Tajemnice czterech ścian

Jakiś czas temu bardzo głośno było o sprawie rodziny pewnego radnego. Radny ten miał wyjątkowo konserwatywne poglądy, i szczycił się katolickimi wartościami. Jego żona pokazała jednak światu, że to tylko fasada, a za tą fasadą po prostu kryje się tyran i kat. Kat, który latami dręczy żonę i dzieci. Dla świata jest idealnym mężem, ojcem i głową rodziny. Dla najbliższych jest źródłem lęku, gniewu i strachu. Kiedy wyszły na jaw przerażające taśmy nagrane podczas kłótni, wielu z nas zadawało sobie pytanie – dlaczego latami można godzić się na coś takiego? Czemu po pierwszym podniesieniu ręki nie pakuje się dzieci, nie trzaska drzwiami i mówi do widzenia? Czemu nie zaczyna nowego życia, nie bierze rozwodu i wymazuje z pamięci największej pomyłki jaką był chory związek? Dlaczego zarówno Pani Karolina jak i inne kobiety latami godzą się być ofiarami?

Nie powiem, łatwo jest powiedzieć, że ja na jej miejscu od razu zadzwoniłabym na policję i kopnęła faceta w cztery litery. Ale pewnie większość z nas nie jest i nie była na miejscu pokrzywdzonej osoby. Sama zastanawiałam się  dlaczego inteligentna kobieta nie ma w sobie tyle odwagi by przerwać spiralę przemocy? Zastanawiałam się dlaczego nikt jej nie pomógł? Czytałam wywiad z Panią Karoliną i szczerze jej współczułam. Ale jeszcze nie do końca rozumiałam.

Przypadkiem na moim czytniku znalazła się książka Dlatego mnie kochasz. Książka, która opowiada właśnie o toksycznym związku, chociaż idealnym z zewnątrz.

4d8265d6cf0b793a4bd37fd4c12c5490

Agata miała kilkanaście lat jak poznała Marcina, licealna miłość. Owszem, może i nieco szczeniacka, i naiwna, ale jak silna. Oni od początku wiedzieli, że są dla siebie stworzeni. Te mityczne połówki pomarańczy czy też jabłka. Jest im dobrze, są randki,odkrywanie siebie, wspólne wakacje, coraz większe plany,ale odległe. Najpierw matura, potem studia, praca itp. Ale jej rodzina nalega na sformalizowanie związku, bo nie wypada tak chodzić z sobą bez poważnych deklaracji. Marcin powinien kupić skromny pierścionek, i bukiet róż, paść na kolana i błagać Agatę by została jego żoną na wieki wieków. A potem powinien odbyć się skromny,ale piękny ślub i żyli długo i szczęśliwie. Matka Agaty była praktyczna i bardzo tradycyjna. Były więc zaręczyny, był i ślub. Oboje jeszcze studiowali, byli młodzi, biedni, mieli tylko miłość. Czy przed ślubem coś wskazywało, że będzie im razem źle? Czasem się kłócili, czasem Marcin był obrażalski, denerwował się bez powodu, był wymagający, a raz zażądał zbyt wiele, co tam zażądał on wziął siłą to co chciał. Ale przeprosił. A ona uznała, że skoro czuje się winny i przyszedł skruszony to nie ma tematu.

Był więc ślub. I piękne zdjęcia. I dorosłe życie. Marcin wiele decyzji podejmował sam. Uważał,że tak właśnie robi, czy też powinien robić prawdziwy facet. Jego rodzice byli rozwiedzeni, więc Agata uważała, że Marcin po prostu bardzo się stara. A, że czasem bywa nadgorliwy, że stara się za bardzo i źle znosi krytykę to nic złego. W końcu ma na względzie dobro ich rodziny. Rodziny powiększającej się, bo po ślubie dość szybko pojawiła się Zuzia. Agata musiała przerwać studia, zająć się małą i jeszcze budową domu. Wszystko zrzucił na jej barki mąż, musiał pracować na to wszystko, było jej ciężko, ale czuła dumę. Dała radę.

Nowy dom, piękna okolica, las, idealne miejsce dla młodej i kochającej się rodziny. Bajka i sielanka. Młody, przystojny mąż, który zbudował żonie dom, kocha córkę, ba jest w niej zakochany, no ideał po prostu. Wzór męża.

Poważne problemy zaczynają się gdy Marcin ogłasza,że nie chce więcej dzieci. Zakochany jest w Zuzi,ale uważa,że jedna córka im starczy. Agata jest zła, że to on podejmuje taką decyzję. Kiedyś ustalili,że marzy im się duża rodzina, a teraz on uznaje,że mają jedno i starczy. Agata jest rozczarowana. A potem przerażona, bo odkrywa, że jest w drugiej ciąży. Zosia ma niespełna półtotrej roku, ona wciąż nie wróciła na studia, a tutaj kolejne dziecko. Boi się reakcji męża, więc postanawia ukrywać ten fakt przed mężem. Zamiast wspólnie dzielić radość i obawy, ona musi trzymać tajemnicę w sobie i nabrać odwagi do konfrontacji.

bf81e0189638609d1768fca1b594de42

W końcu przychodzi taki moment, że nie można dłużej udawać, Agata mówi mężowi, jej zdaniem radosną nowinę. On się nie cieszy, przecież ogłosił- więcej dzieci nie chce. Wtedy bije ją po raz pierwszy. Kobietę w ciąży, matkę swojego dziecka. Tradycyjnie w takich sytuacjach winna jest kobieta, powinna wiedzieć co i jak robić by dziecka nie było, a skoro będzie to jej problem i jej wina. Agata jest zaskoczona, zdruzgotana i przerażona. Boi się o siebie, Zuzię i nienarodzone dziecko. Ale Marcin przeprasza, godzi się z tym,że po raz drugi będzie tatą. Kupuje bukiet kwiatów i przeprasza. I snuje wizje idealnej rodziny. Agata mu wierzy. W końcu miał prawo ją uderzyć, wyraźnie mówił,że nie chce dziecka. Może naprawdę ta ciąża to tak mu na złość? Godzi się z tym co zrobił, postanawia zapomnieć i szuka winy w sobie. Bo przecież Marcin tak kocha ich Zuzię, że nie zrobiłby krzywdy maluszkowi w jej ciele…

Rodzi się Zosia. Marcin szaleje z radości. Jest naprawdę idealnym ojcem. Zuzia go uwielbia, pomaga Agacie przy dziecku, ale między nimi nie jest dobrze. Coraz częściej się kłócą. Marcin ma ogromne wymagania wobec żony, uważa,że skoro mają dom i dzieci, Agata powinna być zachwycona, nie rozumie, że ona chciałaby pracować, skończyć studia, że ma marzenia. Marcin przestaje być w jej oczach ideałem. Agata jest zmęczona, oczekuje czegoś innego. Poznaje sąsiada, młody, przystojny, docenia ją i szczerze kocha. Uwielbia dziewczynki. Marcin coraz częściej się irytuje, wpada w gniew, wyładowuje swoje emocje na żonie. Używa coraz częściej siły, zarówno nie przebiera w słowach, jak i w sile swoich rąk. Agata coraz częściej ma dosyć. Związek z innym mężczyzną, jest spełnieniem jej marzeń, wie, że jej małżeństwo się sypie, ale nie potrafi odejść. Bo widzi miłość między córkami a ojcem i nie potrafi jej przerwać. Poza tym nikt nie uwierzył, że Marcin jest damskim bokserem. Wina spadłaby na nią, wyrodną żonę, która ma romans, co nie docenia męża, która rozbija rodzinę dla kaprysu, chwilowej miłostki.

Agata staje w rozkroku. Nie wie co ma robić. Nowy związek jest stabilny, ale jaka to stabilność? Spotkania w jego domu, seks, i rozmowy. Nie ma codzienności. Może Agata się boi, że on nie sprosta temu co niesie zwykły dzień? Próbuje ratować związek z Marcinem. Ale czy jest co sklejać?

Marcin kontroluje każdy jej ruch, ma jasne oczekiwania, wspólny obiad, zabawa z dziećmi i wieczór z żoną. Wszystko na jego warunkach. Agata wraca na studia, ale nie może liczyć na pomoc męża. Wręcz przeciwnie. Robi on wszystko by jego żona żałowała tej decyzji. Pewnego dnia po prostu gwałci swoją żonę. Ale potem znów przeprasza, ona ma wyrzuty sumienia za ten romans, więc znów wybacza. Ale w środku czuje ogromną pustkę. On ją tak bardzo skrzywdził, ale dla niej najważniejsze jest to, że on jest dobrym ojcem. Że gwarantuje jej stabilną sytuację finansową, a w ogóle to ona jest winna, bo odkąd ma romans to nie jest dobrą żoną. Postanawia więc skończyć romans i wybaczyć mężowi.

A potem on ją bije. Wszędzie. Katuje ją na oczach dzieci. Przerażonym córkom mówi, że z mamusią się bawi, to tylko wygłupy dorosłych. I w końcu ona nie wytrzymuje, wewnętrzna siła każe jej to wszystko skończyć. Pakuje dzieci i wyprowadza się. Zaczyna nowe życie. Chce rozwodu, i spokoju. Nie chce by jej córki patrzyły na zniekształcony model rodziny, nie chce by nabrały przekonania, że kobieta nie ma praw, a mąż może ją katować i traktować jak śmiecia. Spotkała odpowiednich ludzi na swojej drodze i poczuła moc ludzkiej życzliwości.

I kiedy wszystko zmierzało do szczęśliwego finału mąż nie dał jej rozwodu. Bo ją kocha, podjął terapię, nie można rozbijać rodziny i takie tam. I  on naprawdę się zmienił, stał się wyrozumiały, czuły i wrażliwy. Zaczął terapię. Spędzali z sobą coraz więcej czasu. A ona widząc radość córek z ich wspólnego spędzania czasu gotowa była mu wybaczyć i rozważała kolejną próbę sklejenia rodziny. Tym bardziej, że dziewczynki nie akceptują nowej sytuacji, tęsknią za domem i robią wszystko by scalić rodzinę. Może on naprawdę się zmienił? Może nie będzie jej bił, poniżał i krytykował każdego jej kroku i każdej decyzji? W końcu czego nie robi się dla dzieci?

Ostatecznie do podjęcia radykalnego rozwiązania przekonuje ją teściowa. Jej mąż, a ojciec Marcina był dokładnie taki sam. Prosi synową by dbała o szczęście córek, i nie popełniała jej błędów. Jak każda matka kocha swoje dziecko, ale nie widzi szans na to by mógł się zmienić na tyle, by znów byli szczęśliwą rodziną.

Agata z nowym partnerem zaczyna szczęśliwe życie. Nowy rozdział. Po 10 latach. Tyle czasu zajęło jej przekonanie samej siebie, że da sobie radę. Że ma siłę. Że nie musi godzić się na cierpienie. Że związek powinien wyglądać inaczej. Że ma prawo do szczęścia. Że dobro dzieci jest najważniejsze, że pełna rodzina to skarb, ale nie zawsze da się ją utrzymać. Że spokój, poczucie bezpieczeństwa i godność mogą być i jej udziałem.

Mam nadzieję,że Pani Karolinie się uda poskładać życie na nowo. Tak jak Agacie.

Ścieżka dźwiękowa- Rolling Stones – Ride „Em on down

Advertisements

34 uwagi do wpisu “Tajemnice czterech ścian

  1. Villandra de Lavayett pisze:

    Tak mi się troche przypomina „trzepot skrzydeł” Grocholi jak czytam o tym… Powiem szczerze że mój mąż nie podniósł na mnie ręki, ale podniósł głos. Znęcanie się psychicze bywa goesze do fizycznego bo tego nawet nie idzie za bardzo udowodnić. Też kilka lat się zbierałam ,wybacząłam próbowałam zrozumieci itrzymać to co mam, mimo ze nie bylo dzieci. I na cale szczescie wciaz ich nie ma a ja jestem w trakcie rozwodu ,bo w koncu doszlo do tego ze musialam isc na te terapie i odzyskac siebie. Wiec wierze, że każda kobieta ktora juz zrobi ten najrudniejszy krok i w koncu wyrwie sie z tego piekla, na nowo odkryje siebie i radosc zycia 😉 http://granica-istnienia.blogspot.co.uk/

    Lubię to

    1. Tylko właśnie ten pierwszy krok dość trudno zrobić..
      Tak, przemoc fizyczna jest gorsza. Uderzenie to uderzenie, nie ma co interpretować, ale psychiczne maltretowanie? Czy to zwykła kłótnia, czy już wychodzi poza ramy? C

      Lubię to

  2. Kiki pisze:

    często słyszałam historie jak np jakiś chłopak widział że inny facet bije swoją dziewczynę, chciał ją obronić przed nim, przy czym dziewczyna sama się rzuciła na niego z pazurami. w sensie żeby się nie wtrącał bo jej jest dobrze, nawet jak on bije. to co można zrobić?
    a raz czytałam artykuł w gazecie. sąsiadka słyszała przez ścianę jak kobietę obok bije jej mąż. naczytała się żeby interweniować, więc zaczepiła ją na schodach, chciała pomóc. Sąsiadka jej wyznała, że to wcale nie jest jej mąż, tylko dochodzący facet, a mieszkanie należy do niej. Więc w teorii nie miałaby żadnych kłopotów żeby się go pozbyć. Co z tego jeśli nie umiała, czy nie chciała? Nie chodziło tu o uzależnienie ekonomiczne czy chęć utrzymania rodziny. Po prostu była od niego uzależniona psychicznie i w jakiś dziwny sposób ta sytuacja jej pasowała.
    No więc co można zrobić w takim przypadku? Ofiara sama musi chcieć to przerwać a często nie chce i to jest największy problem…

    Lubię to

    1. Dokładnie. Najgorsze, że sprawca potrafi tak zawładnąć umysłem ofiary, że to ona ma wyrzuty sumienia i uważa,że jej się należało i w sumie nic wielkiego się nie stało. Bo sprawy przemocy domowej wcale nie są dziś takimi wiejskimi typami, co się napije i żonie da w twarz. Tylko to inteligentne typy, które tak potrafią zniewolić ofiarę, że ona nie jest w stanie racjonalnie myśleć i pogłębia swój stan.

      Lubię to

    1. Dla mnie to jest oczywiste. I w sumie dopóki nie przeczytałam tej książki to się dziwiłam dlaczego tak się nie robi? Bo nie znam przemocy, więc nie wiem co czuje ofiara. A zrozumiałam, że sprawca może tak manipulować ofiarą, że to ona ma wyrzuty sumienia!

      Lubię to

  3. Kiki pisze:

    Jeśli ktoś się zastanawia czy to była zwykła kłótnia czy przemoc psychiczna to dla mnie jest to już poważny sygnał ostrzegawczy! Przy zwykłej różnicy zdań takie myśli nie męczą człowieka…
    A co do przemocy na pewno trzeba reagować. najgorsze co można zrobić to ignorować to.
    Niektórzy ludzie wychowali się jednak w tak spaczonym środowisku że nie odróżniają dobra od zła, robią to czego się nauczyli i na co się napatrzyli. Zanim ktoś podejmie decyzję o rozstaniu dobrze jest upewnić się że ta druga strona naprawdę nie rokuje poprawy, inaczej możemy potem żałować…
    Tak myślę…

    Lubię to

    1. Moja przyjaciółka na początku małżeństwa po pierwszej kłótni chciała się rozwodzić. Bo na żonę nie można było podnieść w ogóle głosu-tak sobie to wymyśliła. A,że oni nie mieszkali razem przed ślubem to tych spięć trochę mieli- ona w weekend wstawała o 6.30, on leżał do 11 i ją to irytowało, a jak on powiedział – daj mi w końcu pospać i nie marudź, to dla niej był to sygnał, że jest fatalnie w ich związku. Są ludzie, którzy naprawdę nie wiedzą jak powinno się kłócić i takie drobne zwrócenie uwagi traktują jako najgorszą przemoc. Albo idą w drugą stronę, godzą się na wszystkie obelgi i uważają, że to jest normalne. Ciężko tutaj pomóc, bo trudno to wszystko wypośrodkować. Oczywiście nie mówię tutaj o jawnej przemocy, jak ktoś kogoś poniża non stop i wyładowuje wszelkie stresy to jest nie do pomyślenia. Ja bym się nie rozwiodła jakby mąż mi powiedział kiedy na przykład popsułam pralkę- głupio zrobiłaś przyciskając na raz wszystkie guziczki. Ale jakby powiedział – jesteś zerem, dnem i moją porażką to bym się spakowała i wyszła.

      Lubię to

  4. kocia_dama pisze:

    W moim rodzinnym mieście mieliśmy takich sąsiadów. Para po trzydziestce, dwoje dzieci. Niemal co dzień awantury, krzyki. Pomocy nie chcieli, policję odsyłali z kwitkiem. Cztery ściany kryją czasem niewyobrażalne dramaty…

    Lubię to

  5. Na studiach mieliśmy trochę wykładów na temat przemocy w rodzinie i wiem, że dla tych kobiet sytuacja nigdy nie jest łatwa. Często są zastraszane, poniżane, wmawia się im, że same sobie nie poradzą, a i często nie mają się do kogo zwrócić o pomoc. Całą sytuacja jest bardzo skomplikowana i nie należy oceniać takich kobiet. Trzeba trzymać kciuki, aby jak najwięcej z takich kobiet mogło się uwolnić z tak toksycznych związków.

    Lubię to

    1. Właśnie dlatego to napisałam 😉 Bo spotkałam się z masą komentarzy, jak to można się było godzić na takie życie, jakby to było proste, ot, trzasnąć drzwiami i skończyć związek. A to jest niestety trudna sytuacja, która wymaga ogromnej siły i odwagi.

      Lubię to

    2. Kiki pisze:

      no tak, też o tym słyszałam, że robią takie pranie mózgu przez ciągłe wyzwiska i powtarzanie – beze mnie zginiesz, nie poradzisz sobie, co ty w ogóle umiesz. I te osoby, i tak już mało pewne siebie oraz podatne na wpływy, zaczynają w to wierzyć i może nawet postrzegają agresora jako swojego wybawcę bo myślą „no tak bez niego zginę”?
      Pomieszanie z poplątaniem, wmawiania że białe jest czarne i na odwrót…

      Lubię to

  6. To jest tak toksyczna relacja że kobieta jest wspoluzalezniona od partnera i bardzo trudno przerwać taką spiralę. Wiem bo sama tkwiłam w tym kilka lat i mój eks tylko raz mnie uderzył ale i tak trudno było mi to zakonxzyc

    Lubię to

  7. katasza pisze:

    Kiedy przemocowiec jest takim niby porządnym człowiekiem, to moim zdaniem jest gorzej niż gdyby to był jakiś typowy patus – w drugim przypadku troska o dzieci, a może i wpływ otoczenia może szybciej skłonić do odejścia.
    Z boku może się wydawać oczywiste, że należało uciec po pierwszej takiej akcji, ale w praktyce jest gorzej. Najbardziej przykre, że można spotkać wypowiedzi obwiniające kobietę, że tyle czasu pozwoliła sobą pomiatać, a dzieciom żyć w przemocowej rodzinie – owszem, byłoby lepiej, gdyby odeszła jak najwcześniej, ale przecież winny jest tylko sprawca, ona jest ofiarą i powinno się jej pomóc, a nie jeszcze dokładać poczucia winy. :/

    Lubię to

    1. Dokładnie. Bo jak ktoś nie jest w takiej sytuacji to łatwo jest mu mówić- ja bym mu oddała jeszcze i zaraz wzięła rozwód. Ale to niestety nie jest takie proste. Tym bardziej jak sprawca nie jest właśnie pijakiem i postrachem osiedla tylko osobą publiczną, szanowaną, mającą opinię idealnego człowieka. W zasadzie się nie dziwię, że się boją, że nikt im nie uwierzy.

      Lubię to

      1. Kiki pisze:

        zawładnąć umysłem ofiary…kurcze jak to przerażająco brzmi…zastanawiam się jakimi metodami to robią! chyba faktycznie przez poczucie winy… ale że ta ofiara nawet potem przeprasza zamiast agresor i to ona ma wyrzuty sumienia? nie do pojęcia…
        choć oglądałam raz takim film Between strangers. Świetnie tam zagrała Sophia Loren kobietę która daje się dręczyć przez męża i ona się zgadza na to właśnie przez swoje poczucie winy.

        Lubię to

      2. Kiki pisze:

        Niestety ludzie często patrzą po pozorach i nieraz wsadzają kogoś na piedestał zupełnie bez powodu – zwłaszcza jak to ktoś wykształcony – i nie chcą wierzyć w żadną krytykę.
        To bardzo przykre, gdyż przecież wiadomo że ofiary przemocy często bardzo wstydzą się tego co je spotkało i są niepewne czy w ogóle dobrze robią mówiąc o tym. A niektórzy ten brak pewności uważają za powód żeby im nie wierzyć. No cóż, można mieć tylko nadzieję że najbliższa rodzina i przyjaciele nie dadzą się tak łatwo zwieść pozorom…

        Lubię to

      3. Najgorsze, że rodzina czasem też daje się zwieść – jak w tej książce, nikt jej nie uwierzył z początku. A nawet jak powiedziała,że ma dość po tym gwałcie to sugerowali,by nie odchodzić. Bo to jednak super mąż i ojciec.

        Lubię to

      4. Zbych pisze:

        Ja mam wrażenie że bardzo dużą role odgrywa tutaj rodzina – gdy są małe dzieci to kobieta odczuwa jakąś atawistyczną potrzebę i siłę by mimo wszystko dalej kurczowo trzymać wszystko razem. Dlatego takie pary z toksycznych związków często rozwodzą się po latach gdy „dzieci już duże” i rodziny nie trzeba na siłę trzymać.
        Mi się wydaje że to jednak zgubne postępowanie – niby kobiecie się wydaje że dobrze zrobiła bo dzieci nie wychowywały się w rozbitej rodzinie, miały dom itd. ale z drugiej strony często te dzieciaki po tych wielu latach bycia świadkami „domowego piekiełka” wychodzą z domu i wchodzą w dorosłe życie zupełnie poobijane psychicznie, często z dysfunkcją społeczną czy różnymi lękami.

        Lubię to

  8. Czasami trudno uwierzyć, że takie rzeczy mogą się dziać za naszą ścianą. Że nie zdajemy sobie sprawy z tego, że ktoś obok nas cierpi czy też potrzebuje pomocy.
    Prawda, łatwo nam mówić „o ja to już dawno bym od niego odeszła”. Jednak niektórzy nie mają dokąd odejść. Nie chcą żeby dzieci wychowywały się bez ojca, czy też nie chcą wydawać ostatnich oszczędności na sądy.
    Szkoda mi strasznie takich osób, bo często po paru latach poznajemy jaka ta osoba jest naprawdę, a wtedy jest już za późno.
    Najgorszym ich błędem jest jednak to, że odrzucają od siebie pomoc.

    Lubię to

    1. Pewnie odrzucają bo się wstydzą, że niby dobry dom i proszę, przemoc w środku. Albo nie mają już nadziei na poprawę. To jest tragedia, na szczęście są odważne kobiety, które porzucają wstyd. Może będzie nam łatwiej reagować i brać odwagę by przerwać takie chore związki? Może to doda sił tym kobietom, które nie czują się gotowe odejść? Mam nadzieję.

      Lubię to

  9. I myślę, że tak wygląda naprawdę życie kobiety, która czasem po 10 latach ma dość, a czasem po prostu przywyka na tyle, że boi się, że bez tego kata będzie jej w życiu jeszcze gorzej. Bo przecież owszem, są złe, ale i dobre momenty, prawda?
    Wydaje mi się, że tą książkę już kiedyś czytałam.

    Lubię to

    1. Tak, ona nawet je wyolbrzymia. To znaczy, owszem zgwałcił mnie, ale rano z dziećmi zrobił ciasteczka, czyli jednak czuły, idealny ojciec. I czymże jest przy tym moje cierpienie, skoro dzieci są nim zachwycone?
      Możliwe, że czytałaś, książka ma już dwa lata 🙂

      Lubię to

      1. Kiki pisze:

        No tak niektórzy mają manię tłumaczenia innych i dla najgorszego przestępcy by wyszukali milion powodów na usprawiedliwienie… Trzeba się wystrzegać takiej dziecięcej wręcz naiwności wobec świata i kompletnego braku podejrzliwości, bo można się na tym nieźle przejechać…
        Dziecko może być ufne wobec wszystkich, ale dorosłemu powinna się w niektórych sytuacjach zapalać w głowie taka czerwona lampka…

        Lubię to

  10. Zbych pisze:

    Z tego co kojarzę to matnia tej pani (której historię przytaczasz) trwała tak długo m.in. dlatego iż jej mąż jako „radny” miał wszędzie znajomości i gdziekolwiek na początku nie poszła to wszyscy umywali ręce. Nawet znajomi, których mieli to byli „jego znajomi” więc całą sprawę bagatelizowali albo chcąc „pomóc” kontaktowali się z jej mężem żeby się z nią dogadał, co wiadomo czym się kończyło…
    To trochę podobna historia jak sprawa innego „radnego” która też ostatnio wypłynęła. Chodzi mi o tego, który pobił żonę bo ta dowiedziała się, że ma romans z asystentką i zażądała wyjaśnień. On też jak żona wniosła pozew o rozwód (miała ten komfort, że posiadając własne gospodarstwo była niezależna finansowo) to zaczął na nią donosić do różnych instytucji – że kradnie i wyłudza pieniądza, znęca się nad dzieckiem i zapewne jest chora psychicznie…
    Tak w ogóle to myślę sobie iż dobrze że mamy obecnie dużo niezależnych mediów i ogólnodostępny internet dzięki temu takie sprawy dużo szybciej wypływają i ludzie mogą się dowiedzieć, że jeden z drugim „szanujący się obywatel” to tak naprawdę dwulicowy łajdak.
    Co więcej, to wcale nie są przedstawiciele szerokopojętej „patologii” gdzie agresja czy przemoc domowa jest jakoby przypisana społecznie. I to jest najbardziej żenujący fakt – to że ci panowie „reklamowali się” jako szanujący tradycje wartości, głęboko wierzący katolicy i osoby dla których rodzina to największa świętość…
    Tak teraz mi przyszedł do głowy pewien cytat z „Małej apokalipsy” Konwickiego, który chyba dobrze obrazuje taką postawę:
    „…po wszystkim pędził szybko do kościoła, gdzie długo leżał krzyżem, zbierając siły do kolejnych łajdactw…” (z pamięci przytoczyłem więc w oryginale było pewnie trochę inaczej, ale sens ten sam)

    Lubię to

    1. Znam tę drugą historię, i tak samo byłam zdumiona bezczelnością tego pana i jego podłością. Najgorsze,że ta przemoc rodzi się w głowach osób, które mają publicznie opinię ludzi nieidealnych, pełnych wartości na ustach, nikt ofiarom nie wierzy,albo każe się im siedzieć cicho, bo to są osoby wpływowe i nie chce się upowszechniać takich informacji bo nie posłużą się danej grupie ludzi…

      Lubię to

  11. Kiki pisze:

    też tak uważam, że najbardziej cierpią dzieci które się napatrzyły na takie sceny, a są na tyle małe że nie maja jeszcze żadnych mechanizmów obronnych i chłoną wszystko jak gąbki. Nie umieją też sobie tego w żaden sposób wyjaśnić i zaczynają uważać, że tak wygląda świat i taka jest norma, tak trzeba żyć i z tym się pogodzić…
    W tej książce Trzepot skrzydeł też była taka scena, że przyjaciółka niby wierzy bohaterce, ale za chwilę zjawia się winowajca, tłumaczy się przed nią i jak zawsze zapewnia, że nigdy więcej tak nie zrobi. Wtedy przyjaciółka, która nie zna go tak dobrze ulega tym zapewnieniom, zaczyna wątpić i mówić, że ona z tymi historiami to chyba przesadziła, że on przecież żałuje i że powinna mu wybaczyć i do niego wrócić…Przykre że przyjaciele bywają tacy podatni na wpływy no i nieobiektywni, bo nawet w sądzie wysłuchują obu stron…
    Ale niestety to bardzo wygodna postawa… Najgłupszy tekst jaki słyszałam to „dogadajcie się jakoś”. Bardzo śmieszne, to jakby napadł nas niedźwiedź, a dyrektor zoo mówi – dogadaj się z nim jakoś…

    Lubię to

    1. tak, w tej książce ona się zwierza przyjaciółce i bratowej w jednej osobie, a tamta mówi,że to przecież niemożliwe,by on taki był. A dodatkowo to ona chce odejść bo ma romans, czyli sobie wymyśla i w ogóle niech przemyśli bo jak odejdzie to będzie żałować bo to jest ideał. Sama nie wiem skąd ci kaci mają tyle uroku, że tak czarują otoczeniem?

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s