie, że mamy we trzy napisać referat. Cieszyłam się, że mamy go pisać we trzy, bo sama z Kasią chyba bym nie dała rady. Lekko mnie onieśmielała, z tą idealną kreską na oku i perfekcją w oku. Pech chciał, że w umówionym dniu Ewce coś wypadło i musiałam sama z Kasią siedzieć w bibliotece. Najpierw podchodziłyśmy do siebie jak do jeża, ja bałam się odezwać, a ona chyba nie wiedziała o czym ze mną rozmawiać. Ale po nitce do kłębka. Nie wiem która z nas powiedziała – to jest strasznie nudne, mam ochotę na gorącą czekoladę, idziesz? W każdym razie od tamtej pory stałyśmy się nierozłączne. Za tymi idealnymi kardiganami i kreską na powiece kryła się moja bratnia dusza. Szybko okazało się, że wszystkie trzy nadajemy na tych samych falach. No ok, to były trzy różne pasma, ale zdecydowanie łączyły się w jedno. Sama nie wiem jak to poszło, i kiedy uznałyśmy, że jesteśmy stworzone do bycia przyjaciółkami. Jadąc na uczelnię wysiadałam z tramwaju 4 przystanki wcześniej, i grzecznie czekałam aż Kasia dojdzie na przystanek. Ten ostatni odcinek musiałyśmy pokonać razem, ustalić plan dnia i opowiedzieć co się działo, kiedy się nie widziałyśmy. Czyli co działo się poprzedniego wieczora. Sama już nie wiem kiedy Kasia poprosiła bym została świadkiem na jej ślubie. Nie wiem kiedy polubiłam jej męża jak brata. Nie wiem kiedy poznałam całą rodzinę i stałam się jej częścią. Taką częścią, że kiedy jej tata widział mnie na mieście, stojącą na przystanku, zatrzymywał się by mnie podwieźć do domu. Nie wiem kiedy moi rodzice polubili Kasię na tyle by iść na jej ślub i codziennie dopytywać co słychać u ich córeczki. Jej córka mówi, że jestem jej ukochaną ciotką, i jak nie widzi mnie dwa tygodnie i wpada w złość. Jestem na wszystkich ich rodzinnych imprezach, bo stałam się jakoś tak po prostu częścią ich rodziny. Nie, nie myślcie, że było zawsze tak różowo i kolorowo. Oj, kiedyś pokłóciłyśmy się na śmierć. Nie odzywałyśmy do siebie i uznałyśmy, że ta druga to świnia po wsze czasy. Ale nie wytrzymałyśmy bez siebie. Co było to było,  a ile przed nami. I skupiłyśmy na przyszłości. Bo życie wydawało nam się krótkie czy spotkać się dopiero na cmentarzu, na grobie jednej i ta druga w gustownym czarnym płaszczu, kapeluszu, wsparta o laskę, miałaby wylewać gorzkie łzy i zadawać pytania -dlaczego nie pogodziłyśmy się wcześniej, ach dlaczego? Owszem, pewnie Ania Shirley uznałaby to za bardzo widowiskowe,ale nam było szkoda wspólnego czasu. Zjadłyśmy więc czekoladę pokoju i od 7 lat nie kłócimy się nic a nic. Za to nauczyłyśmy się mówić sobie otwarcie o wszystkim.

e8983f928586c2cda983ca71c58d7e25

Po studiach wiadomo, codzienność. O ile z Kasią kontakt mamy częsty i osobisty, bo po ślubie mieszka ledwie 3 kilometry ode mnie, to o tyle z Ewą było gorzej. Owszem, często rozmawiałyśmy drogą komputer, komputer, ale przez to mocno się od siebie oddalałyśmy. Brakowało nam naszych wygłupów, śmiechów i bycia razem. Tego czasu kiedy nie patrzymy co wypada a co nie. Cieszymy się sobą i swoją obecnością. Pamiętam nasze czwartki. W każdy czwartek miałyśmy 3 godzinne okienko,. które spędzałyśmy plotkując i omawiając najważniejsze sprawy dla młodych dziewczyn. Kto, z kim i po co. Albo dlaczego? Wiosną chodziłyśmy do parku oliwskiego i skakałyśmy po kamieniach. Szłyśmy nad morze, w mniej przyjazną aurę, za miejsce spotkań robił nam parapet. Wszyscy nam zazdrościli naszej relacji. Mówili o nas – słodkie wariatki. Ale wiadomo, koniec studiów, początek dorosłego życia.

Każda z nas tęskniła, ale nigdy nie było okazji. A z czasem pewnie i chęci. Bo z każdym miesiącem i rokiem, coraz więcej nas dzieli, a  nie łączy. Nasza trójka skurczyła się do dwójki. Ale i tak 99 % naszych spotkań to były spotkania u niej w domu, bo dziecko. I wszystko kręciło się wokół małej. Owszem, kocham ją jak swoją córkę, ale gdzieś te trzy szalone dziewczyny całkiem zniknęły. I wtedy powiedziałam sobie dość. Trzeba coś z tym zrobić, póki można. Szybko umówiłam nam spotkanie. I chociaż zaczęły marudzić, przekładać terminy, to byłam nieugięta. Spotkanie dograne. Co prawda nie czwartek, a środowy wieczór.

Umówiłyśmy się na Starówce w miłej kawiarni, było ciepło, siedziałyśmy więc w ogródku. Jedna jadła wegańskie lody, druga popijała mrożoną herbatę bez lodu,a  trzecia jadła czy też piła deserową kawę z bananem i czekoladą. Bałam się,że początek będzie sztywny, ale Ewka od razu rzuciła nam się w ramiona. Od razu też złapałyśmy swój rytm. Obgadywałyśmy przystojnych facetów, i tych troszkę mniej też. Śmiałyśmy się z naszych problemów, które nagle przestały być problemami. Rozmawiałyśmy tak jakbyśmy rozstały się ledwie wczoraj pod uczelnią.

19204900_1689625391077500_1196759608_o

Poszłyśmy na długi spacer wiosennym jeszcze Gdańskiem. Zachowywałyśmy się troszkę jak te urocze wariatki. Śmiałyśmy jak idiotki, robiłyśmy setki zdjęć i każda z nas palnęła niejedną głupotę. Dawałyśmy sobie rady, dzieliłyśmy sekretami i dylematami. Wszystko na wesoło. Nie wiedząc kiedy zrobił się późny wieczór. Wracałam z Kasią autem. Mówiłyśmy,że musimy częściej się spotykać. W tym samym momencie dostałam wiadomość od Ewki – kiedy nasze następne spotkanie? Nie mogę się doczekać.

Ja też nie mogę.

ac91e481ffc29b306de761e5fd01c71f

 

Ścieżka dźwiękowa – Fisz Emade Tworzywo – Telefon

Advertisements

40 uwag do wpisu “Było ich trzech…

  1. katasza pisze:

    Najciekawsze jest to, że na pierwszy rzut oka byłyście zupełnie różne i nie do końca pasujące do siebie, a tu proszę, piękna przyjaźń wyszła. 🙂
    Też poznałam na studiach fajnych ludzi, z którymi mam dużo miłych wspomnień – przyjaźń to za duże słowo, ale bardzo ich polubiłam. Przez jakiś czas się widywaliśmy, ostatnio w ogóle. Niektórzy z nich mają z tym lepiej, bo pracują w jednej firmie – mogło się tak ułożyć, że ja też, ale najpierw oni nie mogli się na mnie zdecydować, a potem ja na nich. 😛 Czasami myślę, żeby zagadać do koleżanki, co u niej, ale trudno się zebrać, do tego akurat ona wyprowadziła się kawałek dalej. Ale kiedy już zdarzyło mi się z kilkoma osobami spotkać, to było tak właśnie, jakbyśmy się niedawno rozstali – świetne wrażenie. 🙂

    Lubię to

    1. Zupełnie niepasujące 😉 Zresztą do dziś takie jesteśmy, stateczna mężatka, lekkoduch co mówi to co myśli i nieśmiała panna 😉
      Nie wiem, na studiach właśnie nawiązałam chyba najlepsze znajomości, poza przyjaciółką z dzieciństwa. Bo jednak mimo tych różnic dużo nas łączyło, wszystkie chciałyśmy być przecież nauczycielkami, więc miałyśmy podobną wrażliwość i pasję. To chyba łączy najbardziej, mimo różnic 😉

      Lubię to

  2. Kurcze,jaka fajna historia. Niby sporo czytania,ale fajnie się to czytało i doszedłem do końca 😀 Rzadko się zdarza taka piękna przyjaźń. Taką,którą można (chyba) określić mianem prawdziwej. Bo ludzie często nadużywają tego określenia. Pierwszą lepszą relację nazywają przyjaźnią. Ale przyjaźń to coś więcej niż tylko takie tam spędzanie ze sobą czasu.
    Oby jak najwięcej takich spotkań i niech to będzie przyjaźń do końca życia! 😀
    Pozdrawiam.

    Lubię to

    1. Rzeczywiście czytania było sporo,ale temat lekki :)Moja siostra to ma z 15 przyjaciółek, dla mnie to przesada, to znaczy nie da się przyjaźnić ( chyba) z taką ilością osób i utrzymywać przyjaźń na takim samym wysokim poziomie. Ja wolę mniej,ale właśnie pełniej, świadomiej i intensywniej 🙂

      Lubię to

  3. Katarina pisze:

    Czasami ( często?) bywa tak, że drogi ludzi się rozjeżdżają w różne strony, zmieniają się priorytety…
    Jedni odchodzą z naszego życia, inni się pojawiają, niektórzy zostają- ja przynajmniej tak mam. To nieuniknione.
    Ale gdy uda się zachować takie znajomości- to fajna sprawa.
    Jedna uwaga co do marudzenia, dogrywania terminów- mój przyjaciel zawsze powtarza „Jeśli chcesz, zawsze znajdziesz sposób. Jeśli nie chcesz- zawsze znajdziesz powód.”:) W moim życiu to się sprawdza. Odpuściłam sobie wszystkie znajomości, gdzie znajdowano ciągle powody. Nie warto było:)

    Lubię to

    1. Mi się głównie znajomości z liceum rozjechały i te podwórkowe. Kiedyś spędzałyśmy z sobą całe dnie, a dziś-choć dalej mieszkamy w tych samych miejscach, nawet cześć sobie nie mówimy. Także tego, no minęło.
      U nas jest o tyle ciężko, że jedna pracuje na wieczorne zmiany od 18, a my możemy się spotkać po pracy, a nie z rana jak ona może. Druga ma dziecko i ciągle musi uzgadniać termin opieki nad dzieckiem, także to duża logistyka, ale się udało. I mam nadzieję,że będzie się udawać 🙂

      Lubię to

  4. kocia_dama pisze:

    Piękne są takie przyjaźnie, takie historie 🙂 Dają nadzieję na to,że ten świat jeszcze nie oszalał do końca. Z dawnych lat została mi tylko jedna koleżanka i kumpel, z resztą osób jakoś tak straciłam kontakt. Wiadomo, życie. Tym bardziej się cieszę, że pielęgnujecie taką fantastyczną relację! 🙂

    Lubię to

  5. Hm, też odruchowo boję się perfekcyjnych dziewczyn, może czas to zmienić? Zawsze słyszałam, że przyjaźnie ze studiów są najtrwalsze, zresztą mam tego przykład we własnej rodzinie – mój wujek i ciocia to po prostu przyjaciele taty ze studiów, dzięki nim mam porządną, dużą rodzinę, a nawet dwie kuzynki. A to już przecież prawie 20 lat, jak moi rodzice skończyli studia, mieszkamy też w innych miejscowościach niż ciocia i wujek. Mimo to przyjaźń wytrzymała próbę czasu i przeszła na kolejne pokolenia. Mam nadzieję, że z wami też tak będzie 🙂

    Lubię to

    1. Czasem warto to zmienić, i wyjść poza strefę komfortu. Często przy drugim spotkaniu takie osoby okazują się po prostu naszą bratnią duszą 🙂 Choć z początku wszystko dzieli.
      No mój tata ze swoim przyjacielem prowadzą biznes, także razem żyją praktycznie 😉

      Lubię to

  6. Zbych pisze:

    Normalnie „trzy muszkieterki” 🙂
    Super że udało się wam utrzymać kontakt. Teraz chyba każdy tak ma, że w obecnymi czasach bardzo często drogi własnych znajomych z biegiem czasu się rozjeżdżają w sensie dosłownym (często to drugi koniec kraju lub nawet kontynentu). Z drugiej strony mamy wszechobecny internet więc jak tylko są chęci to podtrzymywanie kontaktów nawet na sporą odległość nie wymaga dużego wysiłku.

    Lubię to

    1. Niby tak, ale jednak bez spotkań twarzą w twarz i kreowania wspomnień to jakoś tak te relacje się naturalnie rozluźniają. Zdecydowanie jestem za tym by pielęgnować znajomości w realnym świcie 😉
      No pewnie, że trzy muszkieterki 😉

      Lubię to

      1. Kiki pisze:

        tak, nawet psychologowie alarmują, że przez wszechobecne technologie ludzie odzwyczajają się od kontaktu z drugim człowiekiem w cztery oczy. A przy takim kontakcie twarzą w twarz moim zdaniem nieporozumienia zdarzają się rzadziej bo oprócz słów dochodzi mowa ciała, która podobno przekazuje ponad 90 % treści…

        Lubię to

      2. No i ja osobiście wolę spotkania na żywo. Bo jednak są zupełnie inne emocje, poza tym podczas takich spotkań po prostu tworzą się wspomnienia. I to one chyba sprawiają jak postrzegamy daną relację i znajomość.

        Lubię to

      3. Zbych pisze:

        Co racja to racja…. chociaż np. ja jestem osobnikiem, który przy spotkaniu na żywo wychodzi na gbura i mruka gdyż jestem z natury małomówny. Oczywiście podczas spotkań w gronie przyjaciół nie stanowi to problemu, bo wszyscy mnie znają o tej strony 🙂

        Lubię to

  7. Kiki pisze:

    tak, to bardzo prawdziwe, czasem jak kogoś poznajemy bliżej okazuje się zupełnie inną osobą, niż przypuszczaliśmy. Psychika ludzka jest w ogóle skomplikowana a my jesteśmy nieraz jak cebula – mamy wiele warstw. Jak się obierze jedną, spod spodu wyłania się kolejna…
    ładnie to napisałaś o tym podchodzeniu jak do jeża 🙂 czasem tak jest patrzymy na kogoś z przerażeniem i się zastanawiamy – o czym my na litość Boską będziemy rozmawiać??
    ale na szczęście kiedy się nie spinamy tematy same się znajdują. Ja zauważyłam że najlepiej mówić to co akurat przychodzi do głowy 😉 bo my się nieraz nieustannie cenzurujemy – tego nie powiem, bo to głupie, niee to nudne, a to nieciekawe, to na pewno jej nie zainteresuje….a cisza się przeciąga 😉

    Lubię to

    1. O, dokładnie tak było. Pewnie gdybyśmy udawały to z naszej znajomości byśmy nie wyszły poza to cześć przed zajęciami. Ale kiedy przestałyśmy się spinać, okazało się, że mamy więcej tematów do rozmów niż czasu na te rozmowy ;0 Zdecydowanie warto dać się poznać i warto dawać drugie szanse. Człowiek jest dokładnie jak cebula, dla świata ma pierwszą warstwę, często pokazującą zupełnie inną osobą niż jest się naprawdę!

      Lubię to

    2. Zbych pisze:

      Mi się wydaje że autocenzurowanie jest niestety konieczne…
      Nie mam tutaj na myśli rozmów w gronie sprawdzonych przyjaciół bo to zupełnie inna sprawa. Chodzi mi o takie sytuacje „codzienne”… np.podczas jakiś większych spotkań towarzyskich albo zwyczajnie zawodowych. Z roku na rok obserwuję, iż coraz więcej jest osób, które gadają głupoty albo kreują się na ekspertów w sprawach o których mają wyłącznie mgliste pojęcie. W takich sytuacjach moje złośliwe i cyniczne poczucie humoru o razu błyska w głowie cięta ripostą ale usta pozostają zamknięte…
      Pragmatyzm? pewnie tak… tym bardziej gdy sytuacja dotyczy np. osoby z która jeszcze nie raz będę współpracował zawodowo lub nowego „obiektu zauroczenia” znajomego.

      Lubię to

      1. masz rację w takich oficjalnych sytuacjach- sama przed męczącym klientem nie pokazuję swojej wybuchowej natury. Ale prywatnie nie wyobrażam sobie udawania na dłuższą metę i zważania na każde słowo bo moja prawdziwe ja mogłoby nie być akceptowane 😉 Co innego trochę cenzury w pracy, czy w sytuacjach z obcymi, ale wśród bliskich to już nie popieram.

        Lubię to

      2. Zbych pisze:

        Wybuchowa natura? przecież każdy ma jakiś stan graniczny po przekroczeniu którego sieje wokoło armageddon…
        Chyba że masz na myśli taki klasyczny „włoski temperament” – sinusoida od miłości do nienawiści w 5min i odwrotnie 🙂

        Lubię to

      3. Zbych pisze:

        No ładnie, ładnie…. a ja już miałem pisać że ten nastrojowy rollercoaster jest pewnie skutkiem specyficznej konfiguracji gwiezdnych konstelacji w momencie narodzin….
        Bo i ile dobrze pamiętam to jesteś Bliźniak….
        Skoro jednak w grę wchodzą powiązania genealogiczne to trochę mnie uspokoiłaś – chociaż dalej mam dylemat bo z jednej strony powinienem napisać iż nie bardzo wierzę w te zodiakalne zabobony… z drugiej chyba jednak coś w „tym” jest, gdyż miałem wieloletni kontakt z kilkoma Bliźniakami i często wszystko im się wiele razy diametralnie zmieniało w bardzo krótkim czasie.

        PS: Jak talerze często fruwają to trochę szkoda remontu w kuchni 🙂
        To oczywiście taki żarcik – jeśli poczułaś się urażona to przepraszam. Po prostu mam przed oczami taki obrazek z pewnego włoskiego filmy (nie pamiętam tytułu) gdzie Sophia Loren właśnie w ten sposób prowadziła liczne dyskusje ze świeżo poślubionym małżonkiem.

        Lubię to

      4. Nie fruwają, ale jest ostro 😉 Bo u nas są trzy panie bliźniaki w domu, więc przebywanie z nami to momentami sport ekstremalny. Ja sama wielokrotnie pisałam,że zarówno wszystkie opisy o charakterze bliźniąt i jeszcze Magdalen do tego w moim przypadku są trafione w 100 % 😉

        Lubię to

  8. Powiem Ci, że historia, którą opisałaś jest naprawdę super i absolutnie można by na jej podstawie nakręcić film! No i to pozytywne zakończenie! Bałem się, że zakończy się jak zwykle, czyli czas zabił Waszą przyjaźń – na szczęście było inaczej. Pielęgnuj tę przyjaźń, bo widać, że dużo dla Ciebie znaczy! No i do tego akcja toczy się w moim ukochanym Gdańsku! Normalnie ja chcę film o Was 🙂
    Pozdrawiam!

    Lubię to

      1. Zbych pisze:

        Tylko żeby się Doda nie zainteresowała… podobno szuka dobrych scenariuszy dla swojej „firmy producenckiej” 🙂 🙂

        Lubię to

  9. Jak widać – sama doświadczyłaś, że nie wolno przekreślać ludzi po pozorach. Cieszę się, że masz kogoś, na kim możesz polegać 🙂 Czytałam to z uśmiechem na twarzy, wiesz?

    Lubię to

  10. Moja przyjaciółka z technikum też była moim zupełnym przeciwieństwem a mimo to świetnie się z nią bawiłam przez te 4 lata ☺ ale potem każda poszła w inną stronę i chyba już do tego nie wrócę ważne że Wam się udało i ze macie ten kontakt po latach😊

    Lubię to

  11. Takie historie przywracają mi wiarę w to, że może i moje relacje uda się kiedyś posklejać. Może niekoniecznie tak lekko jak jest z Wami, ale jednak. 🙂
    Jesteście dowodem prawdziwej przyjaźni na lata. 🙂

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s