Wspaniały weekend

Pamiętacie hasło sprzed paru tygodni- wszystko mogę, nic nie muszę? Postanowiłam wcielić je w życie jeszcze bardziej. Inspiracji dostarczyło mi spotkanie z Asią, i jej opowieść o spontanicznie podjętej decyzji o spędzeniu weekendu w Mediolanie. Znalazła tanie loty, darmowy nocleg, zrobiła plan zwiedzania i aktualnie spaceruje mediolańskim brukiem. Do jej postawy jeszcze mi sporo brakuje. Ale i ja pokusiłam się o małe szaleństwo. Na moją miarę i moje możliwości.

W poniedziałek, dzień po spotkaniu z |Asią, w pracy poranek zaczął się leniwie. Leniwie więc zaczęłam przeglądać pewien portal, który oferuje atrakcyjne zniżki na różne wyjazdy. Marzyłam o czymś co oderwie mnie od rzeczywistości, totalnie zrelaksuje, pozwoli odpocząć i zapomnieć na moment o codziennej bieganinie i powtarzalności. Szybko znalazłam to czego szukałam. Zadzwoniłam, i wyobraźcie sobie, że na wybrany przeze mnie termin czekał jeden wolny pokój. Tylko jeden. Szybko skonsultowałam się więc z siostrą, ale ona nie była zainteresowana wyjazdem. To znaczy nawet była,ale wybrała wyjazd w inny koniec kraju w celu popracowania nad doktoratem. Ale mojej mamusi dwa razy namawiać nie trzeba było. Do wyjazdu swój akces zgłosił mój brat i tata. O dziwo tatko sam powiedział- Spa? Marzyłem o tym. Dwa kliknięcia, jeden przelew, i czekamy do piątku.

A w piątek, Mazury. Spa na Mazurach.

Z pracy wyszłam 40 minut wcześniej, ostatnie zakupy, pakowanie, obiad w postaci tłustoczwartkowego pączka z wiśnią i w drogę. Miłomłyn, dokąd zmierzaliśmy, leży 120 km od Trójmiasta. To urocza, mała i klimatyczna miejscowość. Maleńka, raczej jak wieś, ale naprawdę urokliwa. Bardzo zielona, i otoczona wodą. Taka typowo mazurska. Wspaniale się po niej spacerowało, tym bardziej,że sobotnia pogoda jak najbardziej dopisała, i mimo mrozu, słońce nie przestawało świecić ani na sekundę.

Chociaż spacer był szalenie udany, to jednak ciężko było opuścić hotel. Czemu ciężko? Bo w ofercie pobytu dla zestresowanych był nieograniczony dostęp do strefy spa. Basen, jacuzzi, sauny, sala gimnastyczna i moje odkrycie ping pong. Na poważnie pokochałam-na powrót, tę grę. Co prawda seriami przegrywałam, ale nie było tak ważne. Najważniejsze było wspaniałe samopoczucie, jakie towarzyszyło mi mimo przegranych partii, a te szły w dziesiątki. Dość łatwo człowiek przyzwyczaja się też do takich przyjemności jak moczenie w jacuzzi i relaks w saunie. Naprawdę mogłabym w ogóle z nich nie wychodzić, tylko leżeć w jacuzzi i patrzeć na las. Miałam wrażenie, że w tej mokrej części spa zostawiłam cały bagaż stresów, napięć i niepokojów ostatnich tygodni. Odżyłam, maksymalnie się zrelaksowałam i poczułam jak nowo narodzona.

Znalazłam też czas na leżenie, czytanie, albo po prostu gapienie się w telewizor na Przyjaciół. To było wspaniale nie musieć gotować, sprzątać i zmywać. Albo wkładać do zmywarki i potem wyjmować z niej naczyń. Jedzenie było wprost przepyszne. Uzależniłam się od ich jajecznicy i porannego twarożku. Dzielnie robię go w domu, ale niestety, jeszcze nie smakuje tak idealnie jak w Miłomłynie. A ich naleśniki, filet z dorsza, i śniadaniowe kiełbaski…  I znów mi cieknie ślinka! I znów robię się głodna. A jak mi żal było tych z salki obok, którzy przyjechali schudnąć parę kilo i jedli tarte marchewki i selery, kiedy mnie kusiło tyle pyszności. Ach, jak bym chciała zejść piętro niżej i nacieszyć oczy bogactwem szwedzkiego stołu. Niestety, dziś śniadanie muszę przygotować sobie sama.

Wracając zrobiliśmy sobie małą wycieczkę. Były mniejsze ( deszczowe) spacery i te nieco większe ( bez deszczu, ale pod wiatr). Było testowanie nowych, ciekawych restauracji i planowanie kolejnych regenerujących weekendów. O ile lubię zwiedzać, poznawać nowe miejsca, to zawsze wydawało mi się, że taki bardzo leniwy weekend, poświęcony samej sobie,szybko mnie zanudzi. Ale wręcz przeciwnie, ja już tęsknię do tych pięknych, jakże leniwych chwil. Gdybym mogła to przynajmniej raz na miesiąc oddawałabym się takim wyjazdowym rozkoszom. W każdym razie przynajmniej dwa razy do roku będę wyjeżdżać na taki wspaniały weekend. Bez wyrzutów sumienia. A do Miłomłyna muszę pojechać cieplejszą porą, gdy będzie zielono, ciepło i jeszcze piękniej.

A na razie karmię się wspomnieniami i energią, pozytywną energią, która wciąż mi towarzyszy.

Ścieżka dźwiękowa- Pink Floyd- TBS9

Advertisements

34 uwagi do wpisu “Wspaniały weekend

  1. Wspaniały wyjazd. Takie wyskoki od codzienności niesamowicie lądują baterie człowieka i przyjemnych wspomnieniach już nie mówiąc. Sama zastanawiam się gdzie wyskoczyć jak zrobi się trochę cieplej. Pozdrawiam słonecznie.

    Lubię

    1. ja zawsze wolałam jeździć jak jest ciepło,ale teraz już nie chciałam czekać, okazało się,że wyjazdy zimą są tak samo fajne jak latem;) A mają swoje plusy-można więcej zjeść, bo wiadomo,zimą chce się więcej:)

      Lubię

  2. kobieta na szpilkach pisze:

    Och zazdroszczę ci tego relaksu i tego nic nie robienia. Ja ostatnio naprawdę chciała bym nic nie musieć robić…. Jak to cudownie brzmi. Fajnie ze udalo się wypocząć.

    Lubię

  3. katasza pisze:

    Naprodukowałam się i zniknęło. 😦
    Kilka fotek widziałam już na IG – wygląda i brzmi jak idealne miejsce na relaks. 🙂 Dobrze czasami móc się tak totalnie odprężyć i o nic nie troszczyć.
    Zdolności do spontanicznych wyjazdów zawsze ludziom zazdroszczę, a przecież wcale nie trzeba jechać daleko…

    Lubię

  4. Zbych pisze:

    Super że wypad się udał. Takie spontaniczne wyjazdy mają dużo uroku i zawsze długo się je wspomina. Tym bardziej, że od Trójmiasta to całkiem spory kawałek do przejechania. Najważniejsze że wypoczęłaś i naładowałaś akumulatory. Mazury wczesną wiosną mają dwie podstawowe zalety: jeszcze nie ma tłumów i jeszcze nie ma komarów 🙂 Napisz coś więcej o tej jajecznicy – jakiś szczególny dodatek doprowadzający do uzależnienia? Czy może jajka niekurze? Albo jeszcze jakiś inny „wynalazek”… 🙂 (jako wielbiciela wszelakich jajecznic żywo mnie to zainteresowało)
    PS: Na tym ostatnim zdjęciu to ruiny jakiegoś zamku?

    Lubię

    1. Nie tak daleko, tylko 120 km, na weekend w sam raz, 90 minut jazdy 😉 Myślę,że mazurskie powietrze było tym dodatkiem. Albo po prostu tak smakuje jajecznica kiedy z rana 40 minut pograsz w ping ponga 😉 W każdym razie była w punkt, dobrze wysmażona, ale wciąż kremowa 😉
      To jest fragment murów obronnych, w okolicy Ostródy jest jednak sporo zamków krzyżackich, w Miłomłynie przy kościele są dobrze zachowane mury obronne co widać na obrazku 🙂

      Lubię

  5. Da się! też tak czasem podróżujemy. Bilety i hotele na ostatnią chwilę bardzo często są śmiesznie tanie. Nie zawsze, wiadomo. W okresie wakacyjnym z lotami może być różnie – jeszcze zależy od kierunku, ale w zimie zazwyczaj jest sporo możliwości.
    Sprawdzaj sobie na stronie skyscanner, tam masz przekrój przez masę linii lotniczych. Nie ma co się bać lotów, to bezpieczniejsze niż jazda samochodem.

    Też marze o spa. Kurczę, muszę się wreszcie wybrać. Do tej pory zawsze odkładałam, bo zamiast spa wolałam wybrać coś innego 😀

    Lubię

    1. ja to jednak latania się nieco boję, no nie będę ukrywać,nie nieco a konkretnie się boję 😉 Wiem,że to dużo bezpieczniejsze niż przejście przez jezdnię, ale ja nie lubię nie mieć kontroli nad sytuacją, a w powietrzu nie mam żadnej kontroli nad tym co się dzieje. Ale podróże, małe i większe lubię;)

      Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s