O tym jak stałam się spontaniczną

Tak, wszyscy co mnie znajdą zawsze mogą mnie określić jako osobę spontaniczną, pewną siebie, emanującą wiecznym optymizmem z niezwykłym apetytem na codzienne przygody i wyzwania.

Wróć, to nie o mnie. Ja jestem do bólu zorganizowana, kochająca mieć nad wszystkim kontrolę i lubię wiedzieć co gdzie i kiedy. Nie znoszę, po prostu nie znoszę być spontaniczną.

Ale dość spontanicznie podjęłam ważną decyzję dotyczącą mojej przyszłości. Bardzo ważną decyzję. I bardzo, bardzo spontanicznie.

Może to nie było tak spontanicznie jak myślałam? Przecież te plany podjęłam już dawno, dawno temu. No może nie aż tak dawno? Ale rok temu, nie rok z górką. W każdym razie przez te kilkanaście miesięcy plany zostały planami. Nie zrobiłam kroku do realizacji. I pewnie bym ich nie podjęła, bo ciągle wydawało mi się, że fajnie tak sobie planować. I tylko planować. I sobie dumać. Dumać o tym,że kiedyś to ja się zdecyduję, kiedyś. Czyli wieczne nigdy. Kiedyś czyli znów chciałam by ktoś lub coś podjęło za mnie decyzję. Zdjęło ze mnie całą odpowiedzialność, postanowiło co i jak i tyle.

Aż nagle mnie olśniło. Jak nie teraz to kiedy? Trzeba się ruszać, działać, sprawiać by plany przestały być planami, które nie mają konkretnych ram. Ruch, działanie. Owszem kiedy stoi się w miejscu to się człowiek nie cofa. Ale i zasadniczo nie idzie naprzód. W pewnych sytuacjach nie jest to żadna wada. Ale w tej sytuacji, zaletą nie mogłam tego nazwać.

Zawsze lubiłam wcześniej wszystko wiedzieć. Dokładnie, mieć na papierze, przeliczyć sto milionów razy, a na końcu zrezygnować. Bo nie warto, bo się nie opłaca, bo jest więcej minusów i plusów. Ja chyba naprawdę lubiłam ten stan bycia w ciągłym zawieszeniu. Niby coś tam planuję, jestem niby do przodu, a tak naprawdę od lat nie idę naprzód. Czemu to lubiłam? Sama nie wiem. Brakowało mi i spontaniczności i chyba samodzielności.

Co jest cholernie dziwnie. Tak, dziwne, bo jestem niesamowicie samodzielna w myśleniu. Aż za bardzo i uparta jak ze dwa stada osłów. Ale chyba boję się dużych decyzji. Wolę by ktoś coś za mnie zdecydował, ja mogę wtedy tupnąć nogą, pokazać rogi i pazurki. Ale w  gruncie rzeczy cieszy mnie gdy to ktoś inny dokonuje wyboru. I zdejmuje problem z głowy. Ot, zabiera z sobą wszystkie troski, a ja mogę przestać rozmyślać. Po prostu działam.

Bo ja lubię działać. Ale nie lubię podejmować decyzji.

Teraz to się zmieniło. Podjęłam decyzję. Ważną. Powiedziałam A, powiedziałam B. Czeka mnie jeszcze cały alfabet. Nie będzie lekko. To dopiero początek, ale jakiej drogi!

Jak pewnie wiecie-albo i nie, za dwa miesiące i kilka dni ( jak ten czas leci, dopiero co poszłam zerówki przecież i pokłóciłam z Gosią o kredeczki), kończę 29 lat. W zasadzie wiosen, bo urodziłam się ostatniego dnia wiosny. W każdym razem osiągam wiek stateczny. To ostatni rok kiedy pełne 365 dni mam dwójkę z przodu.  Czas na poważne decyzje. Chyba najwyższy moment.

No cóż, moje życie wygląda jak wygląda. Z pewnymi kwestiami się pogodziłam. Kiedyś myślałam,że będąc na progu trzydziestki będę doglądać budowy własnego domu, rozmyślać gdzie posadzę krzaki malin,a  gdzie stanie huśtawka dla dzieciaków i codziennie kłóciłabym z mężem o kolor ścian w dużym pokoju i obraz, który koniecznie musiałby wisieć w wielkiej jadalni, W tych moich planach 10 lat wstecz przyszłość była naprawdę ciekawa. I taka kolorowa. Jest jak jest. Nie mogę narzekać, ale plany należało zweryfikować.

Nie będzie domu z 4 przestronnymi sypialniami i przeszklonym salonem. Będą skromne dwa pokoiki. W zasadzie jeden będzie jednocześnie kuchnią, jadalnią, salonem i moim kącikiem. Nie będzie ogródka z owocowymi krzewami i oczkiem wodnym. Będzie balkonik, zapewniam będzie tonąć w kwiatach i ziołach. Choć pewnie czasem zamieni się suszarnię, i miejsce gdzie będą odpoczywać koty. A może i Pinky? Mój piesek. Z mojego domu będę miała maksymalnie 5 minut spacerkiem do pracy. Jak dobrze wychylę głowę to zobaczę biuro. Obok jest park, naprawdę, 10 metrów od domu jest park,nowy, śliczny i wielki. 100 metrów od domu sklepiki, troszeczkę dalej centrum handlowe, duże markety, przystanek….

Tak, tak. Podjęłam decyzję. Nie tylko ja, siostra też. Papiery złożone. Oficjalnie figurujemy w TBS-ie, zapisałyśmy się jak tylko dowiedziałam się, że w drugiej połowie roku zaczną się prace nad nowym budynkiem. Pod koniec przyszłego roku o ile wszystko dobrze pójdzie jedno dwupokojowe mieszkanie będzie nasze.

Okazało się, że formalności są proste, parę zaświadczeń i dwie wizyty w biurze, parę podpisów i dużo cierpliwości. Bo jednak mieszkanie będzie oddane za 18-20 miesięcy. Trzeba mieć dużo cierpliwości. I cóż, oszczędzać, oszczędzać, jeszcze raz oszczędzać. Przed wprowadzeniem się musimy wpłacić 30 % wartości mieszkania. I kaucję rocznego czynszu. Ale po szybkich kalkulacjach okazało się ( nietrudno zresztą było dojść do takich wniosków), że dużo prościej będzie nam zebrać te 30 %, plus mały kredyt na meble, niż wziąć kredyt na mieszkanie w całości. Mamy czas, plan oszczędnościowy wdrożony. Pozostało czekanie.

I planowanie. To najlepsza część planu. Już 4 razy pokłóciłam się z siostrą o wystrój. I wiecie co? Te kłótnie szalenie mi się podobają.

4cc71540ce0d1ad5fb29efb3f5b66c78

Ścieżka dźwiękowa- Depeche Mode – Precious

Advertisements

58 uwag do wpisu “O tym jak stałam się spontaniczną

  1. No i pięknie, trzymam kciuki. My cały czas wynajmujemy i marzę o własnych czterech kątach. Niestety, nie jest to proste, ale i tak sobie obiecałam, że będziemy mieć mały domek z ogródkiem.

    Lubię to

  2. No i to jest decyzja, gratuluję i życzę powodzenia 🙂
    Ehh, ja też jak dziecko marzyłam, co będę robić jak będę mieć te dwadzieścia kilka lat, miało być tak pięknie, a wyszło jak jest.
    Masz rękę do urządzania, to na pewno czas oczekiwania Ci przyjemnie na tym zleci 🙂

    Lubię to

  3. Kobieta pisze:

    Ale TBS to nie będzie nigdy Twoją własnością, tylko jak potem wykupisz bynajmniej u nas tak było. Niniejszym gratuluję, własny kąt to super sprawa, zwłaszcza tym wieku 🙂

    Lubię to

    1. tak,można wykupić po 15 latach. Ale ja raczej dzieci mieć nie będę, więc komu mam zostawić mieszkanie? Brać kredyt by potem ewentualne dzieci brata miały spadek? Bez sensu. Jak nam się życie zmieni to wybieramy wkład nasz, oddajemy mieszkanie i robimy co chcemy. Bez ogromnego kredytu. Jak coś nam sie zmieni to zabieramy pieniądze i tyle. Nie zostaniemy z kredytem,że po sprzedaży mieszkania starczy na spłatę zadłużenia i tylko tyle. Tak racjonalniej. A lepiej niż wynajem, bo do śmierci nikt mnie nie wyrzuci 😉

      Lubię to

      1. Katarina pisze:

        TBSowe mieszkanie można wykupić?????
        Pierwsze słyszę, chyba, że prawo jest różne w tej kwestii w zależności od województwa, u nas ( mazowieckie ) miało tak niby być, ale na razie nie ma o tym mowy. Mówili najpierw, że zmienią przepisy, żeby można było je wykupować, ale pomysł zdechł śmiercią naturalną…

        Lubię to

      2. aha i wykupić może tylko osoba/osoby, które widnieją we wniosku. Czyli ja albo siostra. Na przykład dzieci mojego brata, czy inni krewni już nie. Nawet ewentualny mąż czy narzeczony nie miałby żadnych praw do mieszkania, w tej sytuacji w jakiej my teraz jesteśmy. We wniosku jesteśmy my, i tylko my możemy sobie wykupić A to prawo obowiązuje w całym kraju, to znaczy ułatwienia w kwestii wykupu 😉 Od 2 lat obowiązuje 😉

        Lubię to

      3. Katarina pisze:

        Nie wiedziałam, dzięki za info.
        Kiedyś bardzo interesowałam się TBSami, w obecnej sytuacji jednak nie są mi już potrzebne:)

        Lubię to

  4. Zbych pisze:

    No, no taka decyzja, iż rzekłbym nawet „kamień milowy” 🙂
    Co do kwestii wkładu własnego i kredytu masz bardzo racjonalne podejście – decyzję o oficjalnym założeniu kredytowej pętli powinno się jak najdłużej odkładać w czasie by zobowiązania finansowe były jak najmniejsze a i ewentualne „odkręcanie” niepotrzebnego kredytu (gdy zaistnieją jakieś nagłe i spektakularne zmiany życiowe) jest niezmiernie uciążliwe. Nie ma się co oszukiwać – kredyt mieszkaniowy to „pętla” bardzo dłuuuugoterminowa a życiu jak to w życiu – na 100% pewne są tylko śmierć i podatki 🙂 Oszczędności zawsze ma się ze sobą niezależnie od lokalizacji lub można je przeznaczyć na inny cel.

    Lubię to

    1. Tak myślę, to znaczy mam w rodzinie kuzynkę, 13 lat temu kupiła 80 metrowe mieszkanie, na kredyt na…. 50 lat. Rozwiodła się z mężem, ale kredyt został. 4 lata czekali aż ktoś je kupi. Po sprzedaży okazało się, że po tych 13 latach spłacili odsetki od kredytu. Nie zostało im ze sprzedaży nic, ani grosza 😦
      Także myślę,że nasza decyzja trochę mądrzejsza. Wolę zapłacić 60o zł czynszu,ale bez kredytu na 30 lat, dwa razy większego. kredyt weźmiemy tylko na wyposażenie-TBS-y są fajne,bo są pod klucz,są kuchenki, armatura,podłogi, ściany malowane,drzwi.

      Lubię to

      1. Zbych pisze:

        Właśnie… niczego nie da się przewidzieć, chociaż i tak dobrze że wyszli na „0” bo znam podobne przypadki, gdzie skończyło się mocno na minusie (wartość mieszkania przy sprzedaży sporo niższa niż w momencie zakupu).
        Trochę niedoczytałem że to chodzi o TBS – w takim razie jak będziecie odbierać to posprawdzajcie dokładnie okna. Z TBSami to niestety trochę loteria (jak to zawsze z budowami „po kosztach”), dużo zależy od województwa i nawet nie chodzi mi o wykonanie, bo fuszerki zdarzają się zawsze, ale bardziej o najtańsze materiały (z oknami jest właśnie najgorzej, bo jak lipnie zamontowane albo wypaczone to wymiana jest na max upierdliwa gdy mieszkanie „pod klucz”).
        Dobra, koniec czarnowidztwa – trzymam kciuki by wszystko się udało jak zaplanowałyście i przejęcie nieruchomości odbyło się bezboleśnie 🙂

        Lubię to

      2. oknami to się nie martwię, bo wiem kto robi 😉 Co jak co, ale w tej branży znam już wszystkich lokalnych producentów i akurat tamtej firmie nic nie mogę zarzucić 😉 U nas jest 5 budynków TBS,powiem szczerze,że są często ładniejsze niż te od dewelopera obok … Mają fajne, nowoczesne projekty, duże okna, duże balkony. Stoją-najstarszy ma 12 lat i powiem Ci, że wygląda dużo lepiej niż ten obok,prywatny, a parę lat młodszy. Znam tych co mają tam mieszkania i nie narzekają. Wiadomo, nie jest to luksusowy apartamentowiec, ale akurat u nas jest w porządku. Można porównać śmiało do ofert z rynku pierwotnego i nie widać różnicy. Wiadomo, marmurów nie ma, ale nam starczy, przynajmniej na początek drogi życiowej:)
        Też znam takich co po sprzedaży mieszkania jeszcze do kredytu musieli dopłacać…. Im pomogło to,że parę lat mieszkanie było wynajmowane za wysoką cenę, i mogli spłacać kredyt i odkładać na przyszłe raty,więc w sumie im wyszło na zero. Ale bez tych oszczędności,pewnie wyszliby gorzej 😦

        Lubię to

      3. Zbych pisze:

        OK, jak „swojacy” to w porządku 🙂
        Nadmieniłem z tymi oknami bo ze 3-4 lata temu była taka sytuacja w Krakowie, że na budowę przywieźli całą partię uszkodzonych okien (uszczelki) i jak potem gadałem z kierownikiem budowy to się okazało, że po reklamacji producent nawet nie odwiózł ich na magazyn tylko od razu opchnął za 70% ceny do TBSów na Łagiewnikach.
        A marmury są przereklamowane – chyba że się ma ambicje zatrudniać służbę, wtedy jak najbardziej pasują 🙂

        Lubię to

      4. Tutaj zawsze jedna firma robi, kupuje u nas okucia, więc wiem,że robią uczciwie. Ale tak naprawdę fuszerki można znaleźć wszędzie, nawet w super budynkach po 12 tysięcy za metr. Trzeba zachować czujność 😉

        Lubię to

  5. katasza pisze:

    Super, gratulacje i powodzenia! 🙂
    TBS to też jakaś opcja, co prawda trzeba trochę wpłacić i czynsz jest wysoki, ale stabilniejsze niż wynajem na rynku i nie wiąże tak jak kredyt, większe kredyty jednak są ryzykowne i kosztowne. Cierpliwości to faktycznie wymaga, tyyyle czekać, ale z drugiej strony od dewelopera też się kupuje na etapie projektu, szukanie na rynku wtórnym tak samo potrafi trochę zająć… będzie za to czas na przygotowanie finansowe i planowanie.
    Mnie się marzyły jadalne roślinki na balkonie, jakieś pnące pomidorki czy coś, a póki co ledwo jakieś pelargonie wsadziłam, muszę się dopiero dowiedzieć, co by mogło tam rosnąć. Musi być też stoliczek i krzesła rozkładane, żeby móc sobie posiedzieć, ale na razie nie mam głowy, przez gołębie wręcz mnie ten balkon obrzydzał. :/

    Lubię to

    1. Ja na razie mam bratki, bałabym się pelargonii teraz sadzić, po 3 ogrodnikach bratki zamieniam na surfinie, teraz ma śnieg jeszcze padać w czasie świąt 😦
      Wpłacę w sumie tyle samo dokładnie co wkład własny do kredytu, tyle, że potem zapłacę 600 zł czynszu, a nie 1,5 tysiąca kredytu. A jak nam życie jakoś zmieni, to oddaję mieszkanie i dostaję swój wkład. Nie zostanę z kredytem i brakiem mieszkania. Kredytu większego niż 20 tyś na meble nie chcę brać. A nie mam sytuacji takiej,że muszę dziś, jutro , za miesiąc, czy nawet za pół roku mieć mieszkanie, bo przecież dzieci mi nie płaczą, brzuch nie rośnie. Mieszkać gdzie mam, na głowę nie kapie. A mogę spokojnie jak najwięcej odłożyć i mieć jak najmniejszy kredyt dzięki temu 😉 Owszem gdybym musiała, to wzięłabym kredyt i zamieszkała na swoim, ale to w naszej sytuacji jednak bez sensu.

      Lubię to

      1. katasza pisze:

        Uwierzyłam pani na targu, że już można pelargonie sadzić, najwyżej będą musiały dostać schronienie na werandzie. 😉 O surfiniach słyszałam, że ładne, ale bardzo lubiane przez mszyce…
        Jestem zdania, że kredyt to takie zło konieczne, często sensowne wyjście, ale najlepiej żeby był jak najniższy.
        W Polsce obecnie chyba tylko ten tbs jest taką bezpieczną alternatywą między zakupem a wynajmem, a i tak trochę trzeba mieć odłożone…
        Na meble można trafić i na atrakcyjne raty, więc to już mały problem. 😉

        Lubię to

      2. Ja kocham pelargonię, rok temu miałam zwisające na 1,5 metra w dół. Ale wsadziłam je w połowie maja, bo one jednak wrażliwe są na nocne przymrozki i w ogóle na chłód. Na Twoi miejscu schowałabym je jeszcze w cieplejsze miejsce-przynajmniej na noc. Surfinie miałam i mszyc nie widziałam na nich. Tyle,że one bardzo słońca potrzebują. Mi się lepiej pelargonie uprawia 😉
        Nie jestem wielką przeciwniczką kredytów, ale na pewno nie chcę brać kredytu na całość mieszkania. Na TBS muszę mieć tyle co na wkład własny do kredytu, tyle, że zamiast kredytu będę miała czynsz i ostatecznie ta „rata” będzie dwa razy mniejsza. Co dla mnie jest wielkim plusem 🙂 No i w razie zmiany planów, to zawsze dostanie się to co się włożyło, a po sprzedaży mieszkania z kredytem często zostaje się z niczym….
        Już wiem gdzie są fajne meble, więc odpadnie mi długie szukanie i porównywanie 😉 Najwięcej na pewno wydam na kuchnię 😉 Reszta to mniejszy kłopot 😉

        Lubię to

      3. katasza pisze:

        Niestety, przy zakupie na kredyt mieszkanie musiałoby bardzo dużo zyskać na wartości, żeby w razie sprzedaży nie być stratnym (chyba że było kupowane pod wynajem, ale to inna kategoria). :/ Kiedyś wierzyłam, że to może być dobra inwestycja, ale wtedy jeszcze nie byłam świadoma, ile trzeba oddać. 😛 Najgorsze, że w razie problemów bankowi może nie wystarczyć zastawiona nieruchomość.
        Z obserwacji widzę też, że szybko sprzedać można tylko albo mieszkanie wyjątkowo atrakcyjne, albo po zaniżonej cenie – a czasami cena spada, a ogłoszenie wisi i wisi…

        Lubię to

      4. Niestety, moja kuzynka sprzedawała i sprzedawała. Ale ona akurat zaszalała z tym kredytem i zrobiła tak pięknie mieszkanie, że chciała sobie wszystko w cenie zrekompensować. I czekała na głupiego co tyle da. Jak ktoś ma dużo luźnej gotówki i kupuje nie na kredyt, a na wynajem to ma fajną inwestycję. Ale na kredyt to w sumie wynajem pokrywa tylko kredyt. A jak jest przerwa w wynajmie to już gorzej…

        Lubię to

  6. Kiki pisze:

    fajny taki wieszak na klucze, dla tych co gubią. albo takie szafeczki są.
    ciekawy wpis…taa…znam z autopsji tę chęć, żeby inni podejmowali decyzje a ja będę marudzić…
    czasem nie chcemy się w nic angażować bo oczekujemy pełnej gwarancji sukcesu.
    ale przecież życie nikomu takich gwarancji nie daje…

    Lubię to

    1. Pewna jest tylko śmierć i podatek. I tyle. Wszystko inne jest niestety niewiadomą, ale i tak ja wolałabym wiedzieć wcześniej jak to będzie. Z wiekiem coraz ciężej mi podejmować ważne decyzje. Oj, ciężko.

      Lubię to

  7. Plany… życie często ma inne od naszych własnych. Ja kiedy pomyślę o czym marzyłam dawno, dawno temu ech… Teraz pozostaje mi walka o zdrowie jako takie. Ale gratuluję mądrej decyzji 🙂

    Lubię to

  8. To ogromne gratulacje! Własne, nowe mieszkanie to wielki krok w życiu każdego! Oby szło Wam wszystko po Waszej myśli – ani się nie obejrzycie a będziecie musiały wybrać kolory ścian, wzór paneli, płytki, fronty szafek… Doświadczenie z remontem i urządzaniem mieszkania już masz, ale co swoje to swoje 🙂

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s