Życzenia, życzenia

Miało być dziś o czymś innym,ale nie będzie o czym innym. Będzie o tym.

Przyszła do nas przepiękna zima. Co prawda czwartkowa droga do pracy była po prostu koszmarem,ale dla bieli i półmetrowych zasp,jestem w stanie wiele znieść.

W piątek zaczął się długi weekend. Brat wyciągnął mnie na godzinny, śnieżny spacer. Było pięknie.

Potem kakao z czekoladą i imbirem. Skoki i wołowe bitki. Wieczorem Lista Przebojów. Przed snem powiedziałam sobie-muszę nastawić budzik. Chociaż jutro sobota to mam wiele obowiązków i planów. Biblioteka, duże zakupy, pieczenie muffinek i sernika na prezent. Odwiedziny u siostry w szpitalu… W niedzielę miałam odwiedzić przyjaciółkę.

Gdzieś tak koło 4 w nocy zrobiło się bardzo zimno w mieszkaniu, pomyślałam,że to awaria ogrzewania, wyciągnęłam koc i nakryłam nim kołdrę. Za chwilę zrobiło się za gorąco. Zupełnie jakby w moim pokoju przechodziły dwa fronty atmosferyczne, jeden niósł powietrze arktyczne, drugi tropikalne. Po dwóch akcjach nakrywam się kocem/zdejmuję skarpetki, spokojnie zasnęłam.

O 6.15 zadzwonił budzik. Nie mogłam go wyłączyć, moja ręka była jak ze stali, ciężka, w ogóle nie współpracowała. Telefon miałam 20 cm od siebie,ale nie mogłam po niego sięgnąć. W końcu przyszedł tata, bo słyszał przez kwadrans jak jakiś facet po niemiecku życzy mi miłego dnia i każe wstawać. Postanowiłam znaleźć termometr, bo coś mi się nie podobała ta ociężałość. Uznałam,że to i tak pokaże prawidłową wartość,ale chciałam się upewnić. Resztą sił na czwarokach przeszłam przez łóżko do półeczki, i zmierzyłam wartość.

37.8. No ładnie. Poszłam do kuchni po lipową herbatę, nie wiem jak doszłam, ale tata się ze mnie śmiał, bo szłam jak pijana. Przestał się śmiać kiedy powiedziałam,że mam gorączkę.

Dwie godziny później gorączka spadła, a ja nawet poszłam do łazienki się ogarnąć. Sięgnęłam po książkę i musiałam ją odłożyć. Ból głowy nie pozwolił mi przeczytać nie tyle jednej kartki, co jednego zdania. Po kwadransie zmierzyłam znów temperaturę.

38.6. Zadzwoniłam po brata. Był w drugim pokoju,ale nie miałam siły by go zawołać. Brat profesjonalnie zmierzył mi gorączkę, zrobił herbatę, poszedł do apteki  i kupił dwie chałki,bo niby miałam ochotę.

37.4. Tak było o 17. Normalnie zjadłam kubek rosołku, co prawda nie miałam dużego apetytu,nawet na tę chałkę, ale rosół wypiłam. Uznałam,że to jakieś chwilowe zaziębienie. Ale postanowiłam to wykorzystać i namówiłam tatę na zakup dużego słoika Nutelli do tej chałki.

38.6. Tak było o 19. Leżałam jak żywy trup. O dziwo zamiast spadać gorączka rosła. A w raz z nią moje zdenerwowanie i złość.

39.7. Tak było o 21. Tyle kresek trzymało się dokładnie do 9 rano. Tak, 12 godzin. Nie spałam ani minuty. Mój tata chciał mnie zabrać na pogotowie, Nie mogłam ruszyć ręką i nogą. Czułam jak rosną mi paznokcie i rzęsy. Czułam każdy włos, wiecie jak one bolą? Bolała mnie każda kostka, każdy mięsień, każdy staw. Poprosiłam mamę by spała ze mną w pokoju. Całą noc czytała mi ploteczki i komentarze polityczne. Inaczej bym skoczyła z okna na śnieg by doznać ulgi. Ewentualnie bym się ugotowała.

O 6 rano mama padła. Tata przejął stery. Jako,że nie zjadłam nic poza tym kubkiem rosołu tato uznał,że porcja białka postawi mnie na nogi. Znalazł w lodówce ryż na mleku. Pyszny, malinowy. Stał godzinę z łyżeczką i namawiał na zjedzenie. Ja chciałam Polopirynkę. A jako,że byłam na aspirynowym głodzie zjadłam łyżeczkę za tabletkę. Tata pękał z dumy.

O 10 gorączka spadła do 38.4. Za to pojawił się okropny katar, silny ból gardła i kaszel.

O 12 katar wzrósł jak podczas hossy. Na serio chciałam podłączyć się pod odkurzać.

o 14 gorączka zaczęła znów rosnąć. 39.2. Myślałam,że znów umieram. Zastanawiałam się ile razy muszę przez to przejść zanim to się skończy?

O 17 było 38.6. Poczułam ulgę jak skąd do Madrytu. Nie miałam jednak apetytu. Wszystko wydawało się papierowe. Podziwiałam kubek  z rosołem, i klopsy, które mama zrobiła specjalnie dla mnie. Tata zrobił puree. Na szczęście mam z dzieciństwa opracowaną metodę- wiem,jak rozgrzebać jedzenie, by wyglądało,że co nieco zjadłam. Z zupą się nie udało,ale z ziemniakami tak. Uznałam,że skoro zbliża się noc, a ja dalej mam gorączkę,to nie przeżyję następnej nocy z tym paskudztwem. I wiecie, uznałam,że patolog musiałby zapisać-jej ostatni posiłek drobiowe klopsiki. Banał nie? Mi się na taką okazję marzyła wołowina Kobe. Dlatego odłożyłam talerz i poszłam cierpieć na leżąco.

O 19.30 miałam 37.7. Prawie stan normalny. Może być tylko lepiej. Przeczytałam nawet 4 strony książki.

O 22 poszłam spać.

Spałam 5 godzin. Po 30 godzinach bez snu, te 5 godzin to wielka łaska. Nie miałam siły by sięgnąć po termometr,ale uznałam,że gorączka po tylu lekarz musi spaść i kropka.

Chciałam obejrzeć Złote Globy, ale komputer za daleko, oczy bolały…..

O 7 rano zjadłam dwie łyżki serka waniliowego. Zważyłam się, schudłam 2 kilogramy. Dużo, jeżeli ma się wagę wyjściową w ilości 47 kilogramów. Ponoć gorączka przyśpiesza metabolizm. Potwierdzam. Przyśpiesza.

O 8 zmierzyłam temperaturę. 38 kresek.

O 9.35 dodzwoniłam się do przychodni umówić na wizytę. Udało się po 149 połączeniach. Tak, dokładnie. 149.

Nowy Rok zaczął się więc czadowo. Grypa jak nic. Leżę i umieram. Gapię się w ośnieżone drzewo, liczę przejeżdżające  piaskarki, dumam nad marnym losem.

W ciągu 12 miesięcy przeszłam zapalenie oskrzeli, zapalenie żołądka, anginę, dwa razy zapalenie zatok, grypę. Jaki przedszkolak ze mnie mną wygra?

2017 rok. Życzyliście mi dużo zdrowia. Potrzebuję potrójnej porcji życzeń. Co najmniej potrójnej.

Są plusy. Tak są.

Mam cudowną mamę. Kochaną. Najlepszą na świecie. Mój brat robi najlepszą na świecie herbatę lipową z miodem, konfiturą z dzikiej róży i cytryny.Dzięki niej jeszcze żyję. Mój tata dostaje specjalne punkty, za tę (nie otwartą wciąż) Nutellę.  No i leżenie trzy dni z kompresem na czole ma zbawienne skutki na stan cery. Nie żartuję. Zero niedoskonałości, idealny kolor, idealna gładkość. Polecam,ale spróbujcie bez grypy. Zawsze mówiłam,że testuję za Was różne kwestie. Także nie musicie próbować tego w domu.

Wybaczcie,że Was nie odwiedzam. Ledwo to napisałam. Muszę się położyć. I przespać to paskudztwo. Chciałabym obudzić za parę dni. Zdrowa.

2d09292f206b97acfe558a224440188f

Ścieżka dźwiękowa- Placebo-  The Bitter end

Advertisements

66 uwag do wpisu “Życzenia, życzenia

  1. katasza pisze:

    Dobrze, w takim razie życzę więcej zdrowia, każda ilość Ci się przyda.
    Rosołek na chorobę ponoć dobry, z kurkumą i pieprzem. 🙂
    A w piątek też wybrałam się na spacer, ale nie pamiętam, czy dałam radę godzinę – ubrałam się ciepło, ale nos i policzki mi zamarzały…

    Lubię to

    1. kocham rosołek, miałam pyszny-bo zawsze jest pyszny l(,ale niestety,zero smaku dla mnie. Woda, tyle,że tłusta 😦
      ja byłam równo godzinę, w ogóle zimna nie było u mnie wielkiego w piątek jeszcze, minus 4, ale ogrom śniegu. Te mrozy były w sobotę i wczoraj.

      Lubię to

  2. Współczuję:/ Ja raz miałam grypę i ten raz zapamiętam do końca życia. Chociaż miałam trochę lepiej niż Ty, bo początkowe 2 dni całkowicie przespałam – mama mnie tylko budziła, żebym coś zjadła i wypiła. Ale późniejszy ból mięśni, kości – coś okropnego. W domu śmiali się ze mnie, że mam chorobę sierocą, ale tylko wtedy kiedy się kołysałam dawałam radę jakoś to wszystko wytrzymać.
    Trzymaj się kochana i nie daj się tym paskudnym wirusom. I pamiętaj, żeby tego nie przeziębić, bo powikłania po grypie bywają baaardzo poważne. Zdrówka, zdrówka i jeszcze raz zdrówka.

    Lubię to

    1. Oj, grypy nie da się zapomnieć, nie da.
      Te bóle całego ciała są paskudne, miałam ochotę odrąbać sobie wszystko po kolei. Byleby nie bolało. Niby byłam senna i zmęczona,ale przez te bóle spać nie mogłam nic a nic. Dlatego chyba będę do końca życia pamiętać te dwie pierwsze doby jako koszmar mojego życia.
      Moja mama niestety po lutowej grypie ma poważne problemy z sercem-idzie na wiosnę na zabieg do szpitala. To paskudna choroba. Leżę grzecznie, nie wychodzę spod kołdry. W ogóle prawie się nie ruszam…

      Lubię to

      1. I bardzo dobrze, że leżysz. U mnie na oddziele leży dwudziestoparoletni chłopak z podejrzeniem zapalenia osierdzia właśnie po grypie, bo egzaminy były ważniejsze…

        Lubię to

      2. nie, ja się nie ruszę z domu aż w pełni nie będę zdrowa. To na pewno, z moim zdrowotnym pechem wyleżę to do ostatniego tchu wirusa. Na szczęście mam ten luksus,że mogę leżeć i rodzina o mnie dba. Nie muszę lecieć do pracy, ani gotować czy iść do apteki. Ktoś obok to luksus. W chorobie się to docenia.

        Lubię to

  3. Bidulko moja 😦 Nie wiem jak boli, gdy rosną brwi i rzęsy, ale współczuję Ci bardzo bardzo 🙂 powinnaś szybciej zadzwonić na to pogotowie a nie czekać tyle godzin – lepiej chuchać na zimne 😉

    Lubię to

    1. Brwi i rzęsy strasznie bolą, oj strasznie. Brwi ok, zemsta za wyrywanie. Ale rzęsy? Najlepsze tusze im kupuję, a one mi taki afront robią? Zapamiętam to sobie.
      Brat przekonał mnie,że ta gorączka jest normalna, chociaż chwilami mu nie wierzyłam. Ale obiecał,że przejdzie, i mu uwierzyłam.

      Lubię to

  4. Tak wysoka gorączka występuje z reguł u dzieci, a nie u dorosłych, bo inaczej już radzimy sobie z infekcjami więc…nie dziwię się, że twoi rodzice „orbitowali” i chcieli już pogotowie wzywać :X I rety rety, mam nadzieję, że naprawdę szybko dojdziesz do siebie i cholera, to zdrowie ci zacznie dopisywać. Zacznij brać jeżówkę czy coś XD

    Lubię to

    1. Ja już biorę tyle środków na lepszą odporność,że nie wiem co jeszcze można 😦 Chyba tylko woda święcona zostaje.
      Ja ostatni raz gorączkę miałam prawie 8 lat temu. Taką gorączkę, a nie stan podgorączkowy do 37.4. Chyba już zapomniałam jakie to straszne,dlatego tak przeżywałam ten stan. Moja mama zwykły katar zawsze ma z gorączką. Raz wyższa, raz niższa,ale zawsze. Taka jej uroda. Ja zaś dziwnie gorączki zakończyłam jak poszłam do liceum. Potem miałam może z 2 razy. Do teraz. Ale i grypy nie miałam do teraz, od gimnazjum.

      Lubię to

      1. moja mama miała tak samo, przy grypie rok temu, 5 dni ją trzymało. Ale tylko wieczorem, za dnia normalnie, co wieczór przychodził, prawie 40 stopni przez 3-4 godziny.

        Lubię to

      1. Katarina pisze:

        O tempora, o mores…Gdzie ja żyję, w jakich czasach, skoro dupa może być tematem programu, który oglądają miliony!?!Żeby to jeszcze była jakaś sensowna dupa a nie odwłok wielkości tarczy antyrakietowej USA 😀

        Lubię to

      2. Katarina pisze:

        Nie przypuszczałam , że kiedykolwiek będę dyskutować o tym na forum:D
        Anyway- ja teraz jestem wchłonięta w nowy sezon „Sherlocka” i „Wikingów” a zacieram rąsie na luty, kiedy z hukiem wraca „The walking dead”…to będą piękne Walentynki:D
        jak zdrówko dziś?

        Lubię to

      3. Dziś mam potwierdzoną grypę. Na dodatek mam piękną grypę. Anginę też miałam piękną. Jak widać jestem człowiek wrażliwy na piękno 😉
        Ja czekam jeszcze na Sherlocka, niestety seans się odwleka. Chwilowo temat dla mnie za ciężki niestety. Dziś chwilę obejrzałam kawałek reklamy,i się pogubiłam w reklamie soku. Mój mózg się przegrzał.

        Lubię to

      4. Katarina pisze:

        Oj, żeby ogarnąć Sherla trzeba mieć łeb jak sklep…Szkoda, że jeszcze tylko jeden odcinek a potem znów pauza na czas nieokreślony:/

        Łeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee, to życzę zdrowia podwójnie. A grypę kopnij ode mnie w dupsko:)

        Lubię to

      5. kopnęłabym chętnie, tylko nie wiem gdzie to coś ma dupsko-szkoda,że nie ma tak wielkiej jak B.C 😉
        Sherlock to tak inteligentny serial,że wymaga 110 % uwagi i czystej głowy by docenić każde ujęcie. Ale obejrzę, co się odwlecze, to dostarczy więcej radości;)

        Lubię to

  5. Jestem pierwszy raz u Ciebie i bardzo mi się tutaj podoba. Świetnie i ciekawie piszesz, choć jeszcze Cię nie znam, to mam wrażenie po przeczytaniu paru notek, że gdzieś Cię widziałam :-). Myślę, że będę zaglądać. A dziś zdrowia życzę, bo wiem jak takie paskudztwo potrafi zmordować i osłabić człowieka. A kiedy już będziesz w sile to zapraszam do siebie do Mojego zacisza:-)

    Lubię to

    1. Dziękuję serdecznie 🙂 Zajrzę koniecznie, jak się ogarnę nieco 😉
      Niestety, to potrafi nieźle wykręcić człowieka na drugą stronę. Ale po cichu liczę,że najgorsze są te pierwsze 3 dni….

      Lubię to

  6. Zdrowia, zdrowia, zdrowia…! Dobrze że tak rodzina się Tobą zajęła, bo w takiej sytuacji można dostrzec nawet jakieś „plusy” chorowania. Ale już zdrowiej i lepiej nie choruj! 🙂

    Lubię to

    1. Ja to bardzo bym chciała nie chorować, ale zupełnie nie wiem jak to zrobić? W ogóle nie wiem gdzie i jak złapałam tego wirusa. Cała moja rodzina zdrowa-jak na razie,ale grypa atakuje szybko,więc pewnie już kogoś by rozłożyło. Chyba ktoś w autobusie mnie poczęstował tym świństwem, innej opcji nie widzę. Mam nadzieję,że grypa da mi złapać oddech i nieco odpuści żelazny ucisk…

      Lubię to

  7. Zbych pisze:

    Mróz chwycił to sezon grypowy się rozkręca
    Dużo zdrowia dla Ciebie i siostry !

    PS: Uczucie wzrostu włosów i paznokci brzmi niezwykle intrygująco, ale chyba nie chciałbym tego doświadczyć biorąc pod uwagę „efekty uboczne”.

    Lubię to

    1. nie, polecam sprawdzać na sobie jak bolą rosnące paznokcie, bolą strasznie. A jak włosy, dosłownie wychodzą z czaszki 😉
      A ja jak na złość byłam umówiona na szczepienie, bo usłyszałam,że epidemia grypy we Francji, myślała,że zanim przejdzie przez Niemcy to parę dni zapasu mam, a tu proszę. Oszczędziłam na szczepieniu:(

      Lubię to

      1. Zbych pisze:

        Mi się wydaje że prędzej z Ukrainy przyszła – czytałem na Reutersie że tam największa od 5 lat epidemia, ale w mediach cicho bo z powodu wojny z ruskimi w kraju mają większe problemy niż grypa.

        Lubię to

      2. Też o tym czytałam, ale to przed świętami jeszcze o tym czytałam. A w Sylwestra słyszałam o Francji. Teraz sprawdziłam na stronie lokalnego sanepidu, w ostatnim tygodniu prawie 20 tyś osób zachorowało na grypę, w tym samym czasie rok temu 12 tysięcy. Do tego w porównaniu z zeszłym tygodniem, mamy wzrost infekcji. Czyli wirus szaleje i panuje.

        Lubię to

    1. Cały czas jestem na kuracji, całą jesień i zimę-na zmianę 2 tygodnie Neosine, dwa tygodnie Sambucol. Codziennie witamina D, witamica C z dodatkami. Ale na wirusa grypy to nie działa. Lekarka mi dziś mówiła,że mogłabym brać i kontener Neosiny i tego bzu, ale pomogłoby tylko szczepienie. A i tak,nie chroni w 100 % 😦

      Lubię to

      1. Zbych pisze:

        Kiedyś mi lekarz mówił, że z tymi szczepieniami na grypę to trochę loteria bo różnych szczepów jest za dużo i jeszcze się mutują, a szczepionka jest opracowywana pod konkretny typ na podstawie danych z sezonu wcześniej. Tak więc może się okazać że nawet szczepienie nic nie da bo co innego się przypałęta. Ale to musiałabyś brata wypytać bo może lekarz tak tylko plótł albo obecnie te szczepionki już inaczej preparują (to było ze 3-4 lata temu)

        Lubię to

      2. Mi też lekarka mówiła,że szczepienie pewności nie daje w 100 %. Ale nawet jak złapie choroba to objawy są bardziej przeziębieniowe, a nie takie,że 4 dni leży się jak trup. I mniej jest powikłań. Teraz szczepić się nie muszę, bo przechorowanie daje odporność. Ale jednak jesienią na pewno pójdę. Jeżeli jest coś co może choć o 50 % zmniejszyć możliwość choroby to ja to biorę w ciemno. Nie dam rady przejść przez to drugi raz. Zdecydowanie nie.

        Lubię to

      3. O szczepieniach różne opinie słyszałam, dlatego nie wypowiadam się. Życzę Tobie i Twojej Rodzinie dużo zdrowia w tym roku. Bardzo trzymam kciuki za Siostrę. Czy dasz znać co u Niej?

        Lubię to

  8. Łoooj, no pięknie zaczęłaś ten rok! Ja go podobnie skończyłam, tyle że u mnie ciężko jest z gorączką – mam dokładnie odwrotnie. Gdy zaczyna mnie coś brać, to temperatura mi spada poniżej 36 i chodzę jak zombie.
    No więc, żeby było Ci lepiej życzę Ci dużo zdrowia, dużo zdrowia, dużo zdrowia, dużo zdrowia, dużo zdrowia, dużo zdrowia, dużo zdrowia, dużo zdrowia, dużo zdrowia, dużo zdrowia, dużo zdrowia, dużo zdrowia, dużo zdrowia, dużo zdrowia, dużo zdrowia, dużo zdrowia, dużo zdrowia, dużo zdrowia, dużo zdrowia, dużo zdrowia, dużo zdrowia, dużo zdrowia, dużo zdrowia, dużo zdrowia, dużo zdrowia, dużo zdrowia, dużo zdrowia, dużo zdrowia, dużo zdrowia, dużo zdrowia, dużo zdrowia, dużo zdrowia, dużo zdrowia, dużo zdrowia, dużo zdrowia, dużo zdrowia, dużo zdrowia, dużo zdrowia, dużo zdrowia, dużo zdrowia!!! 😀 😀 😀

    Lubię to

  9. O mamo, ale Cię wzięło… Także zdrowia razy 10 nawet! Twój opis przypomniał mi moją grypę w zeszłym roku – tydzień chorowania, gorączka nie chciała zejść, 5 kg na minusie, bolało mnie wszystko, co tylko mogło. Na szczęście co złego przyjdzie, to sobie pójdzie.
    PS Ścieżka dźwiękowa do notki to jeden z ulubionych mych utworów 😉

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s