Minął styczeń-część pierwsza

No cóż, w poprzednim miesiącu działo się wiele. Przez przymusowe chorobowe książkowo-filmowa część będzie obszerna, więc na dziś skupiam się na tej bardziej codziennej. Ale zanim podsumuję styczeń,powiem Wam,że cieszę się,że już minął. To był kiepski miesiąc. Ostatecznie nie mam wielkich oczekiwań co do lutego. Po prostu chcę zdrowia i nic więcej.

Jak wiecie styczeń zaczął się operacją mojej siostry. Co ciekawe dalej nie ma wyników histopatologii. Po miesiącu siostra czuje się dość dobrze, jedynie nic nie dźwiga i szybciej się męczy, co stara się maksymalnie wykorzystywać w codzienności. Ale uznałam,że jeszcze tydzień dam jej luzu. Potem zacznę krytycznie patrzeć na bałagan jaki widzę po powrocie z pracy. Nie ma zmiłuj.

Styczeń to piękna zima. Dwa dni śnieżycy, totalnej zamieci i zawiei. Niestety z tej pięknej zimy skorzystałam jednego dnia. Bo jednego strasznie sypało,a  poza spędziłam go w pracy. Drugiego poszłam na  bardzo długi spacer. Trzeciego leżałam już z grypą. Czyli przechodzimy do słowa klucza stycznia- grypa. Totalnie mnie rozłożyła, na wspomnienie tej przypadłości mam ciarki od małego palca, do czubka głowy. Wciąż nie doszłam do siebie. A mamy już luty. Wolne w styczniu zdecydowanie wolałabym przeznaczyć na zimowy wypad i upadanie na tyły podczas prób stawiania pierwszych kroków na nartach, niż szukania sposobu na złagodzenie gorączki i kaszlu. I sposobu na złagodzenie bólu włosów, paznokci i tych wszystkich części ciała, o jakich nie miałam pojęcia,że je posiadam. Także duża część stycznia polegała na zaleganiu w pościele i dokładnym obserwowaniu swojego sufitu. Poznania dosłownie każdego kawałeczka tegoż białego cudu architektury.

Po grypowej przerwie trzeba było zabrać się do pracy. A tej było co niemiara. Tydzień po końcu mojego zwolnienia, na grypę zachorowali inni. Jak to bywa w małej firmie, mało ludzi, a jak ktoś choruje i nie pracuje, to jest zamieszanie czytaj chaos. Bo kiedy choruje jeden kierowca to da się przeżyć. A kiedy choruje dwóch to już nie da się tego ogarnąć. Bo trzeciego nie ma. Wszystko trzeba wysyłać kurierem, a transportem zorganizowanym kieruję ja. Więc wysyłam dziesiątki paczek dziennie. I wariuję od tego. No tak wiem,że dostałam podwyżkę. Miło mi się zrobiło. Jeszcze milej mi się zrobiło kiedy ojciec mój i pan szef powiedział, a raczej zapytał czy byłabym zainteresowania przejęciem jego roli. Nie dziś, nie za rok,ale ogólnie taty decyzja jest taka-firmę mam prowadzić ja. I nikt inny. Byłoby super gdybym znała się na tym czym się zajmuję. Inżynier pilnie poszukiwany. Ja będę obserwować stan konta i będę straszyć dłużników, a On czy też Ona zajmą się kwestiami technicznymi. Tak zwaną całą resztą.

W kwestii co się działo poza pracą to działo się niewiele. Naprawdę niewiele skoro do atrakcji mogę zaliczyć wyjazd na cmentarz na dzień babci i dziadka,oraz to,że pojechałam z tatą po brata. Do szpitala psychiatrycznego. Spokojnie, miał tam tylko fakultet, terapia u niedoszłych samobójców. Ale szczegółów podać nie chce. Byłam też pożegnać świąteczne iluminacje w Parku Oliwskim. Spacer, ledwie półgodzinny zmęczył mnie tak,że przez dwa następne dni miałam zakwasy. Nie działo się za wiele. To znaczy działo się, bo w zasadzie to był męczący i intensywny miesiąc. Aczkolwiek powody tej intensywności nie były takie na jakie umawiałam się z panem Styczniem. Tak więc pożegnałam się z nim bez żalu. Nie było łez i nadmiaru smutku. Wręcz radość,że sobie poszedł.

A teraz parę ujęć z poprzedniego miesiąca. Jak widać było bardzo, bardzo śnieżnie i naprawdę uroczo. Ale tylko przez pierwsze 2 tygodnie.

Ścieżka dźwiękowa- Burn Slow-Ro James

Advertisements

31 uwag do wpisu “Minął styczeń-część pierwsza

  1. Blueberry pisze:

    Mam nadzieję, że okres chorób już za Tobą.
    Gratulacje podwyżki – to zawsze fajna sprawa 🙂 I plany Twojego taty brzmią bardzo poważnie, ale jestem pewna, że świetnie sobie poradzisz.

    Uch, przypomniały mi się opowieści koleżanki z medycyny o jej przejściach z psychiatryka. Matko, to są chyba najbardziej przerażające historie jakie słyszałam.

    Lubię to

    1. Mój brat o dziwo był bardzo zadowolony z tych zajęć. Zobaczymy czy z kolejnych też wróci zadowolony.
      Okazało się,że wydam w tym miesiącu akurat całą podwyżkę na zdrowie. Więc wyjdę na zero. Nie będę narzekać aż tak bardzo. chyba.
      Plany brzmią fajnie, aczkolwiek kłócą się kompletnie z moją wizją przyszłości. Ale cóż, nie można mieć wszystkiego;)

      Lubię to

      1. Blueberry pisze:

        Dla lekarzy to pewnie fascynujące 😉 Podobnie jak mało smaczne historie z sal operacyjnych czy SORu. Słuchanie o tym jest ciekawe, ale doświadczanie już chyba byłoby dla mnie trochę mniej przyjemne (a kiedyś myślałam nawet o medycynie).

        Przynajmniej nie wyjdziesz na minus 😉

        Plany na przyszłość mają to do siebie, że przyszłość jest daleka i bardzo nieustalona, więc zawsze przynosi nieoczekiwane rozwiązania.

        Lubię to

      2. Ja słuchać niektórych historii czasami nie mogę-jak brat opowiadał mi o tym jak przy nim nie udało się uratować człowieka z białaczką to chociaż nie znałam tego pana to tydzień to przeżywałam,a on powiedział,że poczuł dyskomfort,ale gdyby miał się rozpłakać to nie mógłby być lekarzem. Ja go za to podziwiam. Zostawia to wszystko za drzwiami.

        Lubię to

  2. Katarina pisze:

    A ja się w ogóle zastanawiam, gdzie ten styczeń się podział…Może mi za biurko wpadł, bo zginął szybciej niż się obejrzałam. Nic to. Coraz bliżej wiosna;)
    A narty to zuo. Zwłaszcza, jak górka, która miała być oślą łączką okazuje się norweską wersją Gubałówki:/

    Lubię to

      1. Katarina pisze:

        Oj, jakbym poszła na sanki…Byłam parę lat temu, jako opieka i zgadnij, kto najbardziej rwał się do zjazdów i darł ryja w trakcie…:D Mamy tyle lat, na ile się czujemy, ja wtedy miałam 10;)

        Lubię to

  3. kasza pisze:

    Trochę ładnej zimy było w styczniu, ale było zimno, był ten sławny smog (naprawdę w niektórych miejscach powietrze jest bardzo nieprzyjemne), było trochę chlapy i w ogóle dobrze, że niedługo wiosna.
    Pomysł taty mnie nie zaskakuje, na jego miejscu pewnie wpadłabym na podobny – Ty od organizacji, ktoś od spraw technicznych i firma będzie mogła działać. 🙂
    Dziewczyna kolegi, ku jego przerażeniu, całkiem poważnie chciała iść na psychiatrię. 😉

    Lubię to

    1. U nas smogu nie ma, bo jednak zapaszki z zakładu utylizacyjnego to nie smog 😉 Mieszkanie nad morzem ma swoje plusy, smogu nie mamy;)
      to mój pomysł 😉 Tata uważa,że sama sobie dam radę, ale nie, nie. Ja mogę faktury pisać, ale nie wiem jak dobrać co do czego by wyszło z tego skomplikowane okucie;)
      Mój brat chyba psychiatrą nie zostanie, chociaż kto wie,podejście ma dobre;)

      Lubię to

  4. Jak oglądam Twoje foty zaśnieżonego miasta na IG to tak bardzo Ci zazdroszczę! U nas też niby posypało, ale zaraz na drugi dzień przyszła odwilż i tyle tego śniegu… ;/

    Lubię to

  5. Dla mnie styczeń był bardzo złym miesiącem i właśnie ta nawałnica śniegu była tego pierwszorzędną przyczyną. Liczyłam, że skoro rok zaczął się tak źle, to luty będzie lepszy, tymczasem znów napadało mnóstwo śniegu, który musiałam odgarniać a po chwili stopniał, a na dniach zapowiadają znowu kilkunastostopniowe mrozy :/

    Lubię to

  6. kocia_dama pisze:

    U mnie tak, jak u Ciebie na zdjęciach jest za oknem 🙂 Spadło dziś mnóstwo śniegu, wygląda na to, że zima nie odpuszcza. Styczeń był trudny, to prawda, też się cieszę, że się skończył.

    Lubię to

  7. Gucia pisze:

    A co z cukiernią w takim razie, skoro Tata ma w planach, że zostaniesz businesswomen 🙂 Myślę, że i tak świetnie sobie poradzisz z tym zadaniem, ale szkoda tej cukierni by było 🙂

    Lubię to

  8. Zbych pisze:

    Zatem dużo zdrowia w lutym !! (siostrze też)
    Co do planów zawodowych to nic dziwnego, iż otrzymałaś taką propozycję skoro to rodzinny biznes. Tym bardziej że sama wspominałaś o kłopotach zdrowotnych taty, więc naturalna kolej rzeczy, że rozgląda się za godnym następcą. Z kawiarni nie rezygnuj – zawsze dobrze jest mieć przygotowany „plan B” (życie lubi płatać figle stawiając na głowie dalekosiężne plany)…
    Na południu już ostro nasypało śniegiem (byłem rano na chwilę w Bielsku – w Beskidzie można znów śmiało zakładać narty), w dodatku chwycił mróz, tak więc zima jeszcze nie odpuszcza.

    PS: no, no… zaskakująca ścieżka dźwiękowa…

    Lubię to

    1. Kawiarnię chyba u siebie w kuchni otworzę-plan C 😉
      Tata wie,że dwójka rodzeństwa raczej nie zainteresowana jest firmą,więc z braku laku zostałam ja. Bo ja to jednak urodzona szefowa jestem. To znaczy,nie potrafię pracować na zwykłym etacie, jako szeregowy pracownik wielkiej firmy,więc szczerze mówiąc to będzie chyba najlepsza opcja dla mojej skromnej osoby;)
      U mnie i mróz, i bardzo śnieżnie. Pięknie, narty można nosić idąc na zakupy 🙂
      Wiem,wiem, bardzo zaskakująca. jednak nie moje klimaty zdecydowanie:)

      Lubię to

  9. W tym roku zima się postarała, a to podobno jeszcze nie koniec. 🙂 Zajęcia w psychiatryku? Brzmi ciekawie dla takiej miłośniczki kryminałów jak ja, jednak pewnie to duża odpowiedzialność.

    Lubię to

    1. u mnie drugi dzień non stop sypie 😉
      Ja bym bała się mieć zajęcia z osobami chorymi, bałabym się,że powiem coś nie tak,co im zaszkodzi. Nie że mnie zabiją,ale że im zaszkodzę….

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s