Szata zdobi człowieka – czyli o sztuce doboru garderoby.

Kiedyś nie znosiłam zakupów. Wybierałam coś na szybko, byleby uzupełnić garderobę i tyle. Często okazywało się, że moje zakupy są po prostu porażką. Totalną. Miałam siedem takich samych bluzek, niestety,byle jakich, ale za to kupionych z zamkniętymi oczami.

To nie tak, że ja się modą i tym co mam na sobie nie interesowałam. Nie, od małego miałam swój styl i w zasadzie niewiele się on zmienił. Ale nie znosiłam chodzić do sklepów z ubraniami. Dużo osób się dziwiło-jakbym miała twoją figurę, to bym non stop chodziła na zakupy. A ja zawsze się wstydziłam. Czego? No właśnie mojej chłopięcej figury. I w ogóle nie wiedziałam co mam wybierać by czuć się dobrze. Do mojej twarzy i sylwetki nie pasowały bowiem poważne kroje, zaś źle czułam się w tych młodzieżowych. Tak, ten etap ,zaraz po studiach był dość ciężki. Wydawało mi się,że o pewnych rzeczach powinnam zapomnieć, zaś na inne nie byłam chyba gotowa. Ale na szczęście posłuchałam mądrzejszych od siebie. Był taki etap,że oglądałam jak nałogowiec program modowy za programem. Skupiłam się na tych prowadzonych przez fachowców, głównie na zagranicznych kanałach. Zbierałam branżowe artykuły i porady, i jest. Moja szafa dziś jest prawie idealna. Prawie, bo zawsze brakuje mi jednej, czy dwóch dodatkowych sukienek, które kocham miłością szaloną.

Co więc jest w mojej szafie?

Od małego kochałam nadmorski klimat i ubrania rodem z Riwiery. Paski, biel, granat, trampki, rozkloszowane spódnice i wąskie spodnie 3/4. Lubię też kwiatowe wzory, ale uwaga,tylko na sukienkach. Nigdy nie lubiłam zresztą wzorów. No poza paskami. Groszków zaś nie akceptowałam. nie widziałam sensu w noszeniu bluz w pączki czy banany. Dla mnie ubranie musi być uniwersalne, czyli praktyczne. Stąd wzory są niepożądane. Wyłączając sukienki. One nie muszą być praktyczne. One mają być po prostu piękne. I mogą wisieć w szafie latami czekając na swój wielki debiut. W kwestii sukienek nie mam żadnych wyrzutów sumienia, że coś jest piękne, ale kompletnie niepraktyczne.

caf5205d21bc351c335b8a7aa310d543

Natomiast inne stroje…

W mojej szafie zawsze muszą być:

Kardigany. Nie wyobrażam sobie bez nich życia. Pewnie wyjdzie na to, że mam za dużo tych klasycznych sweterków, ale nie wyobrażam sobie bez nich życia. Zimą wybieram te maksymalnie ciepłe, latem lżejsze. Koniecznie muszą mieć kieszenie, i mieć neutralne kolory. Szary, granatowy, khaki. Owszem śmieją się nieco ze mnie, że tak je lubię. Ale nie zamierzam zmieniać nic w moich uczuciach, miłość do zapinanych na guziczki sweterków, jest stała i silna. Nudnie? Możliwie, ale to moja nuda.

f3bd5dc10c92e6cc16de9befb0eaa7e4
Sweterki rządzą.

Jeansy. Jestem stałą fanką, podobnie jak w przypadku kardiganów. Aczkolwiek pamiętam,że moje jeansy nie zawsze były takie idealne. Ot, kiedyś miałam fazę na dzwony. Dzwony z rzemykami. Albo dzwony z kieszonką na kolanach-bardzo praktyczną zresztą-ściągi na fizykę i te okolice. Miałam też jeansy z kwiatkami. Ale, ale. Jakoś tak w 3 liceum stałam się nudna. Do kwadratu. Zaczęłam nosić rurki i tak trwam. Zmieniają się tylko kolory. Poza jedną parą spodni z tą niby dziurą typu boyfriend, moje spodnie są praktycznie identyczne. To spodnie w stylu znajdź 5 różnić między odcieniem. Najbardziej lubię te ciemne, nie czarne, ale bardzo, bardzo ciemne. W nich czuję się i wyglądam najlepiej. I co z tego, że to szalenie nudne połączenie-sweterek i jeansy?

a284808353ba9995897a336433454d6c
Ukochana nuda, jeansy i luźniejszy t-shirt.

Nie, nie noszę sweterków na guziczki bez bazy. Bazą są koszulki. Najchętniej białe. Choć lubię też szarości. Matko i córko, ja naprawdę jestem nudna. Mam parę czarnych muzycznych koszulek. Nie powiem jakich bo to oczywista oczywistość. Tak więc mam takie koszulki, kupuję je w zasadzie nałogowo. Bo noszę non stop. Zimą pod sweterek, latem zamiast sweterka. Najbardziej lubię te luźniejsze, nieco dłuższe.  Nuda i nuda.

 

Nudne nie są sukienki w kwiatki. Tutaj pozwalam sobie na fantazję. Lubię sukienki w stylu, który czyni je uniwersalnymi. Takimi, które można nosić do pracy, jak i pójść na rodzinną imprezę. Przyznaję, ciężko mi takie znaleźć. Ale próbuję. A próby te kończą się często tym, że ląduje w mojej szafie  kolejna urocza sukienka, która czeka na swój wielki debiut,niczym debiutantka z dobrego domu. Ale cóż, jestem uzależniona. Do sukienek noszę trampki,baletki, albo sandałki. Wszystko płaskie i wygodne.

7332ef46319ee8e13a42e1a48b768123
Długa sukienka, kwiatki i sweterek. Zestaw idealny.

Osobą kategorią są oczywiście małe czarne. Mam sześć. Z czego cztery nigdy nie noszone,ale nie kupione, a dostane w prezencie. Moja mama się z tego śmieje. I ma rację.  Ale ja uwielbiam czerń. Czerń na sukienkach. Moje małe czarne są podobne, ale zupełnie inne. Najczęściej noszę je do teatru. Ze sweterkiem oczywiście. P.S. Pisząc te słowa przeglądam szafę. Znalazłam siódmą małą czarną.

 

Spódnice. Długie spódnice. Z tymi krótkimi mam problem, za to te długie… Wiosną, latem i wczesną jesienią noszę je prawie codziennie. Koniecznie powinny mieć kieszenie i ciemny kolor. Jedna nawet ma wzór. Jest szaro-czarna, półprzeźroczysta. Takie uwielbiam, są lekkie, pasujące na każdą niemal okazję, i eleganckie. Chociaż do pracy również świetnie się nadają. I co  z tego, że mam tylko 167 centymetrów wzrostu? Uwielbiam je. Do tego t-shirt i sweterek. Tak dla pewności i bezpieczeństwa. W końcu nigdy nie wiemy kiedy zawieje wiatr….

e4a25bdee27569010dc7289a73ad6716

Buty. Jestem dziwna. Ba, na pytanie buty czy torebka, odpowiem nowa książka. Nie kręcą mnie w ogóle. Mają być wygodne, płaskie, stabilne i niedrogie. Nie znoszę wysokich obcasów. Jestem pokręcona, wiem, ale na mojej studniówce miałam 5 centymetrowe, stabilne obcasiki i myślałam,że umieram. Od tej pory nie noszę nic co ma więcej niż 1,5 centymetra ponad ziemię. Owszem, nie jestem miss wysokości i pewnie przydałoby mi się dorzucić parę centymetrów obcasika,ale hola, hola, moje samopoczucie i komfort są najważniejsze. Tak więc rządzą u mnie trampki, tenisówki, balerinki…

Moi modowi idole? Hmm. Lubię codzienny styl  Reese Witherspoon. Lubię wysoką modę w wykonaniu księżnej Kate,  lubię te niepraktyczne sukienki . Z polskich gwiazdek lubię to jak ubiera Magdalena Boczarska i Maja Ostaszewska.

Czego nie lubię? Hmm, krótkich szortów, bo mam  za chude nogi. Krótkich spódniczek, bo czuję się jakbym miała 7 lat i szła na początek szkoły. Nie lubię marynarek i sztywnych materiałów. Krótkich i obcisłych górnych części garderoby. Nadmiaru kolorów, cekinów, wszystkiego co ładnie wygląda, ale jest nieprzyjemne w noszeniu, niepraktyczne i drogie. Nie znoszę legginsów, szpilek i krótkich kurtek. Jakichkolwiek dekoltów, głupowatych wzorów i napisów w stylu Jestem seksi. Odkąd skończyłam studia, liczy się dla mniej jakość. Wolę kupić raz jedną rzecz,ale porządną. A nie cztery,ale byle jakie. Wyleczyłam się z nadmiaru. No dobra, nie w kwestii sukienek. Ale jakiegoś bzika mieć trzeba. Tak dla zdrowia.

db811b7eb86b7ec2f77222ae16a51d53
W czymś takim nigdy mnie nie zobaczycie. A jak chcecie zobaczyć fajny film, to Rabble zaprasza na Festiwal Filmowy, gdzie można wybrać bilety do kina

Ścieżka dźwiękowa- Leonard Cohen- First we take Manhattan 

Advertisements

49 uwag do wpisu “Szata zdobi człowieka – czyli o sztuce doboru garderoby.

  1. Ja też lubię styl Reese Witherspoon (jest błąd w nazwisku we wpisie: napisałaś „Whiterspoon”.)
    Fajnie się ubiera także Jennifer Lawrence, a z polskich gwiazd jeszcze Anita Sokołowska.

    Lubię

    1. No widzisz tak to bywa jak się piszę o 6 rano 😉 Mam nadzieję,że Reese mi wybaczy 😉
      Jennifer ma taki dziwny styl jak dla mnie. To znaczy ja lubię jak ktoś wygląda naturalnie, a często mam wrażenie,że Jennifer na siłę jest wkładana w te sukienki, a najlepiej czuje się w jeansach.

      Lubię

  2. Też nie cierpię chodzić co centrów handlowych. Przede wszystkim dlatego, że nie mogę się w nich odnaleźć i boję się wejść do sklepu, w którym nie ma ludzi – sam na sam z obsługa jest ponad moje nerwy. Dlatego chociaż lubię bawić się modą i strój jest dla mnie bardzo ważny, to każda wyprawa na zakupy jest zadaniem specjalnym 😀
    Często sobie myślę, że gdybym miała ładną figurę to nie byłabym taka ograniczona, mogłabym ubierać się mega ciekawie, nosić krótkie spódnice itp. Ale po twoim przykładzie wydaje mi się, że i tak byłabym strasznie ograniczona swoim gustem, uznanymi konwencjami itp. Nie noszę miniówek nie dlatego, że mam grube nogi tylko dlatego, ze po prostu nie uznaję stylu życia który pokazują miniówki.
    Nawiasem mówiąc, masz niezłą kolekcje ubrań. W chwili obecnej żyję na jednych, starych dżinsach, koszuli i męskiej marynarce. I nigdy nie miałam sweterka – to chyba już dziwactwo.

    Lubię

    1. W zasadzie to znam takie, których figura teoretycznie nie pozwala na krótkie sukienki i spódniczki, a lubią je nosić, bo chyba właśnie odpowiada im przekaz jaki niesie za sobą noszenie dekoltów po pas, i spódniczek ledwo za pas. Ja osobiście tego nie znoszę. W ogóle lubię jak ubranie mnie otula i trochę odgradza od świata, a nie pokazuje za dużo 😉
      Zakupów dalej nie lubię, ale odkryłam dobre sklepy w sieci,mam zaufanie, i kupuję. Do sklepów stacjonarnych nie lubię chodzić. To znaczy po jedzenie uwielbiam,ale po ubrania niekoniecznie. Nie wiem czemu mnie to aż tak stresuje? Ale jak widać, mam tak nie tylko ja, więc nie będę tego leczyła 🙂
      Szafy tak pokaźnej to nie mam, na szczęście. Jest w sam raz. Choć zawsze miejsce na jedną sukienkę mam jeszcze 😉

      Lubię

  3. W porównaniu do mnie jesteś modową ekspertką 😀 Czuję się dzieckiem we mgle, kompletnie. Zostałam wychowana przez ojca i na ubraniach do tej pory się nie znam. Na zakupy muszę obowiązkowo chodzić z kimś, kto cokolwiek doradzi, a takich ludzi deficyt w zasięgu ręki.

    Lubię

    1. Mogę zostać Twoim wirtualnym doradcą 🙂 Moja mama lubiła zakupy i dobrze się ubrać, często nas zabierała na zakupy. A i mama mojej chrzestnej matki miała butik z sukniami ślubnymi. Ileż ja czasu tam spędziłam. Godzinami ślęczałam wśród białych sukien 😉

      Lubię

      1. Ależ Ci zazdroszczę! Kompletne przeciwieństwo mojego dzieciństwa, kiedy to biedny Rodziciel nawet mi warkocza zapleść nie umiał, skutkiem czego 365 dni w roku byłam skazana na koński ogon 😛
        Z doradztwa chętnie skorzystam, tylko… dla mnie jest ciężko dobrać stylizacje ze względu na stan zdrowia 😦

        Lubię

      2. Za to moja mama nie lubiła włosów dłuższych niż za ucho.To dziwne, bo miała długie, dopiero po pierwszej ciąży ścięła. I cóż, nigdy nie miałam długich włosów. I tak się przyzwyczaiłam do krótkich 😉

        Lubię

  4. Kiki pisze:

    a cardigany w jakim kolorze preferujesz? bo nie wiem czy musztardowy wciąż w modzie.
    znam nawet takich facetów, co w sweterkach na guziczki chodzą. co o tym myślisz?
    najlepiej to faceci robią zakupy. z reguły boją się tych sprzedawczyń, które wcisną im każde gówno z wyszczerzonym uśmiechem na ustach – a oni biedacy nie mają siły przebicia, nie umieją odmówić i biorą ten shit, a w domu złość i przemowa do lustra (co bym powiedział tej sprzedawczyni).
    w sumie można tylko współczuć, no chyba że im się trafi dziewczyna co będzie z nimi chodzić na zakupy i pomoże dobrać garderobę, ale te współczesne księżniczki jak idą to myślą tylko o tym w jakim stroju one same zabłysną. i żeby na zdjęciach dobrze wyjść 🙂
    a on nawet lepiej jak gorzej ubrany wtedy ona się lepiej zaprezentuje 🙂
    hehe trudno widziały gały co brały :)) no ale właściwie trzeba współczuć, z taką upokorzenia całe życie

    Lubię

    1. jak pisałam, szare, granaty,i khaki-mam tylko takie 😉 Musztardowy za mną chodził, ponoć modny,ale chyba nie do końca dobrze czułabym się w takim kolorze, wolę te podstawowe 😉
      Mój brat kiedyś nie znosił zakupów, w ogóle modą się nie interesował, a teraz to taki znawca,że hej. Sam mi często doradza, ma chłopak gust. I ma chyba już większą szafę niż moja. Ileż tam koszul, jeansów i spodni typu chinosy – ten sam model w 8 kolorach. Jego dziewczyna będzie miała z nim kiepsko. On będzie więcej czasu spędzał na zakupach 😉 Ale sweterków na guziczki nie ma 😉

      Lubię

  5. Norrie pisze:

    A ja lubię wszelkiego rodzaju wzory, nadruki, napisy, kolory na ubraniach. Lubię też chodzić na zakupy odzieżowe, tylko najgorzej, jak coś mi się okrutnie spodoba, zmierzę, ale okaże się, że nieładnie w tym wyglądam. Ale dalej mi się podoba i kusi 😦

    Lubię

    1. ja mam wrażenie,że we wzorkach i nadrukach wyglądam jeszcze młodziej. A i tak 30 na karku , a twarz 18 latki, więc odpuszczam sobie wzorki 😉 No wyłączając piżamy i muzyczne koszulki 🙂
      Oj też znam ten ból, coś mi się podoba,ale zdecydowanie nie jest dla mnie:(

      Lubię

  6. Kiki pisze:

    ej nie zniechęcajcie się tak szybko…jak Wam się coś podoba i kusi to trzeba przymierzać i kupować 🙂
    że nieładnie wygląda się w tym? a może po prostu inaczej, w innym stylu…?
    pokażcie mi fotę to ja Wam doradzę 🙂

    Lubię

  7. Ja nadal średnio przepadam za zakupami. Idę tylko wtedy jak muszę. I morski klimat podobał mi się od zawsze.
    jak analizowałam Twój „styl” to w wielu kwestiach mamy tak samo. Tyle, że jeszcze nigdy nie miałam na sobie długiej spódniczki – może w tym roku się do nich przekonam

    Lubię

    1. Polecam długie spódnice, ja się w nich czuję świetnie, są praktyczne i urocze 😉 Zdecydowanie wolę te dłuższe, niż te krótkie. No i cóż, nie trzeba przejmować się bladymi nogami 😉

      Lubię

  8. Mam podobnie z obcasami nie umiem i nie lubię w nich chodzić, buty muszą być wygodne 😊mi to ciężko przekonać się do sukienek i spódnic jakoś spodnie są zdecydowanie wygodniejsze chociaż co roku obiecuję sobie że na wiosnę i lato zmienię styl na bardziej kobiecy 😉

    Lubię

  9. Zbych pisze:

    Czytam i czytam, i czytam, i uwierzyć nie mogę…. same komentarze kobiet i prawie każda pisze, że nie lubi na zakupy chodzić… normalnie jakaś abrakadabra 🙂

    Jedna rzecz mnie zastanawia – czemu piszesz, że sukienki po zakupie wkładasz do szafy i leżakują tam czekając na debiut. Nie szkoda? Wiem, że teraz pogoda bardzo licha ale w lato może warto „dać im życie” i zrobić jakiś szalony tydzień pod hasłem: codziennie w pracy inna sukienka. Chyba że to takie kreacje na „specjalne okazje” 🙂
    Poza tym zauważyłem że uwielbienie do kardiganów, tudzież innych wyrobów swetropodobnych, to nieodłączna cecha niewiast „lubiących ciepełko”. Co więcej, dzielą się one na dwie grupy w zależności od preferencji ogrzewania dłoni: jedna wybiera długaśne rękawy, druga wersje z kieszeniami. Ot, taka socjologiczna obserwacja 🙂

    PS: Ciekawe jak to jest naprawdę z tymi „celebrytami” – w jakim procencie sami z siebie decydują co wdziać na grzbiet, a ile jest w tym ręki stylistów (bardzo modne ostatnio słowo) czy innych doradców.

    Lubię

    1. No wiesz trochę głupio iść w małej czarnej do pracy 😉 Ok, jak ktoś jest ważnym urzędnikiem, prawnikiem itp. Ale ja sprzedaję okucia okienne, trochę to mi nie pasuje. Sukienki typowo dzienne noszę, ale małych czarnych nie mam gdzie, poza teatrem 🙂
      ja wybieram opcję i tę i tę, czyli długie rękawy i kieszenie 😉
      Są takie co nawet na jogging ubiorą się ze stylistą, a są takie co na wielkie gale same się ubierają. Od razu widać kto jest przebrany,a kto ubrany. 😉

      Lubię

      1. Zbych pisze:

        Miałem na myśli to codzienne, które określasz jako „kwiatowe”. Wiadomo – mała czarna to raczej na specjalne okazje….
        „kto przebrany, kto ubrany” – baaardzo mi się podoba to określenie 🙂

        Lubię

      2. Te kwiatowe to noszę regularnie 😉 W szafie zaś na debiut czekają małe czarne 😉
        Sama dbam o to by nigdy nie być przebraną, więc nie wybieram ubrań by komuś się podobały 😉 Może jestem nudna, ale lubię swetry i jeansy. A niektóre panie noszą na co dzień się hmm, dziwacznie, byleby być modną i być na portalu plotkarskim-w stylu nosząc takie kapcie jestem modna i bogata.

        Lubię

      3. Zbych pisze:

        Ha ha ha takie chodzenie w kapciach to dla mnie styl: „wydałam wszystko na torebkę – na buty już zabrakło” 🙂
        (ta kurtka moro to na pewno żeby się zamaskować i nie rzucać w oczy bo wstyd tak wyjść z domu)

        Myślę że masz sporo racji w tym, że wiele „celebrytów” (i nie tylko) dziwacznie się ubiera żeby tylko o nich ktoś napisał czy zrobił fotkę = tydzień bez bytności na „Kundelku” to tydzień stracony 🙂

        a tak na poważnie…
        Ubieranie się ubieraniem, ale czasem kreacje prezentowana na prestiżowych pokazach są tak bardzo „odjechane” że człowiek patrzy z otwartą paszczą i się zastanawia pod CZEGO wpływem był projektant…

        Lubię

      4. Pewnie pod wpływem potrzeby bycia zauważonym 😉 W myśl zasady-nieważne jak piszą, ważne,że piszą 😉 Więc niech piszą o odjechanych projektach. A im droższe tym więcej „celebrytek” je kupi. Jak widać na załączonym obrazku. W sumie ja nawet po piwnicy bym w takich kapciochach nie wyszła pospacerować 😉

        Lubię

  10. Ja uwielbiam zakupy i mogłabym chodzić na shopping codziennie, ale zasób portfela mi na to nie pozwala :). Najbardziej lubię nosić sukienki, za dżinsami ostatnio nie przepadam, bo nie umiem dobrać odpowiednich do mojej figury. Z gwiazd to zawsze podobało mi się jak ubiera się Brodka- bardzo nieszablonowo i jest naprawdę stylowa.

    Lubię

      1. Zbych pisze:

        Mi się również wydaje że to taka jej prezencja artystyczna, której nie zrzuca schodząc ze sceny. Wszystko zaczęło się od „Grandy” i całego image’u który wymyśliła do promocji płyty. Tu należy jej się szacun o tyle, że miała odwagę i była pierwsza – bo dopiero potem pojawiły się „kopie” w postaci Sarsy, Nykiel czy Margaret. Chociaż tak naprawdę to Brodka była pierwsza tylko u nas, bo gdyby brać pod uwagę świat, to protoplastką była bez wątpienia Björk (zresztą Brodka mocno się nią inspiruje również muzycznie).

        Lubię

  11. Ja też najbardziej lubię ubrania bez wzorów, które mogę wykorzystać w różnych zestawieniach. Latem również sięgam po styl marynistyczny, nawet jeśli to tylko lato w mieście 🙂 No i długie spódnice – tu się zgadzam, są fantastyczne.
    Właściwie to nie mam fajnej sukienki w kwiatki bo jakoś tak przy mojej figurze boję się, że wyglądałabym jak łąka na której można zrobić piknik. Całą rodziną 😛

    Lubię

    1. Wiem,że lubisz styl marynistyczny, super Ci pasuje 😉 Ja ostatnio kupiłam nawet trampki w paski, podwójnie w tym stylu. Kocham te wzory i ubrania jak z promenady 😉
      Na pewno jakąś fajną kwiatową sukienkę znajdziesz 🙂

      Lubię

  12. Ja kiedyś też preferowalam dzwony, na piątym roku studiów przerzuciłam się na rurki.
    Sukienki także lubię, a ta sympatia zacZęła się ujawniać jak odkryłam uroki zakupów przez internet, a ściślej w mango, bo w tym właśnie sklepie wybór sukienek wydał się przeogromny.

    Lubię

  13. Ja jestem kompletnym bez talenciem jeśli chodzi o modę. Nie znam się na trendach, nie buszuję po sklepach bo to zwyczajnie mnie męczy. Zastanawia mnie to że niektóre kobiety ekscytują się nową bluzką albo kawałkiem szmatki jakby wygrały w lotto… to nie dla mnie.

    Lubię

    1. Najbardziej mnie rażą osoby, które jedną rzecz noszą raz, bo inaczej nie wypada się pokazać. Dziwi mnie, że ktoś ma na przykład 10 płaszczy na zimę i 15 par kozaków. Gdzie to się mieści?

      Lubię

  14. Ta, tak tak, zgodzę sie w sumei chyab ze wszystkim pzoa jeansami, ja generalnie nei cierpie spodni, caly rok w spodnicach najlepiej dlugich, krótkie tez kocham, ale nie na moja figure niestety 😦 Czarny, czerwony fioletowy to moje kolory, ale czasme icos niebieskiegbo sie znajdzie, problem w tym ze rzadko udjem i sie utrzymac figure na dluzej niz rok, zakupów nie cierpie, wydawac pieniedyz tez nie, moj styl jest tak dziwny ze w polaczeniu z czerwonymi wlosami ludzie ogladaj sie za mna na ulicy. Ni to goth, ni to hipster ni to nie wiadomo co, razi kudłami a spodnice nosi jak cyganka dlugie i buty na obcasie z reguly, masakra xD

    Lubię

    1. E tam, jeżeli to jest Twój styl i czujesz się w nim dobrze to czemu masz się tak nie ubierać? Najważniejsze by nie czuć się przebraną, a być wierną swojemu stylowi i duszy 🙂

      Lubię

  15. katasza pisze:

    Mnie pójście od czasu do czasu na zakupy nie przeszkadza. Tylko najlepiej, jeśli mam w myślach coś, czego potrzebuję, ale nie jest to pilne, bo jak pilne, szczególnie typu kurtka czy spodnie, to mnie to męczy i irytuje – a tak to sobie pochodzę, popatrzę i jak coś mi się spodoba, to się zainteresuję. 🙂 Już od dawna staram się przed zakupem rozważyć, czy aby na pewno dana rzecz nie wyjdzie za rok czy nawet z mody, od jakiegoś czasu zwracam większą uwagę na materiał i jakość, przede wszystkim próbuję ocenić, czy cena jest do nich adekwatna i postanowiłam sobie nie kupować już więcej akrylowych swetrów. Ogólnie postanowiłam wprowadzić zasadę „zero kompromisów”.
    Też mam nudny styl i też najczęściej zakładam dżinsy, koszulkę i rozpinany sweterek, choć ostatnio sweterek często bywa też przez głowę. Sweterki mają być dopasowane, część z długim rękawem, część z rękawem do łokcia. Czarnych już nie lubię, bo za szybko mi się szmaciły, za to są szare, czerwone, granatowe, jest też koralowy, błękitny, ostatnio pożyczyłam od mamy w kolorze fuksji i chyba powinnam sobie taki sprawić. Muszę uważać na bure kolory i oversize, bo to u mnie lubi dawać efekt dziecka wojny. 😛 Koszulki zarówno białe, czarne (czarnych musi być kilka) i kolorowe, z drobnym wzorkiem mogą być (ostatnio napaliłam się na taką w kaktusy), za to nie uznaję napisów. Spodnie chętnie nosiłabym również inne niż dżinsowe, ale takie mam tylko długości 3/4 na lato, nie umiem znaleźć nic odpowiedniego. A spódnice uznaję do kolan albo trochę krótsze. Długie byłyby super na lato, ale nie umiem się do nich przekonać, chyba dziwnie bym się czuła, więc latem pokazuję światu blade łydki. 😉
    Sukienki lubię, na kimś bardzo, na sobie też, ale rzadko noszę, czuję się w nich trochę przebrana, sama nie wiem czemu?
    Nie lubię nosić ubrań, które uważam za niepraktyczne i nic nie wnoszące. Mam problem z marynarkami – uważam, że wyglądam w nich dobrze, ale nawet te miękkie są niewygodne, nie dają mi specjalnie ciepła ani ochrony przed wiatrem, a na pewno mniej niż cienki sweter, do tego nawet w takiej różowej czuję się ubrana bardziej oficjalnie, więc rzadko widzę sens ich noszenia. 🙂

    Lubię

    1. Z marynarkami mam dokładnie tak samo. I ze spodniami innymi niż jeansowe. Też mam materiałowe w wersji marynistycznej, tylko na lato. Inne ciężko mi dobrać, tak by były idealne. Ale w sumie zimą najbardziej lubię jeansy 🙂
      Jak nie za dobrze czujesz się w sukienkach, to lepiej się nie zmuszać 😉 Ja nie lubię krótkich spódnic, bo właśnie w nich czuję się nieubrana 😉 Miałam jedną świetną krótką, ale jak mi się jej żywot jej skończył,to nie potrafię dobrać takiej samej, wygodnej, i dającej mi poczucie komfortu. No trudno 😉
      Ja mam jedną bluzkę w kwiatki, lubię ją, szczególnie do mojej długiej,gładkiej spódnicy w kolorze granatu. Ale to wszystko. Ostatnio wolę zabawę kolorem, ewentualnie krojem, a nie wzorkami. Stałam się tak nudna:)

      Lubię

  16. Ja też nie lubię robić zakupów. Zawsze chodzę po ciuchy z moją mamą, bo ona zawsze szczerze mi powie w czym wyglądam dobrze, a w czym do kitu.
    Ale też przelatuję sklepy dość szybko. Mam kilka pojedynczych, w których spędzam więcej czasu.

    Też mam kilka rozpinanych swetrów. Nie tylko stonowane kolory, ale w większości gładkie. Ale to dlatego, że większość mojej garderoby bluzkowej jest we wzorki. Ja z kolei uwielbiam wzorki 😉

    Sukienek mam kilka, ale raczej wolę spodnie. Sukienki i spódnice zostawiam na jakieś okazje – imprezy, święta, urodziny etc.

    Oooj buty – kompletnie nie umiem chodzić w butach na obcasie. Strategicznie na studniówkę i ślub miałam buty w obcasem mniejszym niż 1cm 😀 Śliczne, czasem je zakładam do jasnych sukienek. Też głównie kieruję się wygodą, mam 2 pary trampek i adidasy – i to na co dzień. Czasem założę balerinki, ale to właśnie do elegantszego ubioru. W lato sandały. Ale uzależniona jestem od klapek japonek. Jak tylko zaczyna się sezon na odkryte buty to najczęściej idę właśnie w japonkach 😛

    Aaa i lubię nosić tuniki. A do tunik to w sumie albo legginsy albo spodnie. Jak mam być bardziej stonowana i „dojrzała” to spodnie, jak ma być weselej to kolorowe legginsy.
    Kurczę może jestem dziecinna, ale ja uwielbiam kolorowe rzeczy. Im bardziej kolorowe tym lepiej! Cekiny, dżety i inne tego typu nie są fajne – mnie się podobają wzory nadrukowane na tkaninie.
    Ok wyjątkiem są moje jedne jeansy z całą toną naszywek; poszłam do pasmanterii i kupiłam całą torebkę naszywek 🙂 Bo tak mnie jakoś naszło

    Lubię

    1. Powiem Ci,że ja też wielbię tuniki bo zasadniczo lubię wszystko to co długie. Im dłuższe tym lepsze. To jest dziwaczne 🙂 Kolory kocham,ale u innych. Zawsze sobie obiecuję-też tak będę chodzić, ale znów kupuję ukochaną szarość 🙂

      Lubię

  17. Heh, ja z sukienkami mam podobnie 😀 Tylko one i kilka letnich bluzek mają wzory i kwiatki, poza tym czerń, czerń, czerń, granat, fiolet i szarość 😀 Z butami i torebkami podobnie, chociaż lubię wysokie obcasy, bez obcasów nie umiem chodzić, ale buty i torebki kupuje takie, żeby mieć i mieć i nie potrzebować nowych 🙂 Jak jadę do domu i mama mówi „Dam Ci fajną torebkę letnią” to ja do niej, że mam jedną białą na lato i nie potrzebuje 😛

    Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s