Spotkanie

Możemy zaklinać rzeczywistość. Obiecywać sobie dobry humor mimo wszystko. Cudowne dni i to, że nic nie wyprowadzi nas z równowagi. To, że każdy dzień będzie wyjątkowy i w ogóle, że to my decydujemy o tym jakie będzie nasze życie i nasze dni. I to my decydujemy czy będzie pięknie, czy nijako i szaro. I takie tam bzdety.

Ale bywa tak, że nie możesz spać. Budzisz się o 4 nad ranem bo sąsiad wyprowadza psa na spacer. I ten pies okropnie szczeka. I z całego domu budzisz się tylko ty. Wiercisz się, miotasz w lewo i prawo. Z boku na bok. Z przodu na tył i z powrotem. Irytuje ciebie każdy dźwięk wskazówki zegara. Irytuje świadomość, że mijają cenne minuty, a tyś wybity ze snu ani myślisz wrócić do krainy błogiego spokoju. Sąsiad wrócił ze spaceru. Minuty mijają i mijają i mijają…. Zegar wybija piątą rano. Bierzesz do ręki książkę i wyłączasz budzik. Bo skoro nie śpisz to po co ci on? Więc bierzesz książkę, wyłączasz budzik i ….

Budzisz się 90 minut później. Urywany sen nie przyniósł za wiele relaksu. A o relaksie nie może być mowy kiedy patrzysz na zegar. Gdzie tu zmieścić trening jogi, planowane umycie włosów ( wewnętrznie drzesz się na siebie,że wieczorem pokpiło się sprawę, i przeniosło tę czynność na poranek ), a gdzie spokojne pójście po pieczywo i czytanie gazetek? Gdzie przejrzenie informacji wirtualnych, kiedy poczytać trochę książek, w co się ubrać, kiedy zapomniało się uprasować połowy szafy? I złościsz się i używasz na zmianę o cholercia i o kurczaki pieczone, bo to te dwa słowa jakich używasz jako największe przekleństwa. Więc jest źle.

Postanawiasz wziąć oddech, pomedytować. Włączasz jednak za skomplikowany program jogicznych wygibasów i nie mija 5 minut a masz zakwasy i mięśnie niezdolne do współpracy. Człapiesz do łazienki w poszukiwaniu suchego szamponu, pryskasz i ze zdumieniem odkrywasz, że na głowie masz 15 centymetrów pianki do włosów. Także tego. W lodówce grzebiesz i grzebiesz i znów kurczaki pieczone, zapomniałaś po świętach uzupełnić jogurtowych zapasów. Postanawiasz zjeść płatki, a pal cię licho, mleko skwaśniało.

Idziesz suszyć włosy, w zasadzie uważasz, że można było je umyć. Ale nie myjesz. Wyglądasz dziwnie. Podchodzisz więc do lusterka, wyglądasz jeszcze dziwniej. Okazuje się, że wieczorem leżąc w łóżku,nie powinno się regulować brwi. Pozbycie się jednego, strategicznego włoska, okazuje się być gwoździem do trumny. Wyglądasz co najmniej nieadekwatnie. W sumie i tak wyglądasz idiotycznie po aplikacji pianki, ale brwi do kompletu? To już przesada. Doprowadzam się do jako takiego ładu. Z naciskiem na jako takiego.

Pędzisz do piekarni,ubrana w jeansy i sweter, którego nie znosisz, ale jego kolor idealnie współgra z twoim humorem. I klops. Nie, nie, w piekarni nie zaczęli sprzedawać klopsów. Klops, nie ma twoich ukochanych porannych paluchów. Idealnie chrupiących i wypieczonych na rumiano. No nie ma. W zasadzie nie powinno  to dziwić. Bierzesz byle jakie bułki, niestety nie tak chrupiące, pachnące i smaczne. Lecisz do domu. I bach. Coś spadło. Nie, nie są to bułki, te masz w ręku. Zasadniczo w siatce. To co spadło było  torebką. Opadło takie coś na czym trzymał się pasek. I było bum. Bum było wielkie. Wielkie, bo w pośpiechu mądry ty nie zapiąłeś  torebki, toteż na ulicy znalazła się paczka tabletek nawilżających gardełko, dwa długopisy jakby ktoś prosił o autograf, różowa parasoleczka, czarny portfel, który oczywiście nie był zapięty, stąd na ulicy znalazło się  22, 76 zł w różnych monetach. Na uliczną wycieczkę wybrała się też twoja jedyna czerwona szminka, której odpadło to coś co ją zamyka, stąd była to jej ostatnia wycieczka. Świat poszły też zwiedzać okulary przeciwsłoneczne (przy czym nie wiem czemu masz je w torbie,skoro szaro jak w listopadzie), a także krem do rąk, żel do dezynfekcji i saszetka maseczki ( o ile obecność okularów jestem w stanie sobie wytłumaczyć to po co ci ta  maseczka? ). W każdym razie po jakichś 5 minutach zbierasz swoje niezbędne rzeczy i z torbą w obu rękach, niesioną niczym niemowlę, wracasz do domu. Robisz kanapki z nielubianą bułką i serem. Wypijasz łyk herbaty i ruszasz na przystanek. Po drodze jeszcze przepakowujesz wszystkie niezbędne rzeczy z torebki A do torebki B. Chwaląc siebie w duchu, że posiadasz torebkę B. Jak i za to, że tę kremową, płócienną torbę się wyprało. A ganisz siebie za to, że świąteczną premię będziesz musiała wydać na nową torebkę. Czego oczywiście w planie nie masz

Idziesz więc na przystanek. Pędzisz. Mimo to spóźniasz się na autobus A,zamyka ci drzwi przed nosem. Doświadczenie ciebie nauczyło, że jeżeli jest autobus A, jest i B. Idziesz więc popatrzeć na rozkład. Przy rozkładzie stoi….

ce9d46c3027b35e239d4217b38a73a61

Stoi starszy pan. W kurtce w kratę, z torbą przewieszoną przez ramię.  Z niezwykłym uśmiechem. Nie musisz patrzeć na ten rozkład, bo pan od razu mówi- spokojnie, zaraz przyjedzie Autobus B.

A w ogóle to dziecko widzę bardzo się śpieszysz. I po co? I po co ta smutna mina? Spokojnie, człowiek się nie spóźnia, tylko czas go trochę wyprzedza. A w ogóle to Stanisław jestem. 60 lat pracowałem w kinie, operatorem byłem. Teraz od 2 lat na emeryturze każą mi być. Ale nie mogę się przyzwyczaić. Jadę do kolegi, żonę ma po wylewie to pomogę ile mogę, bo moja Danusia to już 5 rok jak odeszła. Nie ode mnie, bo ja dobrym mężem byłem, ale w ogóle z tego świata.

O, nasz autobusem, mówiłem,że zaraz przyjedzie. Wolisz dziecko miejsce przy oknie, czy przy drzwiach? Tutaj będzie nam wygodnie, usiądź dziecko. No to na czym skończyłem? Aha, syn w Niemczech pracuje, żonę tam ma, i córkę. A ja tu sam. Czasem są dni, że nie mam z kim porozmawiać. To jadę do kolegi, i trochę tam pomogę, obiad ugotuję, o dziś będą flaczki. Danusia mnie nauczyła, sekretem jest to by dać dużo imbiru. A Ty w ogóle to lubisz flaczki? Bo moja wnuczka nie lubiła nigdy.

 

Sekretem życia jest to, żeby niczego nie brać zbyt poważnie. I starać się nie śpieszyć za bardzo. Starość i tak nas dogoni. Ja mam 83 lata, i jak patrzę na was, młodych to nie żałuję, że swoje już przeżyłem. Bo wy za rzadko się cieszycie. Ciągle tylko spóźnieni, ciągle tylko pędzicie ze smutną miną…

O, mój przystanek. Pamiętaj, nie bierz życia zbyt poważnie.

Nie bierzesz więc na poważnie. Uśmiechasz się. Najpierw do pana, który zza szybki autobusu ci macha. Potem do siebie. Do tej pianki na włosach, urwanej torby, niesmacznej kanapki i wyrwanej brwi. I do tego, że przypadkiem przejechałeś 4 przystanki za daleko. Idziesz do pracy. I w ogóle się nie śpieszysz….

ae480d32b5bbf937c25665b8591283ea

Ścieżka dźwiękowa- New Order – Singularity 

Advertisements

33 uwagi do wpisu “Spotkanie

  1. Aj, popłakałam się. jak dziecko. Wzruszyłam się, ale dziękuję Ci za ten tekst. Jakież to prawdziwe! Cięgle gdzieś się pędzi, wkurzamy się na siebie, bo wszystko nie tak jak zaplanowaliśmy… ale to przecież nie ma sensu! Sama tak czasem mam, pędzę gdzieś i za czymś – nie wiadomo gdzie i za czym… zamiast zwolnić, cieszyć się życiem, łapać każdą chwilę życia, bo przecież już jej nie odzyskam… człowiek bierze udział w takim wyścigu szczurów, bo wszyscy tak robią… zapominając o tym co ważne. Pozdrawiam ciepło!

    Lubię to

    1. Powiem Ci, że ja w ten poranek mogłam roznieść pół miasta swoją złością, a potem dotarło do mnie, że to wszystko bez sensu. Że tak naprawdę trzeba się z tego wszystkiego pośmiać i uśmiechnąć do siebie. I tyle. I przestać biec przez codzienność. Do pracy się spóźniłam,ale o dziwo nikt tego nie zauważył. Żartowałam z moich posklejonych włosów, i o dziwo kanapka stała się nagle smaczna 🙂

      Lubię to

      1. Możliwe 😉 Ten pies musi spacerować o północy, i koło 4-5. W ogóle oni mają za dużego psa jak na dwa pokoje, on naprawdę musi spacerować, a raczej biegać non stop;)

        Lubię to

  2. Ja uważam, że owszem, mamy wpływ na nasze życie i w sumie to my niemal w 100% procentach o nim decydujemy. Wybieramy drogę, którą idziemy, dom, w którym mieszkamy. Nie wybieramy rodziny, ale możemy się od nich odseparować, znaleźć przyjaciół, którzy będą jak rodzina. Jedyne, na co nie mamy wpływu to pogoda. I dlatego nie powinniśmy na nią narzekać, bo nic nie zmienimy. Ale wszystko inne jesteśmy w stanie zmienić, cały SWÓJ świat.

    Lubię to

    1. Ja myślę,że owszem mamy wpływ,ale nie tak wielki 😉 W sumie pogodę też można zmienić, ot, moja kuzynka wyprowadziła się do Hiszpanii bo jej nasz klimat nie pasuje, nie znosi jesieni i zimy, i proszę, jej zima to 22 stopnie 😉 Ale często jest tak ,że idziemy jakąś drogą bo czujemy impuls i po prostu musimy. A na tej drodze spotykamy kogoś kto nam jest pisany. Ot, po prostu nasze role są już napisane. My możemy co najwyżej drobne poprawki wprowadzić do scenariusza, a i tak,nie każda będzie zaakceptowana…

      Lubię to

      1. Więc drastycznie się mijamy jeśli chodzi o tą sprawę, bo ja właśnie nie wierzę w żaden los napisany odgórnie 🙂 Nie wierzę w przeznaczenie 🙂 Przypadek prędzej ;p Są takie sytuacje, gdy czasem się może wydawać, że jest coś takiego jak przeznaczenie. Moja historia z moim chłopakiem jest właśnie taką historią. Ale ostatecznie gdybym ja była inna i gdybym nie zdobyła się na odwagę, żeby się do niego pierwsza po latach odezwać, to nie wiadomo czy dziś bylibyśmy razem 😉

        Lubię to

      2. Jak patrzę na historię mojej rodziny, to coraz mniej wierzę w przypadki, albo sprawczą siłę naszej woli. Ot mój dziadek, dzwoni do babci, mówi,że wraca do domu, że idzie na przystanek, i za kwadrans będzie w domu. Po czym nagle zmienia plany, idzie do szwagra, i chociaż wujka nie ma to czeka w styczniu pod blokiem 30 minut na niego. Piją herbatę, i dziadek wychodzi na przystanek po 1,5 godziny. Dawno powinien być w domu, nigdy nie wrócił do domu, zginął pod kołami autobusu. Co nim kierowało? Nikt nie wie. Czemu zmienił plany? Wujek mówił,że po prostu zachciało mu się herbaty wracając z pracy. A po co czekał 30 minut, skoro do domu miał tylko 2 przystanki? Po prostu musiał czekać na tego pijanego kierowcę autobusu. I mam setki takich przykładów. niestety, jakoś nasz los jest ustawiony…. znam panią, serdeczną przyjaciółkę mojej mamy, miała lecieć do Smoleńska, w czwartek oddała zaproszenie pewnemu panu. Dlaczego? Bardzo chciała lecieć? Ale rozbolał ją ząb, i bała się lecieć z chorym zębem. Ten pan nie chciał lecieć, bardzo nie chciał, szukał innych chętnych, wściekł się, ale poleciał, na siłę. Widocznie on musiał jechać, a ona nie. Nie sądzę by to był przypadek.

        Lubię to

  3. Brzmi to czasem jak mój poranek ;). Czasem jak wszystko wali się i pali, zamiast lecieć w ogień warto się wtedy zatrzymać lub iść powoli. Człowiek się uśmiecha do siebie i myśli „Skoro wszystko poszło nie tak, to nie może być gorzej”. A za zakrętem czeka życie i różnie to bywa…
    P.S. Żeby nie było pesymistycznie, to mimo wszystko częściej jest już lepiej !

    Lubię to

  4. Słowa pana są tak aktualne, niestety to prawda, że śpieszmy się coraz bardziej. Sama widzę po sobie, że kiedyś miałam zdecydowanie więcej czasu na chwilę odpoczynku, spokojne czytanie, czy refleksje. Śpieszymy się każdego dnia, a życie ucieka nam przez palce…

    Lubię to

  5. No i pięknie. Spójrz jak takie słowa mogą totalnie zmienić nasz punkt widzenia na te wszystkie poranne wypadki. Najpierw się złościsz, a potem… zanosisz się ze śmiechu wspominając pomysłowość losu. 🙂
    Wiesz, jak kiedyś wysypałam rzeczy ze swojej torebki to też byłam w szoku co ja w niej mam i PO CO. Generalnie przydałby mi się porządek w torebce, ale aż strach tam zaglądać po dłuższej przerwie, gdzie ciągle coś tam dokładam. 😛

    Lubię to

    1. Ja mam torbę worek, więc cóż, bałagan tam być musi 😉 Gorzej jak czegoś szukasz, albo nie daj Boże coś się wysypie. Dziś robię przegląd i pewnie na jakiś czas połowę rzeczy usunę z torebki 😉
      Tak, fajnie,że ktoś z boku potrafi sprawić, że całe napięcie, złość i zdenerwowanie sobie idą. Zostaje tylko uśmiech. Taki szczery 😉

      Lubię to

  6. Katarina pisze:

    Zadumałam się, wzruszyłam…
    Mądrości nie nabiera się wraz z tytułami naukowymi, ale wraz z wiekiem- ciesz się, że spotkałaś kogoś takiego, zazdraszczam:)))

    Lubię to

  7. Ehh, co prawda to prawda, drobiazgi potrafią zrujnować humor, jakaś głupota i pół dnia z głowy… Chociaż w drugą stronę też można, ostatnio w pracy wychylałam się przez uchylne okno w dachu bo była piękna tęcza i chciałam zrobić jej zdjęcia 🙂 Oby więcej było tych miłych chwil, niż tych psujących humor 🙂

    Lubię to

  8. katasza pisze:

    Z perspektywy czasu czasami łatwiej stwierdzić, czym tak naprawdę warto było się w życiu przejmować. 🙂 A dzisiaj niestety zbyt często zdenerwowani biegniemy przed siebie. Sama często bywam wściekła na cały świat z powodu drobnostek, które są uciążliwe, ale to żadne życiowe problemy – niby wiem, że nie warto, ale teoria sobie, a praktyka sobie. 😉

    Lubię to

  9. Ja także nie lubię nieracjonalnego pośpiechu jaki można spotkać chociażby w kolejkach w sklepie. Nie można tak spokojniej, trzeba jak dzikus? – takie myśli przechodzą mi przez główke wówczas.

    Lubię to

  10. kocia_dama pisze:

    Pięknie to napisałaś! Tak prawdziwie 🙂 Tak, sekret życia na tym własnie polega, aby je smakować, a nie gonić bezmyślnie przed siebie. Wtedy jest pełniejsze, piękniejsze.

    Lubię to

  11. Dobrze napisane, nawet bardzo dobrze. Ja czasem zapominam o tym, żeby nie brać życia na poważnie i za bardzo się spinam. Kocham życie ponad życie, ale nie mogę zapomnieć o tym, że z nim nie wygram.

    Lubię to

  12. Zbych pisze:

    Oj, nie zaglądałem kilka dni a tu już tyle zaległości w czytaniu do nadrobienia…
    Z tym śpieszeniem się to sporo racji miał ten pan, ale teraz to chyba wymóg bo cała rzeczywistość ostro przyspieszyła w ostatnich kilku dekadach, a strach się bać bo pewnie w przyszłości ten proces będzie dalej postępował. U mnie właśnie nastąpiła taka nagła kumulacja wielu pilnych spraw do załatwienia przez co kilka dni miałem totalny chaos… cytując klasyka: „30 plenum spółdzielni Zenum”.
    Takie poranki-armageddony potrafią rozbić cały dzień. Chociaż i tak mam wrażenie że kobiety mają gorzej bo jeszcze muszą się w tym wszystkim znaleźć chwilę by się „ogarnąć wizualnie”. Faceci w takich chwilach zupełnie to olewają i ograniczają się do wyszorowania uzębienia i sprawdzenia że na pewno ubrało się spodnie.
    Podziwiam Cię za ten zapał w codziennym porannym bieganiu po pieczywo – mi by się absolutnie nie chciało, nawet jeśli bym bardzo wielbił chrupkie wypieki (chyba że lokalizacja była na trasie porannego wypadu z psem). W temacie okularów przeciwsłonecznych, to mam wrażenie że większość kobiet nosi je przy sobie cały rok – tak na wszelki wypadek…
    A w ogóle to jak byłem gdzieś przy końcu podstawówki to operator kinowy był w czołowej 5 zawodów jakie chciałem wykonywać (wydawało mi się że taka praca to sama przyjemność, a jeszcze ze to płacą)

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s