Mój rok w 12 kawałkach

Zaczął się Nowy Rok. Muszę się przyzwyczaić do tego,że mamy już 2017 rok. To ostatni rok kiedy będę mieć,przez pełne 12 miesięcy, „2” z przodu.  Chyba powinnam zacząć się tym stresować? Ale zanim zacznę narzekać przypomnę te przeszłe 12 miesięcy.

93f16aee754e41fbd49f8443a704526e

Styczeń 2016 r.

Freedom

Ten miesiąc zaczął się jak zwykle. Był sernik, był Top Wszech Czasów. Była inwentura. Potem było spotkanie, które wiele mi dało. Bałam się go jak diabli,ale po,uznałam,że było mi bardzo potrzebne. Zdjęło ciężar z mojej duszy. W tym miesiącu mocno się rozpolitykowałam. Rozwieszałam ulotki, byłam na dwóch manifestacjach, chętnie korzystałam z mroźnych spacerów i zjadłam najlepszą pomidorową zupę w życiu. Do tego to był bardzo słodki miesiąc. Słodki bo okazało się,że mój tatko cierpi na galopującą cukrzycę.

Luty 2016r.

In the cold, cold night

Ten miesiąc nie zaczął się nawet tak źle. Dobrze było do 8 stycznia, do dnia rocznicy ślubu moich rodziców. Babcia zaraziła mnie grypą, która po 2 dniach płynnie przeszła w zapalenie oskrzeli. Przekonałam się,że nie mogę brać pewnego antybiotyku, bo mój żołądek całkiem się rozsypał. W tym miesiącu kichałam, kasłałam, walczyłam z ogromnym osłabieniem i w zasadzie nie cieszyło mnie nic a nic.

Marzec 2016r.

Marchewkowe Pole.

Tak, ten miesiąc to czas jedzenia ryżu, gotowanej marchewki i duszonego jabłka. Pani doktor zalecała dietę bez niczego. Na moją zdziwioną minę rzekła,że mogę sobie urozmaicić ryż, jednego dnia jedząc go z koperkiem, a drugiego z natką pietruszki. Szaleństwo smaków i zapachów. W tym miesiącu regularnie wprowadziłam do swojego słownika słowo spacer- pokochałam te samotne, i w parze siostrzanej parze. Były Święta, i moje tęskne spojrzenia na tony jedzenia. Ja w tym czasie przegryzałam gotowane ziemniaki.

Kwiecień 2016r.

Where the wild roses grow

No dobrze,nie było róż, były za to bukiety tulipanów i pewna znajomość, która miała pewne perspektywy. Zaczęło się uroczo. Z każdą kolejną rozmową czułam coraz większą sympatię. W tym miesiącu myślałam,że wiosna będzie różowa. Jak te tulipany. Ale dość szybko mi przeszło. Rozczarowałam się. Ale jak widać, a raczej czytać, przeżyłam i wrażenia wielkiego ta sytuacja na mnie nie zrobiła. Z mostu nie skoczyłam, ba snułam plany na kolejne dni i tygodnie.

Maj 2016r.

Sweet dreams

Ten piękny miesiąc zaczął się przyjemną wycieczką do Olsztyna, bardzo spontaniczną i zaskakująco udaną. Następnie zostałam wyróżniona przez moją przyjaciółkę, dostałam zamówienie na tort urodzinowy dla jej córeczki. Przygotowanie tortu dla Zuzi było wielkim wyzwaniem. nie tylko dlatego,że to był mój specjalny „klient”. Ale ja nie znoszę tortów. No taki ze mnie dziwak. W maju miałam sporo pracy,ale znajdowałam też czas na miłe spędzanie weekendów. I spełniło się moje słodkie marzenie. Dostałam zaproszenie do bycia wystawcą na festiwalu Smakuj Trójmiasto. Przez pół maja bardzo to przeżywałam i zastanawiałam się iść czy nie iść? Dam radę czy nie dam rady? To dla mnie czy też nie? Wiem,że zanudzałam Was swoimi wątpliwościami. Do dziś pamiętam ten niepokój jaki mi wtedy towarzyszył-dam radę czy to będzie wielka klapa?

Czerwiec 2016r.

 Happiest Girl

Czerwiec to był mój miesiąc. Nie tylko dlatego,że pewnego czerwcowego poranka przyszłam na świat. Ale po prostu, to był udany miesiąc i wspominam go z ogromnym uśmiechem na twarzy. Zaczął się pięknie, choć nerwowo. Dwa dni nie wychodziłam z kuchni, piekłam, mieszałam, przesiewałam i modliłam się nad blaszką,by wszystko wyszło. W końcu nadszedł ten poranek,. 5 czerwca. O 9.45, razem z moją serdeczną koleżanką, zaczęłyśmy przygodę życia. Byłyśmy z początku tak zdenerwowane,że nie wiedziałam jak mi na imię. Ale gdy ustąpił stres,okazało się,że ten festiwal to cudowna zabawa. Sprzedałyśmy prawie wszystko, nawiązałyśmy nowe znajomości, i okazało się,że mam cudownych znajomych i rodzinę, która poświęciła słoneczną niedzielę by mi kibicować i być tam ze mną. Krótko by tej pięknej niedzieli zrobiłam sobie z mamą babskie, szybkie wakacje w naszym uzdrowisku. Prowodyrem wyjazdu był pobyt w sanatorium mojej kochanej cioci i wujka. Wspaniale spędziliśmy ten czas, a parówki gotowane w  sanatoryjnym czajniku,zapamiętam po kres mych dni. No była jedna rysa, czyli koncert Gilmoura, ale wiecie,że to mi się przypomniało dopiero podczas opisywania smutnego listopada?

Lipiec 2016r.

Empty spaces

W lipcu ostatecznie podjęto decyzję o sierpniowym remoncie i to on zdominował ten miesiąc. Godziny, jak nie całe dni spędzone w marketach budowlanych. Dni, jak nie cały tydzień spędzony na pakowaniu, układaniu i rozpakowywaniu naszego dobytku. Trudne decyzje, wynajem tymczasowego mieszkania, wybór ekipy. Masa wydanych pieniędzy, masa nieporozumień i prób osiągnięcia kompromisu w kwestii koloru kafelek. W lipcu bawiłam się w architektka i logistyka. Wolne chwile, te nieliczne, spędzałam nad wodą. Czy mówiłam,że kocham mieszkać nad morzem?

Sierpień 2016r.

Krakowski spleen

Sierpień oznaczał przeprowadzkę. Trzy razy przekładane wakacje, i burzenie ścian. Dość szybko, bo trzy dni po przeprowadzce, wyruszyłam na wakacje. W dwóch aktach. Akt pierwszy oznaczał pełen relaks, opalanie, spacerowanie, zajadanie się pysznościami i leniwe spędzanie czasu. Akt drugi to Kraków, góry i Sandomierz. Czy muszę wspominać,że było po prostu cudownie? Na myśl o każdym z tych dni mam uśmiech na twarzy. Podobnie jak w czerwcu. Ten wyjazd był fenomenalny i mam z niego same dobre wspomnienia. Sierpień to również uczenia się życia na wsi. Wtedy też dowiedziałam się,że miejskich wygód nie oddam za nic. Nawet za dom z ogródkiem i lasem za oknem. Za ciszę i spokój. Beznadziejny mieszczuch ze mnie i basta.

Wrzesień 2016.

Lords of Summer

Wrzesień był piękny. Chwilami doceniałam jednak tę sielskość i anielskość. Pogoda, lepsza niż w środku lata, zero deszczu, upały, letnie sukienki i dużo spacerów. Do tego masa męczących dojazdów do pracy. Okropny katar, który dosłownie zwalał mnie z nóg,okazał się on uczuleniem na wieś,nie żartuję. Wyczekiwanie na koniec remontu. Codzienne sprawdzanie postępów i marudzenie-czemu tak długo? Dobieranie dodatków, odbiory mebli, ostatnie ważne decyzje. Przedłużenie wynajmu o tydzień. Masa pakowania, masa układania. Ślub siostry stryjecznej, na który nie poszłam. Parę straconych okazji przez tę „wiejskość”.  Ogólnie nie był to zły miesiąc, głównie przez piękną pogodę. Natomiast przez szereg niefortunnych zdarzeń nie był to miesiąc, który szybko chciałabym powtórzyć.

Październik 2016r.

A Pain That I’m Used To

Ten ból to oczywiście ból związany z ropną anginą. Akurat to wspomnienie wywołuje we mnie dzikie dreszcze i mordercze instynkty. Siedziałam sama w domu i  niemal wariowałam. Chodziłam do pokoju do pokoju i modliłam się o chwilową ulgę. Po tych świeżo wyremontowanych pokojach. Bo na początku października odbył się uroczysty odbiór mieszkania. Przez większość miesiąca trwał proces upiększania i tworzenia domowej atmosfery. W tym miesiącu przekonałam się też,że samotne wyjścia do kawiarni nie są złe. A rodzinne wyjścia do ukochanej pierogarni i knajpy Przyjaciół to idealny pomysł na wieczór. Ale jednak kiedy myślę o tym miesiącu czuję po prostu ból gardła. Podły ból.

Listopad 2016r.

Where Is My Mind?

Nigdy nie lubiłam listopada. Listopad z 2016 roku, nie sprawił by go polubiła. Po pierwsze dopadło mnie ogromne osłabienie po antybiotykach. Snułam się cały miesiąc, próbując robić coś konstruktywnego. Miałam wrażenie,że mój mózg się wyłączył i nie działa jak trzeba. Owszem, było parę fajnych chwil. Wieczór w operze, sporo spacerów, ale jednak nie wpłynęło to jak trzeba na moje poczucie szczęścia. Do tego ta pogoda. Ciągle padało. Ciągle było szaro, ciągle wiało. Ten listopad nie sprawił,że zaczęłam go lubić. Wręcz przeciwnie. Odliczałam dni do końca, ba godziny do zakończenia listopada. Wydawało mi się,że wszystko co złe zabierze z sobą ten ostatni dzień, 30 listopada.

Grudzień 2016r.

I’m cold

I to nawet nie odnosi się do pogody. Bo to był dość ciepły,choć wietrzny grudzień. Wewnątrz mnie było jakoś tak zimno. Każdego dnia czułam,że wyłączono mi wewnętrzną grzałkę. Każdego dnia szukałam okazji by było lepiej, ale jakoś mi się nie udawało. Owszem, to był miesiąc pełen chwil spędzonych na świątecznym pieczeniu, pełen chwil spędzonych na świątecznych jarmarkach i uroczych spacerach. Na chwilach w kawiarni. Na miłych spotkaniach. Były całkiem udane i przyjemne święta,bogate w prezenty. Była spora przerwa w pracy. Ale mimo wszystko nie wszystko mnie cieszyło. Ba, chyba nic mnie nie cieszyło. 90 % grudniowego czasu zajmował mi temat operacji mojej siostry. I taki ludzki strach, co tam wytną, co jest w środku, i jak ona to zniesie? Jak zniosą to rodzice? Czy wszystko pójdzie zgodnie z planem? Jako,że moja psychika jest silnie powiązana z ciałem, to ciało czuło się źle. Z jednej strony, z tego miesiąca mam piękne wspomnienia, z drugiej stan napięcia wzrastał wraz z każdym dniem. Z jednej strony grudzień to czas cudownych spotkań rodzinnych i towarzyskich. Z drugiej ten miesiąc był miesiącem pod napięciem. Miesiącem strachu i wewnętrznego zimna.

Tak właśnie los wymiksował mi ten rok.

624281242177c16d413ee7cd9c4ad611

Jeżeli ktoś chce zobaczyć ten rok na zdjęciach, to zapraszam na mój profil na Instagramie  . Ostatnie dni są szalone, i wstyd się przyznać,ale zabrakło mi czasu na dołączenie ich do tego podsumowania. Biję się po głowie.

Ścieżka dźwiękowa-Depeche Mode – Halo 

 

Advertisements

42 uwagi do wpisu “Mój rok w 12 kawałkach

  1. Bardzo intensywny był ten rok. I wydaje mi się, że nie najgorszy. Mam nadzieję, że ten rok będzie dla Ciebie bardziej pozytywny, pełen uśmiechów na twarzy, fajnych wypadów za miasto, udanych koncertów i przede wszystkim będzie to rok zdrowia 🙂

    Lubię to

  2. Ciekawy rok za Tobą, dużo się działo 🙂 Jesteśmy na tym samym etapie – też już zbliża się 3 z przodu :O
    Wszystkiego dobrego w Nowym Roku, aby był dobry 🙂

    Lubię to

  3. Zbych pisze:

    Jednym słowem – działo się….
    Te czajnikowe parówki to akademikowy klasyk 🙂

    PS: Zaliczyłaś już pierwszą odsłonę nowego sezonu „Sherlocka”?

    Lubię to

      1. Zbych pisze:

        Cóż… nie mam jak spoilerować bo też jeszcze nie widziałem… pewnie w niedzielę wygospodaruje więcej czasu na gnuśnienie przed ekranem 🙂

        Lubię to

    1. Musisz mi wybaczyć. Ja o tym,że będę w Krakowie dowiedziałam się parę dni przed, będąc na wakacjach, z minimalnym dostępem do świata internetowego. Żałuję i proszę o łaskę wybaczenia.

      Lubię to

  4. kocia_dama pisze:

    Rzeczywiście, za Tobą całkiem sporo w tym minionym roku. Wierzę jednak, że w tym nowym, 2017, będą dominować same pozytywne zdarzenia i tego Ci życzę 🙂
    No i koncert DM!!! Widzimy się na Narodowym!

    Lubię to

  5. katasza pisze:

    Gdyby nie problemy zdrowotne Twoje i rodziny, byłoby całkiem nieźle, mogłyby sobie iść precz! 🙂
    U mnie już w tym roku zmieni się cyfra, ale chyba jestem na to gotowa. 😀

    Lubię to

  6. Dużo chorób w tym 2016 u Ciebie było… oby za to w 2017 nie było ani jednej 🙂 A Twój remont to przeżywałam w każdej notce i bardzo miło mi się o nim czytało, chociaż Ciebie pewnie szargały nerwy 🙂

    Lubię to

  7. Świetne podsumowanie, wiele się działo 🙂 Ja dołączyłam na etapie obiadów ze słoiczka 😀 Oby ten rok był mniej hojny w rozdawanie zarazków, za oknem -22 to może wymarzną 🙂
    Przejrzałam swoje zdjęcia, przytrafiło mi się kilka ciekawych podróży, 40-stka przyjaciółki z wyzwaniem w postaci podwójnego tortu, pewne miłe zmiany w pracy, a na koniec roku moja 30-stka…Chyba nie był to zły rok 🙂

    Lubię to

  8. Totalny misz masz w tym roku. 🙂 Również życzę Ci więcej zdrowia i mniej stresu. 😀 Kurcze jak mi się przypomniał ten ciepły wrzesień, to aż za nim zatęskniłam. ❤

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s