Książkowo-filmowy maj

Kulturalnie maj był bogaty, zarówno w obejrzane filmy, jak i w przeczytane książki. Tych ostatnich na liczniku mam 15. Weekend majowy zrobił swoje. Jak i 4 chorobowe dni pod koniec miesiąca. Z tych 15 pozycji jedna była jedynie totalnie i całkowita niestrawna. A reszta momentami aż za dobra!

Paulina Ptasińska i Wesele. Pani Paulina napisała niesamowicie infantylną i nudną książkę. Czegoś tak złego, nijakiego i bez sensu nie czytałam od dawien dawna. Powiem szczerze, Wesele powinno być zakazane wszystkim osobom powyżej 10 roku życia. Cóż to za fabuła? Otóż są sobie siostry, jedna ma męża, druga właśnie się zaręcza z okropnie bogatym typem,a  trzecia nie ma szczęścia w miłości. Ale przyszły pan młody ma brata, jeszcze bardziej bogatego. Historii dalej chyba streszczać nie muszę? Środkowa siostra zakochuje się w nim, a on w sumie traktuje ją dość dziwnie. Po drodze ona parę razy się zezłości, a on popatrzy na nią seksownymi oczami i ona się roztopi. I wiadomo, będą kolejne zaręczyny. A to ci niespodzianka,  prawda? Książka dla tych, które minimum 24 godziny na dobę rozmyślają o księciu z bajki. I nadmiar romantyzmu i różowych baloników nie wychodzi im bokiem.

 

Ale teraz będzie lepiej. Obiecuję.  Dwaj bracia Bena Eltona to fascynująca i porywająca opowieść o bliźniętach urodzonych w 1920 roku. Dwa bracia, jedna rodzina, jedno miasto, ale inna krew. I ta krew sprawia, że w świecie gdzie dojrzewa  i rozplenia się faszyzm i nacjonalizm Paulus i Otton mają zupełnie różne perspektywy na dalsze życie. Ta książka porusza, zachwyca, wzrusza, chwilami złości, a chwilami patrząc na głupie zachowania braci nieco śmieszy. To przepiękna opowieść o sile braterskiej miłości, przywiązaniu, sile wychowania, i wielkiej nadziei i odwadze. To jedna z takich książek, które szczególnie polecam, bo w prosty i dość przystępny sposób opowiada o trudnej historii, tak nieodległej.

Świat jest naprawdę piękny. Szkoda że są w nim ludzie.

Jak wiecie moi dziadkowie byli Litwinami, z dużą więc przyjemnością zabrałam się za Silvę Rerum, litewski hit. Z pewnym żalem muszę przyznać, że książka ta przeleżała na mojej nocnej półce…. 6 miesięcy zanim po nią sięgnęłam. Sama nie wiem dlaczego? Chyba dlatego, że mojemu tacie tak bardzo się podobała, że bałam się skonfrontować moją opinię z jego. Ale nie było czego się bać. Książka została napisana w rewelacyjny, nieco gawędziarski sposób. Ot, jak byśmy siedzieli przy kominku i słuchali opowieści wybitnego gawędziarza. Kronika życia rodziny Narwojszów wciągnęła mnie bez reszty. Myślę,że dzięki dużej lekkości i specyficznemu, ale przyjaznemu czytelnikowi stylowi, ta książka spodoba się każdemu. Bo czyta się sama. XVII wiek, okazuje się fascynującym czasem, kiedy rządziły proste wartości – miłość, wierność i przywiązanie.

Nazwać go diabłem byłoby retorycznym nadużyciem, choć delikatnie mówiąc, bakałarz filozofii Jan Kirdej Biront miał porachunki z Panem Bogiem, a to, że chętnie by Go spotkał ciemną nocą w ciasnym wileńskim zaułku i za pomocą pięści wyjaśnił, co o Nim sądzi, sam traktował jako najlepszy dowód swojej wiary w Boga.

Paulina Simons to pisarka, która wiele uwagi poświęca Rosji. Nic dziwnego, to kraj jej rodziców, z którego ona jako dziewczynka wyjechała i osiedliła się z rodziną w Stanach. Niemniej jednak Rosja jest jej bardzo bliska. Tym razem napisała ona książkę, relację z podróży do Leningradu. Szykując się do tworzenia swojej książki, która zdobyła serca milionów czytelników, postanowiła lepiej poznać Leningrad, miejsce gdzie w czasie wojny dziać miała się akcja jej powieści. Mieście, skąd ona pochodzi, gdzie się urodziła i spędziła parę lat życia. Gdzie wciąż ma rodzinę i dawnych, pierwszych przyjaciół. W tę podróż zabiera swojego ojca. Podróż w latach 90 do zmienionej, innej Rosji jest dla nich olbrzymim przeżyciem. Powrót do wspomnień, tych najbardziej bolesnych, jest naprawdę trudny.  Konfrontacja z przeszłością i teraźniejszością. Ta książka naprawdę robi wrażenie na czytelniku. Rzetelny dziennik a pięknej, ale wyjątkowo trudnej podróży. Przeczytałam jednym tchem. 6 dni w Leningradzie, polecam.

MIASTO-BOHATER LENINGRAD
[…] Te trzy słowa krzyczą w nocy, oświetlone aureolami aniołów: – głodowaliśmy, walczyliśmy i umarliśmy, ale się nie poddaliśmy.

Kolejna książka zaczęła się typowo. Małżeństwo, takie raczej nudnawe, ona ma rozterki, bo chyba nie kocha go tak bardzo jak on ją, mieszkają sobie na prowincji i wiodą nudne życie. Aż ona dostaje pracę w Londynie i regularnie zaczyna jeździć do niej nocnym pociągiem. Nocny Emily Barr to książka zaskakująca. Owszem,nie jest to wybitne dzieło, ale tak zaskakująca, że czytałam ją z wielkim zainteresowaniem. Po jej przeczytaniu wiem, że w nocnym pociągu nie tylko się śpi. A banalna podróż do pracy, może całkiem odmienić czyjeś życie. Zdecydowanie polecam wszystkim tym, którzy poszukują lekkiej, ale oryginalnej pozycji. W sam raz na wakacje.

Musso przyzwyczaił swoich czytelników do oryginalnych i niebanalnych historii. Czasem to bywa aż za irytujące. Ale, ale. Tym razem dałam się zaczarować po całości. Ta chwila, to nie jest książka, o której łatwo się zapomni. Przenosi bowiem w zupełny inny wymiar. I przypomina o tym , że życie składa właśnie z takich chwil. Tych wszystkich niepowiedzianych słów, odłożonych telefonów, odwołanych spotkań. Chwila, moment, mija sekunda, i jesteśmy starsi. Mija 10, 15 lat, jesteśmy w zupełnie innym momencie życia. Co było wczoraj zupełnie się nie liczy. Czy nie warto byłoby więc odpuścić ? Magia, tajemnica, rodzinne historie. Mnie wciągnęła i całkiem pochłonęła.

…pamiętaj , CZAS jest graczem namiętnym, co WYGRA bez szachrajstw każdą partię…

Filmowo. 9 obrazów za mną, dość dobry wynik. Oczywiście najlepszym filmem maja uznałam Klienta, było to wiadomo od 2 maja, że to mój typ. Jako, że szczegółowo go opisałam, to daruję Wam moje kolejne zachwyty. Byłoby to śmieszne, choć pewnie przyjemne dla reżysera. Wróćmy do tematu. Jakie filmy mnie ujęły, a jakie zdecydowanie odrzuciły?

Ujął mnie Wstrząs. Tak, to dziwne, ale film z Willem Smithem mogę uznać za naprawdę dobry. Chociaż tematyka związana z amerykańskim futbolem nie jest tym co naprawdę mnie kręci. Ale, ale, ta historia naprawdę wciąga, a sposób jej opowiedzenia sprawia, że film ogląda się z prawdziwą przyjemnością. Film powstał na podstawie prawdziwej historii. Historii lekarza, który odkrył powiązanie między urazami głowy, a późniejszymi samobójstwami zawodników. I stanął do walki z olbrzymim związkiem. Wszyscy przeciw jednemu. Nie sądziłam, że film o wpływie sportu na zdrowie zawodników w połączeniu z Willem Smithem mi się spodoba, ale podobało.

20160312185833

Na plus mogę też ocenić film  Przyjaźń czy kochanie? Wiem, wiem, tytuł sugerować może banalną komedię romantyczną, a jest zgoła inaczej. Historia dzieje się w Anglii, w XVIII wieku. Jest to więc film kostiumowy, opowiadający o intrygach, miłosnych oczywiście. Lady Susan Vernon, jest młodą wdową, o wątpliwej reputacji, która w posiadłości szwagra próbuje przeczekać skandal z jej udziałem, a także zabezpieczyć sobie bezpieczną przyszłość. Czyli w skrócie szuka bogatych kandydatów na męża, dla siebie i córki. Czegóż się w końcu nie zrobi dla finansowego komfortu… Pełna intryg, pomyłek i cynizmu komedia. Naprawdę świetnie zagrana, idealna rozrywka na środek tygodnia.

film_duze

Teraz minusy. Planeta Singli. Gdzieś przeczytałam, że po zobaczeniu tego filmu publiczność i krytyka głosiła, że instytucja komedii romantycznych w naszym kraju jest uratowana. Otóż, powstał film zabawny, dowcipny i inteligentny. Widać jestem jakaś dziwna, ale powiem szczerze, ten film był dla mnie żenujący. Oglądałam go z niesmakiem. Zamiast komedii, wyszedł dramat. Dla mnie wszystkie w tym filmie było sztuczne, żenujące i bez sensu. Przecież wiadomo, że jeżeli jesteś 27 letnią  nauczycielką muzyki w szkole chodzisz w sweterkach pod same uszy, masz okulary i własne mieszkanie w Warszawie. I nie masz faceta, i boisz się,że umrzesz samotnie. I masz idiotyczne koleżanki. I w kawiarni spotykasz gwiazdę telewizji, która proponuje ci udział w swoim „szoł”. I jest „szoł”.

600756_1-1

 

 

Zmieniam gatunek. Pomińmy romantyczne komedie, Wizyta. Kto oglądał 6 zmysł, rączka w górę? Właśnie, wszyscy widzieliśmy i się zachwyciliśmy. Ten sam reżyser, czyli M. Night Shyamalan od lat jedzie jednak windą w dół i tworzy filmy, które nie zachwycają, ale sprawiają, że o 6 zmyśle można mówić jako o wypadku przy pracy. Ot, udał mu się jeden, może dwa filmy i tyle. Teraz próbował się zrehabilitować przy pomocy Wizyty. Filmu mówiącego o wizycie dwójki nastolatków u nigdy nie widzianych dziadków. Dziadków, którzy z każdą kolejną chwilą coraz dziwniej się zachowują. Po horrorze oczekuję jednego – obejrzę i trzy dni będę spała z zapaloną lampką. Tutaj nie doświadczyłam choć cienia gęsiej skórki. Zupełnie nic. Jakbym oglądała Przyjaciół. Dziwny, pokręcony film, który nuży.

the-visit-deanna-dunagan

W maju obejrzałam też film o najdziwniejszym tytule. Emigrant w żelkowej malinowej łódce. Tak zwany film środka, ni dobry, ni zły. Ale tytuł zwalił mnie  z nóg. No dobra, leżałam na łóżku, więc nie zwalił dosłownie, ale w przenośni na pewno.

A ja muszę dodać- piękna pogodo wróć!

Ścieżka dźwiękowa-  The Dumplings – Technicolor Yawn

Advertisements

41 uwag do wpisu “Książkowo-filmowy maj

  1. Ładnie nabiłaś majowo książkami widzę 🙂
    O widzisz, to na nas znów „Wizyta” zrobiła spore wrażenie. P. siedział obabulony kocem, a jemu to się nie zdarza 😀 Ale widzisz, z horrorami tak już chyba jest, że dany typ w jednych trafia z impetem, a innym nie odpowiada w ogóle. Mnie kiedyś totalnie rozwaliło „Paranormal activity” – kilka nocy musiałam spać z zapalonym światłem, bałam się potwornie… a kilku znajomych powiedziało, że to nuda. ^^’
    Za komediami romantycznymi – szczególnie polskimi – znowuż nie przepadam wcale, dlatego też nawet nie zabierałam się za „Planetę singli”.

    Lubię to

    1. Ja pamiętam jak oglądałam z siostrą Sierociniec, ona miała dreszcze a ja ziewałam. W ogóle to mnie chyba bardziej książki przerażają niż filmy. Jak oglądałam Rec to wszyscy zakrywali oczy, a ja lekko się nudziłam, bo takie to oczywiste było 🙂 Wizyta była trochę za oczywista jak dla mnie, To rozwiązanie nasuwało się od początku, zabrakło mi trochę zaskoczenia. Zrobiłabym nieco więcej zamieszania 😉
      Nie wiem czemu obejrzałam tę Planetę? Wiem, przez przypadek.! Usprawiedliwienie jakieś 🙂

      Lubię to

  2. L. pisze:

    Ej jest mi autentycznie smutno, że nie podoba Ci się Planeta Singli. Nie jest to nic ambitnego może, ale raczej brałam to jako prześmiewczy ton 😀 No i tam jest Stuhr więc no, nawet jakby grał beznadziejnie to i tak by mi sie podobało XD

    Lubię to

    1. Powiem Ci,że ja Stuhra kocham, no i seniora, i juniora, ale kurcze, tak mnie zmęczyła ta Planeta, że czułam się jakby mnie wyrzuciło w kosmos. Dosłownie, dziwny film. Może romantyzmu mi brakuje?

      Lubię to

  3. Widzę, że maj był bardzo intensywny.
    Opisałaś książki, które na pierwszy rzut oka robią na mnie naprawdę ciekawe wrażenie. Idą wakacje, to może będę miał więcej czasu na czytanie. Wtedy na pewno do tego posta wpadnę jeszcze raz! Z filmów, to wrażenie zrobił na mnie ten kostiumowy, bo ja lubię takie. Nawet chciałem go sobie od razu teraz włączyć i zobaczyć, ale biorąc pod uwagę to, że jutro mam dwa egzaminy, w tym z immunologii, która jest mega trudna, nie jest to najlepszy pomysł…

    Lubię to

  4. Zbych pisze:

    Widzę, że zaliczyłaś kolejny miesiąc na bogato, co jak zwykle poskutkowało tym, iż moja lista książek „do wiecznego przeczytania” ponownie spęczniała…
    Tym razem dopisałem „Silve..” i „Nocnego”. O tej pierwszej słyszałem już sporo dobrego więc w końcu wypadałoby osobiście zweryfikować „plotki”, a opis tej drugiej pozycji bardzo mnie zaintrygował.
    Natomiast do pani Simons mam alergiczną awersję po przeczytaniu (nie do końca) „Jeźdźca miedzianego”… zabrałem się za tą książkę ze względu na to iż miały tam być obszerne opisy życia w oblężonym podczas IIWŚ Leningradzie. Książki niestety do końca nie zmordowałem bo ilość absurdów jakie wymyśliła autorka była zwyczajnie nie do zniesienia. Może niewiasty pochłaniały ten wojenny romans mając wypieki na policzkach ja jednak ciągle zgrzytałem zębami czytając opisy sprzętu wojskowego, który nigdy nie istniał, albo ówcześnie znajdował się jeszcze na deskach kreślarskich. Na „opisy” działań wojennych nie mających nic wspólnego z historycznymi faktami spuszczę zasłonę milczenia – jak dla mnie to wstyd, że autorka zabierając się za taką tematykę nie zapoznała się chociażby z elementarną chronologia wydarzeń które opisuje. A już fakt pisania przez radzieckiego frontowca listów do kogokolwiek, w których zdradza światopogląd inny niż komunistyczny, a jeszcze bezpośrednio szkaluje osobę Stalina to już czysta abstrakcja i kompletne bzdury (wtedy właśnie zamknąłem książkę i bez żalu odrzuciłem w kąt).
    Co do filmów to na pewno muszę obejrzeć Kate Backinsale w tej wersji dystyngowanej arystokratki…
    A „Planeta singli”… cóż… powinienem wziąć trochę w obronę to dzieło, gdyż mnie aż tak bardzo nie odrzuciło. Dlaczego? Otóż w przeciwieństwie do innych produkowanych taśmowo przez naszą kinematografię produktów o etykiecie „komedia romantyczna” tutaj mamy dość spójną fabułę, logicznie połączone wątki i kilka naprawdę zabawnych dialogów. Może całość jest dość infantylna i jak zwykle mocno przejaskrawiona, mnie jednak bardzo pozytywnie aktorsko zaskoczyła Więdłocha (nie widziałem jej wcześniej w żadnym filmie). W przeciwieństwie do bardzo irytującego duetu Książkiewicz-Karolak (+córka), który można by śmiało z fabuły wywalić a w jego miejsce rozbudować wątek Stenki-matki.

    PS: Sorry że znów tak rozwlekle… ale jeszcze na koniec coś bezpośrednio ode mnie – by uskutecznić „pozytywny ferment” wymiany wrażeń literackich 🙂 Jako że ostatnio tak się złożyło iż wzięło mnie na książki „okołoprzyrodnicze” mogę z czystym sumieniem polecić dwie pozycję: „Sekretne życie drzew” Wohllebena oraz „Historie pszczół” Mai Lunde (tej ostatniej stan zaawansowania ~60% ale i tak polecam 🙂 )

    Lubię to

    1. Ja przyznaję się, serii Miedzianej nie czytałam i czytać nie zamierzam 😉 Ale ta książka jest fajna, bo jest to zapis osobistych refleksji. W zasadzie jak przeczytasz jej pobieżny obchód po Leningradzie to chyba zrozumiesz czemu tak tyle błędów 😉 Ale to mimo wszystko ciekawa książka, o konfrontacji z przeszłością- jej ojca. O różnicach między Ameryką a Rosją w latach 90. Ten szok kulturowy jest bardzo autentyczny i ciekawy 😉 Także ta książka jest ciekawa, bo nie wymyślona, ot, dziennik podróży ojca z córką:)
      Planeta jak dla mnie okazała się za odległą dla mnie planetą. Nie po drodze nam. Najbardziej mnie ten wątek właśnie Karolaka zmęczył. Więdłocha, ładna, fajnie gra, ale co z tego, skoro zagrała kompletną idiotkę. Kurcze, nie lubię takich filmów, gdzie wszystko jest niby o zwykłych ludziach, a tak przejaskrawione, że w ogóle nie dla ludzi. Niestrawny dla mnie po całości. Był potencjał, sam pomysł fajny, mógł wyjść z tego przyjemny i uroczy film. A wyszło coś beznadziejnego. Zdecydowanie wolę trochę inne komedie romantyczne 😉
      Mam te książki na tapecie, ale cóż, ciągle ona się powiększa 😉

      Lubię to

      1. Zbych pisze:

        OK, jak się pisze własne wspomnienia to zupełnie inna sprawa, może tym razem pani Simons wypadła przekonująco. Jednak nie wiem czy jeszcze będzie mi dane zmienić o niej opinię. Po prostu nie lubię gdy autor robi z czytelnika „idiotę” (dla mnie to trochę taki brak szacunku autora wobec wszystkich którzy sięgną po książkę) pisząc powieść historyczną w ogóle nie trzymając się faktów ani w ogóle realiów czasów w których osadza fabułę. Może w tym przypadku moja opinia jest dość drastyczna, ale ze względu na hobbystyczne skrzywienie historyczno-militarne zwyczajnie nie byłem w stanie tych bzdur przetrawić….
        Co do kulejącego krajowego wątku „komedii romantycznych” mam wrażenie że scenarzyści usiłują na siłę powielać dość prymitywny kontrastowy schemat „piękny, sławny, bogaty” vs „miła, uboga, zakompleksiona”… do tego akcja obowiązkowo w Warszawie i wszędzie szklane biura, szybkie samochody, snobistyczne knajpki… mało kto już w takie bajki wierzy. Tym bardziej gdy bohater to asertywny i ambitny lekarz/architekt/prawnik/… spędzający czas na wszystkim tylko nie na pracy (może zwyczajnie wygrał w totka, albo w piwnicy swojej willi czy najciemniejszym zakamarku loftu co rano drukuje banknoty… ale o tym w fabułach cisza). Szkoda że u nas nie powstają takie obrazy jak wspominany tu niedawno przez Ciebie „Jak być normalną” – przyjemny, o związkach i uczuciach ale bez zadęcia, bez nachalnego lokowania produktów (to chyba u nas jakaś mania) a i pośmiać się często można.

        Lubię to

      2. U nas chyba ciągle mamy za duże kompleksy, stąd takie filmy o miłości są beznadziejnie wręcz przejaskrawione. Wszystkie singielki- nawet skromna nauczycielka muzyki, ma masę wolnego czasu,własne mieszkanie, i dziwaczne problemy, dalekie od normalnego życia. Czemu nie pokaże się singielki , która po studiach mieszka kątem u rodziców, pracuje na kasie w markecie, zamiast do kawiarni na kawę idzie do parku z kawą w termosie, co jeździ autobusem a ciuchy kupuje w ciucholandzie. Może wtedy oglądałoby mi się milej 😉 Po prostu mam wrażenie, że wszyscy bohaterowie tych filmów są dokładnie tacy sami. Zlewają się w jedno. Owszem, tutaj pomysł był fajny i naprawdę była okazja do fajnego filmu, ale po drodze coś nie wyszło jak powinno.
        Paulina Simons raczej tworzy dla kobiet, więc one pewnie nie interesują się tak bronią i wojskowością. I pani Paulina uznała, że zrobi książkę o miłości, a resztę potraktuje po macoszemu- bo wiadomo, kobiety łykną wszystko jak jest tylko przystojny główny bohater. Dlatego nie czytałam tej sagi 😉

        Lubię to

      3. Zbych pisze:

        Sprawa jest prosta – komedie romantyczne są takie jakie są bo większość społeczeństwa chce oglądać właśnie takie wyidealizowane obrazki, piękne, wymuskane kadry, gdzie posągowi bohaterowie snują się po ascetycznie schludnych wnętrzach robiąc „nic”.
        Czy dziwne… niezupełnie – wystarczy na chwilę zajrzeć co jest prezentowane we wszelakich fejsbukach czy innych instagamach. Właśnie to ludzie chcą oglądać. Była zresztą tutaj kiedyś o tym dyskusja przy okazji „selfiemam”.
        Mam wrażenie że takie życiowe i prawdziwe historie też są ekranizowane, ale ponieważ życie jest życiem to w 90% przypadków dostajemy dramat, bo tak niestety wygląda prawdziwe życie…słodko-gorzkie….

        Lubię to

      4. Pamiętam świetną komedię romantyczną, owszem nieco szaloną- Zaklęci w czasie. Ale bohater był brzydki, miał brzydkie mieszkanie, był młody, i kurcze, to się super oglądało. Bo to byli prawdziwi ludzie. Rozumiem,że w kinie chce się popatrzeć na lepszy i piękny świat. Ale dla mnie historia wiele traci jeżeli wszyscy są piękni, bardzo bogaci i totalnie oderwani od rzeczywistości

        Lubię to

      5. Zbych pisze:

        „Zaklęci w czasie” – to o tym facecie co się znienacka teleportował w czasie? Z Rachel McAdams? Jeśli tak, to raczej nie komedia…. bardziej melodramat…

        Lubię to

      6. Zbych pisze:

        Oj tam, z tym palnięciem to bym dyskutował… te dwa filmy to w zasadzie bardzo podobne są 🙂 W sensie głównego zamysłu na fabułę, W pierwszej chwili skojarzenia to też mi się nałożyły, tym bardziej że w obu główną rolę żeńską gra McAdams… chociaż wydaje mi się że oba to raczej nie taka 100% komedia romantyczna (w obu zabawnych scen jest trochę, jednak do np. : „4 wesel i pogrzebu” to im daleko), co nie zmienia faktu że oba to całkiem niezłe, zapadające w pamięć, filmy.
        Przy klimatach „romantycznych zawirowań czasowych” podrzucę jeszcze jeden tytuł – „Lake House”. Niby taki trochę babski melodramat (kilka zabawnych momentów oczywiście też jest), ale naprawdę bardzo mi się spodobał (aż kupiłem DVD jak tylko się pojawiło). Chociaż mam świadomość że nie jestem obiektywny bo po prostu bardzo lubię Sandrę :).

        Lubię to

      7. No właśnie Rachel mnie zmyliła, w końcu gra tu i tu 😉 Czas na miłość to jednak szeroko pojęta komedia romantyczna z wątkami melodramatu. Wyciska łzy, i szczerze bawi. A przy tym jest niesamowicie naturalna i to coś co chętnie oglądam 🙂

        Lubię to

    2. Kiki pisze:

      czemu, Planeta singli to nie był wcale taki zły film.
      oglądało się go całkiem przyjemnie, a problemy głównej bohaterki wcale nie wydawały mi się wydumane. Ogólnie biorąc wszystkie wątki trzymały się tam kupy, nie mam co się przyczepić.
      A Karolak moim zdaniem świetnie tam zagrał cholerycznego ojca, którego córka z zazdrości czy dla zabawy rozwala jego nowy związek. Co ciekawe była przekonana, że wszystko pójdzie po jej myśli. Dopiero jak ojciec wpadł w depresję, przestał sprzątać czy wstawać z łóżka wtedy zrozumiała że ona też może na tym stracić. Dotychczas chyba uważała, że jak rozwali ten związek to sama poczuje pełnię szczęścia… No a rozwalić córce nie było w sumie tak trudno, bo wykorzystała ich słabości – Karolak i Książkiewicz oboje chorobliwie zazdrośni, nieufni, podejrzewający zaraz zdradę, nikt tam o nic nie spytał, nie porozmawiał…
      Trochę jak w tej książce „Houston, mamy problem”…

      Lubię to

      1. W sumie to fajne, że mamy różne gusta. Ja nie wyniosłam nic z tego filmu 😉 Owszem, pomysł był naprawdę ciekawy i gdyby podejść bardziej ambitnie wyszłoby fajne kino – dla mnie oczywiście. Mnie zaś ten film po prostu zmęczył.

        Lubię to

  5. Kasia pisze:

    Bardzo lubię Twoje wpisy kulturalne, bo zawsze na moją listę na goodreads trafia kilka nowych pozycji 😉
    Ostatnio pochłonęłam „Ósme życie” i wciąż siedzi w głowie – są takie książki, które zostają z nami na dłużej i ta właśnie jest jedną z takich dla mnie. Kolejną, która dalej we mnie jest to „Nic zwyczajnego. O Wisławie Szymborskiej”.
    Z nieco „lżejszych” to ostatnio czytałam też „Małe eksperymenty ze szczęściem. Sekretny dziennik Hendrika Groena, lat 83 i 1/4” – choć sam styl może nie powala, to refleksja płynąca z ksiażki każe zatrzymać się na chwilę.

    Lubię to

    1. Mam dwie części Eksperymentów w domu, ale jako,że to moje książki to odkładam na później= nie wiem czemu? 🙂 Ale się wezmę, po Twojej rekomendacji.
      Ósme życie mnie też bardzo poruszyło, pisałam zresztą, szalenie mądra i ważna książka. Podobni będą Dwaj bracia 🙂

      Lubię to

  6. katasza pisze:

    Kilka ciekawych pozycji dla siebie bym tu znalazła. 🙂
    Dwóch braci przede wszystkim, Przyjaźń czy kochanie też brzmi nieźle. Miałabym wątpliwości co do tej o podróży do Leningradu, bo z jednej strony tematyka mnie pociąga, a z drugiej, po przeczytaniu wypowiedzi Zbycha podejrzewam, że autorka mogłaby mnie irytować. 😉
    Horrorów nigdy nie oglądam, bo nawet, jeśli w trakcie mnie nuży, to potem sobie w niewłaściwym momencie przypominam, coś dodam, ubarwię i czuję niepokój. 😛 Z kolei filmy w rodzaju Planety Singli mogłabym obejrzeć od niechcenia, gdybym akurat zasiadła przed telewizorem albo jako tło do prasowania – nie rażą mnie, ale one serio są wszystkie takie same. I już mnie nawet nie dziwi, że każdy biedny student, utrzymujący się samodzielnie z połowy etatu na zmywaku wynajmuje piękne mieszkanko w centrum miasta, pije drogie drinki i przesiaduje w kawiarniach. 😉

    Lubię to

    1. Ja na poważnie czekam nawet na nudny scenariusz, ale pokazujący rzeczywistość 😉 Taką komedię to bym i z chęcią obejrzała. Ale szansa,że powstanie zerowa 😉 Ja filmów się nie boję, ale za to książki. Jak czytałam serię Chattama to z jednej strony nie mogłam się oderwać, a z drugiej umierałam ze strachu. Całą noc siedziałam przy lampce bo czułam,że atakują mnie pająki… Eh, to były książki 😉
      Dwóch braci polecam 🙂 Ten Leningrad nie irytuje, bo to rodzinne wspomnienia-na szczęście 🙂

      Lubię to

      1. katasza pisze:

        O tak, książki są „gorsze”, bo więcej trzeba sobie wyobrazić… Tym bardziej unikam. 🙂 Kiedyś przeczytałam legendy z mojego miasta i dobrze, że wielu miejsc nie kojarzę, a moje osiedle jest dość nowe i dawniej tam były zdaje się tylko pola i stawy (choć w sumie przy wodzie mieszkają topielce…), bo dość długo przypominały mi się wieczorami niektóre wątki. Do dziś nie czułabym się komfortowo mieszkając w okolicy dawnego pałacu, mimo że to ładny i zielony rejon. 😛

        Lubię to

    2. Zbych pisze:

      katasza – jak pociąga Cię tematyka Leningradu z czasów wojny to polecam „Oblężone” (nie pamiętam kto napisał, ale wygooglujesz bez trudu). Są to wspomnienia kilku kobiet, niezwykle wstrząsające i aż nierealne. W porównaniu do Simons to „liga mistrzów” 🙂
      A co do zabawnych „bytów” w krajowych komediach romantycznych to chyba wszystko przebiła swego czasu Magdalena Różczka, która zajmując całe piętro w kamienicy utrzymywała się w Warszawie z….. lepienia z mąki figurek aniołów. Co więcej chyba wypracowywała sporą nadwyżkę budżetową bo… postanowiła zostać samotną matką. („Rozmowy nocą” – swoją drogą całkiem miłe filmidło z jedną z pierwszych ról na dużym ekranie Gąsiorowskiej i rozkręcającym się w rolach pierwszoplanowych Dorocińskim)

      Lubię to

      1. katasza pisze:

        O, to jest pomysł na biznes – na dłuższą metę lepienie aniołków może być nużące, ale całkiem przyjemne, kreatywne i jakie dochodowe. 😀
        Oblężonymi mnie zainteresowałeś, muszę poszukać.

        Lubię to

  7. WOW! Ile książek przeczytałaś:)
    Lubię filmy z Willem Smithem, więc chętnie sobie obejrzę polecany przez Ciebie.
    A mnie Planeta Singli się bardzo podobała.

    Lubię to

  8. A mi ‚Planeta singli’ przypadła do gustu. Może infantylny film momentami, ale na znacznie wyższym poziomie niż przykładowo ‚Lejdis’ (ale to moje zdanie jedynie, bo wiele osób lubi ten drugi).
    Ja także ostatnimi czasy nadrabiam nieco zaległości w temacie. Polecić mogę ‚Kobietę w klatce’ i ‚Zabójców bażantów’ – ekranizacje skandynawskich kryminałów:)

    Lubię to

      1. Zbych pisze:

        Prawda jest taka że teraz w większości produkty z etykietką „polska komedia romantyczna” urągają inteligencji widza, który oczekuje od seansu czegoś więcej niż tylko pośmiania się w przerwach między konsumpcją popcornu. Niestety biorąc pod uwagę okres powiedzmy 15 lat wstecz to jedynym krajowym tworem o tej tematyce który mi się na tyle spodobał że obejrzałem go w kinie więcej niż jeden raz to było „Nigdy w życiu”.
        A tak w ogóle to jeśli chodzi o polskie „komedie romantyczne” to dla mnie nr 1 są (i pewnie pozostaną) dwa tytuły: „Żona dla Australijczyka” oraz „Człowiek z M3”. Dla mnie to absolutne ponadczasowe mistrzostwo aktorsko-reżyserskie krajowej kinematografii w tej kategorii.
        A grzebiąc jeszcze głębiej (kiedyś miałem „fetysz” oglądania polskich filmów przedwojennych) to tam też jest sporo bardzo dobrych pozycji z tego gatunku np. „Jadzia” albo „Czy Lucyna to dziewczyna”. Może się do wydawać dziwne, ale zapewniam iż mimo upływu grubo ponad 50 lat te filmy prezentują znacznie wyższy poziom niż współczesne chociażby „7 rzeczy, których…” czy „Słaba płeć”

        Lubię to

  9. Gucia pisze:

    Nie czytałam żadnej z książek, które polecasz więc wpisuję na swoją listę przynajmniej 2 pozycje 🙂 dziękuję! 🙂 i cały czas się zastanawiam, kiedy Ty to wszystko czytasz i oglądasz – czy Twoja doba ma więcej niż 24h? 🙂

    Lubię to

      1. Zbych pisze:

        Lena, Ty się lepiej w końcu przyznaj że posiadasz nadprzyrodzony dar czytania jednej książki lewym okiem, podczas gdy prawe śledzi fabułę drugiej na czytniku 🙂

        Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s