Rozliczenie

Nie będzie o podatkach, będzie o weekendzie. Skoro zaprosiłam Was do mojego wyzwania poświęconego lutowemu weekendowi dla siebie, to nie mogę zamknąć tematu,nie omawiając jak było u mnie.

Jako,że tamten tydzień był paskudny,potrzebowałam tych dwóch dni spędzonych na słuchaniu samej siebie i robieniu tego na co mam największą ochotę. Posłuchałam więc mojego wewnętrznego głosu i w końcu mogę powiedzieć- to był udany i bardzo mój weekend. Niby tylko dwa dni, sobota i niedziela, a zastrzyk pozytywnej energii na pewno pomoże mi przetrwać najbliższe dni z większym uśmiechem na buzi.

W sobotę rano zachciało mi się pączków, nie ze sklepu a takich domowych, z moją konfiturą z płatków róży. Zagniotłam więc drożdżowe ciasto i z zachwytem patrzyłam jak rośnie. A jak mi się znudziło poszłam na spacer, taki długi. 3 kilometry w jedną stronę, doszłam do jednej z dzielnic Gdańska i cóż, pewnie szłabym dalej gdyby nie to,że skończyła się ścieżka, a skakać przez rzekę zdecydowanie mi się nie chciało. Poza tym siostra nieco marudziła,że czas wracać. Wróciłam więc do swoich pączków. Po drodze zrobiłam jednak zakupy, postanowiłam ponieść się fantazji i kupić parę rzeczy, które za mną chodziły, a było mi szkoda ich kupić. Spokojnie, nic drogiego. Same zdrowe produkty do zjedzenia.

Co prawda po usmażeniu 41 pączków czułam się jakbym wzięła kąpiel we frytownicy,ale byłam zadowolona. Na fali zadowolenia i entuzjazmu umyłam wszystkie okna. Po drodze przeczytałam 2 książki, i posiedziałam nad kolorowankami. Myślałam,że ten dzień powinien się kończyć, ale nie, on miał przyjemne zakończenie. Ale o tym zakończeniu będzie nieco później. W każdym razie w sobotę poszłam późno spać. Rozbudziłam ciekawość? Trudno, poćwiczmy cierpliwość.

W niedzielę marzyło mi się spokojne śniadanie, i parę godzin totalnego lenistwa. A potem mój wewnętrzny głos oznajmił,że dość leżenia, czas działania. Zadzwoniłam do Asi i spontanicznie zaproponowałam spotkanie. Okazało się,że ma wolne popołudnie, więc chętnie się spotka. Umówiłyśmy się w bardzo klimatycznej knajpce, piłyśmy czekoladową kawę zbożową, w kominku paliło się drewno, obok wypoczywał wielki Mops. Gadałyśmy, śmiałyśmy się i planowałyśmy kolejne ciekawe spotkania i atrakcje. Kiedy szłam na przystanek by dostać się do domu,dostałam telefon od mamy,że jadą do centrum miasta,bez większego celu,ale mogą mnie zabrać autem. Jako,że zaczęło padać chętnie przystanęłam na ich propozycję i pojeździłam po wieczornym Gdańsku. Zupełnie bez celu, byle przed siebie. A wieczorem, ocalone pączki, książka i serial.

Totalnie oczyściłam umysł, odpoczęłam, zresetowałam złe emocje. Poczułam się sto razy lepiej niż w piątkowe popołudnie. Coś czuję,że częściej będę sobie aplikować takie weekendy. Zdecydowanie częściej.

A Wy jak spędziliście ten weekend?

Ścieżka dźwiękowa-   Fats domino – Blueberry hill

 

 

Advertisements

31 uwag do wpisu “Rozliczenie

  1. Ja prawie zawsze robię sobie takie weekendy, bo nie lubię się do niczego zmuszać, do tego mieszkam sama, więc komu mam poświęcać ten czas, jak nie sobie? 😀 Akurat ten weekend poświęciłam na włóczenie się po Poznaniu z tubylcem, czyli Hipisem. Od kiedy każdy z moich przyjaciół studiuje w innym mieście, często łapię się na takie wycieczki krajoznawcze, co też jest miłym sposobem spędzania czasu, tylko nad wyraz kosztownym, bo każdy chce cię namówić na masę lokalnych specjałów, więc wracasz gruby i biedny. Ale ma to swój urok 😀

    Lubię to

    1. Ja w zasadzie większość weekendów tego roku miałam nudnych, przepełnionych obowiązkami ponad wątłe siły. Więc taki weekend był super 🙂
      Oj takie zwiedzanie miasta jest super:)

      Lubię to

  2. Blueberry pisze:

    Patrz jak to śmiesznie działa – niby nie musimy, ale i tak pół dnia w kuchni, a pół na sprzątaniu 😉

    Ja tak jak zapowiadałam – wysprzątałam mieszkanie. Oj, jak ja lubię jak jest tak czyściutko! W niedzielę za to sobie trochę pogotowałam. W międzyczasie książki, serial, dopieszczanie listów motywacyjnych :F

    Lubię to

  3. Ile pączków! My z mamą też się szykujemy, ale myślę, że aż tylu nie zrobimy. A co do rzeczy, które za tobą chodziły, to jak za mną coś chodzi, to to nigdy nie jest zdrowe 🙂

    Lubię to

    1. Moje były dość małe, sama zjadłam 3 i jakoś syta się nie poczułam, a w kwestii słodkości niewiele mi trzeba do szczęścia. Takie połówki małego pączka z cukierni 🙂 w sumie robiło się szybko, najdłużej ciasto rosło.

      Lubię to

  4. katasza pisze:

    Odkąd załatwiłam większość zakupów mieszkaniowych większość weekendów znowu może być taka, jak chcę. 🙂 Teraz miałam w planach zajęcie się porządkami w swoim mieszkaniu i dokończenie skręcania mebli – nie wyszło. A o dziwo nawet porządki potrafią mnie czasami zrelaksować, jeśli nikt mi nie przeszkadza – odcinam się wtedy od świata. Za to na niedzielę wymyśliłam sobie do wyboru pilates i chwilę na orbitreku albo spotkanie z koleżanką i to drugie się udało. W ogóle może nie był to ideał weekendu, ale nie było źle.

    Lubię to

  5. U mnie weekend pod znakiem wybierania płytek do kuchni. I kolejny zapowiada się dokładnie tak samo, tylko w innych sklepach. 😉
    A za pączuchy się biorę jutro 😀 miały być jeszcze chrusty, ale we dwoje nie przejemy 😉

    Lubię to

  6. Gucia pisze:

    weekend u mnie zawsze równa się NIC NIE MUSZĘ, TYLKO MOGĘ. I odkąd nie mam żadnej presji żyje mi się lepiej. W ciągu tygodnia tak pędzę, tyloma rzeczami zaprzątam sobie głowę, że w weekend naprawdę należy mi się zwolnienie tempa i relaks przez duże R, a dotyczy on tak samo sfery psychicznej jak i fizycznej.

    Lubię to

  7. Kominek, gry planszowe, długie spacery, kilka drinków, spacer po zamarzniętym jeziorze, kesze, no i pierwszy raz w życiu założyłam łyżwy. 😉
    Kurczę, pojutrze tłusty czwartek, korci mnie, żeby spróbować z pączkami. Masz sprawdzony przepis?

    Lubię to

    1. Przepis będzie jutro na moim kulinarnym blogu, właśnie go tworzę, przepis mam sprawdzony już parę razy przeze mnie i rodzinę:)
      Łyżwy-od paru lat sobie obiecuję,że to zrobię. Ale nie założyłam ich jeszcze, wszystko przede mną.

      Lubię to

  8. Zbych pisze:

    Po takim tytule spodziewałem się tekstu co najmniej o wypełnianiu PITa….
    A tak na poważnie… weekendy mają niestety to do siebie że zazwyczaj mimo sporządzenia dokładnego planu działania (nawet zawierającego jeden punkt: całodniowe zaleganie w pozycji horyzontalnej) zawsze coś wyskoczy nieoczekiwanego co skutkuje zmianą owego planu z sposób znaczny.
    Jak to mówią…. samo życie 🙂 (z drugiej strony, gdyby nie to, byłoby trochę nudno)

    Lubię to

  9. Ehh, moje weekendy to ostatnio rodzinne imprezy, na szczęście już chyba ostatnia za mną. A lada moment święta… Ten weekend jednak bardzo miły, w sobotę długi spacer z koleżanką i jej półrocznym synkiem, niestety wiosny w lesie brak, a potem spotkanie z drugą koleżanką przy szamanie i truskawkach 🙂

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s