Doceń siłę natury

Hanka od dziecka uważała, że nie jest tak atrakcyjna jak jej mama i starsza siostra. Gabrysia była idealna, szczupła, o bujnych kręconych włosach w kolorze winnego brązu. Do tego miała twarz aniołka. Każdy na jej widok od urodzenia mdlał i wzdychał i tracił rezon. No, ok, Hania bardziej przypominała babcię Danusię, czyli miała solidne kości, miała też po niej rude, proste włosy i piegi. Ale czy to czyniło ją mniej atrakcyjną? Hania była ładną, wesołą i mądrą dziewczynką o wspaniałym charakterze. Mimo wszystko ciągle zazdrościła siostrze, uważała,że zdecydowanie Matka Natura się nie postarała. Od gimnazjum podkradła siostrze kosmetyki byleby zatuszować za małe -jej zdaniem usta, i za wydatne oczy. Wiecznie była na diecie, głód oszukiwała litrami wypijanej wody z listkami mięty i plasterkami cytryny, ale waga nie chciała ani drgnąć. I słusznie, bo dość trudno jest schudnąć z kości. Hania zaczęła farbować włosy, nakładała na twarz tony za ciemnego podkładu, byleby ukryć złociste plamki na nosie. Godzinami szukała informacji o typie sylwetki i sposobach na dodanie sobie paru centymetrów- ach, jaka szkoda, że mama krzyczała na nią za każdym razem gdy próbowała wyjść do szkoły w butach na niebotycznie wysokich koturnach. Albo gdy 10 raz w miesiącu wyciągała mamę na zakupy po jeansy, które idealnie uniosą jej zapadnięte pośladki, a jednocześnie „znikną” jej zdaniem mało zgrabne łydki. W liceum Hania zapisała się na zumbę, biegała, jeździła godzinami na rowerze i rolkach, wydawała całe kieszonkowe na suplementy diety, i kosmetyki. Byleby schudnąć i osiągnąć magiczne 48 kilogramów. Byleby jej włosy zaczęły się kręcić, a pupa wyglądała jak u amerykańskiej celebrytki. No i ten biust, Hania marzyła by zmniejszył się połowę. Hania latami dążyła do ideału. Nigdy się sobie nie podobała. Bo jak to, piegowaty rudzielec, który ma grube łydki, za długie palce, i dziwne szare oczy może być atrakcyjny? Hania nie czuła się kobieco, pięknie i odpowiednio. Ciągle walczyła z Matką Naturą. I chociaż ma dziś 25 lat ciągle wierzy, że ją przechytrzy i będzie wyglądać jak sobie wymarzyła.

Gabrysia, tak, ta urocza, śliczna, z puszystym brąz lokiem i idealną figurką. Gabrysia wyglądała jak modelka, taka wysoka, taka patykowata, o buzi, o której namalowaniu mógłby marzyć sam mistrz Leonardo. Gabrysia wiedziała, że od dziecka się podoba. Innym. Bo kiedy ona patrzyła w lustro nie widziała nic pięknego, wręcz przeciwnie. Gabrysię irytowały jej anielskie rysy, te niebieskie oczka, pełne usta i wydatne policzki. Jej zdaniem usta były za duże, wyglądające na sztucznie, a oczy zaś za banalne. Gabrysi nie podobały się jej włosy, loki są w końcu takie trudne w utrzymaniu. Z zazdrością patrzyła na proste i rude włosy siostry. Marzyła by jej włosy przestały się skręcać w niekontrolowane loki, których nie znosiła i godzinami prostowała. Gabrysia zazdrościła też siostrze kobiecych kształtów, kuszących bioder i pełnego biustu. Odkąd straciła nadzieję,że naturalnie wszystko urośnie i się zaokrągli tu i ówdzie, została mistrzynią w kreowaniu sztucznej talii i tricków na powiększenie biustu. Nie kupowała tego co się jej podoba, tylko to co zatuszuje jej braki. Dziewczyna nie znosiła też swoich stóp. Uważała, że są za duże. Gabi nosiła rozmiar 42. Nigdy, dosłownie nigdy, nie założyła sandałów. Uważała, że wygląda jak kosmita, albo co najmniej nurek. Dziś Gabrysia zamieniła się w Gabrielę. Ma dobrą i odpowiedzialną pracę, udany związek, ale wciąż uważa, że nie jest atrakcyjna. Zupełnie nie rozumie jak ktoś może ją podziwiać, oglądać się za nią na ulicy i prawić komplementy, czy świat naprawdę nie widzi, że ona ma tyle wad i tyle walki musi stoczyć z Matką Naturą by wyglądać jako tako. Jedynie jako tako.

Wiele z nas jest jak Hania i Gabrysia. Bądźmy szczere, lubimy szukać w sobie wad i narzekać. Na za krótkie nogi, nieidealną wagę, za cienkie włosy, niezbyt pełne usta i lekko odstające uszy. Lubimy same siebie krytykować, same dla siebie jesteśmy niemiłe. Same sobie jesteśmy wrogami. Za często. Pamiętam tę scenę, miałam 7 lat, mama była u fryzjera, nie miała co ze mną zrobić, albo raczej nie miała co zrobić z moim paromiesięcznym bratem, poszłam z nią do tego fryzjera,by bawić brata w wózku. Mamy fryzjerka zachwycała się nami, ale powiedziała – taka urocza córeczka, a ma takie mysie włosy. No taka mysza, szczur czy inny gryzoń. Wiecie co? Nigdy, przenigdy, a mam już praktycznie 29 lat,nie pomalowałam włosów. Nie zmieniłam koloru, chociaż jest totalnie nijaki. Ale za to jaki wyjątkowy. Zimą robi się ciemniejszy, latem tańczy w nim słońce. Pewnie, mogę zazdrościć siostrze naturalnego ciemnego brązu, albo czerni bratu, ale co mi to da? Jestem chodzącą myszą. I dobrze mi z tym.

Pamiętacie jak w sklepie usłyszałam, że mam super figurkę, ale w ogóle nie mam biustu? Tak, jestem wagi piórkowej, do tego nie posiadam żadnych kobiecych atrybutów. Można mnie pomylić z gimnazjalistą. Nie przeszkadza mi to jednak nosić do pracy dresowej, bardzo luźnej bluzy, na przekór chyba wszystkim zasadom. Bo powinnam nosić dopasowane rzeczy, koniecznie wzorki na górze, a na dole buty i spodnie w jednym kolorze. Zdecydowanie odrzucam wszystkie zasady. Jestem myszą. Taką małą, drobną myszką, co bywa niewidzialna. A to, że mało kobieca? Matka Natura wiedziała co robi, gdybym była posiadaczką biustu Salmy Hayek i chłopięcych chudości wyglądałabym hmm, nieadekwatnie z każdej strony. A tak jestem myszą.

Gdzieś usłyszałam,że powinnam schować swoje piegi. Bo to takie dziecinne. Możliwe, ale ja je uwielbiam. Uwielbiam letnią porę gdy pojawia się ich jeszcze więcej. Nie mogę się doczekać gdy znów moją buzię rozświetli masa złocistych plamek.

Uwielbiam moje oczy. Są takie dziwne, nikt nie wie, zielone one czy brązowe? Kto tam wie, i co z tego? Może nie mają określonego koloru,ale są moje. Łączą dwie rodziny. Zieleń mamy, i brąz taty. Do tego bujne rzęsy, które same z siebie wyglądają jak pomalowane dobrym tuszem. I brwi, które są tak czarne, że aż lśnią.

Nie będę kłamać, nie lubię bladości swojego lica. Nie dlatego, że mi nie pasuje,bo pasuje idealnie , tylko dlatego, że żadna firma nie wymyśliła tak trupiego koloru podkładu do twarzy. Jeżeli kiedyś traficie na  odcień- Magdalena, to znaczy, że ta biel jest moja, inspirowaną moją trupią karnacją. Na poważnie mam z tym problem. Słońce mnie nie muska, lato czy zima, wyglądam jak szczur. Szczur, mysz, jeden gryzoń.

Nie mówię byśmy porzuciły wszystkie kosmetyki i zapomniały o pewnych trikach, które pozwalają nam ukryć jakiś mankament. Ale by nie popadać w przesadę i nie spędzić życia na dążeniu do ideału, którego nie ma. Zawsze zazdrościłam mamie pięknych loków. Niestety moje włosy są najbardziej prostymi włosami na świecie, moim włosom nawet prostownica się kłania z szacunkiem. Nic to, na studniówkę zamarzyłam sobie burzy loków. poszłam  do fryzjera. Wróciłam do domu, głowa pod kran, i po fryzurze. Wyglądałam jakby strzelił mnie piorun, albo nie, dwa pioruny. Matka Natura wiedziała co robi.

Spójrzmy na siebie życzliwiej. Znajdźmy swoje atuty i cieszmy się swoim naturalnym pięknem.Bo jesteśmy piękne.  I te w lokach, i te z krzywymi nogami. I zamiast szukać kolejnych wpadek Matki Natury uśmiechnijmy się do siebie w lustrze. Zamieńmy nasze drobne niedoskonałości w zalety. Siła tkwi w naturalności.

fdd2e8cfcf62427eb33ea9fd604c3003

Rabble proponuje kod rabatowy do Sephory. Nowy, wiosenny zapach idealnie będzie kontrastował z naturalnym makijażem 🙂

Ścieżka dźwiękowa-  Maanam – Lipstick On The Glass

Advertisements

32 uwagi do wpisu “Doceń siłę natury

  1. Ja siebie lubię taką jaka jestem☺ mam mankamenty ale pogodzilam się z tym zawsze mogło być gorzej😊 jedyne co mnie irytuje to pytanie kiedy Zamierzam schudnąć po ciąży jak mi jest z tym dobrze choć wiadomo mogloby być lepiej to co komu do tego. Takie pytania prowadzą do tego że zamiast lubić siebie zaczynamy widzieć tylko nasze słabe strony… niektórym brak taktu…

    Lubię to

  2. Ja się staram siebie akceptować. Nie zawsze jest to proste, bo mam nadwagę i problemy z cerą pomimo moich 26 lat. Ale mam piękne długie włosy, oczy w kolorze morskim i dość pełne usta, które lubię podkreślać kolorowymi szminkami. Nie dąże do rozmiaru s, bo wiem że przy mojej budowie to jest nierealne. Cieszę się tym co mam piękne i tym, że inni mnie akceptują taką jaka jestem.

    Lubię to

  3. Blueberry pisze:

    Przyznam, że to ciekawe jak działa współczesny świat – ostatnio jest jakaś akcja w internecie pt. selfie bez makijażu i blogerki piszące: „Czy byś się na to odważyła? Czy weźmiesz udział w zmianie postrzegania kobiecego piękna?”. To my naprawdę potrzebujemy takiej akcji, żeby móc wrzucić fotkę do sieci bez makijażu albo wyjść tak na ulicę?
    Przyznam, że szkoda by mi było życia na zastanawianie się co ktoś sobie pomyśli jeśli pokażę się bez niczego na twarzy. Tak samo jak szkoda mi czasu na bardziej skomplikowany makijaż niż przeczesanie brwi i tusz na rzęsy. I nie, nie mam idealnej cery (ale mam hennę, to fakt) 😉

    Druga taka sytuacja to kiedy ludzie patrzą na moje kręcone włosy i stwierdzają, że są mega fajne, ale pewnie chciałabym mieć proste (bo przecież to taki standard – każdy chce mieć inaczej niż ma ;)). Na co ja odpowiadam, że chyba sobie żartują – kto by chciał proste, skoro może mieć takie kręcone :p Prostuję je raz-dwa razy w roku, jak jestem u fryzjerki na dłuższym zabiegu i mam ochotę na dwa dni zmiany. Ale zawsze po tych dwóch dniach z ulgą przyjmuję powrót loków. A gdybym miała sama prostować codziennie (jak to robią niektóre znajome) to chyba bym zwariowała…
    Pewnie, że nie są idealne – plączą się, ciężko je ułożyć w cokolwiek itd. ale są moje i są wyjątkowe.

    Zawsze staram się sobie zadawać pytanie jakie dana rzecz będzie mieć znaczenie za np. 30 lat. Czy będę zwracać uwagi na mały biust i pryszcza na policzku ze zdjęć z wakacji czy raczej będę wspominać ten wiatr we włosach na żaglach, wszystkie uśmiechy i ludzi, z którymi wtedy byłam?
    W życiu mamy tyle fajnych rzeczy do zrobienia, że warto skupić się na tym co ważne, co będzie warto wspominać i jak nas wspominać będą ludzie.

    BTW, też mam nieokreślone oczy – raz niebieskie, raz zielone 🙂 Czasem szare. I również bardzo lubię moje piegi, choć niestety w połączeniu z problemami skórnymi mogą powodować wrażenie, że mam nieco „brudną” twarz.

    Lubię to

    1. o, to witaj w klubie, ja też mam brudną twarz 😉 Co jeszcze bardziej podkreśla moja bladość, każdą niedoskonałość widać z daleka. Ale cóż, moja siostra rano robi sobie makijaż przez 25 minut, mi szkoda czasu, 3 minuty to maksimum 😉 Nie mam problemu by wyjść soute do ludzi, ale widzę, że niektóre z nas mają. A moja przyjaciółka ciagle tropi swoje wady. Jejku, to już jest smutne, szczupła, ładna, zadbana, a non stop narzeka, na wszystko w swoim wyglądzie. Tego nie zje, tamtego nie ruszy bo pogorszy figurę, masę pieniędzy zostawia u kosmetyczek, a szczerze mówiac po tych zabiegach wygląda gorzej niż naturalnie.

      Lubię to

      1. Blueberry pisze:

        Niektóre siostry już tak mają 😉 Moja np. lubi sztuczne rzęsy. Mogę się zgodzić, że to wygodne, ale już pisałam ostatnio, że wyrzucanie kasy bez sensu. Plus akurat te jej wyglądają… sztucznie 😉 Ale jak chce to niech sobie je nakleja.
        Nikt nie jest idealny, szkoda, że niektórzy tego nie akceptują do wiadomości. Plus rozumienie piękna i jego ocena to również bardzo subiektywna sprawa.

        Lubię to

      2. moja siostra to już przesadza, w ilości kosmetyków i walki z naturą 😉 Ja to się dziwię jak można mieć dwie półki, dwie tylko i wyłącznie produktów do włosów, a potem i tak na nie narzekać 😉 ja już nie walczę z tym co mam, ba, wręcz doceniam,,.że mam 2 nogi, 2 ręce i oczy, które widzą. A reszta to dodatek;0

        Lubię to

  4. Trudno akceptować siebie, zawsze łatwiej wyliczyć to co nam się w sobie nie podoba. Ja się dziwię, jak ktoś mi mówi komplementy, jakbym ja w lustrze widziała kogoś innego. Potrafię przyznać, że mam w miarę ładne nogi i dekolt, ale poza tym to nie rozumiem reszty rzeczy, które słyszę 😛

    Lubię to

  5. kobieta na szpilkach pisze:

    Super napisane. Zawsze coś byśmy chciały w sobie zmienić nie dogodzi normalnie. Ale jesli zachowamy w tym zdrowy rozsądek to można pokazać he he ja tez zawsze chciałam miec kręcone włosy i starszego brata

    Lubię to

    1. Chciałam starszego brata to dostałam młodszego, jeszcze o idealnie czarnych włosach 😉 Ale nie narzekam na los. W sumie to lubię siebie. Chociaż nie jestem Angeliną Jolie i nawet nie dorównuję jej małemu paluszkowi, to kurcze, fajnie mi samej z sobą:)

      Lubię to

  6. kocia_dama pisze:

    Trafiłaś w sedno 😉 Najważniejsze to pokochać siebie, co nie zawsze jest łatwe. Ja akurat od lat prostuję swoje loki, nie mogę na siebie patrzeć w lustrze, gdy mam kręcone włosy, choć wszyscy wokół mówią, że wyglądam świetnie 😀 Chyba każda z nas ma jakieś mankamenty, które chciałaby zatuszować, albo poprawić, a przecież najważniejsze, to czuć się dobrze w swojej skórze 🙂

    Lubię to

    1. Mi przeszło marzenie o lokach, jak w końcu siebie w nich zobaczyłam 😉 Ale nie mówię oczywiście by zostać całkiem naturalną i nie używać żadnych kosmetyków i trików;) Sama muszę tuszować drobne niedoskonałości, ale jak nie zatuszuję to nie czuję się gorszą wersją siebie 😉 Nie, zdecydowanie nie:)

      Lubię to

  7. Julka pisze:

    mam wrazenie ze mężczyźni nie mają takich problemów a na pewno nie na taka skalę ale to już inny temat. a tak ogolnie tk ja też jestem zdania, że nie ma brzydkich kobiet, sa tylko kobiety zaniedbane.

    Lubię to

  8. Ja także do niedawna bylam pelna wad i skupailam sie na nich. Ale wiesz co? kocham kolor swoich oczu i swoje wlosy, to jakei są grube, zdrowe, ladne, farbuje je dlatego ze lubie czerwone wlosy nie dlatego ze moj kolor mi sie nie podoba (farbowalabym je nawet jakbym byla naturalnie ruda bo rudy to nie czerwony) uwielbiam swoje palce, dlugie i smukle, zdrowe ladne paznokcie szyje, ramiona, usta i nosek. Jest pelno rzeczy ktore w sobie uwielbiam a odkrylam to dopiero niedawno 🙂 Warto kochac siebie i to jak sie wyglada 🙂

    Lubię to

  9. Zbych pisze:

    Kiedyś czytałem takie trafne spostrzeżenie na temat kobiecej samooceny (niestety nie pamiętam czyje, ale to był na pewno ktoś znany i w dodatku kobieta): że kobieta nawet jak jest idealna i absolutnie niczego jej nie brakuje to i tak podświadome będzie szukała swoich wad, a jak nie znajdzie to w końcu jakąś wymyśli…
    Czemu faceci nie mają mają takich problemów? Oni w większości po prostu szybko swoje wady akceptują i przestają na nie zwracać uwagę – coś w stylu, że jak jest problem to trzeba go rozwiązać, a jak się nie da, to trzeba to przyjąć do wiadomości i przestać się daremnie przejmować.

    Poza tym biorąc pod uwagę postępującą łatwość w dostępie do możliwości trwałej ingerencji we własny wygląd i patrząc jakie wizualne standardy są hołubione nie tylko w wirtualnym świecie śmiem twierdzić że za kilka lat wszystkie kobiety będą wyglądały jak „z taśmy cięte”. Taka moja smutna refleksja po ostatniej wizycie w stolicy, gdzie podczas pewnego spędu towarzyskiego w „super trendy miejscówce” czułem się jakbym trafił do II części Gwiezdnych Wojen (kto zna to złapie aluzje 🙂 )

    PS: A piegi to już w ogóle nie rozumiem po co maskować – przecież są sexy

    Lubię to

    1. moja mama uwielbia tropić tego samego chirurga u znanych pań. Bo nie oszukujmy się, są osoby, które wyglądają jak zdjęte z taśmy z jakiejś fabryki urody. Dla mnie to nie jest nic pięknego, ale niestety takie są standardy, taki sam nos, czoło, i usta. Eh, szkoda,że jakoś tak mało w nas pewności siebie. Jak widać trzeba się tego uczyć od mężczyzn 🙂
      Ja to cierpię jak mi piegi zimą bledną,oj cierpię:)

      Lubię to

  10. Kiedyś ciągle doszukiwałam się braków w swoim wyglądzie. Dzisiaj wiem, że one istnieją, ale przecież nie jest tak, że człowiek składa się z samych wad. Może i mam małe cycki, ale za to jestem szczupła. Kiedyś cały czas patrzyłam na to, co jem i jadłam jak najmniej, dzisiaj jedzenie uwielbiam. Myślenie można zmienić na szczęście 🙂

    Lubię to

    1. Dokładnie, wszystko jest w naszej głowie. Zresztą ja uważam,że są naprawdę piękne buzie, ale jakieś takie smutne, pozbawione blasku, zdecydowanie nie dające się lubić i podobać. Wolę kogoś kto ma jakąś wadę, ale za czyni go to charakterystycznym i ciekawym;)

      Lubię to

  11. Zgadzam się w 99%! Trzeba siebie pokochać i akceptować taką jaką sie jest :). Jednak mój mysi kolor włosów nieco rozjaśniłam i muszę przyznać, iż od tamtej pory nie wracam już do naturalnych włosów, bo jak tylko próbowałam, robiłam się jakaś sto razy bardziej smutniejsza.

    Lubię to

  12. katasza pisze:

    Niedawno koleżanka, przeżywając jakiś swój defekt, który widzi tylko ona, zapytała, czy mam coś, co mi się we mnie nie podoba – długo mogłabym wymieniać, zawsze, gdy zniknął jeden problem, wynajdywałam sobie kolejny, ale już dojrzałam do tego, żeby się tym tak bardzo nie przejmować. Trochę dało mi też do myślenia, kiedy włączałam się do rozmów na temat walki z trądzikiem, a ludzie, którzy mnie znali również za nastolatki, twierdzili, że przecież żadnego trądziku nie miałam – nie był jakiś dramatyczny, ale był, a nikt po latach tego nie pamięta! Mojej krzywej klatki piersiowej koleżanka też jakoś nie widziała, mimo że widywała mnie w bikini.
    Oczywiście uważam, że można, a nawet wskazane bywa tuszować albo i poprawiać coś, co nam przeszkadza, ale bez obsesji i z uwzględnieniem swojego typu urody i budowy ciała – tych ostatnich można nie lubić, ale nie ma wyjścia, albo zaakceptujemy, albo będzie jak u dziewczyn z Twojej historii. Ja zawsze chciałam wtapiać się w tłum, to nie byłam o głowę wyższa od rówieśniczek i do tego miałam bujne kręcone włosy, no i nie mogłam ważyć tyle ile najchudsze z tych niskich koleżanek. Obecnie nie lubię m.in. swoich rysów twarzy, ale gdy myślę, co konkretnie chciałabym zmienić, to nie wiem – bo gdybym zmieniła sobie kształt żuchwy czy kości policzkowych, mogłyby przestać pasować do reszty, a zupełnie nowa twarz już nie byłaby moja. 😉 Za to zalet też trochę znajdę. 😉 Niektóre mogą być zaletami tylko dla mnie, ale ważne, że są – gdy ktoś zauważa, że moje stopy są nieproporcjonalnie małe, to mi to nie przeszkadza, bo ja je za to lubię, gdyby ktoś krytykował mój mizerny biust albo nijaki kolor oczu też bym się nie przejęła, gorzej, gdy ktoś trafia w czuły punkt.
    Pamiętam jedną dziewczynę, która mnie obsługiwała w jakimś serwisie samochodowym – miała delikatny makijaż, w tym róż, a spod tego przebijały jej piegi – to było takie śliczne i urocze, że żałowałam, że ja piegów nie mam. 🙂
    O włosach często się mówi, że kobiety z kręconymi chcą mieć proste i na odwrót, ale nie jestem przekonana, że to tak działa. Ja tam jako dziecko mając proste chciałam mieć fryzurę na chłopaka, potem mając kręcone marzyłam o prostych i nieważne, że się ludziom loki podobały, a gdy zaczęły znowu rosnąć proste, byłam wdzięczna za tę zmianę nawet, gdy złościłam się, że żyją swoim życiem i wyglądam jak rozczochrany terier. Za to kolor chętnie zmieniłabym na blond albo takie właśnie nijakie, ale mój naturalny jest akurat dobrze dobrany, więc nie kombinuję. 😉

    Lubię to

    1. o, moja przyjaciółka ciągle narzeka na swój trądzik i stan cery-i mi mówi-ale co ty tam o tym wiesz, ty nie masz tego problemu. No jak to, przecież mam trądzikową cerę? 😉 Widocznie dla niej moje niedoskonałości to dosłownie jeden pryszcz, a nie tam jakieś wielkie problemy z którymi ona się zmaga 😉 Właśnie, co my postrzegamy jako wadę, inni widzą jako naszą zaletę, albo znak rozpoznawczy. Nie ma co się przejmować, a patrzeć na siebie życzliwie i częściej się uśmiechać,nawet do swoich wad:)

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s