Minął listopad.

Powinnam głęboko odetchnąć, minął listopad. Miesiąc, którego naprawdę, naprawdę nie lubię. Oddycham więc mocno. Aniu, usłyszałaś? Czuję jakby kamień spadł mi z serducha. Odkąd pewien listopad przyniósł mi telefon o zapaści taty i tę noc spędzoną na modlitwie, nie ma bata bym polubiła ten miesiąc. Zawsze będzie mi się kojarzyć źle. W tym roku dodatkowo przyniósł sporą liczbę trosk o zdrowie mej siostry. Niestety nie ominie jej operacja. A jako,że problem może być powiązany rodzinnie, zaczęłam się bać. A jako,że panikara ze mnie, w listopadzie miałam sporo chwil ze stresem. Tak więc oddycham głęboko, skończył się.

W tym roku już październik był nijaki. Albo jaki, ale kiepski po prostu. Zaczęło się od nerwowej wprowadzki. Sama nie wiem, która część przeprowadzek jest gorsza, pakowanie, czy rozpakowywanie? Wiem,że przyniosło to wiele stresu, sprzeczek i konfliktów. Ale się pochwalę. W końcu po 2 miesiącach dorobiłam się zegara, doszczętnie skrytykowanego przez moją siostrę, bo jej z Davidem Bowie nie będzie się odpowiednio komponował. Ale ostatecznie nie zdjęła go ze ściany. Po dwóch miesiącach rzutem na taśmie,dorobiłam się w listopadzie krzesła do roboczego blatu. W końcu wygodniej mi się pisze, i robi makijaż. Dorobiłam się też dywanika, więc rano nie marznę w stópki.Bo wiecie, co z tego,że mam skarpetki i kapcioszki, skoro od września do maja mi non stop zimno.

Ten miesiąc obfitował w pracę i jej nadmiar. Chwilami miałam dość. A jak się połączy stres w pracy, z tym paskudztwem za oknem wychodzi mieszanka wybuchowa. To cud,że jestem wciąż w jednym kawałku. Aczkolwiek przyznaję, w pracy jest mi coraz lepiej. I nawet jak mam fatalny humor to pracuje mi się z miarę miło. Nie sądziłam,że aż tak mogę polubić świat okien. Zadziwiające jest to,że jako dziecko non stop rysowałam okienka. Tak, rysowałam fasady bloków i okienka, i te firaneczki, i żaluzje, i chlebaki w kuchennych oknach i kwiaty na parapecie.Miałam fioła, kochałam okna. A teraz dostaję codziennie kilkanaście rysunków okien wraz z prośbą o dobory okuć. Anelise miałaś rację, w dzieciństwie trzeba dokładnie dobierać sobie swoje pasje.

Po pracy nadchodził czas relaksu. Wiadomo, w tygodniu błądziłam między pracą, sklepem a domem. Wieczorami zaś czytałam, oglądałam namiętnie seriale i piłam herbatę na zmianę z gorącą czekoladą. Ale weekendami częściej wychodziłam z domu.Nie tylko spacerowałam bez celu,ale i odkrywałam urocze zakątki mojego miasta, gdzie dostrzegałam jesienne kolory. Dużo czasu z racji listopada spędzałam też na cmentarzach. Czy mówiłam,że dziwnie lubię te dni pełne zadumy? Uparcie szukałam też oznak Świąt. Dopiero w niedzielę dostrzegłam pierwsze nieśmiałe iluminacje na centrum handlowym.  Byłam też w operze na włoskim wieczorze. Forma dużo lżejsza niż tradycyjna opera, było sporo śmiechu i najpiękniejsze włoskie arie. W końcu  założyłam moją śliczną czarną sukienkę. No, ok, tę granatową. I co z tego,że lał deszcz, a pewien staruszek strasznie chrapał, wieczór był uroczy. O dziwo miałam aż dwa spotkania z moimi przyjaciółkami. Obie wprosiły się na oglądanie moich czterech kątów. Zajrzały w każdy kąt i każdą szafkę. Test przeszłam pomyślnie. Przyjaciółka zatrudni mnie przy następnym remoncie. A ja dzięki jej małej córeczce przypomniałam sobie jak to fajnie jest wziąć kredki i bazgrać bez sensu. Czy mówiłam,że małą Zuzannę mogłabym dosłownie zjeść łyżką jak czekoladowy budyń z malinami?

Wy w tym miesiącu zrobiliście niezły tłok w mojej kuchni. Statystyki bloga oszalały. Miło było Was tam gościć. Jak widać zmieścili się dosłownie wszyscy 🙂

Jako,że zabiegany człowiek ze mnie, książkowo-filmowe polecenia i zniechęcenia pojawią się nieco później. Któż by myślał,że w listopadzie można aż tyle budować.

Ścieżka dźwiękowa- Museum-The Law

Advertisements

57 uwag do wpisu “Minął listopad.

  1. Też jestem szczęśliwa z tego powodu że listopad w końcu się skończył! I witaj w klubie marznących od września… 😉 Zdecydowanie jestem ciepłolubna 🙂 Chociaż dla grudnia robię wyjątek i go lubię 🙂

    Lubię to

  2. Przybij piątkę, nie marznę tylko w lato.
    Widzę książki na zdjęciu… Ostatnio przeczytałam „Czerwony alert” Billa Browdera i jestem wstrząśnięta. Czytałaś? Sporo tam szokujących informacji o Rosji – na faktach autentycznych.

    Lubię to

    1. nie,to korzenne ciasteczka z powidłami śliwkowymi , a jadłam je czytając świąteczny magazyn-szukam inspiracji 🙂
      Siostra mnie denerwuje bo się nie przejmuje, ja się przejmuję. Przestanę po tej operacji.

      Lubię to

  3. Blueberry pisze:

    Też nie przepadam za listopadem, choć nie mam ku temu aż takich powodów jak Ty, więc również się cieszę, że już minął 🙂
    Chyba o tym nie wspominałam jeszcze, ale od pewnego czasu dwa razy w tygodniu chadzam na jogę, bo ta w domu przestała mi wystarczać. Polecam bardzo, fajny wypełniacz na popołudnie.

    Mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze z Waszym zdrowiem! Ja też się niedawno dowiedziałam, że być może mnie czeka zabieg (operacja nie, bo ewentualnie będzie to endoskopowo, więc to zabieg, ale pod znieczuleniem :O). Jeszcze jedno badanie przede mną niedługo i będę wiedzieć co i jak.

    Staram się ostatnio nosić sukienki częściej. Kilka mam, bardzo je lubię, trzeba korzystać 🙂 Z resztą jest taki projekt na jednym z blogów modowych – 365 dni w spódnicy.

    Czekam na książkowe polecenia 🙂

    Lubię to

      1. Badałam, mam w sumie na granicy,ale ja jestem z rodziny zmarzluchów, to chyba krążenie słabe raczej i fakt,że ja jestem za chuda….
        Moja siostra niestety na laparoskopię się nie łapie, musi być pełna operacja i to mnie przeraża. Sama idę w środę na swoją kontrolę i oczywiście powoli panikuję.
        Sukienki noszę ostatnio za rzadko,ale mi zimno 😦

        Lubię to

  4. katasza pisze:

    Grudzień jest przyjemniejszy, bardziej świąteczny, chociaż czas wolny mija tak samo błyskawicznie. Mnie zimą przeszkadza, że muszę się dłużej ubierać. 😛 Ale świąteczne dekoracje widziałam już w listopadzie, dwa tygodnie temu szukałam prezentu dla mamy i ta świąteczna atmosfera doskonale do tego nastrajała. 😉
    Jako dziecko lubiłam budować domki i konstrukcje, i przeglądać katalogi z targów budowlanych – chyba naprawdę źle wybrałam… 😛 Z drugiej strony zabawki uprawiały też politykę, nawet rewolucja się zdarzyła, więc może to i lepiej, że się nie spełniło. A w temacie budowania to mnie zadziwia, że na jesień ludzie zabierają się za ocieplanie bloków, przecież niedługo zima będzie… ale w sumie to się nie znam, może można? Już raz mnie zadziwił mój facet od remontu, że lepiej mu się wstawia okna w gorszą pogodę.

    Lubię to

    1. Wiesz,to oczywista oczywistość,że ten miesiąc był tak smutny bo Kanye zaniemógł. No dobra chciałam to ukryć,ale nie mogę, przez jego chorobę może już nie być naszego programu. Jestem w rozpaczy….:(

      Lubię to

    1. Zawsze powtarzałam, że nie da się z kimś mieszkać i nie kłócić ;p Ale jeśli wszystko Wam się we dwie fajnie układa to się cieszę ;p Chociaż najlepszym tego przykładem jest ta wspólna ściana i dwie różne rzeczy w dwóch różnych gustach obok siebie 😀

      Lubię to

      1. Małżeństwa też się kłócą, dzieci z rodzicami, rodzice ze swoimi rodzicami, kolej rzeczy, wspólne mieszkanie generalnie generuje konflikty. Choć ja często zaciskam zęby i mówię sobie, że nie jest źle. W końcu są ludzie, którzy marzą by z kimś dzielić pokój, bo nie mają dachu nad głową.
        W kwestii plakatu się dogadałyśmy, koło zegara zawiśnie co innego, a Bowie na innej ścianie, solo:)

        Lubię to

      2. Dokładnie, totalnie psychodela 🙂
        Wracając do książki, to mam na półce Enklawę, jutro powinnam ją zacząć czytać. Jeszcze nie miałam styczności z tym autorem, więc na recenzję z 3 dni musisz poczekać 🙂

        Lubię to

  5. Ja lubię listopad, bo w listopadzie przyszła na świat moja Gaja. Ogólnie jednak udzielił mi się listopadowy nastrój, tak jakoś melancholia mnie wzięła i nie chce ustąpić.

    Lubię to

  6. Ja też z ulgą przyjęłam nadejście grudnia. To zawsze był jeden z moich ulubionych miesięcy, za to listopada nienawidziłam, a od tego roku nienawidzić go będę jeszcze bardziej.
    Dobrze, że przynajmniej wieczorami miałaś czas się zrelaksować. 🙂

    Lubię to

  7. I witam się po krótkiej przerwie 🙂
    Cóż, i ja się cieszę, że minął listopad. W ogóle, co roku jakaś taka ulga nachodzi z pierwszym grudnia. Jakoś tak paradoksalnie cieplej, mimo, że za oknem coraz zimniej.
    Trzymaj się :*

    Lubię to

  8. Norrie pisze:

    Nie powinnam narzekać, bo przez 3 tygodnie listopada miałam urlop. Byłam tak zabiegana, nie miałam chwili na odpoczynek. Ale cieszę się, że już grudzień, zaraz nowy rok i mimo że nie przywiązuję dużej wagi do „nowych początków”, to cieszę się, że ten 2016 się kończy, bo w gruncie rzeczy – to nie był dla mnie dobry rok.

    Lubię to

    1. Ja chyba będę go pozytywnie wspominać, bo spełniłam parę marzeń, ale ostatnie tygodnie były naprawdę ciężkie i cieszę się,że miesiąc się po prostu skończył 🙂 I czekam na Nowy Rok:)

      Lubię to

  9. Zbych pisze:

    Ja stanowczo bardziej wole rozpakowywanie – trwa to u mnie niestety dwa razy dłużej niż pakowanie bo teraz zastanawiam się czy daną rzecz naprawdę potrzebuje czy może oddać ją już do utylizacji lub „puścić w świat”. Nie dziw się masowej ciekawości w temacie kuchni. Tak nakręciłaś atmosferę remontową, iż zapewne co drugi czytelnik przebierał nogami w oczekiwaniu, kiedy w końcu będą foty obrazujące efekt końcowy 🙂
    Z innej beczki: polecasz tego Løgmansbø ? Lubie klimatyczne skandynawskie kryminały ale boje się zaliczyć „skuchę”. Od jakiegoś czasu mamy nad Wisłą modę (a w zasadzie lekki szał) na tamtejszych pisarzy (a przez to bogata karuzela nazwisk), iż mam wrażenie że wydawane jest stamtąd wszystko jak leci… czy wybitne, czy gnioty – nikt nie analizuje byleby wykorzystać koniunkturę.
    PS: W przedświąteczny czasie zawsze melduje się w Biedronce gdzie raz na rok (niestety) wypuszczają paczkowane super ciastka = świąteczne choinki z ciasta francuskiego bogato ocukrzone z obtoczone wielką ilością cynamonu. W tym roku kupiłem 8 pudeł… a co tam.. nigdzie indziej ich nie ma to zapas musi być 🙂

    Lubię to

    1. A wiesz,że dziś w Biedronce specjalnie szukałam tych ciastek,ale nie znalazłam, gdzie one leżą i jak wyglądają? Szczerze mówiąc w ogóle ich nie kojarzę, a na ciasto francuskie łasa jestem 🙂
      Rozpakowywanie jest dużo lepsze niż pakowanie, zdecydowanie:)

      Lubię to

      1. Zbych pisze:

        W mojej Biedronce leżą w alejce z ciastkami i czekoladami, na samym dole, przy podłodze (ale to co roku się zmienia). Co do wyglądu to pozwoliłem sobie wysłać ci foto na maila – żeby nie było żadnych wątpliwości 🙂

        Lubię to

      2. znalazłam dziś, poszłam przed pracą i ciastka były. Paczka jedna, pod kasą leżała. Pani mówiła,że więcej nie mają. Wzięłam na spróbowanie:)

        Lubię to

      3. Zbych pisze:

        Cieszę się że udało CI się je zdobyć – to jest w tym najgorsze że expresowo się rozchodzą, dlatego ja zawsze robię zapas. A ta samotna paczka leżała pod kasą bo może już była dla kogoś odłożona i go ubiegłaś 🙂

        Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s