Babcia o srebrnych włosach i złotym sercu

Moja babcia dwa tygodnie temu miała urodziny. Przyznaję o tym,że babcia miała urodziny dowiedziałam się parę dni po. Nie, ja zawsze pamiętałam, po prostu leżałam z grypową gorączką i bij, zabij, nie pamiętałam. Wyleciało mi to z rozpalonej głowy. A babcia urodziny miała bardzo zacne. 85. Tak, moja babcia ma 85 lat. Jest samodzielna, elegancka, pełna klasy i wdzięku. I chęci do życia, poznawania świata i korzystania z niego. Chwilami jej tego zazdroszczę. A patrząc wstecz, wcale bym się nie zdziwiła gdyby od lat leżała na kanapie z wieczną depresją.

3cf18a9f6b677e3d53c37284e8d24b38

Moja babcia urodziła się na wsi pod Kownem jako pierwsze dziecko Emilii i Stanisława. Ta wieś należała do dziadków, dziś to przedmieścia Kowna, tej wsi już nie ma. Są tam ogródki działkowe, i parę domów, dla tych co wolą bardziej sielskie okolice. Pradziadkowie byli ludźmi majętnymi jak na tamte czasy, spory dom, służba. Jak na tamte czasy dość późno mieli też dzieci. Pierwsze, czyli moja babcia, urodziła się gdy Emilia miała 30 lat, Stanisław był 3 lata starszy. Jako,że pierwsze dziecko w rodzinie, dostała imię po ojcu, czyli Stasia. Dziadkowie mieli polskie korzenie, między innymi nazwisko.W domu mówili po polsku i po litewsku. Po dwóch latach urodził się babci brat. Żyli sobie spokojnie i cóż, wygodnie, babcia chodziła do szkoły, po szkole bawiła się z koleżankami, odkrywała świat. Aż do 44 roku, kiedy to wojenna zawierucha rzuciła rodzinę babci na daleką Syberię. Pociągiem jechali trzy tygodnie, do tej pory moja babcia nie potrafi pojechać nigdzie pociągiem. Miała niecałe 13 lat, kiedy jej świat dramatycznie się zmienił. Kiedy jechali w głąb Rosji nie liczyli się z tym,że ich rozłąka z domem będzie taka długa. Nie liczyli się z tym,że już nigdy nie wrócą na Litwę.

Kiedyś nudziłam się kiedy babcia opowiadała mi wciąż o Syberii. O tym,że codziennie jadła tam kaszę jaglaną gotowaną na wodzie. O tym,że 7 lat miała jedne buty. O tym,że musiała rąbać drzewo. Że do pracy maszerowała w śniegu po pas przez 1,5 godziny w jedną stronę. Że na Syberii każde kichnięcie i kaszlnięcie przynosiło setki obaw. Że człowiek, dziecko, nastolatka, zapomina o sukienkach, koleżankach i zabawach. Razem ze swoją mamą, moja babcia każdego dnia drżała o to z czego zrobić obiad. Każdego dnia dziękowała,że wszyscy się obudzili, że żyją.

Ale Syberia to też piękna natura, przyroda, która mimo wszystko zachwycała i kontrasty. Upalne lata i przeraźliwe mroźne zimy. Syberia to też miłość.

Babcia poznała tam nieśmiałego chłopca. Jak widać kiedy w grę wchodzi uczucie, nie ma znaczenia,że jesteś na końcu świata, w niewoli. Dzieje się i już. Na randki chodzili nad rzekę. Dziadek był Litwinem, synem,jedynym i bardzo wyczekiwanych,bardzo bogatych ludzi, mieli ogromne majątki. Ale oczywiście wszystko wtedy przepadło. Dziadkowie wzięli ślub. Babcia miała na sobie kremową sukienkę w kwiatki przed kolana i rozpuszczone włosy. W ręku trzymała bukiet polnych kwiatów, był lipiec. Ślub był bardzo, bardzo skromny. Na pewno jako 11, czy 12 letnia dziewczynka babcia wyobrażała go sobie zupełnie inaczej i inaczej opowiadała o nim swoim koleżankom. Emilia upiekła chleb, wielki rarytas. I tak zaczęło się ich dorosłe życie.

Urodził się mój tata. Nie chcę być niegrzeczna, ale z moich obliczeń jasno wynika,że babcia była w 8 tygodniu ciąży w dniu ślubu. No cóż, krew nie woda. Babcia też człowiek. Może stąd ma takie liberalne i trzeźwe spojrzenie na wiele spraw? W każdym razie w lutym rodzi im się mój tata. Ma jedną grzechotkę, cudem zdobytą. I tak sobie żyją na tej Syberii. Dziadkowie ciężko pracują, prababcia zajmuje się moim tatą. Wszyscy mieszkają na kupie, w jednym pokoju, czy też w chacie po prostu. Pradziadkowie się starają by było tam normalnie. Emilia zabrała z sobą firanki, i na tej Syberii powiesiła je w dziurawych oknach, by było bardziej domowo.

Minęła pierwsza rocznica ślubu, potem druga. I coś się zmieniło. Jest, mogą wyjechać. Przyszło zaproszenie. A tak naprawdę masa zaproszeń. Zaproszeń od rodziny z Polski, późną jesienią 57 roku wsiedli do pociągu i pojechali w kolejną trzytygodniową podróż. Tym  razem w podróż pełną nadziei. Wracali do żywych.

Polska nie była dla nich rajem. Dziadkowe wylądowali w nowym dla nich kraju, dziadek kiepsko mówił po polsku, do tego z początku nie mieli się gdzie podziać. Ileż można mieszkać kątem u rodziny, nawet tej najbardziej życzliwej? W końcu dostali własne mieszkanie, na wsi, kilkanaście kilometrów od większego miasta.Nie było autobusów, kolei, do wszystkiego trzeba było iść 4 kilometry pieszo. Typowy PGR. Babcia została tam księgową, dziadek zajmował się elektryką, Emilia zajmowała się moim tatą, a Stanisław zarządzał stadniną, bo kochał konie. Ale nawet one nie dawały mu radości. Pradziadek nie mógł pogodzić się z tym,że wszystko stracił , strasznie tęsknił. Umarł z tęsknoty i to był pierwszy cios dla mojej babci. Przeżył Syberię, ale nie dał rady odnaleźć się w nowym miejscu. Drudzy pradziadkowie z wrodzonym optymizmem akceptowali rzeczywistość i szczerze polubili nowy dla nich kraj.

Lata mijały, rodzina się powiększyła o kolejnych dwóch synów. Dom na głębokiej wsi zamienili na mieszkanie w bloku w większym mieście. Bardzo się z  tego cieszyli. Dziadek miał pierwszy samochód w powiecie, jakoś ułożyli sobie życie. Powolutku i do przodu. Dzieci rosły, praca była, wczasy też, czasy ciężkie, ale byli razem. Aż do pewnego dnia, u średniego syna, wtedy niespełna 7 letniego wykryto białaczkę. Zaczęło się od przeziębienia, które nie chciało przejść. Nie było odpowiednich leków, metod leczenia, dziadkowie walczyli o zdrowie syna, ale po pół roku te walkę przegrali. Musieli pochować swojego synka. Widziałam zdjęcia babci z pogrzebu, nie kryła łez. Była w rozpaczy, stała nad malutkim grobem i żałowała,że los nie zabrał jej zamiast małego i bezbronnego chłopca. Ale byli dwaj pozostali synowie, trzeba było wziąć się w garść.

Gdy na nowo odbudowywali swój świat dziadek miał wypadek. Stracił lewe oko. Nie mógł już prowadzić samochodu, nie mógł tyle pracować. Babcia się nie załamała, chociaż nagromadzenie tragedii w jednym roku zdawało się przekraczać możliwości jednej rodziny. Kupili jednak działkę, babcia kochała i kocha kwiaty i wszelkie prace ogrodnicze. Relaksowała się tam weekendami  i hodowała piękne lilie.

Potem było spokojniej, synowie rośli, starszy się ożenił, potem młodszy ułożył sobie życie, pojawiły się wnuki, babcia przeszła na emeryturę. Czas spędzała na działkach i kupowaniu wnukom słodyczy i dziergania nam bardzo brzydkich,ale ciepłych skarpet. I znów przyszedł kiepski dzień. Dziadek nie wrócił do domu na noc, babcia się martwiła, całą noc chodziła od okna do okna, była pewna,że zasłabł i leży gdzieś w szpitalu. Ale nie wiedziała co robić. Rano mój tata znalazł swojego ojca, a męża babci. Miał wypadek, przejechał go autobus. Leżał w kostnicy, wiem,że to brutalne,ale leżał w trzech częściach. Wracał od szwagra, była zima, dokładnie 29 stycznia 23 lata wstecz. Stał na przystanku, chciał wsiąść do autobusu, do domu miał dwa ledwie 2  przystanki, pijany kierowca zabił jednak dziadka. Parę lat temu znalazłam gazety z tamtego okresu, relacje z  wypadku i sądowego sporu. W końcu babcia zrezygnowała. Jej zostało życie bez męża, ale winny miał małe dzieci i bezrobotną żonę. Pogodziła się,że tak musiało być.

Potem zachorował jej brat, szpiczak. Jedyny brat odchodził ponad rok w ogromnych męczarniach, babcia bardzo to przeżyła. Nie była w stanie pojawić się na pogrzebie. Czuła,że pewien etap w jej życiu bezpowrotnie odszedł.

Babcia nie była typową babcią. Chociaż robiła na drutach. Zabierała nas na frytki zamiast częstować obiadem, kupowała masę słodyczy, nie dbała przesadnie o higienę-nie chcesz się myć? Nie myj się. Nie chcesz myć zębów? I tak będziesz mieć sztuczne. Kupowała sporo prezentów, bo nie lubiła się przytulać. Babcia kocha książki, od dziecka kupowała nam ich masę. Ale tylko raz w życiu czytała mi bajkę. Babcia bała się naszych chorób,uciekała przy pierwszym kichnięciu, ale potrafiła  też o 2 w nocy karmić mnie jogurtem kiedy miałam zapalenie oskrzeli i  przepisany antybiotyk. Lubiła robić sobie  z nami setki zdjęć.  Nie lubiła gdy nie chciałyśmy spać i jej przeszkadzałyśmy w oglądaniu telewizji. Babcia często była i jest myślami daleko. Ciągle się pyta czy jest jakiś kawaler w pobliżu.

Moja babcia przeżyła naprawdę sporo. Syberia, ponad 13 lat spędzonych w Tajdze. Śmierć syna, wypadek męża, jego odejście, swoje choroby, rodzinne problemy i dramaty. A ona wciąż zaskakuje sprawnością umysłu, poczuciem humoru, i apetytem na nowe doznania. Przyznaję,że czasem mam problemy by nadążyć za moją babcią. Kiedy ja narzekam i mam wszystkiego dość,ona pakuje swoją torebeczkę i rusza na miasto. Chodzi na zajęcia z uniwersytetu 3 wieku, uwielbia umawiać się z koleżankami w kawiarniach, chodzić na koncerty i spotkania z autorami książek w bibliotece. Jest bardzo samodzielna,chociaż przez chorobę oczu nie widzi w 75 %,  pamięta o wszystkim, ba, z pamięci poda numery wszystkich członków rodziny. Tej na Litwie także, gdzie jeden numer ma kilkanaście cyfr. Babcia jest kobietą, którą chciałabym być za te niecałe 60 lat. Chciałabym nosić te sukienki, i kolorowe bluzki z kołnierzykiem, chodzić na obcasach  i w sznurach pereł plotkować z koleżankami przy kubku cappuccino. I co tydzień chodzić do kosmetyczki na manicure.

 

b7465b611cdb070fd1865e87b7b15921

 

I uwielbiać perfumy. Na jej święto nie mogłam nie podarować babci kolejnego flakoniku nowego zapachu. Na stronie Rabble znalazłam świetną promocję w drogerii Douglas

Ścieżka dźwiękowa – Editors- No harm

Advertisements

42 uwagi do wpisu “Babcia o srebrnych włosach i złotym sercu

  1. Blueberry pisze:

    Piękna, choć na pewno ciężka i momentami smutna historia. Aktualnie czytam książkę o dziewczynach zesłanych na Syberię, dziś sędziwych staruszkach i myślę, że warto doceniać te opowieści.
    I przyznam, że czasem smutno się robi kiedy te osoby stwierdzają, że przeżyły Syberię, ale największe krzywdy zaznali we własnym kraju.

    Myślę, że postawa Twojej babci jest godna podziwu – uśmiechać się mimo dramatów.

    W mojej rodzinie też jest sporo ciekawych historii – mój prapradziadek został zastrzelony na ulicy, tak po prostu. Prapra babcia została sama z pięcioma synami! Wszystkich wychowała na porządnych mężczyzn – jeden z nich był kompozytorem, a mój pradziadek księdzem (pastorem, mogą mieć rodziny ;)).

    Czasem jak słucham opowieści dziadków to zastanawiam się jak jedna osoba mogła tyle przeżyć! I podobnie jak moi dziadkowie, chciałabym mając lat 75 jezdzic na nartach i na 3 podróże zagraniczne w roku 😉

    Lubię to

    1. Też się zastanawiam jak można tyle przeżyć? A przeżyć i się cieszyć życiem , to już w ogóle tego nie rozumiem 😉 U mnie prapradziadek siał zgorszenie, bo za żonę pojął pannę z dwójką dzieci 😉 Potem mieli pięcioro wspólnych dzieci, przeżyło tylko dwoje, wszystkie córki zmarły na grypę w jednym roku. Jedna 2 dni przed ślubem. Mam wrażenie,że nasze losy są dziś zdecydowanie bardziej proste i dużo, dużo łaskawsze dla nas.

      Lubię to

      1. Blueberry pisze:

        Wiesz, wydaje mi się, że jak masz cały wachlarz emocji i doświadczeń to łatwiej jest cieszyć się z chwil spokoju i tych małych drobnostek. Łatwiej doceniać zdrowie, rodzinę, pokój i wolność. Cieszyć się z tego co masz, nawet jeśli to niewiele niż płakać i zazdrościć tego, czego nie posiadasz.

        Uważam, że mamy ogromne szczęście mieszkając w takich czasach i w takim miejscu na świecie. Pewnie, że Duńczycy to mogą sobie pozwolić na kupowanie Volvo jako pierwszy samochód albo drogich butów od Blahnika na studiach, a Japończycy mają ultra szybkie pociągi, przy których Pendolino to zabawka, ale wciąż mamy o wiele lepsze życie niż miliony na świecie i miliony przed nami.

        Lubię to

      2. Powiem Ci,że żyję razem z babcią, to znaczy jest ona i jestem ja, i nie mogę uwierzyć,że ona to wszystko przeżyła. Że człowiek mógł doświadczyć Syberii, że patrząc na nasz świat ten jej wydaje się po prostu niemożliwy, bardzo,bardzo odległy, a przecież to było tak niedawno.
        Myślę podobnie, jak ktoś tyle przeżył,to paradoksalnie musi cieszyć się błahostkami-tymi paznokciami, perfumami, dobrym obiadem i cukierkiem po obiedzie. Po prostu znajduje równowagę i wie co naprawdę jest w życiu ważne.

        Lubię to

      3. Blueberry pisze:

        Jednocześnie wiedząc, że takie odległe światy dalej występują. Korea Północna z jej totalitaryzmem i obozami pracy, Indie ze slumsami, kultura gwałtu itd.

        Lubię to

      4. Dokładnie. To jest aż niepojęte. I w ogóle patrząc wstecz, jaki nastąpił postęp. Od życia w tajdze, gdzie nie było nic. A teraz babcia ma dwie komórki zawsze przy sobie 😉

        Lubię to

  2. Kiki pisze:

    bardzo fajny, wzruszający wpis… 🙂
    to prawda że często babcie mają nawet lepsze kontakty z wnuczkami niż wnuczki z matkami. to chyba dlatego że matki często traktują córki jako przedłużenie samych siebie, uważają że „moja córka świadczy o mnie” i przez to miewają nieadekwatnie wysokie oczekiwania wobec nich oraz
    reagują bardzo nerwowo i krytycznie na wszelkie zachowania, które choć odrobinę odbiegają od ich wyobrażenia „jaka powinna być idealna córka.”
    Miłość babć nie jest tak obciążona emocjonalnie. No i dobrze, trzeba z tego korzystać 🙂

    Lubię to

    1. Ja mam lepszy kontakt z mamą mimo wszystko 😉 Babcia nie miała córek, a i też inaczej wychowywała chłopców, bardziej surowo. Nie miała podejścia do dziewczynek.Mój tata mówił,że u nich w domu złym policjantem była babcia, dziadek był tym co przytula i pociesza;) To się zmieniło jak się zestarzałyśmy i zaczęłyśmy dyskutować z babcią o poważnych kwestiach,polecać sobie filmy i książki, a nie bawić się lalkami 😉 Ale wcześniej jak pisałam, babcia wolała zabrać nas na frytki, kupić lody, dać prezenty, niż się pobawić lalkami. Dla niej świat dziewczynek był obcy. Oczywiście to też efekt tego,że sama tego dziewczęcego świata była pozbawiona przez wywózkę na Syberię. Ale to nie zmienia faktu,że moja babcia miała i ma wyjątkowe życie. I jest fajną kobietą 🙂

      Lubię to

  3. Zbych pisze:

    Co tu dużo pisać – toż to gotowy materiał na kilkutomową rodzinną sagę. Absolutnie się nie dziwię, że po swoich przeżyciach nigdy więcej nie wsiadła do pociągu… czytałem wiele opisów w jaki sposób sowieci wysiedlali „element niepożądany” i każdy był wstrząsający.

    PS: W zasadzie to trafiła się kumulacja, bo przecież niedawno był Dzień Babci 🙂

    Lubię to

    1. tak, była kumulacja, babcia przybyła do nas,odebrać zaszczyty i prezenty, no i cóż, sama naniosła mi słodyczy, bo nie może się oprzeć 😉
      Jak babcia mi opowiadała jak jechała w tym pociągu, to aż ciarki przechodzą mi po głowie. W drugą stronę mieli chociaż nadzieję na lepsze życie, ale w pierwszą to był dramat. Połowa pasażerów-szczególnie niemowlęta i staruszki umierały . To był wagon-trumna…

      Lubię to

  4. Nie będę oryginalna. Czytajac to miałam łzy w oczach. Masz cudowną babcię… Tak piękny charakter i ciepły człowiek, mimo tego, co przeszła i zła, które ją spotkało… Aż trudno mi sobie wyobrazić, jak świetnym człowiekiem musi być na co dzień 🙂

    Lubię to

  5. katasza pisze:

    Babcia naprawdę dużo przeżyła, w tym dużo dramatów. Musiała być silna albo stać się silna po drodze, żeby to wszystko przetrwać i mieć w sobie tyle energii i optymizmu.
    Niestety mało komu chociażby zdrowie pozwala na taką aktywność w tym wieku, ale też bym chciała być taką kobietą na starość. 🙂
    Moja babcia zawsze powtarzała, że chciałaby umrzeć jak jej matka, czyli do ostatniego dnia być sprawna i samodzielna – babci się nie udało, a dla mnie imponujące było raczej mieć tyle pozytywnego nastawienia, ile tamta prababcia, czy w ogóle tamci pradziadkowie, mimo ciężkiego i skromnego życia…

    Lubię to

    1. Chyba to jej wrodzona siła, bo nie sądzę by ktoś o mojej wrażliwości by to przeżyć mógł. Ja bym pewnie odpadła już przed wywózką na Syberię, a przeżyć tam kilkanaście lat? Podziwiam.

      Lubię to

  6. Gucia pisze:

    Babcia niesamowita! Życie jej nie rozpieszczało, a ona i tak Kocha Żyć! Super! Faktycznie być w takiej formie w wieku 85 lat – marzenie! 🙂
    Sto lat dla Babci!

    Lubię to

  7. Bardzo ciekawa historia choć niestety smutna. Dużo Babcia przeszła, bardzo dzielna kobieta.
    Moja babcia z rodziną także spędziła jakiś czas na zesłaniu, nigdy jednak nie chciała za bardzo o tym, opowiadać, bo łzy cisną się jej do oczu na samo wspomnienie.

    Lubię to

  8. kocia_dama pisze:

    Moja babcia z Twoją na pewno by się dogadała 🙂 Obie mają za sobą bardzo trudną przeszłość i trudne wspomnienia, ale pomimo tego w jesieni życia chwytają każdą chwilę 🙂 Piękne jest takie podejście, chciałabym w przyszłości mieć podobne 🙂

    Lubię to

  9. Nie raz mowilam, zebys napisala ksiazke, przezyciaTwojej Babci to wspanialy temat i moze warto, gdzie tam moze, na pewno warto bylo by utrwalic jej przezycia dla potomnych. Tym bardziej, ze babcia wciaz zyje, oby jak najdluzej i przekonana jestem, ze bylaby wymarzonym konsultantem, recenzentem i natchnieniem. Z Twoim talentem pisarskim i zacieciem historycznym powstalaby piekna i wartosciowa ksiazka.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s