1 dzień na Mazurach. Mój patent.

Tak, tak, bezczelnie się chwalę. Tak. tak, mam piękną pogodę. W końcu. Nareszcie. Nie pada, nie wieje. Świeci słońce, jest ciepło, majowo, cudownie. Aż żal siedzieć w domu.

Jako, że moją majówkę opisałam dość pobieżnie, postanowiłam teraz wrócić do 1 maja i opisać szczegółowo plan idealnego dnia na Mazurach. Czyli zapraszam na wycieczkę wersję rozszerzoną. Idealną na weekend.

Zaczniemy od pomysłu. Co mnie podkusiło by 1 maja spędzić na Mazurach? Luty. Tak, w lutym spędziłam cudowny weekend w spa w Miłomłynie. Podczas spaceru bardzo mroźnego i słonecznego dnia doszłam na przystań. I wtedy obiecałam sobie, że latem na pewno przyjadę tutaj by podziwiać piękno tego miejsca. I na pewno popłynę w rejs po kanale. Ale po co czekać do lata? Początek maja, chociaż niezbyt ciepły, okazał się ciekawą datą na taką wycieczką. Chociaż oczywiście letni rejs ma ten duży plus, że po prostu jest ciepło i płynie się odrobinkę milej. Nie trzeba otulać się dwoma szalami. W każdym razie od maja do września można popłynąć, więc każdy znajdzie termin idealny dla siebie. Bilety najlepiej kupić przez internet, liczba rejsów jest ograniczona, tak samo jak miejsc. A jako, że taki rejs to spora atrakcja, to bilety rozchodzą się bardzo szybko. Do wyboru mamy rejs z Miłomłyna do Ostródy, albo z Ostródy do Miłomłyna. W każdej opcji możemy skorzystać z autokaru, który zawiezie nas z Ostródy do Miłomłyna na rejs,albo odwrotnie,po końcu rejsu w Miłomłynie zawiezie do Ostródy. Ja wybrałam rejs z Miłomłyna  z prostego powodu, zaczyna się o 12. 30, a nie o 10, co ma znaczenie, jeżeli na rejs trzeba dojechać z takiego Gdańska. Aczkolwiek przyznać trzeba, jedzie się sprawnie, to w końcu tylko 120 km.

Ok, jak już jesteśmy w tej Ostródzie to parkujemy, w pośpiechu szukamy przystanku skąd ma zabrać nas autokar- od razu mówię, znajduje się przy muzeum, w samym centrum, niech inni nie błądzą jak my. Następnie komfortowym autokarem pokonujemy zawrotną odległość 10 kilometrów i bach, jesteśmy na przystani. Tam czekała już na nas Czapla, stateteczek taki. Mały, zgrabny, z dachem, i osłonkami od wiatru, co ma znaczenie kiedy podróżuje się w zimowym maju. Każdy zajmuje wygodne miejsce i ruszamy. Nie ma co nastawiać się na ogromne emocje i walkę z falami. Płynie się bowiem jak po maśle. Po prostu sunie bez przeszkód po wąskim kanale. Atrakcją jest to, że natrafiamy na różnice poziomów wody. W zależności więc od wybranej trasy będziemy się wznosić albo opadać. Jak akurat sunęłam w dół, prawie 3 metry. Jest to wydarzenie, które szczególnie ciekawi dzieci. Ale nie tylko. Dorośli też mają niezłą frajdę w kontrolowanym „tonięciu”. Dodatkowo kanał w miejscu śluz jest wyjątkowo wąski, można dotknąć palcem betonowych zapór. Obijanie się od ścian też ma swoje uroki. A w międzyczasie po prostu płyniemy, podziwiamy cudowne widoki, resetujemy umysł, pozbywamy się napięcia i cieszymy błogą i dziką naturą. Taki rejs jest wspaniałym antidotum na codzienny pośpiech i stres. Genialnie odpręża. Na taki rejs polecam zabrać z sobą butelkę z wodą i drobne przekąski. To siedzenie i powolne wpatrywanie się w naturę wyzwala głód. Taki rejs polecam mieszczuchom i rodzicom z malutkimi dziećmi. Te w przedziale 2-6 lat, będą odczuwały po pół godzinie monotonię i zaczną męczyć i rodziców i pasażerów. Starsze dzieci zaś na pewno będą zadowolone z wycieczki, o ile rodzice nie zapomną o przekąskach i aparacie, którym dziecko będzie mogło robić zdjęcia. Cena biletów to temat rzeka. Niestety, ceny są dość wysokie. Za niespełna trzygodzinny rejs trzeba zapłacić 50 zł od osoby ( cena do czerwca, potem rośnie ). No i trzeba dokupić bilet na autokar w stałej cenie 6 złotych. Czy warto? Oczywiście.

This slideshow requires JavaScript.

Kiedy już rejs się skończy i wysiądziemy w Ostródzie ( albo do niej wrócimy autokarem) koniecznie trzeba się przespacerować wzdłuż jeziora Drwęckiego, które jest przepiękne, ogromne i naprawdę robi wrażenie-szerokość w najszerszym miejscu to aż kilometr, a głębokość 21 metrów. Podobnie jak sama Ostróda, niezbyt duże miasteczko, ale zdecydowanie z klimatem. I ogromną ilością łabędzi. Jeżeli macie ochotę na pyszny rosół to polecam wstąpić do Lalo, lokalu nad samym jeziorem. Możecie coś przekąsić, odpocząć, nasycić oczy zielenią oraz oddać błogiej przyjemności z jedzenia najlepszego rosołu z kaczki w Waszym życiu.

Teraz trzeba zatrzasnąć drzwi od auta i w drogę. Ledwie 40 kilometrów od Ostródy znajduje się Olsztyn. Piękne i chyba nieco niedocenione miejsce na naszej mapie. Ja Olsztyn polubiłam tak na poważnie, kiedy dostarczaliśmy okucia do najlepszego hotelu w mieście. Pojechałam z inspekcją po otwarciu i przepadłam. Co prawda na nocleg w tym hotelu mnie wciąż (jeszcze) nie stać, ale miasto szczerze polubiłam. Po drodze można zrobić sobie małą przerwę w Gietrzwałdzie. Ci wierzący mogą nabrać wody ze źródełka, a ci co niekoniecznie wierzą po prostu mogą podziwiać przepiękne mazurskie widoki i przepiękny kościół.

This slideshow requires JavaScript.

No dobrze, jesteśmy w Olsztynie, kierujemy się ku starówce. Parkujemy pod starymi murami, parę kroków i reprezentacyjna część miasta stoi przed nami otworem. Nie wiem czemu, ale Rynek w Olsztynie skradł moje serce. Jest w sam raz, ani za przytłaczający, ani za mały. Jest tu masa knajpek, sporo uśmiechniętych ludzi i niezwykły klimat. Do tego naprawdę dużo zieleni, która w połączeniu ze starymi budynkami jest ciekawa i dla duszy i dla oka. Na obiad polecam wpaść do Pierogarni Bruner. Ciekawe, a co najważniejsze pyszne miejsce. Jeżeli znajdziecie miejsce po obiedzie, to koniecznie idźcie na lody, polecam Kroczka. Lody naturalne w szalenie oryginalnych smakach. Szpinak? Marchewka? Bazylia? Dla  tych mniej odważnych chałwa i domowe ciasteczko. Niebo w gębie. A po miejskim spacerze koniecznie trzeba pojechać na obrzeża, nad jezioro Długie. Fantastycznie odremontowany miejski teren, gdzie w zasadzie nie można się nudzić.

This slideshow requires JavaScript.

I w ten oto sposób po 10 godzinach wycieczki możemy zapakować głowę pełną wrażeń i ruszyć do domu.

Pamiętajmy, piękne wiosenne i letnie dni są idealne by ruszyć się z domu. Nie siedźmy więc na kanapie, tylko odkrywajmy okolicę.

Ścieżka dźwiękowa- Depeche Mode- The dead of night

Advertisements

30 uwag do wpisu “1 dzień na Mazurach. Mój patent.

  1. Olsztyn to moje prawie rodzinne miasto, więc byłam w nim wiele razy. Nie jest może tak piękne jak Kraków, ale ma swój urok, zwłaszcza płynąca przez jego środek rzeka i bulwary nad nią. No i do galerii handlowej trzeba chodzić przez las 😀
    Myślę, że bardzo podobny rejs można przepłynąć za o wiele niższa kwotę w wielu innych miejscach, nawet w Bydgoszczy można popływać po mieście, choć by tramwajem wodnym. Również ze śluzami, akurat tych jest na Kanale Bydgoskim bardzo dużo. Płynięcie przez nie kajakiem to świetna zabawa, polecam każdemu, kto zanudziłby się po prostu siedząc na statku.

    Lubię to

    1. Wiesz będę się upierać-może i niesłusznie,ale Kanał Bydgoski, a Elbląski, to zupełnie co innego 🙂 Mogę też u siebie za parę złotych popłynąć tramwajem wodnym po Motławie, ale Kanał Elbląski nie ma porównania. Po pierwsze nie płyniesz w mieście, a po prostu wśród dzikiej natury, po drugiej płyniesz przez śluzy, a tego w Bydgoszczy nie doświadczysz. Wiadomo, atrakcja to jest,ale jednak rejs Kanałem Elbląskim jest czymś niezwykłym. W końcu został on uznany za jeden z siedmiu cudów Polski. Tym ciekawiej,że jak ma się więcej czasu i płynie z Elbląga to część rejsu odbywa się…. po trawie. Także to zupełnie inne wrażenie, i moim zdaniem nie da się tego w żaden sposób zrekompensować rejsem po mieście ;0 Wiem bo płynęłam i po Motławie, i po Wiśle i po Bałtyku. I muszę przyznać, że mimo wszystko rejs Kanałem był najciekawszy, ze względu na otoczenie, ta zieleń, przestrzeń, dzika przyroda i tylko ptaków śpiew 🙂

      Lubię to

  2. Ten rejs przypomina mi moją spontaniczną podróż do Nadarzyc, której nawet konkretnie nie zaplanowałam: ot, spokojny, ośmiogodzinny spływ kajakowy, a w okolicy wielkie nic. Zrobiłam to, by przemyśleć mój dotychczasowy związek. Spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy, zarezerwowałam domek holenderski na terenie ośrodka, umówiłam się na Blablacar i pojechałam. Podczas ośmiogodzinnego, prawie samotnego (nie licząc przepływających) spływu kajakowego z kilkoma postojami, przemyślałam wszystko, a wręcz podjęłam decyzję o rozstaniu. Przez resztę godzin cieszyłam się słońcem, wodą i naturą. Byłam w chwili obecnej – w tu i teraz. Czasem warto gdzieś pojechać, by po prostu tam być i cieszyć się. Tak po prostu.
    Pozdrawiam serdecznie. 🙂

    Lubię to

    1. Oj tak. Takie chwile tylko z naturą, kiedy pozornie nic się nie dzieje, są wyjątkowo cenne. szczególnie wtedy kiedy na co dzień ciągle gdzieś pędzimy i brakuje nam czasu by coś przemyśleć, wyłączyć z codzienności i po prostu być tu i teraz.

      Polubione przez 1 osoba

  3. Nie byłam nigdy nie Mazurach. Troszkę daleko mam, ale mimo wszystko w tym roku pomyślałam o nich nawet w kwestii majówki. Niestety okazało się, że w majowy weekend mam szkołę i z wyjazdu nic nie wyszło. 😛
    Wiesz, że co Cię podziwiam? Że gdziekolwiek jedziesz, to znajdujesz pierogarnię! 😀

    Lubię to

  4. kocia_dama pisze:

    Przekonałaś mnie, żebym pojechała na plener w lipcu ze swoją ekipą ze szkoły 😉 Planowane są Mazury właśnie 🙂 I okolica podobna 😀

    Lubię to

  5. Zbych pisze:

    Relacja godna Pawlikowskiej 🙂 Jednym słowem – działo się… 🙂 Zdjęcia piękne… widzę że komfort podróży znacznie wzrósł odkąd płynąłem po kanałach jako dzieciak w latach 90-tych (wtedy żadnych daszków nie było i królowały siermiężne drewniane siedziska).

    PS: Lody szpinakowe podziałały mi na wyobraźnię. Chociaż jak słodkie to chyba nie mogą być dobre…

    Lubię to

    1. Robię ciasto szpinakowe, w ogóle go nie czuć. Bo szpinak w ogóle ma słaby smak 😉 Taki niecy mdły, lody smakują bardziej jak mleko niż szpinak 🙂
      Tak, komfort się nieco zwiększył. Szału nie ma, stateczki mają parę lat za sobą.ale płynie się wygodnie 😉

      Lubię to

      1. Zbych pisze:

        Masz rację, z tymi lodami to jest pewnie jak z ciastem – chyba głównie chodzi o kolor

        PS: Jak tam pogoda w 3mieście? Na południu po saharyjskich upałach nadeszła kongijska pora deszczowa z dodatkowymi efektami wizualno-dźwiękowymi….

        Lubię to

  6. Przepiękne widoki, jeszcze takie pozimowe, teraz wszystko się zieleni wreszcie taką, najładniejszą, intensywną, majową zielenią 🙂 Olsztyn i na mojej mapie miejsc do zobaczenia, ale lista robi się realna bo kupuję samochód 😀

    Lubię to

  7. marzą mi się mazury już od paru lat, ale mam fatalne dojazdy pociągami. Może czas rozważyć busy… albo zakup auta. Prawo jazdy zamierzam zrobić jeszcze w tym roku, na początku czerwca zapisuję się na kurs! 🙂

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s