Poświąteczne migawki

Kiedyś niespecjalnie lubiłam Wielkanoc. Zdecydowanie jako dziecko wolałam grudniowe święta. Bo Mikołaj, bo choinka, bo barszczyk z uszkami, bo tak radośnie, miło i chociaż na zewnątrz zimno i ciemno, to mimo wszystko przyjemnie i fajnie. Wielkanoc oznaczała krótsze ferie, i długie godziny spędzone w kościele, na uroczystościach smutnych, a do tego takich, których jako dziecko nie rozumiałam. Pamiętam raz jedną Wielką Sobotę, miałam z 8 lat, rodzice zabrali nas na wieczorne nabożeństwo, trafiliśmy do Archikatedry, gdzie arcybiskup przez 3,5 godziny odprawiał Mszę. Dla 8 latki to był koszmar. Już sama ilość godzin, ale i fakt, że pół Mszy było po łacinie. Chyba wtedy solidnie znielubiłam Święta, te wiosenne. Do tego stopnia,. że od tamtego czasu przez 8 lat rok w rok, z zegarkiem w ręku w Wielki Piątek budziłam się z …… gorączką. Dosłownie i prawdziwie. Każdego roku w piątek miałam 39 stopni z groszami. Choroba dziwnie malała w sobotę, a w niedzielę znikała w ogóle. Fenomenu tego zjawiska nie udało mi się pojąć. Dopiero kiedy stopniowo oswajałam Wielkanoc, choroba piątkowa zniknęła. A ja w końcu polubiłam te Święta.

Być może po prostu dojrzałam do tych paru dni zadumy i refleksji? Dostrzegłam,że po tych smutniejszych dniach, nadchodzi po prostu radość i nadzieja? Tak, zdecydowanie taka postawa wymaga pewnej dojrzałości. Ja w pełni polubiłam te Święta chyba dopiero po studiach. Co dziwne, dopiero wtedy polubiłam w pełni malowanie jajek, dekorowanie kwiatami, polubiłam świąteczne biesiadowanie, poranne niedzielne wstawanie na Rezurekcję- od 8 lat nie opuściłam żadnej 🙂 Tak, w pełni polubiłam ten czas. I odkrywam i przeżywam go na wielu poziomach. Naprawdę Wielkanoc to dla mnie symboliczne zamknięcie zimy, ponurej aury, nie tylko dookoła, ale i tej we mnie. I chociaż pogoda nie nastraja, na stole ląduje znienawidzony barszcz, a babcia nadmiernie ekscytuje się ciążą mojej kuzynki i perspektywą zostania prababcią, to jest miło. Nawet jak potem rodzice przeżywają ciążę kuzynki jest miło. Nawet jak walczą sami z sobą by nie powiedzieć jak oni też by chcieli, a tu nic, cisza, zero szans. Jest miło.

Jest miło jak na moment wychodzi słońce. Jak udaje się wyjść na spacer, a potem biec, byleby zdążyć przed kolejnym atakiem zimy. Jest miło kiedy dochodzi do niespodziewanych świątecznych spotkań. Przyjechał chrzestny z całą rodziną. Dawno niewidziane kuzynki, plotki, długie rozmowy, żarty. 2 godziny gry w Czarne Historie, jeszcze większa porcja śmiechu i dziesiątki nieporozumień. I tak do nocy.

A rano potworne niewyspanie. I okropne zderzenie z rzeczywistością- to już koniec, już po Świętach?

Ścieżka dźwiękowa- Depeche Mode- Policy of truth

Advertisements

36 uwag do wpisu “Poświąteczne migawki

  1. kobieta na szpilkach pisze:

    Dokladnie ja tez z dzieciństwa pamiętam te długie godziny w kościele. Dlatego Przemka nie chce zmuszać do tego żeby go nie zrazić.
    Cieszę się że święta minęły Ci tak jak planowalas😍

    Lubię

  2. Ja wręcz przeciwnie, zawsze bardziej wolałam Wielkanoc, zwłaszcza odkąd mogliśmy zapomnieć o białym Bożym Narodzeniu. No i lubię mazurki, a to chyba jedyne takie typowo świąteczne ciasto, którego się nie robi poza Wielkanocą 😀

    Lubię

  3. Zbych pisze:

    Ale fajno-kolorowe pisanki miałaś 🙂
    Podziwiam – mi z wiekiem coraz bardziej zanika zapał do artystycznych popisów w tej sferze. Szczytem jest wydrapanie czegokolwiek po cebulowej moczonce.

    Cóż, zima jeszcze pokazała pazury ale podobno od weekendu ma już być coraz cieplej.

    PS: też miałem jako dziecko traumatyczne wielkanocne przeżycie. We Wrocławiu u mojej babci był taki zwyczaj że wszystkie koszyczki stawiało się przed ołtarzem i ksiądz święcił podczas mszy (nie chodził po kościele). Otóż wieki temu (jakoś starszaki albo zaraz na początku podstawówki) podczas pewnych świąt poszedłem po mszy po koszyk okazało się że go niema… ktoś się albo pomylił albo bezczelnie zajumał. Szukałem długo ale zniknął – normalnie prawie się rozpłakałem. Potem już nie chciałem nigdy chodzić z koszykiem gdy jeździliśmy do babci.

    Lubię

    1. ej, to naklejki 😉 Farbujesz jajko, naklejasz wzorek,.znów farbujesz i masz pisanki kolorowe. zabawa dla niezdolnych do innych dekoracji z powodu braku talentu 😉
      U mnie zawsze każdy trzyma swój koszyczek. Ale rozumiem Twoją traumę, sama bym miała 🙂

      Lubię

    2. Zbych pisze:

      Jak naklejki to wyglądają profesjonalnie i kolory bardzo żywe (chyba że zdjęcie „podrasowane” 🙂 )
      Ja z naklejkami na jaja miałem tylko raz kontakt (takie „rękawy” w które wkłada się jajo a potem do wrzątku zanurza) – po wykonaniu były tak pancerne że konsumpcja była prawie niemożliwa. Nawet po odtłuczeniu skorupki w drobny mak gruby płaszcz naklejki wszystko mocno trzymał – trzeba było piłować… 🙂

      Lubię

      1. nie, miałam dobre farbki 🙂 Kolory wyszły dziwne, bo malowane dwa razy były,więc nie są to czyste barwy:) A potem trzeba nasmarować słoninką 🙂
        te termokurczliwe naklejki kiedyś miałam,ale nie działały 😉 Wolę takie naklejki, zawsze to trochę zabawy 😉

        Lubię

  4. Dla mnie jako osoby niewierzącej święta mają wymiar przede wszystkim kulinarny. Chyba z tego tytułu wolę grudniowe, te wszystkie wigilijne potrawy 😀
    Podziwiam jednak osoby, które potrafią przeżyć ten okres w pełni, bardzo przyjemnie poczytać relację przepełnioną prawdziwie świątecznym duchem 🙂

    Lubię

    1. No wigilijne też mi bardziej smakują,ale na Wielkanoc już kuszą zielone nowalijki i w sumie lżejsze dania 🙂
      Kiedyś Świąt szczerze nie lubiłam, teraz odkryłam,że to skupienie wiele mi daje:)

      Lubię

  5. To prawda, że do wszystkiego trzeba dorosnąć. Jeśli sami to przepracujemy, odnajdziemy sens, to wtedy jakoś lepiej i głębiej to odczuwamy, niż robiąc coś, do czego jesteśmy zmuszani. Dla mnie każde takie kilkudniowe wolne, jakby nie było, kończy się zderzeniem z rzeczywistością po. Myślałam, że jeden dzień wolny, takiej przerwy pomiędzy świętami a pracą pozwoli mi lepiej wbić się znów w rytm praca-dom, ale mimo wszystko było ciężko.

    Lubię

    1. Mi było tym ciężej, że od wtorku miałam już wolne, więc przerwa konkretna i cóż, w zasadzie najpierw przygotowania, potem święta,niekoniecznie wypoczęłam. Ale inny rytm zupełnie wybił mnie z chęci wstawania do pracy i maszerowania do obowiązków:)

      Lubię

    2. Zbych pisze:

      Prawda jest taka, że chyba najgorzej w wir pracy rzuca się po wielodniowej labie – rzeczywistość po takim 2 tygodniowy leniwym urlopie boli najbardziej…

      Lubię

      1. oj boli, boli. Niby w domu robiłam więcej niż w pracy,ale zdecydowanie wolałam luz godzinowy, mogłam do 10-11 zająć się sobą, mieć dres, czytać, jeść śniadanie, iść na spacer. A tutaj pełna koncentracja od 7 rano…

        Lubię

  6. Ja też jakoś zawsze wolałam Boże Narodzenie. Może dlatego że u mnie w domu bardziej się przykładami do tego święta – aura, dekoracje… Nawet nie pamiętam, żeby jako dziecko malować pisanek.

    Lubię

  7. katasza pisze:

    Taki czas jest naturalny i pasuje do wczesnowiosennej pory. Ale w tym roku tych świąt ani czasu przygotowania do nich jakoś specjalnie nie odczułam… Taki plus, że było rodzinnie. 😉
    Za dzieciaka na szczęście nie zabierano mnie na długie nabożeństwa, tylko na drogi krzyżowe chodziłam, z własnej woli – zaczęłam kilka lat temu i to tylko w Wielki Piątek, a zwykle jak myślę, że trzeba będzie tyle czasu stać w ścisku, to się zniechęcam. :/
    W zdobienie pisanek kiedyś się lubiłam bawić, teraz mi się zupełnie nie chce, mama farbuje w cebuli i wystarczy – za to bożonarodzeniowe pierniczki mogę malować aż palców nie czuję. 😛

    Lubię

    1. ja na odwrót, pierniczki zdobię byle jak, bo gotowych dekoracji nie ma 😉 To znaczy ok, są lukry, posypki itp. Ale jajka można na więcej sposobów pomalować 😉
      Ja na Drogę Krzyżową to oj dawno nie poszłam. U mnie fajna, przez miasto idzie, ta ostatnia,ale zawsze jest fatalna pogoda i od paru lat nie chodzę bo za ciężkie warunki. Taka prawdziwa droga krzyżowa się robi…

      Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s