Ze zgagą jej do twarzy

Dzisiaj będzie o filmowym weekendzie. W ten weekend zachęcam Was do obejrzenia filmów z moją ulubioną, wróć, ukochaną aktorką. Tak, powiem to głośno,nie wstydzę się. Kocham Cię Meryl. Uff, ulżyło mi.

Nie wiem kiedy uznałam,że Meryl jest genialna? Może to przez połączenie wielkiego talentu i takiej zwyczajności? Meryl jest intrygująca, ale nie jest klasyczną pięknością, taką za którą odwróciłby się każdy i rzucił do kolan wyznając wieczną miłość. Meryl Streep ma też coś do powiedzenia i kiedy chce to po prostu to mówi. Nie patrzy przy tym ani na innych, ani na to czy to chce powiedzieć jest akurat modne. Ma swoje zdanie i je ceni. A do tego jest taka normalna, nudne i udane małżeństwo, czwórka dzieci i genialne role.

Dziś będzie więc krótki przegląd moich ulubionych, wróć, ukochanych filmów z Meryl w roli głównej. Będzie chronologicznie.

Manhatthan. To jeden z moich ulubionych filmów Woody’go Allena. Tym razem zabiera on widzów do swojego miasta i opowiada jak zwykle niezwykle pokręconą i ironiczną historię. Meryl Streep gra tutaj pokręconą lesbijkę, bardzo kłótliwą, głośną i energiczną. Całą fabułę można zaś skrócić do tego,że Issack Davis, którego gra Allen jest dwukrotnie rozwiedziony, bezrobotny i właśnie zakochuje się w dziewczynie swojego przyjaciela. Meryl, która gra tutaj byłą żoną Davisa, jako nowo nawrócona lesbijka, postanawia napisać książkę o swoim małżeństwie, co niekoniecznie podoba się byłemu mężowi. Film jest niebanalny, dialogi to istne perełki,  akcja dzieje się szybko, w tym filmie wszystko gra idealnie. A już na pewno wspaniale gra Meryl. Nastrój filmu potęgują biało-czarne zdjęcia i hipnotyczna Meryl. Ona naprawdę wyglądała wtedy przepięknie.

merylmanhattan

Wybór Zofii. Mocny film,  na pewno nie do obejrzenia kiedy mamy świetny humor i chcemy go podkręcić czymś radosnym. Albo gdy szukamy pocieszenia. Zofia Zawistkowska- grana przez Meryl, jest Polką, która przeżyła dramat obozu koncentracyjnego. Obecnie mieszka w Nowym Jorku i zmaga z tragicznymi wspomnieniami, w których dominują śmierć i cierpienie. Film opowiada o skomplikowanej relacji między Zofią, a Nathanem, z którym mieszka i dzieli życie. Nathan jest Żydem, o maniakalnej obsesji zbierania dowodów o zbrodniach na swoich rodakach. Za ścianą mieszka Stingo, pisarz, którego nieustanne kłótnie młodych ludzi, wzbudzają ciekawość i prowadzą do przyjaźni, oraz do poznania historii tych dwojga ludzi… Więcej nie powiem. Obejrzyjcie. Ale warto, szczególnie,że Meryl przygotowując się do roli uczyła się polskiego i moim zdaniem lekcje odrabiała bardzo solidnie. A Oskar za tę rolę jest jak najbardziej zasłużony.

Set of

Zgaga. Meryl Streep zagrała w genialnej, autobiograficznej historii Nory Ephron, która opisała swój związek z dziennikarzem Carlem Bernsteinem-w tej roli wspaniały Jack Nicholson. Meryl gra tutaj Rachel, dziennikarkę kulinarną, która poznaje na ślubie znajomych Marka. Łączy ich wielkie uczucie,a  scena kiedy to Meryl karmi Jacka spaghetti po upojnej nocy jest kultową. No dobrze dla mnie jest kultową. W każdym razie odkąd obejrzałam ten film, pokochałam makaron jeszcze bardziej. Wkrótce Rachel i Mark biorą ślub, remontują dom, rodzi im się dziecko, a kiedy ona spodziewa się drugiego, okazuje się,że on ma romans. Banał? Być może. Ale dla mnie to naprawdę genialny film i genialna rola Meryl. Tym razem jest tutaj brunetką o krótkich włosach. Granie matki, mistrzyni kuchni, kulinarnej dziennikarki, wiecznie jakby w ciąży wyszło Meryl po prostu genialnie. Jako wierna fanka Meryl i tego filmu mam już na liczniku 5 pokazów i serdecznie Wam polecam.

heartburn

Ze śmiercią jej do twarzy. Zdecydowanie zmieniam klimat. Będzie komediowo. Jestem beznadziejnym przypadkiem fanki tego filmu, jeżeli leci w telewizji, nie ma bata, nieważne co się dzieje, ja siadam i oglądam. Do znudzenia. I tak w kółko. Rok bez duetu Meryl i Goldie jest dla mnie rokiem straconym. Miłość do tego obrazu przekazała mi mama, która pierwszy raz pokazała mi go jak miałam 7 lat. Od tamtej pory pokochałam fabułę i cóż, chyba pokochałam Meryl na poważnie. W tym filmie Meryl gra piękną aktorkę, Maddison, która ostatnio zamiast wielkich ról , zajmuje się głównie tropieniem nowych  zmarszczek na swej twarzy. Jej mąż Ernest to chirurg plastyczny,utalentowany,ale dziś zajmujący się makijażem pośmiertnym, wbrew pozorom branżą z perspektywą. Historia zaczyna się, kiedy dawna przyjaciółka Maddison, Helen Sharp po kilkunastu latach postanawia wziąć odwet na Maddie za wszystkie krzywdy jakich doznała od przyjaciółki. Ten film ośmiesza światek show biznesu, dążenie do wiecznego piękna i kult młodości. Tak, jest przerysowany i karykaturalny,ale genialny w swojej kategorii. No i ten film to popis wspaniałej gry aktorskiej. Meryl pokazuje tutaj niesamowity talent komediowy. Jest po prostu genialna, nawet z przekręconą na drugą stronę głową .

M8DDEBE EC002

Mamma Mia.  O ile jestem uzależniona od Meryl Streep, to jestem tak samo uzależniona od tego filmu. Odkąd go pierwszy raz obejrzałam,miałam ochotę rzucić wszystko, polecieć, ewentualnie pojechać i popłynąć, na pierwszą lepszą wyspę i razem z Meryl założyć pensjonat na górzystym terenie. Całe dnie byśmy śpiewały, uroczo przy tym fałszując i wyciskały sok z pomarańczy. A wieczorami urządzały wielkie greckie uczty. Ten film jest okropnie wręcz kiczowaty, kto słyszał popisy wokalnie Pierce’a Brosmana, ten to wie. Ale niesie z sobą tyle radości, uroku i dobrej zabawy. Głównie dzięki obsadzie. Meryl nie boi się fałszować, tańczyć bez ładu i składu i świetnie się bawić, nie bacząc na wszystko. Nie każda aktorka chciałaby zagrać w takim filmie i obnażyć swoje słabości. Meryl jest wielka, więc może. I chwała jej za to.

z5457673ihmeryl-streep-i-pierce-brosnan

Wątpliwość.  To taki film, który nie zrobił olbrzymiej światowej kariery. A szkoda, bo to film intymny, duszny i budzący wiele emocji. Głównie za sprawą kolejnej genialnej roli Meryl Streep. Rzecz dzieje się w katolickiej szkoły, którą prowadzi siostra Alojzyna- w tej roli Meryl. Zdecydowanie ma ona konserwatywne poglądy na świat i ludzi. Wyjątkowo też drażni ją postępowy ksiądz proboszcz, w tej roli zmarły niestety Philip Seymour Hoffman. Siostra Alojzyna nabiera podejrzeń co do relacji księdza Flynna z jednym z uczniów, i chociaż brak jej dowodów, stawia mocne oskarżenia. Czy ksiądz Flynn jest otwarty i bezpośredni,bo w głowie mu niecne czyny? Czy za fasadą zimnej i nie mającej uczuć Alojzyny kryje się osoba, gotowa zgrzeszyć kłamstwem by ochronić swoich podopiecznych?  Ten film to mistrzowski popis gry Meryl Streep.  Potwierdzenie jej niezwykłego talentu.

7275f3878388a634758a5647ae8e50b1

Julie& Julia. Film kulinarny, nie mogłam o nim nie wspomnieć, skoro tyle czasu spędzam w kuchennych okolicznościach. Ciepły- i to ciepło,wcale nie bije z rozpalonego piekarnika. Kobiecy, smakowity, okraszony idealnym aktorstwem i humorem. Ten film to przepis na udany wieczór. Julia Child, jedna z ciekawszych postaci kulinarnego świata, w tym filmie została brawurowo wręcz zagrana przez Meryl. Meryl po prostu stała się Julią Child, każde jej słowo, gest, ruch, wszystko jest idealne. Ten film opowiada o wielkiej pasji, przyjemności i spełnieniu. I zdecydowanie oglądając ten film można pozbyć się dosłownie każdej troski dnia codziennego. Głównie dzięki Meryl, która w tym obrazie pokazuje swój kunszt. Nie musi mieć nie wiadomo jak ambitnego scenariusza by zagrać po prostu fenomenalnie.

mc-julia-child

Ścieżka dźwiękowa – Dpeche Mode- You move

Advertisements

51 uwag do wpisu “Ze zgagą jej do twarzy

  1. Katarina pisze:

    Widziałam „Julie”, „Mamma Mię” kocham tak jak Ty ( jedziemy razem do Grecji?:)), pozostałe filmy zapisuję, bo mnie zaciekawiły- oczywiście słyszałam o nich, ale jakoś zawsze nie po drodze mi było:)
    Dzięki, to będzie „delikatna” odmiana po mich ukochanych żywych trupach;)

    Lubię to

  2. Blueberry pisze:

    „Ze śmiercią jej do twarzy” ❤ Jak byłam młodsza to bardzo nie lubiłam tego filmu, dziś uważam, że jest naprawdę dobry, choć dalej tkwi we mnie dziecięcy strach na widok tych poobracanych głów 😉
    A dwie Julie też bardzo lubię 🙂

    To u mnie nie może zabraknąć "Pożegnania z Afryką" (och ten Redford!). Co ciekawe, dopiero ostatnio skojarzyłam, że ostatnio czytałam książkę, która opisywała historię innej kochanki Denisa (i zarazem przyjaciółki Karen w pewnym momencie, Beryl Markham, książka to "Okrążyć słońce").
    Warto też wspomnieć o "Pokoju Marvina", który jakoś bardzo mi do gustu nie przypadł (nie przepadam za takim typem filmów po prostu), ale sam w sobie jest dobry.

    Może spadną na mnie gromy, ale ja ubóstwiam Meryl za rolę Mirandy w "Diable". Zdarzyło mi się raz w pracy podawać ją jako referencję dla bohatera 😀

    Co ciekawe, nawet durnawe komedie romantyczne z Meryl są przyjemne – "To skomplikowane" oraz "Dwoje do poprawki" to filmy całkiem zwykłe, ale były przyjemne.

    A z "nowszych" produkcji to "Sierpień w hrabstwie Osage". W ogóle ten film jest wyładowany dobrym rolami (zwłaszcza kobiecymi) – Julia Roberts i Julianne Nicholsone niewiele ustępują mamusi 😉 Że nie wspomnę o Cumberbatchu.

    Jestem ciekawa "Żelaznej damy", "Sufrażystki" i tego filmu, gdzie gra gwiazdę rocka (chociaż słyszałam, że nawet Meryl go nie ratuje).

    Polubione przez 1 osoba

    1. Ten z gwiazdunią rocka-Nigdy nie jest za późn0, nawet Meryl nie uratowała,niestety, po prostu jest fatalny. Aczkolwiek Meryl jako rockowa mamuśka to odmiana;) Żelazna dama jest ok, chociaż filmowo tak sobie, głównie oparli film na genialnej Meryl. Surfażystki mam na DVD i kurcze muszę obejrzeć, może w weekend? chociaż planowałam właśnie Sierpień w hrabstwie… 😉
      Oj Diabeł i jej rola Mirandy, to była bomba, prawdziwa bomba 😉 Lubię tę postać, taką wredną;)
      Pożegnanie i czytałam i oglądałam,ale mówiąc szczerze książka mnie trochę zmęczyła, więc do filmu podeszłam nieco na nie, nawet Robert tego nie zmienił. No ja wielką fanką Afryki nie będę;)
      Te powykręcane głowy mnie dziwnie nigdy nie straszyły,naprawdę nie wiem czemu, moja siostra płakała z początku na ten widok;)

      Lubię to

      1. Blueberry pisze:

        Koniecznie Sierpień!

        Mam wrażenie, że sporo filmów biograficznych opiera się aktorce. Podobno Jackie bardzo opiera się na Portman. Ale bywają i takie, gdzie nawet to oparcie nie jest w stanie udźwignąć słabego filmu (np. Grace z Nicole Kidman).

        Powykręcane głowy to koszmar dla mnie. Tak samo nie-na-widzę Beetlejuice’a (mimo świetnych aktorów w obsadzie), również przez to, że oglądałam go w dzieciństwie. Uważam, że jest idiotyczny. Za to wiele innych filmów Burtona uwielbiam 🙂

        Lubię to

      2. Tak, o Jackie też to słyszałam,że bez niej na pewno byłby niewypałem. Ale racja. Nicole nie dała rady i wyszedł cyrk.
        Muszę obejrzeć, bo już zabieram się z dwa lata:)
        Sok z Żuka dla mnie też jest idiotycznym filmem, chociaż Burtona kocham:)

        Lubię to

      3. Zbych pisze:

        „Beetlejuice” to taki film, który zupełnie inaczej odbiera się oglądając jako nastolatek, a zupełnie inaczej jako dorosły. Mam wrażenie że jak ktoś go widział wiele razy powiedzmy w czasach licealno-szkolnych to obecnie będzie go oglądał właśnie przez pryzmat tamtych wrażeń. Tak przynajmniej było u mnie… gdy go obejrzałem po latach ze zdziwieniem stwierdziłem iż kiedyś śmieszyło mnie zupełnie co innego a wiele scen na które dawniej nie zwracałem uwagi okazały się niezwykle interesujące.
        Poza tym jak uświadomimy sobie że to film z lat 80-tych, bez tych wszystkich komputerowych tricków – chociażby pod tym względem to imponujące widowisko.

        Lubię to

      4. Chyba obejrzę na nowo, może rzeczywiście uznam,że teraz jest naprawdę fajnym filmem. Często tak jest,że po latach coś co nas w ogóle nie kręciło, nagle staje się wielką wartością dla nas. U mnie tak jest:)

        Lubię to

      5. Blueberry pisze:

        Zbych, gdybym ja jeszcze wtedy nastolatką była 😀 Mogłam mieć 8-10 lat. Biorąc pod uwagę, że film jest ode mnie starszy 3 lata to naprawdę byłam dzieciakiem i się bałam 😉

        Lubię to

  3. O ja też bardzo lubię te aktorkę. Oglądałam tylko 2 filmy wymienione przez Ciebie, ale chętnie obejrzę pozostałe. Po tym widziałam Nigdy nie jest za późno, diabeł ubiera się u Prady, Dwoje do poprawki, To skomplikowane.

    Lubię to

  4. katasza pisze:

    Wstyd się przyznać, ale żadnego z tych filmów nie widziałam, nawet Mamma Mia… ale w ogóle mało oglądam i jestem zacofana filmowo. Ale niektóre powinnam zapisać na listę do zobaczenia, Manhattan np. Wielką fanką Meryl nie jestem (no dobra, nie jestem wielką fanką żadnego aktora :P), ale nie można zaprzeczyć, że ma w sobie coś szczególnego.

    Lubię to

  5. ‚Wybór Zofii’ zapada w pamięć. Generalnie konieczność dokonania – ja mniemam – tytułowego wyboru oddziałuje na psychikę i trudno zapomnieć tę scenę. Film bardzo dobry.

    Lubię to

  6. Kiki pisze:

    zaciekawiłaś mnie tym Manhattanem, nie widziałam tego.
    Zgaga świetna. mnie najbardziej w pamięć zapadła scena krótko przed ślubem – kiedy Rachel dopadają (z perspektywy czasu widać że słuszne) wątpliwości, zamyka się w pokoju i nie chce iść na swój ślub z Markiem… tak sobie pomyślałam ilu rzeczy często nie wiemy, że jest pewnie sporo takich par które opadają wielkie wątpliwości przed ślubem…ciekawe jak to się kończy, pewnie w większości wypadków wpada rodzina, mówi żeby się nie wygłupiać i ślub się odbywa. A co potem to inna historia.
    Tu mi się przypomina polski film Patrzę na Ciebie, Marysiu – podobny temat, facet dostaje strasznego ataku paniki przed własnym ślubem. Coś jest kurde przerażającego w tych ślubach czy jak 😉

    Co do Meryl Mamma Mia to świetny, pozytywny film na wszelkie doły – taka duża dawka energii.
    Julie & Julia – udany. ktoś mi powiedział kiedyś wielki komplement że przypominam tę młodszą Julię 😉 fajnie, miłe to bardzo, choć pamiętam jaką ona była histeryczką i jak dawała popalić chłopakowi przez swoje jazdy – mam nadzieję że ja taka nie jestem 🙂
    Godziny niby ambitny ale straszna dolina, dla osób w skrajnej depresji chcącej ją pogłębić.
    Sprawa Kramerów dobry, ciekawy film z życiową historią
    Sierpień w hrabstwie Osage – troszkę pojechany ale dobrze pokazuje problemy rodzinne i role które wszyscy przybieramy w rodzinie i jak potem nie możemy z nich wyjść.
    Co do Nigdy nie jest za późno uważam że to mimo wszystko ciekawy film. Co wam się w nim nie podobało? Porusza rzadki temat matek opuszczających rodzinę, jak dla mnie plus za poruszenie tematu jeszcze nie zużytego przez światek filmowy…
    Widzę że nawet sporo jej filmów obejrzałam…

    Lubię to

    1. Nigdy nie jest za późno trochę był dla mnie przecukrzony ostatecznie. Może inne zakończenie, takie mniej radosne? Może gdyby temat nie był tak spłaszczony, mam wrażenie,że film nie porusza w pełni tematu jaki podejmuje, odejście matki dla jakichś ambicji…
      Jak to mówią, gdyby człowiek wiedział,że upadnie, to by upadł. Myślę,że każdy przed ślubem się stresuje, w końcu to ważna zmiana. Tyle, że niektórzy wiedzą,że ten ślub nie do końca im leży-bo partner ma dużo wad, rodzina nakłada presję by brać ślub, chce się czuć pewniej bo dziecko w drodze itp. Jak wąptliwości są spore to chyba nie ma co się zastanawiać dalej tylko przekładać:) Jak to było w Mamma Mii 😉
      Sierpień przede mną, teraz to już nie wiem ,czy dziś oglądać Sprawę Kramerów, czy jednak Sierpień?:)

      Lubię to

      1. Zbych pisze:

        Jak nie widziałaś Kramerów to ta pozycja koniecznie na pierwszy ogień. „Sierpień…” warto również dla świetnej roli Julii Roberts 🙂

        Lubię to

      2. Kiki pisze:

        hmm ale czego byś się spodziewała, że rzuci się na kolana i przeprosi za wszystko?
        to by właśnie było nieprawdopodobne.
        Nie ma co czekać na tonę przeprosin kiedy ktoś może dać najwyżej 10 dag 😉
        No i właśnie to 10 dag dała przez ten koncert na ślubie. Na tym przecież polegała jej niedojrzałość, że była skupiona tylko na sobie i nie dostrzegała potrzeb innych ludzi. W związku z tym nie była w stanie być dla kogoś wtedy kiedy była potrzebna.
        Tzn przyjechała na parę tygodni i pocieszała córkę przez ten czas – widać to był max jej możliwości.
        Tylko ta scena kiedy robi awanturę napotkanemu zięciowi wydała mi się szczytem hipokryzji – no ale cóż, często mamy krótką pamięć jeśli chodzi o własne przewinienia….

        Lubię to

      3. nie, właśnie zupełnie nie. Dla mnie ta scena,ten koncert, ten typowy mały happy end to było za wiele. To znaczy, ja w ogóle niezbyt lubię filmy, które od pierwszej sekundy mają przewidywalne zakończenie jak to, że w grudniu są święta. Jak dla mnie za gładko to poszło, pośpiewała i dzieci zaczynają wybaczać to co zrobiła. Nie, to zbyt naturalne było. Dla mnie ten film to niestety żadne arcydzieło. Przecież gusta są różne, każdy ma swoje ulubione filmy 😉 Ten akurat dla mnie był za prosty, w sensie, że od początku można przewidzieć jak się skończy, a w sumie niczym szczególnym do siebie nie przyciągnął.Meryl ma lepsze filmy w kolekcji po prostu:)

        Lubię to

      4. Zbych pisze:

        Tak w ogóle to Meryl często w filmach śpiewa – chyba musi to lubić 🙂 Widziałem ostatnio trailer „Into The Woods” gdzie znów daje wokalny popis a w dodatku nieźle ucharakteryzowana na wiedźmę.

        Lubię to

  7. Zbych pisze:

    Miłości do Meryl nie ma się co wstydzić 🙂
    Dzięki za namiary na „Zgagę” – wstyd, ale nie kojarzę zupełnie tego filmu, a skoro jest duet z Jackiem to koniecznie muszę w najbliższym czasie zobaczyć. To samo „Julie”… też nie widziałem a te zmagania z drobiem wyglądają obiecująco (i jeszcze ta szałowa fryzurka 🙂 ).
    Dla mnie „Manhattan” to też klasyka, w ogóle chyba jeden z trzech najlepszych dzieł Allena. Mam wrażenie że obecnie Woody trochę się pogubił i te filmy z ostatnich 10-15 lat to są jakieś takie naciągane i wysilone. Wiem, wiem, pewnie wypisuję herezje bo Vicky czy Jasmine to bardzo dobre filmy, ale jak na Allena to brakowało mi tej jego wysublimowanej podprogowej ironii. Po prostu jako widz idący na Allena oczekiwałem więcej. Chociaż może u niego to jakaś chęć dążenia na starość do pięknych wizualizacji… taki trochę przerost formy nad treścią… kiedyś miałem wrażenie że jego filmy opierały się na dialogach. Najważniejsza była gadka, a cała otoczka (scenografia) to tylko taki mniej ważny dodatek. Teraz mam wrażenie że jest zupełnie odwrotnie – najpierw powstaje zamysł scenografii na bogato (jakieś Rzymy, Paryże, rezydencje, przyjęcia… ) a dopiero pod te sceny są pisane dialogi. To wszystko chyba zaczęło się od „Scoopa” i jako wielbiciel starego błyskotliwo-ironicznego Allena muszę to napisać: jestem zawiedziony.
    Skoro tematyka filmowa to muszę dorzucić coś trochę poza głównym tematem – byłem ostatnio na dwóch polskich filmach i oba były bardzo dobre (co zdarza się bardzo rzadko). „Curie” i „Pokot” – bardzo polecam oba (chociaż każdy z innych powodów).

    PS1 : Będę strasznie czepialski ale Gahan z chłopakami mogliby się obrazić – soundtrack sponiewierała literówka.
    PS2: Ja to już bym z tytułem pojechał po bandzie… w stylu: „Mamma Mia, bez wątpliwości ze zgagą jej do twarzy” 🙂

    Lubię to

    1. Tytuł bardzo ciekawy, ale jako,że na niego nie wpadłam, to nie poprawiam 🙂
      A widzisz to są skutki pisania o 5 rano, Dave mi jednak wszystko wybacza 🙂
      Zgagę koniecznie obejrzyj, moim skromnym zdaniem to naprawdę genialny film. No i ten duet, Jack i Meryl 😉 Perełka. Julie & Julia to inna liga, film lekki i przyjemny, ale Meryl potrafi o dziwo sprawić, że nawet dość prosta fabuła staje się mistrzostwem.
      Tak, dla mnie Manhattan to też jeden z wielkiej trójki filmów Allena. Jest po prostu genialny i dopracowany w każdym calu. Tam nie ma żadnej sceny, żadnego słowa, które byłoby zbędne. I zgadzam się, dziś Allen chyba za bardzo idzie w ilość nie w jakość. Pewnie ma masę pomysłów, a presja wieku sprawia, że nie dopracowuje ich do końca. Wiele filmów zapowiada się super, ale potem czar pryska. Czegoś w nich brak. Są takie, które śmiało mógłby pominąć. choć są wyjątki, jak Vicky i właśnie Blue Jasmine.

      Lubię to

  8. Kiki pisze:

    co do Julii Roberts w Sierpniu myślę że ten film pokazuje jak łatwo można stać się jak własny rodzic, mimo że go bardzo za pewne cechy krytykujemy.
    Julia niby się wkurza na Meryl ale w chwili stresu włącza jej się niestety takie samo zachowanie jak u matki (straszna była ta pełna przemocy scena z tabletkami). Pewnie za kilkanaście lat będzie tak samo straszną matką jak Meryl. Najgorzej jak gubi nas pycha i wydaje nam się że nie ma co się nad sobą zastanawiać, bo my nigdy, przenigdy tak nie skończymy. Otóż jak widać niedaleko pada jabłko od jabłoni.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s