Rozmyślania przy chorobie

Choroba ma to dobrego w sobie,że zapewnia człowiekowi dużo czasu. Czasu na różnego rodzaju przemyślenia. Tak więc mama zwróciła uwagę na pewną kwestię, kwestię, której nie brałam pod uwagę. To znaczy nie wzięłam jej pod uwagę i muszę w moim super planie dokonać drobnej korekty.

Co prawda chwilowo nie wiem jak ta korekta powinna wyglądać, ale wiem,że korekta winna być musi.

Kiedy tak leżałam w gorączce, nie bardzo kojarzyłam co się dzieje dookoła. Wiedziałam jednak,że bardzo chce mi się pić. Wiedzieć należy, że w gorączce znacząca wzrasta chęć na płyny. Miałam więc obok siebie dwa kubki z herbatą i dwie butelki z wodą mineralną, zaopatrzona byłam nawet, nawet. W każdym razie sięgnęłam po kubek, bo gorąca lipa z cytryną kusiła.

Niby czynność bardzo prosta, ale kiedy ma się ileś tam godzin te 39,7 stopni, zamiast trzymać kubek prosto, ciepły napój ucieka z naczynia i ląduje na pościeli i częściowo na piżamce delikwenta. Na szczęście twoje żałosne o niesprawiedliwym życiu słyszy ktoś bliski, przychodzi, prawidłowo podaje kubeczek i jeszcze przynosi piżamkę na przebranie. I czeka dyskretnie z tyłu,bo trzeba sprawdzić czy aby na pewno kubeczek, a raczej zawartość kubeczka nie wyląduje z powrotem tam gdzie nie powinna.

Jak wiecie dobrze podjęłam znaczącą decyzję parę miesięcy temu. Chcę być samodzielną kobietą, której związki nie w głowie. Chcę cieszyć się swoim życiem i robić to co najbardziej chcę. Bez nieudanych randek i oczekiwań. W swoim planie nie uwzględniłam jednak stanu choroby. O ile z taką anginą dałabym radę, to z grypą będzie gorzej. Zaczęłam się zastanawiać ile takich gryp mogę zaliczyć w przyszłości? Zostają szczepienia, ale i one nie uchronią w 100 % kobiet samodzielnych przed zarażeniem. Dowiedziałam się,że kiedy przychodzi czterodniowa gorączka na nic zda się życzliwy, najbardziej nawet życzliwy sąsiad, który wpadnie z zakupami. Albo brat, który między dyżurem, a odebraniem dziecka z przedszkola przyjdzie zobaczyć swoją siostrę, oceni zdrowie i przyniesie parę pomarańczy. Kiedy bowiem pojawia się taki stan jaki mnie dopadł, potrzebny jest ktoś kto nie wpadnie przelotnie, ale posiedzi, zrobi i poda obiad, pardon wmusi talerzyki zupy. O 3 nocy przygotuje chłodny kompres na czoło, o 6 rano poda kubek herbatki, a na podwieczorek zrobi budyń waniliowy z wiśniową konfiturką. Tak jak lubię najbardziej.

Moja mama pytała się mnie w tych dniach bardzo,bardzo często – teraz masz fajnie,bo masz nas, my się tobą zajmiemy. Ale potem, kto ci pomoże? Ach, jak dobrze byłoby gdybyś miała kogoś obok. Byłabym spokojniejsza. Bo ja to nie mogę spokojnie spać myśląc,że nie będziesz mieć opieki.

Nie, nie zmienię swoich planów. Nie zwiążę się z kimś tylko dlatego,że nikt mi nie zrobi budyniu. Albo nie ugotuje rosołku-na marginesie mama i tak robi najlepszy. Albo nie zmoczy ręczniczka w zimnej wodzie. Albo nie odczyta ilości kresek na termometrze. ( tak wciąż używam tego z rtęcią. tylko on działa idealnie).

Ale wiem,że choroby nie zaplanuję z półrocznym wyprzedzeniem. Może przyjść kiedy ona będzie chciała. A niekoniecznie ja będę na nią gotowa. Albo mój brat będzie miał urlop w górach. Albo siostra nie będzie „wyjechana” w świecie. Nie zaplanuję pewnych kwestii.

Powiedziałam mamie,że kogoś wynajmę. Ale kogo? W jakiej rubryce szuka się kogoś od podania herbaty? Pan na godziny? Pani na godziny? Niania czy raczej pielęgniarka?

Nie, nie zwiążę się z kimś bo mi zabraknie kogoś kto poda herbatę. Nie ma mowy.

Ale i sama nie chcę mieszkać. Licho nie śpi, raczej czuwa  przyczajone. A samej chwilami ciężko. Tak ciężko jak ciężko w gorączce utrzymać w pionie kubek z herbatą.

Wiem,że lubię samą być. Odkąd odrzuciłam ten cały damsko-męski świat randkowania i czekania na Pana choć w części Idealnego jest mi lżej i spokojniej. Ale widzę też,że nie chcę sama mieszkać.

Co innego być samodzielną w codzienności, a co innego mieć blisko życzliwą duszę.

Myślę,że w moim planie musi pojawić się drobna korekta. Ale jaka?

Zamieszkać z samotną koleżanką? Fajnie, ale ona jest tak absorbująca,męczy mnie już kiedy 15 raz dziennie pisze- a wiesz,że przed domem mam kwiatka….. Zamieszkać z kuzynką, która ma podobny charakter do mojego? Fajnie, ale ona  prawie nic nie mówi dla równowagi.Na pytanie co chce na obiad odpowiada dwa dni. Zamieszkać z siostrą? Okazało się,że dla niej bycie singielką to etap. Ona koniecznie chce mieć rodzinę, nie mogę więc planować całej swojej przyszłości w oparciu o nią.

Hmm. Sama nie wiem. Czy nauczę się sobie radzić w chorobie? Nie sądzę. Ba, ja chciałabym by ktoś zrobił mi wtedy budyń, zajrzał przed snem i upewnił się,że wszystko ok, ogarnął dom, był obok w razie czego.

Nie mówię tutaj o mężczyźnie, nie. Ale kurczaki i pisklaki, ja chyba nie chciałabym, nie, nie chyba, ja nie chciałabym mieszkać sama i być skazana w takiej chwili tylko na siebie. Chcę w przyszłości mieć kogoś obok. Ale jak i kogo?

Chciałabym zamieszkać z  bratem. Z nim byłoby mi najlepiej. Nie wygląda on na takiego co chciałby zakładać rodzinę. Myślę,że byłoby nam razem fajnie,bo dogadujemy się idealnie. Ale on ma 22 lata. A ja prawie 30. Jemu może się wiele w życiu zmienić.

Jak widzicie w życiu nie można sobie coś raz na zawsze postanowić. Muszę skorygować mój plan o samotnym mieszkaniu.

Kuzynka, brat, przyjaciółka, ktoś z castingu?

Z kim spędzę resztę życia?

Oto jest pytanie.

977fab4f89615c51e284d0483f39e6a3

Ścieżka dźwiękowa-   Placebo Bright Lights

 

 

Advertisements

53 uwagi do wpisu “Rozmyślania przy chorobie

    1. nie,nie namieszała.;) Raczej sama sobie namieszałam, bo hmm, nie chciałabym być sama w takiej chwili. Ale mówię szczerze, nie myślę o facecie i związku, tylko o tym z kim mogłabym mieszkać kiedyś 😉

      Lubię to

  1. A. pisze:

    Tobie może się jeszcze odmienić, bo możesz zupełnym przypadkiem trafić na odpowiednią osobę. A gdybyś nawet mieszkała sama, rodzeństwo czy znajomi o tobie nie zapomną.

    Lubię to

    1. no właśnie przekonałam się,że sama mieszkać nie chcę. Ale związku też nie chcę. także coś pośredniego muszę znaleźć. A raczej kogoś znaleźć do wspólnego życia na stopie czysto współlokatorskiej 🙂

      Lubię to

      1. mnie właśnie dziwi,że starsze panie-wdowy często,mieszkają same na 3 pokojach, narzekają na czynsz itp. Zamiast wziąć koleżankę, jedno mieszkanie wynająć, i żyć bardziej wygodnie-leki kupić można bez problemu chociażby 😉 Ale u nas tak to pokutuje,że mieszkanie własne to symbol dojrzałości i statusu.

        Lubię to

  2. Blueberry pisze:

    To wyobraź sobie, że druga osoba o 8 rano wychodzi do pracy i wraca ok. 17:30. Jeśli musi zrobić zakupy to koło 18, a jak stoi w korkach to i o 19. Więc te 10-11 godzin musisz jakoś sama przetrwać. I nie gotuje, więc rosołek to Ci dostawca może przynieść z baru obok 😉 Albo np. pracuje na zmiany albo jest lekarzem z dyżurami i zostaniesz w domu sama i tak na 24h.
    Albo sytuacja rodzinna – mama ma grypę i bardzo by nie chciała jej sprzedać dwójce dzieci, bo wie, że dom będzie chorował przez kolejny miesiąc. Więc nie ma opcji, żeby tato wmuszał w nią zupę, bo najpierw musi wmusić obiad w dzieci i uchronić dom przed demolką. Budyniu to może dostanie resztki, jak po dzieciakach zostanie (bo przecież smarki z kożuchem nie zjedzą). O 6 rano będzie szykował kanapki dla siebie i dzieci do szkoły, a wieczorny kompres przygotuje żonie jak upora się z kąpielą i usypianiem maluchów. A najlepiej, gdyby się na ten czas wyprowadził z dziećmi do dziadków.

    Chorowałaś teraz mając wokół siebie cztery inne dorosłe osoby, z czego dwoje to Twoi rodzice, a rodzice na ogół traktują swoje dzieci jak dzieci 😉 To trochę inny układ niż kiedy jest się tylko we dwójkę albo w ogóle jak ma się rodzinę z dziećmi – pamiętam jak moja mama raz miała grypę. Jak mój tato ogarniał mnie i siostrę, nasze szkoły, kanapki, lekcje, swoją pracę, zakupy, jedzenie, dom i no niestety, mojej mamie co najwyżej mógł zagwarantować, że jej dzieci do pokoju nie będą wchodzić.

    Pewnie, że lepiej się choruje kiedy jest ktoś obok. Ale nawet mając tego kogoś może być tak, że będziesz musiała poradzić sobie sama. Nie będzie rosołu ani budyniu, a plamę po herbacie będziesz ścierać sama, podobnie jak szukać świeżej piżamy i pościeli, bo ciężko się wylegiwać w mokrych przez cały dzień.

    Lubię to

    1. ależ ja mam wrażenie,że powinnam pisać za każdym razem jak czytać to co piszę, by nie było nieporozumień 🙂
      Ja nie pisałam,że ktoś-czyli mąż, ma mi zabrać dzieci na super ferie, sam iść na urlop i troszczyć o mnie. Chodzi o to,że inaczej dba się o kogoś będąc tylko gościem na 2 minuty, rzuci się zakupy, pożyczy zdrowia, i tyle. A inaczej jak z kimś się mieszka i się lubi.
      Ot, pisałaś ostatnio,że mąż zrobił Ci napój leczniczy na początek choroby. I właśnie, ja przez 3 dni nie miałam siły by zrobić sobie herbatę. Głupio byłoby dzwonić do kogoś-hej,pić mi się chce, wpadnij i zrób mi termos picia. Ale jak z kimś bym mieszkała-myślę raczej o bracie, albo o przyjaciółce, rano przed pracą- a już idealnie jak moja choroba przypadła w najgorszym momencie na weekend, mógłby zrobić tę herbatę, przygotować talerzyk z kanapką a wieczorem pomóc dojść do łazienki. Ot, takie proste sprawy. Które są proste i naturalne jak z kimś się mieszka. A zupełnie nie wyobrażam sobie dzwonienia po kogoś by mi kompres zrobił w nocy, za to wyobrażam sobie jak proszę koleżankę by mi w nocy go zrobiła i podała.
      Po prostu nie chciałabym jednak mieszkać sama. Owszem, cały poniedziałek z gorączką byłam sama w dzień w domu. I zupełnie inaczej mi się chorowało,wiedząc,że późnym popołudniem ktoś do domu wróci. A zupełnie inaczej się chorowało kiedy miałam anginę i byłam weekend sama. Co prawda z anginą sama sobie obiad ugotowałam,ale jednak milej było jak wiem,że ktoś do domu wróci i zapyta jak się czuję 🙂
      I powtórzę,nie,nie zmieniam planów. Nie, nie myślę o związku-może dużymi literami sobie daruję,ale myślę,że sama nie chcę mieszkać, właśnie mając na uwadze takie sytuacje. I zastanawiam się po prostu z kim mogłabym mieszkać. Czy kiedy mieszkają dwie samotne przyjaciółki to jest dziwne? Czy jak mieszkają dwie kuzynki po 30,to czy nie będą traktowane jak rodzinne ofermy? Albo siostra i brat? O to mi tylko chodzi 🙂

      Lubię to

      1. Blueberry pisze:

        Od końca – odpowiadając na Twoje pytanie to nie wydaje mi się to dziwne. W Warszawie widziałam tyle konstelacji wspólnego mieszkania, że warto mieszkać tak, jak jest Ci wygodnie 😉
        I tak, z kimś mieszka się na ogół lepiej niż samemu. Pomijając aspekty choroby – jest do kogo otworzyć usta, wypić razem herbatę, pobyć z drugim człowiekiem.

        Natomiast w temacie choroby to też nie do końca, co ja miałam na myśli – będzie super, jeśli faktycznie uda Ci się zamieszkać z przyjaciółką/bratem/siostrą, z kimś bliskim. Jeszcze lepiej, jeśli ta bliska osoba faktycznie będzie wstanie spełnić Twoje oczekiwania pt. wstać i zrobić kompres w nocy albo przygotować kanapkę przed wyjściem do pracy. Ale może się jednak okazać, że to właśnie Twój brat będzie miał długi dyżur albo przyjaciółka będzie na urlopie, kiedy Ty zachorujesz i w zasadzie wyjdzie na to samo, jakbyś mieszkała sama albo ktoś z rodziny wpadał pomiędzy swoimi zajęciami.
        W żadnym wypadku nie sugerowałam, że zmieniasz plany i rozważasz związek. Nie nie. Zmierzałam do tego, że mimo wszystko, niezależnie od tego jak Ci się życie ułoży – czy będzie to mąż, czy mieszkanie z rodzicami, czy z bratem, czy z przyjaciółką czy ze współlokatorem, warto się nastawić na bycie samodzielnym nawet w takich sytuacjach. Bo może się okazać, że brat wyjedzie na stypendium za granicę albo przyjaciółka będzie musiała wrócić do rodzinnego domu, żeby opiekować się rodzicami. Możesz zostać sama w domu na 10 godzin, tydzień albo na miesiąc. Mieszkanie z kimś na kim można polegać nie gwarantuje Ci, że ktoś się Tobą zaopiekuje w razie choroby – zwiększa szanse, ale nie gwarantuje.

        Skracając to do krótszej formy: jeśli czujesz, że nie chcesz mieszkać sama to nie mieszkaj sama 😉 Mieszkanie z kimś ma całą masę plusów! Ale życie jest nieprzewidywalne i żaden scenariusz nie gwarantuje Ci, że zawsze będzie ktoś, na kogo możesz liczyć.

        Lubię to

      2. Zdaję sobie sprawę z tego świetnie, bo jednak mimo,że mieszkam z 4 osobami, to zrządzeniem losu z anginą zostałam sama i musiałam radzić sobie sama. Ale to były dwa dni, potem wiedziałam,że ktoś wróci, i to była pozytywna myśl,że ok, dziś jestem sama,ale rodzina wróci i pomoże. Też mogę być na wakacjach sama i może mnie dopaść zapalenie płuc i też będę sama, może w innym mieście, albo innym kraju. To zupełnie nieprzewidywalne. Ale jednak mieszkanie z kimś powoduje,że człowiek czuje się pewniej, nawet jeżeli ta druga osoba jest chwilowo nieco dalej. Oczywiście idealnie byłoby mieć grypę zawsze kiedy ktoś jest obok i jeszcze ma urlop, który spędza w domu i może być z kimś non stop. Ale życie to nie bajka 😉 Mimo wszystko myślę,że mieszkanie z kimś daje pewien komfort, który docenia się właśnie w sytuacji chorobowej, kiedy na siebie nie możesz liczyć w żadnym aspekcie. I po prostu chciałabym mieć takie poczucie,że mieszkam z kimś mi życzliwym, kto w razie czego pomoże. Ot, zwykła świadomość, która dodaje sił w chorobie. Naprawdę to się czuje. Bo cóż znajomi zapytają przez FB jak się czujesz i tyle. A prawdziwą troskę okazują osoby najbliższe, a taką bliskość tworzy wspólne dzielenie mieszkania i przez to życia. Chociaż przyznaję na ten moment nie bardzo wiem z kim mogłabym mieszkać i planować wspólne życie.

        Lubię to

      3. Blueberry pisze:

        Jeszcze miałam dodać, że będę trzymać kciuki, żeby znalazła się odpowiednia osoba do wspólnego mieszkania we właściwym czasie 😉

        Lubię to

  3. ale oczywiście, że w życiu nie można sobie wszystkiego zaplanować. Czasem bywa tak przewrotnie, że nie można zaplanować NIC. Napiszę Ci jedno: Ty może nie planuj za dużo, po prostu nie rezygnuj ze wszystkiego teraz, już. Co Ty, 80 lat masz? Kochana, całe życie przed Tobą! Odpędź te czarne myśli! Uśmiechnij się! Nic tak nie dodaje uroku jak uśmiech :).

    Lubię to

    1. Oj Julka jak będę mieć 80 lat to nie powiem-a teraz wybieram żywot bezdzietnej singielki i będę czekać na oklaski bo tak sobie wybrałam 😉 Nie, teraz mogę wybrać i wybierać 🙂 Ale przekonałam się,że ten mój wybór o tym by żyć całkiem samą jest niezbyt fajny, to znaczy nie chcę mieszkać sama. Zdecydowanie nie chcę:)

      Lubię to

  4. Iwona pisze:

    Ja sama też dużo o tym myślę. Jednak ostatnio nawet miałam koszmar o wyjściu za mąż bez miłości, z którego obudziłam się zlana potem, a gorączki nie miałam 😛 W moim otoczeniu znam kilka małżeństw już teraz po rozwodzie, w których miłości nie było. W mojej rodzinie kuzynowi była żona powiedziała, że nawet w dniu ślubu go nie kochała…

    Lubię to

    1. ja wierzę,że miłość jest i ludzie pobierają się z miłości-patrzę na moich rodziców 😉 Ale sama nie chcę tego przechodzić, bo brak mi cierpliwości. Ale samej całkiem to do kitu jednak, bez współlokatora l;)

      Lubię to

      1. Iwona pisze:

        U mnie wzorem jest moja siostra z mężem. Bardzo się szanują i kochają. Mieszkanie solo ma swoje plusy i minusy. Ja np lubię być w domu sama ale nie mogę zasnąć jak nikogo nie ma w domu.

        Lubię to

  5. To rzeczywiście ciężki problem. Sama tego doświadczyłam, bo złapałam jakieś chorubsko niedługo po wyjeździe na studia – sama, w całkiem obcym mieście, bez żadnej wiedzy o rejestrowaniu się do lekarza, nic. Tak bardzo nie ogarnęłam, że przez większość choroby jadłam bardzo mało, a na koniec musiałam schować dumę do kieszeni i zwlec się do współlokatorów po chleb, bo nie miałam już totalnie nic. Nie wyobrażam sobie mieszkania samemu – dlatego mieszkam w akademiku. Tutaj jest zawsze masa ludzi wokół mnie, koleżanka z pokoju, z która po kilku miesiącach mam już świetny kontakt i na którą zawsze można liczyć w sprawie herbaty. Chłopaków z pokoju obok, którzy odkręcają słoiki i naprawiają drzwi. Ludzi z innych pokoi, od których zawsze można coś pożyczyć, poprosić o radę. Naprawdę fajnie się żyje w większej społeczności, ściślejszej niż sąsiedzi z bloku. Gdybym miała mieszkać w normalnym mieszkaniu, też z co najmniej jedna koleżanką, a na pewno jedną zaufaną. Moją obecną współlokatorkę poznałam przypadkiem przez internet, a okazało się, że pasujemy do siebie idealnie. Czasami warto zaryzykować, poszukać kogoś nowego (bo mieszkanie razem cudownie psuje stare przyjaźnie).

    Lubię to

    1. właśnie myślę jak to ogarnąć, bo jednak bycie samą takie fajne nie jest. To jest dobre na dobre chwile 😉 Myślałam,że dam radę w przyszłości i założyłam sobie,że będę mieć swoją kawalerkę i nikogo tam na dłużej nie wpuszczę. Ale masz rację, ludzie dookoła są potrzebni i nie wyobrażam sobie jednak zostać całkiem sama w takiej chwili. Ja komuś pomogę, potem ktoś pomoże mi i będzie się kręciło to życie:)

      Lubię to

  6. I znowu Placebo w soundtracku, super 😀
    Jeśli człowiek długo i intensywnie nad czymś myśli, to często przychodzą mu do głowy rozwiązania. Może u Ciebie też tak będzie? Albo ktoś inny podsunie Ci jakiś dobry pomysł? Albo ktoś życzliwy się pojawi(nie w kontekście randek)? Nigdy nic nie wiadomo 🙂

    Lubię to

  7. związywać się z kimś dla samego faktu to bez sensu. Jak akurat ktoś się trafi i uznasz, że to ten, no to jasne. Jak nie – no tak jak piszesz – koleżanka, współlokatorka, siostra, brat – ktokolwiek. W chorobie jeśli kompletnie nie radzisz sobie możesz wynająć pomoc domową – posprząta, ugotuje, poda, ale to nie będzie to samo co np mama. Chyba, że znajdziesz kogoś zaufanego. Moja znajoma ma taką panią Stenię, ona sprząta u niej raz w tygodniu i jak potrzeba to właśnie przychodzi pomóc w chorobie etc. Ale na taką złotą kobietę trzeba trafić, nie każdy jest taki :/

    Lubię to

    1. Chciałabym mieć taką panią zaufaną 🙂 Siostra mojej mamy jest osobą samotną, i ostatnio miała zapalenie płuc-jak ja miałam anginę. Mama zawoziła jej jakieś rzeczy, kupiła leki,.ale wiadomo nie mogła siedzieć cały dzień i być codziennie. I cioci sąsiadka, którą zna niemal od urodzenia wpadała i ot, sobie czytała gazetę w tym samym pokoju,ale ciocia lepiej się czuła jak ktoś był po prostu. A to śmieci wyniosła, a to zupę przyniosła, a to uprasowała coś tam. Dla samotnej osoby to super,że ma kogoś takiego, jeszcze ten ktoś mieszka dwa piętra wyżej, i też dzieci dorosłe, wnuków jeszcze nie ma i może pomóc i wesprzeć.

      Polubione przez 1 osoba

  8. Puella pisze:

    Trochę inaczej podchodzisz do tej kwestii kiedy mieszkasz sama lub z kimś kogo lubisz (może nawet z wzajemnością), ale to wszystko. Właśnie wygrzebuję się z opisanej przez Ciebie grypy – prawie 40 stopni gorączki przez trzy dni, Rodzice 200km ode mnie, Brat jakieś 500km. I powiem Ci, że to błogosławieństwo. Gdyby mi ktoś miał kłapać nad uchem o rosołku, o budyniu, czy kanapeczce to chyba nawet w takim stanie mogłabym go udusić 😀 Mama nie pytała jak się czuję co 5 minut bo wyciszyłam telefon – halo! wiadomo, że grypa w pięć minut nie mija i nadal czuję się tak samo kijowo jak godzinę temu. Mogłam spokojnie chorować i nie przejmować się tym, że ktoś oczekuje interakcji, odpowiedzi na swoją troskę i docenienia jej. Mogłam sobie chorować i mieć w dupie, że trzy dni nie umyłam włosów, a brudna piżama wystaje z kosza na brudy. Nawet Kot się codziennego wybiegania nie domagał i chyba załapał, że należy pozwolić mi dogorywać 😛

    Cudowne jak różni są ludzie, ja chorować muszę sama 😀

    Lubię to

    1. z anginą mi się fajnie chorowało samej,bo byłam w miarę samodzielna. Obiad sobie zrobiłam, i jakoś funkcjonowałam. Ale takiego samotnego leżenia trzy dni z gorączką to sobie nie widzę. Wiadomo, każdy jest inny 😉 W każdym razie ja wolę mieć obok kogoś, w pokoju obok, wtedy lepiej się czuję w chorobie:)

      Lubię to

  9. katasza pisze:

    Długo miałam podobny problem – nie wyobrażałam sobie mieszkania samotnie i jednocześnie nie miałam pomysłu, z kim mogłabym mieszkać. Właściwie nie ma problemu, żeby zamieszkać z koleżanką, kuzynką czy rodzeństwem, ale żeby decydować się tak na stałe, to trzeba poważnie przemyśleć. Nadal uważam, że lepiej jest mieszkać z kimś (chociaż z drugiej strony lubię nie musieć się do nikogo dostosowywać albo np. pobyć zupełnie sama w domu – sama w pokoju, gdy w mieszkaniu są inni ludzie, się nie liczy), ale z kim? Z koleżanką, która przychodzi mi do głowy, nie dałabym rady… Ale może Ty kogoś dla siebie wynajdziesz. 🙂

    Lubię to

    1. No właśnie, co innego pomieszkać z kimś, a co innego wybrać sobie stałego współlokatora 😉 Najlepiej byłoby mi z bratem-znamy się, świetnie dogadujemy, nie kłócimy, nie wchodzimy sobie w drogę. Ale czy on będzie chciał? Oto jest pytanie, nie zmuszę go przecież, może nie chcieć teraz mieć rodziny, ale mówię,to młody chłopak,za 15 lat może mu się zmienić wszystko.
      Też mieszkania samej nie widzę. Chociaż uwielbiam być też samą:)

      Lubię to

      1. katasza pisze:

        Ja już rozwiązałam problem, po prostu stopniowo doszłam do wniosku, że jednak mogę mieszkać samotnie, chyba przyzwyczaiłam się na delegacjach. 😉 Za to koleżanka z pracy stwierdziła, że gdyby nie miała rodziny, wolałaby mieszkać z rodzicami – ludzie mają różne podejście i potrzeby.
        No tak, trudno w tym wieku coś deklarować… Tobie też się może jeszcze zmienić. 😛

        Lubię to

      2. Dokładnie, ja chyba będę mieszkać z rodzicami ile się da.
        Ale jednak w większości przypadków rodzice odchodzą wcześniej, a potem nie chciałabym zostać sama. Ot, i wolałabym z kimś mieszkać 😉 Ale jednak inaczej się mieszka z kimś na etapie studiów, czy bycia młodszym,a inaczej jak ma sie 40 lat i nagle szuka kogoś do mieszkania. To może być dziwne, więc lepiej już teraz się zabezpieczyć:)

        Lubię to

  10. Wydaje mi się, że wszystko jest kwestią konieczności. Mnie grypa dopadła jak mąż był w delegacji. Byłam skazana na zajmowanie się chłopcami, którzy nie ułatwiali egzystencji, nawet nie pozwalali usiąść na dłużej niż dwie minuty, przykryć się itd. Załamałam się psychicznie (tak mi siebie było szkoda), ale przetrwałam. Jak sytuacja zmusza nas do tego to jesteśmy w stanie przeżyć. Myślę, że wiązanie przyszłości z bratem czy kuzynką zostanie zweryfikowane przez życie, a w najmniej spodziewanym momencie jednak zmienisz zdanie:) Takie geny nie mogą się marnować;)

    Lubię to

    1. Przyznam jednak, że warto zgłębić temat poprawy odporności u lekarza. Szczepienie szczepieniem, ale jakieś może wyspecjalizowane kuracje, inne niż do tej pory? Bo dużo tych chorób Ciebie łapie choć w pod koniec roku (i na początku tego) i moją rodzinę wirusiska zaczęły dopadać. Jasiu trzy antybiotyki, mama z 7 chyba także coś siedzi w powietrzu. Dużo zdrowia.

      Lubię to

      1. Lekarz zna moją odporność aż za dobrze 😉 U mnie największym problemem jest alergia, po prostu mam słabszą odporność niż 99 % ludzi na ziemi. I muszę unikać chorób, to jedyna droga. Dlatego zimą raczej nie odwiedzam tłumnych miejsc, prewencja przede wszystkim. U mnie jeden mały wirus, który u kogoś nie zrobi krzywdy, u mnie od razu daje 4 dniowe zaziębienie. Ale cóż, żyć z tym trzeba. Za rok zaszczepię się na grypę to ocenię sezon i sprawdzę czy działa:)

        Lubię to

    2. Moja mama miała anginę 6 tygodni po moim urodzeniu, jedno dziecko ma parę tygodniu, drugie 13 miesięcy-moja siostra długo nie chodziła, więc była dzieckiem absorbującym. I mama mówiła,że do kuchni na czworakach szła by nam mleko podać, bo niemowlęciu nie wytłumaczysz, czekaj 8 godzin na tatę to ci pieluchę zmieni i mleko da. Ale dała radę, musiała. Ja pewnie też bym nie umarła. Ale jako,.że wychowałam się w dużej rodzinie, to jednak nie tak łatwo jest zmienić przyzwyczajenia,że ludzie są obok i to poczucie,że mogę na kogoś liczyć-to jest ważne;)

      Lubię to

      1. Współczuję alergii szczerze.
        Ja bym nie martwiła się na zapas, trzeba być zawsze dobrej myśli. Gdybyś nawet zamieszkała sama to zawsze można prosić kogoś o pomoc; przykładowo na czas choroby przenieść się do domu rodzinnego bądź poprosić o okresową opiekę u Ciebie.
        Moim zdaniem nie można zakładać czarnych scenariuszy, bo to blokuje rozwój. Przykładowo branie kredytu. Masa osób nie miałaby wymarzonego domu tylko dlatego, że widzi utratę pracy czy potencjany wzrost odsetek. Drugi przykład – posiadanie dzieci. Już sam stan odmienny może przerażać: bo co jeśli się człowiek czymś zarazi, upadnie niebezpiecznie itd.
        Mnie co prawda wychowano zgodnie z zasadą: ‚lepiej się mile zaskoczyć aniżeli rozczarować’, i nie zaprzeczę się, że rozczarowanie mocno boli. Dostrzegam jednak bardzo wiele minusów takiego jakby pesymistycznego podejścia do różnych aspektów życia, bo optymistom żyje się lepiej, a zamartwianie się nic dobrego nie wnosi, wyniszcza. Trzeba wierzyć, że będzie dobrze, planować, bo inaczej idzie zwariować. Bez wiary stoi się w miejscu.

        Lubię to

      2. Ja zawsze wychodzę z założenia, że na ulicy można zginąć, ale jednak z domu wychodzę, chociaż ponarzekam sobie teraz na bardzo śliskie chodniki 😉 Ot, tak mam w życiu, ponarzekam, ale idę naprzód 🙂
        Ja sobie zakładam ,że będę musiała dać sobie radę sama, chociaż na razie trzymam się myśli,że jednak uda mi się założyć małą komunę i nie mieszkać samej. To byłaby dla mnie najlepsza opcja,ale jak to będzie? Czas pokaże. Na razie mieszkam z rodziną więc jest fajnie. Chociaż zdaję sobie sprawę,że to nie jest stan na całe życie.

        Lubię to

  11. Zbych pisze:

    Wtrącę swoje 3 grosze…
    Nieubłagane fakty są takie że czas działa w tym przypadku na niekorzyść – im człowiek starszy tym opcja zamieszkania z współlokatorem bardziej się komplikuje. Jak się jest już po studiach, ma stała pracę, to i wymagania rosną – mieszkanie „po studencku” raczej odpada. Jako przykładem posłużę się swoją osobą, jestem po 30 i jeśli w obecnej sytuacji byłbym zmuszony z kimś zamieszkać to musiałaby być to osoba w podobnym wieku. Jakoś nie wyobrażam sobie dzielić mieszkania z początkującym studentem bo obawiam się, iż byśmy się zwyczajnie nie dogadali (w kwestiach organizacyjno-bytowych). Tu sprawa się komplikuje bo większość osób w wieku „poststudenckim” ma już rodziny lub jest w jakiś związkach (to samo jest ze znajomymi, których kandydatury na współlokatora rozpatrujemy w pierwszej kolejności). Znalezienie sensownej osoby do zamieszkania jest w takim przypadku chyba możliwe wyłącznie w wielkich miastach typu Wrocek czy Kraków. Co do mieszkania z kimś z rodziny to jest to jakiś pomysł, ale raczej okresowy. Prędzej czy później każdy będzie chciał iść swoją drogą (założenie rodziny czy chociażby wyprowadzka do innego miasta za pracą co w obecnych czasach jest powszechne), a takie wspólne mieszkanie traktuje jako sytuacje przejściową. Tez to przerabiałem, bo mieszkałem prawie 3 lata z siostrą i miło to wspominam. Chociaż w zasadzie widywaliśmy się tylko późnymi wieczorami, bo wtedy kończyłem studia i pracowałem, więc 7-20 byłem poza domem.

    Lubię to

    1. dokładnie. Ja sobie nie wyobrażam by dzielić z obcą mi osobą pokój, czy mieszkanie. Ja lubię wstać rano, w soboty o 8 rano piekę ciacho, a wieczorem chcę mieć ciszę 😉 Także mieszkanie po studencku odpada. A kogoś po 30 ciężko będzie znaleźć do mieszkania. Dlatego to jest naprawdę spory dylemat. Fajnie byłoby gdybym mogła mieszkać sama., i pewnie w normalnych warunkach nie byłoby to problemem-problemem są właśnie problemowe sytuacje, kiedy chciałabym z kimś być. Eh, niestety, czas ucieka, i coraz trudniej kogoś znaleźć do wspólnego mieszkania,ale nie po studencku. Tylko po dorosłemu.

      Lubię to

  12. Grupa, katar, angina to choroby do pokonania gorzej kiedy sami stajemy przed takimi diagnozami jak rak czy inna choroba przewlekła. Mnie nie przeraża brak samotności ale nie niedołęstwa, kalectwa (owszem mąż/partner/kochanek) mogą uciec już podczas grypy… ale …. zawsze jest jakieś ale… Cenię wolność ale teraz kiedy patrzę że już w tym roku wybije mi 30 lat i może za rok dwa trzy będę musiała zarobić w całości na dom, rachunki, leki (które już teraz pochłaniają prawie całą wypłatę) jestem przerażona. A rodzina… no cóż każdy na swoją i nikt nie ma czasu czy ochoty zajmować się drugą stroną na każde zawołanie. Niestety nasz kraj nie ułatwia życia osobom samotnym. Aż łzy mi poszły ….. przepraszam

    Lubię to

    1. No niestety. Ja też na to patrzę, niestety sama na dziś nie jestem w stanie się utrzymać. Póki żyję z rodziną żyję wygodnie, ale jakbym miała sama się utrzymać to chyba musiałabym iść po pomoc do urzędu, bo zapłaciłabym rachunki i leki swoje kupiła i bach, nie ma pieniędzy. Samemu bywa ciężko. A jak się doda chorobę to już klops. Jednak znajomi lubią nas w zdrowiu i pełnej formie. Bliscy znoszą nasze choroby i pomogą. Ale najgorsze,że chyba trzeba nauczyć się samemu żyć i ogarniać ten wózek….

      Lubię to

  13. „Pamiętam ją, jak siedziała na balkonie w za dużym swetrze z rękawami naciągniętymi na dłonie, może paliła papierosa, w każdym razie pytała: “czy w ogóle istnieje coś takiego jak miłość?” i chodziło raczej o to, że jest wydrążona boleśnie w środku. Że woli raczej być sama. Że świat zamknięty w jej układzie nerwowym nie wydostaje się na zewnątrz, ale bardzo ją boli. Że jest bezradna w tak zwanym życiu codziennym.”
    Małgorzata Halber

    Lubię to

  14. Myślę, że spędzisz życie z kimś, kto nieoczekiwanie pewnego dnia padnie Ci pod nogi i w jednej chwili wywróci Twoje życie do góry nogami i z pewnością będzie to ten jedyny. Jesteś młoda i masz jeszcze baaaardzo dużo czasu na znalezienie tej prawdziwej miłości – a w tej kwestii nie ma co się spieszyć i szukać na siłę. Miłość znajdzie Cię sama – chociaż byś się zarzekała, że wolisz być singielką z kaktusem na parapecie, zobaczysz. Magdaleny są za fajne by starzeć się i chorować w samotności 😀

    Lubię to

    1. Ej, ja tu nie piszę o miłości 🙂 Wybiłam sobie to słowo z głowy i tylko o niej czytam,albo oglądam ją w filmach 🙂 Ja tu myślę jak brata namówić na wspólne życie-ja mu będę gotować obiadki, kiedy on będzie dzielnie leczyć pacjentów:)

      Lubię to

  15. A co jeśli brat albo współlokator musi iść do pracy albo sam się rozchoruje. Inaczej mieszka się z rodziną a inaczej z przyjaciółką niby jest bliskość w tej relacji ale to chyba.nie to samo przynajmniej ja tak uważam ale decyzja należy do Ciebie. Sama mieszkam z tesciami i dużo mi pomagają w chorobie też ale gdyby nie okoliczności wolałabym zamieszkać sama i robić wszystko po swojemu. Czasem nawet Jasiu mnie czymś zirytuje jakąś blahostka a co dopiero przyjaciolka…

    Lubię to

    1. Ej,no przecież pisałam,że to relacja obustronna, on choruje, ja się nim zajmuje, potem na odwrót 😉 A praca? Przecież to normalne, ja chorowałam akurat w weekend, więc mam obserwacje typowo weekendowe, wtedy raczej bliscy mają dla nas czas i ulżą w chorobowej niedoli 🙂

      Lubię to

  16. kocia_dama pisze:

    Na początek współlokatorka 🙂 Najlepiej koleżanka, którą znasz. Ja Ci się nawet nie dziwię, że masz takie obawy, my, kobiety trzydziestoletnie mamy już cały szereg przyzwyczajeń i rytuałów, z których nie chcemy rezygnować- i dobrze!

    Dobrze również, że nie szukasz na siłę. Miłość sama przyjdzie, zobaczysz. W odpowiednim momencie. I wtedy współlokatorce powiesz, że niestety, ale musi szukać innego mieszkania 😉

    Lubię to

    1. No niestety, tych przyzwyczajeń to jakbym z każdym dniem miała coraz więcej i coraz trudniej byłoby mi się z nimi rozstać, ot,jak piątkowe wieczory w piżamie przy radiu . I wtedy trzeba być cicho i dać mi słuchać i czytać. I broń Boże mi przeszkadzać 😉
      W miłość przestałam wierzyć, w moim wykonaniu oczywiście, także ten punkt programu wykreślam;)

      Lubię to

  17. Widze ze wiekszosc komentarzy dotyczy ukladania ci zycia, a ja tak moze nie na temat, chociaz frapuje mnie niezmiennie jak dluga jest Twoja doba;) zawsze robisz taka mase rzeczy i na wsxystko Ci starcza czasu, chocby z czytaniem. Przez cale 20 dni stycznia przeczytalam zaledwie 8 ksiazek i to nie chodzac do pracy bo jestem na zwolnieniu, czytam szybko wiec skladanie literek na pewno nie jest problemem, poza czytaniem, tak naprawde tez nie wiele zrobilam 😦 NApisz kiedys prosze posta ile Twoja doba ma godzin 🙂 . I DZIEki za inspiracje, teraz bede szukala serialu z Judem, bo lubie na niego popatrzec. Zdrowiej.

    Lubię to

    1. 24 godziny chyba, chyba 😉 ja czytam hmm, robiąc inne rzeczy, jak wspominałam już, gotuję i czytam. Ja w zasadzie nie siedzę i nic nie robię, nie mam takich chwil. Jak mam wolną sekundę, od razu sięgam po książkę 🙂
      Serial polecam z całego serca, jest genialny:)

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s