Jest maj, jest majówka

Skończył się ten wielki weekend, który potocznie zwie się majówką. Rzeczywiście w tym roku był wyjątkowo długi, z tego co zauważyłam wiele naszych współpracowników zrobiło sobie wolne w czwartek i piątek, i miało naprawdę solidne wakacje. Owszem, jeżeli ktoś nie wypuścił się do dalekich krain mógł narzekać na pogodę, ale bądźmy szczerzy, nawet podczas wyjątkowo zimnego maja można fajnie spędzić czas. Trzeba po prostu ciepło się ubrać, zabrać dodatkowy szalik i pewnie termosik z herbatką.

Tegorocznej majówki nie planowałam. Mówiąc szczerze miałam kiepski piątek, byłam pewna, że rozkłada mnie jakaś choroba i nawet się ucieszyłam, że nie mam planów. Przynajmniej nie muszę niczego odwoływać ani żałować. Z takim nastawieniem poszłam spać w piątkowy wieczór i zaczęłam weekend. Długi weekend.

W sobotę nastawienie mi się nie zmieniło. Dalej dokuczał mi ból głowy, zatkany nos i ogólne rozbicie. Zabrałam się więc za nadrabianie domowych zaległości. Akcja porządki, wiosenne, naiwnie liczyłam,że to może przywołać wiosnę. Posprzątałam tam i tu, i jeszcze tu i tam gdzie nikt nie zagląda. Upiekłam ciasto i doznałam olśnienia- spróbuj wziąć podwójną dawkę leku na alergię, a nuż pomoże i nieco mnie ożywi łamane na otrzeźwi. Wzięłam tabletki i poszłam spać.

W niedzielny ranek o mało nie umarłam. Naprawdę miałam wrażenie, że los się na mnie uwziął i o ile niektórzy mają szczęście w miłości, inni w finansach, to ja mam szczęście w nieszczęściu. Co się stało? Okazało się, że nie powinno się brać tabletek tuż przed snem. Co prawda moje tabletki miały wyraźnie napisane, że rozpuszczają się same w buzi,ale to niekoniecznie jest prawda. Moje tabletki nie do końca się rozpuściły, i o mało mnie nie zabiły. Na szczęście nie doszło do zejścia z tego świata. Po ataku duszności z radością odkryłam, że żyję. I z radością odkryłam,że nie mam już tak męczącego kataru. Wzięłam kolejną tabletkę i zaczęłam dzień. Najpierw długi spacer, co z tego,że paskudnie wiało, było słonecznie, radośnie i wiosennie. Tym bardziej,że spacer zakończyłam w Lidlu. W Lidlu tym poczyniłam zapasy amerykańskich lodów, które teraz są tam na stałe |( więc nie wiem po co robiłam zapasy?). Czasem jednak marzenia się spełniają. Jako, że słońce nie zamierzało nas opuszczać ruszyłam na Starówkę. Malinowa herbata, ulubiona kawiarnia, spacer wśród tysięcy turystów. Jak mi tego było trzeba. To była porcja energii, bardzo pozytywnej. W domu zaś bezwstydnie jadłam późną porą lody w łóżku, zajadając je ciastem i popijając cydrem. Czyż życie może być piękniejsze?

Może. W poniedziałek szybka pobudka. Nie ma wylegiwania się w łóżku, co z tego,że majówka, o 6 koniec laby. Trzeba się ogarnąć, porządnie najeść, upiększyć co nieco , wybrać stosowny ciuch-wygodny, ciepły i niebrudzący się. Przygotować wałówkę i w drogę. Dokąd? Ludzie z nad morza jadą nad wodę. Tym razem jednak słone zasoby, zamieniamy na te słodkie, śródlądowe. W niedzielę z powodu braku planu na dzień następny, a także  w powodu mojego uwolnienia od zatkanego nosa wpadłam spontanicznie-podczas spaceru, na pomysł całodniowej wycieczki. Przekonałam rodzinę i w drogę. Ten dzień zaczęliśmy w Ostródzie, a skończyliśmy w Olsztynie. Moim wyborem okazał się rejs po kanale Elbląskim statkiem wycieczkowym. Kontakt z  naturą, zielenią, totalny relaks. Trzygodzinny detoks dla duszy i w zasadzie dla ciała też. Przez trzy godziny można siedzieć i podziwiać widoki. Zero książek, telefonów, cywilizacji. Nic tylko woda i zieleń. Potem Olsztyn, miasto, które bardzo lubię, i które powoli staje się moim majówkowym must have. Spacer, obiad,  chałwowe lody. Do domu wróciłam bardzo, bardzo późno. Ale za to bardzo, bardzo zadowolona.

 

Wtorek zostawiłam sobie bez planu. Bezwstydnie (słowo klucz) wstałam o 6.45 i spokojnie weszłam w ten wolny dzień. Pyszne śniadanie, porcja jogi, prasówka, kubek zielonej herbaty. Jak fajnie nigdzie się nie śpieszyć. Szczególnie jeżeli jest to wtorek. Po śniadaniu uzupełniłam na spokojnie braki w bibliotece, i wróciwszy wyrwałam siostrę z łóżka. Jako, że dzień wcześniej gdzieś pomiędzy rejsem statkiem, a Olsztynem zgubiłam swój szal, musiałam więc kupić nowy. A jako,że niezdecydowana ze mnie bestia siostra miała dokonać ostatecznego wyboru. Spokojny spacer, długie zakupy i dużo słońca – tego mi było trzeba. Mojego humoru nie popsuło nawet to, że sklepowa kasa miała potężną awarię, i dopiero po 30 minutach udało mi się zapłacić za to co wybrałam. I tu się chwalę, pomimo 30 minutowego obchodu po sklepie, do koszyka nie dodałam nic ponad ten szal i wiosenne rajstopy. Brawo ja. Reszta dnia zapowiadała się bardzo leniwie. Tak leniwie, że na obiad zrobiłam jedynie jajka sadzone, z odsmażanym makaronem i marchewką mrożoną. To znaczy jednak ją ugotowałam. Jakoś moment po obiedzie, gdzieś tak koło 16.30 mój brat mówi-wczoraj umówiliśmy się do kina, zbieraj się. Halo,halo, ja i kino? Śmiech na sali, gdzie,kiedy się niby zgodziłam? No mówiłem, że mamy do wyboru 2, 3, albo 4, wybrałaś  drugi maja. Aha, pamiętam. Byłam wtedy otumaniona przez chałwowe lody i w ogóle śpiąca bo było coś przed 22, a my wciąż wracaliśmy do domu. Spojrzałam na brata, a on rzekł- no jak nie chcesz to zrozumiem, nie będzie mi przykro. Mi się zrobiło przykro i zebrałam swoje drobne w kości i w drogę. W tym roku biję kinowy rekord, 5 miesiąc  a ja byłam dwa razy. Dość powiedzieć, że do tego roku, przez ostatnie 5 lat byłam jeden raz. Szaleję jak nigdy. Wypad udał się wyśmienicie. Byłam zachwycona. Tym bardziej,że byliśmy w kinie studyjnym. Małe kino, gdzie przychodzi się na film, a nie do kina. Nie ma popcornu i coli. Nikt nie siorbie, rozmawia, nie ma intymnych randek. Jest za to niezwykła atmosfera, stare fotele i chwilowa wspólnota. Ha, pewnie czekacie na tytuł filmu? A to poczekacie jeszcze. To taki film, o którym muszę powiedzieć nieco więcej. A jak teraz powiem tytuł i zapamiętacie,że byłam zachwycona, to nikt nie przeczyta recenzji i nie dowie się dlaczego. Tak więc drugi maja zakończyłam gdzieś koło 23. A następnego dnia….

18339627_1698268703522653_827901588_o

Następnego dnia znów pobudka wcześnie rano. Co prawda pogoda była kiepska, ale to nie był powód by siedzieć w domu. Spontanicznie postanowiliśmy pojechać na spacer i obiad do…. Torunia. Autostradą to w końcu tylko 90 minut. Na miejscu okazało się,że jest jeszcze zimniej niż u nas. A logika podpowiadała,że im bardziej w głąb lądu tym cieplej, niestety. Było szaro i zimno. Ale co to dla nas? Były pyszny obiad, był długi spacer, były obowiązkowe lody u Lenkiewiczów, poprzedzone kwadransową kolejką i wielkie dylematy-sernikowe, piernikowe czy Oreo? Były dobre nastroje, pozytywne zmęczenie i poczucie,że cały weekend był nadzwyczaj udany.

A potem przyszła męcząca codzienność. Taka codzienność kiedy pogoda dobija i dobija. A praca irytuje. No cóż, nie zawsze ma się długi weekend.

Ścieżka dźwiękowa – Depeche Mode – Love, In Itself

Advertisements

39 uwag do wpisu “Jest maj, jest majówka

  1. Hej :*
    Tak, jak ktoś wziął sobie wolne to miał naprawdę fajną majówkę, w sensie długą 🙂 a z pogodą no cóż 🙂 nie można mieć wszystkiego 🙂 u Nas cały tydzień był przepiękny i słoneczny, więc co dnia gdzieś wybywaliśmy, ale majówki typowej nie ma w Szkocji. Udało się akurat, że J. miał swój wolny poniedziałek to majówkę rozpoczęliśmy wycieczkowo.

    Piękne zdjęcia. Nigdy nie byłam w tamtych rejonach.. ani w Olsztynie, ani w Ostródzie.. ale po zdjęciach widać, że jest pięknie i zazdroszczę tego rejsu. Lubię takie rejsy 🙂 Ostatnio byłam chyba 2 lata temu na rejsie we Wrocławiu i jakoś średnio mi się podobał. Liczyłam na lepsze wrażenia.

    Całe szczęście, że nic poważniejszego się Tobie nie stało, po zażyciu tych lekarstw. Uważaj na Siebie Kochana 🙂

    Super, że majówka ogólnie u Ciebie udana. Odpoczęłaś, spędziłaś czas z rodzinką. Życzę zatem pozytywnego nowego tygodnia 🙂

    Pozdrawiam serdecznie.

    Lubię to

    1. Tak, 99 % firm- w naszej branży, miało wtorek wolny, więc wystarczyło wziąć dwa dni i w sumie było 9 dni laby 🙂 U nas sukcesem był wolny wtorek, i 5 ciągłych wolnych dni 🙂
      Ja statkiem lubię pływać, ale raczej po rzekach i jeziorach. To takie relaksujące 😉 W ogóle nasze Mazury są przepiękne, i takie wciąż dzikie nieco 🙂
      Słonecznie bywało, ale jednak zimno głównie. Dobrze chociaż,że nie było jak w niedzielę i wczoraj-lało non stop:(

      Lubię to

  2. Kasia pisze:

    Jak zobaczyłam na IG, że rejsik to stwierdziłam półgłosem, że zazdroszczę! Co prawda wolałabym żagle, ale tak mnie już ciągnie na wodę, że zaakceptuję cokolwiek 😉
    Wyprawa do Torunia też fajna sprawa – nam się nie udało w zimie, na wiosnę nie było (i nie będzie) czasu, więc nie wiem kiedy się uda 😦 Choć w niedzielę na imprezie rodzinnej okazało się, że mój mąż ma (przyszywaną) rodzinę w Bydgoszczy i oczywiście, że mamy przyjechać :p

    My tradycyjnie byliśmy w górach. Pogoda umiarkowana – jeden dzień był super, tak grzało, że wylegiwałam się w krótkim rękawku na tarasie :p Pozostałe 4 raczej pochmurne i częściowo deszczowe. I jak zawsze, minęła bardzo szybko!

    Lubię to

    1. żeglował jeszcze mało kto, pewnie za zimno jak na razie, chociaż warunki chyba były 🙂
      Ja w Toruniu bywam parę razy w roku, no te lody uzależniają jednak zdecydowanie 🙂
      Oj tak za szybko minęło to wolne. Tak ciepło niestety u mnie nie było, rekord to 12 stopni 😉

      Lubię to

  3. Katarina pisze:

    Moja majówka zaczęła się z przytupem kolacją w piątek, a zakończyła harcami w klubie i piwem w Pawilonach o 3 rano:D Nieważne, że pizgało i lało:)
    A Toruń znienawidziłam:))))

    Lubię to

      1. Katarina pisze:

        Mam stamtąd fatalne wspomnienia, nigdy więcej tego miasta..
        Podobno weekend ma być ładny, rozważam zrobienie grilla, a jak będzie znów „lodówka” to najwyżej zrobi się melo w chałupie…^^

        Lubię to

  4. kobieta na szpilkach pisze:

    A wiesz że jak w wiadomościach pokazywali jakie macie piękne słońce w te dni nad morzem to myślałam o Tobie i o tym jak Ci fajnie…. A tu proszę Toruń no no😍

    Lubię to

      1. Zbych pisze:

        A u mnie dziś skoro świt „majowo” śniegiem sypnęło…..
        Niby padał tylko niecałe 15min i zaraz stopniał, ale można się było zdołować

        Lubię to

  5. W tym roku przy dobrych układach w pracy i odrobinie logicznego myślenia, faktycznie, można było zaplanować sobie nieco wydłużony weekend. Po części z Panem Mężem celowo z tego skorzystaliśmy. Byliśmy przygotowani na niezbyt sprzyjającą aurę pogodową, która koniec końców wcale nie była taka zła. Niestety coś innego nieco poturbowało naszą majówkę, ale teraz odliczamy już do wakacji i te na pewno będą udane.

    Lubię to

  6. Ważne że długi weekend udany, chociaż powrót do rzeczywistości po takich miłych dniach jest ciężki 😦 A najgorsze że pogoda zupełnie się buntuje, jest tak zimno że najbardziej kusi wylegiwanie się w łóżku do południa z lodami i cydrem 🙂

    Lubię to

  7. katasza pisze:

    Majówka godna pozazdroszczenia, nie ma to jak wykorzystać wolny czas na drobne wycieczki. 🙂
    U mnie w pracy chyba wszyscy niebędący w rozjazdach wzięli wolny wtorek. Ja planów nie miałam, ale pomyślałam, że przynajmniej odpocznę i się wyśpię. Pogoda nie była taka tragiczna, choć w niektóre dni byłoby dużo przyjemniej, gdyby nie wiało…
    Jeszcze nie próbowałam lodów amerykańskich z Lidla, ostatnio oglądałam, ale wzięłam takie nazwane włoskimi. Może następnym razem, bo ciekawa jestem. 🙂

    Lubię to

    1. polecam, najbardziej ciasteczkowe i masło orzechowe 😉 Banan i sernik takie sobie, z orzechami warto wziąć 🙂
      Nie były takie drobne w sumie, bo po 500 km jednego dnia się robiło. Ale lubię takie wypady. Gdyby było nieco cieplej byłoby fajniej-szczególnie na statku,ale patrząc na dzisiejszą aurę to wtedy było bosko po prostu 😉

      Lubię to

      1. katasza pisze:

        Racja, drobne mogły być tylko dlatego, że jednodniowe. 😛
        Właśnie na masło orzechowe mam ochotę, i to już od dawna, chyba dlatego wzięłam inne lody, że tego smaku nie znalazłam. 😉

        Lubię to

      2. No właśnie, u mnie ledwie jedno opakowanie było. W innym Lidlu w ogóle nie było, chyba najbardziej idzie. Na razie nie nudzą mi się ciasteczkowe 🙂

        Lubię to

  8. czekaj – choroba i lody? 😉
    Mnie z kolei złapało tuż po majówce… chyba przemarzłam w Edynburgu, mimo chodzenia w kurtce i szaliku 😦
    Ale powiem Ci, że majówkę miałaś ciekawą. Fajnie, że co chwila gdzieś indziej! Ja też tęsknię do pięknej pogody, ale trzyma mnie przy życiu fakt, że byle do poniedziałku (a właściwie do wtorku), bo wtedy lecimy fruuuu do ciepłego!
    Na recenzję filmu czekam z niecierpliwością, ja ostatnio dość często chodzę do kina, co prawda wybieram multipleksy, ale i tak dobrze się bawię 🙂

    Lubię to

    1. No wiesz to była alergia, bo po lekach przeszło, ale o dziwo 2 dni brania leków na przeziębienie nie pomogło, dopiero silna dawka leków na alergię zabrało katar 🙂
      No tak sobie to wymyśliłam,że nie będzie planowanej majówki tylko spontanicznie i ciągle gdzie indziej 🙂
      A recenzja będzie niebawem 😉

      Lubię to

  9. Zbych pisze:

    W końcu ogarnąłem postmajówkową apokalipsę w pracy i mogę na spokojnie coś napisać…
    Super że udała się taka taka spontaniczna majówka bo to nigdy nie wiadomo czy logistycznie wszystko zatrybi (i pogodowo). Myślę że wypad nad jeziora udał się bo jeszcze komary w defensywie. Latem mogłoby być gorzej, mimo że władze lokalne regularnie opryskują swoje włości.
    Kina studyjne rządzą. Od wielu lat chodzę tylko do takiego – na szczęście w moim mieście istnieje 🙂
    Na szczęście zmienił się regulamin bo dawniej wyświetlali film gdy było co najmniej 3 widzów (raz zdarzyło mi się kupić 2 dodatkowe „widmowe” bilety bo byłem bardzo zdesperowany). Teraz wyświetlają niezależnie od liczby chętnych. Kilka razy czułem się jak VIP bo cała sala kinowa była tylko dla mnie 🙂 Jedyny minus takich kin to cotygodniowa rotacja repertuaru więc łatwo coś przegapić albo zwyczajnie nie znaleźć wolnego czasu na seans. Jeśli miałbym policzyć ile razy w ostatnich 5 latach byłem w miltipleksie to spokojnie wystarczyłaby jedna dłoń.

    PS: Poprawiła się już pogoda nad morzem? Na południu dziś w końcu nastąpił długi długo wyczekiwany pierwszy dzień gorąco-słoneczny.

    Lubię to

    1. Zacznę od pogody, dziś nic nie padało, ba, świeciło słońce. Całe 9 stopni za to było, o 7 więcej niż wczoraj. Ale jutro ma być ponoć aż 17 stopni. Więc nie wiem jak to przeżyję, toż to szok termiczny będzie 😉
      W multipleksie ostatnio byłam właśnie z 5, albo i 6 lat temu, na Jak zostać królem. Ale teraz okazało się,że to kino studyjne jest dla mnie idealne. Co prawda nieco daleko od domu, bo na końcu Gdańska prawie- studyjne na Długiej musieli zlikwidować niestety. Ale będę tam wpadać teraz regularnie. Bardzo mi się podobało. I cóż, można na salę wejść z lemoniadą w szklance a nie w plastikowym kubku, tak samo z gorącą herbatą-dają w normalnej filiżance ze spodeczkiem. Wyższa klasa 😉
      Faktycznie żadnych komarów nie było, a wyobrażam sobie,że latem z tych zarośli wyskakują setki głodnych komarów na widok turystów 😉

      Lubię to

      1. Zbych pisze:

        To w Trójmieście na bogato macie skoro razem z kawiarnią 🙂
        W mojej „wsi” ostała się tylko sama sala kinowa, chociaż kiedyś czytałem że pod koniec lat 90tych były zakusy żeby ją zlikwidować. Na szczęście lokalizacja jest w „miejskim gmaszysku kultury” więc inne kina poupadały a to szczęśliwie przetrwało. A teraz mimo niedalekiego multipleksu trzyma się nieźle. Nawet trzy lata temu zrobili remont i teraz nie dość że jest porządne nagłośnienie to jeszcze wygodne fotele i klima.
        A co do łącznie wrażeń duchowych ze smakowymi to kiedyś w Katowicach było kino „Rialto”, które przez pewien czas funkcjonowało właśnie jako kino-restauracja. Na płaskiej (byłej) widowni były porozkładane stoliki przy których można było oddać się konsumpcji od czasu do czasu rzucając okiem na wyświetlany jakiś staroć (byłem tam swego czasu raz i puszczali serie filmów z Chaplinem). Oczywiście najlepsze miejscówki były na balkonie 🙂

        PS: Z „Neptunem” na Długiej mam bardzo miłe dziecięce wspomnienia bo co wakacje zaliczałem tam jakąś animację. Teraz jak przechodziłem tamtędy w marcu to wisiała tablica że powstanie ekskluzywny hotel – „wielkie otwarcie” w 2018…

        Lubię to

      2. Na bogato, bo to Żak, takie w sumie centrum kultury studenckiej, aczkolwiek na filmie byliśmy najmłodsi, średnia wieku 50 plus 😉 Teraz mi budują jakieś 800 metrów ode mnie salę kinową w domu kultury, małą, kameralną, pewnie na ambitne pokazy jak znalazł.
        Znam od środka nowy Neptun, bo tam robiliśmy stolarkę. Szkoda mi tego kina, ileż mam wspomnień
        ! Najważniejsze- łzy na Królu Lwie.

        Lubię to

  10. Takie majówki są bardzo potrzebne, chociaż powrót po nich bywa bardzo ciężki. Oby maj nie okazał się jednak tak ciężki i jak powrót. Pozdrawiam :*

    Lubię to

  11. Przeraziłaś mnie tym swoim niedoszłym samobójstwem. Proszę uprzejmie, byś następnym razem czytała coś o lekach, które bierzesz. Mam nadzieję, że choroba już ustąpiła 🙂

    Lubię to

  12. Ehh, następna majówka dopiero za rok… :/ My byliśmy w Poznaniu, było zwiedzanie, wycieczki, spotkania towarzyskie i nawet trochę słońca 🙂 Czwartek i piątek pracujący, ale za to weekend na działce i zaskoczenie – w sobotę było baaardzo ciepło 😀 I była jeszcze jedna wycieczka, do zamku, i weekendowe grillowanie 🙂
    Fajnie, że kiepska pogoda nie odebrała nam jednak chęci wyjazdów 🙂 W Olsztynie nie byłam, a w Toruniu byliśmy 2 lata temu, mile wspominam ten wyjazd 🙂

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s