Ja razy dziesięć

Kiedy ktoś mnie o coś prosi staram się wykonać prośbę. A jeżeli prosi Agatka, to nie ma wymówek. Działam. Teraz przedstawię 10 faktów o mnie. Z założenia nieznanych.

Gazetki. Gazetki. I znów gazetki.

Tak, czytam chyba wszystkie reklamowe gazetki jakie dostarczają mi do domu. Ba, ja zapisuję promocje w notesiku. I potrafię z nich skorzystać. Jestem oszczędna w kwestii moich pieniędzy. Oj bardzo oszczędna. A poza tym ja naprawdę lubię przeglądać te gazetki. Te nowości, te morze produktów, które mogę kupić, które mogą odmienić mój obiad. Tak, jestem dziwakiem.

Odpływam….

99 % moich seansów filmowych kończy się tak. Dokładnie na 5 minut przed końcem zasypiam. Oczywiście mówimy tutaj o filmach, które zaczynam oglądać po 20.30. Nieważne ile trwa film, 80 minut, czy 3 godziny. Nigdy nie widzę końcówki. Budzę się za to po 30 minutach i włączam film by obejrzeć koniec. Przy czym zasypiam na ostatnie 2 minuty. Jest masa filmów gdzie końcówka wciąż czeka na moje „widzenie”. Myślę,że u mnie to rodzinne. Mój tata zawsze zasypia w 11 minucie meczu.

Białe zło.

Żywię niesamowitą wręcz niechęć do śmietany. Czy tej bitej słodkiej, czy tej zwykłej, kwaśnej. Przy czym  nie znoszę jej w postaci surowej. Nie zjem tortu z bitą śmietaną, nawet jeżeli sama ją szykuję,nie zjem zupy ze śmietaną, placków, pierogów czy naleśników. Zjem jeżeli nie widzę śmietany, np robię ciasto czy sernik. Wtedy po upieczeniu mi nie przeszkadza białe zło. Jedyne białe zło, które zjem na biało, to ryż ze śmietaną i cynamonem. Bida danie, nie wiem skąd się wzięło,ale jako dziecko często prosiłam mamę by mi je robiła. Potem w akcie buntu na śmietanę próbowałam z jogurtem,ale to nie to. Jak śmietana to tylko z ryżem i cynamonem.

Proszę pani…..

W szkolnych i studenckich czasach z własnej,nieprzymuszonej woli na lekcjach nie odezwałam się ani razu. Mogłam znać odpowiedź, wiedziałam,że mogę zabłysnąć, ale nie. Twardo zaciskałam okna a ręce ciągnęła mi ogromna siła ku podłodze. Czasami mój fajny kolega głośno mówił,że ja na pewno znam odpowiedź. Bo jak się mnie zapytano to rzeczywiście okazywało się,że odpowiedzi znam. Ale sama z siebie? Byłam tak nieśmiała,że samo wyobrażenie bym mogła na forum klasy zabrać głos powodowało u mnie wzrost ciśnienia  i zimne poty.

Jeszcze jedno….

Jeszcze jedno opakowanie herbaty. Jestem beznadziejną herbaciarą. W szafce mam, uwaga uwaga, 38 opakowań. Wszystkie otwarte. Żadna herbata się nie powtarza. To nawet zabawne,ale będąc w sklepie zawsze wiem jakiej herbaty mi trzeba, a jaką już mam. Najciekawsze w tym wszystkim jest to,że jak jakaś herbata mi posmakuje to od razu konsumuję ją do końca. To znaczy piję ją aż wykończę opakowanie. Następnie kupuję kolejną herbatę, bo równowaga w naturze musi być.

W szafce…

W szafce drodzy Państwo mam ogromne zapasy słodyczy. Tak, tak. Jeżeli będzie jakaś katastrofa to chcielibyście znaleźć się obok mnie. Moja szafa potrafiłaby wyżywić 5 osobową rodzinę przez pół miesiąca. Mam tam kaszki, orzeszki, paluszki, czekolady, ciastka zbożowe, bombonierki, a nawet Mikołaje. Nie, nie kupiłam ich w opcji first minute. To te z zeszłego roku.

Lubię….

Żaby, ślimaki, pająki, myszy. Nie odczuwam lęku przed tym co innych napawa lękiem. Moja siostra widząc malutkiego pajączka dostaje prawdziwego ataku paniki. Moja przyjaciółka hodowała pająki i myszy. A jako,że mieszkała piętro wyżej często u niej bywałam. I z czasem polubiłam to co ona tam sobie hodowała. Owszem,miała też szczury. Ich się brzydzę akurat. Ale żabki kocham. Tak jak ślimaki. Mieszkając na wsi każdego dnia podejmowałam się akcji ratowania ślimaków, które opuszczały okoliczne pola i próbowały wejść na ulicę. Gdyby ślimaki mogły dawać ordery pewnie dostałabym  od nich wielki medal. W kształcie pierogów.

Ale gdzie?…

Ale gdzie mam teraz wysiąść? Tak, jestem mistrzynią w myleniu autobusów. Ba, codziennie zimową i jesienną porą rano podjeżdżam jeden przystanek, dzięki czemu skracam sobie drogę do pracy o 15 minut. Problemem dla mnie jest to,że 2 razy w tygodniu „niechcący” wsiądę do innego autobusu,ale nie zaznaczę od początku w busiku,że wysiadam na tym i na tym przystanku. Przez to podróżuję sobie  z przeszkodami. W piątek zapomniałam zgłosić chęć zatrzymania się na przystanku przy kwiaciarni. W efekcie pan wiózł mnie najpierw po całym wielkim osiedlu domków jednorodzinnych przez 10 minut, a następnie wysadził na ostatnim przystanku 1,5 kilometra od pracy. Nie ma to jak poranny spacer w deszczu. Vivat moja orientacja. W terenie.

Więcej i więcej

Pisała o tym już Agata. Ja mam dokładnie tak samo. Nie potrafię oglądać filmu i ….. robić tylko to. Póki nie zasnę-patrz punkt pierwszy, czytam, koloruję, wertuję przepisy, próbuje pomalować paznokcie. Nie potrafię po prostu usiąść/posiedzieć i oglądać. Mnie to okropnie nudzi. Naprawdę. Ja muszę ciągle coś robić. Oglądanie filmu wydaje mi się marnowaniem mojej wspaniałej podzielności uwagi. Tak, posiadam ją. Często przeklinam, oj jak ja to przeklinam. Ale tak to już jest z typowym zodiakalnym bliźniakiem. Mam wrażenie,że moje aktywności muszę mnożyć przez dwa. Inaczej jestem nieswoja,nieco chora, rozdrażniona, wkurzona…

I na koniec….

Nie znacie tego faktu, pierwszy raz w życiu mam świąteczne prezenty dla rodziny zakupione już w listopadzie. Jestem w niemałym szoku. Całą akcję zapoczątkowało wygranie książki o tematyce nieco historycznej. Uznałam,że ta książka idealnie będzie pasować do mego tatki, ale zamiast dać mu ją od razu,postanowiłam dać mu ją pod choinkę. A żeby książka nie była samotna,od razu zabrałam się za kompletowanie reszty prezentów. Więc brat dostanie grę-w którą mam nadzieję będziemy grać w świąteczne wieczory, siostra śliczne kolczyki-co prawda ciągle gada coś o potrzebie znalezienia pod choinką gramofonu,ale póki dzielimy pokój nie widzę miejsca na ten sprzęt, więc wybacz. Mama dostanie wyjątkowy krem dostosowany do potrzeb jej skóry. Babcia i ciocia dostaną relaksujące pakiety składające się z wody różanej i kremu do rąk. Muszę jeszcze kupić coś dla małej Zuzi i jej mamy. I dla drugiej przyjaciółki,ale myślę,że im podaruję domowe pierniczki 🙂 A jako,że rodzina dostała swoje prezenty sprawiłam i ja sobie prezenty, kozaki, w końcu je kupiłam. Nie mogłam marudzić, pęknięta podeszwa kazała mi kupić je jak najszybciej. Weszłam więc do sklepu i powiedziałam,że nie wyjdę bez butów. Butów bez dziur. Skusiłam się też na długi kardigan, który wprost mówił do mnie-kup mnie, a jako,że kosztował 20 % ceny wyjściowej,żal było go nie brać. W Biedronce zaś kup mnie mówiły do mnie cotton bolls’y, które obecnie wiszą mi nad głową. Tak więc zostałam z pustym kontem i wielkim uśmiechem na twarzy. Nie wiedzieliście,że uwielbiam robić prezenty? I dostawać oczywiście.

c6e014541bff022d632f9ed5af250119

Ścieżka dźwiękowa- Dave Matthews Band- Satellite

Advertisements

47 uwag do wpisu “Ja razy dziesięć

  1. Z gazetkami mam tak samo! Fajnie nie być dzwiną w pojedynkę 😀
    Z filmami też tak mam… chociaż ja to potrafię zasnąć nawet na początku lub w środku. 2 razy oglądałam Deadpoola i za 1 razem zasnąłam po 10 minutach, a drugim razem po jakichś 20. A butów sobie kupiłam w listopadzie 6 par. Na zaś. Na najbliższe 5 lat.

    Lubię to

  2. Blueberry pisze:

    Ja też lubię te zwierzaki, które potrafią być straszne lub obrzydliwe dla innych. Mam problem tylko z białymi larwami 😉

    Bardzo podobnie mam z filmami 🙂 Mogę oglądać, przy tym prasując albo ćwicząc i jeszcze przeglądając internet. No ciężko mi się skupić tylko na filmie :p Za to w książki wsiąkam całkowicie, tak że często nie docierają do mnie bodźce z zewnątrz. Za to jeśli mnie nudzi to zwyczajnie go nie oglądam, staram się nie zasypiać przy telewizorze – wręcz przeciwnie. Wolę się przed spaniem wyciszyć, oderwać od promieniowania ekranów.

    Co do punktu pierwszego i ostatniego to trochę się ze sobą nie zgrywają 😉 Taka oszczędna, a tu kardigan kupiony, choć sweter z golfem w drodze :p Na pewno jest Ci potrzebny? Bo to, że była promocja 20% nie oznacza, że zaoszczędziłaś 20%, tylko wydałaś 80%. Z resztą taki problem mam też ze wszystkimi gazetkami promocyjnymi – jedyne promocje na jakie się mogę skusić to produktów, które wytrzymają np. rok (mąka, kasze, chemia) i które i tak prędzej czy później kupię. I też nie w ilościach, których nie będę w stanie przechowywać. Zakupy robię z listą, rzadko dokupuję coś „ekstra”, chyba, że faktycznie wyleciało mi z głowy i przyuważę na zakupach.

    Herbat posiadam 5, cztery z nich pijemy na bieżąco i uzupełniamy, ostatnia to czarna, po którą sięgamy rzadko, ale dla gości warto mieć 🙂
    Nie posiadamy też zapasu słodyczy. Często prawie nic nie mamy albo resztki gorzkiej czekolady. Jak coś trzeba to się idzie do sklepu i kupuje, a tak przynajmniej nie kusi. Choć wiem, że jest to niespotykane zachowanie wśród bliskich mi osób – praktycznie wszyscy mają specjalną półkę na słodycze, zawsze pełną 😛

    Ja również lubię robić prezenty 🙂 Większość już mam albo jest w drodze. W zasadzie ostatnie zostały nam do wymyślenia dla rodzinnych dzieciaków (ale tutaj chyba planszówki będą) oraz musimy zamówić tonę herbat liściastych, bo w tym roku takie drobne „pakieciki” to będzie herbata z marcepanem 🙂

    Lubię to

    1. Nie, nie, cena była o 80 % niższa, czyli kosztował 20% ceny wyjściowej 😉 Ja kupuję tylko na promocjach, długi sweter miałam na liście, miałam sobie kupić pod choinkę, bo mój kochany sweter po przeprowadzce musiał iść na śmietnik-pobyt w piwnicy mu nie posłużył i z żalem wyrzuciłam,bo smrodu nie mogłam się pozbyć, a pani pranie chemiczne mi wyceniła dwa razy drożej niż nowy…,więc potrzeba była, a przecena 80 % mnie skusiła. Ja naprawdę kupuję tylko to co potrzebne, bo szukam okazji, i jak mam potrzebę i jest okazja to kupię:)
      Ja mam ten zapas słodyczy prezentowych właśnie, taka specyfika pracy, w grudniu dostaję po 20 czekolad, 10 bombonierek, paczki ciastek, i porem to zbieram. Czasem daję dalej, wiem, wstyd dawać komuś w prezencie czekolady , które się dostało,ale to lepiej chyba niż miałby zepsuć.:)
      Na promocjach szukam głównie tabletek do zmywarki, proszków do prania, rzeczy, które codziennie schodzą-mleko,jogurt. Nie kupujemy na zapas z prostej przyczyny, sama widziałaś kuchnia nie pozwala kupować byleby coś kupić i trzymać w szafkach;)

      Lubię to

      1. Blueberry pisze:

        A, to widzę, że mamy podobne podejście 🙂 Jak słyszę, że ktoś kupuje z gazetkami itd. to mam przed oczami taki amerykański program o zbieraczach kuponów i ich mieszkania zawalone produktami 😀 Znam też ludzi, którzy potrafią wywalić pół lodówki jedzenia, bo kupili akurat na promocji (tylko że 3 razy za dużo, więc się zepsuło).
        O, najgorzej jak taki ulubiony sweter idzie do śmieci. Ja zawsze wtedy żałuję, że nie kupiłam dwóch, ale takie chomikowanie jest trochę sprzeczne z moimi zasadami. Ostatecznie zawsze się jakieś zastępstwo znajdzie.

        Co do zapasów i zbierania bombonierek – mój tato jest nauczycielem, coś o tym wiem 😉 Zawsze rodzice puszczają część w świat, bo też nie chcą, żeby się zepsuło.

        Lubię to

      2. Nie, tak u mnie nie ma 🙂 Wychodzę z założenia,że jeżeli widzę,że w sklepie X w tym tygodniu jest tańsze mleko,to kupię je tam, a za tydzień w innym 😉 Ale nie kupuję zapasów, bo i miejsca brak, i pieniędzy szkoda by mi było. Oglądam czasem ten program o kupomaniakach, jejku, oni mają w piwnicy jedzenie jak dla pułku wojska i ciągle powiększają zapasy…
        Jak Ci pisałam kocham takie długie swetry i ten siostra z Niemiec mi przywiozła, boski, ciepły, idealny do pracy, bo jak wchodzą klienci to mi zimno wchodzi 😉 Ale lipa, zostawiłam go w piwnicy i wilgocią cuchnie….:(
        U nas tata dostaje alkohole, a mi dają czekoladki za odbieranie telefonów,ale za dużo tego jest 🙂

        Lubię to

  3. katasza pisze:

    Myślałam, że moje nieskupianie się na filmach nie jest aż takie powszechne – w kinie nie ma problemu, ale w domu lubię robić coś innego, a jak jest za długo, to nie oglądam do końca. Ale za to nie zdarzyło mi się zasnąć w trakcie.
    Boję się lub brzydzę większości owadów, a szczególnie takich glistowatych (brrr), ale pająki to wręcz szanuję, bo zabijają to, czego ja nie lubię. 🙂 Za myszami nie przepadam, bo niemiło pachną i nie patrzą, gdzie sikają, ale szczury muszę zareklamować: towarzyskie, w miarę mądre, czyste, poręczne, niedużo jedzą – same zalety. 🙂 Przyglądałaś się kiedyś, jakie one mają słodkie łapki, takie malutkie, kruche paluszki? I tak słodko zaciskają je w piąstki, jak śpią. Zawsze mam ochotę wziąć takiego na ręce i zrobić atititititi. 😀 Ale żaby czy ślimaka raczej do ręki nie wezmę.
    Ja to aż się dziwię, że w szkole nie miałam problemu z wypowiedziami, do końca gimnazjum nawet potrafiłam bez problemu prowadzić jakąś dłuższą prezentację czy brać udział w dyskusjach. W liceum za to kiedyś na polskim z własnej inicjatywy powiedziałam coś mądrego, nauczycielka chciała, żebym to powtórzyła wolniej, żeby wszyscy sobie mogli zanotować, a ja się w tamtym momencie zablokowałam i nie mogłam. 😀
    Zapas słodyczy musi być, u mnie mikołajów nie ma, ale są zeszłoroczne pierniczki, które z czasem zyskały jeszcze więcej na smaku. 🙂
    Za to niechęć do śmietany mnie zadziwia – ale sama mam podobnie np. z boczkiem, więc powinnam rozumieć.
    Fajnie już mieć prezenty z głowy, a nie dopiero szukać. 🙂

    Lubię to

    1. Szczury jednak mnie nieco przerażają, chyba za bardzo mam w głowie dżumę…
      Ja na studiach musiałam się przełamać, bo skoro poszłam na kierunek nauczycielski nie było możliwośćci nie prowadzić lekcji przed grupą dzieciaków, kolegami i jeszcze wykładowcą. Ale do tego czasu nie odzywałam się w szkole niepytana 🙂
      Boczek lubię, ja w ogóle lubię podroby, szpinak, i pierogi z płuckami 😉 Ale śmietana mnie przeraża, tak jak szczur 🙂

      Lubię to

      1. Zbych pisze:

        Acha… ja miałem dwukrotnie epizody z płuckami w roli głównej, ale kupowanymi na wagę z marketu – pichciłem je dla czworonogów i etap gotowania pod kątem „zapachowym” to była masakra, tym bardziej że nie mogłem gara zakryć przykrywką bo zaraz kipiało.

        Lubię to

      2. nie, ja kupuję takie zapakowane, i one są gotowe do robienia farszu na pierogi. Nie gotuje się jak flaków-by usunąć zapaszek. Tylko obgotowuje krótko by je zmiękczyć i do maszynki 🙂

        Lubię to

  4. Ja zawsze marzyłam o tym, by mieć u siebie szafkę ze słodyczami, w której będzie absolutnie wszystko co by mi do szczęścia było potrzebne. Ale niestety, jestem zbytnim łasuchem i chociażbym nawet na raz kupiła sobie całą szafkę słodyczy to idę o zakład, że w jeden wieczór bym je zjadła ;p
    Skąd Twoja niechęć do śmietany? 😛 Ja ją dodaje do wszystkiego xD

    Lubię to

    1. Ja sama się sobie dziwię, niby kocham słodycze, ale niektóre półtorej roku już u mnie leżą i nie kuszą:)
      Kiedyś zamówiłam w kawiarni galaretkę z bitą śmietaną, nie był to mądry wybór. Przez to nie poszłam na ślub mojego wujka, a miałam sypać kwiatki, więc znienawidziłam śmietanę 😉

      Lubię to

  5. W końcu ktoś to powiedział na głos, że mi się nie odmawia 😀 Reszta ludzkości o tym wie, ale boi się do tego przyznać 🙂
    Byłam kiedyś miłośniczką herbat wszelakich, ale jak zakupiłam muffinkową i mnie to obrzydziło, to teraz trzymam się bezpiecznej, zielonej 🙂
    Śmietanę bitą uwielbiam, więc jak się już poznamy w realu, to ja ją mogę jeść za Ciebie, nie ma problemu 😀

    Lubię to

    1. Muffinkową z Biedronki? Jeżeli po niej masz wstręt to rozumiem 🙂
      No wiesz,jakby Twój przyszły mąż miał wątpliwości to zapraszam na rozmowę, już ja mu powiem,że Tobie się nie odmawia 🙂
      Ok, będę pamiętać. Dwie porcje Twoje:)

      Lubię to

  6. Z zasypianiem na filmach to zdecydowanie mamy podobnie. Najlepsze było, że kiedy zeszłam się z Wojtkiem, nie miał pojęcia, że mam taką „właściwość” i gdy zasnęłam na filmie który on wybrał gryzł się że…wybrał coś nudnego. Dopiero potem odkrył, że po prostu tak mam, nawet nieraz na najbardziej fascynujących filmach XD
    Swojego czasu miałam 50 opakowań herbaty. Aż znowu, mąż się wkurzył i zaczął nimi rzucać po kuchni bo…nie mogł znaleźc zwykłej czarnej w tym chaosie XD Zeszłam do 30 obecnie. A czarna jest na wierzchu XD

    Lubię to

    1. U mnie też czarna jest na wierzchu, reszta rodziny tylko czarną pija, nie znają się, amatorzy 🙂
      Ja kiedyś poszłam z „kolegą”do kina, jak z sobą walczyłam by nie zasnąć, ale tak ziewałam,że go wystraszyłam chyba 🙂

      Lubię to

  7. Zbych pisze:

    Podziwiam samozaparcia z tymi słodyczami. U mnie taka szafka by się długo nie ostała. Albo ja bym nie wytrzymał albo rodzina by wszystko rozdysponowała wpadając w gości.
    Ta „przypadłość” filmowa musi być bardzo denerwująca – mnie by zawsze ciekawiło jak się wszystko skończyło i chyba bym nie zostawił filmu takiego „niedooglądanego” do końca (chyba że totalna chała). Chociaż wiadomo – oglądanie w warunkach domowych to zupełnie inna bajka. W tym miejscu muszę zapytać: zdarzyło Ci się usnąć w kinie podczas seansu?
    PS: ja też czytam nałogowo wszelakie gazetki marketowe czy ulotki pizzerii, ale wstyd przyznać – wyłącznie w ustronnym miejscu….

    Lubię to

    1. nie,nie zasnęłam. Pewnie dlatego,że w kinie wybierałam filmy ranne/południowe,w każdym razie do 20 godziny:)
      moja ciocia ma koszyk w ustronnym miejscu na gazetki i tam jej się najlepiej czyta 🙂
      moja rodzina mi nie podbiera, czasem proszą o coś,ale ja za często robię domowe słodkości by kupne kusiły 🙂

      Lubię to

  8. Nie tylko Ty lubisz gazetki 🙂 jak tylko zobaczę jakąś na klatce schodowej to bach – już jest w mojej torebce 🙂 i regularnie przeglądam w poniedziałku i czwartki gazetki na necie 🙂 raz to nawet jechałam na drugi koniec miasta bo ciastka były w promocji 😛 pająków się nie boję ale żaby i ślimaka bym nie dotknęła 🙂 herbatek też mam mnóstwo ale chyba tylko połowę Twoich – muszę policzyć 🙂 A w szkole i na studiach miałam tak samo – koleżanki mówiły, że ja znam odp i wszyscy byli zadowoleni – ja, że wiem a one, że nikt się nie dowie, że one nie wiedzą 😀
    W ogóle fajny post 🙂

    Lubię to

    1. ja tak samo, widzę gazetki,bach do torby 🙂 wczoraj jechałam ze 3 km bo tabletki do zmywarki były dużo tańsze,ale się i tak kończyły,więc chyba fanatykiem nie jestem:)
      ja ślimaki lubię „głaskać”,te z domkiem na grzbiecie oczywiście:)

      Lubię to

  9. Dawno nie komentowałam, choć czytam regularnie, mam nadzieję, że mi wybaczysz. Ja lubię śmietanę, gazetek nie znoszę, a mój mąż znosi do domu wszystkie reklamy, jakie napotka na drodze, odbiło mu. Z filmami mam podobnie, a o prezentach dopiero zaczynam myśleć :).

    Lubię to

  10. cóż, jeśli chodzi o odpływanie przy filmach – mam identycznie. nawet jeśli film jest świetny, i tak zasnę. prześpię połowę filmu albo obudzę się na sam koniec… mój tata jednak nie zasypia przy 11. minucie meczu – to już wyczyn! hehe. pozdrawiam ciepło, bardzo fajny wpis

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s