O matczycznym braku konsekwencji

Tak, wiem, dziwny tytuł. I mylący. Bo nie będę teraz opisywać tych matek, które mówią,że ich dzieci chodzą spać dzień dnia, albo raczej wieczór w wieczór zaraz po 19-a tak naprawdę chadzają spać kiedy mają ochotę,często po 2 w nocy. Albo, że chociaż pociecha ma 17 lat nigdy nie zjadła kawałka ciasteczka, a tak naprawdę mamusia 5 razy w tygodniu kupuje tuzin pączków z budyniem.

Będzie o matkach i ich braku konsekwencji. Ale nie wobec dzieci. A wobec samych siebie. O kluczeniu, a może nawet zakłamaniu. Zdecydowanie o zakłamaniu i klice. Tak, o klice.

Brat parę miesięcy temu namówił mnie na założenie konta na Instagramie. Najpierw uważałam,że to bez sensu,ale skoro brat prosi? W sumie nie wiem czemu prosiła,ale ok. Ostatecznie spodobało mi się to. Aczkolwiek nie popadłam w paranoję. Mam wrażenie,że niektórzy ludzie przynajmniej 20 godzin na dobę nie robią nic ponad szykowaniem posiłków, strojów, i miejsc,które koniecznie trzeba pokazać na tym portalu. Przyznaję, nie rozumiem tego,ale miło popatrzeć. Podpatruję też parę profili młodych mam. Jedne pracują, inne nie. Ale umówmy się, bycie mamą to praca, tak więc każda matka pracuje. I kiedy patrzę na niektóre profile młodych matek, i to nie jednego a kilkorga pociech to odczuwam zazdrość. Nie, nie chodzi o posiadanie dzieci, a o to,że matki mają tyle czasu. Dokładnie, tyle czasu i takie idealne życie.

Ostatnio jedna matka z Instagrama napisała,że była w szoku kiedy jej koleżanka po odwiedzinach u niej stwierdziła- zazdroszczę Ci. Jak to,czego? No tego,że spotkałaś idealnego faceta, z którym stworzyłaś ciepły i wspaniały dom, że masz cudowne dzieci, a przy tym masz czas na własne pasje i projekty. I tutaj matka z Instagrama nie wytrzymała. Bo jak ktoś śmie jej zazdrościć, jeszcze obcy człowiek,ale koleżanka? Własna koleżanka, singielka. Żmija, bez serca. Czy ona nie wie, że…

Ano pewnie,że nie wie, bo jest bezdzietną singielką. Ona więc nie wie, że życie matki jest okropne. Bo dzieci chorują, po ciąży ma się dodatkowe kilogramy, mąż ma 888 irytujących wad, ona na nic nie ma czasu, nic nie może zaplanować, bo jest matką. W ogóle to matka wszystkiego zazdrości singielce, bo standardowo bycie singlem oznacza życie bez problemów, trosk i kłopotów dnia codziennego. Ma się nad wszystkim kontrolę, masę pieniędzy i dom tylko dla siebie, gdzie hula łagodząca umysł cisza i pustka. A takie singielki wiedzę o tym jak to jest być matką i żoną czerpią z Instagramów, i potem zazdroszczą. Koleżanka usłyszała więc mniej więcej,że na matkę nadają się tylko te panie, które lubią cierpieć i poświęcać się dla narodu. Bo bycie matką to chyba najgorszy zawód świata. I ta biedna matka była oburzona,że jej koleżanka, singielka, dodajmy, ogląda te Instagramy, i uważa,że Instamatki są super, że Instadzieci są idealnie grzeczne, a w ogóle posiadanie rodziny to najlepsza rzecz pod słońcem. I tutaj matka z radością oznajmiła,że jej koleżance zrobiło się głupio, przeprosiła, wyszła i plany powiększania rodziny odłożyła na 20 lat naprzód. Aż zbierze odpowiednią porcję siły. Inne idealne Instamatki były zachwycone i biły wirtualnie brawo.

e4bb5e197b361b281b395fc2bba2c446

I teraz z ciekawości spójrzmy na profil tej wymęczonej matki. Co tam znajdziemy? Sądząc po wpisie na blogu można się spodziewać ruin domu, wybitych okien, albo co najmniej tony śmieci,prania i zabawek w salonie. Ale nie. Dzień matki, która uważa,że bycie matką to pasmo wiecznych nieszczęść.

Matka o 6.15 pisze,że nocka minęła cudownie, je Bubuś spał ciurkiem 8 godzin, a ona z nudów wstała o 4.20 i zaczęła ugniatać chlebek dla rodziny 100 % ziaren, bez glutenu,laktozy, cukru i niezdrowych tłuszczy. O 7.30 dostajemy zdjecie jak Bubuś i starsza pociecha Dziubdziuś jedzą chlebek, do tego popijają koktajl z domowego jogurtu ( kupne naturalne są wszakże pełne chemii,a  w ogóle to nie wiemy gdzie pasła się krowa, więc jogurt jest z mleka konopnego), biały stół, idealnie czysta biała kuchnia, biała podłoga, czerwony koktajl, czarny chleb, zielona pasta z awokado i ani jednej plamy. Duma rośnie. Ja,mam dowód w kieszeni tyle lat, a bałaganię jak niemowlę przy robieniu jedzenia. Mamy 9.00 i kolejny raport. Dzieci po przespanej nocy, i sytym śniadaniu poszły spać. Mamusia pokazuje urocze zdjęcie, dzieci śpią, a ona czyta, na twarzy ma maseczkę, piję cappuccino, z nudów posprzątała czystą kuchnię i może ( w przerwie czytania) zaplanować cały przyszły tydzień. 11. 14. Tęskniliście? Mamusia bardzo, właśnie raportuje z kawiarni przyjaznej matce i dzieciom. Była już na spacerku po lesie, wrócili do cywilizacji i poszli na drugie śniadanko. Bez szemrania dzieci wcinają koktajle z jarmużu i tosty ze szpinakiem. Mamusia spotkała kolejną instamatkę i plotkują. Dzieci super się bawią. Ach, jak miło. 14.23. Młodsze dziecko znów śpi, zmęczone pewnie trawieniem szpinaku. Starsze z matką robi obiad. Będzie domowy rosół na kurze, którą wczoraj kupili na eko targu, domowy makaron. A jako,że fajnie się wałkowało to postanowiła wałkować dalej, i ulepiła pierożki z kaszą gryczaną i soczewicą.O 15.10 mamy aktualizację, młodsze ciągle śpi, starsze grzecznie się bawi samo, a jako,że matka okropnie się nudzi piecze dla męża ciasto. Będzie domowa drożdżówka z jeżynami. O 17.09 mamy relację z obiadu. Wszystko wspaniale smakowało, mąż zachwycony,a  dzieci jeszcze bardziej. 18.21. Matka tęskni. Czyżby tęskniła za wolnością i czasem bez dzieci? Nie, ona tęskni do dzieci. Mąż, zabrał dzieci na spacerek i ona ma godzinkę wolną i w ogóle nie wie co ma robić. Ostatecznie dzieli się informacją, że snuje się po Instagramie, ogląda dzieciowe zdjęcia i tak tęskni za noworodkiem, bo Bobuś ma już prawie roczek. O 19.33 dzieci śpią. A jakże, po takim dniu też bym padła,nie ma to tamto. Widać teraz słodkie buźki, które tak grzecznie śpią w idealnie odprasowanej pościeli, w idealnie stylowym pokoju, w którym jest tak czysto,że sama Małgosia Rozenek by dostała palpitacji serca z zachwytu. O 21 matka życzy nam dobranoc. Informuje, że zrobiła sobie mini spa, nastawiła ciasto na rano, na bułeczki,nowy przepis, mąż czyta, a ona właśnie idzie obejrzeć kolejny odcinek ulubionego serialu. I przeprasza, że jutro będzie jej tutaj mniej,ale jadą rodzinką całą na weekend na wieś. Agroturystyka, więc może nie być wi fi w odpowiednim standardzie.

1ccac08464c60e31ae9f358e2160830f

Przyznaję,że niewiele rozumiem z tego co czyni owa matka. Jeżeli uważa, że macierzyństwo jest takim dramatem, to po cóż tyle energii poświęca na pokazanie światu, że jej życie jest idealne a posiadanie rodziny dostarcza jej tyle radości? Dlaczegóż więc ma pretensję do samotnej koleżanki, że jej zazdrości bo naoglądała się pięknych zdjęć w internetach? Po cóż sama tworzy nierealną rzeczywistość i kreuje świat, który nie istnieje? Ileż musi wydać środków by dzień dnia mieć świeże kwiaty, tysiące dekoracji do zdjęć, i innych cudów i wianków? Potem dekoruje, aranżuje i robi sesje. Albo, jest szalenie zadowolona ze swojego życia i naprawdę jest tak jak na zdjęciach. Tyle, że nie potrafi przyjąć komplementu. Bo nie potrafi przyznać, że ma fajne życie i chociaż macierzyństwo to również cienie, to blaski zdecydowanie rozjaśnią mroczne momenty? Sama nie wiem, może to takie tradycyjne poczucie, że matce zawsze i wszędzie trzeba tylko i wyłącznie współczuć? Że chociaż nie ma źle to i tak ma źle i jeszcze gorzej? I koniec i kropeczka. Skoro już była w ciąży i rodziła, to może sobie narzekać na bycie matką ile mi się podoba. A singielce nic do tego.

Przyznaję szczerze, gubię się. Mam wrażenie, że niektórym powinno się zabrać internet. I uwaga, nie byłyby to wcale dzieciaki.

A Wy jak patrzycie na wirtualną rzeczywistość super mam?

a14baac974133d05d31031f6119de691

Ścieżka dźwiękowa- Depeche Mode- No more (this is a last time)

Advertisements

65 uwag do wpisu “O matczycznym braku konsekwencji

  1. Instragram nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Dla mnie to sztucznie wykreowany świat aby pokazać innym jak wiodą cudowne życie. Oczywiście nie wszystkie profile są przeslodzone i nie czarujący się zakłamane , ale te co pokazują idealne życie , idealny świat to bujda na kółkach. Instragram to portal wymagający niezlej harowki. Ile tam ci biedni ludzie muszą się namęczyć aby stworzyć swój iluzoryczny świat który później pokazują innym jako ich rzeczywisty a oglądający oczywiście łapią się na te gierki. A co do matek , to lepiej by robiły gdyby więcej czasu poświęcały rodzinie i dzieciom niż kreowaly nieprawdziwe życie na które w komentarzach jeszcze się obrażają. Pozdrawiam

    Lubię

    1. jeżeli komuś to kreowanie daje radość,to jeszcze pal licho 😉 Ale jak ktoś się oburza,że komuś postronnemu to się podoba to już tego nie rozumiem, bo po co coś takiego się robi? Po co całe dnie się relacjonuje ? Ok, jak ktoś ma coś ciekawego do pokazania to czemu nie, ale codziennie na dzień dobry to samo, kwiatki,kawka, drożdżóweczki itp i podpisy- dzień dobry, super dzień przed nami, dzieciaczki pięknie spały itp. Przecież to sporo czasu zajmuje takie stylizowanie, no chyba,że ktoś całodobowo ma takie instagramowe stacje w mieszkaniu,i wszystko podporządkowane jak najpiękniejszym zdjęciom 😉

      Lubię

      1. Po prostu autorzy takich blogów żyją jak dla mnie w wyimaginowanym swiecie lub starają sobie taki świat stworzyć. A ludzie mają to oglądać i podziwiać. Dziwnie się teraz ludzie zachowują w dobie internetu. Trzeba im wybaczyć manie chwalenia się ;-). Pozdrawiam

        Lubię

  2. Jak dla mnie instagram to piękna wykreowana bajka która nijak ma się do rzeczywistości. Dziwi mnie takie stylizowanie swojego życia chyba nikt normalny nie uwierzy że każdy dzień jest taki piękny i ah i oh. I jeszcze pretensje że ktoś zazdrości😑 ja się w to nie bawię i nigdy nie będę bo za wiele razy się przekonałam ze posiadanie dziecka daje szczęście ale łzy też są i to nie raz…

    Lubię

    1. Jak to w życiu, każdy ma gorszy dzień. A często widzę takie opisy pod przepięknymi zdjęciami, dzieci chore, jestem smutna i mi źle, bo nie spałam w nocy. Tyle,że na zdjęciu nie ma leków, czy sterty chusteczek zasmarkanych a piękny i czysty salon, świeże kwiaty, masa domowych bułeczek i kieliszek wina. Takie smutne dni to chyba mogłabym mieć dzień dnia. Smutne,że całemu światu trzeba non stop udowadniać, że ma się takie piękne i udane życie…

      Lubię

      1. Blueberry pisze:

        A może dla tej dziewczyny to wino, bukiet kwiatów itd. to 15 minut oderwania się od problemów z chorymi dziećmi? Skoro jest podpis, że coś jest nie tak to może nie ignorujmy tej wiadomości skupiając się tylko na ładnym zdjęciu?

        Lubię

  3. Katarina pisze:

    Jak mnie instagram to przede wszystkim sranie prywatnością, więc mnie to w ogóle nie interesuje- ja moją nie sram, prywatność innych mi lata koło pióra ( a zwłaszcza prywatność młodych mam ).
    Ale zgadzam się z Tobą- im większa przestylizowana idealność bije ze zdjęć, tym większą ma się pewność, że ta idealność jest tylko na potrzeby zdjęcia.:P

    Lubię

    1. ja na prawdę się zastanawiam kto ma tyle czasu by każdego dnia -przed pracą, piec gofry, chleby, bułki, robić 4 rodzaje wymyślnych past, zrobić pięknie stół-w sensie zastawić, i to wszystko uwiecznić na zdjęciu. Chyba,że jak ma się dzieci to kurcze czasu ma się więcej;) Ja jestem z siebie dumna jak jogurtu nie zjem wprost z kubeczka, tylko wkroję jakiś owoc do miseczki 😉

      Lubię

  4. Zbych pisze:

    rudablondynka ma 200% racji. Z tymi instagamowymi matkami jest chyba podobnie jak z co niektórymi „ciężkopracującymi” celebrytami. Niby ciągle narzekają że harują i permanentnie zmęczeni a wg tego co umieszczają w necie to co tydzień wakacje w innych tropikach.
    W ogóle to pewnie nie powinienem się wypowiadać skoro nie posiadam dzieci, ale mam kilku dobrych znajomych, którzy mają ich nawet „małe stadko”, więc mam świadomość jak to wygląda od środka. Ogólnie historii jest tyle ile rodzin, ale ogólna konkluzja jedna: pierwszy raz można się normalnie wyspać gdy pociecha osiągnie wiek ok 2 lat a porządkowanie nieustannego bałaganu w domu to pozycja ostatni na liście priorytetów. Dlatego pewnie wiele par decyduje się od razu na kolejne dziecko by załatwić ten okres domowego „chaosu” jednym ciągiem. Jak to kiedyś zwierzyła mi się jedna osoba, która niedawno została matką: „cieszy się bardzo, ale powrót do pieluch i nocnego wstawania po 6 latach to najbardziej traumatyczne przeżycie jakiego do tej pory doświadczyła”.

    PS: Pora trochę pożartować bo ta pierwsza fotka super dobrana… niby z rana, a już full szpachla i pewnie po fryzjerze (zakładam że nikt normalny nie śpi w doczepianych rzęsach). W dodatku jeszcze ten mistrz drugiego planu co udaje że śpi. Przy tej całej otoczce to dziurawe wdzianko kiepsko dobrane – bardziej pasowałby jakiś kostium od Chanel 🙂

    Lubię

    1. Wiesz to wdzianko to pewnie kosztuje więcej niż niejeden żakiecik 😉
      Moja mama miała w sumie dwójkę prawie na raz i jak sobie zaczęła odpoczywać to urodził się mój brat. Więc chaos w domu trwał nie 6 a 12 lat 😉 Ale kurcze, nie trzeba być matką czy ojcem by wiedzieć,że dzieci nie śpią po 22 godziny na dobę w idealnej wręcz ciszy, jedzą w ciszy i spokoju i porządku, a ich białe ubranka lśnią bielą cały piękny dzień 😉 A matka może sobie makijaż zrobić, paznokcie i co tam jeszcze i jeszcze. Ja dzieci nie mam,ale nie mam też tyle czasu by tyle piec, i się relaksować ile bym chciała. Pewnie jakbym miała dzieci to już w ogóle bym niczego nie ogarniała. I już nie mówię o doczepianych rzęsach,i domowym chlebie. Ja bym się cieszyła jakbym skarpetki do pary założyła:)

      Lubię

    2. katasza pisze:

      Haha, no szpachla jest, brwi ułożone, włosy ułożone… ale rzęsy to przecież się doczepia raz na jakiś czas i właśnie wtedy nie trzeba ich z rana malować ani nic. 😛
      W tle można dostrzec też wysuniętą szufladkę jako kolejny symbol porannego rozgardiaszu. 😉

      Lubię

    3. Blueberry pisze:

      Zbychu, rzęsy doczepia się raz i one są, aż nie wypadną 😉 Podobnież jak makijaż permanentny brwi, więc połowa makijażu gotowa. Usta napompowane raczej, więc to też potęguje wrażenie.
      Btw, sztuczne rzęsy są całkiem spoko. Oszczedza to czas rano, szkoda tylko, że żeby mieć naturalny efekt, to jak na ironię, trzeba wydać milion pieniędzy (których mi szkoda, więc rzęsy tylko własne mam).

      Lubię

      1. Moja koleżanka zrobiła sobie brwi, kreseczkę na oku, rzęsy, konturówkę na usta-wszystko trwałe. Raz poszła i była bardzo zadowolona, za drugim razem dziewczyna się uczyła i zrobiła jej tak, że teraz musi poświęcać pół godziny rano by nie straszyć ludzi swoim wyglądem 😉

        Lubię

      2. Zbych pisze:

        W takim razie zwracam honor – wydawało mi się, że to podobnie jak z charakteryzacją do filmów czy teatru (jednorazówka). Na swoje usprawiedliwienie mogę tylko dodać, iż do tej pory nie miałem do czynienia z owym wynalazkiem….
        Tak się od razu zastanawiam… skoro to rozwiązanie długotrwałe to interesujący musi być to tego „system mocowania” na jakieś wyrafinowane lepiszcze o supertajnym składzie 🙂

        Lubię

      3. Blueberry pisze:

        Lena, niestety jak się źle trafi to można mieć nieźle przewalone. Szkoda, że mało kto myśli o tym, że to zmiana długotrwała.

        Zbych, bo pierwsze rzęsy takowe były. Plus dalej są np. do sesji, ale te na ogół są koszmarnie sztuczne i przerysowane, więc po sesji się je ściąga. Metod jest kilka obecnie, jak i materiałów, których się używa (można mieć rzęsy z jedwabiu albo futra jakiegoś zwierzaka…). Trwałość takiego zabiegu to ok 3 tygodnie, ale w skali roku wydasz tyle, że masz na wakacje 🙂

        Lubię

      4. W sumie wytuszowanie rzęs to jakaś bardzo pracowita czynność nie jest, by robić sobie sztuczne rzęsy. Kreska jest ok, to znaczy ja nie potrafię malować, a jak próbuję to i tak mi nie wychodzi. Więc mogłabym sobie zrobić, ale ja i tak na co dzień używam podkładu zimą, latem kremu BB, tuszu i cienia w kolorze beżu, bo nie lubię w pracy mocnego makijażu, więc kreska do niczego potrzebna mi nie jest. Ale jej sens rozumiem:)

        Lubię

      5. katasza pisze:

        Koleżanka z pracy miała tak ładnie zrobione sztuczne rzęsy, że nie wpadłabym na to, że są sztuczne, gdyby mi inna koleżanka nie powiedziała (a ona też sama na to nie wpadła) – wyglądały po prostu na długie, gęste i mocno pomalowane. 😉
        Malowanie rzęs niby nie zajmuje dużo czasu, ale mnie na przykład i tak zwykle tego czasu szkoda, do tego w każdym wypróbowanym tuszu mi coś nie pasuje i rzadko maluję – gdybym miała mało wyraziste rzęsy, a zależało mi na ich podkreślaniu, to jak najbardziej widziałabym sens w doczepianiu. 🙂

        Lubię

      6. ja w zasadzie nie muszę malować, mam naturalnie wyraziste rzęsy, nie wiem po kim 😉 Ale noszę w pracy non stop okulary, niestety moje pomniejszają oczy, więc odrobina tuszu im dobrze robi dodatkowo 😉
        Mi by się nie chciało doczepiać rzęs, właśnie przez to.,że to tylko na miesiąc.

        Lubię

  5. Nie mam konta na Insta, bo mnie ta strona denerwuje. Prawdy tam nie znajdziesz. Ludziom odpierdziela mania robienia selfie, by się czymś tam pochwalić. Dla mnie to oszołomstwo totalne. Blog mi starcza, powiem więcej – ostatnio mam wrażenie, że często piszemy o mało istotnych rzeczach, dla relaksu.
    Nie ma matek idealnych. Kreują rzeczywistość na fociach po to, by im zazdroszczono. A ta lala z fotki (z dzieckiem na ręku) ma okropnie nadmuchane usta. Ot, i cały Insta.

    Lubię

    1. ja w sumie w 90 % mam zdjęcia z przepisami 😉 Ale widzę,że niektórzy robią sobie po 10 zdjęć rano i 10 wieczorem. I w kiblu oczywiście, wygląda to paskudnie, nie wiem po co to komu? W sumie nie wiem co gorsze, udawana idealność,. czy serie zdjęć w różnych toaletach?

      Lubię

  6. katasza pisze:

    Wirtualnie staram się nie zapuszczać w rejony opanowane przez supermamy, zresztą podobnie jak w kilka innych rejonów, po co się denerwować. 🙂
    Założyłam konto na instagramie głównie po to, żeby wygodnie obserwować konta, które mnie interesują i oglądać ładne zdjęcia. No i właśnie – z jednej strony z założenia każdy chce się dzielić pozytywnymi chwilami, czymś, co mu się spodobało, ładnie podanym posiłkiem (no bo jak już pokazywać, to żeby wyglądało) itp. Ale jeśli ktoś pokazuje, jak mu się idealnie żyje, a potem się bulwersuje, że ktoś na tej podstawie mu zazdrości, to trochę żenada. Zapewne ani wersja na zdjęciach ani z opowieści o umęczonej matce nie jest prawdziwa, ale są ludzie, którzy zawsze muszą kolorować i z jednej strony mieć wspaniałe, pięknie poukładane życie, a z drugiej wiecznie pod górkę, zawsze najtrudniej i najwięcej na głowie. Jako matka można wejść na jeszcze inny poziom…

    Lubię

    1. Pewnie by mnie nie oburzyła ta sytuacja, tylko raczej rozśmieszyło to,że matka małych dzieci ma tyle czasu na te piękne sesje-po naprawdę zdjęcia ma piękne 😉 Ale kurcze, po co publicznie oburzać się na koleżankę, która powiedziała,że fajnie wygląda jej życie na obrazkach, skoro samej się to idealne życie tworzy? Tego zupełnie nie rozumiem. I te inne mamuśki, które co jedna, to piękniejszą „rzeczywistość ” tworzy,a potem są oburzone, że komuś to się podoba i chciałby tak samo? To nieco schizofreniczne podejście.

      Lubię

      1. katasza pisze:

        Śmieszne trochę – pretensje do koleżanki, że ta wierzy w autentyczność życia pokazanego na profilu. Może taka wiara i jest naiwna, ale żeby się oburzać? 😉
        Jako bezdzietna singielka jak najbardziej uwierzyłabym, że tej pani można zazdrościć (tak pozytywnie! nie uważam, że posiadanie ułatwień czy duża ilość wolnego czasu jest czymś niewłaściwym) jej trybu życia, może mieć kogoś do pomocy i mogły jej się trafić mało problemowe dzieci, skąd mam wiedzieć, że jest inaczej, w końcu piękne zdjęcia w wystylizowanym otoczeniu same się nie robią. 😉

        Lubię

      2. Dokładnie. Skoro pokazuje takie zdjęcia, to skąd niby mi wiedzieć,że mąż taki słodki nie jest, dzieci z piekła rodem-chociaż na każdym zdjęciu w białych strojach, a w ogóle ona ma ciężkie życie bo wszystko jej się wali, skoro na jej profilu każdego dnia pisze,że miała cudowny dzień? Zupełnie nie rozumiem jak można żyć w dwóch różnych rzeczywistościach.

        Lubię

      3. Zbych pisze:

        Można, można… to tzw SMS –> social media schizophrenia.
        W USA i Korei już normalnie diagnozowany syndrom chorobowy 🙂

        Lubię

  7. Katarina pisze:

    Poza tym- kiedyś robiło się zdjęcia, WYWOŁYWAŁO i chowało do albumów, żeby mieć pięknie pamiątki dla SIEBIE. I nieważne było, że na zdjęciu z Mazur masz czerwoną od słońca gębę i potargane od porannego wiatru włosy- ważne było, że na zdjęciu ujęta jest cudowna chwila.

    A teraz – robi się masowo pierdyliardy zdjęć dla INNYCH- żeby zobaczyli, jaki jestem zajebisty/a, pozazdrościli mi tej mojej zajebistości, musowo polajkowali. Teraz na zdjęciu trzeba mieć obowiązkowo ryj w dziub, pozę z wygiętą nózią, perfekcyjne włosy i paznokcie i najlepiej torebkę Birkin- wtedy jest cool.
    Ale jest też kretyńsko i płytko jak dla mnie, nic dziwnego, że robienie selfie już jakiś czas temu zdiagnozowano jako zaburzenie psychiczne.

    Lubię

    1. mnie najbardziej śmieszyła kobitka, która robiła sobie selfie z grobem Piłsudskiego. Na poważnie, przyjęła odpowiednią pozę, wygięła co trzeba, schowała co nie warto pokazać, i powiedziała-naprawdę, naprawdę- Dziadzuś, kiedy robiła sobie fotkę. Poczułam się totalnie idiotycznie. Że tak świat dziś wygląda ….

      Lubię

  8. Instagram przerasta moje kompetencje cyfrowe, więc tam nie zaglądam, ale jedno wiem – jak cię widzą, tak cię piszą, więc też nie rozumiem tego pełnego goryczy wywodu superinstamamy.

    Lubię

    1. Dokładnie 🙂 Chyba,że naprawdę to była wersja dla obcych, a koleżanka powinna wiedzieć, że w prawdziwym jej życiu rzeczywistość jest zupełnie inna. Tylko,że dalej nie rozumiem po co codziennie tracić tyle czasu na udowadnianie,że ma się super życie? Nie lepiej ten czas przeznaczyć na coś co przyniesie prawdziwe zmiany na lepsze?

      Lubię

  9. Magducha wszystko co w sieci to kłamstwo ;). Ja juz dawno wyleczyłam się z tego idealnego świata. Każdy ma swoje problemy i nie przykryje tego swoimi zdjęciami na żadnym portalu czy aplikacji. Nie porównuje sie też z innymi, bo to bez sensu. A mamusiek nie oglądam, bo mnie to irytuje, tak samo w pracy jak na portalach. Super, że mają takie wspaniałe dzieci i ciężkie życie, ale to juz ich indywidualny wybór. W pracy porównuje dzieci, do swojego psa i to przeważnie kończy temat.

    Lubię

      1. ja się nie porównuję 😉 Na szczęście 😉 Bo doskonale wiem,że nie da się prowadzić takiego życia. Jedyne co mnie wkurzyło to wkurzenie super matki z Instagrama na to,że komuś spodobały się jej zdjęcia i styl życia. To jest dla mnie lekko chore;)

        Lubię

  10. Na taką rzeczywistość miło się patrzy, ale wiem, że to nie jest prawda. Może te matki męczy fakt przedstawiania życia jako ideału? A potem zmęczone jęczą do wszystkich… Czego oczywiście nie pochwalam 😉 Lubię za to, gdy ktoś mówi/pisze/foci i pokazuje, jak jest naprawdę i że nie wszystko jest takie kolorowe.

    Lubię

    1. No ja się nie dziwię,że są zmęczone, jak tyle pracy wkładają w te piękne fotografowanie swojego życia i aranżowanie go w odpowiedni sposób. Też byłabym zmęczona raportowaniem co u mnie co dwa kwadranse 😉 Szkoda, że mało jest odważnych do pokazania normalnego życia, albo raczej nie mają popularności takie osoby. Bo chyba wszyscy marzymy o czymś idealnym, a cóż, ideałów nie ma.

      Lubię

  11. Temat matek w internecie to materiał na książkę. Najpierw była moda na idealne matki, których dzieci się nie brudzą, salony lśnią czystością, a one same wyglądają jak z żurnala. Teraz z kolei przyszła moda na nieperfekcyjne mamy, które przyznają się do tego, że nie wyrabiają, macierzyństwo je przerasta, nigdy nie mają czystego domu i tak dalej. Nie wiem jaki typ bardziej mnie wkurza, ale wiem jedno- to wszystko kreacja na potrzeby biznesu w necie. Dusiłam się w parentingach i dlatego z nich odeszłam.

    Lubię

    1. Widzisz jest jeszcze wersja mieszana, czyli na pokaz jest idealnie,ale jak pochwalisz to dostajesz w kość 🙂 W sumie typ mieszany chyba najgorszy;) Nigdy nie wiadomo co powiedzieć;)

      Lubię

  12. Blueberry pisze:

    A ja tradycyjnie doleję trochę oliwy… 😉

    Czy na pewno było oburzenie tej matki czy może raczej próba wytłumaczenia, że jej życie wcale nie jest idealne? Sama kilka razy dostałam zarzut, że mam takie fajne życie – tu narty, tam wyjazd itd. I fakt, bardzo je lubię, ale na blogu czy IG to tylko fragment. Miły fragment, który przede wszystkim jest dla mnie ku pamięci. Więc jak coś takiego słyszę to chcę sprostować, bo są dni, kiedy padam po pracy ze zmęczenia, kiedy przygniatają mnie problemy zdrowotne, różne życiowe niepewności itd. i z takiej opowieści można wysnuć wniosek, że nic tylko marudzę 😉

    A co do stylizowanych zdjęć to ja traktuję to bardziej jako taki estetyczny fragment życia. Że chciałabym tak mieć, bo jest to estetyka, która mi odpowiada.
    A co do pieczenia chleba, gofrów itd. to pytanie ile instamama pracuje. I jako kto pracuje. I pytanie ile my przeznaczamy czasu codziennie na inne aktywności, na które ona nie przeznacza np. książki czy seriale. Warto pamiętać, że obecnie IG to też biznes i dla niektórych stylizacja tych zdjęć to po prostu praca.

    Liked by 1 osoba

    1. Lubię oliwę do ognia, bo lubię dyskusję na poruszane tutaj tematy 🙂
      Wiesz jak ja mam gorszy dzień to nie wrzucam słodkich zdjęć i nie piszę, że jest super, a jak ktoś mi powie-pięknie i super, to nie krzyczę (wirtualnie ),że to wielkie kłamstwo,bo tak naprawdę moje życie w ogóle czy chwilowo jest fatalne;0 Jak miałam okropny okres i nie mogłam zwlec się z łóżka to szczerze napisałam, że nie mogłam pojechać na koncert Davida Gilmoura, bez lukrowania i bez kwiatków. Domyślam się,że zrobiłabyś podobnie-kiedy masz kobiece problemy to bierzesz koc, termofor, włączasz głupią komedię, pijesz melisę i czekasz aż ból minie. I marudzisz mężowi, przyjaciółce, mamie. A nie umierasz z bólu,ale myślisz-kurcze dziś mam tylko 3 zdjęcia na profilu, nie lecisz po nowe kwiaty, nie gotujesz wykwintnej kolacji, nie stylizujesz stołu i otoczenia by napisać- uroczy wieczór, takie lubię. A jak ktoś napisze- ale cudowny wieczór, to nie odpisujesz- głupia krowo mam okres, umieram z bólu i spadaj na drzewo. Nie wiem może to i praca, ale to chyba najgorsza praca świata, udawanie, że życie non stop jest idealne.
      Sama lubię obejrzeć miłe zdjęcia, jak mam zły humor 😉 Ale kurcze, jak ja mam zły dzień, źle się czuję, to nie czuję potrzeby by tuszować go pięknym zdjęciem i udawaniem,że jest super, a w domyśle wszyscy mają wiedzieć,że jest okropnie. Bo ja tak właśnie cierpię, pięknie cierpię.
      No i kurcze, gdzie ta babska solidarność? Kolejne najeżdżanie matek na singielki, i walka o to, która ma lepiej i gorzej. Niepotrzebnie dążymy do tej perfekcji. Niepotrzebnie, bądźmy sobą, pozwalajmy sobie na gorsze chwile i tyle 😉

      Lubię

    2. katasza pisze:

      A ja nie rozumiem „zarzucania” komuś, że ma fajne życie, bo jak to tak może mieć lepiej ode mnie – wtedy nic dziwnego, że taka osoba się broni. 🙂

      Lubię

      1. tego też nie rozumiem. Taka zazdrość co niewiele wnosi. Natomiast co innego miły komentarz, na pokazane publicznie zdjęcie, które jak rozumiem ktoś celowo zamieszcza. I atak na osobę, która nie zrobiła nic więcej poza skomentowaniem obejrzanej rzeczywistości,bo nie wie,że tak naprawdę to wszystko na pokaz, na prawdę jest okropnie.

        Lubię

  13. Dzieci nie są mi pisane ani w tym ani w przyszłym wcieleniu. Ale to co dzieje się wokoło przeraża mnie niczym kiepski horror… Po porodzie ba nawet w trakcie trzeba przypudrować nosek, poprawić oczko. I oczywiście kilka dni później pokazać się na ściance bez brzucha po ciążowego… I nie zapomnieć o 1000 zdjęć na fb.

    Lubię

    1. ostatnio widziałam zdjęcie pani -jeszcze z porodówki, wyglądała tak bosko,że ja musiałabym godzinę się męczyć by być tak świeżą 😉 Ale to gwiazda, więc standardy ma inne;)

      Lubię

  14. Julka pisze:

    Ale to nie tylko matki kreują taką nierzeczywista rzeczywistość. myślę że same wiedzą że z realnym życiem ma to niewiele wspólnego. tyle ze która matka przyzna się do tego że ma czasem wszystkiego dość, jest zmęczona, która pokaże bałagan w kuchni? ile gromow wtedy by się na nią posypało? wiadomo przecież ze macierzyństwo to cud a dzieci sa slodkie? wiem z doświadczenia ze na matkach spoczywa ogromna presja bo kto jak kto ale matka o sobie samej na pewno nie powinna myśleć. myślę ze dlatego kreują te idealne życie na instagramie, fb i temu podobnych. bo chociaż tam mogą. tyle ze to błędne koło bo same sobie nakładają pętlę na szyję pokazując innym ze można? można i skoro inne nie potrafią i narzekają to z nimi jest coś nie tak. przepraszam że tak nieskladnie ale pisze z tel i z pracy.

    Lubię

    1. no właśnie o to chodzi, te matki same kreują presję na inne matki, bo skoro ty patrzysz na ten porządek. na ten idealny obiad, piękne aranżacje i porównujesz to z pierogami z Biedronki, brudnymi oknami i chaosem w głowie co pierwsze posprzątać to można dostać depresji. To jest chore przecież.

      Lubię

  15. Haha, ale trafiłaś tym postem w sedno! Ja nie znoszę tych super instamateczek na instagrmie 😉 Maja idealne, grzeczne dzieci, dom wiecznie wysprzątany, dzieci czyste super wystylizowane, one samą śpią w makijażu, jedzą ekożarcie, piją koktajle, nie mają gorszych dni, nie złoszczą się nie dzieci co najwyżej wzruszone płaczą i patrzą jak one cudnie śpią a do reszty już chyba pisać nie muszę 😉 Żarty do potęgi entej, ja sama odkąd jestem mamą wiem że rzeczywistość raczej tak nie wygląda (no chyba że coś przegapiałam i popsułam?). Lepiej na nie nie patrzeć bo można popaść w depresję 😉

    Lubię

  16. kocia_dama pisze:

    Ja nie ogarniam tych supermam z instagrama 🙂 Nie wiem, po co ubarwiają swoje życie, po co udają na siłę, że jest wszystko OK,super i modelowo, skoro wiadomo, że tak nie wygląda prawdziwe życie.
    Chęć zaistnienia w sieci jest chyba jednak większa, niż zdrowy rozsądek 🙂

    Lubię

    1. niestety niektórzy myślą,że tak wyglądać powinno życie i dążą do ideału. Często wielkim kosztem. Albo wpadają w depresję, bo koleżanki mają lepiej, są lepiej zorganizowane itp.

      Lubię

  17. Ufać Instagramowi to tak, jak ufać cygance wróżącą ci przyszłość z fusów po herbacie 🙂 nie wierzę, że kogokolwiek życie mogłoby być tak idealne… szczególnie matki z Dzibdziusiem i Bubusiem 😛

    Lubię

  18. Kiki pisze:

    ja też w ogóle nie rozumiem nieraz tych młodych matek – czego one chcą od życia, po co tak udają, przed kim grają…nie wiem, same znaki zapytania, za moich czasów tego nie było.

    Lubię

  19. Supermatkom i supersingielkom polecam bloga Kuroniowej i jej wpisy na temat macierzyństwa i jej odwagę w mówieniu o tym w sposób chyba zakazany w naszym kraju. Nie jestem fanką ani jej ani jej męża, ale podziwiam jej podejście do roli ciężarnej kobiety, a potem matki, wychowanej w kulturze „matki polki”, która okazuje się mitem.

    Lubię

  20. Nigdy nie mówię, że bycie matką jest łatwe. Ale mimo wszystko jest cudowne. Sama wstawiając zdjęcia na ig staram się wrzucać te radosne momenty, a nie te, kiedy córa ma np napad histerii. No bo po co? Bo w gruncie rzeczy jesteśmy szczęśliwą rodziną, nawet jeśli dziecko płacze, choruje, mąż wkurza, a koty brudzą. Nie odczuwam tego jako idealizowanie macierzyństwa. Czasem są dni, że nie mam na nic czasu, a są i takie, gdzie w spokoju maluję paznokcie i mam czas dla siebie.
    Każdy stan ma swoje plusy i minusy – singielka, mężatka, czy też dzieciata. Nie ma co tu porównywać, to 3 kompletnie inne sytuacje.
    Znów – nie należy przeginać w żadną stronę.

    A z tym zdrowym jedzeniem – w sumie powiem Ci, że ja jestem za. Sama się tak odżywiam, staram się większość rzeczy robić sama (no może nie makaron, bez przesady), bo wtedy mam pewność, że znam skład. Wiem, że nic nie zaszkodzi. Po kilku konsultacjach z dietetykiem (kiedy zaczęłam się odchudzać) zrozumiałam jak bardzo ważne jest zdrowe odżywianie.
    I córka je z nami praktycznie wszystko to samo co my. Praktycznie, bo ma nietolerancje laktozy, więc w jej daniach muszę stosować zamienniki.
    Owszem czasem jemy w restauracjach, ale zawsze wtedy muszę mieć gdzieś z tyłu głowy, że ona może mieć sensacje żołądkowe, bo albo czegoś nie doczytam, albo kelnerka niedoinformuje albo cokolwiek.
    Podoba mi się, że ludzie promują zdrowe odżywianie – nie tylko matki.

    Ale tego wjazdu na singielkę nie rozumiem. W sumie ja też czasem tęsknię za spontanicznością, ale nie uważam się za umęczoną.
    Denerwują mnie natomiast te stereotypy (powtarzane przez niektóre matki, które szukają wymówek), że jak masz dziecko to jesteś zombie, nie malujesz się, masz szopę na głowie, chodzisz w porozciąganych dresach i w ogóle wyglądasz conajmniej jak po maratonie. Dla mnie to tylko pretekst, bo dziewczynie nie chce się dbać o siebie…

    Lubię

    1. Ja właśnie o tym mówię, co innego wrzucić fajne zdjęcie i podpisać, że ok, dzień był ciężki, ale uśmiech dziecka mi wszystko wynagradza, a co innego wstawić piękne zdjęcie i złościć się bo ktoś przyjemnie skomentował, bo tak naprawdę życie matki jest okropne i gdyby mogła to wystrzeliłaby swoją rodzinę w księżyc. Dziwię się czemu energię wtedy traci się na udawadnianie, że jest tak super, zamiast naprawdę zająć się zmianami na lepsze.
      Ja sama staram się zdrowo odżywiać i cóż, nie mogę jeść niezdrowo 😉 Aczkolwiek nie popadam w przesadę, i nie muszę udawać, że codziennie piekę chleb, albo przed pracą robię 3 daniowy obiad z deserem 😉

      Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s