Seriale świąteczne

Zgodnie z prognozą pogody ten świąteczny czas ma być bardzo rodzinny, domowy, stołowy i telewizyjny. Niestety, chociaż połowa kwietnia za nami, aura postanowiła być kapryśna i czeka nas deszcz. Oczywiście bardzo by mnie cieszył jego brak-vivat idealnie wymyte okna,ale z naturą się nie wygra. Od paru lat mam suche i przyjemne Boże Narodzenie. I nieciekawą Wielkanoc. Ostatnią piękną i ciepłą, pamiętam sprzed 7 laty, kiedy to wyjechaliśmy i cieszyliśmy spacerami, brakiem obowiązków i piękną pogodą. Jak miło było mieć wszystko podane, zabrane i przygotowane. Ja miałam tylko o odpowiedniej porze zejść na posiłki na dół i cieszyć magią świątecznych dni.

Tegoroczne Święta będą domowe. Jeżeli prognozy się sprawdzą będą książkowo-telewizyjne. Polecam więc maraton serialowy oglądany w dobrym towarzystwie. W końcu obecne serialowe produkcje niejeden raz okazują się dużo lepsze niż hollywódzkie superprodukcje. Rodzina,przyjaciele, albo samotność. Sernik, jajko w majonezie, talerz żurku. Nieważne, zapraszam na mój maraton.

Najpierw jednak powiem czego nie polecam, co zdecydowanie warto ominąć. Tak, tak, opowiem o serialu, który bardzo mnie rozczarował. Świat się nim zachwycił, a ja jak zwykle, stoję w kontrze. No może finałowy odcinek był ciekawy w 5 procentach czasu, ale kurczę żółciutkie, to troszkę za mało. O czym mówię? Westworld. Nie dość, że mnie nie zachwycił to jeszcze naprawdę znużył i zmęczył. Dzielnie jednak trwałam do samego końca-fanfary, oklaski i ukłony. O czym jest ten serial? Kojarzycie Jurassic Park? Miejsce gdzie można pospacerować i porobić zdjęcia miłym dinozaurom? Zamysł jest podobny. Wizjoner-grany przez samego Anthony’go Hopkinsa (nomen omen świetnie grającego), założył futurystyczny park rozrywki. Zgodnie z nazwą akcja dzieje się na Dzikim Zachodzie. Za słoną ilość gotówki można wykupić sobie pobyt, pochodzić od Saloonu do Saloonu, pobawić się z prostytutką robotem-zawsze chętną i gotową, a potem sobie postrzelać i pozabijać kogo się chce. Wszystko na niby, postrzelonego robota odda się wszakże do naprawy, zaś w człowieku pozostaje wielka radość. Pierwotne instynkty zostały zaspokojone, można sobie wrócić do domu, do normalnego życia. Do korporacji, do dzieci i małżonki. Problem się robi, gdy to roboty ulegają awarii-czytaj psuje się system. Teraz to roboty przejmują władzę nad parkiem, a żądzą nimi mordercze myśli. Albo nie myśli nie, programy. W każdym razie teraz to ludzie są w niebezpieczeństwie,bo zabawa wymyka się znanym scenariuszom. I wiecie co? Z zewnątrz wszystko wygląda genialnie. Świetni aktorzy, wspaniała realizacja, przyjemna muzyka, klimat, zdjęcia itp. Ale, ale, to tylko wydmuszka. Wydmuszka, piękna, pomalowana setkami barwnych i misternych wzorków, ale wydmuszka. Popatrzeć można, ale pożytku żadnego z tego nie ma. Zdecydowanie przerost formy nad treścią. Bo jak rozumiem w zamierzeniu twórców serial miał spore ambicje, również te intelektualne. Nie wyszło. Przynajmniej w moim  odczuciu ten serial jest bez sensu. Trochę jak twórczość Paolo Coehlo – Ile dasz, tyle otrzymasz, czasem z najbardziej niespodziewanej strony-cytat mistrza . Można się zachwycać, szukać głębi i wcielać w życie. Można się pośmiać z banałów. I ja się śmieję. Jeżeli macie ochotę poczuć wspólnotę z  okropną pogodą, i narzekać po obejrzeniu maratonu z tym serialem, to polecam.

037d28547c7cde2b659bcc0f24b42d81

Teraz będzie coś dla tych co zamiast Dzikiego Zachodu i robotów, lubią historię. A leżąc w łóżku, wyobrażają sobie,że to królewskie łoże. Że na nocnym stoliczku dumnie spoczywa wypolerowana korona, służba wygrzała nam kołderkę, a usłużny lokaj przyniesie nam mleczko z miodem gdy boli nas gardełko. W końcu czego się nie robi dla królowej. Tak, dla miłośników luksusów i królewskich klimatów, zapraszam na królewskie święta z The Crown. O czym jest ten serial? O królowej Elżbiecie II, którą poznajemy jako młodą dziewczynę, szykującą się do małżeństwa, uwaga nowość na królewskim dworze, z miłości. Elżbieta jak każda młoda mężatka miała plany na najbliższe lata. Oczywiście, wiedziała,że jest następczynią tronu, ale chciała skupić się na rodzinie, poświęcić się rodzinnemu szczęściu, pasjom i planom męża, a także dzieciom. Wszyscy (albo prawie wszyscy) wiemy jednak, że Elżbieta nie mogła długo pozostać jedynie pretendentką do tronu. Śmierć jej ojca kazała jej usiąść na tronie, i zacząć wieść życie, na które nie była jeszcze gotowa. Chociaż była od lat do niego przygotowywana. Dziewczyna, bo przecież Elżbieta w chwili śmierci ojca miała 26 lat, musiała stać się najważniejszą osobą w państwie, głową kościoła i przykładem dla milionów poddanych. A przecież chciała inaczej, miało być inaczej. Tyle chciała przeżyć, zobaczyć, poczuć,nim nadejdzie ten dzień. Zamknięto jednak ją w sztywnych konwenansach, wiele wymagano, i jeszcze więcej oczekiwano,od tej drobnej dziewczyny. Mogłoby się wydawać, że serial opowiadający o życiu królowej będzie nudny, oczywisty, nijaki, przesłodzony, aż mdły. Ale zdecydowanie taki nie jest. Przede wszystkim widzimy w niej Elżbietę z krwi i kości. Ze swoimi lękami, niepewnościami i słabościami. A do tego bliżej poznajemy jej męża, Philipa-polecam popatrzeć na królewski dwór jego oczyma ( na marginesie pięknymi oczyma). Serial z klimatem. Owszem, fani szybkiej akcji, niezwykłych efektów specjalnych i zaskoczeń będą zawiedzeni. Ale Ci co szukają chwili wytchnienia, spokoju, pięknych dekoracji i przyjemnej dla oka scenerii, a do tego nienarzucającego się scenariusza, który służy odpoczynkowi znajdą w tym serialu wszystko o czym marzą. Polecam oglądać z zapasem ciasta i imbryczkiem dobrej, angielskiej herbatki. Klimat retro gwarantowany.

7b49ffae9491b04fd2c8ebb2c8dbbedb

 

Teraz coś dla tych co lubią styl glamour. Co lubią rezydencje nad oceanem, przeszklone salony, urocze wnętrza wprost z katalogu. Sukienki przed kolano, idealnie ułożone włosy i dużo, dużo kłamstwa. Tak, kłamstwa. Tak bowiem żyją bohaterki serialu Wielkie Kłamstewka. Z pozoru jest idealnie. Celeste ma zabójczo przystojnego męża, rozkoszne bliźniaki, przepiękny dom, nie musi pracować, a jako, że była prawniczką, to ma też co nieco w głowie i ogólny szacunek. Jest też Madeline, ma fantastyczny dom, dwie córki, zakochanego na zabój męża, wielką pasję czyli teatr i niezwykły dar zjednywania sobie sympatii innych. Jest Renata, zimna, zdystansowana, kobieta sukcesu, późna matka małej Amabelli, zakochana w córce do szaleństwa. A jej dom, dobry zajączku wielkanocny, toż to arcydzieło dizajnu. Jest i Bonnie, obecna żona pierwszego męża Maddie. Młodziutka fanka jogi, zdrowego stylu życia i wyluzowanego podejścia do wychowania dzieci. W ten świat wchodzi Jane Chapman, młodziutka matka Ziggy’go. Ewidentnie dziewczyna z przeszłością. Jane zdecydowanie przed czymś ucieka, dlatego też jako miejsce do życia wybiera sobie to idylliczne miasteczko. Idealne by zapomnieć o wszystkim i zacząć od nowa. No dobrze, ale o co chodzi? W pierwszej kolejności możecie pomyśleć, że to serial o idealnym życiu paru kobiet, które w życiu niewiele mają do roboty, spotykają się więc na kawkach i herbatkach, plotkują, udają się na masaże i niekończące się seanse w spa. Ale, to tylko pozory. Pierwszego dnia szkoły mały Ziggy zostaje wskazany jako osoba, która dokucza Amabelli Klein, córce Renaty. Renata nie pozwoli zaś by Ziggy nie poniósł kary, w końcu jej słoneczka nie można skrzywdzić… Serial oparty jest na książce Liane Moriarty, kiedy przeczytała ją Reese Whiterspoon postanowiła wyprodukować serial. Zaprosiła do udziału wspaniałe aktorki- Celeste gra Nicole Kidman, Renatę Laura Dern, a Jane Shailene Woodley. Sama zaś gra Maddie. Z początku sądziłam,że ten serial będzie niestrawnym czymś w stylu Gotowych na wszystko. Ależ to tylko pozory. Wielkie kłamstewka są po prostu genialnym serialem. Serialem, który polecam dosłownie każdemu. Dwutorowa akcja- wiemy, że w miasteczku wydarzyła się zbrodnia, ktoś nie żyje, prawdy powoli dowiadujemy się przesłuchań i rekonstrukcji paru ostatnich dni przed katastrofą. Widzimy jak upada fasada idealnego życia, jak pokazuj się prawdziwe oblicze głównych postaci. Widzimy wszystkie cienie ich życia. I krok po kroku odkrywamy prawdę o „bajkowym ” życiu mieszkanek miasteczka nad wielką wodą…

cfc997eb0e702fe6f30cd75546fedea2

W ten wielkanocny poranek życzę Wam masy serdeczności i dużo nadziei.

Również tej pogodowej. Dziś, pierwszy raz od 6 dni nie padał deszcz. Kiedy szłam na Rezurekcję powitał mnie poranek z ….  śnieżną zamiecią.

e1a76d04b8187f51f195fd3dedcf1a5c

Ścieżka dźwiękowa- Belle & Sebastian- Judy and the dream horses

Advertisements

67 uwag do wpisu “Seriale świąteczne

  1. Podoba mi się porównanie Westworld do Jajcarskiego Parku. Ale nie zgodzę się w brak przesłania. Otóż jest ono identyczne, jak w Person of Interest czy innych futurologicznych seriach: roboty nam dojebią i basta.
    Tymczasem świętujmy. Ku czci Isztar, Jaryły, Jezusa czy innych Przaśników.

    Lubię

  2. Norrie pisze:

    Nie oglądałam żadnego z powyższych, ale może kiedyś skuszę się na „Wielkie kłamstewka”. Aktualnie oglądam „Riverdale” i drugi sezon „ZOO”, ale szło mi jak krew z nosa, bo wcale nie miałam ochoty ani na filmy, ani na seriale. Teraz trochę nadrabiam, bo grypa zmusiła mnie do pochorowania w domu zamiast w pracy i takie też będę miała/mam święta – chore, samotne z filmem/serialem, sałatką z kuskusem i kurczakiem, i Fervexem albo innymi specyfikami z paracetamolem itp.

    Lubię

    1. Dużo zdrówka na święta i po świętach tak samo 🙂
      Wielkie Kłamstewka polecam, genialny serial,do tego dość krótki,więc śmiało można sobie spędzić jeden świąteczny dzień na maratonie z tymi paniami 😉

      Lubię

  3. Katarina pisze:

    Z „Westworld” dałam radę wytrzymać 30 minut.Potem wyłączyłam. Jak dla mnie gówno. Mimo Anthonego, którego wielbię, wielbiłam i wielbić będę do śmierci.
    Teraz oglądam „Ripper street” ( jakoś późno odkryłam ), „The last kingdom” ( czekając na nowy sezon „Wikingów”…;)) oraz „the Grand Tour” ( ach, te sarnie oczy Hammonda i bezczelność Clarksona…), a no i oczywiście nowy „Prison Break”!
    Ale życie serialowe i tak zacznie się dopiero w październiku…:)

    May! #walkingdead #twd #thewalkingdead

    A post shared by If I Posted It.. Its True. (@twdtruefacts_) on

    Wesołego bałwana na święta!:P

    Lubię

    1. Tak, zanim doszłam do kościoła stałam się mini bałwanem 🙂
      Muszę w końcu obejrzeć to Ripper Street, jak skończę Prawo i Porządek w końcu 😉
      Westworld to naprawdę dziwaczny serial, tyle świata się nim zachwycało, ale mi zupełnie się nie podobał. Gniot totalny.

      Lubię

      1. Katarina pisze:

        Koniec pierwszego sezonu mnie naprawdę zaczął wciągać, teraz lecę drugim, kocham ten klimat, dlatego oglądałam i „Penny Dreadful” i „Taboo” i „Peaky Blinders”:)))
        Niestety, „Penny…” się skończyła, ale dwa następne seriale mają być kontynuowane:)
        Jak dla mnie też gniot, nie lubię fantasy, robotów i innych badziewi:)
        A Anthony to zawsze dla mnie będzie jednak nim:

        Lubię

      2. Anthony to klasa sama w sobie,ale niestety nawet on nie jest w stanie pociągnąć całej produkcji sam.
        O Taboo słyszałam wiele dobrego. Zastanawiam się o ile musiałaby mi się doba wydłużyć bym wszystkie mogła obejrzeć zaplanowane seriale? 🙂

        Lubię

      3. Katarina pisze:

        Mi „Taboo” polecił przyjaciel, a że z „Peaky Blinders” utrafił w mój gust idealnie, więc się nie wahałam;)

        Lubię

      4. Katarina pisze:

        Nie byłam na początku przekonana, ale potem wkręciłam się w „Peaky …” błyskawicznie i molestowałam przyjaciela o spoilery;)

        Lubię

    2. Katarina pisze:

      Są takie seriale, które się bardzo podobają, są takie, które się po prostu ogląda, bo są fajne i są takie, które uzależniają jak narkotyk:)
      Dla mnie ten pierwszy to np. „Peaky… „, drugi to np. „Teoria wielkiego podrywu”, a trzeci to „Wikingowie” ( aczkolwiek straciłam trochę do niego serce po 4 sezonie-zbyt wielka strata , jeśli chodzi o jedną postać… ) no i oczywiście „The Walking Dead”:)

      Lubię

      1. Walking Dead skończyłam na 1 odcinku, nie wiem czemu? Ot, nie miałam weny wrócić, chyba muszę zrobić podejście drugie. Teorię porzuciłam poprzedniego sezonu, już mnie nie śmieszyła. Zdecydowanie wolałam wcześniejsze odcinki…

        Lubię

      2. Katarina pisze:

        „Teoria…” jest nierówna, są odcinki, przy których wyję, są odcinki, przy których się nawet nie uśmiecham.
        Co do TWD- to mimo różnych opinii nt. ostatniego sezonu nadal jestem „wsiąknięta na maksa”:)

        Lubię

      3. mnie chyba zaczął męczyć Sheldon, jak trafię na stary odcinek to pękam ze śmiechu. A nowe mnie już nie kręcą 😦
        Muszę obejrzeć Walking Dead i wyrobić opinię 🙂

        Lubię

  4. Ten ostatni serial wydaje mi się ciekawy!
    Powoli przesłuchuję płytę DM, tak a propos 😉 Na razie jedna piosenka Gore’a powiem szczerze taka sobie :O Najbardziej podoba mi się oczywiście „Where’s the Revolution” i „So Much Love”, „No More” jest OK 🙂 Mąż też słucha. Ależ Gahan wąsika zapuścił 🙂

    Lubię

    1. Gahan i ten wąsik-nie leży mi, niech znika, wolę brody niż wąsiki 😉
      Widzę,że mamy podobne typy, mnie też piosenki Gore’a niezbyt się podobają ;(
      Polecam ten serial super jest:)

      Lubię

      1. Taki ten wąs a’la Salvador Dali, tylko nie podkręcony 😉
        Ja bród nie lubię, tzn. wielu facetom zwyczajnie nie pasują, choć teraz taka moda. Zarost tak, brody i wąsy raczej nie 😉

        Lubię

  5. Zbych pisze:

    Wiem że to słabe pocieszenie, ale donoszę, iż na południu też pogoda marna (zimno i deszczowo).

    Cóż… jest mi bardzo wstyd… „Westworld” osobiście polecałem na łamach Twojego bloga, a tu się okazało, że straciłaś tylko cenny czas. Na swoje usprawiedliwienie mogę napisać tylko tyle, iż tamtą opinię wyraziłem po obejrzeniu połowy odcinków i naprawdę mi się ten serial podobał (wtedy wydawało mi się że cała historia będzie miała inne zakończenie). Teraz po obejrzeniu całości uważam że to zmarnowany potencjał. Gdzieś od 5 odcinka serial stał się mocno pogmatwany i miejscami absurdalny – obstawiam że twórcy opracowywali dalszy scenariusz „na bieżąco” stąd pogubili się w koncepcji czy serial ma być rozrywkowo-przygodowy czy filozoficzno-egzystencjalny i wyszło wielkie nic. Mimo wszystko spodziewałem się w ostatnim odcinku spektakularnego twistu, a zakończenie mnie rozczarowało. Co więcej chyba się szykują na kontynuację – uważam że zupełnie niepotrzebnie. (Poza tym nadal utrzymuję że najlepszym serialem w „westernowych” klimatach jest „Deadwood”, a potem długo, długo, długo nic…)
    W ogóle to u mnie z serialami ostatnio posucha bo wszystkie pozycje, które śledziłem się pokończyły, a nowe jakoś nie potrafią mnie wciągnąć czy zainteresować. Np. „Blindspot” był bardzo obiecujący lecz pod koniec 1 sezonu zrobił się przewidujący i wtórny więc dałem sobie z nim spokój. Bardzo podobała mi się „Marcella” ale to tylko 8 odcinków i obejrzałem w jeden deszczowy weekend. Zaintrygował mnie Twój opis „Małych kłamstewek” i postanowiłem dać mu szansę 🙂 Tylko dlatego, iż piszesz, że to nic w stylu „Desperate HW” które wynudziły mnie kompletnie mimo że widziałem tylko 5 odcinków (4 i 5 „na siłę” licząc że coś się ambitnie rozwinie). Ale to po „Broadchurch”… bo w końcu pojawił się 3 sezon 🙂 ale jeszcze nie widziałem żadnego odcinka, więc nie wiem czy dalej trzyma poziom.

    PS: Masz jakiś dobry patent na szybkie dojście do formy po świątecznym obżarstwie?

    Lubię

    1. Mało jeść 😉 Ale to spóźniona rada, na szybko dużo mocnej herbatki z imbirem. A na dłuższy czas, wtorkowy detoks-polecam ryż na obiad, z duszonym jabłkiem 😉
      No to jesteś rozgrzeszony. Ja dawałam Westworold szansę w zasadzie do samego końca. Ale drugiemu sezonowi na pewno podziękuję. Też mam wrażenie, że oni gdzieś się pogubili i do końca nie wiedzieli jaki serial ostatecznie chcą zrobić, bardziej fantastycznie czysty, czy z przesłaniem. I ani to nie wyszło, ani tamto 😦
      Kłamstewka polecam, naprawdę nie sądziłam,że z tej opowieści można wyciągnąć coś takiego. Nicole zagrała fenomenalnie, a ostatnio raczej kiepsko u niej było z dobrymi rolami. Reese zaskoczyła, na plus. W ogóle aktorsko to serial genialny. No i sama historia i zakończenie. I nie wspomniałam o muzyce, perfekcyjna. Serial godny polecenia.
      Broadchurch ma już kolejny sezon? Kurcze, teraz nadrabiam Prawo i Porządek i Homeland, po Homeland mam więc co oglądać 😉

      Lubię

      1. Zbych pisze:

        Właśnie z tym ograniczeniem konsumpcji mam zawsze ten sam problem…
        Ciasta jem sporadycznie kilka razy w roku, a w święta zawsze jest tego pod dostatkiem, więc jak się wczoraj dossałem do jabłecznika to wciągnąłem pół blaszki… Tak więc patrząc realnie to chyba rzeczywiście herbata będzie moim głównym wyżywieniem w tym tygodniu bo muszę spalić zapasy.

        (SPOILER ALERT 🙂 )
        Ja liczyłem w „Westworld” na jakiś spektakularny „egzystencjalny” twist – np. że pod koniec okazuje się iż Ford i całe kierownictwo to tak naprawdę cyborgi i to nie ludzie kierują i zarządzają maszynami, ale maszyny kierują i zarządzają ludźmi. Coś w stylu incepcji czy matrixa, zapętlonej rzeczywistości = cały świat pracowników parku rozrywki to takie „zoo” stworzone przez maszyny gdzie umieszczają złapanych ludzi. To by było ciekawe…

        Lubię

  6. Kiki pisze:

    ciekawy opis tego serialu The Crown i Elżbiety.
    jednak nie pojmuję jednej rzeczy – ona sama jak piszesz i jak też czytałam wyszła za mąż z miłości. Jej rodzina patrzyła niechętnym okiem na Filipa ale Elżbieta uparła się i postawiła na swoim. To czemu potem zmusiła (czy to Filip zmusił) Karola do poślubienia niekochanej Diany? (podobno całą noc przed ślubem przepłakał). Ile katastrof z tego wynikło trudno zliczyć… Zresztą Elżbieta była podobno lodowata matką i kompletnie ignorowała swoje dzieci w dzieciństwie. Zwłaszcza wrażliwy Karol cierpiał z tego powodu. Faktem jest, że troje z czwórki jej dzieci się rozwiodło.

    Lubię

    1. No właśnie to jest zaskakujące. Sama postawiła na swoim, a syna wepchnęła w niechciane nikomu małżeństwo? Być może była bogatsza o doświadczenia z Filipem, i uznała,że jednak w pewnych kręgach małżeństwa z miłości się nie sprawdzają? Trudno powiedzieć.
      Pewnie była taką a nie inną matką bo za szybko musiała zostać królową. Jednak w tym serialu widać wyraźnie,że to nie tylko pozowanie do zdjęć i przyjmowanie bukiecików. Dlatego warto go zobaczyć. No cóż,. Elżbietę ukształtowało jej szybkie królowanie. Z pewnością część swoich lęków i niepewności przelewała na dzieci i stawała się zimną i odległą matką…

      Lubię

  7. katasza pisze:

    Ten ostatni chętnie bym obejrzała, początek opisu mnie co prawda nie zachęcił, ale w całości owszem, pewnie dobrze by się oglądało. 🙂
    O Elżbiecie też, tak raczej od niechcenia, ale mogłoby mnie wciągnąć.

    Lubię

    1. Wciągnęłoby Ciebie, bo jednak mimo,że znamy życie Elżbiety to jest fantastycznie pokazane, naprawdę zadbali o scenografię, kostiumy i aktorstwo 🙂 A Kłamstewka polecam bardzo,bardzo serdecznie:)

      Lubię

      1. Zbych pisze:

        Cóż… patrząc jak u nas wyglądają produkcje „kostiumowe” to albo w ogóle nic z tego nie będzie albo będzie wstyd…

        Lubię

    1. Babki w sumie robią na majonezie, to może i sernik się uda? 🙂
      Kurcze, wiesz,że ja mam braki w Seksie w Wielkim Mieście! No chyba zacznę nadrabiać jak będę mieć ciężki dzień za sobą 🙂

      Lubię

  8. Chyba jedynie wielkie kłamstewka mnie do siebie przekonały, ale za to w ogromnym stopniu. Wiesz, od razu skojarzył mi się ten serial właśnie z gotowymi na wszystko, które uwielbiałam. ^^
    U mnie śniegu nie było, ale i tak zrobiło się strasznie zimno!!

    Lubię

  9. kocia_dama pisze:

    „Wielkie Kłamstewka” oglądałam, podobał mi się 😉 Od siebie polecam „Pustkowie”- genialny serial, nadawany na HBO do niedawna. Klasa sama w sobie, fantastyczne kadry, tajemnice- mega!

    Lubię

    1. Zbych pisze:

      Potwierdzam – mi się podobał dużo bardziej niż „Belfer”. Czesi bardzo pozytywnie zaskoczyli, szkoda że to tylko kilka odcinków. Mam nadzieję że wyjdzie u nas na DVD…

      Lubię

      1. Zbych pisze:

        Całość do obejrzenia w weekend 🙂
        Ale nie wiem czy Ci się spodoba (mimo że zagadka kryminalna pierwszorzędna) bo klimat mroczno-odrażający. Coś a’la „Dom zły” : wszędzie brudno, upiornie, bohaterowie wszyscy jacyś tacy zapuszczeni, niedomyci – po prostu wszechogarniająca brzydota… jak kamera ślizga się po zapyziałych wnętrzach to aż czuje się ten smrodek 🙂 Oglądając cały czas się zastanawiałem gdzież oni powynajdywali takie plenery…

        Lubię

      2. Zbych pisze:

        ooo „Fortitude”… to mam pytanie – widziałaś 2 sezon ?
        Pytam bo nie wiem czy oglądać. Wszyscy mówią że całkowicie wszystko spaprali i powinni zakończyć historię na 1 sezonie. W związku z tym mam wielki dylemat czy nie poprzestać tylko na pierwszej części….

        Lubię

  10. A dla mnie ‚Gotowe na wszystko’ to hicior jakich mało. Nie jest to serial stricte kobiecy jak np. ‚Seks w wielkim mieście’ (nie oglądałam co prawda, ale kiedyś film w tle leciał), krecący się wokół spraw płytkich typu zakupy, uganianie się za mężczyznami. Z mężem oglądaliśmy ‚Gotowe’, bo bardzo ciekawe intrygi kryminalne zwierał:)

    Lubię

  11. To już chyba standard, że… nic nie znam ;x
    a pogoda w Wielkanoc zaskoczyła, niestety nie pozytywnie. Najpierw łapałam serwetkę, którą mi zwiało z koszyczka, dzień później zmokłam a w poniedziałek śnieg….

    Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s