Książkowo-filmowy kwiecień

Bez wstępów co nudzą i marnują miejsce. W kwietniu przeczytałam 13 książek. Z tego parę naprawdę dużych, więc jestem zadowolona. Czytaniu sprzyjała oczywiście paskudna pogoda za oknem. Teraz będzie hit, w kwietniu nie przeczytałam żadnej kiepskiej książki. Naprawdę, co najwyżej jedna jest po prostu średnia. I tyle.

Tą średnią była Dobra żona Elizabeth Buchan. Ani niczym nie zachwyciła,ale też nie odepchnęła, średnia pozycja i tyle. Historia małżeństwa z kryzysem jest nawet,nawet. Bo kiedy twój mąż jest ważnym politykiem robi się gorąco. To co tutaj mi nie pasowało to główna bohaterka, jej niezdecydowanie, niepewność siebie i rozterki egzystencjalne były chwilami przynajmniej nużące. Ale nie była to książka, która sprawiła,że postanowiłam już nigdy w życiu nie wziąć książki do ręki. To było średnie i tyle.

Ósme życie – Nino Haratischwili – ta książka dosłownie zawładnęła moim sercem i umysłem. Szczerze? Do tej pory jestem po prostu zachwycona. Nico jest młoda, z pochodzenia Gruzinka, mieszka w Berlinie, szuka śladów przeszłości w swojej rodzinie. A ta rodzina żyje w trudnych wojennych czasach. Historia zaczyna się od jej prababki Anastazji, której szybkie zamążpójście i pójście za głosem serca, okazują się początkiem końca bajkowego życia,córki właściciela fabryki czekolady. Wojna, zdrada, wielka miłość, namiętność. Dylematy moralne, oddalenie się od rodziny, dramaty, niepewność i ból. Fizyczny i psychiczny. Monumentalna, zachwycająca, wzruszająca i zaskakująca. Czytając ją przeniosłam się w nieznany mi świat i całkowicie się w nim zatopiłam. Polecam dosłownie każdemu.

Życie ją oszukało czy też ona oszukała życie- wychodziło na to samo.

Jeżynowa zima Sarah Jio. Ta książka była szeroko promowana parę zim wstecz, ja oczywiście sięgnęłam po nią celowo po pewnym czasie. Czemu celowo? Bo chciałam się przekonać, czy dalej będzie mnie kusić kiedy znikną nachalne reklamy. Kusiła. I po lekturze odczułam masę przyjemnych emocji.  Nie oszukuję się, to nie jest książka ta ważna i poważna jak pozycja wyżej,ale to nie znaczy,że nie jest nostalgiczna, ciepła,kobieca i rodzinna. Dodaje nadziei i optymizmu. Ta książka mówi o poznawaniu siebie, i dawaniu drugiej szansy. Bo przecież po każdej życiowej zimie musi przyjść wiosna. Polecam,kiedy jest nam źle.

” Prawdziwy przyjaciel to nie ktoś kto pomaga Ci w trudnych chwilach- to każdy potrafi. Prawdziwy przyjaciel umie cieszyć się Twoim szczęściem, świętować z Tobą  Twoje sukcesy nawet… nawet kiedy sam nie jest szczególnie szczęśliwy”.

W zimowym klimacie polecam Stąpając po cienkim lodzie. Skandynawski kryminał, mocno psychologiczny, nieco inny niż wszystkie inne. Zaskakujący, z oryginalną narracją i co tu mówić za dużo – zakończenie po prostu zaskoczyło mnie całkowicie. No może coś tak i podejrzewałam,ale przyznaję, takich książek chcę czytać więcej.  Camilla Grebe – warto poznać ją bliżej.

Natalia Fiedroczuk- Cieślak dostała Nike za książkę Jak pokochać centra handlowe. Ważne rozliczenie z początkami macierzyństwa. Myślę,że na tle lukrowanych blogów, książek, kont na Instagramie takie szczerze i trzeźwe spojrzenie na ogromną zmianę w życiu jaką jest pojawienie się dziecka jest wyjątkowo cenne. Depresja poporodowa, brak akceptacji ciała, nieprzespane noce, kolki, płacz matki z dzieckiem – autorka nie oszczędza czytelników. Szczególnie tych bez dzieci. Polecam każdej mamie, która ma dość terroru idealnego macierzyństwa.

Zatrudnij nianię na parę godzin. Znajdź żłobek. Idź na fitness. Idź na warsztat „Jak być lepszą”, idź na terapię, idź do psychiatry, do kołcza, do księdza, niech wypędzi z ciebie to niezadowolenie z siebie, niech dokona egzorcyzmu tłamszącego tęsknotę za szeroko otwartym oknem w samochodzie, za rozkoszą niemyślenia. Daj się szybko naprawić w warsztacie samochodowym dla zepsutych kobiet. Idź, idź i rób. Już

I teraz będzie o mamie. Matce Polce, której na głowie wali się cały świat. Zwykłe wakacje są początkiem końca dotychczasowego życia. Tego bezpiecznego i sielankowego. Mówię o książkach Niny Majewskiej- Brown. Wakacje i Zwyczajny dzień, te dwie książki, przeczytałam w prawie jeden świąteczny dzień. Wiem, wiem, żadna to wielka literatura. Takie bardzo kobiece, nieco tkliwe i dość oczywiste. Ale nie oszukujmy się, zdarzają nam się dni kiedy marzymy tylko o ciepłym kocu, kubku kakao i książce. Takiej babskiej, przytulnej, prostej, dającej mimo wszystko nieco nadziei. I taka jest ta książka, a raczej książki.

Brak makijażu sprawia, że nawet ja, spoglądając w lustro, muszę przypinać sobie plakietkę z nazwiskiem, bo się nie poznaję, nie mówiąc nic o włosach, które sterczą na wszystkie strony.

Filmowo było kiepsko. Obejrzałam 7 filmów, z czego 4 to były powtórki. Z nowości wspomnę o dwóch pozycjach.

Woody Allen. No kocham go. Ale kiedy obejrzałam  ten film pomyślałam sobie – Woody jakoś tak mnie nie porwało. Sorry kolego. Śmietanka Towarzyska to film, który zupełnie mnie nie porwał, a nawet nieco zmęczył. Taki banalny. To znaczy pewnie gdyby nakręcił go jakiś debiutant zebrałby przyjazne recenzje i dodano by jego twórcę do grona twórców, których warto obserwować i trzymać kciuki za rozwój talentu. Ale szczerze jak na Woody’go poczułam się rozczarowana i zawiedziona. Taki odgrzewany kotlecik. Owszem syci,ale większej przyjemności nie dostarcza.

z20537319q-smietanka-towarzyska-kadr-z-filmu

Jak być normalną? To tytuł hiszpańskiego filmu o Marii de las Montanas. Maria ma 30 lat, i pewnego dnia odkrywa, że nie jest normalna. Nie ma chłopaka, pracy,mieszkania, nie ma za to hobby, radości z życia i normalnych relacji z bliskimi. Robi więc plan i postanawia zostać statystyczną obywatelką. Szczęśliwą i zadowoloną. To taki prosty film, głównie o tym,że w życiu trzeba być po prostu sobą. Niby nic wielkiego,ale całość jest zabawna, przyjemna i całkiem sympatyczna. Poprawia humor.

zrzut-ekranu-2016-04-05-o-20-11-45

Ścieżka dźwiękowa- Belle & Sebastian- Your cover blown

Advertisements

57 uwag do wpisu “Książkowo-filmowy kwiecień

  1. Zbych pisze:

    Na razie tak na szybko….
    Nie wiem czy wiesz, ale p.Fiedorczuk nie tylko pisarsko utalentowana. Tak naprawdę od wielu lat udziela się głównie muzycznie… m.in. zastąpiła na wokalu Morawską w „Happy Pills”, a od prawie 10 lat ma swój autorski solowy projekt „Nathalie And The Loners”:

    Jakby tego było mało, jej mąż to gitarzysta kultowej „Ścianki” (niestety już nieistniejącej)
    Dobra… koniec ploteczek…. lecę po kawę bo u mnie znów deszczowo-smętny poranek.

    Lubię to

    1. A u mnie pięknie-nie zapeszam,ale tak jest. Rano rzuciłam wszystko i poszłam na 2 godzinny spacer. Jestem totalnie spóźniona ze wszystkim,ale jaka zadowolona 🙂 Kawa dziś nie potrzebna 🙂
      Czytałam -w notce,że pani Natalia też w innych dziedzinach sztuki się udziela, ale nie poznałam jej bliżej. Teraz tak uczynię:)

      Lubię to

      1. Zbych pisze:

        Mogę tylko zazdrościć bo u mnie znów deszczowo-smętnie i znów o poranku obowiązkowa kawa.
        W weekend można być spóźnionym ze wszystkim – w końcu to taki czas, że należy się relax po całym tygodniu.

        Lubię to

      2. Ja osobiście nie znoszę się spóźniać, nawet wobec moich planów jedynie , typu pieczenie i sprzątanie 🙂
        Wczoraj było pięknie, ale dziś hmm, ulewa.

        Lubię to

      3. Zbych pisze:

        Oj tam, oj tam… skoro napisałaś że spacer się udał a Ty zadowolona i szczęśliwa to cała reszta mniej ważna

        Lubię to

      4. W sumie tak, ale nie licząc na dobrą pogodę, zrobiłam sobie za dużo planów na sobotę i ledwo się wyrobiłam do wieczora 😉 Ale nie żałuję, dziś fatalnie, to można siedzieć w domu bez wyrzutów sumienia, że wczoraj nie korzystałam z aury 😉

        Lubię to

  2. Zbych pisze:

    Cóż, tego nowego Allena sobie odpuściłem z premedytacją… Czytałem kiepskie recenzje i chcę sobie oszczędzić rozczarowania jak poprzednim razem („Magia w blasku księżyca”) – też były słabe recenzje ale stwierdziłem że to niemożliwe bo przecież Emma i Colin… niestety jak na Allena było przeraźliwie słabo. Dobrze że wizualnie było na czym oko zawiesić bo inaczej seans byłby mocno męczący.
    Za to ten hiszpański na pewno sobie obejrzę – czasem takie słodko-gorzkie komedie wychodzą całkiem zabawnie 🙂
    Fiedorczuk jeszcze nie czytałem, ale pewnie kiedyś to nastąpi bo pozycja zalega u mnie na niekończącej się liście. Za to Camille Grebe to kojarzę – czytałem kiedyś jej dwa kryminały dziejące się w Rosji. Całkiem niezłe, choć mocno pisarsko nierówne.

    Lubię to

    1. Faktycznie pisarsko mogłoby lepiej momentami,ale powiem szczerze zaskoczył mnie ten kryminał, bardzo ciekawie prowadzona narracja, naprawdę trzyma w napięciu.
      Ten hiszpański film polecam, jest taki bezpretensjonalny, że aż czarujący przez to. Niby nic,ale jednak miło się ogląda 🙂
      Magię mam na płycie, był w jakiejś w gazecie, za 6 zł-widocznie w poprzedniej cenie 11,99 nie poszedł. To już dużo mówi o filmie . Także na razie leży i czeka na moją chęć dobicia się tęsknotą za super Woodym….

      Lubię to

      1. Zbych pisze:

        Cóż… „Magia…” zapewne znajdzie wielu zachwyconych widzów bo to nie jest słaby film – jest rozczarowująco słaby jak na Allena. Niby aktorzy dobrze grają – w końcu Stone i Firth to nie byle kto, niby scenariusz „trzyma się kupy”, niby reżyseria całkiem przyzwoita… ale po seansie podczas którego kilka razy zerkałem na zegarek stwierdziłem, że w zasadzie film mógłby być przynajmniej z pół godziny krótszy bez straty dla fabuły. Wiele scen zupełnie nic nie wnosiło i wydawały się doczepiane na zasadzie „zapchajdziur”. Za to scenografia, kostiumy, stylizowane wnętrza, pejzaże… bajka (co ostatnio u Allena norma)

        PS: „Jak być normalną” już namierzyłem – dziś będzie wieczorny seans. Może nawet w towarzystwie kanapek z bakłażanem bo mocno mi zadziałały na wyobraźnie i zaraz jadę do Auchan zapolować na fioletowe ogórki 🙂

        Lubię to

      2. Obecnie w promocji w Piotrze i Pawle 😉
        Kurcze, no właśnie filmy Allena złe nie są, ale jak na Allena to zdecydowanie mierne. Powinien je wypuszczać pod jakimś pseudonimem, wtedy będą robiły większe, większe wrażenie. Akurat Collina i Emmę kocham,więc istnieje drobna szansa, że nieważne co zagrają i co powiedzą mi się spodoba po prostu sam duet;)

        Lubię to

      3. Zbych pisze:

        Dzięki za namiary ale nie wiem gdzie w moich rejonach jest P&P – wizualnie w ogóle nie kojarzę.
        Ale bakłażany udało mi się zdobyć, w dodatku na opakowaniu jest informacja:
        kraj pochodzenia – Hiszpania
        Tak więc lepiej być nie mogło – pod ten film jak znalazł 🙂

        Lubię to

      4. ja od paru miesięcy mam 4 minuty od domu, to stałam się stałą bywalczynią. Bardzo lubię ten sklep, bo ma duży wybór oryginalnych produktów:)
        No to faktycznie, idealnie 🙂

        Lubię to

  3. Zaciekawiłaś mnie tą powieścią o macierzyństwie, bo faktycznie, jest bardzo idealizowane. A ostatnia pozycja to jakbym czytała o sobie sprzed kilku lat ;).

    Lubię to

    1. Nie wiem 😉 W sumie czytam w każdej wolnej chwili, ale w zasadzie pracuję, i robię wiele różnych rzeczy dodatkowo. Tyle,że ja nie lubię siedzieć i nic nie robić. Więc wtedy biorę książkę, o, nawet z rana,przed pracą te 30 stron zaliczę, jak na przykład suszę włosy 😉

      Lubię to

      1. Ja chyba po prostu dawno nie trafiłam na tak dobrą książkę. Ostatnia, która tak mnie wciągnęła to był chyba „Zmierzch” 😀 Taaaak, ja słyszę już Twój śmiech 😀

        Lubię to

      2. Ja uważam,że nie ma złych książek, są tylko nietrafieni czytelnicy 😉 Do mnie Zmierzch nie trafia,ale ma przecież wielu fanów 🙂 Mogę Ci polecić te książki Niny Majewskiej, są lekkie, czyta się błyskawicznie, jak i Jeżynową zimę:)

        Lubię to

  4. Również czytałam „Jeżynową zimę” i nie za bardzo pamiętam już fabułę, ale na samo wspomnienie mam bardzo dobre emocje, więc to dobrze świadczy o książce. Niestety więcej pozycji nie znam, a filmy to dla mnie kompletnie nowości.

    Pozdrawiam,
    Lady Spark
    [kreatywna-alternatywa]

    Lubię to

  5. L. pisze:

    „Jak być normalna?” mnie zafascynował, więc moze kiedyś obejrzę 😀 Na razie, od lipca chyba, zbieram się do obejrzenia „Into the wild” ale jak widać jakoś mi nie po drodze.

    Lubię to

  6. Zbych pisze:

    Baardzo mi się podobał „Jak być normalną”. Bardzo dziękuję za polecenie, bo zdrowo się pośmiałem 🙂 W dodatku okazało się że odtwórczyni roli głównej bohaterki jest jednocześnie reżyserką i scenarzystką… Karkołomne zestawienie… ale okazało się, że absolutnie nie ma powodu do wstydu. Chociaż ten intrygujący sposób montażu, trochę zerżnięty z „Amelii” oraz „quid pro quo” – od razu przed oczami stanął mi dr Lecter.
    Poza tym zanotowałem sobie cytat, który całkowicie mnie rozłożył i chyba zostanie moim hasłem przewodnim na maj:
    „- Ja spełniam połowę kryteriów z listy.
    – To znaczy że jesteś w połowie normalny ”

    PS: Bakłażany ostatecznie skończyły jako wegetariańskie leczo bo w kuchennych bojach okazało się iż posiadam 3 sztuki papryki w stanie do natychmiastowej konsumpcji – tak więc wersję kanapkową przetestuję następnym razem 🙂

    Lubię to

    1. Fajnie, że się podobał 😉 Ten cytat też mi się bardzo podobał, w ogóle cały film taki lekki, prosty,ale bardzo wdzięczny i przyjemny. I ta główna bohaterka, taka fajna dziewczyna 🙂

      Lubię to

    1. na pewno Ci się spodobają 🙂
      A, powiedz mi jak pelargonie? Ja się boję zamienić bratki na pelargonie, bo nocą dzień dnia przymrozki a za dnia te 8 stopni . W ogóle nawet bratki fatalnie mi rosną.

      Lubię to

      1. katasza pisze:

        Nie wiem, czy tak powinno być: starsze kwiaty już mi zwiędły, ale z pączków rozwijają się nowe, więc chyba jakoś się trzymają. Na chłodniejsze noce, a i czasem chłodniejsze dni, chowałam je na werandę, tam nie ma takiej różnicy temperatur, a jednak cieplej, ostatnio stoją stale na zewnątrz. Ale znowu ma być przymrozek, więc znowu będę wolała je przenieść…

        Lubię to

      2. jak się rozwijają to pewnie żyją 🙂 Ja się boję o brak słońca najbardziej, u nas szaro okropnie. Niezbyt to dobre warunki dla letnich kwiatów. Chyba dopiero po 20 skuszę się na wymianę…

        Lubię to

  7. Kasia pisze:

    „Ósme życie” czeka na swoją kolej, ale kiedy ja się do niego dokopię to nie wiem 😀 Pozostałe pozycje, zwłaszcza zimowe ;), zapisuję, bo brzmią intrygująco.

    Lubię to

  8. Zaciekawiła mnie pozycja „Jak pokochać centra handlowe”. Chyba wszyscy, nawet Ci stojący obok mają już dość mydlenia oczu idealnym i lukrowym macierzyństwem. Chętnie przeczytam jak to jest na prawdę.

    Lubię to

  9. Kiki pisze:

    przeczytałam opis tej książki i recenzje na lubimy czytać i przyznam że nie rozumiem trochę problemu.
    no bo to właśnie same kobiety produkują ten mit o cudownym macierzyństwie. jeśli są takie umęczone to czemu nie przyznają że tak jest, a tylko wciskają otoczeniu kit, że macierzyństwo to bajka? same biorą udział w tej mistyfikacji i oszukują inne bezdzietne kobiety, tylko nie wiem po co.

    zresztą chyba nikt rozsądny nie decyduje się na dziecko na podstawie słodkich zdjęć i lukrowanych reklam? to jakby kupić coś w telezakupy mango Gdynia i mieć pretensję że zostaliśmy oszukani.
    trzeba było się spytać w realu jakichś znanych osób jak naprawdę wygląda macierzyństwo od kuchni -albo jeszcze lepiej zająć się jakimiś dziećmi cały dzień – a jak przeważały minusy i negatywne odczucia trzeba się było nie decydować.
    może moja wypowiedź zabrzmi surowo, ale naprawdę nie rozumiem, kogo te sfrustrowane matki chcą obarczyć winą za to, że się nie odnalazły w macierzyństwie. Społeczeństwo?
    To brzmi tak absurdalnie jak cytat z Rejsu…

    Lubię to

    1. Wiesz ta książka nie jest o tym,że ta matka obarcza cały świat winą za swoje niepowodzenia. Ona pokazuje,że po porodzie nie każda kobieta od razu wchodzi w jeansy sprzed ciąży, że czasem dojście do formy zajmie rok. Że depresja poporodowa i baby blues to coś normalnego, i nie trzeba się tego wstydzić tylko prosić o pomoc. Że można być gotowym na ciążę, dziecko, zmiany, a potem kiedy zaczynają ciałem rządzić hormony to okazuje się, że zamiast zachwycać się maluchem ma się siłę jedynie położyć na podłodze i płakać z rozpaczy. Autorka bardzo kocha swoje dzieci, ale cierpiała na depresję poporodową i mówi o tym szczerze. To książka o tym by nie czuć wyrzutów sumienia kiedy życie po porodzie nie jest takie jak opisują magazyny i mówią gwiazdy w tv. Nie oszukujmy się, czuć pewien dyktat, nawet na placu zabaw, czy w parku-mamy siebie oceniają, komentują, plotkują, jak ktoś nie pasuje, nie wyrabia, to ma prawo czuć się niepasującym elementem układanki. A ta książka po prostu mówi – nie każda z nas będzie super matką, czasem trzeba odpuścić.

      Lubię to

  10. Kiki pisze:

    no nie wiem, hormony hormonami, ale jak ktoś tak się zmienia o 180 stopni to dla mnie podejrzane.
    jest przecież wiele kobiet, które chcą mieć dziecko i urodzenie go niczego tak diametralnie w nich nie zmieni. są świadome że przytyją i wiedzą że będą musiały być więcej w domu.
    jak można być tymi faktami zaskoczonym? to chyba ta decyzja o dziecku była nieprzemyślana.

    Lubię to

    1. oj, poczytaj o depresji poporodowej, nastawienie przed porodem i ciążą nie ma nic do tego. Mówię tutaj o tej najgorszej formie, nie o baby blues- dwa tygodnie lekkiego rozdrażnienia. Depresję może wyzwolić np skomplikowany, dramatyczny poród, czy też choroba dziecka nagła, albo kobiety-wybacz, tego nie przewidzisz,różnie się dzieje. http://www.rodzicpoludzku.pl/Wiedza-o-porodzie/Depresja-poporodowa-jak-rozumiec-i-rozpoznawac-depresje-pojawiajaca-sie-po-porodzie-dziecka.html
      nawet 10 % ma ciężką depresję, a w sumie 22 % doświadcza epizodu depresji po porodzie.

      Lubię to

      1. A autorka tej książki miała skomplikowaną ciążę i poród, który niósł zagrożenie. Nie wiesz jak byś się zachowała, strach o życie nienarodzonego dziecka, może przynieść różne traumy.

        Lubię to

  11. Gucia pisze:

    „ósme życie” w tamtym roku mnie oczarowało. W tym roku przeczytałam drugą część i zgadzam się z Tobą, że jest to bardzo dobre! 🙂
    Lubie Twoje podsumowania książkowe, bo zawsze coś sobie dodatkowego wpiszę na swoją listę 😉

    Lubię to

  12. Słyszałam o książce „Jak pokochać centra handlowe”. Myślę, że to będzie kolejna pozycja na mojej liście „do przeczytania”. Aktualnie próbuję się uporać z niedokończonymi książkami, które zalegają u mnie na półkach… o czym wspominam na blogu.

    Lubię to

    1. Zbych pisze:

      Nie dość że warto bo zabawnie i z dystansem napisana, to jeszcze błyskawicznie się ją czyta – nie ma obawy że zostawisz niedokończoną 🙂
      Miałem w planach ją zamówić przez internet a całkiem przypadkiem nabyłem w zeszłym tygodniu czekając na dworcu na opóźniony pociąg (przy okazji dzięki Lena za polecenie bo pewnie bym ją przegapił i zupełnie nie skojarzył że to „ta” Fiedorczuk 🙂 )
      Co więcej całość przeczytałem w jeden dzień na trasie Katowice-Wawa-Katowice więc mogę z czystym sumieniem polecić jako książkę „turystyczną”.

      Polubione przez 1 osoba

      1. o tak, ja ją czytałam w jeden świąteczny dzień, w zasadzie to sama się czyta, i człowiek chce więcej bo to nie dość, że treść ciekawa, to napisane tak od serca, że chce się więcej i więcej:)

        Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s