Mija czas, płynie czas

Listopad płynął dostojnie. Zbyt dostojnie. Za to nim się obejrzałam, nim odwróciłam głowę do tyłu minęła 1/3 grudnia. O ile w pracy bywają momenty, że zerkam na zegarek i z przerażeniem stwierdzam fakt, że minął dopiero kwadrans mojej obecności, a ja już zrobiłam tyle jakbym siedziała tutaj cały dzień, ale zasadniczo dni uciekają. Wychodzę ciemno, wracam ciemno. Nie wiem gdzie i kiedy podziewa się cały dzień?

Weekend tak samo, przeminął szybciej niż pstryknięcie palcem. Mam nadzieję,że najbliższe dwa dni miną jednak dość szybko. W piątek o 16 zaczynam swoją świąteczną przerwę. 11 dni bez pracy. No dobrze, bez pracy zawodowej. Tej związanej z gotowaniem i pucowaniem będę mieć po kokardki. Ale przynajmniej odpocznę do klientów, faktur i nękania dłużników. Jestem pewna jednak,że o ile pierwsza połowa miesiąca pędziła niczym Pendolino na dopingu, to czas do wolnego będzie się ciągnął i ciągnął. Jak spaghetii.

Od paru dni okropnie męczyła mnie pogoda. Wysokie temperatury zimą równają się z bólem głowy, osłabieniem i niechęcią do wszystkiego po prostu. W sobotę byłam jedynie w markecie, no ok, w dwóch. W jednym zakupiłam  produkty potrzebne do korzennego ciasta, w tym drugim kupiłam „świąteczny wystrój”. Razem z mamą ustaliłyśmy,że w tym roku rządzić u nas będzie biel na choince. Mama upiera się,że to modny kolor, więc będzie biało. Ciągle trwa dyskusja czy w dużym pokoju stanie żywa jodła, czy ta sztuczna. Optuję za żywą. W oczekiwaniu na decyzję w pokoju postawiłam świerk. Ma z 50 cm centymetrów, ślicznie rośnie sobie w doniczce, a wczoraj doczekał się lampek. W każdym razie w sobotę mój ból głowy nie pozwolił mi na wiele. Byłam pewna, że albo to zwiastun problemów z zatokami,albo nadejdzie gwałtowny atak zimy. Poszłam spać, a raczej poległam w walce ze snem koło 21. Nie wiem czy była 20.30, czy 20.55. Wiem,że dzień z radością zakończyłam nie wiem kiedy.

W niedzielę obudziłam się cała radosna. Na tyle radosna,że o 7 rano powędrowałam na Mszę. Myślałam,że to będzie cudowny dzień. Ale nim dzień dobrze się rozpoczął zaczęło okropnie lać. I tak dzień cały. Snułam się po domu i męczyłam w czterech ścianach. Po prostu czułam jak wzywa mnie świat,a  wstrzymuje deszcz. I w momencie największego ataku deszczu dostałam telefon, od Asi, blogowej znajomej, której na oczy nie dane mi było widzieć. Miałyśmy się już spotkać parę razy,ale jej coś wypadało, albo mi, zaproponowała spontanicznie herbatę. Popatrzyłam na pogodę za oknem, wyobraziłam sobie siebie wychodzącą na deszcz, walczącą z wiatrem i szarością. O nie, nie mogłam się na to zgodzić. Nie mogłam się zgodzić na zostanie w domu oczywiście. Wykorzystałam okazję,że moi rodzice planowali odwiedziny u cioteczki, zabrałam się z nimi do centrum. Asia wybrała wspaniałe miejsce na nasze pierwsze spotkanie, nie przeszkodziło jej moje spóźnienie. W pubie/kawiarni/klubie, po prostu u Józefa K. nawiązała się między nami serdeczna nić porozumienia. Okazało się,że tyle nas łączy. Obie jesteśmy cholernie nieśmiałymi damami bez partnerów. Obie lubimy lipową herbatkę z miodem, mamy te same muzyczne i filmowe gusta, obu nam zaświeciły się oczy gdy usłyszałyśmy piosenkę Depeche Mode w tle. Przekonałam nawet Asię by pojechała na ich koncert. Obie kochamy gry planszowe i nie lubimy sieciowego kina, za to cenimy jogę i kochamy operę. Obie uwielbiamy dzieci, choć swoich nie mamy. I tak nad tą rumiankową herbatką z Depeszami w tle, w tę paskudną niedzielę narodziła się bardzo ciekawa znajomość. Obie wyraziłyśmy chęć dalszego spotykania się i spędzania razem weekendowych wieczorów. Ha, w końcu trafiła mi się herbata z ciągiem dalszym 🙂 Jako,że nie miałam dość herbaty udałam się na świąteczny jarmark. Herbatki na Święta o nazwach Worek Mikołaja i Tajemnica grudniowego wieczoru zostały zakupione i czekają na swoją porę. Nie mogłam też nie skusić się na stempelki do ciastek. Marzył mi się jeszcze wytłaczany wałek. Ten w gdańskie kamieniczki. Uznałam,że wspaniałe byłoby zrobić Starówkę z ciasteczek. Ale cena za sztukę mnie onieśmieliła. Trudno, może Mikołaj znajdzie drogę na to stoisko? Poza stoiskiem z wałkami i drewnianymi stempelkami nasz jarmark,choć mały, ma w sobie ogrom uroku. Pamiętam czasy gdy za jarmark robił piwny namiot z grillem. Teraz kuszą nas piękne dekoracje, grzane wino, i drewniane domki z tradycyjnymi produktami. Taki wieczór nie mógł być nieudany.

Ścieżka dźwiękowa- Mando Diao-Dance with Somebody 

Advertisements

53 uwagi do wpisu “Mija czas, płynie czas

  1. katasza pisze:

    Mojej mamie przyszło do głowy, że w tym roku można by kupić żywą choinkę, a potem ją postawić u mnie na balkonie w doniczce – mnie się ten pomysł bardzo podoba, ale nie wiem, czy dojdzie do realizacji. Poza tym nie mam głowy do dekoracji, nie chce mi się zastanawiać, nawet pierniczków nie chce mi się malować i w ogóle to wydaje mi się dziwne, że już zaraz Święta.
    Ostatnio jarmarki zyskują na popularności, aż głupio, że nie byłam nigdy na takim blisko mnie. 🙂
    W niedzielę u mnie też było deszczowo, wietrznie i nieprzyjemnie, ale na szczęście zmobilizowałam się do wyjścia z domu i spotkania z koleżanką. Za to kiedy robi się zimniej, spada trochę śniegu i dzięki temu jest ładniej, najbardziej pasowałoby przysypiać na fotelu pod kocem…
    Super, że Twoja herbatka była udana, milej i łatwiej poznawać nowe znajome niż się męczyć z facetami, czysto i bez gierek. 😛

    Polubione przez 1 osoba

    1. Blueberry pisze:

      Tylko uważajcie by kupić choinkę w donicy bez przyciętych korzeni – ja mimo prób w kilku różnych miejscach zawsze trafiałam na taką, która ostatecznie umierała 😦 Czy w donicy na balkonie czy w ogrodzie dziadków po próbie przesadzenia.
      Kupuję żywą, ale ciętą. Staram się ze specjalnych szkółek sadzonych właśnie na ten cel, a potem czekać na odpowiedni wywóz, żeby coś rozsądnego z choinkowymi zwłokami zrobili.

      Polubione przez 1 osoba

      1. Nam pani w sklepie powiedziała,że raczej jodła nie urośnie na balkonie,ale chyba będziemy próbować. Mam już zamówioną w centrum ogrodniczym, chyba będzie dobrze, bo dobre miejsce 🙂

        Polubione przez 1 osoba

      2. katasza pisze:

        Dzięki za wskazówkę, jak coś będę zwracać uwagę. Mnie się marzy, żeby później sobie rosła… Rodzice nie mają balkonu, więc bym ją zabrała, tylko szkoda, gdyby i tak miała szybko zwiędnąć. Ale pewnie skończy się na wypakowaniu z piwnicy sztucznej, a żywe będą tylko gałązki.

        Polubione przez 1 osoba

    2. U mnie miała stanąć na balkonie,ale chyba nie stanie,bo jodła kaukaska niezbyt dobrze ponoć rośnie w naszym klimacie. Ale się zobaczy. Ja jakoś wyjątkowo czuje święta w tym roku,choć pogody nie ma za grosz…
      Ja lubię spacerować jak jest mróz i śnieg 😉 Za to nie znoszę w deszczu i chlapie…
      Faktycznie było bardzo miło i bez gierek, bez problemów:)

      Polubione przez 1 osoba

  2. Blueberry pisze:

    Też nie wiem, gdzie mi połowę już grudnia wcięło. Była i nie ma. Podejrzewam, że macza w tym palce niechęć do wstawania po ciemku, bo ostatnio nie udaje mi się wylądować w pracy przed 9-tą. Do tego tu na jogę, tam na zakupy, narty do serwisu i czas ucieka. Dzisiaj wigilijka firmowa, jutro zasuwamy na Śląsk, wrócimy w niedzielę wieczorem i w zasadzie prawie Święta!
    Fajny urlop 🙂 Ja będę mieć wolne od 23-go dopiero do 2 stycznia, ale biorąc pod uwagę, że nie będzie połowy od poniedziałku to nie będę się przemęczać, a głowa pewnie i tak będzie myśleć o choince i Świętach.

    Zmieniacie co roku dekoracje choinkowe czy akurat tak wypadło, że musicie kupić nowe? U nas szare, srebrne i białe bombki (od 6 lat), do tego lekko pastelowe i błyszczące „diamenty” z IKEA, metalowe serduszka („shabby chic”) od zeszłego roku, a ostatnio w Lidlu kupiłam takie zawieszki materiałowe jeszcze, więc będzie ciekawie 🙂 Chciałam kupować nowe lampki – białe, ale mój mąż mnie uprzedził i kupił kolorowe, więc takie będą.
    Ale zgodnie wybieramy żywe drzewko, na ogół też jodłę, bo choć nie pachnie jak świerk, to mniej się sypie.

    Ja również jestem podatna na pogodę i zasypiam jak przychodzi niż. Oby bóle jak najmniej Cię męczyły.

    Dobrze poznawać ludzi, z którymi nadaje się na podobnych falach 🙂
    Jeśli chodzi o jarmarki to dotąd najbardziej podobały mi się te w Wiedniu, ale słyszałam, że nasz wrocławski jest bardzo ładny. W Krakowie trochę chaotyczny, nie urzekł mnie szczególnie.

    Polubione przez 1 osoba

    1. ja niestety 27 wracam do pracy, więc wyjdzie prawie na to samo 😉 Inwentura wzywa, będzie ciężko. Ale chociaż nieco odmiany od siedzenia z fakturami, będzie liczenie:)
      mamy zapasy, złote bombki, ale teraz mama uznała,że się już znudziła, 4 lata tak samo było,to coś innego zrobimy. Tym bardziej,że nasza stara choinka okazała się za duża na bieżące mieszkanie i będą choinkowe zmiany 😉 No i biały bardzo będzie pasować do wystroju 🙂
      U nas w końcu mamy fajny jarmark, chociaż nieco mały, kwadrans i przeszłam cały 😉
      Nie sądziłam,że aż tyle nas łączy,nie było tego widać z początku 🙂
      Mam nadzieję,że przyjdą mrozy, wtedy czuję się zimą najlepiej:)

      Polubione przez 1 osoba

      1. Blueberry pisze:

        Ale przynajmniej będziesz mieć dwa czterodniowe tygodnie pracy – też fajna sprawa 🙂

        No właśnie ja co pewien czas coś dokupuję i przy okazji wybieram coraz większą choinkę 😀 Na razie mamy jeszcze miejsce. Ale powoli zastanawiam się nad wymianą części bombek, bo jak je kupowałam to musiały być tanie, więc to zwykły plastik. Z drugiej strony nie wiem czy chcę ryzykować tłuczenie bombek.
        Na biało będzie ładnie – powodzenia w wybieraniu dekoracji!

        Polubione przez 1 osoba

      2. Wszystko już jest, czeka na Wigilię, bo u nas główną choinkę ubiera się w Wigilię właśnie 🙂
        No u nas zniknęła wnęka w pokoju, teraz jest tam praktyczna garderoba, ale niestety w tej wnęce było miejsce wykorzystywane raz do roku na choinkę właśnie i klops 😉 Teraz musi stać na małej komódce, więc siłą rzeczy, maksymalnie będzie mieć 140 cm. A miała poprzednia 190, więc będzie różnica.
        No od 27 grudnia do 9 stycznia jedynym wolnym jest 1 stycznia. nawet w Sylwestra normalnie do 16 pracujemy w pocie czoła 😦

        Lubię to

      3. Blueberry pisze:

        Wooo, w sobotę? I 6-go stycznia też? Pracusie z Was, ale rozumiem – czasem trzeba. My mieliśmy w tym roku trzy weekendy z nadgodzinami, a jeden to w zasadzie 3 dni – bo 15 sierpnia też byliśmy w firmie :p

        Polubione przez 1 osoba

  3. Ta choinka to dylematy zawsze… 🙂 my kupiliśmy sztuczną, bo wszystko takie niezorganizowane w tym roku, ale ciągle kusi mnie właśnie taka mała w doniczce, żywa, co przechodzę obok takich w sklepie to się zatrzymuję… i chyba w końcu nie wytrzymam i kupię, bo jestem z domu rodzinnego przyzwyczajona do zapachu świerków i sosen w czasie świąt.
    a co do wałka, to patrzyłaś w Internecie? kiedy był ten cały cyber monday zastanawiałam sie własnie nad takim ze świątecznym wzorem, bo były sporo tańsze i wybór jest naprawdę ogromny. niestety nie wzięłam, bo stwierdziłam, że na razie i tak mam tylko kuchenkę gazową, w której pieczenia się nie podejmę za nic, ale i tak żałuję, bo przecież mógł leżeć i czekać na lepsze czasy 😉

    Lubię to

    1. Szczerze mówiąc takich gdańskich nie widziałam nigdy, tych w kamieniczki, podpowiedziałam bratu,że mogłabym taki dostać z przyjemnością 🙂
      ja mam dość sztucznej, miałam gałązki ,ale to nie choinka. Ta moja mała pachnie bosko 🙂

      Lubię to

  4. Katarina pisze:

    Strasznie nie lubię żywych choinek…:/
    U mnie będzie sztuczna, zaćkana niemodnie bombkami i łańcuchami, z pierdylionem lampek, ale moja:D

    Lubię to

      1. Katarina pisze:

        U mnie się nawet nie zaczęło:)
        Za to pamiętam, że gdy przeprowadziliśmy się z mniejszego do większego domu w poprzednim miejscu zamieszkania, to zakupiłam ogromniastą sztuczną choinkę, bo miałam w końcu duży pokój. To była pierwsza gwiazdka mojego ostatniego kota.
        Najpierw skoczył na nieubraną jeszcze choinkę przewracając ją na łóżko ( moje łóżko!!!) i zginając tak, że już nigdy nie była prosta, potem poprzegryzał łańcuchy robiąc je w wersji ‚mini’ a potem przez cały czas stania choinki zabawiał się strącaniem bombek z gałęzi. Te, które spadły na dywan, przeżyły, gorzej z tymi, które spadały na dechy podłogowe.
        Kulminacja nastąpiła, gdy wlazł w sznur lampek i zaplątał się w niego. Wtedy pani matka nie wiedząc o niczym zawołała go z kuchni na żarło, więc kot ruszył „z kopyta” z całą choinką do michy…
        Tylko mój zajebisty refleks i rzut od biurka na podłogę spowodował, że straciłam tylko dwie bombki zamiast ogólnej demolki całej choinki…

        Lubię to

      2. u nas był horror, bo brat rozwalił choinkę ciągnąc za domowej roboty łańcuch-była godzina 14, w Wigilię. Jechałam z mamą po bombki bo wszystko się stłukło. Bratu uszło na sucho, nie dziwię się zresztą, ale choinka przestała być żywa, zaczęła być mniejsza i sztuczna, bo żywa mocno się ogołociła po wypadku i wyglądała fatalnie ;0 I bombki stały się plastikowe 😉 Może teraz nikt nie zrzuci choinki? U mnie kotów brak:)

        Lubię to

  5. Piękne zdjęcia! Mnie wcale listopad dostojnie nie minął, tylko jakoś tak nijak :). Choinkę już mam postrojoną, oczywiście sztuczną, bo we Włoszech jest zakaz sprzedaży żywych. Nie jest zła, tylko stoi w takim miejscu, że wiecznie ją trącam, a Gaja zjadła już z niej wszystkie czekoladki. Na szczęście bombki są z plastiku, inaczej już by ich nie było :).

    Lubię to

  6. krolowakaro pisze:

    Też mi się marzy wytłaczany wałek i muszę przyznać, że też liczę tutaj na inwencję Mikołaja (w sumie to Gwiazdora, bo w Wielkopolsce to właśnie Gwiazdor przynosi nam prezenty) 🙂

    Lubię to

  7. Norrie pisze:

    Zawsze marzyła mi się choinka z jednolitym kolorem ozdób (albo dwoma), ale nie – mamy bombki we wszystkich kolorach tęczy, tak samo łańcuchy i światełka. Oczopląsu idzie dostać.
    Super, że spotkanie się udało, a jeszcze lepiej, że na jednym się nie skończy! 🙂

    Lubię to

    1. Mam nadzieję,że na jednym się nie skończy 🙂
      U mnie od paru lat mamy jeden kolor bombek, ale nieco już nam się opatrzył styl na złoto 🙂 Kiedyś to każda bombka była z innej parafii, miało to swój urok,ale wolę jednak jeden kolor 🙂

      Lubię to

  8. Zbych pisze:

    U mnie też już nastało rozprężenie zawodowe (chociaż z tym to nigdy nic nie wiadomo) więc teraz do świąt zostaje już tylko sprzątanie, sprzątanie… sprzątanie.
    Na południu nic z nieba nie pada, za to chwycił mróz i grypa szaleje na całego.
    Widzę po zdjęciach że w Trójmieście już mocno świąteczne klimaty. Z tego młyńskiego koła to by się super oglądało fajerwerki w Sylwestra 🙂

    PS: Serio nazwali to „U Józefa K.” ? – mocno surrealistyczne miał ktoś poczucie humoru

    Lubię to

    1. u mnie w sumie pada, mrozu wielkiego nie ma, a czekam na niego z wielką niecierpliwością.
      Koło zostaje do połowy stycznia,może na Sylwestra będzie czynne? Nie wiem 😉
      lokal nazywa się Józef K i raczej jest w klimacie z Kafki-wyposażenie, nazwy napojów. Wszystko celowo i z zamysłem.

      Lubię to

      1. Zbych pisze:

        Skoro to „przemyślany Kafkowy całokształt” to tylko jeszcze bardziej mnie zaintrygowałaś – jak będę w okolicy to muszę wygospodarować trochę czasu i zobaczyć to cudo 🙂

        Lubię to

      2. Polecam, nie dość,że smaczne herbatki, pyszne ciacha, to jeszcze niezwykły klimat i genialna muzyka. Dość powiedzieć,że w niedzielę o 18, nie było żadnego wolnego miejsca, siedziałyśmy na schodach 😉 Świetne miejsce, zaraz za Zbrojownią, pierwszy lokal na Piwnej, samo centrum;)

        Lubię to

  9. Zazdroszczę Ci tych 11 dni bez pracy. 😛 Też chciałabym ten czas spędzić w kuchni zamiast za biurkiem. 😀
    Takie spontaniczne wyjścia są najlepsze, nie zastanawiasz się jak to będzie, tylko wychodzisz i… okazuje się, że jest świetnie! 🙂

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s