Poruszenie

Byłam bardzo nieśmiałym dzieckiem. Ale i bardzo żywym. Nie było dziury, w którą bym nie zajrzała. Nie chodziłam, ja biegałam. Ciągle miałam posiniaczone kolana, a krew lała się strumieniami. Pani w podstawówce napisała,że jestem jednocześnie dzieckiem nadzwyczaj cichym i nieśmiałym i tak samo nadpobudliwym ruchowo. Mieszanka wybuchowa prawda? Typowy bliźniak, mówiłam już o tym. Jako urocze dziecko byłam nie do zatrzymania. Rower, rolki, wrotki, piłka nożna, biegi…

Tak, w bieganiu to byłam niezła. Takim na krótkie dystanse. Długie mnie męczyły, to znaczy nudziły, bo ileż można biegać w koło boiska? Zdecydowanie wolałam biegać na 100 czy 200 metrów. I byłam nie do zatrzymania, albo raczej pokonania. Wygrałam nawet parę miejskich konkursów. W szkole nie miałam sobie równych, dlatego też przylgnęła do mnie ksywka Herkules.

Potem było kiepsko. Naprawdę kiepsko. Pod koniec gimnazjum pojawiła się wada wzroku. Nie widziałam piłki, więc zamiast odbijać ją rękoma, najczęściej odbijam ją głową-niecelowo oczywiście. Zaczęłam nosić okulary i to było okropne. Jak tu biegać za piłką ze szkłami na oczach? Z tego wszystkiego dostawałam  takiej zadyszki,że parę razy musiałam się zwalniać z lekcji by złapać astmatyczny oddech u pielęgniarki. Tak, na ostatnie dwa lata liceum miałam zwolnienie. Bo w-f był dla mnie po prostu katorgą.

Na studiach znów pojawił się w-f. Tym razem uznałam,że nie chcę zwolnienia, bo na studiach miałam wiele opcji do wyboru. Wiedziałam,że piłka ręczna, czy siatkówka odpadają. Wiedziałam,że nie będę pływać, ani ćwiczyć w grupie aerobiku. Wahałam się między nordic walking a ping pongiem. Ale wybrałam rehabilitację. Bo w sumie z moją astmą najlepiej będzie oddać się pod opiekę specjalistów. Tak więc przez rok w każdy poniedziałek (no, ok,prawie każdy) o 8 rano, karnie stawiałam się w salce z rehabilitacją. Zabawy było sporo, bo każdy z obecnych miał inne schorzenie i inne zalecenia.W zasadzie zajęcia polegały na siedzeniu na materacu i mówieniu co  mi strzyka, a gdzie uwiera. Ja jeszcze czasami wspinałam się na drabinki. Zajęcia prowadził bowiem pan, który sam wymagał rehabilitacji. Raz próbował nam pokazać jak chodzi się po bieżni, przez następne  pół godziny walczył ze skurczami łydek.

Po tym roku w-f się skończył i moja aktywność całkiem zniknęła. Owszem spacerowałam, często jeździłam na rowerze,ale tylko w sezonie letnim. Aż do zeszłego roku…

Zeszłej jesieni odkryłam jogę i się zakochałam. Joga daje mi wszystko czego ja oczekuję od sportu. Szczególnie jesienią. Joga nie wymaga wielkiej siły, pieniędzy, czy też ogromnej ilości czasu. Są takie programy ćwiczeń, które nie wymagają nawet wyjścia z łóżka. Dla mnie jesienną porą to rozwiązanie po prostu idealne. Nie muszę wychodzić z domu w deszczowo-śnieżny wieczór. Walczyć z samą sobą i przekonywać do ćwiczeń. Bo jogę po prostu pokochałam. Nie wyobrażam sobie już bez niej dnia.

Kiedy potrzebuję dodać sobie energii, joga sprawdza się idealnie. Są takie poranki, kiedy dopiero co otwarte oczy same się zamykają, wtedy porcja zdrowej energii dodaje mi sił. Są takie jesienne wieczory kiedy zjada mnie stres. Wtedy z największą przyjemnością oddaję się relaksującym ćwiczeniom.

Owszem, z początku nie mogłam się skoncentrować. Owszem, bywało,że widząc pewne pozycje pękałam ze śmiechu. Bywało, że zmuszałam się ćwiczeń. Ale początki bywają trudne. W każdym razie w jodze zakochałam się jesienią. Wtedy kiedy nie miałam w sobie ani grama siły. Ani grama pozytywnych myśli. Ani grama radości z codzienności. Chodziłam cała zestresowana, po roku widzę ogromną różnicę. Chwil medytacji nie oddałabym za nic.

Po latach szukania w końcu znalazłam sport dla siebie. Pewnie dlatego,że joga jest taka ja. Raz delikatna, raz energiczna. Polecam, nie tylko bliźniakom 🙂

A fanom  sportu polecam pomysł na sportowy prezent

730095101e85ab756ae427b020268551

Ścieżka dźwiękowa-Arctic Monkeys That’s Where You’re Wrong

 

 

Advertisements

45 uwag do wpisu “Poruszenie

  1. Zbych pisze:

    Oj tak… okulary w wielu sportach bardzo przeszkadzają – wiem co mówię bo sam nosze wspomagacze. Na szczęście teraz można bez problemu wspomagać się soczewkami jeśli wada nie za duża.
    Tak zachwalasz tą jogę że może zgłębie temat… chociaż obawiam się iż w moim przypadku zamiast medytacji skończyło by się na drzemce (mam taki odruch bezwarunkowy gdy zrelaksowany zastygam w bezruchu w jakiejkolwiek pozycji) 🙂

    Lubię to

    1. Ha, powiem Ci,że na wieczór są takie zestawy kiedy człowiek ma leżeć na łóżku po prostu i się relaksować i dwa razy zasnęłam 😉
      Niby można,ale ja mam kiepskie doświadczenia z soczewkami, bardzo źle w nich widzę. Nie wiem czemu,ale jak muszę coś nosić to wolę okulary,choć mniej praktyczne.

      Lubię to

  2. Pan z rehabilitacji bomba :D. Joga, tak, nawet miałam kiedyś już się przymierzać ale skończyło się na zamiarach. Obawiam się, że z moim temperamentem zanudziłabym się na śmierć ;). Nie wytrwałabym chyba w żadnej pozycji dłużej niż pół minuty bo ja też nie potrafię usiedzieć w miejscu. M mówi nawet że jak śpię czy leżę to biegnę bo macham nogami (zespół niespokojnych nóg? ;)). Poszłam kiedyś na tai chi i zdecydowałam, że to dla mnie zdecydowanie za wolne :). Biegać nie lubię. Kiedyś chodziłam z kijkami, dziś chodzę z wózkiem ;). A moje sporty to pływanie i zumba, na basen staram się chodzić regularnie od x czasu już (również ze względu na moje problemy zdrowotne) a na zumbę ciągle brakuje mi czasu a to jest to, co pozwala mi spuścić z siebie nadmiar energii i w ogóle nadmiar ;).

    Lubię to

    1. no widzisz ja jestem baba znad morza. a pływać nie potrafię. Co najwyżej wejdę do basenu i postoję,ale ciężko uznać to za sport 😉
      Ja dziś biegać też nie lubię, dziś mam zadyszkę jak podbiegam do autobusu 😉 Za to chodzić mogę godzinami. Myślałam,że wziąć od mamy kijki i maszerować z nimi,ale uznałam,że wolę bez, chyba się wstydzę 😉 wolę jogę bo nikt tego nie widzi,nikt tego nie ocenia i wtedy jest mi dobrze 😉
      Są tak energiczne zestawy pozycji, ciągle się zmieniają dla mnie niektóre są zbyt dynamiczne 🙂

      Lubię to

  3. katasza pisze:

    Bardzo dobrze jest znaleźć sport dla siebie. Mnie akurat łatwiej wyjść na zorganizowane zajęcia niż ćwiczyć w domu, mogę się skupić tylko na ćwiczeniach i nie muszę sama szukać i wymyślać. Ostatnio pokochałam body pump (ćwiczenia siłowe, ale nie takie typowe pakowanie na siłowni), poza tym do ulubionych zaliczę taneczne cardio typu zumba i doceniam pilates. 🙂 A joga… hmm… ma dużo zalet, ale nie wiem, czy mogłaby zostać moim ideałem. Podzielisz się zestawem do łóżka? 😉
    Jako dziecko w sumie lubiłam ruch, ale nie byłam nigdy specjalnie dobra – lubiłam takie zajęcia, gdzie można było się nabiegać, typu koszykówka czy piłka nożna, o, albo unihokej, to było genialne. Pływanie też, ale obecnie mi się nie chce moczyć, suszyć itd. W szkole dość długo ćwiczyłam na wf bez okularów i to był bardzo zły pomysł – o ile przy ćwiczeniach typu przewroty rzeczywiście by przeszkadzały, o tyle w grach zespołowych z piłką zanim złapałam ostrość, to już było za późno, szczególnie w siatkówce, w którą wiecznie graliśmy na wf. :/ Teraz mnie kusi trochę krav maga, ale po pierwsze się obawiam, a po drugie musiałabym się dowiedzieć, co z tymi nieszczęsnymi okularami…

    Lubię to

    1. Ja od gimnazjum nie znosiłam sportów zespołowych, to znaczy w nogę mogłam grać,ale w siatkówkę czy koszykówkę? Nigdy. Nie znosiłam tego. Zawsze przez te okulary wybierali mnie na końcu 😉 Nie, ja mam chyba uraz do sportów grupowych i do siłowni. To mi się za bardzo z w-fem kojarzy. Zdecydowanie wolę ćwiczyć w domu, mam chyba jakiś kompleks,ale tak jest. W podstawówce było jeszcze fajnie, ale dziś jedynie w sanatorium mogłam ćwiczyć na sali, w grupie. Wtedy nawet w okularach byłam liderem 😉 A tak to jestem zdecydowanie za sportem samotnym 🙂
      Mam ten zestaw na płytce, na wyprzedaży w markecie kupiłam, dwa treningi po 30 minut, joga w łóżku, na rano i na wieczór. Ale ja nie ćwiczę 30 minut, 10 raczej, no chyba,że jest weekend 🙂

      Lubię to

      1. katasza pisze:

        Aha, myślałam, że gdzieś na necie znalazłaś…
        Mnie też zwykle wybierali pod koniec, nie byłam nigdy mistrzem, w siatkówkę szczególnie. W koszykówkę czy ręczną nadrabiałam wzrostem – inne dziewczyny musiały skakać do piłki, a ja podnosiłam ręce. 😀 W liceum za to pół klasy nie umiało grać, wychodziła parodia. 😛
        Mnie gra w okularach przyniosła za to nową jakość, nie wiem, co mnie opętało, żeby tyle czasu zdejmować je na wf – czas reakcji jest zupełnie inny, kiedy ostrość jest nie porządku.
        Za sporty zespołowe to ja się nie biorę, ale zwykłe grupowe zajęcia to inny klimat niż szkolny wf. Okulary przeszkadzają tylko w leżeniu na plecach – jedna instruktorka zawsze swoje zdejmuje, ale ja bez nie będę jej widzieć. 🙂 Za to na siłowni się krępuję, z trenerem i koleżanką było super, ale sama się czuję niepewnie – nie wiem czemu, dziewczyny normalnie ćwiczą…

        Lubię to

      2. Na YT jest mnóstwo filmików, te wieczorne ćwiczenia są w sumie bardzo podobne, bardzo relaksujące, i prawie takie same 🙂
        Ja przyznam się,uwielbiam ćwiczyć w swoim tempie, nie znoszę gdy ktoś mi każe coś robić teraz, przyśpieszać, zwalniać, albo podchodzi i pokazuje co robię źle 😉 Tak się zniechęcam do sportu, bo dla mnie sport ma być relaksem i przyjemnością. Nie mam w sobie duszy wielkiego sportowca jednak 😉 Mi aż żal było dziewczyn, które na w-fie każdy set przeżywały jakby grały o złoto na olimpiadzie 😉 Ja mam inne podejście:) Dlatego,że sporty zespołowe mi nie służą za bardzo 😉

        Lubię to

  4. Blueberry pisze:

    Mam wadę serca tj. zoperowaną dwa razy, ale niestety moja wydolność nigdy nie była i nigdy nie będzie taka jak u zupełnie zdrowych osób. Przez to miałam zawsze zwolnienie z w-fu jakiegoś tam stopnia – ćwiczyłam, ale nie musiałam zaliczać większości ćwiczeń, bo mogłoby mi to zaszkodzić 🙂 W związku z tym nie potrafię za bardzo biegać i szczerze tego nie znoszę 😉 Ale w sportach zespołowych i całej reszcie dość dobrze się odnajdywałam (choć i tutaj czasem musiałam odpuścić, bo nie mogłam oddychać), najlepiej za to w przewrotach oraz rzutach piłką lekarską :F
    Oprócz tego jestem aktywna „życiowo” – zawsze z rodzicami jeździłam na rowerach, na narty, chodziliśmy na łyżwy etc. i zostało mi to do dziś, rok temu dorzuciłam do tego patent żeglarski 🙂

    Przez 2-3 lata chodziłam intensywnie na zumbę, a w międzyczasie na studiach w ramach w-f wybrałam… judo 😀 Co było świetną sprawą, tylko sami faceci w grupie nie pomagali, bo bali się, że 1) Mnie złamią 2) Chwycą mnie w nieodpowiednim miejscu i im przyłożę, ale dało mi to trochę pojęcia np. o samoobronie.
    Bardzo chciałam chodzić na jogę jakieś 10 lat temu, ale gdzieś się to rozmyło. Potem stwierdziłam, że takie statyczne to chyba nie dla mnie. Ale ostatnio szukając czegoś bardziej lekkiego, co dobrze zadziała na plecy stwierdziłam – może jednak joga? Najpierw próbowałam sama w domu i już to było fajne, ale dopiero jak poszłam na zajęcia z instruktorem to jest ogień! Z paskami, wałkami, kostkami itd. naprawdę czuję różnicę między tym co da się uzyskać samemu w domu, a tym co na takich zajęciach. Do tego szkoła jogi tuż obok mojej firmy ma poranne zajęcia z super babką (byłam u kilku osób i u niej najbardziej mi odpowiada tempo oraz podejście – nie jest nawiedzona i nie brzmi jakby kazała nam otwierać wewnętrzne trzecie oko i uwalniać energię z czakr :p), więc chadzam sobie 2-3 razy w tygodniu przed pracą, a w inne dni wieczorami jeszcze próbuję w domu. Na razie muszę zainwestować w porządną matę oraz pasek 😉

    Lubię to

    1. Ja sobie matę do domu kupiłam, paski mam od mamy-ale nie do jogi używała 😉 Mam piłki, ach ta mama i jej pęd do kupowania sportowych sprzętów 😉 Ja do ćwiczeń w grupie mam dziwny odrzut. Za bardzo mi się to kojarzy z tym w-fem. Nie wiem, pewnie to dziwactwo,ale ja nie znoszę ćwiczyć w grupie większej niż ja sama. 😉 Nawet na rowerze nie lubię jeździć w grupie, czy w parze. Pewnie wynika to stąd,że mi joga ma dawać głównie relaks, a taki osiągam będąc sama. Z innymi pojawia się nieśmiałość, przynajmniej na początku by była, i z ćwiczeń bym wracała podenerwowana raczej niż zrelaksowana 😉

      Lubię to

      1. Blueberry pisze:

        Dużo zależy od formy zajęć jaką przyjmie prowadzący, przynajmniej tak wynika na razie z mojego ubogiego doświadczenia 😀 U tej babki, u której najbardziej lubię jest tak (to lubię najmniej ;)), że czasem coś się robi w parach – druga osoba kontroluje czy odpowiednio technicznie wykonujesz dane ćwiczenie, czy masz dobrze ustawione ciało itd. Jest to trochę stresujące, że ktoś obcy mi się wtrąca, ale z drugiej strony – zyskuję porady od instruktorki, która poprawia mi pozycję i np. doradza jak ćwiczyć przy przeprostach kolan czy łokci (na które swoją drogą nikt wcześniej nie zwrócił uwagi i pewnie mogłam sobie trochę krzywdy już zrobić).

        U innych te ingerencje były mniejsze – instruktor faktycznie poprawiał pozycję, ale każdy ćwiczył sobie sam. A na koniec i tak zawsze jest 15 minut gapienia się w sufit albo w podłogę, więc da się wyciszyć i odseparować od reszty (przynajmniej mi się udaje).

        Ale wiadomo, nie wszystko dla każdego 🙂 Ja akurat wolę znieść ten dyskomfort jaki mam w pracy w parze, za cenę lepszej techniki.

        Ze sprzętu to mam starą matę, na pewno potrzebuję nowej, choć w domu nieźle mi się sprawdza dywan 😉 Pasków nie mam, bo nikt nigdy nie potrzebował w rodzinie.
        A podkradałam kiedyś tacie hantle ze zmiennymi tarczami 😀

        Lubię to

      2. No pewnie,to zależy od osoby. Moja siostra nie może sama ćwiczyć, to znaczy jak nie ma konkretnie zajęć to ćwiczyć nie będzie, ona musi w grupie, tłumie, w innym miejscu itp. Ja zaś nie mogłabym ćwiczyć w grupie, zdecydowanie nie 😉 Chyba,że miałabym grupę np 4 osób, same koleżanki,wtedy ok. Natomiast tak sama do obcej grupy, nie, zdecydowanie nie 🙂

        Lubię to

      3. Blueberry pisze:

        To dogadałaby się z moim mężem :p On najbardziej lubi w grupie, a jak jest jakieś współzawodnictwo do tego to w ogóle super. Za to nudzą go aktywności, gdzie robi coś sobie sam bez większego celu np. siłownia albo bieganie.

        Lubię to

  5. Kocham jogę ❤ i chyba więcej nie muszę mówić w tym temacie. Sport idealny, a zresztą…nie tylko sport. Bo to jednak, sport z całym zapleczem pewnej filozofii, uczenia podejścia do życia.

    Lubię to

    1. koszmar, koszmar 😉 Bo ciągle się boisz,że ci spadną z nosa, unikasz piłki, i zamiast odbić ją w siatkówce to robisz unik i bach, punkt dla przeciwników, a koledzy ciebie nienawidzą za to 😉

      Lubię to

  6. Też byłam podstawówkowym miszczem biegania. 😀
    Dziś jak szłam z pracy do urzędu to naszła mnie myśl, że bym sobie poćwiczyła. Chyba pierwszy raz tak w ciągu dnia, w trakcie pracy 😛

    Lubię to

  7. Uśmiałam się przy panu prowadzącym zajęcia z rehabilitacji, który sam miał problemy zdrowotne 😀 Nad jogą kiedyś myślałam, ale trochę się boję, że jestem zbyt rozkojarzona, żeby ją wykonywać 🙂

    Lubię to

  8. kocia_dama pisze:

    Ostatnio powzięłyśmy z przyjaciółką postanowienie, że od Nowego Roku zaczniemy się więcej ruszać 🙂 Myślałyśmy o fitness, ale padła też propozycja jogi dla wyciszenia i widzę, że jeszcze o tym będę z nią rozmawiać 🙂

    Lubię to

  9. kiedyś, gdy chodziłam na fitness nasza instruktorka (która była również instruktorką jogi) zrobiła mały pokaz, tak gratisowo, właśnie przed świętami. Naprawdę fajna sprawa, podobało mi się, ale samo właściwe oddychanie mnie przeraża. Nawet podczas innych ćwiczeń zawsze mam ten problem, że wstrzymuję oddech Trzeba by było najpierw to opanować. 😛

    Lubię to

    1. najpierw -przez chyba dwa tygodnie, robiłam same oddechowe ćwiczenia, bo rzeczywiście to oddech gra tutaj główną rolę. Ale jest to do opanowania, naprawdę dość szybko się łapie 🙂

      Lubię to

  10. Też kiedyś myślałam o jodze i bardzo chciałam nawet zajrzeć na zajęcia które miałam w ramach karnetu na siłownię 😉 Nie poszłam jednak, ale może kiedyś jeszcze będę miała okazję 🙂 Ja byłam zawsze kiepska na wfie ale to dlatego bo mam problem z graniem w drużynie. Gdy kieruję drużyną to jest ok, ale w innych okolicznościach raczej słabo. Też nosiłam od dziecka okulary, a rok temu okazało się, że noszę je niepotrzebnie 😉

    Lubię to

    1. Ja niestety bez okularów jestem bardziej ślepa od kury…. I w sumie tylko w jodze mi okulary nie przeszkadzają, albo ich brak, bo znam na pamięć już zestawy pozycji i nie muszę się męczyć 🙂

      Lubię to

  11. Hej! Bardzo fajny post! Przeczytałam od deski do deski 🙂 również jestem bliźniakiem :D! A nad jogą różnież się zastanawiałam … waham się jedynie ze względu na moją skoliozę, ale może czas zrobić jakieś rozeznanie 🙂 Twój post mnie natchnął 😉 Pozdrowionka!

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s