Minął luty

Po bardzo trudnym i ciężkim styczniu, przyszedł luty. Pamiętam jak 1 lutego trafiłam gdzieś na horoskop na cały miesiąc. Przeczytałam i nie mogłam przestać się śmiać, ileż tam było zapowiedzi miłych chwil. Luty miał kusić ciekawymi spotkaniami, okazją do wyjazdu, niespodziankami i dobrym samopoczuciem. Jak ja się wtedy śmiałam. Zdecydowanie nie mogłam przestać. Kiedy skończył się styczeń, który ledwo przeżyłam moje założenie co do lutego,było dokładnie takie samo. Przeżyć i tyle.

Ale patrząc wstecz na ten miesiąc muszę powiedzieć, że horoskop miał 100 % racji. Po stagnacji coś się ruszyło. Luty to miesiąc napiętej pracy, rzeczywiście zajęć w pracy był nadmiar, a dodatkowo atmosfera w miejscu pracy była chwilami wprost nie do zniesienia, ale po burzy przyszło słońce. Być może to oczyszczenie emocji, które gromadziły się i gromadziły w powietrzu,było po prostu potrzebne? W każdym razie nauczyłam się dystansować. Widzę,że moje przeżywanie ich nieporozumień na mnie fatalny wpływ, a nie przynosi żadnej zmiany. Po cóż więc tracić czas i zdrowie? To moja ważna zmiana w lutym. Ale nie ta jedyna. W ogóle zaczęłam inaczej patrzeć na siebie i innych. Ustaliłam na nowo swoje priorytety i okazało się, że ja jestem całkiem wysoko na tej liście. W lutym jakbym odżyła, głównie psychicznie.

Trzy babskie spotkania i ploteczki, i te w kawiarni, i te w domowym zaciszu. Tak dawno nie widziałam moje ukochanej Zuzi, jak ona się zmienia. Jak wspaniale było rzucić wszystko i pojechać do przyjaciółki, pobawić się z jej córką i znów poczuć dziecięcą radość. Cudownie było spotkać się z ważnymi dla mnie dziewczynami, i nie znaleźć wymówki by odłożyć spotkanie w czasie. W lutym nadrobiłam więc wszystkie towarzyskie zaległości i odkryłam nową kawiarnię.

W lutym wróciły moje ciekawe weekendy. Znów był pierogowy obiad w Mandu i znów zabrało dla mnie pierogów miesiąca. Jak pech to pech. Były sobotnie solidne spacery z siostrą. Początek miesiąca był nadzwyczaj imprezowy. W 5 dni zmieścić się musiały taty urodziny, imieniny i 31 rocznica ślubu rodziców. Tym razem wymyśliłam dla nich zaproszenie na najprawdziwszy gdański bal w Filharmonii. Rodzice byli zachwyceni i do tej pory wspominają mój pomysł, wyjątkowo ciepło. W tym miesiącu również odbył się wypad do spa i ładowanie akumulatorów. Ten wyjazd będę długo, długo wspominać. Oczywiście jak najmilej.

Zdjęciowy miks. Spacerki, dobre jedzenie, herbatka i ploteczki, i dużo smacznego jedzenia:)

 

W lutym musiałam zainwestować w specyfiki do twarzy, po chorobie moja cera zmieniła się o 180 %. Zaczęłam wyglądać podobnie do mojej 16 letniej sąsiadki, nie poznawałam samej siebie, skóra była tłusta, nawiedził mnie trądzik, okropność. Za radą pani w aptece skusiłam się na zestaw kosmetyków Pharmaceris, na noc krem z 10 % kwasem migdałowym, na dzień krem przeciwtrądzikowy. Wydałam 80 złotych i byłam pewna,że za parę dni będę wyglądać wspaniale. No nie, minął tydzień, potem dwa i trzy i wyglądałam tak samo. No przepraszam, tak samo minus 80 złotych. Ale po miesiącu w końcu zobaczyłam efekty. Te kremy wymagają cierpliwości, po miesiącu spełniły swoje zadanie. I ostatecznie nie żałuję,że je kupiłam, aczkolwiek jeżeli ktoś szuka czegoś skutecznego od razu,to nie będę polecać. Krem dla cierpliwych.

Od razu działa za to serum do paznokci Regenerum. To nie tylko mój hit lutego,ale ogólnie,całego roku. Zawsze mam tubkę i używam parę razy w tygodniu. Ale kiedy miałam grypę nie używałam, po grypie obiecywałam sobie,że na wieczór będę dzielnie smarować płytki,obietnice obietnicami,ale sen snem. Nic nie robiłam. A osłabienie i zła dieta, a raczej kompletny brak apetytu okropnie osłabiły moje paznokcie, które łamały się od wiatru, albo z  samego wrażenia. W każdym razie po paru użyciach paznokcie znów wyglądają dobrze. Dla mnie olbrzymim plusem jest forma aplikacji-olejek, bez zmywacza, bez konieczności dokładania warstw i zmywania. Dla mnie bomba.

W grudniu kupiłam sobie perfumy i dopiero w lutym je otworzyłam. Chodzi o zapach z Avonu. Matko i córko, ostatni raz zapach z tej firmy kupiłam pod koniec liceum. Teraz nie wiem co mnie podkusiło? Na półce mam uznane marki, i słynne wonie, i nagle Avon. I wielkie zaskoczenie. Otóż zapach sygnowany przez Justynę Steczkowską(której na marginesie nie lubię) okazał się wspaniały. Attraction, tak się zowie i naprawdę jest atrakcyjny. Wyraziste, bardzo kobiece, świetne na zimowe wieczory i ranki. Ciepłe, otulające, najpierw czuć mroźną jeżynę, potem wanilię i piżmo. Całość jest dziwnie mroźna, nieoczywista. 4 osoby zapytały się mnie czym pachnę, co nie zdarzyło mi się nigdy. Nawet wtedy kiedy miałam na sobie wonie słynne i bolące kieszeń. Nikt nie wierzył,że to Avon. Trwałość ma dużą lepszą niż Chloe, a kupiłam za 50 zł w promocji. Jeżeli ktoś lubi mocniejsze zapachy, to warto go poznać.

Za to zawiodłam się na pewnym podkładzie. Dokładnie na mojej sprawdzonej marce Maybelline w tej kwestii-jestem fanką wierną Super Stay. Teraz coś mnie podkusiło i kupiłam Better Skin, pewnie podkusił mnie stan skóry i obietnice poprawy jej jakości. Błąd, wielki błąd. Wydałam 40 zł na coś co prawie nie ma zalet. Mówię tutaj o wersji w kompakcie, jedynym plusem jest lusterko w opakowaniu. Zero krycia, zero działania, dosłownie nic. Dodatkowo po 4 użyciach całość mi się pokruszyła, nie z mojej winy, tudzież upadku z wysokości, ot, takie to suche. Jeżeli komuś za bardzo ciąży 40 złotych w portfelu, to bardzo polecam.

 

I tym kosmetycznym akcentem kończę.

Ścieżka dźwiękowa- Editors-All the kings

Advertisements

43 uwagi do wpisu “Minął luty

  1. katasza pisze:

    Po nieciekawym styczniu luty musiał poprawić humor, odżyłaś po stresach i chorobach. 🙂
    Nad tym kremem z Pharmaceris kiedyś myślałam, ale jednak pozostanę wierna zielonemu serum z Bielendy, ono moją skórę wycisza szybciutko, a na dłuższą metę zwęża pory i minimalizuje zaskórniki. Nie mogłam się zdecydować, czy nie spróbować innego serum od nich, ale początek wiosny to dobry czas na odrobinę kwasu migdałowego. A jeśli chodzi o czas, którego skóra potrzebuje na regenerację, to mnie doprowadzenie dłoni do jako takiego ładu też zajęło dobrze ponad miesiąc i doszłam do wniosku, że główne zadanie kremu to zapobiec dalszym zniszczeniom i nie ma wielkiego znaczenia, jakiego używam, bo prawie żaden niczego nie naprawiał. :/
    Z Avonu bardzo lubiłam jeden zapach, ale już dawno nie ma tej wersji… Dobrze wiedzieć o czymś ciekawym w avonowej cenie. 🙂 A na marginesie Chloe na mnie pachnie tak, że osobiście go już prawie nie czuję, a koleżanka zwracała uwagę na mój zapach za każdym razem, gdy znalazła się w pobliżu. :O

    Lubię to

    1. Na moc mam krem z 10 % kwasem migdałowym, najpierw mocno pogorszył mi stan skóry-to znaczy złuszcza solidnie 😉 I wtedy to już w ogóle był dramat,ale po miesiącu widzę ogromną różnicę. To serum z Bielendy miałam, ono mi bardzo pasuje,.ale na co dzień, teraz miałam taki stan skóry,że musiałam sięgnąć po kremy z apteki. Na co dzień będę go używać z pewnością, bo jednak taniej wychodzi 😉
      Właśnie na mnie Chloe mam wrażenie od początku pachnie minimalnie, a po godzinie czy dwóch już nic nie czuję. Nie wiem czy taka moja uroda,czy po prostu te zapachy są tak delikatne? Mam dwa. I więcej nie kupię. Avon mnie zaskoczył tym zapachem, jest świetny, takie składniki niby nic odkrywczego,ale naprawdę jakiś taki chłód metalu w nim jest:)

      Lubię to

      1. katasza pisze:

        Aaa, czyli jest konkretniejszy, wcześniej pomyślałam, że za słaby. To tym bardziej na razie po niego nie sięgam, ale w razie kryzysu będę pamiętać. 🙂 W tym z Bielendy podają 10%, ale to raczej będzie razem z innymi składnikami.
        Ja przez dłuższy czas czuję tylko nowe zapachy, potem się przyzwyczajam i przestaję zauważać – gdyby nie to, mogłabym w sumie używać ciągle tych samych. 😛 Z Chloe mam wodę perfumowaną Chloe Chloe i na początku używania czułam przez cały dzień, potem przestałam, a potem koleżanka mnie zastanowiła, czy nie perfumuję się za mocno. 😉

        Lubię to

      2. jest jeszcze słabszy, 5 %, to chyba na ten czas jak jest słońca więcej, na zimę 10 % w sam raz. A działa dobrze, ale efekty widać później, bo wcześniej to złuszczająca się skóra, nie wiem czy to fajny widok:)
        ja właśnie nie, albo i inaczej, ja mam z 30-40 zapachów, więc codziennie inny używam, stąd się nie przyzwyczajam szybko:)

        Lubię to

  2. Blueberry pisze:

    Cieszę się, że luty był lepszym miesiącem 🙂

    Niestety, sprawy skórne to nie są dwa dni. Tzn. jak komuś się to w dwa dni rozwiązuje to ja 1) i tak nie uwierzę, bo cykl komórkowy to i tak chyba z miesiąc trwa 2) nie ma problemu w zasadzie 😉
    Większość kosmetyków można oceniać najwcześniej po miesiącu, a najlepiej dać im trzy.
    I kwas migdałowy tak (nie)stety działa, że złuszcza i potrafi na początku być jeszcze gorzej. Pharmaceris chyba jeszcze nie próbowałam, a może się dla mnie okazać całkiem sensowny. Zobaczymy jak skończę obecny 🙂

    Podkład używam dość rzadko, natomiast bardzo lubię mineralne. Owszem, nieco więcej kosztują, ale można przetestować próbki. Tutaj jedyne zagrożenie to, że się wysypią i będziemy mieć kupkę wartą 60 czy 80zł na dywanie :F

    Lubię to

    1. Ogólnie polecam tę całą serie, ja na noc wrócę do serum z Bielendy,ale na dzień zostaję na pewno przy ich kremie, bo świetnie działa, chyba pierwszy krem, który działa na niespodzianki, matuje skórę, ale nic a nic nie wysusza 😉 Ten na noc będę sobie kupować w razie awarii 😉 Ale mam nadzieję,że uspokoił mi skórę.
      Ja szczerze mówiąc mineralnego podkładu jeszcze nie używałam. Dwa lata byłam wierna MaxFacrtorowi, teraz przeszłam na Maybelline,ale nie wiem czy po tej wpadce wrócę do nich.

      Lubię to

    1. Zbych pisze:

      Hola, hola, cóż to za autorytarne zawłaszczenie wszelakich pierogowych dobrodziejstw. A inni ??
      Cytując „klasykę”: pierogowym skrytożercom mówimy stanowcze NIE 🙂
      (miało być żartobliwie, bez uszczypliwości)

      Lubię to

  3. Oby kolejne miesiące też były takie pozytywne, i jeszcze lepsze.
    Też mam paznokcie w fatalnym stanie – może w końcu skuszę się na tą odżywkę regenerum, jesteś kolejną osobą która poleca.

    Lubię to

  4. Zbych pisze:

    Jednym słowem miesiąc pełen wrażeń (grunt że pozytywnych). Tak trzymaj !!
    Z mojej wieloletniej obserwacji wynika iż z horoskopami jest tak : nikt nie traktuje ich poważnie ale wszyscy sprawdzają i czytają 🙂

    Lubię to

      1. Zbych pisze:

        Oooo i jakie wrażenia? Czy mam zaczekać bo będzie oficjalna blogowa recenzja?
        PS: Też nie zasypiam gruszek w popiele: „Enklawa” przeczytana i zacząłem „Połów”

        Lubię to

      2. powiem Ci tak, jestem rozdarta, sama nie wiem co mam o niej sądzić. W każdym razie ciężka to pozycja, męska, brutalna, krwista, soczysta. Chyba najbardziej podobała mi się okładka i w ogóle wydanie:)

        Lubię to

      3. Zbych pisze:

        Aha, zapomniałem a już się nie da dopisać…. zobacz jak daliśmy się zrobić w konia:
        http://remigiuszmroz.pl/ove-logmansbo/
        Taki z niego figlarz ! Ja dopiero wczoraj się o tym dowiedziałem…
        Przy okazji – teraz jakoś w kwietniu ma się ukazać 3 tom (ostatni z trylogii) pt „Prom”

        Lubię to

      4. Blueberry pisze:

        A to żartowniś! Muszę w takim razie książki Ove przesunąć wyżej na mojej liście do przeczytania 😛 I jestem bardzo ciekawa czy da się wyczuć styl Mroza. Swoją drogą, jak on to robi – wydaje książki co 2-3 miesiące i jeszcze ma czas na researchowanie takich miejsc ;)?

        Lubię to

      5. Zbych pisze:

        Hmmm.. no tak… stwierdzenie, iż najbardziej podobała Ci się okładka wydaje się jednoznaczne 🙂
        Ciekawił mnie ten „Król”, bo chciałem dać Twardochowi drugą szansę – „Drach” mnie mocno umordował… poległem.. nie dotarłem do końca.
        A co do zgrywusa-Mroza, to coś tak czułem mniej więcej w połowie „Enklawy”, że to jest za dobrze napisane jak na kompletnego debiutanta, który ponadto posługuje się polskim tylko w domu (chociaż obstawiałem, że mimo wszystko pierwotny tekst przeszedł jakiś redakcyjny szlif wydawniczy). Ja Mroza do tej pory zaliczyłem jedną książkę i była taka sobie – „Parabellum”. Wiele osób się zachwyca, ale ja przeczytałem za dużo wojennych książek, które były co najmniej tak samo dobre więc dla mnie była mocno przeciętna (w skali szkolnej takie solidne 3+). Chociaż podobno jego seria z komisarzem Forstem jest całkiem niezła – u mnie czeka cały czas w „wiecznej” kolejce…

        Lubię to

      6. to znaczy dla mnie to za męska książka. Nie jest zła,ale zupełnie nie moja. Sama nie wiem jak jeszcze ją ocenię, ciągle przetrawiam temat.
        Moja siostra czyta chyba wszystko Mroza co może, i jej się podoba. Muszę jej dać Enklawę, ciekawe czy pozna autora? Tak, zrobię. Enklawa była naprawdę bardzo dobra.

        Lubię to

      7. Zbych pisze:

        Blueberry – sprawa jest prosta i wyjścia są 3:
        1) ma redakcyjnych tzw „murzynów” (już Dumas miał swojego Maqueta 🙂 )
        2) pisze w kokainowym amoku
        3) wyciąga z szuflady szkice powieści które spisał dawniej i tylko dopracowywuje

        Lubię to

      8. Blueberry pisze:

        Ja Mroza lubię, choć jak najbardziej jestem świadoma problemów z jego książkami – nieścisłości, nieprawdopodobnych wydarzeń, bohaterów-superhero, nierównego rozstawiania akcentów (przez co postacie bywają dość jednowymiarowe, a akcja mało wiarygodna) itd.
        Parabellum też czytałam i była to przyjemna lektura. Co prawda razem z mężem zebraliśmy cały worek „ale”, ale historia mnie wciągnęła, a wtedy staję się mniej krytyczna. Do tej pory (Parabellum x3, Forst x3, Chyłka x4 i Behawiorysta) jeszcze nie znalazłam jego książki, która by mnie nie wciągnęła, mimo powyższych zastrzeżeń.

        Lubię to

      9. Zbych pisze:

        Zostań, zostań – „Połów” równie dobry (a przynajmniej pierwsza 1/3 objętości) 🙂

        Hmm… tak jeszcze na spokojnie zastanawiałem się wieczorem nad tą sytuacją i myślę że ten cały „comming out” to jednak ZAPLANOWANA od dawna i z zimną premedytacją KAMPANIA MARKETINGOWA.
        Ja przynajmniej tak to widzę poskładawszy fakty do kupy. W skrócie wygląda to tak: teraz 15 marca ma być premiera trzeciej książki pt. „Prom”. Ponieważ to ostatnia część z trylogii autor mógł już oficjalnie się ujawnić bo nic nie traci, a może tylko zyskać: podbijając sprzedaż (już widzę te kolejki miłośników Mroza) i mając darmową reklamę poprzez skupienie zainteresowanie mediów (wśród „niedebiutantów” ukrywanie się pod pseudo to na naszym rynku ciągle nowość). Wydawnictwo też zyskuje bo po demaskacji nastanie popyt na te pierwsze powieści więc pewnie zaraz ukażą się dodruki czy drugie wydania…
        Cóż… nie mam p.Remigiuszowi tego za złe – takie czasy że „każdy orze jak może”. Ode mnie ma rozgrzeszenie bo te historie z Wysp Owczych mi się naprawdę spodobały (chociaż to na razie ocena na wyrost nie znając całości).

        Lubię to

      10. mam podobne odczucia. Aczkolwiek nie jestem chyba zła, trochę zaskoczona to fakt, nie powiedziałabym,że to książka Mroza 😉 Myślę,że teraz wiele osób sięgnie nie tylko po koniec trylogii, ale zacznie od początku. W każdym razie ja jestem pozytywnie zaskoczona tą wiadomością,bo Enklawa to naprawdę dobra książka. I nie mogłam uwierzyć,że napisał ją ktoś z Warszawy, skandynawski klimat oddał naprawdę solidnie 😉

        Lubię to

  5. Chętnie przeczytałabym horoskop przepowiadający przyszłość, która sprawdza się w stu procentach. 😀
    Jak zobaczyłam pierogi to od razu zrobiłam się głodna! Śmiem zauważyć, że chyba wszystkie Magdaleny kochają pierogi. ❤

    Lubię to

  6. Jeszcze zimowo, ciekawie i przyjemnie 🙂 U mnie nuuudy, czekam na wiosnę i możliwości wyjazdu na działkę 🙂 I na moja półkę Avon wrócił po wielu latach, jedne perfumy sprezentowała mi koleżanka, bo bardzo mi się podobały a miała dwa flakoniki, drugie kupiłam bo dostała w paczce produktów od konsultantki, obie to strzał w 10, nawet w pracy usłyszałam, że mam ładne perfumy 🙂

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s