Carpe Diem, czyli co z tą teraźniejszością?

Nadchodzące święta to takie idealne chwile do małej refleksji. Wyciszenia się, a także pożegnania gorszych zimowych miesięcy i otwarcia na nowe, bardziej zielone i milsze dla ciała i duszy. Święta pełne nadziei. Ja je właśnie tak odczuwam. Jako spotkanie z nadzieją. Święta to też idealna okazja by skupić się na tym co tu i teraz. Celebrować teraźniejszość.

667d2c4736be6883cf89aa5f16d8821f

Rodzinne malowanie jajek, pochlapanie całej kuchni farbkami i kłótnie o najładniejsze pisanki. Pieczenie ciast i wspólne plotkowanie. Powolne śniadanie w rodzinnym gronie. Spokojne spacery, wspólne oglądanie filmów. Granie w gry, opowiadanie rodzinnych historii podczas przeglądania zdjęć? To tak ważne być tu i teraz. Z ludźmi, których się kocha, lubi i ceni. Z którymi czujemy się dobrze. W święta nie myślimy o przyszłości. Nie zastanawiamy się co będzie na stole za rok, albo czy za 10 lat dopnę się w sukienkę, którą mam na sobie. W święta cieszymy się teraźniejszością. I warto tę zasadę stosować cały rok, każdego dnia. Być tu i teraz.

W pełni doceniać dzisiaj, dany moment i daną chwilę. Cieszyć. Czasem jak dziecko, czasem na przekór. Tak wiem, to najbardziej banalna rzecz na świecie, ale każdy dzień jest zupełnie inny. Chociaż bywa, że dni, tygodnie całe, czy nawet miesiące, zlewają nam się w jedną wielką plamę. Śniadanie-praca-zakupy-kolacja-sen. I tak trwamy. Od weekendu do weekendu. Od soboty do niedzielnego południa. Bo w piątek bywamy za bardzo zmęczeni, a w niedzielę po 16,  już czujemy, że zbliża się nowy tydzień pełen obowiązków.

Już w niedzielny wieczór planujemy co też zrobimy za tydzień. Pomijamy pozostałe dni, bo przecież są takie nudne i takie same. I powtarzalne. I nijakie. I zdecydowanie nie warte większej uwagi. Z takim podejściem naprawdę wiele tracimy. Wiele.

Każdy dzień jest cenny. Jak to odkryłam to mam wrażenie, że zaczęłam zdecydowanie mniej narzekać , a i  bardziej doceniać. Podczas moich spacerów do pracy codziennie tą samą trasą, codziennie widzę jak bardzo zmienia się otoczenie. Jak budzi się wiosna. Owszem,mogę maszerować ze znudzoną miną i przeklinać fakt, że dopiero jest wtorkowy poranek. Ale wolę patrzeć na kwiaty, drzewa, na ludzi. Na to jak zmieniają się ich ubrania na coraz lżejsze, jak są coraz bardziej pogodni. Jak kwitną magnolie. Jak pojawiają się krokusy, fiołki, jak coraz bardziej zielona robi się trawa. Jak zmieniają się mijane podwórka, jak pięknieją ogródki, jak wesoły robi się park. Bardzo lubię po pracy nieco zbłądzić. Co z tego, że odkurzę kwadrans później? Albo, że na obiad będą pierogi z dobrego garmażu? Idę na spacer. Idę do parku. Idę do kawiarni. Idę na ryneczek, kupuję kwiaty, dużo owoców, z przyjemnością jestem tu i teraz. Nauczyłam się celebrować codzienność.

Nawet taka głupota jak herbata w pracy. Biorę kubek, miód, dobrą herbatę, plaster pomarańczy. Odchodzę od biurka, siadam na parapecie, patrzę przez okno, chłonę wszystkie smaki i zapachy. Takie 5 minut, parę chwil przed południem. Do tego kostka gorzkiej czekolady. Celebruję drobną przerwę w pracy. Niby nic, a jak wspaniale się potem pracuje, jak to genialnie odświeża umysł i dodaje energii do dalszych działań. Mała zmiana, wielki efekt.

Odkąd przestałam żyć od weekendu do weekendu, zauważyłam,że pośrodku tygodnia jest wiele pięknych dni, wspaniałych okazji i przyjemnych chwil. Tak niewiele trzeba by docenić teraźniejszość i czerpać z niej to co najlepsze.

Dla mnie te najbliższe Święta będą zdecydowanie w duchu celebrowania codzienności i przyjemności. Choćby miało to być leżenie na kanapie i zajadanie 4 dokładki sałatki z tuńczykiem.

Nie myślmy,że mamy tylko dwa dni wolne, że we wtorek będzie nawał pracy, że pogoda jest fatalna, a odkąd skończyliśmy 12 lat zajączek przestał kicać z prezentami. Niech to będzie nasz czas. Pełen skupienia i radości.

W końcu wiosna i Wielkanoc to idealny czas by zrewidować stare przyzwyczajenia i otworzyć się na radość.

Nie czekajmy na jakąś wielką radość. Szczęście to wynikowa tysiąca drobiazgów. Nie warto ich tracić z oczu i duszy.

 

 

b961188ec3219a4c271ccb434f1161a2

Aby jeszcze bardziej poczuć się dobrze tu i teraz, Rabble proponuje kuszące kody rabatowe do Sephory. A co tam, sami bądźmy dla siebie zajączkiem 🙂

Ścieżka dźwiękowa- The Vaccines- I wish I was a girl

Advertisements

32 uwagi do wpisu “Carpe Diem, czyli co z tą teraźniejszością?

  1. Bardzo trafne spostrzeżenia. Rzeczywiście coraz częściej robi się wszystko żeby przetrwać tydzień i doczekać weekendu. Trzeba nauczyć się widzieć mocne strony całego. Sport, hobby, znajomi, restauracje czy książki. To wszystko robi się też w tygodniu!

    Lubię to

  2. Zbych pisze:

    Ależ miło przeczytać tak mega pozytywny i optymistyczny post 🙂
    Przy okazji przesyłam życzenia zdrowych i radosnych Świąt Wielkanocnych w prawdziwie wiosennym nastroju, smacznego jajka, mokrego dyngusa i dalszej pogody ducha !!

    PS: Wiosenna rewolucja fryzurowa?

    Lubię to

      1. Nie, nie, ja nie farbuję włosów i nie będę dopóki… Hmm, chyba nigdy nie będę farbować. Blond? Nigdy w życiu, przecież pisałam,że mój mysi kolor jest idealny. I nikt nie ma prawa go tykać. Chodzi mi o kształt fryzury 😉

        Lubię to

  3. katasza pisze:

    Racja, mądrze napisane.
    Co jakiś czas postanawiam sobie nie żyć od weekendu do weekendu, tylko wycisnąć coś dla siebie z każdego dnia – w tygodniu nie zostaje za wiele czasu na życie, więc tym bardziej lepiej nie marnować tego, który mamy. Wychodzi różnie. A w weekend dobrze się odciąć i nie myśleć o tym, że znowu trzeba będzie czekać na kolejny, inaczej nie da się porządnie odpocząć.
    Dostrzeganie uroku w codziennych drobiazgach też pomaga – bo po co go sobie odbierać?
    O tej porze roku uwielbiam kwitnące drzewa. 🙂

    Lubię to

    1. ja całą zimę żyłam od weekendu do weekendu, bo w sumie idę do pracy czarno, wracam czarno, to nic tylko siedzieć w domu. Ale teraz dzień dłuższy, energii więcej, nie można ograniczać życia do soboty i niedzieli. Codziennie może być przepięknie 🙂

      Lubię to

      1. Zbych pisze:

        To chyba przekleństwo „naszych” czasów – taka praca od świtu do zmierzchu i wracanie do domu tylko po to żeby się przespać… A przecież są i tacy co w weekendy też tak pracują… i jak tu zachować zdrowie psychiczne w takim młynie…

        Lubię to

      2. Mój tata tak funkcjonuje, on nawet w sobotę musi pobyć w pracy, nie musi,ale idzie. Po co? Bo on jest w takim stanie po tylu latach pracy, że dwa dni bez pracy to wyzwanie, któremu nie chce się poddać. Nie chciałabym tak żyć nigdy.

        Lubię to

      3. Zbych pisze:

        Szczerze… rozumiem go – własna firma to takie trochę „osobiste dziecko”. Człowiek czuje się odpowiedzialny za wszystko i zaabsorbowany 24h/7 (nawet jak całość chodzi niczym szwajcarski zegarek)

        Lubię to

  4. kocia_dama pisze:

    Masz rację 🙂 Jakże często łapię się na tym, że brakuje mi czasu na wiele spraw. Święta są po to, aby się zatrzymać, zadumać nad tym, co ważne i ważniejsze, mieć czas dla bliskich, ale i dla siebie, dla ducha… Może mają nauczyć nas także cieszyć się drobiazgami?

    Lubię to

  5. Też sobie założyłam, że przez te wolne dni nie będę myśleć o przyszłości. Chcę skupić się na tym, co dzieje się teraz. Stop z planowaniem, ileż można sobie tym zawracać głowę. Fajnie by było, gdybym mogła tym myśleniem zarazić rodziców – moja mama na przykład ma nastawienie typu „bez umytych okien święta się nie odbędą” 😉

    Lubię to

  6. Drugi akapit… Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek tak sielankowo spędzała święta. Może były i przyjemne momenty, ale raczej zapamiętałam kłótnie i w tym roku pewnie będą kolejne. Więc jakoś nie potrafię cieszyć się z nadchodzących świąt.
    Co do reszty jednak się zgodzę – każdego dnia może nas spotkać coś miłego, tylko trzeba się na to otworzyć. 😉

    Lubię to

    1. E tam, u mnie w domu święta wyzwalają różne emocje. Sielankowe, i owszem, ale poprzedzają je jakże tradycyjne kłótnie-nie jedz, umyj 66 raz podłogę, czemu śpisz jak ja ciągle piekę, czemu jesteś głodny, albo czemu nie chcesz jeść skoro już to zrobiłam? Czemu siedzimy w domu, czemu leje deszcz, a po co , a dlaczego, a po jakiego grzyba… Oj, zdecydowanie jest miks emocji.

      Lubię to

  7. Przyjemna perspektywa świętowania 🙂 U mnie to zazwyczaj siedzenie przez tv i to nie przy chociażby jakiejś lekkiej komedii, którą wszyscy mogliby obejrzeć… Jest jeden godny uwagi kanał, jak nie to są dwa telewizory i tak święta trwają nadal…

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s