Spirit. Po prostu.

We’re going backwards
Turning back our history
Going backwards
Piling on the misery

Nie chciałam opisywać swoich wrażeń tak od razu. Tak na szybko, nie chciałam opisywać pierwszych wrażeń, po pierwszym pełnym odsłuchaniu. Dziś. kiedy minęło trochę czasu, i na koncie mam 7 odsłuchań od pierwszej do ostatniej nuty,mogę powiedzieć coś więcej. Na tę płytę czekałam od ostatnich 3 lat. Od momentu kiedy Deltę przesłuchałam wzdłuż, wszerz i w poprzek. I czekałam na coś więcej. A kiedy doszły mnie słuchy o tym, że panowie wrócili do studia moja ekscytacja rosła z dnia na dzień. Aż osiągnęła poziom plus milion. I rozładowała ją dopiero premiera nowego albumu. Spirit.

We’ve been walking far too long this icy road
My broken heart is colder than a stone
I know you’ve never ever be a friend
Now you’ve pushed me to the end

Fanką Depeche Mode jestem chyba od zawsze, bo w moim domu słuchało się Trójki, a w Trójce leciało sporo, sporo Depeszy. A moi rodzice nie uznawali dziecięcych piosenek typu Szorujemy ząbki i Tulimy różowe misie. Z moją mamą bez krępacji śpiewałam o pewnej Peggy, co niewielu mogło pokochać. Pamiętam jak w zerówce każdy miał przynieść swoją ulubioną płytę na bal karnawałowy. Ja przyniosłam Phila Collinsa. Z powodu podobieństwa do mojego taty. Naprawdę wierzyłam,że mój tatko za dnia jest moim tatką, a nocami jest Philem i śpiewa. Co prawda tata głosu nie posiada jak Phil, ale jako mała dziewczynka szczerze wierzyłam,że fałszuje bo się droczy. A zresztą w ogóle mi to nie przeszkadzało. Najważniejsza była dobra muzyka.

Pull the trigger
Hey scum, hey scum
Pull the trigger

Pamiętam pierwszy raz, bardzo,bardzo świadomy. To był rok 2000, końcówka i pojawiła się zapowiedź nowej płyty, coś przemknęło mi przez ucho i nie mogłam przestać myśleć kiedy już płyta się ukaże i co na niej będzie. Pamiętam jak każdego dnia czekałam przed telewizorem by w kąciku muzycznym w Teleekspresie powiedzieli- jest. Wtedy nie było internetu w domach, to wiadomość dla tych młodszych. I pamiętam jak moje czekanie się opłaciło i jak obejrzałam teledysk, jaki tam teledysk, fragmencik, może z 10 sekund, Dream On. Wtedy czułam się jak w niebie. Od tamtej pory przed każdą płytą odczuwam taką samą ekscytację, to w ogóle nie opada. Ba, z wiekiem chyba rośnie. Bo ja jestem coraz bardziej świadoma. Świadoma wpływu ich muzyki na moje życie. Wiem, wiem, brzmi to idiotycznie, ale tak jest. Bo Depeche Mode zawsze było tym zespołem, o którym mogę powiedzieć- soundtrack mojego życia. Po prostu.

You can forsake me
Try to break me
But you can’t shake me
No
You can despise me
Demonise me
It satisfies me so

Spirit. To ta nowa płyta. Panowie dojrzeli. Nie ma tu już nadmiaru wielkich pieśni o miłości, tych pięknych i subtelnych gier. Tej delikatności,wszyscy wiedzą o co chodzi, ale nie pada żadne jednoznaczne słowo. Jest za to to co zajmuje teraz świat, zmiany, zmiany, nie zawsze te dobre. Jest taka teoria, że muzyka ma służyć zapomnieniu i odcięciu się od świata. Dlatego też nie powinna ona poruszać tematów społecznych, powinna tyczyć uczucia zakochania, radości, względnie rozterek, że on kocha ją, ona jego, ale nie mogą się spotkać,a  na końcu i tak on trafia pod jej wypielęgnowane stópki. Muzyka ma być lekka, łatwa i przyjemna. Inni myślą inaczej. Muzyka powinna reagować na to co dzieje się na świecie, polemizować, albo się zgadzać. Zmuszać do reakcji, albo wręcz przeciwnie, utwierdzać w przekonaniu, że to co się dzieje jest tym czego oczekujemy i potrzebujemy. Możemy się identyfikować z poglądami zespołu, a szerzej fanów. Panowie z Depeche Mode wybrali drugą drogę. Postanowili opowiedzieć o swoich obawach, rozczarowaniach i wlać nieco fermentu w serca i umysły swoich słuchaczy.

You go your way, I’ll go mine
We’ve walked this line together for the longest time
We’ve climbed the mountain in so many days
You reached the top then slowly fade away

Pierwsze co nasuwa się po przesłuchaniu tej płyty, to to, że to nie jest zbiór singli. To nie są piosenki, które zrobią tyle co zrobiło Enjoy the silence czy I feel you. Owszem, pojedynczo są świetne,ale ta płyta to całość. I każda piosenka jest częścią szerszej całości. Bez numeru przed i numer po, nieco blaknie. Stąd też za 40 lat ktoś kto będzie wspominał tę płytę nie powie od razu, bez zastanowienia- o, to był hit. Nie, tutaj gra całość.Dlatego tę płytę trzeba słuchać od początku do końca, skupić się, tak, to nie jest płyta, której słucha się cudownie jakoś tak mimochodem. Przy gotowaniu czy porannej krzątaninie. Nie jest to płyta przy której się tańczy, albo nuci się poszczególne piosenki podczas wieszania świeżo upranej pościeli na balkonie. Ja słucham jej wieczorem, kiedy mam wolny czas. I maksymalną koncentrację, poddaję się jej w pełni.

 

Where’s the revolution
Come on people
You’re letting me down
Where’s the revolution
Come on people
You’re letting me down

W tej całości są perełki, piosenki, które brzmią wręcz groźnie. Tak jak otwierający płytę Going Backwards. Zadziwiająco elektronicznie, mocno, zaskakująco ofensywnie. Potem jest nie lżej. Scum, mocno do kwadratu, ściana dźwięku, ostry, uliczny tekst, pokręcona muzyka, wykrzyczany refren. Aż ma się ochotę wziąć spray i wymalować coś na murze. W akcie protestu. Znane  już z radia Where’s the revelotion, mocny, zaangażowany tekst i genialny teledysk. Solidna dawka stadionowej wręcz energii. You move, So much love i No more. Utwory, które są nieco lżejsze, z nieco inną energią, takie bardziej Depeszowe z ostatnich lat, ale mimo wszystko bardzo intensywne. Poisoned heart, czysty blues. Do tego genialnie zaśpiewany, chwyta za serce i za gardło. Cover me, bardzo osobisty utwór, smutny, refleksyjny, nostalgiczny. Czyż nie można się wzruszyć słysząc takie wyznanie?

I pictured us in another life
Where we’re all super stars

 

Na płycie są też dwie piosenki, które jak mnie śmiało można by pominąć. O ile wielbię Martina jako twórcę, to jako wykonawcę już nie darzę go nieustanną miłością. Piosenki z tej płyty w jego wykonaniu są dla mnie zbyt rzewne, zbyt balladowe, nieco nijakie. Myślę, ale to tylko moja opinia, że bez Eternal i Fail płyta by nie straciła, a wręcz przeciwnie. Zyskała pełną spójność.
Hey, he’s down the street
Lying in the snow and sleet
Begging for something to eat
And looking beat

Nie jest to płyta tak genialna jak SOFAD, czy tak przebojowa jak Violator. Ale, ale. Jesteśmy dwie dekady dalej. Nie można wymagać, że każda piosenka będzie murowanym hitem i będzie hulać po radiach jak Stoch po skoczni. Że każda piosenka będzie wpadać w ucho momentalnie. Że każda płyta przyniesie miliony nowych, wiernych fanów. Mam wrażenie, że panowie gdzieś daleko za sobą mają już cały ten blichtr muzycznego światka Że znów są chłopakami w czarnych skórach. Że po prostu kręci ich tworzenie muzyki. Że im się chce. Że chcą powiedzieć coś ważnego, i nie martwią się o liczbę sprzedanych płyt. Dla mnie tą płytą wrócili do przeszłości, znów założyli skórzane kurtki , metalowe bransoletki i znów głośno mówią to co chcą.

A ja chcę ich słuchać. I mogę to robić bez końca.

9a7dde2776b684182622e4624a698365

Ścieżka dźwiękowa- Depeche Mode- So much love

 

 

Advertisements

58 uwag do wpisu “Spirit. Po prostu.

  1. Blueberry pisze:

    Właśnie, chyba Ci w końcu nie odpisałam na stwierdzenie: ” taki ukłon w stronę starszych fanów, nowych chyba nie skuszą, bo to nie jest płyta pełna hiciorów” – masz rację, bo DM po takiej karierze jaką zrobili nie potrzebują hitów, nie potrzebują przekonywać do siebie nowych ludzi (choć jestem pewna, że i Spirit będzie w stanie przekonać niektórych, ludzie mają wszak różne gusta). Oni mogą sobie teraz grać i tworzyć cokolwiek im się podoba, mogą stać się bardziej polityczni albo bawić się różnymi kierunkami.

    Co do słuchania płyty jako całości to są kawałki, które świetnie brzmią same. Ale są też takie, które bez otoczenia są dość blade i potrzebują mieć towarzystwo. Jestem ciekawa które trafią na koncerty 😉

    Lubię to

    1. ja mam nadzieję,że na koncercie będą moje ulubione, czyli Going…. Scum, So much love, ale czy będą? liczę,że tak:)
      Nie muszą mieć już hitów, choć niektórzy tego od nich oczekują, i są mocno rozczarowani tą płytą, że za mało przebojowa. Dla mnie to jest właśnie jest wielki plus, że grają co chcą i nie patrzą na innych. I bawią się muzyką, to słychać.

      Lubię to

  2. A. pisze:

    Ostatnio miałam fazę na DM. A najbardziej na The Bottom Line. Uwielbiam wokal Gore’a. Gahana głos też, ale to Gore podbija me serducho w szczególności.
    Muszę kiedyś posłuchać tej nowej płyty.

    Lubię to

      1. Znam i uwielbiam 🙂 Jak on to ‚feels like hooooome….(…) best friend” wyciąga,to mam ciary 😀
        Gahan i Gore mają uzupełniające się głosy. Gore taki czasem wręcz ministrancki, jasny, ale potrafi śpiewać mrocznie np. w „Loverman”. Gahan ma głos niższy, niby ‚ciemniejszy’ od Gore’a, ale potrafi zaśpiewać jaśniej. Przenikają się te wokale. Super zgrane.

        Lubię to

  3. Zbych pisze:

    Cóż… nie będę się wymądrzał bo płyty jeszcze nie przesłuchałem 🙂
    Ostatnio nadrabiam „krajowe” zaległości muzyczne.
    W zasadzie jednak mam jedno ALE. Miałem o tym nie pisać ale co tam, najwyżej zostanę publicznie zlinczowany… jestem zdegustowany ostatnimi okładkami Depeszów. Co to ma być? Te pseudo graficiarskie koncepcje w stronę których skłania się zespół w ostatnich dwóch dekadach w ogóle mnie nie przekonują. Jak dla mnie to wygląda trochę z boku jakby nie mieli pomysłu na okładkę i coś szybko kombinowali na kolanie bo trzeba było coś przedstawić wytwórni do promocji (chlubny wyjątek to geometryczny kolaż „Sounds of the Universe”). Wiem, wiem, muzyka najważniejsza… ale sorry – póki muzyczne twory nie zapadły się całkowicie w cyfrowo-cybernetyczne otchłanie internetu i wydawane są pod postacią „namacalnych” nośników będę zwracał uwagę na okładki.

    Lubię to

    1. mi się okładki podobają. Ale ogólnie, za okładki zawsze odpowiada u nich ta sama osoba, no prawie zawsze ,ale od lat ten sam pan, Anton Corbijn, i cóż, jestem fanką jego talentu. I uważam,że okładki ma świetne akurat;)

      Lubię to

      1. Zbych pisze:

        OK, rozumiem jednak mimo wszystko chciałbym dorzucić łyżkę dziegciu i wytłumaczyć powód swojej opinii…
        Corbijn to super fotograf, ale będę utrzymywał że te te grafiki okładkowe mu zwyczajnie nie wyszły. Jak pierwszy raz zobaczyłem cover „Spirita” to byłem prawie pewny że to promocyjna wersja pod singiel: tłum w marszu, niby transparent, chorągwie… prosty przekaz –> rewolucja. Potem jednak nastąpiła konsternacja, że to będzie jednak na album. I od razu widziałem taką scenę w wyobraźni:

        Zespół przedstawia jakiemuś grubasowi z wytwórni propozycję okładki na singla. Facet rzuca okiem, zaciąga się cygarem i mruczy:
        – Dobre, dobre, sprzeda się, a co macie na album?
        – Na album jeszcze nic nie przygotowaliśmy konkretnego.
        – Niedobrze panowie, mało czasu zostało bo zaraz musi ruszyć promocja. Ale wiecie co, to na album dajmy to, a na singiel nasz grafik coś z tego poprzerabia żeby pasowało. Zaoszczędzi się a i od razu będzie się z płytą kojarzyło to marketingowcy się ucieszą.
        (kurtyna)

        Tak samo zastanawiałem się w przypadku „Delta Machine”… czy chłopaki nie nazwali tak albumu tylko dlatego, żeby pasowało literalnie pod okładkową grafikę…
        Przy okazji cały czas zaznaczam że to tylko mój subiektywny odbiór okładek – najważniejsza i tak jest muzyka 🙂

        Lubię to

      2. Nie sądzę żeby w przypadku Depeche Mode tak to wyglądało 😉 Oglądałam pewien dokument o ich współpracy z Antonem, wygląda to mniej więcej tak-Anton słucha muzyki, proponuje coś i oni nie ingerują, bo mu ufają i ogólnie są zachwyceni współpracą bo mają takie same gusta, a nikt ich nie zabiera na nużące okładkowe sesje, i nie każe wybierać z 80 wzorków akurat tego, które przyciągnie tłumy w sklepie. Ja ogólnie pozytywnie odbieram ewolucję okładek DM. I nowa mi nie przeszkadza,ani nie razi. Ani nie wygląda na robioną w biegu i w pośpiechu. Pasuje do całości i jest spójna z muzyką z płyty 😉

        Lubię to

      3. Zbych pisze:

        OK, nie zamierzam się spierać z ich wierną fanką bo nie jestem tak kompetentny 🙂
        Jedno jest pewne – jak w końcu wsłucham się w tą nową płytę i „będzie żarło” to graficzny koncept okładki będzie ostatnią rzeczą na jaką będę wtedy zwracał uwagę.

        Lubię to

  4. też lubię DM. Może nie jestem jakąś najwierniejszą fanką, ale byłam ciekawa tej nowej płyty i powiem Ci, że się nie zawiodłam. Może trochę inna niż wszystkie, ale nie jest gorsza 🙂

    Lubię to

  5. kocia_dama pisze:

    Pod wszystkim mogę się podpisać 😀 Obie kochamy Ich tak samo 😀
    A Spirit jest genialny. Czytałas recenzję u mnie, to wiesz, co myślę 😉 Aczkolwiek mnie Martin „wchodzi” ciągle, a na koncertach ryczę na jego balladach 😛

    Oby do 21 lipca!

    Lubię to

    1. Ja Ci powiem,że ja uwielbiam koncertowe ballady Martina, też się wtedy niezwykle wzruszam 😉 Ale jakoś te jego solowe pieśni mnie irytują… Takie za powolne są i mam wrażenie, że podobne do siebie. Ale rozumiem,że Martin ma potrzebę swojego kącika na płycie 🙂

      Lubię to

      1. Zbych pisze:

        Ciekawe czy przy doborze numerów na płytę trwają zażarte boje miedzy autorami (jak to było np. w Queen czy Beatlesach) 🙂 Swoją droga kiedyś z ciekawości przesłuchałem jego solową płytę „MG” i szczerze przyznam że nawet całkiem niezła, chociaż trochę inne klimaty 🙂

        Lubię to

      2. Martin nagrał tylko płyty z coverami, ciekawe, ale ja chyba wolę z natury bardziej męskie głosy 😉 A Martin jak się rozpędzi to potrafi całe pieśni śpiewać jakby miał mutację właśnie…
        Z tego co kojarzę, to Martin przychodzi ze swoim materiałem,. Dave ze swoim i tyle. Chyba tam kłótni nie ma 😉

        Lubię to

  6. Oj muszę biednego Martina bronic bo wielbię jego wibrato, a czasem jego wokal jest taki jakby wibratowo -falujący 😀 I bardzo lubię, jak dośpiewuje się Gahanowi w końcówkach. Gahan jest bardzo męski w głosie. Gore jest delikatniejszy. Ale ja wolę takie delikatniejsze wokale raczej. Takie np. metalowe samce mnie odstręczają 😀
    Słucham So Much Love właśnie – taki niepokojący klimat ma. Podoba mi się 🙂 Coś mi się widzi, że to jest chyba płyta na poziomie. Znowu 😀

    Lubię to

    1. Moja siostra jest fanką Martina, kocha jego głos bardziej niż Dave’a. Wiadomo., Dejwa woli z wyglądu, bo ciężko zachwycać się Martinem konkretnie 😉 Ale rozumiem,że są fani jego głosu, ja osobiście z tej pary wolę Dejwa, bardziej męskiego i pewnego swego. Chociaż do tych ballad Martina jego głos nie pasuje, idealnie się dopełniają. Co nie znaczy,że te ostatnie ballady Martina mnie już nie męczą, męczą nieco:)

      Lubię to

  7. A. pisze:

    Hehe ☺ Pamiętam czasy gdy chodziłam w butach tzw.depeszkach. Późne lata 80. Koleżanki miały swoich faworytów, ja i pewna Monika Gore’a, a dwie inne Gahana.Dasz jakieś linki do Gore’a śpiewającego numery Gahana?
    Gahan ma swój urok, taki tajemniczo mroczny typowy facet z wyglądu.
    A mój mąż ma taki dość subtelny głos. Więc coś w tym jest ☺

    Lubię to

    1. to z ostatniego koncertu, ja miałam ciary jak nigdy 🙂 I cóż, poparzyłam się zapalniczką, naprawdę pięknie to wyszło 🙂 A niby głos Martina zbyt dla mnie słodziutki i nastoletni 😉
      Tak, ja to chyba wolę w ogóle takich facetów, jak Gahan, i męskie głosy lubię, takie niskie;)

      Lubię to

      1. A. pisze:

        Słucham i powiem ci, że w Shake… zdecydowanie wolę Gahana. Higher Love Gore’a jest OK ☺
        Ale mam wrażenie, że vibrato Gore’a z wiekiem jest chyba coraz większe. Wolę ciut mniejsze ☺
        Właśnie Higher się kończy. PIĘKNE! A w ‚Where’s the’ już się zakochałam 😀 Ciekawe, czy jak pisali o pociągu, mieli na myśli Brexit 😉

        Lubię to

      2. Pewnie tak. Czytałam parę wywiadów z Andym, facet może w zespole niewiele robi, i sprawia wrażenie takiego hmm mało inteligentnego, ale jak on się światem interesuje i tym co się dzieje. szczególnie Brexitem, chociaż zdziwiona byłam jego wiedzą o polskiej sytuacji 😉 ale wszyscy byli przeciwko Brexitowi, więc pewnie głównie to on był ich inspiracją.
        Shake wolę Dave’a, wiadomo. Ale koncertowo w wersji Martina-kiedy każe Ci klaskać i robisz to, to emocje są wielkie, i wtedy nieco inaczej się odbiera taką piosenkę, no mi się bardzo podobała, ale tylko w wersji koncertowej. Normalnie wolę jednak Dave’a 😉

        Lubię to

      3. Andy zawsze mi się wydawał zamknięty w sobie. W sumie to mało o nim wiem. Tak sądziłam, że oni mogą byc przeciw Brexitowi. Jeżdżą po świecie, widzą ludzi różnych narodowości jednoczących się na koncertach, pewnie pasuje im Unia. A ten tekst o pociągu, no od razu miałam skojarzenia. Podoba mi się, że podejmują aktualne tematy. Zresztą mieli już wcześniej takie, np. w New Dress.
        Ja to bym padła na cokolwiek na żywo, czy Gahan, czy Gore 😀 A Shake the Disease to super kawałek 🙂
        Wróciłam też do Pet Shop Boys – też łagodniejszy wokal, hehe- i panowie mi zaimponowali. Wydali płytę w 2016 r, bardzo nowocześnie brzmi jak na muzykę taneczną. I też aktualne teksty. A faceci mają bodajże 62 i 56 lat! Czy 58, nie pamiętam, ile ma Lowe.

        Lubię to

      4. Pet Shop Boys lubię, ja w ogóle lubię takie klimaty z lat 80 😉
        Andy zasadniczo jest dziwnym typem, nie wiem co on robi w zespole, chyba po prostu jak oni nie chcą iść na wywiad to wysyłają Andy’go 😉 Facet z jednym palcem i jednym guzikiem. Ale o dziwo, Andy okazuje się mądrym i takim normalnym człowiekiem. W ogóle oni mimo swoich szaleństw, a na koncie mają ich setki, są jacyś tacy normalni. Dziś w Anglii mieszka tylko Andy, więc pewnie Dave i Martin korzystający z tego, że świat jest otwarty nie mogą wyobrazić go sobie zamkniętego, jak zamyka się Anglia. Fajnie, że mają coś do powiedzenia i to głośno mówią. A nie tylko piszą o kwiatkach i buziaczkach.

        Lubię to

      5. Z tego, co pamiętam, Andy przyjaźni się z Martinem 🙂
        A powiedz, ile to malżeństw ma na koncie Gore? I dzieci? Nie jestem na czasie. Kiedyś na forum Placebo pisywałam z dziewczyną z USA, taką bogatą i piękną kobietą, która twierdziła, że zna żonę Gore’a i że sypie im się związek. To było po 2000 roku, zawsze się zastanawiałam, czy mówiła prawdę – opiekowała się ponoć czasem dziećmi Gore’a o ile dobrze pamiętam.
        A Gahan? Bo wiem tylko, że ma syna, dawno nie sprawdzałam, co u nich.

        Lubię to

      6. Gore miał jedną żonę, rozstał się z tamtą pierwszą-mają troje dzieci. Dla nich po rozwodzie napisał Precious. Teraz ma drugą żonę, właśnie drugie dziecko im się urodziło, starsza córka ma roczek, więc chłop nie próżnuje:)
        Gahan miał 2 żony, z pierwszą ma syna dorosłego, obecnie ma trzecią od 20 lat, mają córkę, on też adoptował jej syna i uważa go za swoje dziecko.

        Lubię to

      7. Tak, oni po kryzysie jeszcze syna mieli,ale widocznie nie naprawił małżeństwa. Bywa i tak. Ale teraz chyba jest zadowolony, skoro tak mu się dzieci mnożą 😉 Przynajmniej mamy pewność,że jeszcze parę płyt nagra by wyżywić rodzinkę 🙂
        Gahan miał ciekawą drugą żonę, panią hmm o ciekawej profesji 😉

        Lubię to

  8. A ja kiedyś nie znosiłam Depeszów :). Byłyśmy z kumpelą podzielone- ona depesi właśnie, ja Guns n’Roses :). I w sumie do teraz mi został rockowy gust, chociaż z Depeche Mode się przeprosiłam i ich twórczość doceniłam ;).

    Lubię to

      1. Zbych pisze:

        Hmmmm… chyba dawali… to co pokazali w zeszłym roku na tych kilku koncertach gdzie pojawili się Slash i McKagan było tak słabe, że już chyba tego nie powtórzą…
        A fakt że Axl jest obecnie frontmanem AC/DC to już w ogóle jakiś cyrk na kółkach.

        Lubię to

    1. Zbych pisze:

      Serio, serio… to nie jest prima aprilis 🙂
      Na YT są fragmenty z zeszłorocznej trasy koncertowej ACDC z rudym na vocalu – ale ogląda się na własną odpowiedzialność bo może grozić trwałym uszczerbkiem na zdrowiu…

      Lubię to

  9. Ja jakoś nigdy nie umiałam na nich trafić ale gdybym ich posłuchała też bym się pewnie zakochała ☺ ja lubię rockowe brzmienia ale chyba nie mam jednego wybitnego zespołu może The Rasmus ale żeby ich posłuchać musze mieć czas nastrój to nie są piosenki między sprzątaniem a gotowaniem albo się temu oddaje albo nie ma co po nich sięgać takie moje sacrum ☺

    Lubię to

  10. Miałam w swoim życiu etap, że intensywnie ich słuchałam. Do dziś gdy gdzieś ich słyszę to cieszą mnie te nuty, które wręcz rezonują po całym ciele. Moim ulubionym utworem był A pain that i’m used to ❤ Chyba zaraz sobie odpalę ich najnowszą płytkę na yt, tak z ciekawości. ^^

    Lubię to

  11. L. pisze:

    Niedawno odkryłam, ze nie ma nic lepszego od słuchania płyt od pierwszej do ostatniej piosenki. Te zazwyczaj mają ciągłość, spójność, np. happysadu – jedna piosenka się kończy i szybko przechodzi w kolejną. Niuansów, słuchając od piosenki do piosenki w bylejakiej kolejności się nie zauważy.
    Ktoś wyżej napisał, że panowie z Depeche Mode mogą sobie pozwolić na „wariacje” tego typu, i choć zupelnie to nie mój zespół, domyślam się, że jest w tym sporo racji. Dobra muzyka obroni się sama i nawet, jeśli jacyś fani „odejdą”, w ich miejsce pojawi się ktoś inny, równie zafascynowany tą jak i poprzednimi płytami.
    PS. U mnie też leciała – i w sumie nadal leci – Trójka, przez co mój gust muzyczny od wielu moich rówieśników po prostu odstaje. Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło 🙂

    Lubię to

    1. Ja to zawsze byłam do tyłu jeżeli chodzi o rówieśników 😉 Oni fascynowali się czymś o czym ja nie miałam pojęcia, że takie coś istnieje 😉 Moje największe muzyczne szaleństwo to było to,że wiedziałam kto to Britney Spears 😉
      Jak się słucha całą płytę to właśnie te wszystkie smaczki, niuanse, drobne nawiązania się odkrywa i po prostu inaczej się odbiera muzykę. Bardzo lubię tak sobie słuchać całych płyt, od a do z;)

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s