Migawki

Na przekór. Taki był ten weekend. Na przekór złym myślom. Było kupowanie choinki. Co prawda jechaliśmy po nią dwa razy, nie wnikam w szczegóły,ale po drobnych perypetiach choinka dumnie pręży się na balkonie. Żywa jodła. Śliczna. Upiekłam pierniki. W tym roku połączyłam te kruche z tymi miękkimi. Jak zadowalać wszystkich, to wszystkich.

W niedzielę zakupy. 2,5 godziny latania po mielony mak. Nikt nie rozumie,że mielony mak to mielony mak. Nie masa makowa. Ale dałam radę. Mam mak. Coroczne zakupy z moim tatą dostarczają mi masę powodów do uśmiechu. Chyba tylko nasza dwójka potrafi doprowadzić panie kasjerki do płaczu. Ze śmiechu oczywiście. Po trzygodzinnym pieczeniu śleżyków udałam się do centrum na jarmark. Tym razem było nieco zimniej, i zdecydowanie tłoczniej. Ale nie mniej uroczo. Było pięknie, a gwar podkreślał magiczny nastrój. W uliczce artystów z Akademii Sztuk Pięknych znalazłam swój prezent pod choinkę. Zgodnie ze słowami mojej mamy, która poleciła mi wybrać coś czego na co dzień sobie nie kupię, wybrałam. Zgodnie ze słowami mamy miało to być po prostu piękne, a wyjątkowo niepraktyczne. Więc jest. Bardzo niepraktycznie, ale za to pięknie. Muszę poćwiczyć zaskoczenie. Zdecydowanie muszę poćwiczyć-o jejku, to naprawdę dla mnie?

Zimowa herbata z masą goździków, i w drogę. W tym roku naszą perełkę, czyli Park Oliwski zdobi pół miliona światełek. Park zamienił się w bajkową krainę, która zapiera dech . Nie tylko dzieci chodzą z rozdziawioną buzią. Nie tylko.

Zdecydowanie się starzeję. Im więcej kiczu, im bardziej się coś świeci, tym bardziej się tym cieszę.

Ścieżka dźwiękowa- Maja Kleszcz- Rebeka

Advertisements

50 uwag do wpisu “Migawki

  1. katasza pisze:

    Trzeba odganiać złe myśli, i tak w niczym nie pomogą.
    Kiedyś ponoć ludzie oddawali mak do mielenia, teraz chyba się tego nie praktykuje. U mnie się zawsze mieli w domu, ale to więcej roboty niż kupić zmielony. Ale ja maku nie lubię. Przez kilka lat na mój wniosek jak śląska rodzina mieliśmy makówki, teraz znów na mój wniosek ich nie będzie, bo nie ma tego kto zjeść. Zamiast makowca wolałabym drożdżową struclę jak z Twojego drugiego bloga, ale makowiec musi być…
    Światełka cudne. 😀
    Ja się wybieram dziś na katowicki rynek polować na ukraińską porcelanę, przy okazji zobaczę, jak go udekorowali. 😉

    Lubię to

    1. U nas dużo maku idzie, to potem to gotować, mielić trzy razy, mija parę godzin. A taki mielony zalewa się wrzącym mlekiem i już po zabawie 😉 U nas i kutia, ale bez pszenicy, ja daję ciasteczka imbirowe do tego, potem strucla i mleko makowe… Dużo tego wychodzi.
      W sumie nie byłam przy Neptunie i nie widziałam jeszcze naszej choinki. Ależ niedopatrzenie 🙂
      Ukraińska porcelana? W sumie poluję na „ludowe” talerzyki 🙂

      Lubię to

      1. katasza pisze:

        Ja właśnie chciałabym pojemniki malowane w ludowe wzorki i usłyszałam, że na katowickim jarmarku jest zawsze takie ukraińskie stoisko, więc pójdę choćby obejrzeć. 🙂
        O widzisz, to niedopatrzenia musisz nadrobić. 😀

        Lubię to

      2. u nas były takie rzeczy,ale hmm, takie same widziałam w sklepie z dekoracjami,ale w cenie dwa razy mniejszej. Więc jak już sporo płacić to wiadomo,za coś oryginalnego i fajnego. A nie kupować coś co mogę kupić koło domu na co dzień. Ale może jeszcze gdzieś znajdę:)
        Pewnie w Święta nadrobię niedopatrzenie, teraz raczej do niedzieli nie będę zaglądać na Długą, jutro jadę do Galerii Bałtyckiej,ale to zupełnie inne rejony miasta. I już mam ciarki,że muszę tam być w świątecznym czasie,ale cóż, prezent sam się nie odbierze.

        Lubię to

      3. katasza pisze:

        No pewnie. A katowicki jarmark bez szału. 😉 Jest za to poszukiwane przeze mnie ukraińskie (a może rosyjskie?) stoisko, pani ma dużo świętych obrazków, jakieś ozdóbki, a akcesoria kuchenne w takie czerwone kwiaty, które mi się kojarzą wschodnio i ludowo i rzadko takie widzę, ale niewiele tego i nic, co chciałam.
        Galerie przed Świętami to nie jest najprzyjemniejsze miejsce, ale czasem nie ma wyjścia…

        Lubię to

      1. katasza pisze:

        Przejeżdżając widziałam dużo światełek, teraz muszę z bliska. 🙂
        W zeszłym roku też śniegu też za wiele nie widziałam…

        Lubię to

  2. Zbych pisze:

    Ło matko…. zaszaleli z tymi światełkami…. chyba musieli je z wozu strażackiego ze trzy dni wieszać – ale cóż.. efekt rekompensuje wszystko.
    Ten piernik to z Lentilkami ? Pomysłowe…. 🙂
    Ten mielonym mak to jedno z moich dziecięcych wspomnień świątecznych od dziadków. Nie kupowało się go tylko mieliło samemu – za moich „gówniarskich” czasów chyba nie było dostępnych takich rarytasów. Nie pamiętam dokładnie jak przebiegał cały proces „twórczy” ale zajmowało to bardzo dużo czasu i miało coś z alchemicznych obrzędów: na pewno kilka razy moczyło się go raz w wodzie, raz w mleku i chyba też obgotowywało bo to była dla mnie najlepsza zabawa jak małym sitkiem odcedzałem ten mak, który potem wędrował do maszynki do mielenia (oczywiście na korbę). Dziadek mielił, a babcia prowadziła nadzór kuchenny i zawsze kilka razy mi się oberwało drewnianą warząchwią po tyłku bo za dużo rozrzucałem…. eh to były czasy 🙂

    PS: Majkę i Wojtka najlepiej słuchać na żywo 🙂 Duuuużo lepszy efekt niż „płytowy”.

    Lubię to

    1. No wiesz nie da się każdego dnia ich słuchać na żywo 🙂
      A potem igłą się wyciągało resztki maku z sitka… Tak, u nas dwa razy się gotowało, moczyło, jejku, cały dzień stracony. Chociaż wiadomo,miało to swój urok. Ale zdecydowanie oszczędniej jest kupić mak już mielony, suchy,ale mielony 🙂
      nie wiem jak te lampki tutaj rozłożyli, na pewno musieli korzystać z pomocy ludzi, którzy lubią prace na wysokościach , raczej nie rzucali lampek na oślep 🙂

      Lubię to

      1. Zbych pisze:

        Miałem na myśli to, iż jak będziesz kiedyś miała okazję posłuchać ich na żywo, to gorąco polecam. Z nimi jest jak z Łąki Łan czy Pietruchą – koncertowo całkowicie inaczej niż na płycie (duuużo lepiej).
        A co do świątecznej konsumpcji to współczesne czasy to zupełnie inna bajka…. teraz to sobie można całą Wigilię zamówić przez catering (all inclusive – z siankiem i opłatkiem) 🙂

        Lubię to

      2. Łąki łan-matko i córko, i babciu, jak ja ich nie znoszę. Nieważne w jakiej formie, nie znoszę i już. A mam pecha bo moja siostra ich wielbi 😦
        Nawet widziałam,że można sobie zamówić dekorację stołu, przyjadą, ułożą, po świętach zabiorą talerze. Nie wiem czy umyją sami,czy trzeba oddać czyste? 🙂

        Lubię to

  3. To jednak mnie takie świecidełka jakoś wielce nie jarają XD Znaczy ok, są ładne, ale jak coś ma się świecić i wywoływać mi łzy wzruszenia w oczach, to chyba zostają tylko gwiazdy XD Ale może to właśnie u mnie jest starzenie?:D W końcu dzieci cieszą się świątecznymi świecidełkami bardziej niż dorośli:)

    Lubię to

    1. ja się cofam ewidentnie, bo jako dziecko uważałam,że to jest hmm, dziwaczne i nikomu niepotrzebne 😉 Jak mi mama raz założyła na oknie gwiazdkę świecącą to zrobiłam jej awanturę, a miałam 10 lat 😉 A teraz proszę, wszystko mnie cieszy i wzrusza:)

      Lubię to

  4. Blueberry pisze:

    Oooo, jak tam ładnie! Ja jestem światełkofilem 😉 U mnie w mieście rodzinnym tak fajnie dekorują niektóre alejki w parkach, że są takie stelaże nad nimi ustawione, że jest efekt jakby się szło przez tunel ze światełek.
    Ooo, i jaka fajna Lena się do nas uśmiecha 🙂

    U nas też jodła, stoi i błyszczy. Pisałam u mnie, ale się powtórzę – w moim domu rodzinnym dekorowało się (i dalej się tak robi) choinkę rano w Wigilię, ale my z samego rana w sobotę jedziemy do rodziców i wracamy wtorek-środa (tak jak rok temu), więc żeby się naszą trochę nacieszyć to postawiliśmy ją już teraz.

    Nam też chwilę zeszło na szukaniu mielonego maku. Mój mąż oczywiście dyskutował, że sobie wymyśliłam, bo on nigdy takiego nie widział 😉 A mak mielony zwyczajnie ukrył się na innym stoisku niż zwykły i masa makowa. Ale jest! Choć ja i tak skromnie, bo potrzebuję jednego makowca zrobić do teściów. Są dość oporni przy rzeczach, których nie znają, więc już usłyszałam, że mam nie robić „klusek z makiem ani innych śląskich rzeczy”, gdzie kluski z makiem obok Śląska to nawet nie stały, bo u nas to są makówki, więc będzie makowiec. Kusi mnie, żeby go zrobić w formie wieńca albo takiej gwiazdy (http://www.kwestiasmaku.com/przepis/drozdzowa-gwiazda-z-makiem).

    Lubię to

    1. ja się zachwycam tą gwiazdą, ale znając mnie to mi raczej słońce wyjdzie zamiast gwiazdy 😉
      Ja zdecydowanie przeszłam na jasną stronę mocy, im więcej światła to tym bardziej mi się buzia śmieje. 😉
      Ja znalazłam w 4 sklepie, coś czułam,że raczej znajdę w małym sklepiku, bo w tych dużych to raczej gotowce masy makowe promują. A to nie dla mnie, bo jak z takiej masy mam zrobić mleko makowe? W ogóle jestem zdziwiona,że weganie nie rzucają się masowo na to mleko? Trochę śmieszne,że to taki mało znany przepis. Dziś oczywiście, kiedy jest moda na te mleka w owsa, ryżu, migdałów, o mleku makowym mało kto wie 😉

      Lubię to

      1. Blueberry pisze:

        Też się tego boję, wieniec chyba bezpieczniejszy będzie 🙂

        Nam się udało w Carrefourze, choć fakt – masa makowa rzucała się wszędzie w oczy. Mleko makowe to raz, ale jest jednak różnica w wypiekach między swoim nadzieniem, a gotową masą. Tak jak nigdy nie kupuję gotowej masy krówkowej/kajmaku, tylko wolę sama zrobić.

        Hmmm, wydaje mi się, że ludzie często w domu robią to, co znają – owsiane, ryżowe, migdałowe itd. są w sklepach, więc ludzie je kojarzą. Swoją drogą to jest dobre pytanie – przez chwilę myślałam, że może nie mogą tego sprzedawać, bo mak -> opiaty, ale chyba z suszonego się nie robi zakazanych substancji? I widziałam też mleko z konopi w sklepie :p
        Choć ktoś znajomy opowiadał historię, jak wujek leciał w odwiedziny z Polski do USA przed BN, miał w walizce 1 kg maku, bo rodzina chciała i chyba miał z tego powodu jakieś nieprzyjemności na granicy 😀 Dopiero musiał się wytłumaczyć, że polska tradycja itd.

        Lubię to

      2. u nas się roladę robi, my tacy niezdarni jesteśmy,że chyba nawet wieniec by nie wyszedł jak trzeba 🙂
        Chyba sam mak nie jest groźny,bo mleko robi się po prostu zalewając mak wodą, więc na tej zasadzie to suchy mak trzeba by wycofać 🙂
        Kiedyś moja mama miała grypę i tata kupił gotową masę, ale to było tak niedobre-bez smaku, to znaczy okropnie wodniste, więc nigdy więcej nie kupię takiego wynalazku. Chyba,że coś się zmieniło i masy robią wypasione? Chociaż nie krzyczę,że jak matka z 3 maluchów nie ma czasu po pracy na długie pichcenie i robi ciasto z gotowca. W końcu wszystko jest dla ludzi 😉

        Lubię to

    2. Kiki pisze:

      moja matka co roku przekręca mak przez maszynkę – trzy razy! nie daje się przekonać do żadnych nowoczesnych „udziwnień” choć to trwa faktycznie pół dnia 😉 ale jest przepyszny. ja najbardziej lubię makiełki czyli bułka maczana w ciepłym mleku z makiem 🙂 ale jemy też zwykłe kluski z makiem.
      a choinkę u nas też tradycyjnie ubiera się w dzień Wigilii 🙂

      Lubię to

      1. taki mielony mak-suchy, to w sumie żadna ingerencja w naturę, bo to dalej sam czysty mak, tylko ulga dla ramion bo nie trzeba w moim przypadku zdejmować maszynki z ostatniej półki pod sufitem 😉

        Lubię to

    1. Pierścionek, albo chyba obrączka? W każdym razie z tytanu, pan zrobił w tym roku 10 sztuk i każda jest inna, więc prezent oryginalny jak nigdy 😉
      Na żywo park wygląda naprawdę jak z bajki jeszcze bardziej 🙂

      Lubię to

  5. A ja wciąż poluję na jakieś gotowe ciasto na pierniki takie co się dodaje do opakowania masło i coś tam i żeby były jeszcze w pudełku foremki ;p Czy ja tak dużo wymagam? 😀

    Lubię to

      1. Blueberry pisze:

        Na wiaderkowe trzeba uważać. Zdarzają się takie, które są ok (Piątnica i Wieluń zawsze były w porządku), ale jednak większość to jakaś porażka jest.

        Lubię to

  6. choinka musi być, bez niej nie ma świąt… trudno teraz kupić zmielony mak, moja mama zawsze mieliła go w zaprzyjaźnionej cukierni… a co do twojej siostry – mam nadzieje że wynik okaże sie dobry i nie będziesz musiała sie stresować, życze z całego serca! siostra choćby najgorsza to jednak siostra i zawsze tak zostanie mimo kłótni czy waszych różnych charakterów…

    Lubię to

    1. Choinkę zawsze mam 😉 Ale pierwszy raz od dawna świeżą 😉 Zupełnie co innego niż sztuczna jednak 😉
      Nie wiedziałam,że mak mielą w cukierniach. U nas zawsze maszynka do mięsa załatwiała sprawę:)

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s