Pozytywne myśli

c6849bf08cab519a44177e9047c7acd9

Asia zaprosiła mnie do tej cudownej akcji, dzielenia się pozytywnymi myślami. A ja nie mogłam nie skorzystać, przejść obok niej obojętnie. Bo sam akt pisania, przypominania sobie tych myśli, konstruowania wpisu niesamowicie poprawia nastrój. I dodaje pozytywnej energii. A mi tej zaczyna brakować. Wiadomo, coraz bliżej dnia zero, i coraz więcej emocji kłębi się w mojej głowie. Więc wyrzucam negatywne myśli i zajmuje się tymi, które wywołują uśmiech na mej twarzy.

22 grudnia 2016, 11.13.

Jak zwykle słucham radia. Tego dnia, o tej porze porządkowałam akurat płyty. Byłam strasznie poirytowana,że moja siostra nie może zapamiętać,że płytę po odsłuchaniu odkładamy na miejsce. Nie byle jakie, w końcu trzeba najpierw wybrać odpowiedni rząd, znaleźć odpowiedni zespół, i umieścić płytę zgodnie z chronologią wydania. Kto chce powiedzieć,że zwariowałam ma swoje 5 minut. Tak, jestem pedantką do n-tej potęgi. Więc kiedy ściereczką ścierałam niewidoczny kurz z płyt, usłyszałam w radiowej Trójce coś co zdecydowanie przyciągnęło moją uwagę. Coś co wywołało wielki uśmiech na mej buzi. Coś co uniosło mnie pod sam sufit. Spokojnie, dalej trzymałam ściereczkę i pedantycznie ścierałam kurz. Co takiego usłyszałam? Swoje imię, swoje nazwisko i mój przepis na wileńskie śleżyki. Pani Kasia Pruchnicka, która prowadzi kulinarny kącik w Trójce, orzekła, przed całym słuchającym narodem, że moje śleżyki są urocze. Dokładnie, tak, urocze. Czy może być coś cenniejszego dla osoby, która kocha gotować w wolnym czasie? Takie publiczne wyróżnienie sprawiło,że moje świąteczne wypieki wyszły rewelacyjnie. Zaraz po emisji dostałam telefon od taty, że czemu mu nic nie mówiłam,że mam być w radio. Przecież nie wiedziałam,że będę, to nie mogłam ogłosić-narodzie słuchaj. Swój przepis wysłałam raczej jako ciekawostkę, w życiu bym nie liczyła na to,że z imienia i nazwiska stanę się bohaterką świątecznego odcinka. Zresztą okazało się,że programu słuchało więcej osób. Jedna z klientek zadzwoniła nawet do mojego taty, jadąc autem słuchała audycji i zaciekawiła się okropnie tym, że w naszym domu na Wigilię jemy śledziki,maczane w słodkim,makowym mleczku. Była zainteresowana skąd pomysł by podawać śledzie na deser i czy to w ogóle da się przełknąć? Posiadanie niepolskiego nazwiska ma jednak jeden wielki plus-przy masie minusów-kiedy słyszysz je w radio,jesteś pewien,że chodzi właśnie o ciebie. Mój tata bardzo się wzruszył. Babcia dziękowała za propagowanie tradycji, miała łezkę w oku słysząc audycję, ponoć prabacie, Lola i Mila są ze mnie dumne. A ja im dziękuję, za ten niezwykły przepis. I krótką chwilę wielkiej radości drobnej Lenki.

5 lipca 2009 rok

Jest gdzieś tak 21.45. Jestem ja, moja siostra, mocno nieletni brat, którego pilnuję jak brylantowej błyskotki i moja przyjaciółka. Jemy zimne frytki. Siedzimy na karimatach, mamy błysk w oku i żar w sercu. Wielki żar, prawie jak ten płynący z nieba, chociaż godzina już prawie nocna. Zresztą nie wykluczam,że było mi gorąco z emocji. Moje pierwsze wielkie muzyczne wydarzenie, wielka gwiazda, a dla której zrobiłabym wtedy wszystko. I stałam tam pod tą scenę otoczona bardzo bliskimi mi ludźmi i czułam,że jestem we właściwym miejscu, o właściwym czasie. Że tak właśnie miało być. Odliczałam sekundy, ostatnie sekundy do pierwszych taktów. I zobaczyłam moje wielkie Gwiazdy. Spełniłam swoje marzenie. Do tego spełniłam je otoczona ludźmi, których kocham. Na scenie grali pewni bracia, śpiewałam z nimi przebój, którego na parę lat miałam serdecznie dość. Ale dziś gdy słyszę ten zespół, tę piosenkę, w środku czuję przyjemne ciepełko. Tak, to zdecydowanie miłe wspomnienie.

25 grudnia 2016 rok

Jestem w domu mojego chrzestnego. Razem z kuzynkami szykujemy herbatę i plotkujemy. W 3 kwadranse staramy się streścić sobie wydarzenia z ostatniego roku. Jesteśmy w tym gronie  pierwszy raz od  bardzo,bardzo dawna. Cieszymy się tą chwilą. Czy można kogoś lubić za bardzo? Ja chyba za bardzo lubię moje kuzynki. Wiem,że ta kuchenna długo się nie powtórzy,ale ta chwila, moment, to parzenie herbaty z malinowym sokiem, dało mi wiele pozytywnych emocji. Czasem wystarczy moment z odpowiednią osobą, w odpowiednim czasie i wszystko wygląda lepiej.

Początek grudnia 2008 roku.

Rzecz działa się na uczelnianym korytarzu, dokładnie na parapecie. Jako rekwizyty widać dwie torby, i dwie paskudnie słodkie bajaderki. Siedzę z moją przyjaciółką. Rok temu zaczęłyśmy razem studia, nie polubiłyśmy się od razu, dopiero w lutym stałyśmy się wielkimi przyjaciółkami. Papużki nierozłączki. Siedzimy i czekamy na zajęcia z przystojnym Panem M. Podchodzi do nas koleżanka, luźna rozmowa, pojawia się temat zaręczyn i ślubu za dwa lata. Koleżanka zadaje pytanie- a kto będzie świadkiem? Wtedy moja przyjaciółka bez cienia wahania mówi- no jak to kto? Madzia. No ok, nie znoszę jak się mówi do mnie Madzia,ale wtedy mi to nie przeszkadzało. To był cudowny moment, potwierdzenie wielkiej przyjaźni. Wyszło to tak naturalnie, spontanicznie, zwyczajnie. Jak cała nasza znajomość. Poczułam się wtedy naprawdę wspaniale. Do dziś pamiętam te emocje, ten uśmiech na twarzy i poczucie,że jestem dla kogoś tak ważna by podarować mi taką ważną rolę w swoim pięknym dniu.

15 sierpnia 2016 rok

Jest 8.20 rano. Wcześnie, prawda? Słoneczny  i ciepły dzień. Wolny poniedziałek, świąteczny. Jestem w Krakowie, siedzę w knajpce. Jest moja siostra, i mój tata. Reszta śpi. Jem amerykańskie placki z boczkiem i syropem klonowym. Cisza, i spokój. Miasto dopiero się budzi. Jest normalnie, jest zwyczajnie,ale pięknie. Śmiejemy się, dzielimy porcją ze swojego talerza, cieszymy swoją obecnością. Jest dokładnie tak, jakbym chciała by było przez cały rok.

I Wam tego życzę. By było normalnie. By każdy dzień, nawet ten męczący wtorek, kiedy pada i wieje, kiedy skończyła się kawa, w szafce nie ma nic słodkiego, a pies domaga się spaceru, by tego dnia móc powiedzieć sobie-lubię tę normalność., tę codzienność. lubię moje życie.

Zdrowia Wam życzę. Bieda w końcu sama przyjdzie, a jak ma się zdrowie po swojej stronie, to ta bieda jakoś tak mniej straszy.

Spokoju i uśmiechu. Często na przekór, ale jednak.

I  życzę Wam by za rok znów narzekać,że nie ma z kimś iść na sylwestrową zabawę albo się radować bo jest z kim. Toczyć dyskusje co wybrać, czarną mini, czy złotą maksi? Jaki wybrać makijaż,modny turkus,czy dyskretny beż? Żałować,że rok się kończy albo z nadzieją snuć plany na następne tygodnie i dni. Podejmować dziesiątki postanowień i ich dotrzymywać, albo i nie. Po prostu być.

dc4351bd91692e61d166bdbdef94a067

   Ścieżka dźwiękowa  – Arctic Monkeys : Crying Lightning

 

Święta, święta i znów po.

Nie będę nadmiernie oryginalna jeżeli powiem,że po raz kolejny Święta minęły zdecydowanie zbyt szybko. Tak o trzy dnia za szybko. Jak zwykle było za dużo jedzenia, za dużo przygotowań, za mało czasu by wszystkim się nacieszyć. Owszem, świąteczna atmosfera będzie jeszcze unosić się w powietrzu i przypominać te magiczne chwile.

Wigilia zaczęła się jak zwykle-zamieszana. Każdy pędził, każdy się złościł na każdego. Każdy zaczynał być zmęczony i poirytowany. Czy można wpisać nasze wigilijne zamieszanie na listę produktów tradycyjnie towarzyszących Świętom? Pewnie tak. Ale im bliżej godziny zero tym panował większy spokój. Chyba na przekór kiszkom,które grały nam wszystkim niezłego marsza. Niespodziewanie wpadła babcia. Nie została co prawda na całą Wigilię, ale przyszła z opłatkiem i prezentami. Nie mogła też odczepić się od mojej piernikowej krajanki. W pewnym momencie musiałam po prostu zamknąć słój bo zjadłaby chyba wszystko,a  przecież była przed kolacją. Ach ta babcia.

Na właściwą Wigilię poczekaliśmy jednak  nieco. Wszystko przez mamy siostrę, która się spóźniała. Ale dotarła i zachwyciła ją nasza choinka. Dość szybko okazało się,że zachwyciło ją to,że choinka jest dziwnie pochylona w jedną stronę. Ciocia uznała,że to zamierzony efekt. Po krótkich oględzinach okazało się,że nasza choinka postanawia położyć się na stole. W niemal ostatniej chwili postawiona ją do pionu. Krótka zmiana dekoracji i przestała  straszyć upadkiem. A byłoby szkoda,bo choinka wyglądała pięknie. W moim odczuciu oczywiście, a to odczucie jest szalenie subiektywne, bo sama ją stroiłam. Po bardzo udanej kolacji, przyszedł czas na bardzo udane prezenty. W tym roku zdecydowanie rządziły książki. Moje okazały się trafione w 10. A ponoć nie było łatwo odgadnąć jakiej książki Pamuka jeszcze nie przeczytałam. Jak dobrze,że jest Lubimy Czytać. Czy może być piękniejszy wieczór w ciągu roku,niż ten wigilijny? Chyba nie.

Drugi dzień świętowania. Całkowicie nieplanowy. Tłoczny, gwarny, nieco mroźny. Ale jak uroczy. Zwiedzanie szopek. Tradycyjnie, ciągle mnie to cieszy. Chociaż szopki są dokładnie takie same jak rok temu. Widać się starzeję. Tradycyjny spacer po spokojnej Starówce, jakże pustej i jakże uroczej. A potem zupełnie nieplanowane spotkanie rodzinne. To istny świąteczny cud,że moje dwie kuzynki, które na co dzień mieszkają w różnych częściach świata spotkać mogłam jednocześnie. Ogrzani herbatą, poznaliśmy narzeczonego mojej kuzynki. Carlos zaskoczył mnie świetną znajomością polskiego i mojego imienia, które z hiszpańskim akcentem brzmi tak pięknie,że chyba je polubię. No dobra, gdyby Carlos miał brata złamałabym swoje panieńskie śluby. Ale to jedynak. Świąteczny obiad o 21? Deserowy piernik o 23.15? Nie ma problemu, tak to u nas wyglądało.

Poniedziałek to dzień totalnej swobody i luźnego świętowania. Samotny spacer w mżawce. Dużo przeczytanych książek, kolejny raz obejrzałam To właśnie miłość i kolejny raz płakałam ze wzruszenia w wiadomym momencie. Głupia Keira, no głupia. Dzień szwedzkiego stołu, leniwego podjadania i grania w Czarne Historie. Nieskromnie powiem,że mój prezent dla mego brata okazał się prawdziwym hitem. Tę grę polecam każdemu. Nie tylko od święta. W te zaś święta o mało się udało. Udało się uciec od pytań o stan cywilny. Wczoraj, gdzieś tak koło 21 zadzwonił wuj z Litwy do ojca. Składał spóźnione świąteczne życzenia i gratulował zamążpójścia córki. Tata ze smutkiem przyznał,że to córka jego brata wyszła za mąż. Niestety jego córki planów małżeńskich nie posiadają. Ale wiecie co? Wrażenia to na mnie już nie zrobiło. W końcu. Nawet się uśmiechnęłam.

A dziś wracamy do rzeczywistości. Witaj praco.

Ścieżka dźwiękowa-    Pulp- I spy

 

Świąteczne Życzenia

Odrobiny ciepła dzięki ludzkiej
życzliwości, odrobiny światła w
mroku dzięki szczeremu
uśmiechowi, radości w smutku
dzięki ludzkiej miłości i nadziei
na lepsze jutro w chwilach
niepokoju

Niech będzie pięknie. Każdemu inaczej. Rodzinnie, albo samotnie. W spokoju, albo w gwarze. Wegańsko, albo bez liczenia kalorii. Po naszemu. Po swojemu. Magicznie.

 

f4c20f890ba8b91d3f588761abe7338a

Ścieżka dźwiękowa- Placebo You Don’t Care About Us

Mój sposób na Święta

Wyjątkowo się cieszę,że moment Święta. Bo te wszystkie proste prace kuchenne i sprzątające zajmują czas i głupich myśli jakby mniej. Mycie kuchennych szafek, układanie wszystkiego na nowo, pakowanie prezentów. Ostatnie zakupy, dają mi dużą ulgę.

Parę lat temu Święta były po prostu przerwą. Od szkoły, od studiów. Musiało minąć parę lat bym na nowo je doceniła. To był dziwny czas. Takie kiedy człowiek wchodzi w wiek, kiedy choinka nie wywołuje takich emocji,jak wtedy gdy miało się 8 lat. Ani ten wiek, kiedy człowiek docenia fakt, że kolejne święta spędza się w tym samym gronie. Ba, ta powtarzalność mi ciążyła. Co roku to samo. Choinka w tym samym miejscu, kolacja o tej samej porze, te same twarze przy stole, te same żarty i ten sam scenariusz wieczoru i następnym dwóch dni.

Zmieniło mi się w głowie wszystko. W tej powtarzalności odnalazłam prawdziwe piękno i radość. Wiem,że wszyscy się pokłócą przy karpiu. Bo skoro jest na stole to jeść go trzeba, a nikt nie chce. Będzie walka o resztki z miski po tuńczykowej sałatce, którą i tak wygra mój brat. Będzie wspólne smażenie uszek i dobre rady taty, które zamiast pomagać irytują. Będzie dekorowanie choinki i fałszowanie przy świątecznym karaoke kolęd. Będzie wieczorne zamieszanie, bo wszyscy głodni, tak głodni,że wyjadają groszek z galarety rybnej, ale mama wciąż niegotowa. Będę ja w roli Mikołajki. Będę rozdawać prezenty i na pewno, jak zwykle będę sypać głupimi żartami. Będzie narzekanie,że wszystkiego jest za dużo. W pierwszy dzień pojedziemy oglądać szopki. Co roku dokładnie te same. Dokładnie tak samo wrócimy głodni i zmarznięci.

Będzie też wielka radość. Bo jesteśmy wszyscy. Ciążyło mi kiedyś,że my wciąż w tym samym gronie. Że innych rodziny są większe, że jest gwarniej, że dzieciaki wnoszą w świąteczny czas masę radości, a u nas dostojnie, poważnie. Ale odkryłam,że to jest piękne. Nie muszę sobie w duchu obiecywać,że za rok „powiększę ” rodzinę o kawalera z życzeń babci. Że za jakiś czas będzie nas więcej. Że będzie fajniej. Głośniej, bardziej brudno, że będzie brakowało krzeseł. U nas jest naprawdę fajnie. Atmosferę tworzymy sami. I wiem,że w naszym małym gronie jest to co najważniejsze w te dni. Wiele, wiele miłości i rodzinnego ciepła.

Pierniki gotowe. Duży piernik już w piecu. Będzie domowy chleb,pieczony na kamieniu. Przede mną pakowanie prezentów. Czy tylko ja zupełnie nie potrafię tego zrobić? Czy tylko ja kolejny raz zapomniałam,że brak mi talentu i zamiast torebek kolejny raz kupiłam zwoje papieru, wstążek, kokardek i naklejek, licząc na to,że obudzę w sobie ducha wielkiej artystki? A potem płaczę patrząc na dzieło swoich dwóch lewych rąk? Przyda mi się dziś i jutro wieczorem aromatyczna i długa kąpiel. Muszę kupić płyn do kąpieli o świątecznym zapachu . To będzie mój prezent dla samej siebie na te ostatnie męczące godziny.

Oczywiście pamiętam o tym co najważniejsze w te Święta. Kolejny raz udało mi się przypadkiem trafić u spowiedzi na szalenie mądrego księdza. Takich dziś ze świecą szukać,ale ja mam dziwne szczęście.

Nie składam jeszcze życzeń. One będą. Nieco później.

0233e72e0c30f71cc69f50e523106109

Ścieżka dźwiękowa- Lady Punk-Zostawcie Titanica 

Migawki

Na przekór. Taki był ten weekend. Na przekór złym myślom. Było kupowanie choinki. Co prawda jechaliśmy po nią dwa razy, nie wnikam w szczegóły,ale po drobnych perypetiach choinka dumnie pręży się na balkonie. Żywa jodła. Śliczna. Upiekłam pierniki. W tym roku połączyłam te kruche z tymi miękkimi. Jak zadowalać wszystkich, to wszystkich.

W niedzielę zakupy. 2,5 godziny latania po mielony mak. Nikt nie rozumie,że mielony mak to mielony mak. Nie masa makowa. Ale dałam radę. Mam mak. Coroczne zakupy z moim tatą dostarczają mi masę powodów do uśmiechu. Chyba tylko nasza dwójka potrafi doprowadzić panie kasjerki do płaczu. Ze śmiechu oczywiście. Po trzygodzinnym pieczeniu śleżyków udałam się do centrum na jarmark. Tym razem było nieco zimniej, i zdecydowanie tłoczniej. Ale nie mniej uroczo. Było pięknie, a gwar podkreślał magiczny nastrój. W uliczce artystów z Akademii Sztuk Pięknych znalazłam swój prezent pod choinkę. Zgodnie ze słowami mojej mamy, która poleciła mi wybrać coś czego na co dzień sobie nie kupię, wybrałam. Zgodnie ze słowami mamy miało to być po prostu piękne, a wyjątkowo niepraktyczne. Więc jest. Bardzo niepraktycznie, ale za to pięknie. Muszę poćwiczyć zaskoczenie. Zdecydowanie muszę poćwiczyć-o jejku, to naprawdę dla mnie?

Zimowa herbata z masą goździków, i w drogę. W tym roku naszą perełkę, czyli Park Oliwski zdobi pół miliona światełek. Park zamienił się w bajkową krainę, która zapiera dech . Nie tylko dzieci chodzą z rozdziawioną buzią. Nie tylko.

Zdecydowanie się starzeję. Im więcej kiczu, im bardziej się coś świeci, tym bardziej się tym cieszę.

Ścieżka dźwiękowa- Maja Kleszcz- Rebeka

Próba sił

Kto ma siostrę ten zrozumie, od miłości do nienawiści jest bardzo bliska droga.Szczególnie jeżeli z siostrą dzieli ciebie równe 12 miesięcy i nie zna się życia bez niej.

Nie dało się nas wziąć za bliźniaczki, ja zawsze byłam dwa razy mniejsza, ta cicha, ta nieśmiała, ta spokojniutka, rozważna, zachowawcza. Zawsze byłam w cieniu siostry. Jak mi to przeszkadzało…..

Ciężko być z sobą non stop blisko, kiedy ma się dwa tak odmienne charaktery. Jej bałagan nie tyle nie przeszkadza, co ona go lubi. Chaos to jej przyjaciel. Ja kocham porządek, i niczym Monika z Przyjaciół odkurzałabym odkurzacz. Moja siostra całą sobą tworzy chaos. Złości się gdy sprzątam. Ja się złoszczę gdy ona nie sprząta. Wiele rzeczy nas różni, wiele złości, irytuje, czasami wręcz odrzuca od siebie. Mamy swoje gorsze chwile. Bywało,że biłyśmy się niczym zawodowe zawodniczki MMA. Było ostro, a parę pęków włosów zostało w ręce przegranej. Nie każdy dzień był przykładem książkowej miłości siostry do siostry. Zdecydowanie nie. Ja woda, ona ogień. Ja powietrze, ona ziemia. Ale od miłości do nienawiści droga bardzo krótka. Pięć minut po tym jak się „mordowałyśmy” dzielnie ręka w ręka układałyśmy puzzle, albo bawiłyśmy się Barbie.  Chociaż mogłyśmy się nienawidzić to zawsze, w każdej trudnej sytuacji stałyśmy za sobą murem. I to był mur nie do rozbicia.

Teraz musimy stanąć razem.

Mówiłam,że fajnie,że zaraz Nowy Rok,że to będzie fajny rok. Odwołuję to. Całkowicie to odwołuję.

Nie wiem czy chcę konfrontować się z Nowym Rokiem. Po prostu się go boję. Wiem,że nie będzie taki jakim go chciałam zaplanować. Wiem,wiem, nie można zaplanować nic, choćby o sekundę naprzód. Ale liczyłam,że dobry los ześle mi choć odrobinkę -pozytywnych wiadomości. Pozwoli odetchnąć, nie denerwować na zapas i wejść spokojnym krokiem w Nowy Rok. Ale wiem,że to się nie uda.

2 stycznia. Będzie nerwowo. 3 stycznia. Dzień w którym moje nerwy sięgną zenitu. Potem dwa tygodnie. Czekanie, nerwowość i niepewność.

Do kitu zacznie się ten rok.

Moja siostra. Pisałam już o tym. Jest guz. Jest nowotwór. Będzie operacja. Czekanie na wynik badań. Łagodny, czy złośliwy?

Ponoć to praktycznie nie występuje u tak młodych dziewczyn. Pech. Fatum. Ja się przebadałam. Dwa razy, jest ok. Dwa razy ok. Czemu u mojej siostry nie jest? Czemu jest 5,8 centymetra głupiego nowotworu?

Łagodny, łagodny, łagodny. Powtarzam to jak mantrę i zaklinam rzeczywistość. Może się uda?

 

Ścieżka dźwiękowa- Metallica Whiskey in the Jar

Mija czas, płynie czas

Listopad płynął dostojnie. Zbyt dostojnie. Za to nim się obejrzałam, nim odwróciłam głowę do tyłu minęła 1/3 grudnia. O ile w pracy bywają momenty, że zerkam na zegarek i z przerażeniem stwierdzam fakt, że minął dopiero kwadrans mojej obecności, a ja już zrobiłam tyle jakbym siedziała tutaj cały dzień, ale zasadniczo dni uciekają. Wychodzę ciemno, wracam ciemno. Nie wiem gdzie i kiedy podziewa się cały dzień?

Weekend tak samo, przeminął szybciej niż pstryknięcie palcem. Mam nadzieję,że najbliższe dwa dni miną jednak dość szybko. W piątek o 16 zaczynam swoją świąteczną przerwę. 11 dni bez pracy. No dobrze, bez pracy zawodowej. Tej związanej z gotowaniem i pucowaniem będę mieć po kokardki. Ale przynajmniej odpocznę do klientów, faktur i nękania dłużników. Jestem pewna jednak,że o ile pierwsza połowa miesiąca pędziła niczym Pendolino na dopingu, to czas do wolnego będzie się ciągnął i ciągnął. Jak spaghetii.

Od paru dni okropnie męczyła mnie pogoda. Wysokie temperatury zimą równają się z bólem głowy, osłabieniem i niechęcią do wszystkiego po prostu. W sobotę byłam jedynie w markecie, no ok, w dwóch. W jednym zakupiłam  produkty potrzebne do korzennego ciasta, w tym drugim kupiłam „świąteczny wystrój”. Razem z mamą ustaliłyśmy,że w tym roku rządzić u nas będzie biel na choince. Mama upiera się,że to modny kolor, więc będzie biało. Ciągle trwa dyskusja czy w dużym pokoju stanie żywa jodła, czy ta sztuczna. Optuję za żywą. W oczekiwaniu na decyzję w pokoju postawiłam świerk. Ma z 50 cm centymetrów, ślicznie rośnie sobie w doniczce, a wczoraj doczekał się lampek. W każdym razie w sobotę mój ból głowy nie pozwolił mi na wiele. Byłam pewna, że albo to zwiastun problemów z zatokami,albo nadejdzie gwałtowny atak zimy. Poszłam spać, a raczej poległam w walce ze snem koło 21. Nie wiem czy była 20.30, czy 20.55. Wiem,że dzień z radością zakończyłam nie wiem kiedy.

W niedzielę obudziłam się cała radosna. Na tyle radosna,że o 7 rano powędrowałam na Mszę. Myślałam,że to będzie cudowny dzień. Ale nim dzień dobrze się rozpoczął zaczęło okropnie lać. I tak dzień cały. Snułam się po domu i męczyłam w czterech ścianach. Po prostu czułam jak wzywa mnie świat,a  wstrzymuje deszcz. I w momencie największego ataku deszczu dostałam telefon, od Asi, blogowej znajomej, której na oczy nie dane mi było widzieć. Miałyśmy się już spotkać parę razy,ale jej coś wypadało, albo mi, zaproponowała spontanicznie herbatę. Popatrzyłam na pogodę za oknem, wyobraziłam sobie siebie wychodzącą na deszcz, walczącą z wiatrem i szarością. O nie, nie mogłam się na to zgodzić. Nie mogłam się zgodzić na zostanie w domu oczywiście. Wykorzystałam okazję,że moi rodzice planowali odwiedziny u cioteczki, zabrałam się z nimi do centrum. Asia wybrała wspaniałe miejsce na nasze pierwsze spotkanie, nie przeszkodziło jej moje spóźnienie. W pubie/kawiarni/klubie, po prostu u Józefa K. nawiązała się między nami serdeczna nić porozumienia. Okazało się,że tyle nas łączy. Obie jesteśmy cholernie nieśmiałymi damami bez partnerów. Obie lubimy lipową herbatkę z miodem, mamy te same muzyczne i filmowe gusta, obu nam zaświeciły się oczy gdy usłyszałyśmy piosenkę Depeche Mode w tle. Przekonałam nawet Asię by pojechała na ich koncert. Obie kochamy gry planszowe i nie lubimy sieciowego kina, za to cenimy jogę i kochamy operę. Obie uwielbiamy dzieci, choć swoich nie mamy. I tak nad tą rumiankową herbatką z Depeszami w tle, w tę paskudną niedzielę narodziła się bardzo ciekawa znajomość. Obie wyraziłyśmy chęć dalszego spotykania się i spędzania razem weekendowych wieczorów. Ha, w końcu trafiła mi się herbata z ciągiem dalszym 🙂 Jako,że nie miałam dość herbaty udałam się na świąteczny jarmark. Herbatki na Święta o nazwach Worek Mikołaja i Tajemnica grudniowego wieczoru zostały zakupione i czekają na swoją porę. Nie mogłam też nie skusić się na stempelki do ciastek. Marzył mi się jeszcze wytłaczany wałek. Ten w gdańskie kamieniczki. Uznałam,że wspaniałe byłoby zrobić Starówkę z ciasteczek. Ale cena za sztukę mnie onieśmieliła. Trudno, może Mikołaj znajdzie drogę na to stoisko? Poza stoiskiem z wałkami i drewnianymi stempelkami nasz jarmark,choć mały, ma w sobie ogrom uroku. Pamiętam czasy gdy za jarmark robił piwny namiot z grillem. Teraz kuszą nas piękne dekoracje, grzane wino, i drewniane domki z tradycyjnymi produktami. Taki wieczór nie mógł być nieudany.

Ścieżka dźwiękowa- Mando Diao-Dance with Somebody