Hity i kity 2016 roku.

W końcu zabrałam się do kulturalnego podsumowania ubiegłego roku. Zdążyłam przed końcem stycznia. Taki miałam cel, więc tadam, należą mi się oklaski. Także uwaga, klaszczemy. Ej, tam Południe kraju, słabo klaszcze. Tak, teraz lepiej.

Moje podsumowanie nie będzie dotyczyło tego co powstało w tym roku poprzednim już. A tradycyjnie będzie dotyczyło tego co mnie najbardziej zachwyciło książkowo-filmowo-serialowo-muzycznie. Może się więc zdarzyć,że polecana pozycja ma ze 30 lat. Jak już wicie nie od dziś od dawna jestem osobą, która ma swoje zdanie na każdy temat, więc moje podsumowanie będzie dokładnie takie jakie ja sobie wymyśliłam.

Zacznę od seriali. Wyróżniam trzy pozycje. Tutaj mnie macie, wszystkie trzy pozycje pochodzą z 2016 roku. Mówiłam dawno,że pełno we mnie sprzeczności prawda? Tak więc wygrał u mnie zdecydowanie Młody Papież. Gdybym miała ocenić ten serial od 1 do 10, dostałby 19. Zdecydowanie. Na drugiej pozycji mamy American Crime Story-Sprawa O.J. Simpsona. Wspaniale zrealizowany, zagrany i wyreżyserowany serial, który napisało samo życie. Wiem,że nie jest to najbardziej znana zeszłoroczna pozycja,ale ja serdecznie polecam. Na podium znalazł się również Nocny Recepcjonista. Akcja rozwijała się powoli, może nawet zbyt powoli? Byłam rozczarowana, a potem. A potem było jak z Młodym Papieżem,kto nie widział musi go obejrzeć. Inteligentny, świetnie zagrany , po prostu solidna pozycja. Serial, który mnie zdecydowanie zawiódł? Vinyl. Liczyłam na wielki,wielki hit, przebój-dosłownie i w przenośni. Ale nic z tego nie wyszło. Serial mnie zmęczył, znużył i gdyby nie dobra muzyka pewnie nie dostałby u mnie nawet jednej marnej gwiazdki.

Filmy. Najlepszym filmem jaki widziałam w zeszłym roku ogłaszam… Taxi Teheran. Nie wiem czy na moją ocenę nie wpłynęło też to, że film ten oglądałam na dachu teatru, z widokiem na Starówkę. W każdym razie film jest wspaniały i polecam go każdemu, kto nie oczekuje od kina jedynie pościgów i masy sztucznej krwi. Na drugim miejscu jest Spothlight. Wiadomo, Oskary zrobiły swoje, o filmie było głośno, ale nie tylko ze względu na temat, ale i naprawdę dobry obraz. Rzetelnie zrealizowany, spokojny,ale pełen napięcia i niepokoju. Mój hit. Na trzecim miejscu jest u mnie Carol. Być może wynika to  z tego,że ja uwielbiam Cate Blanchett? A dodatkowo dowiedziałam się-dzięki siostrze i jej jakiemuś mądremu testowi,że obie z Cate dzielimy ten sam typ urody, kobiety dramatycznej. Tak więc nie mogłam wybrać inaczej. Najgorszy film? Zdecydowanie Głosy. No cóż, chyba jestem jedną z niewielu, którą Ryan Reynolds w żaden sposób nie kręci. Ba, ja go po prostu nie lubię. Tego filmu tak samo nie udało mi się polubić, chociaż recenzje miał dość dobre.

Były filmy, były seriale, czas na książki. W zeszłym roku przeczytałam 186 książek. Liczyłam trzy razy, liczba ta wydawała mi się niemożliwa, a jednak. 186 książek w jeden rok. Myślę,że to całkiem przyjemna liczba. Ba, i bądź tu teraz mądra Magdaleno i wybierz z tych wszystkich książek, takie, które uważam za pozycje idealne i godne tytułu książki roku. Wybór był bardzo ciężki. W komisji konkursowej w składzie – Ja i moja bliźniacza natura, doszło do kłótni. Trzy razy zrywałam obrady, wykluczałam poszczególnych członków, ale w końcu mam. Mam dwa największe kity i 4 pozycje, które pokochałam tak,że przeczytam je ponownie z pewnością. Wielkim kitem zostają więc Pokusy i Łakocie. Co było do przewidzenia dość łatwo po mojej całkiem niedawnej recenzji. Wielkie brawa. Drugi tytuł grafomanii roku należy się Wszystkim smakom namiętności. Tematyka przynajmniej chwilami ociera się o kulinarną. No dobrze, główni bohaterowie robią różne rzeczy w restauracji. Obydwoje zarzekają się,że to przelotna znajomość, bez zobowiązań, od namiętność i przyjemność. Ale wiadomo, zakochują się w sobie i żyją sobie długo i szczęśliwie. Strasznie to nudne i w ogóle nienamiętne. Wielkie wyróżnienia dostają zaś ode mnie cztery cudowne książki. Tak cudowne,że myśląc o nich mam same pozytywne myśli i skojarzenia. Dziwna myśl w mojej głowie, to mój wielki literacki hit ubiegłego roku. Jak mogliście zauważyć kocham twórczość Orhana Pamuka, a tę monumentalną pozycję bardziej niż kocham. To książka praktycznie idealna, arcydzieło. Nie zrażajcie się objętością-solidne 700 stron,ale kto nie czytał,niech nadrabia. Pamuk zabierze Was w podróż Waszego życia, przy okazji opisania życia jednego skromnego sprzedawcy buzy. Drugie miejsce dostaje kolejna monumentalna pozycja, 900 stron. Eleanor Cotton i jej Wszystko co lśni. Ja miałam wrażenia,że to ta powieść lśni. Nie mogę powiedzieć konkretnie cóż to za gatunek. Cotton idealnie połączyła magię, romans, kryminał, wyszła jej przepiękna opowieść. Do tego piękne ilustracje. Ach, myśląc o tej książce nie mogę myśleć inaczej jak o wielkiej pozycji. Hotel New Hampshire. W zeszłym roku przeczytałam wiele, wiele powieści Irvinga, ale to właśnie ta podobała mi się najbardziej. Niektórym może się nie podobać to,że Irving pisze swoje książki w jednym,charakterystycznym dla niego stylu. A mi ta przewidywalność bardzo się podoba. Z każdą stronę Hotel stawał się moim domem, przystanią. Wciągająca, intrygująca, bezpośrednia. Jeżeli szukacie schronienia przed rzeczywistością, polecam wstąpić do Hotelu New Hampshire. I perełka na torcie, wielkie nazwisko i wspaniała książka. Truman Capote i Z zimną krwi. Reportaż z procesu, który odtwarza wielką zbrodnię. Dochodzenie do całej prawdy, bolesne zeznania oskarżonych i świadków, ogrom przemocy i cierpienia. Nie jest to książka, gdzie coś nas może zaskoczyć- wiadomo, że rodzina nie żyje. Ale z każdą kolejną stroną napięcie wzrasta i wzrasta. Zapamiętajcie ten tytuł i koniecznie po niego sięgnijcie.

Kulturalnie to był rok opery i teatru. Najciekawsze wydarzenia z moim udziałem to z pewnością brawurowe wykonanie musicalu Kiss me Kate!, na deskach Teatru Szekspirowskiego. W końcu otworzyli dach, a całe przedstawienie porwało publiczność. Mnie również. Cudowna była również idea kina na dachu tegoż teatru. Obejrzałam w ten sposób wspomniane już Taxi Teheran, i w to lato,na pewno znów skorzystam z okazji i pójdę na seans pod gwiazdami. W operze zaś zachwyciłam się Strasznym Dworem. Uwielbiam ubrać ładną sukienkę, usiąść w przerwie z kubkiem wybornej herbaty na parapecie w holu i patrzeć na ludzi, którzy przyszli w ten wieczór razem ze mną. Szczególnie urzekają mnie starsze osoby, a zwłaszcza starsze panie, które chodzą w małych grupkach, zawsze piękne ubrane i koniecznie mają na szyi perły. W tym roku byłam wyjątkowo monotematyczna jeżeli chodzi o knajpy. Chodziłam w zasadzie do jednej, do Mandu. Serdecznie Wam polecam, jeżeli będziecie w Gdańsku, ich pierogi są rewelacyjne, a atmosfera w knajpie zawsze sprawia,że nie chce mi się stamtąd wychodzić. I co z tego,że na stolik czeka się niemal pół godziny? Pokochałam też gdański jarmark świąteczny. Polecam już za 11 miesięcy.

Teraz muzyka. W zeszłym roku byłam nudna, słuchałam dużo Depeche Mode, nastrajając się na trasę koncertową. Oswajałam się z nową płytą Archive, której tym razem postanowili nie promować w Gdańsku,co okropnie mnie zabolało. Od pierwszego przesłuchania pokochałam za to płyty David’a Bowie i Leonarda Cohen’a. Niebywale smutne było to,że były to płyty pożegnalne.

Żegnam się i ja. I gnam do pracy. Bardzo niechętnie.

Ścieżka dźwiękowa- Lady Pank- Tańcz głupia, tańcz

 

 

Babcia o srebrnych włosach i złotym sercu

Moja babcia dwa tygodnie temu miała urodziny. Przyznaję o tym,że babcia miała urodziny dowiedziałam się parę dni po. Nie, ja zawsze pamiętałam, po prostu leżałam z grypową gorączką i bij, zabij, nie pamiętałam. Wyleciało mi to z rozpalonej głowy. A babcia urodziny miała bardzo zacne. 85. Tak, moja babcia ma 85 lat. Jest samodzielna, elegancka, pełna klasy i wdzięku. I chęci do życia, poznawania świata i korzystania z niego. Chwilami jej tego zazdroszczę. A patrząc wstecz, wcale bym się nie zdziwiła gdyby od lat leżała na kanapie z wieczną depresją.

3cf18a9f6b677e3d53c37284e8d24b38

Moja babcia urodziła się na wsi pod Kownem jako pierwsze dziecko Emilii i Stanisława. Ta wieś należała do dziadków, dziś to przedmieścia Kowna, tej wsi już nie ma. Są tam ogródki działkowe, i parę domów, dla tych co wolą bardziej sielskie okolice. Pradziadkowie byli ludźmi majętnymi jak na tamte czasy, spory dom, służba. Jak na tamte czasy dość późno mieli też dzieci. Pierwsze, czyli moja babcia, urodziła się gdy Emilia miała 30 lat, Stanisław był 3 lata starszy. Jako,że pierwsze dziecko w rodzinie, dostała imię po ojcu, czyli Stasia. Dziadkowie mieli polskie korzenie, między innymi nazwisko.W domu mówili po polsku i po litewsku. Po dwóch latach urodził się babci brat. Żyli sobie spokojnie i cóż, wygodnie, babcia chodziła do szkoły, po szkole bawiła się z koleżankami, odkrywała świat. Aż do 44 roku, kiedy to wojenna zawierucha rzuciła rodzinę babci na daleką Syberię. Pociągiem jechali trzy tygodnie, do tej pory moja babcia nie potrafi pojechać nigdzie pociągiem. Miała niecałe 13 lat, kiedy jej świat dramatycznie się zmienił. Kiedy jechali w głąb Rosji nie liczyli się z tym,że ich rozłąka z domem będzie taka długa. Nie liczyli się z tym,że już nigdy nie wrócą na Litwę.

Kiedyś nudziłam się kiedy babcia opowiadała mi wciąż o Syberii. O tym,że codziennie jadła tam kaszę jaglaną gotowaną na wodzie. O tym,że 7 lat miała jedne buty. O tym,że musiała rąbać drzewo. Że do pracy maszerowała w śniegu po pas przez 1,5 godziny w jedną stronę. Że na Syberii każde kichnięcie i kaszlnięcie przynosiło setki obaw. Że człowiek, dziecko, nastolatka, zapomina o sukienkach, koleżankach i zabawach. Razem ze swoją mamą, moja babcia każdego dnia drżała o to z czego zrobić obiad. Każdego dnia dziękowała,że wszyscy się obudzili, że żyją.

Ale Syberia to też piękna natura, przyroda, która mimo wszystko zachwycała i kontrasty. Upalne lata i przeraźliwe mroźne zimy. Syberia to też miłość.

Babcia poznała tam nieśmiałego chłopca. Jak widać kiedy w grę wchodzi uczucie, nie ma znaczenia,że jesteś na końcu świata, w niewoli. Dzieje się i już. Na randki chodzili nad rzekę. Dziadek był Litwinem, synem,jedynym i bardzo wyczekiwanych,bardzo bogatych ludzi, mieli ogromne majątki. Ale oczywiście wszystko wtedy przepadło. Dziadkowie wzięli ślub. Babcia miała na sobie kremową sukienkę w kwiatki przed kolana i rozpuszczone włosy. W ręku trzymała bukiet polnych kwiatów, był lipiec. Ślub był bardzo, bardzo skromny. Na pewno jako 11, czy 12 letnia dziewczynka babcia wyobrażała go sobie zupełnie inaczej i inaczej opowiadała o nim swoim koleżankom. Emilia upiekła chleb, wielki rarytas. I tak zaczęło się ich dorosłe życie.

Urodził się mój tata. Nie chcę być niegrzeczna, ale z moich obliczeń jasno wynika,że babcia była w 8 tygodniu ciąży w dniu ślubu. No cóż, krew nie woda. Babcia też człowiek. Może stąd ma takie liberalne i trzeźwe spojrzenie na wiele spraw? W każdym razie w lutym rodzi im się mój tata. Ma jedną grzechotkę, cudem zdobytą. I tak sobie żyją na tej Syberii. Dziadkowie ciężko pracują, prababcia zajmuje się moim tatą. Wszyscy mieszkają na kupie, w jednym pokoju, czy też w chacie po prostu. Pradziadkowie się starają by było tam normalnie. Emilia zabrała z sobą firanki, i na tej Syberii powiesiła je w dziurawych oknach, by było bardziej domowo.

Minęła pierwsza rocznica ślubu, potem druga. I coś się zmieniło. Jest, mogą wyjechać. Przyszło zaproszenie. A tak naprawdę masa zaproszeń. Zaproszeń od rodziny z Polski, późną jesienią 57 roku wsiedli do pociągu i pojechali w kolejną trzytygodniową podróż. Tym  razem w podróż pełną nadziei. Wracali do żywych.

Polska nie była dla nich rajem. Dziadkowe wylądowali w nowym dla nich kraju, dziadek kiepsko mówił po polsku, do tego z początku nie mieli się gdzie podziać. Ileż można mieszkać kątem u rodziny, nawet tej najbardziej życzliwej? W końcu dostali własne mieszkanie, na wsi, kilkanaście kilometrów od większego miasta.Nie było autobusów, kolei, do wszystkiego trzeba było iść 4 kilometry pieszo. Typowy PGR. Babcia została tam księgową, dziadek zajmował się elektryką, Emilia zajmowała się moim tatą, a Stanisław zarządzał stadniną, bo kochał konie. Ale nawet one nie dawały mu radości. Pradziadek nie mógł pogodzić się z tym,że wszystko stracił , strasznie tęsknił. Umarł z tęsknoty i to był pierwszy cios dla mojej babci. Przeżył Syberię, ale nie dał rady odnaleźć się w nowym miejscu. Drudzy pradziadkowie z wrodzonym optymizmem akceptowali rzeczywistość i szczerze polubili nowy dla nich kraj.

Lata mijały, rodzina się powiększyła o kolejnych dwóch synów. Dom na głębokiej wsi zamienili na mieszkanie w bloku w większym mieście. Bardzo się z  tego cieszyli. Dziadek miał pierwszy samochód w powiecie, jakoś ułożyli sobie życie. Powolutku i do przodu. Dzieci rosły, praca była, wczasy też, czasy ciężkie, ale byli razem. Aż do pewnego dnia, u średniego syna, wtedy niespełna 7 letniego wykryto białaczkę. Zaczęło się od przeziębienia, które nie chciało przejść. Nie było odpowiednich leków, metod leczenia, dziadkowie walczyli o zdrowie syna, ale po pół roku te walkę przegrali. Musieli pochować swojego synka. Widziałam zdjęcia babci z pogrzebu, nie kryła łez. Była w rozpaczy, stała nad malutkim grobem i żałowała,że los nie zabrał jej zamiast małego i bezbronnego chłopca. Ale byli dwaj pozostali synowie, trzeba było wziąć się w garść.

Gdy na nowo odbudowywali swój świat dziadek miał wypadek. Stracił lewe oko. Nie mógł już prowadzić samochodu, nie mógł tyle pracować. Babcia się nie załamała, chociaż nagromadzenie tragedii w jednym roku zdawało się przekraczać możliwości jednej rodziny. Kupili jednak działkę, babcia kochała i kocha kwiaty i wszelkie prace ogrodnicze. Relaksowała się tam weekendami  i hodowała piękne lilie.

Potem było spokojniej, synowie rośli, starszy się ożenił, potem młodszy ułożył sobie życie, pojawiły się wnuki, babcia przeszła na emeryturę. Czas spędzała na działkach i kupowaniu wnukom słodyczy i dziergania nam bardzo brzydkich,ale ciepłych skarpet. I znów przyszedł kiepski dzień. Dziadek nie wrócił do domu na noc, babcia się martwiła, całą noc chodziła od okna do okna, była pewna,że zasłabł i leży gdzieś w szpitalu. Ale nie wiedziała co robić. Rano mój tata znalazł swojego ojca, a męża babci. Miał wypadek, przejechał go autobus. Leżał w kostnicy, wiem,że to brutalne,ale leżał w trzech częściach. Wracał od szwagra, była zima, dokładnie 29 stycznia 23 lata wstecz. Stał na przystanku, chciał wsiąść do autobusu, do domu miał dwa ledwie 2  przystanki, pijany kierowca zabił jednak dziadka. Parę lat temu znalazłam gazety z tamtego okresu, relacje z  wypadku i sądowego sporu. W końcu babcia zrezygnowała. Jej zostało życie bez męża, ale winny miał małe dzieci i bezrobotną żonę. Pogodziła się,że tak musiało być.

Potem zachorował jej brat, szpiczak. Jedyny brat odchodził ponad rok w ogromnych męczarniach, babcia bardzo to przeżyła. Nie była w stanie pojawić się na pogrzebie. Czuła,że pewien etap w jej życiu bezpowrotnie odszedł.

Babcia nie była typową babcią. Chociaż robiła na drutach. Zabierała nas na frytki zamiast częstować obiadem, kupowała masę słodyczy, nie dbała przesadnie o higienę-nie chcesz się myć? Nie myj się. Nie chcesz myć zębów? I tak będziesz mieć sztuczne. Kupowała sporo prezentów, bo nie lubiła się przytulać. Babcia kocha książki, od dziecka kupowała nam ich masę. Ale tylko raz w życiu czytała mi bajkę. Babcia bała się naszych chorób,uciekała przy pierwszym kichnięciu, ale potrafiła  też o 2 w nocy karmić mnie jogurtem kiedy miałam zapalenie oskrzeli i  przepisany antybiotyk. Lubiła robić sobie  z nami setki zdjęć.  Nie lubiła gdy nie chciałyśmy spać i jej przeszkadzałyśmy w oglądaniu telewizji. Babcia często była i jest myślami daleko. Ciągle się pyta czy jest jakiś kawaler w pobliżu.

Moja babcia przeżyła naprawdę sporo. Syberia, ponad 13 lat spędzonych w Tajdze. Śmierć syna, wypadek męża, jego odejście, swoje choroby, rodzinne problemy i dramaty. A ona wciąż zaskakuje sprawnością umysłu, poczuciem humoru, i apetytem na nowe doznania. Przyznaję,że czasem mam problemy by nadążyć za moją babcią. Kiedy ja narzekam i mam wszystkiego dość,ona pakuje swoją torebeczkę i rusza na miasto. Chodzi na zajęcia z uniwersytetu 3 wieku, uwielbia umawiać się z koleżankami w kawiarniach, chodzić na koncerty i spotkania z autorami książek w bibliotece. Jest bardzo samodzielna,chociaż przez chorobę oczu nie widzi w 75 %,  pamięta o wszystkim, ba, z pamięci poda numery wszystkich członków rodziny. Tej na Litwie także, gdzie jeden numer ma kilkanaście cyfr. Babcia jest kobietą, którą chciałabym być za te niecałe 60 lat. Chciałabym nosić te sukienki, i kolorowe bluzki z kołnierzykiem, chodzić na obcasach  i w sznurach pereł plotkować z koleżankami przy kubku cappuccino. I co tydzień chodzić do kosmetyczki na manicure.

 

b7465b611cdb070fd1865e87b7b15921

 

I uwielbiać perfumy. Na jej święto nie mogłam nie podarować babci kolejnego flakoniku nowego zapachu. Na stronie Rabble znalazłam świetną promocję w drogerii Douglas

Ścieżka dźwiękowa – Editors- No harm

Grzeszne przyjemności

Tak, tak, pewnie myślicie,że byłam na Sztuce kochania i mam jakieś spostrzeżenia na temat damsko-męskich przyjemności. Możecie spać spokojnie, nie zamieniam się w Michalinę Wisłocką i nie będę radzić co i jak czynić,. by było grzesznie i przyjemnie. Nie będzie też o jedzeniu. Nie będzie o tym,że jedząc frytki z majonezem, popijane gazowanym napojem, i zakąszone tortem z bitą śmietaną, osiągniemy szczyty grzesznej przyjemności.

Będzie o tym co lubimy robić, ale niekoniecznie lubimy się tym chwalić. Bo nie wypada. Bo to wstydliwe, niegodne pochwalenia się. Nie chcemy by świat dowiedział się o tym,że tracimy czas na coś, co tego czasu jest niewarte. W końcu jeżeli czytamy,to same bestsellery, jak idziemy do kina to na filmy z 6 gwiazdkami w prestiżowych recenzjach, jak jemy śniadanie, to koniecznie mamy ekologiczne jajka i jarmuż wprost z ogródka. Kiedy mamy wolną chwilę to sięgamy po poradniki jak być mądrzejszym, lepszym, bardziej doskonałym . Jeżeli czytamy gazety to oczywiście jest to Przekrój, z którym potem robimy sobie zdjęcia,że przy śniadaniu czytamy kolejne akapity i napełniamy się od rana, nie tylko jarmużowym koktajlem, ale i porcją mądrości.

No dobrze, ale przyznajmy, każdy z nas lubi rzeczy, którymi nie lubi się chwalić, bo w swoim środowisku nie wypada. Nie powiemy,że po pracy gryziemy palce z niepokojem by sprawdzić co słychać u Mostowiaków, albo,że nocami gdy nikt nie słyszy puszczamy sobie Zenka Martyniuka i nie zaśniemy póki nie posłuchamy jak nam nuci o miłości do oczu koloru zielonego. A może warto?

Powiedzmy co lubimy, a czym nie lubimy się chwalić. Co nas naprawdę kręci, ale się wstydzimy. Nie chodzi tu oczywiście o to,że przeczytałam idiotyczną książkę, którą wzięłam z miejskiej półki na plażowej biblioteczce. Ale o książkę, którą sami wybraliśmy, kupiliśmy i choć jej treść jest żenująca, odczuliśmy poprawę humoru i radość po przeczytaniu. Tu nie o chodzi o kawałeczek idiotycznego horroru,na który trafiliśmy zmieniając kanały w telewizorze,ale o film na który poszliśmy do kina,albo celowo kupiliśmy płytę. I chociaż była to bajeczka dla trzylatków, a nie mamy dzieci, to jej obejrzenie dostarczyło nam masę radości. To nie muzyka, która przypadkiem usłyszeliśmy w autobusie, ale taka płyta, którą sami sobie kupiliśmy i włączamy zawsze gdy jesteśmy sami w domu. Sami,bo nie chcemy by ktoś się dowiedział,że kochamy disco polo.

Ja mam dziwną sympatię do pewnego programu. Tak, marnuję czas by dowiedzieć się co się dzieje w słynnym klanie na K. Tak, ja się świetnie bawię i dostarczam porcję hormonów szczęścia kiedy oglądam rodzinny show z Kardashianami. To jest tak żenujące, że aż śmieszne. Oglądając ten serial,nabieram zdrowego dystansu do rzeczywistości. To świetna zabawa, kiedy siostry siadają w kuchni, w której nigdy nikt nie gotuje, jedzą sałatki-zawsze te same i narzekają na kolor paznokci, krój torebki i nowe okulary przeciwsłoneczne, które nie robią takiego wrażenia, jak na twarzy młodszej siostry. Albo nie smakuje im awokado, i cały odcinek marudzą,że to awokado było za zimne. Kwadrans z siostrami i jednym bratem, i jednym ojco-matką, i przez najbliższe godziny jestem dziwnie spokojna, na zmianę z rozbawiona. Oczywiście wstydzę się,że tracę czas na coś tak marnego, bez żadnej, dosłownie żadnej wartości,ale kurczę, ja to naprawdę lubię.

0fedd8971ca7b48af44622a8864d2c36

Staram się w każdym miesiącu kupić jakąś ciekawą lekturę. Wybieram z reguły Wysokie Obcasy Extra, Twój Styl, Zwierciadło czy Urodę Życia. Ostatnio polubiłam też Harper Bazaar, które ma piękne zdjęcia i ciekawe wywiady. W tych wszystkich gazetach piszą ciekawe osoby, artykuły są mądre i wciągające. Szczególnie lubię sekcje psychologiczne, niektóre artykuły czytam po dwa razy, bo dotykają ważnych dla mnie spraw. Ale i tak, przyznaję się. W Biedronce kupuję Moje smaki życia, a w kiosku Kobietę i Życie. Bo tam są świetne przepisy, zbieram je. Wycinam, wkładam do ładnego kartonu z inspiracjami. A jak już wytnę strony z przepisami to cóż, czytam resztę. 239 sposobów na kolkę u maluszka, 122 problemy z kurierem, 34 sposoby na makijaż dla 65 latki. Zrób psychotest-czy twój mąż ciebie zdradza? Nie mam męża, ale zapobiegawczo sprawdzam. Sprawdzam też 56 sposobów na zrzędliwą teściową i 22 przepisy na płyny do usuwania kamienia z toalety. Do niczego nie jest mi to potrzebne. Ba, co roku większość tematów się po prostu powtarza. W listopadzie pojawiają się porady jak pokonać wirusy, w grudniu jak dogadać się z nielubianym wujkiem przy stole. a w kwietniu jak dobrze wyglądać w sandałkach. Wiem,że tracę pieniądze i czas, ale czytam. Moja siostra mówi,że te głupie gazetki mnie odmóżdżają, ma rację. Ale ja bardzo lubię wiedzieć jak na przestrzeni dwóch lat zmieniają się trendy w usuwaniu kamienia z wc. To mnie szalenie relaksuje.

24c160b6170d876b06e4c3b8a3599c45

Wracając do seriali i filmów. Uwielbiam pewien polski serial, nie jest to Plebania. Oglądam O mnie się nie martw. Jestem wielką fanką pani Irenki i marzę by być taka jak ona. Niezależna. A potem pod pseudonimem wydam książkę. Pewnie o dziwnej miłości. I będę sławna. To znaczy ten pseudonim będzie sławny. Tak wiem,że to serial bardzo prosty, a humor ma zupełnie niewymagający. Ale jak raz w tygodniu nie obejrzę losowo wybranego odcinka to mi źle. On nawet może sobie lecieć w tle. Naprawdę, ja mogę czytać, kolorować, ale lubię jak mi gra. Wiem,że to nic ambitnego, i na pewno mogłabym w tym czasie puścić sobie coś dużo,  dużo poważniejszego i mądrzejszego. Ale ja to uwielbiam. Oczywiście kiedy ktoś się mnie pyta jakie seriale obecnie oglądam ta pozycja dziwnie wylatuje mi z głowy. Ale już wiecie, że nie spędzam czasu jedynie z Młodym Papieżem, Sherlockiem i Detektywem. Tak, ja śledzę losy rozwódki z dwójką dzieci.

fca44f7d6bcf49fafb06d6805c86bd86

A jakie są Wasze grzeszne przyjemności?

Ścieżka dźwiękowa  : 4 am- Antemasque

 

Prawdziwy mężczyzna

Po grypie zostało mi osłabienie, zadyszka przy krótkim spacerze. Naprawdę krótkim, 5 -6 minutowym. Spacer ten wymagał ode mnie dwóch postojów. Jednak grypa to zło. Poza tym został mi kaszel,. gruźliczy, mokry, głęboki i nieco przerażający. Ale lekarka lojalnie ostrzegała,że może on trwać nawet miesiąc po chorobie i trzeba po prostu przez to przejść. To przechodzę i chodzę do pracy.

W pracy jak to w pracy, różnie bywa. Chwilowo wolałabym oddawać się zabiegom rekonwalescencji w domowych pieleszach, ale cóż, trzeba pracować. Pracuję więc. Nie powiem, tata o mnie dba, dowozi i odwozi, bym nie miała za wielkiej styczności z ludzką masą poranną, tłoczącą się by wejść do busika. Pewnie za mną tęskni pan kierowca, ale cóż, na razie w czasie epidemii infekcji grypowych odcinam się od ludzi. Chwilowo mam dość kaszlu i kataru. Ale wróćmy do kaszlu.

Kaszlę sobie co jakiś czas. Czasem nawet chwilowo się duszę, zależy. Kasłałam też sobie ostatnio w pracy. Akurat przybył pewien przedstawiciel handlowy. Bardzo go lubię, taki przystojny, męski, typowy samiec. Taki co 3 razy w tygodni ćwiczy na siłowni, imponuje męską sylwetką, ale bez przesady, żaden z niego „kark”, zadbany chłop. Do tego zawsze fajnie nam się rozmawia. Teraz wszedł w drzwi, akurat kiedy ja sobie kasłałam. Popatrzył ni to groźnie, ni pełen przerażenia- pani Magdo, pani ma kaszelek?

Mówię prawdę,że i mam. Chociaż raczej to nie kaszelek, a  solidny kaszel. Pan się wzdrygnął. Otrzepał niewidzialne zarazki i rzekł- a to powietrze za suche, czy pani chora?

Mówię prawdę,że miałam grypę i został kaszel. Pan nie ruszył się spod drzwi, popatrzył niepewnie i odrzekł-a jak dawno była infekcja?

Zgodnie z prawdą powiedziałam,że jestem 2 dzień w pracy po chorobie, ale nie zaraziłam nikogo w domu,więc pana też nie zarażę, bo kaszel może i miesiąc trwać.

Pan nie wierzył, przyglądał mi się niepewnie i rzekł-na taki kaszel tylko antybiotyk, a jak pani zarazi mnie zapaleniem płuc?

Hmm, sama zaczęłam się zastanawiać czy nie posiadam zapalenia płuc, albo i gorzej,może od razu gruźlicy? Ale szybko mi przeszło, starałam się go uspokoić, że skoro nikogo nie zaraziłam tydzień temu,to teraz nic mu nie grozi. A grypy nikt rozsądny antybiotykiem nie leczy.

Pan nie do końca wierzył, trzymał dystans, zachowywał się jakby uwierał go płaszcz, tak jakby chodziło po nim stado bakterii. Chyba zauważył moje zmieszanie bo wyznał,że bardzo stara się nie chorować, pija czystek, dwa razy dziennie. Zajada czosnek na kolację, i popija miodem z propolisem. Codziennie pije sok z granata, a po obiedzie aloes sobie aplikuje. Bardzo boi się chorób.

Powiedziałam,że go rozumiem,bo sama nie sądziłam, to znaczy nie pamiętałam,że grypa to taka nieprzyjemna sprawa. On popatrzył jakbym urwała się z choinki, z samego czubka.

Nieprzyjemna, pani Magdo, ja 4 lata temu przeszedłem grypę, umierałem, to było gorsze niż śmierć.

Powiedziałam,że go rozumiem, sama leżąc z gorączką miałam wrażenie,że powoli kończę mój żywot.

On spojrzał się na mnie i rzekł- no właśnie, ja przez tę gorączkę umierałem. Zadzwoniłem po karetkę by mi zbili temperaturę, nie mogłem wytrzymać.

Tutaj spojrzałam ze współczuciem, i powiedziałam- to naprawdę Pana wzięło…

Nie zdążyłam dokończyć bo pan był szybszy.

No właśnie, miałem 37,5 stopnia. Pani nie wie co to za ból,  zacząłem mieć halucynację. Przyjechali w ostatniej chwili. Dostałem zastrzyk.

Popatrzyłam czy on tak na serio,czy żartuje. Ale nie. Pan zrobił trzy kroki w tył i powiedział- także pani Magdo, ja nie wejdę, ja już sobie pójdę, ja naprawdę nie chcę drugi raz tak zachorować.

No oczywiście, nikt by nie chciał aż tak chorować.

Przy moich 40 stopniach coś czuję,że nawet karawan by nie chciał już przyjechać…

Grypa to jednak poważna sprawa. A męska grypa, to już  w ogóle ciężka sprawa.

1e1fce2a9bfe824f45ba0676d19d1198

Ścieżka dźwiękowa- Placebo- The bitter end

Rozmyślania przy chorobie

Choroba ma to dobrego w sobie,że zapewnia człowiekowi dużo czasu. Czasu na różnego rodzaju przemyślenia. Tak więc mama zwróciła uwagę na pewną kwestię, kwestię, której nie brałam pod uwagę. To znaczy nie wzięłam jej pod uwagę i muszę w moim super planie dokonać drobnej korekty.

Co prawda chwilowo nie wiem jak ta korekta powinna wyglądać, ale wiem,że korekta winna być musi.

Kiedy tak leżałam w gorączce, nie bardzo kojarzyłam co się dzieje dookoła. Wiedziałam jednak,że bardzo chce mi się pić. Wiedzieć należy, że w gorączce znacząca wzrasta chęć na płyny. Miałam więc obok siebie dwa kubki z herbatą i dwie butelki z wodą mineralną, zaopatrzona byłam nawet, nawet. W każdym razie sięgnęłam po kubek, bo gorąca lipa z cytryną kusiła.

Niby czynność bardzo prosta, ale kiedy ma się ileś tam godzin te 39,7 stopni, zamiast trzymać kubek prosto, ciepły napój ucieka z naczynia i ląduje na pościeli i częściowo na piżamce delikwenta. Na szczęście twoje żałosne o niesprawiedliwym życiu słyszy ktoś bliski, przychodzi, prawidłowo podaje kubeczek i jeszcze przynosi piżamkę na przebranie. I czeka dyskretnie z tyłu,bo trzeba sprawdzić czy aby na pewno kubeczek, a raczej zawartość kubeczka nie wyląduje z powrotem tam gdzie nie powinna.

Jak wiecie dobrze podjęłam znaczącą decyzję parę miesięcy temu. Chcę być samodzielną kobietą, której związki nie w głowie. Chcę cieszyć się swoim życiem i robić to co najbardziej chcę. Bez nieudanych randek i oczekiwań. W swoim planie nie uwzględniłam jednak stanu choroby. O ile z taką anginą dałabym radę, to z grypą będzie gorzej. Zaczęłam się zastanawiać ile takich gryp mogę zaliczyć w przyszłości? Zostają szczepienia, ale i one nie uchronią w 100 % kobiet samodzielnych przed zarażeniem. Dowiedziałam się,że kiedy przychodzi czterodniowa gorączka na nic zda się życzliwy, najbardziej nawet życzliwy sąsiad, który wpadnie z zakupami. Albo brat, który między dyżurem, a odebraniem dziecka z przedszkola przyjdzie zobaczyć swoją siostrę, oceni zdrowie i przyniesie parę pomarańczy. Kiedy bowiem pojawia się taki stan jaki mnie dopadł, potrzebny jest ktoś kto nie wpadnie przelotnie, ale posiedzi, zrobi i poda obiad, pardon wmusi talerzyki zupy. O 3 nocy przygotuje chłodny kompres na czoło, o 6 rano poda kubek herbatki, a na podwieczorek zrobi budyń waniliowy z wiśniową konfiturką. Tak jak lubię najbardziej.

Moja mama pytała się mnie w tych dniach bardzo,bardzo często – teraz masz fajnie,bo masz nas, my się tobą zajmiemy. Ale potem, kto ci pomoże? Ach, jak dobrze byłoby gdybyś miała kogoś obok. Byłabym spokojniejsza. Bo ja to nie mogę spokojnie spać myśląc,że nie będziesz mieć opieki.

Nie, nie zmienię swoich planów. Nie zwiążę się z kimś tylko dlatego,że nikt mi nie zrobi budyniu. Albo nie ugotuje rosołku-na marginesie mama i tak robi najlepszy. Albo nie zmoczy ręczniczka w zimnej wodzie. Albo nie odczyta ilości kresek na termometrze. ( tak wciąż używam tego z rtęcią. tylko on działa idealnie).

Ale wiem,że choroby nie zaplanuję z półrocznym wyprzedzeniem. Może przyjść kiedy ona będzie chciała. A niekoniecznie ja będę na nią gotowa. Albo mój brat będzie miał urlop w górach. Albo siostra nie będzie „wyjechana” w świecie. Nie zaplanuję pewnych kwestii.

Powiedziałam mamie,że kogoś wynajmę. Ale kogo? W jakiej rubryce szuka się kogoś od podania herbaty? Pan na godziny? Pani na godziny? Niania czy raczej pielęgniarka?

Nie, nie zwiążę się z kimś bo mi zabraknie kogoś kto poda herbatę. Nie ma mowy.

Ale i sama nie chcę mieszkać. Licho nie śpi, raczej czuwa  przyczajone. A samej chwilami ciężko. Tak ciężko jak ciężko w gorączce utrzymać w pionie kubek z herbatą.

Wiem,że lubię samą być. Odkąd odrzuciłam ten cały damsko-męski świat randkowania i czekania na Pana choć w części Idealnego jest mi lżej i spokojniej. Ale widzę też,że nie chcę sama mieszkać.

Co innego być samodzielną w codzienności, a co innego mieć blisko życzliwą duszę.

Myślę,że w moim planie musi pojawić się drobna korekta. Ale jaka?

Zamieszkać z samotną koleżanką? Fajnie, ale ona jest tak absorbująca,męczy mnie już kiedy 15 raz dziennie pisze- a wiesz,że przed domem mam kwiatka….. Zamieszkać z kuzynką, która ma podobny charakter do mojego? Fajnie, ale ona  prawie nic nie mówi dla równowagi.Na pytanie co chce na obiad odpowiada dwa dni. Zamieszkać z siostrą? Okazało się,że dla niej bycie singielką to etap. Ona koniecznie chce mieć rodzinę, nie mogę więc planować całej swojej przyszłości w oparciu o nią.

Hmm. Sama nie wiem. Czy nauczę się sobie radzić w chorobie? Nie sądzę. Ba, ja chciałabym by ktoś zrobił mi wtedy budyń, zajrzał przed snem i upewnił się,że wszystko ok, ogarnął dom, był obok w razie czego.

Nie mówię tutaj o mężczyźnie, nie. Ale kurczaki i pisklaki, ja chyba nie chciałabym, nie, nie chyba, ja nie chciałabym mieszkać sama i być skazana w takiej chwili tylko na siebie. Chcę w przyszłości mieć kogoś obok. Ale jak i kogo?

Chciałabym zamieszkać z  bratem. Z nim byłoby mi najlepiej. Nie wygląda on na takiego co chciałby zakładać rodzinę. Myślę,że byłoby nam razem fajnie,bo dogadujemy się idealnie. Ale on ma 22 lata. A ja prawie 30. Jemu może się wiele w życiu zmienić.

Jak widzicie w życiu nie można sobie coś raz na zawsze postanowić. Muszę skorygować mój plan o samotnym mieszkaniu.

Kuzynka, brat, przyjaciółka, ktoś z castingu?

Z kim spędzę resztę życia?

Oto jest pytanie.

977fab4f89615c51e284d0483f39e6a3

Ścieżka dźwiękowa-   Placebo Bright Lights

 

 

Grudzień w połowie stycznia

Ha, ja to zawsze mam wyczucie czasu. Ale jak sami mogliście się przekonać, początek roku obfitował w moc różnych wydarzeń. Inwentaryzacja, operacja siostry, moja paskudna grypa. Nim się zdążyłam zorientować mija połowa stycznia. A ja nie rozliczyłam grudnia, książkowo-filmowo. No wstyd, po prostu wielki wstyd. Chciałam się już zabrać za podsumowanie całego roku, ale jak tu podsumować rok, kiedy brak podsumowania grudnia.

Tak więc w grudniu przeczytałam 11 książek, i obejrzałam 3 filmy. Strasznie mało. Z filmami mam wytłumaczenie, kompletnie przepadłam na rzecz jednego serialu.

Najpierw byłam zawiedziona nieco tym serialem, wszędzie słyszałam,że najlepsza serialowa propozycja 2016 roku, że hit, że majstersztyk, mistrzostwo. A mnie pierwsze 2,5 odcinka w ogóle nie porwało. Potem było lepiej, a potem? Potem przepadłam. Jeden odcinek zaczęłam oglądać po dwa, albo i trzy razy. Bo było mi za mało, bo jeden raz to za mało by nasycić oczy pięknem. Tak, bo to nie tylko ciekawie napisany serial,ale po prostu piękny. O czym mówię? Oczywiście o Młodym Papieżu, z genialną rolą Jude’a Law, który chyba ma tutaj swoją rolę życia. Ba, on chyba urodził się do tego by nosić papieską szatę , haftowane buciki i podawać do całowania swą wypielęgnowaną dłoń. Nie dziwi mnie,że ten serial jest piękny, skoro za reżyserię wziął się autor Wielkiego Piękna, wiadomo było,że od strony wizualnej to będzie arcydzieło. I od początku naprawdę mnie urzekły przepiękne kadry i ujęcia godne mistrza kamery. Jednym słowem kto nie widział, powinien jak najszybciej włączyć sobie HBO Go i zacząć przygodę z tym przepięknym i bezczelnie inteligentnym serialem.

youngpope

Filmowo, no cóż, 3 filmy ledwo. Jeden film mnie zawiódł, spodziewałam się czegoś lepszego. Czegoś dużo, dużo lepszego.  Ave Cezar. Płytę dvd znalazłam w Biedronce w zawrotnej cenie 9,99 zł. Skusiłam się i w sylwestrowy wieczór obejrzałam razem z bratem. O ile poszczególne sceny były naprawdę zabawne i perfekcyjnie zrealizowane, o tyle całość się nie obroniła. To chyba pierwszy film braci Coen, który wywołał we mnie poczucie niedosytu. Mogło wyjść arcydzieło, wyszło takie trochę nie wiadomo co. Chociaż parę scen to istne perełki. No i Goerge. Clooney. To nie wymaga komentarza.

Pozytywnie zaskoczył mnie za to film o dojrzałym małżeństwie, które zbliża się do swojej 45 rocznicy śluby. Na pozór wydają się szczęśliwi,ale jeden list, jeden niewinny list wraca ich do przeszłości i może poważnie zaburzyć,nie tylko planowanym przyjęciem,ale i tym co będzie później. Dalszym wspólnym życiem. Czy po 45 latach udanego życia można mieć niedomówienia, tajemnice, nierozliczoną przeszłość z poprzednią miłością? 45 lat to bardzo mądry film, w którym pozornie akcja toczy się wolno. Taki film jak zwykle polecam do obejrzenia w parze, a  potem zachęcam do dyskusji. Można się wiele dowiedzieć o tej drugiej osobie. Są chyba pewne filmy, które każda para powinna obejrzeć. I ten taki jest. Zdecydowanie.

Zapomniałam, obejrzałam przecież 4 filmy. Zapomniałam o To właśnie miłość.Jakże mogłam zapomnieć. Richardzie Curtisie, o wielki mistrzu romantycznych historii,wybaczysz? Wybaczy? Oby tak.

Czas na książki. Zacznę na opak, bo od plusów. Bo mój minus tak mnie śmieszy, że jakbym od niego zaczęła, zapewne już nic bym nie skończyła. Albo i skończyłabym,tarzając się ze śmiechu na podłodze.

Pierwszy plus, jest dla mnie samej ogromnym zdziwieniem. Bo ta książka powstała w zamyśle do młodych dziewczyn, no takich z przedziału-liceum i studia. A ja nie dość,że ją przeczytałam, to ona jeszcze na poważnie mi się spodobała. Sama sobie się w tym momencie dziwię. Naprawdę, ale tak było. Ta historia po prostu bardzo mi się podobała. O jakiej historii mowa? Kochając pana Danielsa, Brittainy Cherry. Ashlyn poznajemy kiedy ona żegna swoją siostrę bliźniaczkę. Musi się przeprowadzić do ojca, ojca, którego nie zna, porzucić bezpieczny i fajny świat. Pierwszego wieczora poznaje wspaniałego faceta, owszem jest trochę starszy,ale nie tak dużo. A zresztą kiedy poznaje się miłość swojego życia, to nie liczy mu się wiosen. Problem rodzi się wtedy kiedy ta twoja mityczna druga połowa okazuje się twoim nauczycielem, a ojciec, dyrektorem „waszej” szkoły. Wiem,że brzmi to naiwnie, ale wcale nie jest tak napisane. Wręcz przeciwnie, ta książka ma  w sobie masę lekkości, wdzięku i uroku. To nie jest tylko książka o miłości,ale i stracie i próbie radzenia sobie z nią, o rodzinie po ogromnej tragedii, której wydaje się nie można posklejać, o przyjaźni i radzeniu sobie z przeszłością i o tym,że przyszłość niesie niesamowicie wiele niespodzianek. Ja przepadłam, na długie godziny ta książka odbierała mnie od świata….

Czytaj jej Szekspira, gdy płacze.
Zabierz ją na spacer w deszczu i wskakuj z nią w kałuże.
Nie gniewaj się, kiedy nazwie cię dupkiem w „tych dniach” – czasami potrafi być prawdziwą zołzą.
Kupuj jej kwiaty z okazji wtorku.

0ed21277474031e96910d75d33176a40

Enklawa, to nie tylko tytuł debiutanckiej powieście Ove Logmansbo,ale i określenie miejsca, gdzie wszyscy się znają, gdzie jest bezpiecznie i spokojnie. I taką enklawą są Wyspy Owcze. Aż do dnia gdy zaginęła jedna nastolatka. Spokojną i zżytą społeczność czeka prawdziwe śledztwo i dochodzenie do prawdy. A jako,że sprawa nieco się przeciąga dochodzenie przejmuje ekipa z Danii, a i media postanawiają bliżej przyjrzeć się tej małej wyspie. Enklawa to literacki debiut, i owszem, czasami miałam wrażenie,że autor bardzo chciał się przypodobać czytelnikom. Stąd sięganie po chwyty,już dobrze znane. Ale przyznaję się bez bicia, wybaczam, składam to na karb debiutu. Jest tu jednak to co lubię w skandynawskich kryminałach, mrok, bezkompromisowość i duża dawka niepokoju. Po tej historii widać,że autor ma potencjał i czekam na kolejne  mroczne historie.

– Duńczycy – mruknął Hallbjørn.
– Co masz na myśli?
– Nic, nic.
– Powiedz, nie krępuj się.
– Bliżej wam do Niemców niż do Norwegów.
– I mam się poczuć urażona?
– Prawdziwy Skandynaw by się poczuł.

 

Słodka przynęta. O nie, niech nie zwiedzie Was ten tytuł. Ian McEwan zaprasza do świata szpiegów i literatury. A Wy myśleliście,że to jakiś romans co dzieje się w cukierni, albo w manufakturze czekolady? Nie, to jest książka o literaturze, o szpiegach, o latach 70 ubiegłego wieku. Tak, to bardzo wymagająca pozycja, zdecydowanie dla cierpliwych i dociekliwych. Ale wciąga, trzyma w napięciu i zabiera w emocjonalną podróż, po świecie,którego nie chcielibyśmy bliżej poznać.

W trudnych chwilach dobrze czasami zadać sobie pytanie, czego się najbardziej chce i jak można to osiągnąć. I jeśli to niemożliwe, przejść do następnej pozycji na liście.

Dino ma 35 lat, żyje z pieniędzy matki, bogatej damy. Nie musi pracować, codziennie wstawać rano i podejmować się nudnych czynności dla utrzymania rodziny. Dino zawsze był przyzwyczajony do wysokiego poziomu życia, do spełniania wszystkich swoich zachcianek i życia bez trosk. Dino wszystko może mieć, albo kupić. Nie chce podejmować skomplikowanych relacji, jeżeli jest samotny,chce tę samotność przekupić. A dokładnie chce kupić Cecylię, młodziutką dziewczynę, która chce innego życia. Dino jest nudny, tak, jego życie jest nudne. Dino żyje w oderwaniu od rzeczywistości, jest niby dorosły,ale nigdy nie odciął pępowiny. Ta powieść Antonio Moravii  ma 50 prawie 60 lat. I jest dziś wyjątkowo aktualna. To książka o snobizmie, fałszu i głupocie. Choć za główny temat podejmuje nudę, ani przez pół strony nie nuży. Jeżeli będziecie mieli możliwość sięgnięcia po tę pozycję, polecam. Nuda, to niesamowicie dobra książka.

Uważaj, […], niektóre kobiety potrafią wymyślić cała powieść, aby tylko wyciągnąć pieniądze.

Czas na wielki minus. Wiecie jak to jest, ściągnęłam na czytnik parę książek, wśród nich było coś o dziwnej nazwie Pokusy i łakocie. Ja naprawdę myślałam,że to będzie o ciasteczkach. W każdym razie sprawdziłam na LC, nie miało być o słodkościach. Ale za to książka cieszyła się bardzo wysoką oceną-wyższą niż wszystkie prezentowane wyżej. Sięgnęłam po nią i popłakałam się ze śmiechu. Nie, to nie było zabawne. To było tak  żałosne, że nie zostało nic więcej jak popłynąć z morzem łez. Otóż pewna para, mająca dwoje dzieci,postanawia odzyskać dawną energię. I bynajmniej nie zamierza jej wykorzystać do przygotowania zupek kremów dla dzieci, albo do wieszania tetrowych pieluszek na czas. Ta książka to dla mnie dno dno, poganiająca dno. Coś co nigdy nie powinno zostać wydane. Żeby było śmieszniej, to ponoć trzeci tom. Kiedy czytałam opinie, a jakże, z samymi 10 i 9 na LC zaczęłam szczerze wątpić w ludzki ród. Zróbcie mi tę przyjemność i uczyńcie pokusy i łakocie zakazanymi w Waszych domach.

Chodzi o to, że jeśli raz na jakiś czas przejmiesz obowiązki swojej
żony, to będzie ci łatwiej się domyślić, czego potrzebuje. A
potrzebuje się wyspać, chce, żeby ktoś podał jej rękę w domowych
obowiązkach, oczekuje twojej miłości, wsparcia i dowodów na to, że
CHCESZ jej w tym wszystkim pomagać. Żona, która nie dostaje
tego, czego potrzebuje, nigdy nie da ci tego, czego TY chcesz —
oświadczył ojciec.
— Chcę perwersyjnego seksu — odparłem wprost.
— To kołysz to dziecko, jak się należy! — krzyknął.

 

50ff0ceeec964b93429d8cadd74fc3e9

 

Ścieżka dźwiękowa- Chet Baker- Time after time 

Raport

Miałam napisać  to zupełnie inaczej,ale chwilowo wyparowała mi wena, energia, kreatywność, siła i moc. Będzie więc napisane nudno, bez polotu, nijako, i tak zwyczajnie, że aż smutno będzie to czytać.

Siostra jest po operacji. Operacja się udała, chociaż jak to bywa w naszej rodzinie,musiały być problemy. Nie, nie z siostrą. Na szczęście nie. Jakieś dziecko postanowiło się urodzić przez cesarskie cięcie i operacja siostry została przesunięta. Jako, że siostra wybrała szpital powiatowy, 60 km od domu, za to z polecenia, nie mogliśmy być tam podczas zabiegu. Został telefon i liczenie na życzliwość pani po drugiej stronie. A ta na mój telefon, o tym jak udała się operacja powiedziała tylko-są komplikacje, nie było jeszcze zabiegu. I teraz człowiek się zastanawia jakie komplikacje? I zgaduje, i się stresuje i snuje teorie spiskowe. Dzwoni więc jeszcze raz  i dowiaduje się,że nie musi się stresować, bo to po prostu był poród i potrzebowali anestezjologa. Uff, siostrę zabrali na salę. Znów dzwonię, i już po. Rodzicom przekazałam dobre wieści, wszystko się udało, grapefruit wyjęty, 20 szwów zostało w środku. Tak, grapefruit. Bo takiej wielkości był ten guz. Teraz go badają i za 3 tygodnie podadzą ostateczny werdykt.

U siostry byłam dwa razy. Szpital jak szpital, dalej ich nie lubię. Czy tylko ja czuję tam taki specyficzny zapaszek?No dobrze, trochę za bardzo polubiłam taki płyn do dezynfekcji dłoni, genialnie nawilżał skórę, chociaż to sam alkohol. Gdzie takie coś można kupić,bo nosiłabym tę butlę zawsze z sobą i psikała na wirusy? W każdym razie pokój na dwie osoby z łazienką, marne jedzenie,trzeba sobie zamawiać z restauracji,inaczej głodówka, ale za to czysto, a pielęgniarki miłe. Trzymali siostrę cały tydzień, zdjęli szwy i odesłali do domu na rekonwalescencję.

A ta nie idzie jak siostra siostra założyła. Jako,że ja założyłam grypowy obóz,siostra śpi u brata. Od jej powrotu do domu jeszcze jej nie widziałam, czasem tylko słyszę, że nadmiernie się z sobą cacka. Ma chodzić, nie ma chodzić jedynie wtedy kiedy śpi. A ona nie chodzi, tylko leży. Widać zazdrości mi. Jak wstanę to się za nią wezmę na poważnie. Ale jeszcze nie dziś.

Lekarka zdiagnozowała mi piękną grypę. Pocieszyła,że to bardzo ekonomiczna przypadłość, trzeba leżeć i pić. Rzeczywiście , w porównaniu z anginą nie kosztuje mnie więcej niż opakowanie Polopirynki. Wczoraj wieczorem z radością odkryłam,że posiadam jedynie 37.3 stopni gorączki, co po moich 5 dniowych przejściach jest niczym. Najgorszy jest kaszel, ciągły ból głowy i potworne osłabienie, które nie pozwala zrobić coś ponad umycie zębów. Nie, nie, najgorsze jest to co się dzieje z moim apetytem. Normalnie jem 5, a nawet 6 posiłków w ciągu dnia. Teraz po połówce banana z rana spokojnie czekam na obiad, na który zjadam pół łyżeczki krupniku i 2 kęsy mięsa. I jestem taka najedzona…. W sumie mam już 4 kilogramy mniej. Na poważnie myślę by wysłać rodzinę po jakiś syrop dla niejadka… Jeszcze dwa dni i zniknę zupełnie z pola widzenia.

4501d9a96a8c7d64f3b1cb28e8722f66

Ścieżka dźwiękowa- Editors- The phone book