I mija październik

Byłam zaskoczona, że wrzesień przeminął niczym pstryknięcie palcem. Ale to jak szybko przeminął październik, to już czarna magia dla mnie. Był miesiąc i go nie ma.

Ten miesiąc to rozgoszczenie się w mieszkaniu i sprawieniu by znów było tu domowo. Pierwsze dni były nerwowe, w zasadzie pierwsze dwa tygodnie. Masa układania, rozpakowywania, segregowania,mycia, sprzątania i pucowania. No i zakupów. Bo okazało się,że nie ma tego, a tamto nie pasuje do czegoś nowego. Było dużo wiercenia i wieszania obrazów, zegarów i zdejmowania ich,bo okazało się,że nie pasują. Ale chaos został opanowany, choć nie bez strat w ludziach. A dokładniej w ich psychice . Na x lat chcę zapomnieć o remoncie. No chyba,że w drodze do pracy znajdę reklamówkę z milionem złotych. Wtedy to postawię sobie wymarzony dom, z wielkimi oknami. I olbrzymią kuchnią z kuchenną wyspą. A na razie cieszę swoim pokojem. Palę zapachowe woski,obecnie zakochałam się w tym o zapachu Tarty Tatin. W wazonikach zawsze mam świeże kwiaty, na przekór październikowej aurze.

W październiku moje życie towarzysko-kulturalne było nijakie. Większość czasu zajęła przeprowadzka, a potem praca. No i jak dobrze wiecie rozpanoszyła się też angina. Najczęściej -poza rodziną i ludźmi z pracy, widywałam się z paniami lekarkami. Raz poszłam na herbatę sama z sobą. Było miło. Ale jednak po kwadransie zaczęłam się nudzić sama sobą. Czy można być nieśmiałą gadułą? Można. Ja kocham mówić. A do siebie jednak głupio. Przynajmniej w miejscu publicznym. Jak to było z moimi ciekawie spędzanymi weekendami? Dwa były chorobowe,więc dom,koc, herbata i książka. Ale znalazłam też czas-w  pierwszej części miesiąca, na odwiedzenie mojej ukochanej pierogarni i testowanie smaku miesiąca-dynia,imbir,tymianek i dużo cebulowej konfitury. Znalazłam też czas by w końcu odwiedzić Coffe Perk, macie jakieś skojarzenia? No tak,macie rację,to knajpa Przyjaciół. Prowadzi ją Włoch z żoną, lokalną. Jest bardzo „przyjacielsko”, są ogromne kolorowe kubki, jest pyszne latte i można zjeść Joey’a. No dobrze, kanapkę Joey’a. W ogóle wszystkich można schrupać. Znalazłam też czas-po tym półlitrowym latte, na spacer po oliwskim parku i spory fragment organowego koncertu. W kwestii koncertu to emocjonowałam się ogłoszeniem Depeszowej trasy, kupiłam bilety i teraz codziennie sprawdzam czy są na swoim miejscu.I to tyle. Damsko-męskich spotkań brak, damsko-damskich też brak. Oczywiście tych przyjacielskich. Nie znalazłam też swetra z golfem idealnego. Uwielbiam golfy, uwielbiam ciepełko pod szyją. Czemu nie ma ładnych golfów?

Książkowo to był dobry miesiąc. Vivat angina. 16 pozycji na liczniku. Z racji choroby część z nich była lekka, niekiedy nawet zbyt lekka. Tak jak Zapach Deszczu. Banalna książka o miłości. Klasyk,ona i on. Obydwoje po przejściach. Razem pracują i się nienawidzą. Nie będzie przestępstwem jeżeli powiem,że mamy tutaj szczęśliwe zakończenie. Całość jest tak banalna, tak oczywista i tak nudna, że opadają ręce i nogi,jednocześnie.

Teraz czas na książki dobre,bardzo dobre, godne polecenia.

Saszeńka, autorem jest Simon Sebag Montefiore. Mam jakieś dziwne uwielbienie wobec historii, które dzieją się w Rosji i mówią o Rosji. Być może wpływ na to ma fakt, że mój tatko urodził się właśnie tam? Jakaś sentymentalna nutka każe mi po prostu dzielić sympatię do takich opowieści? O czym jest Saszeńka? Saszeńka jest jedna, a ta książka jest o trzech kobietach, Rosjankach, ich życie jest definiowane przez trudną i brutalną historię. Trzy pokolenia, trzy różne systemy, trzy różne obrazy świata, a okazuje się, że każda skrywa w sobie podobne emocje, nadzieje, dramaty i wielką miłość. Czytałam tę książkę z wielką, wielką, ciekawością. Zresztą to nie pierwsza książka tego pana, którą przeczytałam. I na pewno nie ostatnia.

Grzech trzeba zrozumieć. Bez grzechu nie ma życia, ponieważ nie ma skruchy, a jeśli nie ma też skruchy, nie ma też radości.

Botanika Duszy, Elizabeth Gilbert

Przeczytałam Jedz, Módl się i kochaj. Nie, bardziej pasuje, przebrnęłam, przemęczyłam, przeczytałam ze łzami cierpienia w oczach. To było straszne doświadczenie. Obiecałam sobie,że nic nigdy tej pani nie przeczytam. Aż w bibliotece urzekła mnie pewna okładka. Sięgnęłam po tę książkę i bach, Elizabeth Gilbert jest autorką. Zaryzykowałam. I ryzyko się opłaciło. Alma, kobieta, która wyprzedziła swoją epokę. Odważnie rozwijała swoją wiedzę, nic sobie nie robiła z utartych schematów-kobieta ma prowadzić dom, a nie się rozwijać. Alma była ponad to. Kochała botanikę, to ona stała się sensem jej życia. Oczywiście jak każdy pragnęła też miłości, ale podświadomie, na pokaz była silna i niezależna. Pytanie czy między roślinami można znaleźć bratnią duszę?

Wierzę, że życia nie można ciągle żyć… to jest pewne!…

Suknia Ślubna, Rachel Hauck

No tak, macie  mnie, romantyczna bajka. Banalna historia, ale jest w niej coś takiego co sprawia,że czyta się to miło i przyjemnie i nie ma się ochoty mdleć od nadmiaru słodyczy. suknia ślubna to takie typowe czytadło, na czas gdy nie mamy ochoty na mądre i poważne książki, na chorobę, chandrę. Charlotte odkrywa tajemnicę pewnego starego kufra i przy okazji,ponadczasowe historie miłosne.

W życiu nie ma gwarancji, że znajdzie się odpowiedź.

Bieguni,Olga Tokarczuk

Olga Tokarczuk to jedna z wybitniejszych współczesnych autorów, a już autorek na pewno. Nie waha się sięgać po trudne, ciężkie i wymagające tematy. I wiele wymaga od swojego czytelnika. Biegunów nie da się połknąć między poranną kawą a prasowaniem garsonki. To książka, która wymaga czasu, spokoju, pełnego skupienia. Kim się tytułowi Bieguni? W ujęciu historycznym to odłam w Prawosławiu, wierni, którzy uważają,że ruch zapobiega złu, a stanie w miejscu i trzymanie się tego co tu i teraz,to wyraz uległości i poddania się. Ale nie jest to książka o ruchu religijnym,a o  Biegunach, ludziach, którzy nie zapuszczają korzeni, boją się, mają w sobie pęd ku nowemu, ciągle gnają, nie potrafią się zatrzymać, których nudzi i mierzi stabilizacja. Sięgnięcie po tę książkę to zgoda na wyruszenie w wielką podróż z autorką i jej bohaterami.

Kto się zatrzyma – skamienieje, kto przystanie, zostanie przyszpilony jak owad, jego serce przebije drewniana igła, jego ręce i stopy będą przedziurawione i przybite do progu i powały. (…)
Ruszaj się, ruszaj. Błogosławiony, który idzie.

W tym miesiącu, z racji chorowania, wyrobiłam filmową normę za trzy miesiące wstecz. Przy czym obejrzałam, to znaczy wybrałam sobie, naprawdę ciekawe pozycje. Gdybym zaczęła pisać o każdym filmie, pewnie nie mogłam skończyć aż do jutra. Dlatego wybrałam opcję weekendową. Następnym razem polecę Wam filmy na jesienny weekend. Filmowy weekend.

7a181eaed7766292685ffeefbeb69314

Ścieżka dźwiękowa- Muse-Supermassive Black Hole 

Advertisements

74 uwagi do wpisu “I mija październik

  1. 16 książek w miesiąc? Kobieto, to ty zaczytana byłaś! Ja jak jestem chora to.chwilę poczytam i oczy się szybko męczą, bo albo łzawią i palą mi gałki oczne, ale same się zamykają ze zmęczenia. Szacuneczek, spora liczba jak na jeden miesiąc. Żadnej z tych książek jednak nie czytałam. A co do remontu i przeprowadzek i całego tego szaleństwa, to podziwiam, bo ja miałam dość do rewolucji w swoim pokoju, a był mały i żadne inne pomieszczenie nie było ruszane.
    Pozdrawiam 🙂

    Lubię to

    1. Ja mam remontowych szaleństw chwilowo dość:)
      Myślałam,że mniej czytałam podczas choroby 😉 Ale to tak wyszło jak leżałam zamknięta w pokoju,bo się bali mojej anginy to nic tylko czytałam 😉

      Lubię to

  2. Oj, a ja ostatnio często czytam… lektury szkolne swojego syna 😀 Z ciekawości, niektóre z nich nie były lekturami za moich czasów 😉 Plus odświeżam Chmielewską, ale zdecydowanie wolę jej starsze książki od nowszych.
    Też bym sprawdzała te bilety 😀

    Lubię to

    1. Zbych pisze:

      To niestety smutny fakt z tą jej twórczością – te nowe pozycje są kiepskie. Mam wrażenie że odkąd skończył się PRL to w jej twórczości brakuje świeżości, dobrych pomysłów i tego specyficznego zgryźliwego i ironicznego komentowania rzeczywistości które tak u niej lubię. Żebym został dobrze zrozumiany : „kiepskie” jak na Chmielewską i jej możliwości, bo gdyby taką powieść popełniła Grzegorzewska, Krawczyk czy Guzowska to bym się nie czepiał 🙂

      Lubię to

  3. Blueberry pisze:

    Jak zawsze napiszę, że podziwiam za takie tempo czytania 😉 U mnie w miesiąc schodzi 5-6 książek (co jak na statystki polskie i branżę – IT – chyba nie jest najgorszym wynikiem).
    Oooo, na Saszeńkę się czaję, zwłaszcza po Romanowach, ale tyle jeszcze fajnych książek do przeczytania!
    A do Tokarczuk chyba jeszcze nie dorosłam. Księgi Jakubowe dalej leżą niedokończone 😉

    Remonty wykańczają, przeprowadzki również. Ja jeszcze nie skończyłam nas urządzać w obecnym mieszkaniu (od grudnia 2015 :p), bo nie mogę znaleźć odpowiedniego zestawienia plakatów pasujących do mojej wizji. Zawsze brakuje mi tego czwartego, który by współgrał z innymi.

    Co do golfów to też szukam. Takiego sweterkowatego, ale raczej z cienkich i beżowego.
    Czaiłam się na ten http://www.laredoute.pl/ppdp/prod-350022748.aspx?docid=742116 ale jak postanowiłam go kupić to zabrakło rozmiaru. I nie ma go od miesiąca czy dwóch :p Oczywiście w kolorach, które mnie interesują, bo w innych to jest 😉
    W Benettonie jest masa golfów, zwyklaków, ale 100% wełny, a ja się w wełnie zadrapię na śmierć.
    Dzisiaj mam nadzieję uda mi się podskoczyć do Promodu i sprawdzić ten http://www.promod.pl/kobiety/golf-damski-ciemny-bez-R5220053053.html choć skład ma bez szału, a i nie wiem czy taki luźniejszy krój będzie mi odpowiadał. Zobaczymy 😉

    Lubię to

    1. ja wciąż czekam na mój zegar, z siostrą nie mogłyśmy wybrać, za dużo nam się podobało po prostu 😉
      znam takich co ani jednej książki nie czytają rocznie, więc 6 książek na miesiąc to super wynik 😉
      Fajne te golfy, szczególnie ten drugi 🙂 Ja chciałam taki miękki, bardzo swetrowaty, https://www.zalando.pl/tigha-indra-sweter-beluga-tg021i000-b11.html?wmc=COM48_1881709 ale nie mogę znaleźć ładnego w dobrej cenie 😉

      Lubię to

      1. Blueberry pisze:

        Fajny ten sweter, tylko 50% poliakrylu za taką cenę to chyba ktoś na głowę upadł… Ja na szczęście grubsze swetry jeszcze mam i donaszam je w tym sezonie 😉

        Lubię to

  4. Mnie to nastraja optymistycznie, że tak szybko ta jesień mija – zimno i plucha mnie przytłaczają, oby listopad minął w try-miga!
    U mnie z czytaniem gorzej, z kawą za to lepiej, bo zaczęłam ją lubić. Chyba się starzeję.

    Lubię to

  5. katasza pisze:

    Już kiedyś polecałaś inną książkę tego Montefiore i się zawiodłam, bo próbowałam upolować w miejskiej bibliotece i oczywiście nie było, była tylko jego żona… „Jedz, módl się, kochaj” oglądałam jako film, w samolocie, nie wiem czy chciałoby mi się czytać książkę albo oglądać w warunkach, gdybym miała ciekawsze zajęcia.
    Mnie w poremontowym sprzątaniu najbardziej przeraża konieczność umycia wszystkich okien… Jak pooddaję pozostałości albo powynoszę do piwnicy, będę miała puste ściany, więc tu już będzie prościej, panowie mi już zresztą trochę powycierali, ale tych okien jest za dużo. :O
    Golfy czasami duszą, w ogóle dopiero stosunkowo niedawno przestało mnie mocno drażnić cokolwiek przy szyi… Chociaż miękkie i luźne są nawet fajne. A najciekawsze swetry znajduję przy okazji, gdy szukam czegoś innego – tyle że ja zawsze muszę widzieć i przymierzyć na żywo. 🙂

    Lubię to

    1. ja Serge’a książki mam na czytniku, nie szukam w bibliotece bo to ostatnio dość popularne pozycje i się czeka na nie sporo…
      Jedz,to okropnie, okropnie beznadziejna książka, co innego Botanika Duszy,aż jestem w szoku,że te dwie książki napisała ta sama osoba 🙂
      Mi okna dwa razy myła pani Ela, sama nie dałabym rady,tu trzeba było doświadczonej osoby, która niejedno okno po remoncie umyła 🙂
      Takich sztywnych golfów nie lubię, ale taki luźny szalenie mnie kręci, ale niestety nie posiadam takiego, już miesiąc nie mogę znaleźć….

      Lubię to

  6. Ja się zastanawiałam nad biletami na Depeche Mode, ale muszę przyznać, że gdy tylko usłyszałam o ich pobycie z Polsce, to serce mi szybciej zabiło!!! 😀
    A golfów nie lubię bardzo i nie przeczytałam żadnej książki przez cały miesiąc – nie licząc pozycji bibliografii mojej pracy magisterskiej, jednak raczej nie są to książki warte polecenia na jesienne wieczory. XD

    Lubię to

  7. Katarina pisze:

    Ja ostatnio zasypiam nad Newsweekem zanim zdążę sięgnąć po jakąkolwiekksiążkę, ale za to własnie skończyłam „Rozważną i romantyczną” a napoczęłam książkę o Barbarze Kraftównie, bo lubię biografię.
    Jestem ciekawa filmowych polecajek, choć ja głównie serialowa jestem, za to najlepiej mi się ostatnio ćwiczy przy paździerzu „Z kamerą u Kardashianów”:D A jak w angielskim można się podszkolić, zwłaszcza jak się kłócą i drą na siebie ryje:D

    Lubię to

    1. Nie rozpowiadaj,ale ostatnio włączyłam,chyba jakiś maraton leciał na E! i wstyd,ale utknęłam przed telewizorem-prasowałam i żałowałam,że nie mam czego prasować, co za emocje. Akurat rodzinka była na Kubie i te ich problemy, ach, człowiekowi lżej się robi na duszy jak obejrzy, jego dramaty to pestka 🙂
      Ja mam prenumeratę Polityki i mam zaległości niestety w lekturze, oj spore…..

      Lubię to

      1. Katarina pisze:

        Spoko, wiem o tym tylko ja i internety:D
        A tak, to są te słynne weekendowe maratony z Kardashianami aż do porzygania:D
        Po 4 miesiącach mam w końcu TV, to czasem sobie popatrzę, jeśli oczywiście nie ma Teorii Wielkiego Podrywu czy moich ukochanych Żywych Trupów:D
        Ale ja głównie oglądam przy ćwiczeniach- Kardashianki lecą na stacjonarnym, a na laptopie obok Mel B albo dziewczyny z Popsugar się wydzierają przy cardio – spokojnie robię 1.5 odcinka KUWTK wyginając się na wszystkie strony świata- ciało się ćwiczy, a mózg…relaksuje;D

        Lubię to

      2. nie wiem czy tak relaksuje, ja się wczuwam w te ich dylematy i problemy-torebka nie pasuje do butów, awokado jest za zimne, lakier mi się znudził itp. Przeżywam całą sobą 😉

        Lubię to

      3. Blueberry pisze:

        W takich chwilach człowiek się cieszy, że choć telewizor posiada to nie posiada telewizji 😉
        Ja ostatnio do prasowania to Gilmore Girls męczę. W końcu ma być nowy mini-sezon, więc trzeba sobie odświeżyć.

        Lubię to

      4. Katarina pisze:

        Co tam awokado, ojciec zabiera kartę kredytową albo Scott robi wiochę po pijaku-to są dopiero problemy!!!!!!!!!!!! A Ty mi tu z awokado wyjeżdżasz:P

        Lubię to

      5. Ojciec, czy matka? Teraz już nie wiem kim jest ten Bruce? 😉 Scott robi wiochę nawet nie po pijaku 😉 Mnie tam w zasadzie wszystko fascynuje, a jak się prasuje przeżywając ich dramaty 😉

        Lubię to

      6. Katarina pisze:

        Shame on you, że nie wiesz! Bruce stał się Caitlyn i mimo wszystko chyba nadal jest ojcem…:)
        Scott faktycznie- mejd in wiocha, poza tym jest megaworem…
        A Blac Chynę to nawet tu kiedyś na blogu na focie pokazałaś:D

        Lubię to

      7. Wtedy-biję się w piersi, nie wiedziałam,że weszła do klanu na K 😉 Teraz widzę,że urodziła się by stać się panią K 😉
        Bruce wprowadził niezły mętlik, sama nie wiem jak te wnuki będą się do niego zwracać, babciu czy dziadziu?
        Scott mi trochę czystego geja przypomina,ale może jestem uprzedzona do facetów w różowym 🙂

        Lubię to

      8. Katarina pisze:

        Kiedyś któryś ze szczawi siostrzyczek K chyba powiedział do Caitlyn „babciu”:)
        No Chyna rozwala system- zawsze uważałam, że USA nie potrzebuje tarczy antyrakietowej- wystarcy dupy Kardashianek wypiąć w stronę ruskich i po problemie…
        Do gejów nic nie mam, ale tak jak pisałam Scott jest worem i chamem do potęgi entej, a ta jego ex kobieta chyba jest ślepa…

        Lubię to

      9. Ja się boję co będzie dalej, to znaczy czy będą jakieś granice tych ich tylnych części ciała, czy to będzie ciągle rosło? Taka rywalizacja w rodzinie, niebawem nie będzie nic widać tylko ich pośladki. Dla mnie to ani ładne, ani praktyczne,ale może się nie znam 😉
        Ślepa, ślepa. Nie wiem co ona w nim widzi, ani to ładne, ani mądre, ani majętne. Ale cóż, miłość ponoć bywa i ślepa 🙂

        Lubię to

      10. Katarina pisze:

        Jak widać wielkość dupy niektórych może być nieskończona, tak jak i głupota zresztą…
        Oczywiście, że miłość jest ślepa ale małżeństwo dość szybko przywraca jej wzrok:P

        Lubię to

      11. Katarina pisze:

        A tego to nie wiem- widać nie oglądałam zbyt dokładnie:D
        Ale ja generalnie uważam, że przed ślubem jest do porzygania słodko, a po ślubie- bardzo często rzyganie się kończy wraz z nadejściem codzienności:D

        Lubię to

      12. Oni chyba tylko się zaręczyli i zostali na etapie wiecznego planowania ślubu, bo albo ona w ciąży,albo po porodzie zmęczona, albo on pijany,albo na odwyku,ciężko znaleźć termin 😉

        Lubię to

  8. Przeczytałam książkę Olgi Tokarczuk o kobiecie, która nie lubiła kłusowników. Naprawdę mnie wciągnęła 🙂
    Kiedyś ‚przemęczałam’ niektóre książki, ale w tej chwili mam tak mało czasu na czytanie, że już tego nie robię. Chciałoby się mieć na to czas…
    Pozdrawiam 😉

    Lubię to

  9. Szacuneczek z okazji przeczytania tylu książek! Ja ostatnio jakieś słabe czytelniczo miesiące mam. Ale chyba trochę się trzeba wziąć w garść, jeśli chcę dobić do 52 przeczytanych w tym roku 😀

    Lubię to

  10. Zbych pisze:

    Ja po „Księgach…” mam roczny odwyk od Tokarczuk. Jak lubisz rosyjskie klimaty to polecam „Orchidee” Daszkowej – kiedyś wziąłem z półki całkowicie w ciemno i pozytywnie mnie zaskoczyła. Nie to kryminał, ni to dramat, ni melodramat ale z tego totalnego mixu wyszedł całkiem niezły cocktail 🙂

    Lubię to

      1. Zbych pisze:

        Sporo, sporo… a i biceps mi się wyrobił przy tej cegle. Na razie mam jesienny odwyk – do końca roku pozycje wyłącznie lekkie, przyjemne i odmóżdzające: ostatnio „Dzienniki” Beksińskiego (jestem pod wielkim wrażeniem filmu Matuszyńskiego)

        Lubię to

      2. prawie jak siłownia 😉 ja miałam wersję lekką, na czytniku, w ogóle nie odczułam jej monumentalności 😉 Ale dziwne, ja ją przeczytałam szybko, a mój brat czyta 14 miesiąc, siostrze zajęło to 8 miesięcy. 😉
        Przeczytałam negatywną recenzję tego filmu Piotra Stelmacha i sama nie wiem czy byłabym pod wrażeniem, muzycznym na pewno….

        Lubię to

      3. Zbych pisze:

        Cóż… myślę że negatywna recenzja p.Stelmacha wynika z tego, że Tomasz ma w Trójce status osoby kultowej, a w filmie jego postać została trochę przejaskrawiona (myślę iż by nadać więcej dramatyzmu). Z drugiej strony Ogrodnika super ucharakteryzowali (Seweryna zresztą też), co więcej, nawet manierę w głosie miał jak Tomasz za młodu. Subiektywnie oceniając – mi się bardzo podobało, tym bardziej, że to krajowe dzieło, a ostatnio nasze kino jest mocno schematyczne.

        Lubię to

      4. Właśnie słyszałam wiele zarzutów,że Ogrodnik zagrał zbyt „fizycznie” tę postać, celowo ja przejaskrawiając i grając nieco nieokrzesanie. Aczkolwiek jestem jego fanką, więc film pewnie obejrzę. Fanką jestem i Tomka Beksińskiego i jego muzycznych wyborów i Ogrodnika aktora:)

        Lubię to

  11. Faktycznie październik przeleciał nie wiadomo kiedy, chociaż u mnie stał pod znakiem przeziębień rodzinnych. I weź tu coś zrób,człowieku, nawet na książki nie miałam czasu. Podziwiam, bo sama kiedyś tyle czytałam i muszę wrócić do regularności, przecież nie ma nic piękniejszego niż czytanie :).

    Lubię to

  12. Odkąd zamieszkałam w Stanach, zakochałam się zabój w rzepach do wieszania obrazów i innych takich! Nie mam w mieszkaniu ani jednego gwoździa! 😀 Łatwa instalacja i mocno siedzą, dla mnie idealnie! :p Ale przyznam że po ostatniej przeprowadzce również mam dość wszelkich remontów – a to dziwne bo zawsze lubiłam ;D

    Lubię to

  13. Faktycznie, aż dziwne że przy tych remontach nie ma ofiar w ludziach. Każdy ma inną wizję, każdy co innego chce, u nas ten minus jest, że przyszli teściowie się wtrącają do wszystkiego tak jakby swoje mieszkanie urządzali, a nie nasze. Wyrzucanie pieniędzy w błoto (bo po co nowy, drogi stolik pod telewizor kupili, skoro i tak my chcemy ten telewizor postawić na meblościance, a stolik do niczego innego się nie nadaje), nawet o kolor ścian w salonie batalia bo się uwzięli na oczojebny pomarańcz i nie dociera, że my nie chcemy…Jak mi się do kuchni wcinać zaczną, do mojego ulubionego miejsca w tym mieszkaniu, to chyba jednak ofiary w ludziach będą…albo wielka wojna :/

    Lubię to

      1. Przydałoby się i nawet to sugerowaliśmy, ale oni twierdzą, że nasz remont pochłania za dużo ich energii żeby włazili w drugi. A my byśmy tak bardzo chcieli naszą energię tracić, a nie słuchać marudzenia że musieli przez pół miasta autobusem taszczyć ciężkie pudło z jakimiś rzeczami… z rzeczami, których my nie chcemy.

        Lubię to

      2. przypomina mi się jak moi rodzice się urządzali, i mama wspomniała,że pójdzie obejrzeć firanki i bach, dzień po, babcia już zawieszała, bo ona wie lepiej jakie mamie się spodobają 😉

        Lubię to

  14. Mnie na miesiąc wychodzi strasznie mało książek, 16 to marzenie 😀 za dużo pracy, nawet do domu zabieram, za co regularnie dostaję opieprz od kolegi z pracy i groźby chyba karalne 😛
    Ja też golfy uwielbiam, jak kończy się ciepło i pora dekoltów to obowiązkowo apaszki, chusty i szaliki pod szyją, a potem golfy 🙂

    Lubię to

      1. Mam taki jeden zakupiony sto lat temu i nie mogę się z nim rozstać, w ogóle to chyba najbardziej kolorowa rzecz zimowa jaką posiadam 😛 Ostatnio fajny sweterek, z wysokim kołnierzem, ale jeszcze nie golfem niestety widziałam na zalando, ale poczekam na Mikołaja, bo drogi 😛

        Lubię to

      2. ja mam tylko taki cienki, to sobie go zakładam pod bluzki, to to bluzeczka jest niestety. Ale dziś zobaczyłam jeden fajny idąc do kościoła,ale muszę jutro dotknąć 🙂

        Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s