Minął miesiąc-kwiecień.

I tak, i tak, proszę państwa minął kolejny miesiąc. Nie wiem sama czy minął niczym biczem strzelić, czy jednak pozwolił delektować się sobą? Mam mieszane odczucia.

Podobnie mieszane odczucia mam wobec samego kwietnia.

W moim horoskopie napisali, że będzie to miesiąc rozwijania swoich talentów i skupienia uwagi czy to na hobby, czy na pracy. Szef miał mnie docenić i miałam zyskać uznanie otoczenia-tego w pracy. To się sprawdziło. Dostałam sporą premię na święta, za to, że rozwiązałam parę problemów. I wiecie co? Coraz bardziej lubię tę swoją pracę, coraz bardziej wkręcam się w świat zawiasów. Zauważam u siebie początki fachowego oka. Kiedy miałam przedświąteczny urlop na przygotowanie świąt, było mi smutno,że nie jestem w biurze, zastanawiałam kto co zamawia i w ogóle, co tam słychać. Paliwa starczyło mi jedynie na połowę miesiąca. I tutaj znów horoskop ogłosił hamowanie. Więcej nerwów, stresu, gorszego samopoczucia i napięcia. Duży wpływ miała na to niestety fatalna pogoda. W zasadzie od świąt padało, na zmianę ni to deszcz ni śnieg. Wiało, było przeraźliwie zimno, każdego ranka żałowałam,że już się obudziłam. Wystarczyło spojrzeć za okno i miało się dość wszystkiego.

Mimo tego hamowania i gorszej drugiej połowy miesiąca nie mogę powiedzieć,że to był nieudany miesiąc. Ale nie był też jakoś szczególnie pomyślny. Ot, typowo kwietniowa przeplatanka.

Starałam się być aktywną na przekór pogodzie, odwiedziłam 4 fajne knajpki, zjadłam najlepszą i najdroższą rybę w moim życiu. Do tego była to chyba najmniejsza porcja jaką przyszło mi konsumować. W każdym razie zjadłam jadalną ziemią, na której szef kuchni położył pstrąga i okazało się,że jest to smaczne i naprawdę jadalne. Odkryłam nową genialną pierogarnię,  a w niedzielne poranki razem z siostrą chodziłyśmy na miodowe latte, które choć na moment odganiało chmury. Plan oszczędzania mi się udał. Choć biorą pod uwagę pewną kosmetyczną promocję, i przywoływanie wiosny zakupem nowych, a jakże marynarskich trampek, oraz nowej torebki,to jestem szczerze zdziwiona,że mi się udało.

Towarzysko kwiecień leżał. Owszem, w ramach akcji miłych weekendów spędzałam je miło, i poza domem, ale jednak w towarzystwie siostry i rodziny. Nasze niedzielne wyjścia, są owszem bardzo fajne, ale znów widzę,że moje koleżanki na wiosnę, wolą spędzać czas ze swoją rodziną i dziećmi na różnych aktywnościach. Oczywiście temu się nie dziwię, ale muszę nad tym punktem programu popracować i w maju być aktywniejsza.

W kwestii aktywności pamiętacie jak w lutym byłam zachwycona ping pongiem? W kwietniu kupiłam paletki, i wróciłam do gry. Najpierw próby w domu-da się grać. Ale lepiej korzystać ze stołu, a stół mam pod balkonem. Pierwsze gry za mną. Wspaniały relaks i masa śmiechu.

Kwiecień. W sumie to chyba dobrze, że się już skończył. Jego ostatnie dwa tygodnie były kiepskie. Z miesiąca na miesiąc, z tygodnia na tydzień, z dnia na dzień, jestem coraz bardziej podatna na pogodę. Kiepską pogodę dodajmy. Im więcej deszczu, szarości i wiatru, tym mniej mnie w mojej głowie i ciele. Zaczynam rozumieć moją kuzynkę i powody jej wyprowadzki do Hiszpanii – czytaj pogoda. Ostatnio żaliła mi się, że mają ochłodzenie. Z 26 na 20 stopni. A u mnie wciąż mniej niż 10 kresek. Liczę na ciebie drogi maju, przynieś słońce u upragnione ciepłe dni. I dużo, dużo bzu.

Teraz standardowo, moje kosmetyczne odkrycia kwietnia. Wiadomo, w Rossmannie była promocja kosmetyczna, kupiłam co chciałam, rozsądnie, z listą. Wpadłam z siostrą- a jakże, o 8 rano w czwartek, wzięłam co miałam-zgodnie z listą, po 3 minutach byłam przy kasie. Można? Można.  W każdym razie moja siostra kupiła sobie genialną matową pomadkę pewnej firmy na B. Mi było jednak szkoda nawet po promocji ją sobie zafundować. Pamiętacie, ja oszczędzam, a uwaga posiadam 26 mazideł do ust. Walczyłam sama z sobą, ale ta  Lena sknera wygrała. Ale, ale. Na pocieszenie dwa dni później w pewnym markecie na B., zobaczyłam matową szminkę, pewnej firmy na B. W cenie, zabójczej cenie 8,89 zł za sztukę. Włożyłam ją do koszyka pomiędzy 4 pomidorami, jednym ogórkiem, sokiem z jabłek i dwoma islandzkimi jogurtami. Więc wzięłam ją i pomalowałam od niechcenia. Ku mojemu zdziwieniu za każdym razem przechodząc obok lustra odnotowywałam obecność pomadki na ustach. Mało tego, pomimo zjedzenia dwóch kanapek, kubeczka truskawek, 3 herbat i jogurtu o smaku bzu, pomadka dalej trwała. Dnia następnego zrobiłam testy porównawcze z moją siostrą i jej pomadką 6 razy droższą. I tu szok, obie mają taką samą trwałość – 6 godzin. Tak, 6 godzin. Owszem, mój Bell ma brzydsze opakowanie, mniejszy wybór kolorów i poddał się kwadrans wcześniej,ale za to nie wysuszył ust jak jej koleżanka. I wiecie co? To był mój największy kosmetyczny hit. Idąc do Biedronki upolujcie matową pomadkę w płynie Bell. Szczerze polecam.

Czasami mam pecha. No na przykład podkład do twarzy idealnie skończył się dwa tygodnie przed ową promocją w sklepie na R. Nie chciałam kupować tego, na który polowałam w regularnej cenie, więc kupiłam podkład na przeczekanie. Taki byle jaki, tak myślałam. Znów marki Bell, podkład korygująco-rozświetlający. Cena śmieszna, kolor bardzo dobrze dopasowany do mojej cery, mogłam próbować, niewiele w końcu traciłam. I kolejne zaskoczenie, ten podkład okazał się bardzo dobry. Bałam się,że efekt rozświetlenia polegać będzie na napakowaniu do środka masy brokatowych drobinek,ale nie. Ten podkład nadaje cerze wygląda jakby naturalnie rozświetlonej przez słońce. Elegancki i naturalny. Idealny na co dzień, nie kryje za mocno,ale zasłania to i owo, nie wysusza, trzyma się parę godzin bez skazy, wytrzymuje cały czas w pracy. Jak na cenę moim zdaniem jest naprawdę świetnym wyborem. Jeżeli nie widać różnicy z droższymi produktami to po co przepłacać?

Nie przepłacam też za krem pod oczy. O x lat- bliżej 10, niż mniej, stosuję jeden. Dokładnie to z Ziaji  z bławatkiem, rozjaśniający cienie. Jak dla mnie krem idealny, robi wszystko to co obiecuje, a nawet więcej. Do tego kosztuje prawdziwe grosze i jest obłędnie wręcz wydajny. Ziaja ma różne kosmetyki, lepsze i gorsze, ale ten krem to mój osobisty hit nad hitami. Nigdy go nie zmienię. Nigdy.

Porażką okazał się dla mnie nowy szampon z glinką Elseve. Nabrałam się na reklamy, i na to,że kocham szampon z glinką i cytryną z Ultra Doux i cóż, za zdradę się płaci. Płaci rozczarowaniem  i dokładnie 15, 99 zł brutto. To nie to, że ten szampon nie oczyszcza. Oczyszcza, ale pozbawia włosy blasku, życia i energii. W gruncie rzeczy zaraz po umyciu wyglądają nijako. Kupiłam, to męczę się z całą butelką, ale nigdy więcej go nie kupię. Szampon z Ultra Doux kosztuje dwa razy mniej,a  działa milion razy lepiej. Także nie polecam.

 

 

Ścieżka dźwiękowa- Lady Pank- Tacy sami

Advertisements

41 uwag do wpisu “Minął miesiąc-kwiecień.

      1. Katarina pisze:

        Nie gadaj:D
        te perełki z firmy na B. zapisałam sobie, przy najbliższej okazji przyjrzę się stoisku B. jak i również poszukam kremu Ziaji:)

        Lubię

      2. Przy okazji codziennych zakupów spróbuj, szczególnie polecam te pomadki 😉
        Tak, tak. Bywa,że sami strażnicy w pełnym umundurowaniu wpadają po towar-wiem brzmi to idiotycznie 😉 Ale za pierwszym razem się wystraszyłam, pierwsze co zobaczyłam do broń u spodni 😉

        Lubię

  1. W zupełności się z Tobą zgadzam co do szminek z Bell – są świetne i ja się powstrzymuję rękami i nogami, żeby nie kupić kolejnych odcieni, bo ja mam jeszcze więcej tych mazideł do ust niż Ty;p

    Lubię

    1. A ja myślałam,że już mam za dużo 😉
      Jestem zaskoczona,bo mam takie 4 razy droższe i są dużo gorsze niż ta z Bella. Ogólnie lakiery, podkład, teraz szminka, polubiłam tę firmę 😉

      Lubię

  2. Zbych pisze:

    Skoro zaliczyłaś rajd po knajpkach to rozumiem że na „rabarbarze” pojawi się jakieś sprawozdanie gdzie co warto skonsumować – namiary na pierogarnie z Wrzeszcza już podesłałem znajomym i mieli teraz w majówkę tam zajrzeć bo mają rzut kamieniem, a nic nie wiedzieli o tym przybytku.

    PS: Cóż to za artystyczne obrazki na fotce (lewy dół)?

    Lubię

    1. Z Kawiarni, jakoś tak mi się spodobały bo wisiały godzinę przed moimi oczyma-to znaczy ja godzinę siedziałam i oglądałam te obrazki pijąc herbatki 🙂
      Recenzja jedna była, tej knajpki z rybą nie będzie-nie miałam aparatu, a inne to kawiarnie, gdzie tylko piłam. Ale bądź czujny, będzie niebawem recenzja dwóch miejsc 😉

      Lubię

      1. Zbych pisze:

        Oj bez przesady – nie ma co focić każdego szamania 🙂
        Chociaż podobno obecnie jest całkowitym ewenementem wyjście do lokalu w celach konsumpcyjnych bez sporządzenia obszernej dokumentacji fotograficznej…

        Lubię

  3. katasza pisze:

    Pogoda pod koniec kwietnia jakoś tak potrafiła odebrać wszystkie siły, a na początku było tak zachęcająco.
    Moje próby znalezienia alternatywnego podkładu w atrakcyjnej cenie nigdy się nie sprawdziły, za każdym razem wracałam z podkulonym ogonem do mojego i wychodziło na to, że szukanie tańszych kosztowało mnie więcej… :/ Najlepiej, jeśli można dostać małą próbkę i sobie przetestować w akcji, a nie zawsze można. Tak samo większość zakupów szminek okazuje się porażką i zalega nieużywana, aż się przeterminuje – czasami próbuję, ale jednak nie lubię koloru na ustach.
    W kremy rozjaśniające cienie oczywiście nie wierzę, ale lubię takie wybierać, bo może akurat rozjaśniają i tylko ja nie widzę różnicy. 😛 Ziai jeszcze nie próbowałam, z bławatkiem próbowałam FlosLek, skład mi się podobał, ale miałam wrażenie, że totalnie nic nie robi. Dobrze używało mi się takiego z Eveline z kulką, ale to ze względu na kulkę właśnie, przyjemnie masowała.

    Lubię

    1. ja się sparzyłam o dziwo na droższych podkładach 😉 Nawet ostatnio pisałam o takim jednym. Ogólnie czasem lubię się zaskoczyć pozytywnie, szczególnie jak zakupy są totalnie nieplanowane i spontaniczne 😉
      Mi się wydaje ,że ten z Ziaji działa, aczkolwiek od razu przyznaję, ja jakichś mocnych cieni nie mam…
      Ja już nie pamiętam tych dwóch ładnych kwietniowych dni…. 😦

      Lubię

  4. Jak to kwiecień pogoda w kratkę :/ Tak jak tutaj.. na szczęście ten tydzień jak i przyszły ma być u mnie ładnie i słonecznie, więc cieszy mnie to niezmiernie 🙂

    Co do zakupów cieszę się, że były udane. W 3 minuty to jest coś… ja nigdy listy nie robiłam i chyba nigdy mi to nie potrzebne, bo się nie maluję. Nawet ust.. 😉 kiedyś wybrałam się do Rossmanna po bodajże jakiś fluid czy coś, spędziłam chyba z pół godziny przy stoisku, poprosiłam kobietę o pomoc, ale nie umiała mi doradzić, i w efekcie nie wybrałam nic, bo się po prostu na tym nie znam, a nie chciałam kupić i potem żałować. Wkurzyłam się, powiedziałam sobie, że malować się nie będę i koniec. Jedynie co z kosmetyków mam to korektor pod oczy i krem 🙂 a i tusz do rzęs 😀

    Lubię

    1. Ja w sumie preferuję naturalny makijaż, taki co go mało widać. nudna jestem, wszystko w kolorach nude 😉 Chyba tylko lakiery do paznokci mam w kolorze innych niż beż 😉
      wiesz śpieszyłam się do pracy, trzeba było brać co się chciało i do kasy. Stąd też lista 😉

      Lubię

  5. Co to za pierogarnia? Uwielbiam pierogi w każdej postaci. 🙂
    Mam tak samo z pogodą – im starsza jestem, tym większy ma na mnie wpływ. Z niecierpliwością wyczekuję wiosennej pogody, ale ani widu, ani słychu. 😦

    Lubię

    1. Pierogi Lwowskie-we Wrzeszczu sobie jest 😉
      Mam nadzieję,że wiosna w końcu z opóźnieniem ale wpadnie i będzie pięknie. Bo już ponad miesiąc jak odeszła bez śladu…

      Lubię

  6. Moja magisterka jest o motywacji pracowników i cieszę się w takim razie, że szef Cię docenił i trochę dodatkowych pieniążków Ci wpadło 🙂
    W pingponga grałam ostatnio chyba w liceum 🙂 Średnio mi to wychodziło, ale zabawa była dobra 🙂

    Lubię

  7. Kasia pisze:

    Cieszę się, że tak się komfortowo czujesz w pracy 🙂 Skoro spędzamy w niej sporą część naszego życia to fajnie mieć zajęcie, do którego nie trzeba się zmuszać.

    Ja standardowo wybrałam się do Ross nie będąc świadomą promocji, i zdziwiłam się co tu takie tłumy. Ale przyznaję, że cena za paletkę do brwi (bo mi się kredka skończyła) była miła 🙂
    Co do pomadek to na szczęście jestem od nich wolna, bo nie pamiętam, żeby ich używać :p Mam pochowane jakieś Neutrogeny czy Carmex po kieszeniach kurtek, bo te faktycznie się przydają, ale kolorowa zawsze leżała zapomniana w koszyczku do kosmetyków.

    Lubię

    1. ja w każdej kieszeni mam jakąś odżywkę do ust ;0 W zasadzie kiepsko mi idzie malowanie oczu, to maluję usta. 90 % moich pomadek jest w kolorze nude 😉 ale lubię je mieć na ustach 🙂

      Lubię

  8. Ty byłaś 3 minuty, ja 10 i wszystko na nic. Kupiłam za jasny podkład i puder, ale tak jasny, że wszyscy się pytają czy jestem chora 😛 i teraz muszę kupić coś ciemniejszego a kasy szkoda bo też oszczędzam 🙂 Ale do Biedronki się wybiorę 🙂

    Lubię

    1. ja przetestowałam kolory wcześniej=polecam ten patent następnym razem. Wybrałam 3 różne podkłady, przetestowałam, i następnie wybrałam zwycięski i potem tylko wzięłam opakowanie i do kasy 😉

      Lubię

  9. Kulinariów się uczepię, bo temat uwielbiam 🙂 Uświadomiłaś mi, że dawno niczego nowego nie próbowałam, a przydałoby się… Co to był za pstrąg, że taki drogi i ekskluzywny? Ciekawi mnie, jak go przygotowano. Natomiast jadalna ziemia… odlot 😀
    Latte to moja ulubiona wariacja na temat kawy, więc miodowe: nowy „must”. Jeśli tylko gdzieś spotkam, spróbuję.

    Lubię

    1. Restauracja po prostu jest droga, bo cóż, mają chyba najlepsze produkty 😉 Bazują moim zdaniem na świeżości, pstrąg miał w sumie mało przypraw,ale to akurat na plus,bo czuć było,że wprost ze stawu 😉
      Ja na pewno będę chodzić co tydzień na to miodowe latte, próbowałam w domu,ale takie dobre nie wychodzi 😉

      Lubię

      1. Często w prostocie właśnie tkwi siła, sama najczęściej jadam ryby w klasycznych odsłonach. Kombinacje i eksperymenty też się zdarzają, ale nie ma to, jak poczuć „czysty smak” 🙂

        Lubię

      2. dokładnie, czasem jak coś jest po prostu świeże to jest najlepsze,nie trzeba przypraw,bo łatwo o przesadę i już tak nie smakuje:)

        Lubię

  10. Odczucia co do pogody w kwietniu mam podobne i też niestety pogoda wpływa bardzo na mój nastrój… a deszcz i zimno nie sprzyja. Ale liczę na to że maj będzie zdecydowanie lepszy. I prawda z kosmetykami – czasem nie warto przepłacać, jest mnóstwo dobrych kosmetyków, często polskich firm za mniejszą ceną, a jakością wcale nie ustępują tym z górnych półek wszędzie polecanych – grunt to trafić na idealnie swój kosmetyk 🙂

    Lubię

    1. Ostatnio doszłam do wniosku,że nie sztuką jest kupić super kosmetyk i go wychwalać, a znaleźć perełkę za 1/10 ceny 🙂
      Liczę,że maj się opamięta i nie zrobi powtórki z kwietnia:)

      Lubię

      1. Zbych pisze:

        Wniosek jak najbardziej prawidłowy, a ponadto ma zastosowanie w innym asortymencie nie tylko „upiększającym” 🙂

        Lubię

  11. kocia_dama pisze:

    W Rossmanie wydałam w kwietniu ponadprzeciętnie dużo pieniędzy 😉 Te promocje mnie walnęły po kieszeni, ale za to dorobiłam się wreszcie podkładu Max Factor i paletki cieni 😉

    Lubię

  12. Co do pogody to tutaj też beznadzieja… 😕 wciąż grzejniki chodzą choć już prawie połowa maja.. pocieszam się kawą i zdjęciami z krótkiego wypadu..
    Nie używam makijażu na co dzień ale ostatnio jak byłam w Polsce to dziewczyny chwaliły Soraya.. ale co mi tam wiedzieć jak ja nawet tuszu do rzęs nie mam 😉
    Buziole, pozdrawiam Ciebie i Twoich czytelników 😙

    Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s