Gdzie jesteś, Energio?

Ben Afleck szukał Amandy. Ja szukam Energii. Mitycznej damy, której symbolem jest żarówka, wtyczka i kontakt. Czuję,że straciłam kontakt z Energią. Energio, gdzie jesteś?

Po wakacjach mówiłam,że przydaje się urlop od urlopu. Po chorobowym zdecydowanie potrzebny jest urlop od chorowania. W pracy czuję się, i pewnie zachowuję, jak Zombie. Wróć, jak armia Zombie. O 11 marzę o tym by wrócić do domu i porządnie się wyspać. Irytują mnie telefony od klientów i każdy przychodzący mail.Zastanawiam się by odłączyć wszystkie sprzęty od prądu. Bo to takie niesprawiedliwe,że one działają w pocie czoła, a ja ledwo człapię. Kiedy wracam z pracy to łakomym okiem spoglądam najpierw, na wolne miejsce w autobusie,bo opcja postoję te 4 minuty zdecydowanie mi nie pasuje. Jak już wysiedzę się w autobusie, to łakomym okiem patrzę na swoją kanapę. Kiedy rano wstaję to czuję się jakbym przespała własną drzemkę. Doszło u mnie do kumulacji. Po pierwsze osłabienie po chorobie. Po drugie osłabienie po antybiotyku. Po trzecie zmiana czasu. Po czwarte listopadowa pogoda. Pierwszy tydzień padało, wróć lało po 23 godziny i 59 minut na dobę. Idealny moment by popaść w depresję.

Miałam kryzys pierwszego listopada. Ostatniego dnia października jeszcze pełna nadziei wybrałam się na pierwszy spacer po chorobie. Chłonęłam rześkie powietrze,wybrałam piękne kompozycje dla dziadków na cmentarze. Ale dzień po lało, mnie bolała głowa, czułam się bez sił. Spacer od parkingu do cmentarza mnie przeraził. Poddałam się. I miałam wyrzuty sumienia cały Boży dzień. Bo pierwszy raz od 15 lat nie pojechałam 1 listopada na cmentarz, choć ja raczej mówię,że jadę do dziadków. Cały dzień snułam się po domu i czułam ogromne wyrzuty sumienia. Bo bałam się zachorować po anginie. Miałam jechać dzień po. Dzień po mówiłam,że na pewno pojadę dnia następnego. Udało się dopiero w niedzielę. Tata zgodził się mnie podwieźć,ale pod pewnymi warunkami. Po pierwsze pojadę z nim na grób jego kuzyna, a mojego wuja. Nie ma problemu. Tyle,że cmentarz tonął w błocie, dwa razy się zgubiliśmy, kompletnie przemarzłam,  a na końcu zjechałam ze schodów. Nie, nie specjalnie. Mokre liście, to one są winne. Drugim warunkiem było rzucenie oka …..na nową galerię handlową. Jako,że mamy spory wkład w jej budowę, a ja sama wypisywałam na tę inwestycję kilkadziesiąt faktur, chętnie przystałam na ten warunek. No dobra, niechętnie. kto mnie zna ten wie,że nie znoszę handlowych centrów, czy też galerii. Przekupiono mnie przepyszną rosyjską herbatką z masą konfitury. Samo centrum zrobiło na mnie zaskakująco pozytywne wrażenie. Nie przytłacza. A sama świadomość,że miało się w jej powstaniu jakiś tam udział dodatkowo potęgowała mój zachwyt.

Po tym chorobowym jakoś się zrobiłam odcywilozowana. Żeby mnie fascynowała handlowa galeria?

Witamino D działaj szybciej. Daj mi jaśniejszy umysł. I nieco więcej energii z rana i wieczora.

 

ef0730e410b43ac0ebce821457efa4d0

Ścieżka dźwiękowa- Kasabian-Underdog 

Advertisements

67 uwag do wpisu “Gdzie jesteś, Energio?

  1. Późniejsza jesień = brak większej dawki słońca = brak energii. Też jestem zdecydowanie mniej energiczna jesienią. Zimą raczej mi przechodzi, bo się dostosowuję. A ty jesteś osłabiona po chorobie. To też minie 🙂

    Lubię to

  2. Nie powinnaś mieć wyrzutów, że nie pojechałaś pierwszego na cmentarz. To tylko data, najważniejsze, żeby pamiętać o bliskich, odwiedzić cmentarz można któregokolwiek dnia.
    Ja ostatnio mam takie wahania, że albo robię pięć rzeczy naraz, albo leżę i nie mam ochoty na nic. Listopad taki jest, w końcu to okres przejściowy. 🙂

    Lubię to

    1. O, mam tak samo. Wczoraj w pracy do południa nie miałam siły napisać maila. A potem zaczęłam pracować jak szalona robiąc wszystko jednocześnie…
      Niby data tylko symboliczna,ale jakoś mnie to tak zabolało…

      Lubię to

  3. katasza pisze:

    Energia gdzieś się ostatnio schowała i nie wychodzi, zaszyła się w tych ciemnościach…
    Fajnie widzieć swój wkład gdzieś na żywo, i to jak mnóstwo ludzi z niego korzysta. 😀

    Lubię to

  4. Blueberry pisze:

    Mój mi jeszcze… Również codziennie walczę sama ze sobą. Oprócz witaminy D polecam jeszcze zestaw B. I wodę z sokiem cytryny. Może nie dodaje to energii, ale przynajmniej nie choruję.

    My na cmentarz jeździmy 31-go. Rok temu w ogóle nam się nie udało (byliśmy trochę wcześniej :p), bo akurat nie wracaliśmy w ten weekend w rodzinne strony. Za rok może być podobnie, bo 1-szy wypadnie w środę. To tylko data.

    Lubię to

  5. Zbych pisze:

    Pod tematem „przewodnim” mogę się podpisać obiema rękami.
    Eh… nie wiem jak to się stało ale u mnie taki stan utrzymuje się gdzieś od połowy sierpnia – po prostu notorycznie niedosypiam i mam wrażenie że dotrwałem do listopada tylko wyłącznie dzięki wakacyjnemu rozpędowi i sile bezwładu. Myślałem że „odkuję” to sobie w ostatni długi weekend (po prostu 4 dni będę tylko spał i ewentualnie coś podczytywał), ale okazało się że w tym terminie mam ślub. A że to b.dobrzy znajomi nie wypadało ich olać, więc musiałem zebrać siły i przemierzyć pół kraju.
    Najgorsze że zapowiadają iż w tym roku zima ma być sroga i trzymać aż do kwietnia. Nawet nie chce mi się na razie o tym myśleć… jak to mówią: „byle do Świąt i Nowego Roku…”

    Lubię to

    1. Mnie mroźna zima nie straszna, ja to nawet lubię 😉 Byleby pogoda zrobiła krok do przodu, ok,mamy zimę. A nie wieczną pluchę i nie wiadomo co,wtedy cierpię. Te ciągłe skoki ciśnienia, wahania temperatur, wszystko niestety odczuwam za mocno.
      Na szczęście już jutro kolejne wolne chwile nieco dłuższe, może uda Ci się zregenerować:)

      Lubię to

      1. Zbych pisze:

        Ogólnie mnie też mróz niestraszny, byle by śnieg był i ładnie przykrył wszelkie „miejskie brudy” 🙂 Natomiast mocno depresyjnie działają na mnie krótkie zimowe dni. Kiedyś jak jeszcze pracowałem na etacie to gdy rano przyjeżdżałem do pracy było ciemno, gdy wieczorem wyjeżdżałem było ciemno… miałem wrażenie że cały czas funkcjonuję w nocy. Można było wpaść w obłęd….

        Lubię to

      2. W zasadzie od kalendarzowej zimy dnia przybywa 😉 Teraz jest najgorzej,no kiepsko znoszę listopad. A śniegu na całego nie mogę się doczekać, rozjaśnia i poprawia nastrój,jak u dziecka;)

        Lubię to

  6. Czekam na mrozy by wytłukły zarazy różnej maści. My dochodzimy do siebie po tzw. ‚bostonce’. Koszmar. Dużo zdrówka i Tobie życzę.
    Jeśli by się nad tym zastanowić to czy się pójdzie 1 listopada na cmentarz czy innego dnia Zmarłym nie robi różnicy jak mniemam.

    Lubię to

      1. Ja czasem piję w kawiarni, ale raczej bo ładnie pachnie. Na mnie chyba kawa niezbyt działa niestety. Chociaż moja ciocia mi przekazała fajny sposób na kawę z cytryną i kiedyś wyleczyła mnie z bólu głowy 😉

        Lubię to

  7. Katarina pisze:

    A ja w ogóle nie pijam kawy i nie potrzebuję jej działania:)
    A energię mam, bo ćwiczę codziennie:) 40-50 minut ćwiczeń i jest wspaniale:)
    Aczkolwiek słońce za oknem mogłoby się pojawić, bo mam ochotę na sesję fotograficzną…:/

    Lubię to

  8. Katarina pisze:

    Dziś jest pięknie:) Jakby pogoda chciała nadrobić za jutro, kiedy różne niedorobione pomyłki genetyczne będą pokazywać w Warszawie, że są wielkimi „patriotami”- na to bydło mógłby spaść grad, byłoby fajnie.
    Ja dziś mimo, że średnio spałam lecę jeszcze wieczorkiem do knajpy, będę kierowcą, ale co mi tam:)
    Udanego weekendu:)

    Lubię to

    1. ja marzę by jutro się wyspać 😉 Nie spałam najpierw przez wybory w Ameryce, wczoraj przez kichającą co chwilę siostrę. Ale faktycznie, mim to jakoś tak ładniej się zrobiło, i nawet miałam siły na spacer do pracy, a nie jazdę autobusem;)

      Lubię to

  9. Ja miałam taki kryzys ale jeszcze przed zmianą czasu. Po czuję się jakoś zaskakująco lepiej. Może dlatego, że jest jasno gdy wstaję? Czasami wyjrzy słońce, a spacer do urzędu podczas mrozu nieźle pobudza. 😛 Ale spokojnie, po weekendowym maratonie na uczelni mam wrażenie, że ponownie dołączę do grona zombiaków.

    Lubię to

  10. Sporo osób ma teraz spadki nastrojów, ja też w sumie. Jakby ktoś mi odessał wszystkie pokłady pozytywnego myślenia…
    Pij ciepłe herbatki z cytryną, jedz jakieś witaminki, żeby Cię już nie łapało! 😉

    Lubię to

  11. Współczuję, ja przy tych deszczach też się czułam taka skołowana. Głowa bolała mnie niemal codziennie, potem się okazało, że jakieś hiperniskie ciśnienie było… Dziękuje pogodo! W ostatnim czasie mam wrażenie, że mój organizm chciałby zapaść w sen zimowy. Spałabym niemal wszędzie i jestem taka nieprzytomna… Jak żyć? No cóż, ruch na świeżym powietrzu, ale i sam ruch na pewno mi pomogą jakoś to pokonać.

    Lubię to

    1. Tak, ruch jest ważny, jak tylko jest pogoda wyruszam na spacery,ale jednak ostatnie dwa tygodnie to non stop deszcz, nie bardzo mogłam robić cokolwiek,bo właśnie szalejące ciśnienie zamykało mnie w domu, to znaczy w łóżku….

      Lubię to

  12. Katarina pisze:

    A na wiosnę będziecie narzekać, że nie macie energii po zimie..
    Ludzie, co z Wami?????
    Młodzi jesteście, a narzekacie jak mój Dziadek, ale on może narzekać, bo ma 93 lata!
    Weźcie się w garść, zgaście te kompy, wygrzebcie się z betów, ubierzcie ciepło i idźcie na godzinny spacer, dziś jest przepięknie! A w ciągu dnia znajdzie 15-20 minut na dowolne ćwiczenia fizyczne- GWARANTUJĘ, że Wam ten marazm przejdzie:)

    Lubię to

    1. Łatwo mówić, naprawdę łatwo 😉 Ale weź taki antybiotyk jak na przykład ja i gwarantuję Ci,że opuszczą Ciebie wszystkie siły. Oczywiście nie życzę tego, ale mi spacery, które praktykuję i joga, którą codziennie ćwiczę chwilowo nie pomagają, właśnie przez to osłabienie po chorobie i może ono trwać miesiąc. Więc mam prawo jeszcze ponarzekać 😉

      Lubię to

  13. Katarina pisze:

    Ale ja nie piszę tego do Ciebie i tylko do Ciebie- pamiętam doskonale, że choroba zwaliła Cię z nóg dość poważnie i rekonwalescencja po czymś takim zawsze zajmie każdemu trochę czasu.
    Po prostu jak czytam kolejny post młodszej ( tak zakładam- pytanie czy słusznie ) ode mnie osoby, która pisze, że nie ma siły/energii/pozytywnego myślenia, to się zastanawiam, o co kurna chodzi?!?
    Od razu zaznaczam- nie leżę i nie pachnę/nie pierdzę w stołek, pracuję jak każdy ( i to ciężko, bo z „wulkanami energii” ) , wstając codziennie wcześnie ( 5.45 ) często również w soboty, mam dodatkowe obowiązki poza pracą, bo chwilowo kasa potrzebna i sytuację rodzinną, gdzie muszę być weekendową sprzątaczką/kucharką/pielęgniarką/niańką.
    Mimo tego „mi się chce”:)

    Lubię to

    1. Ja Ci powiem,że mnie męczy moje marudzenie na brak sił i energii -ja bardzo nie lubię takiego stanu u siebie,bo mnie męczy bezczynność, i zasadniczo lubię być aktywna. Dziś zaliczyłam spontaniczny godzinny spacer, i mimo potwornego zmęczenia zabrałam się za porządkowanie piwnicy,bo w końcu leżeć nie zamierzam 😉 Ale rozumiem jak ktoś nie ma sił na przełomie sezonu, oby tylko taki stan dość szybko mijał, bo po paru tygodniach trudno zwalać ciągle winę na pogodę/chorobę/zmianę czasu. Ale faktycznie, ostatnio każdy narzeka na gorszy czas, z młodszych osób. Brak odporności? Moja babcia jakoś się trzyma ze swoją energią, ale ją chyba zakonserwowała Syberia;)

      Lubię to

      1. Katarina pisze:

        Starsze pokolenie zostało zahartowane przez życie, którego nasze pokolenie by nie zdzierżyło…
        śniegi po metr wysokości, temperatury po -30 co zimę, bardzo ciężka praca ( jestem wnuczką rolników i wiem co piszę- pomagałam, jak jeszcze mieli gospodarstwo- nawet wywozić gnój z obory taczką czy doić krowy, o żniwach czy sianokosach nie wspominając, ale to betka w porównaniu z tym, co oni mieli np podczas wojny czy tuż po wojnie, jak nie było niczego, a dzieci wykarmić było trzeba ).
        Syberia?
        To w takim razie chylę czoło przed Twoją Babcią.
        To musi być dzielna kobieta.

        Ja też dziś właśnie usiadłam na chwilę dłuższą, bo miałam tylko ogarnąć chatę, a skończyło się na myciu kwiatków, myciu gór szafek z drabiny i odsuwaniu tych mebli, które dałam radę odsunąć, żeby odkurzyć:D
        Nie umiem się lenić i siedzieć na dupie, muszę coś robić. Mi nawet robota na doła pomaga, od razu mi lepiej, jak działam:)

        Lubię to

      2. Syberia, Syberia. Ale w sumie nie wiem czy tak źle jej to wyszło,bo tam poznała mojego dziadka, wzięła ślub, tam nawet mój tata się urodził-moi dziadkowie bardzo późno wyjechali, dopiero w 58 roku…I odporności nabrała i do chorób i do życia. Ale mówiąc szczerze moja babcia miała nieco filmowe życie, szlachcianka pozbawiona majątki, Syberia, tam wielka miłość, ślub,dziecko, nowy kraj, kolejne dzieci, śmierć jednego dziecka, tragiczny wypadek męża, po drodze wiadomo, komunizm, ta panienka z dobrego domu co miała swoją służącą musiała zostać rolnikiem i przerzucać gnój, kiedyś aż o babci reportaż zrobili do gazety,chyba sama powinnam zająć się jej osobą. Jak mimo tego wszystkiego udało jej zachować radość życia i entuzjazm do świata. Tak, od niej można się uczyć 😉

        Lubię to

      3. Katarina pisze:

        No widzisz!
        patrz, podziwiaj i naśladuj- trzeba być takim jak Babcia:)
        Brawo ona!
        Koniec smęcenia, ogarniamy doopy:)
        A pomysł ze spisaniem wspomnień Babci- genialny, to naprawdę pomysł na książkę/scenariusz filmowy! Masz dobrą rękę do pisania- spisuj:)

        Lubię to

      4. najpierw muszę w końcu zapytać babcię jak robiła kokosowe ciasto,bo ciągle zapominam 😉 Ale faktycznie, trzeba wziąć babcię porządnie na spytki, bo zawsze dużo mówiła,ale wiadomo,tak od sasa do lasa 😉

        Lubię to

      5. katasza pisze:

        To odpowiedź do Katariny, bo mnie męczy ten kult aktywności nade wszystko. Czasami można się co najwyżej zmuszać do działania i niekoniecznie to zmuszanie się działa. Pozytywne myślenie to jeszcze bardziej skomplikowana kwestia.
        Pewna koleżanka właśnie tak lubiła: tu studia, tu praca albo drugie studia, na obu kierunkach świetne wyniki, treningi, zawody sportowe, gotowanie i pieczenie, życie towarzyskie, imprezy, łyżwy i nigdy nie mówiła, że nie ma czasu ani tym bardziej, że nie ma siły. Bardzo to fajne, imponujące, ale niepojęte. :O
        Ja nawet lubię czasami mieć szczelniej wypełniony dzień, ale absolutnie nie codziennie. Tylko chyba wolę jednak poćwiczyć na siłowni niż posprzątać, nawet jeśli na siłowni jest w sumie więcej wysiłku. 😉

        Lubię to

      6. Wiem,wiem 😉 Ja też pisałam o sobie, lubię różne aktywności,bo nic nie robienie mnie męczy,ale gotowanie to już dla mnie aktywność 😉 Mnie czasami męczy jak słyszę co kto zrobił w weekend, to znaczy ja słuchaniem już się zmęczyłam, a co dopiero jakbym to miała wszystko zrobić 😉 A dla mózgu chwile kiedy zwalniamy i jesteśmy tu i teraz też są bardzo ważne i cenne.

        Lubię to

    2. katasza pisze:

      Wyobraź sobie, że ludzie są różni, mnie się tam nie chce. Nie wiem, może to już taki charakter, nigdy wulkanem energii nie byłam i już się pogodziłam z tym, że raczej nie będę, tylko drażni mnie, gdy mi ktoś wmawia, że MUSZĘ, bo JAK TO TAK. Gdy mam za dużo aktywności, nawet przyjemnych, szybko się wypalam i oczywiście mogę tak żyć, ale jestem wtedy zwyczajnie zmęczona i bardziej nerwowa niż zwykle. Nie wiem, jak ludzie to robią, że potrafią żyć stale na wysokich obrotach – jak muszę, to żyję, ale nie powiem, żebym się wtedy czuła rewelacyjnie. A gdy spada ciśnienie, to mnie łeb boli.
      Ćwiczenia pomagają, ale pod warunkiem, że są w rozsądnej ilości i można odpowiednio długo spać, inaczej jest gorzej. Kiedyś spędzałam kilka godzin w tygodniu na zumbie i już wiem, że nigdy więcej aż tyle – zaraz po było super, ale późniejsze napady głodu i wieczne niewyspanie mnie trochę zniechęciły.

      Lubię to

      1. Ja też nie jestem wulkanem energii 😉 Osobiście podziwiam ludzi, którzy po pracy mają ochotę iść na trening, potem zakupy, jakaś impreza, a rano znów pełni energii pędzą do pracy 😉 Ja lubię coś robić, nie lubię długo leżeć na kanapie, ale raczej jestem z tych co spacerują niż biegają maratony, albo wolę iść na herbatę do kawiarni niż na dyskotekę i całą noc tańczyć 😉 Albo posprzątać, zamiast ćwiczyć na siłowni. Mi to pasuje, ale mam swoje rytuały,muszę swoje odespać, poczytać odpowiednią ilość książek, mieć czas na kolorowanki-tylko ja to już traktuję jako aktywność, a nie lenistwo. Więc w sumie chyba jestem raczej żółwiem, niż gazelą 😉

        Lubię to

  14. Jesienna chandra jak nic. Kochana, na to nie ma sposobu, trzeba przeczekać, ratując się czekoladą, mnóstwem czekolady. I czekać na grudnia, bo święta jakoś tak człowieka pocieszają 🙂

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s