Matka Polka

Żeby nie było niedomówień, nie nie zamieniam się w mamę. Ale do mam mam olbrzymi szacunek i zarówno te przyszłe jak i te, które dzieci już posiadają darzę olbrzymią sympatią i cóż, nie jestem nieczuła, lubię dzieci i jak mogę pomóc,to pomagam. Jaka to pomoc? Taka codzienna, normalna. Miejsce w autobusie, przepuszczenie w kolejce, otwarcie drzwi, nic specjalnego. Są mamy, które z uśmiechem dziękują, a są takie, które uważają,że jako matki-te z dziećmi w brzuchu, i te z dziećmi przy sobie mają specjalne prawa i w zasadzie za sam fakt bycia Matką Polką należy im się wszystko. I znów powtórzę, uważam,że matkom należy pomagać w trudnej codzienności, i należy im się dużo wyrozumiałości. Ale są takie matki, które odesłałabym na sam koniec kolejki i celowo zamknęła okienko na poczcie przed ich licem i ogłosiła-kwadrans przerwy.

Co mnie tak zirytowało? Sytuacja z przychodni. Nie wiem czy już wyjaśniałam,że do przychodni chodzę w potrzebie, czyli w chorobie. Nie wybieram się tam z byle czym. Jeżeli przychodzę to znaczy,że mam problem. I tak było parę dni temu. Musiałam skontrolować leczenie anginy i sprawdzić czy dostałam dobry antybiotyk. Umówiłam się, grzecznie czekałam w kolejce dwa dni i w końcu nadeszła pora wizyty.

Jako,że moja przychodnia jest kwadrans spacerem od domu musiałam poprosić tatę o podwiezienie. Brat na uczelni, mama u diabetologa, został tata. Niechętnie go o to prosiłam,bo miałam godzinę wizyty w szczytowym momencie w pracy,ale cóż,to był jedyny dostępny termin. Taksówka odpadała,bo ktoś musiał mnie odebrać, postojowe kosztuje, a mamy koniec miesiąca. Tata mnie podwiózł o czasie. Okazało się,że u lekarza jest jeszcze poprzedni pacjent. Zapytałam się pani siedzącej przed gabinetem czy ona też czeka, pani mówi,że tak. Zapytałam na jaką godzinę się zapisała, bo chciałam sprawdzić jak duże jest opóźnienie, czy też pani ma wizytę po mnie i nie muszę się stresować. Pani zaś poklepała ciążowy brzuszek i powiedziała,że ona co prawda nie jest zapisana, ale jest w ciąży  i chce wejść przede mną. Zaczęła mówić,że tu jest dużo chorych dzieci a ona nie może siedzieć w tym kompocie zarazków(jakbym ja o tym marzyła). A w ogóle to ona tylko po receptę. Powiedziałam,że jak po receptę to w porządku,bo na mnie ktoś czeka i nie może długo czekać bo goni go praca. Pani się uśmiechnęła,znów poklepała po brzuszku i powiedziała,że dosłownie wejdzie i wyjdzie. Też się uśmiechnęłam. Poszłam na bok,z dala od zarazków i kichających dzieci. Wyszedł pacjent, pani się poderwała jak strzała i wbiegła do gabinetu. Wtedy zobaczyłam,że nie tylko jest w zaawansowanej ciąży,ale i ma z 10 centymetrowe szpileczki. Pogratulowałam jej w duchu tego sprintu. Ja nie potrafię w nich chodzić, w ogóle w 4 centymetrowych się przewracam, a ona w 8 miesiącu pobija sprawnością chodu samą Victorię Beckham. No dobrze, zaczęłam czytać ulotkę o grypie. Nie minęło 30 sekund i pani wyszła. Naprawdę szybko jej poszło.  Nie kłamała,że na moment tylko wejdzie. Skierowałam wzrok ku drzwiom,ale pani zablokowała swoją osobą drzwi i rzekła- pani doktor prosiła bym się wpisała na listę w recepcji.

I tu pojawiły się schody, drobne schodki. Jedna pani wypisywała komuś zwolnienie, druga robiła zastrzyk. Ta co wypisywała zwolnienie robiła to 2 raz w życiu. Robiła to też 3 i 4, po kolei popełniając byki w druczku. Kiedy widziałam,że sprawa potrwa powiedziałam pani,że w takim razie ja wejdę,bo naprawdę nie mogę czekać. Już abstrahuję od tych zarazków, ale minęło 10 minut i zaraz mój tata zacznie krzyczeć,że musi wracać do pracy. A w deszczu nie widziałam siebie spacerującej do domu ponad kwadrans. Ale, ale.

Pani nie ruszyła się spod drzwi, powiedziała za to, że skoro już tam pani doktor potwierdziła,że ją przyjmie  to ona wejdzie pierwsza, w zasadzie to wróci do gabinetu,mam czekać. Złość wychodziła mi uszami i nosem,bo zanim ta pani wpisała ją do systemu minęło kolejne 5 minut, więc 10 minut pani doktor była niewykorzystana. Ale ok, nie będę się bić z ciężarną o dostęp do lekarza.

Myślałam,że pani doktor w tak zwanym międzyczasie wypiszę jej tę receptę, pani wejdzie, i w zasadzie wyjdzie. Dla mnie było to logiczne.

Zonk. Miałam wizytę na 16. Weszłam do lekarza o 16.45. W pewnym momencie zaczęłam się zastanawiać czy fanka szpileczek nie wyjdzie z przedszkolakiem pod pachą. Nie, pani wyszła,uśmiechnięta i radosna jak skowronek. Za mną rosła kolejka pacjentów, tych z 16.15, z 16.30, z 16.45….. Zdenerwowanie można było kroić nożem, a pani wyszła z uśmiechem. I oczywiście wychodząc głaskała się po brzuszku, jakby to miało wytłumaczyć wszystko.

Kiedy w końcu udało mi się dostać do lekarza, pani mnie przepraszała za tą panią, ale ona miała problem z mamą i przyszła go omówić. Bo jej mama nie można doprosić się o skierowanie do sanatorium  i ona chciała ze swoją lekarką jej wyniki i sprawdzić czy lekarz jej mamy z jakiejś złośliwości nie daje jej tego skierowania. Pani doktor powiedziała,że wyprosiłaby ją z gabinetu, ale to kobieta w ciąży…

No właśnie. Ciąża wszystko tłumaczy?  Rozmowa o sanatorium jej matki na pewno nie była pilnym przypadkiem, że musiała przyjść nagle, bez kolejki i wprosić się przed innymi pacjentami. Szczególnie,że mamy sezon infekcji, w przychodni jest pełno chorych osób, które chcą dostać się do lekarza. I ci ludzie-w większości nie w ciąży, musieli grzecznie czekać, rejestrować się, zwalniać z pracy, organizować sobie transport, może niektórzy opiekę nad dziećmi. Nieważne, nie znoszę takiego wykorzystywania sytuacji, skoro jestem w ciąży i  mam wolne 3 kwadranse i przechodzę sobie przychodni to zajrzę i załatwię co chcę. Bo jestem w ciąży to mi wolno. Oczywiście, w ciąży wolno więcej, ale chyba są jakieś granice. Gdyby ta pani za parę tygodni przyszła tam z gorączkującym niemowlęciem wpuściłabym ją przed sobą. Gdyby sama była gorączkującą ciężarną-nie ma sprawy.

Ale jeżeli pani chciała skonsultować wyniki badań swojej matki w kwestii sanatorium to naprawdę mogła się umówić. Już w ogóle nie wspominam o tym,że jej lekarz rodzinny chyba nie jest od tego by udzielać porad na odległość jej matce. Ale ciężko odmówić kobiecie w ciąży. A może kiedyś trzeba zacząć?

W tej historii chyba najbardziej oburzyło mnie to, że ta pani mnie oszukała. Wiedziała dokładnie po co wchodzi, wiedziała,że nie będzie to 3 minutowe wypisanie recepty. Wiedziała,że na mnie ktoś czeka, że ja nie mogę czekać. Wiedziała,że dalej są inni pacjenci. Była nieszczera, by nie powiedzieć,że okłamała i mnie i panią w recepcji i resztę kolejki. Mam wrażenie, że celowo wykorzystała fakt, że jest w ciąży. Celowo pogładziła się po brzuszku,pokazując,że jako ciężarna nie może czekać i powinno się ją przepuścić. Bo nosi w sobie przyszłość narodu.

Nie byłam w ciąży,nie mam dzieci. Być może jestem nieczuła i czepiam się bez sensu.

Ale ciekawi mnie Wasze zdanie. Szczególnie mam. Takie „granie” ciążą jest ok, czy są jakieś granice w byciu uprzywilejowaną?  Jak byście się zachowały na moim miejscu, i na miejscu tej pani?

0d6db1b7db6963aa5d040427d67b445f

A w ogóle to moje migdałki ładnie zareagowały na antybiotyk. Co prawda pani doktor radziła mi spokojne życie i wzmacnianie sił, no i jak najdłuższy odpoczynek od pracy,to jest lepiej. Ba pochwaliła mnie za szybką reakcję i szybkie wzięcie antybiotyku i nawet nie wierzyła,że na karcie z „pogotowia” miałam napisane, że mam masywną anginę. Jestem super pacjentem. Powinnam dostać naklejkę. Ale jej nie dostałam….

 

Ścieżka dźwiękowa-U2- Raised by wolves

Advertisements

62 uwagi do wpisu “Matka Polka

  1. Katarina pisze:

    Zgadzam się z Tobą w 100%. Nienawidzę krów z brzuchem, które myślą, że ten brzuch pozwala i usprawiedliwia wszystko- w tym przypadku nawet kłamstwo i pierdołę w stylu sanatorium, podczas, gdy inni mają autentyczną potrzebę spotkania z lekarzem.
    Ostatnio czekałam bardzo długo u lekarza ( taka sytuacja ) i była tam też ciężarna. Ludzie powiedzieli, że ją przepuszczą, ale ta -nie, że ona dobrze się czuje, może siedzieć i faktycznie – dawała do pieca, rzucała ciągle żartami i flirtowała z gościem z naprzeciwka:D
    Ale są mamuśki, które myślą, że jak mają brzuch/wózek to mogą wszystko. Bo są MATKAMI.
    Wuja.
    Trochę więcej pokory.

    Lubię to

    1. Wiadomo, gdyby była ciężko chora, to na pewno bym pretensji nie miała,ale jednak pani sobie wchodzi, rozmawia o głupotach, zajmuje czas przeznaczony dla 3 pacjentów i bezczelnie się uśmiecha. Gdyby powiedziała,że ma pytanie o to sanatorium to grzecznie bym odmówiła. To w końcu nie jest pilna potrzeba.A tutaj kobieta sprawiła,że teraz na wszystkie ciężarne przez dłuższy czas będę patrzyła nieco krzywo…

      Lubię to

    2. Trochę niefajny jest Twój komentarz, bo nazywanie ciężarnych „krów z brzuchem” jest nie na miejscu. Ciężarne mają brzuch, gdyż jest on konsekwencją ciąży i nazywanie ich „krowami” jest obraźliwe. Nie wiem, czy miałaś okazję być w błogosławionym stanie, ale jeśli kiedyś będziesz, to zrozumiesz, że z powodu tego brzucha kobiety często nie czują się dobrze i mają prawo do lepszego traktowania. A już kobieta drugą kobietę to powinna zrozumieć, a nie wyzywać od „krów”. Nie wszystkie ciąże przechodzi się bezboleśnie.

      Lubię to

  2. Katarina pisze:

    Dlatego napisałam, że zgadzam się z Tobą w 100%:)
    Ja tak się gapię na matki, które lezą z wózkiem środkiem chodnika ( oczywiście z komóreczką przy uchu ) a ty nie możesz zmieścić się na ścieżce rowerowej obok, żeby jaśnie panią z potomkiem wyminąć…Z radością wtedy używam mojego dzwonka:D

    Lubię to

    1. ostatnio jedna matka na mnie nakrzyczała,że ja idę chodnikiem,a ona z dzieckiem jedzie rowerem. Obok miała ścieżkę, ale powiedziała,że jedzie tak jak dziecku wygodniej ,a dziecko woli chodnikiem ,nie lubi ścieżką i strasznie na mnie trąbiła 😉

      Lubię to

  3. nie znosze takiego zachowania, jestem w ciąży ale to nie choroba! inni też mają prawo czuć sie gorzej i szczerze nie lubie gdy ktoś mi ustępował albo przepuszczał, nigdy nie oczekiwałam ulgowej taryfy bo mam brzuszek tym bardziej że akurat miałam go na własne życzenie i guzik to innych musi obchodzić. Pewnie bym jej nic nie powiedziała ale takie zachowanie irytuje, święta krowa ot co! no to gratulacje 🙂

    Lubię to

    1. Ja żałowałam,że nic nie powiedziałam. Jedynie chodziłam pod drzwiami i dwa razy zapukałam… Kurcze, jestem pewna,że tego dnia akurat ja czułam się gorzej od niej. Ale nie zajmowałam lekarce czasu narzekaniem. Moja wizyta trwała 6 minut.A ta pani nieźle mnie zdenerwowała, zupełnie jakby ona była jedyną ciężarną na ziemi….

      Lubię to

    2. Katarina pisze:

      Ale tu nie chodziło o to, że ciąża to choroba, tylko o to, że ta baba tę ciążę wykorzystała, żeby ściemnić chorej autorce bloga, że ona MUSI wejść asap.

      Lubię to

  4. Tak tak tak podobała mi się Twój post I dać jest je bezpośrednio z nami jeszcze Mama’s znacznie prawym i dobra MAMA ma więcej na temat korzyści, tradycyjnie postrzegane i kultury, które jest z Zobacz komu kobietę w ciąży w autobusie, pociągu lub podobne przyjechał, ona ma jej miejsce, to powodzenia dla ich rodzin, dzięki kotwice tradycja wciąż mieszkał. oczywiście nowoczesnym rozwoju leków, wielu nie może
    Różne w Egipcie przez zamiast miasta. i nie zapominaj, że matka jest samym sercu ich rodziny..złe dokładnie jak dobry lekarz lekarz. Miłego tygodnia koniec

    Lubię to

  5. katasza pisze:

    Ciąża to nie choroba, ale jednak niestandardowy stan, który może powodować uciążliwości, dlatego jestem zdania, że powinno się być wyrozumiałym i pomocnym – ale chamstwa nie usprawiedliwia. Zablokowanie gabinetu w ogóle nie mieści mi się w głowie, jak bardzo trzeba być zapatrzonym w czubek własnego nosa. Na Twoim miejscu miałabym ochotę wejść i gdyby pani nie stała w przejściu, a mój poziom frustracji odpowiednio wzrósł, może bym i nawet weszła. Uśmiech i głaskanie się po brzuchu tylko rozzłościłyby mnie bardziej.
    W mojej przychodni zwykle się czeka (a najbardziej rozchwytywany rodzinny zawsze ma spore opóźnienia i zawsze siedzi pod jego drzwiami kilku zniecierpliwionych ludzi), więc pani miałaby duże szanse trafić na pacjenta, który nie patrząc na ciążę zrobiłby awanturę – może by jej się przydało…

    Lubię to

    1. Też jestem zdania,że w ciąży życzliwość się przydaje i zawsze staram się jakoś pomagać-jak zaznaczyłam na wstępie, ale nie znoszę takiego zachowania. Chciałam wejść i kurcze, kazać jej wyjść,ale może bym to zrobiła gdybym była sama w poczekalni, tak przy ludziach było mi głupio reagować,bo właśnie kobieta w ciąży. Jak w ciąży to pewnie z ważną sprawą…. Niektóre panie zbytnio przejmują się swoim stanem i wykorzystują go maksymalnie. Moja lekarka to kobieta anioł, niestety, wizyta nie trwa nigdy standardowe 10=15 minut, ona to każdemu chce pomóc, wszystko wyjaśnić, objaśnić… I kolejki do niej są, bo jest naprawdę dobra i miła. Ale to już był szczyt, co innego opóźnienie parominutowe, a co innego blokowanie gabinetu….

      Lubię to

  6. No cóż, jestem matką i powiem ci tak:
    Nie cierpię głaskania się po brzuchu na pokaz.
    Różne są ciąże. Jedne trudne, trzeba leżeć kilka miesięcy, jest złe samopoczucie, złe krążenie. Są ciąże bez komplikacji. Sądząc po szpileczkach i ogólnej dobrej formie tej pani, ciąża bez większych komplikacji. Fakt, że niedobrze złapać jakiś syf w ciąży, bo są ograniczenia czy przeciwskazania do użycia np. środków przeciwgorączkowych w tym czasie. Ale! Ta kobieta ewidentnie cię okłamała przez niedopowiedzenie, po co przyszła. Może i myślała, że szybko jej pójdzie, nie wiem. Pachnie mi kombinowaniem, o którym pisałam jakiś miesiąc temu w poście o służbie zdrowia.

    Lubię to

    1. Oczywiście gdyby była chora,nie miałabym problemu by ją przepuścić i nawet gdyby ta wizyta się przeciągnęła nie miałabym pretensji. Ja mam ogrom sympatii do kobiet w ciąży 😉 Ale połączenie makijażu, szpileczek, dobrego humoru, kłamstwa i bezczelnej pewności siebie bo jestem w ciąży i mi wolno wszystko mnie powaliło. Ja osłabiona po antybiotyku,. obolała, zmęczona i to czekanie aż pani skończy analizę zdrowia matki-to przelało szalę goryczy.

      Lubię to

  7. Mówiąc szczerze jeszcze ani raz nie spotkałam się z kobietą, która ciążą chciała coś ugrać, naprawdę. Moja koleżanka ze studiów, na kilka dni przed planowanym porodem biegała po uczelni i nosiła pracę magisterskie kilku osób do dziekanatu (gdzie musiała wejść po schodach) i za nic nie chciała słuchać, żeby ktoś ja w tym wyręczył. Ale ta pani u Ciebie… no cóż zachowała się jak rasowa krowa -.-

    Lubię to

    1. Moja przyjaciółka dzień przed porodem myła okna w całym domu. Ale rozumiem,że są kobiety, które kiepsko znoszą ciążę i muszą leżeć i korzystać z pomocy innych. Ale jeżeli ktoś dobrze się czuje, a ciążę wykorzystuje w taki sposób to mojej sympatii nie zyskuje….

      Lubię to

  8. Julka pisze:

    zanim napiszę co ja myślę odniosę się do 1go komentarza – uważam że określenie „krowy z brzuchem” jest conajmniej nie na miejscu. trzymajmy jakiś poziom dyskusji, nie obrazajmy się wzajemnie, miejmy choć odrobinę kultury…

    Lubię to

  9. Katarina pisze:

    Mój komentarz odnosił się TYLKO I WYŁĄCZNIE do kobiet wykorzystujących swój odmienny stan do zdobywania korzyści ( i to drogą „po trupach” ).
    Do „normalnych” kobiet w ciąży nie mam nic ( co zresztą napisałam w tym samym komentarzu- odnośnie MOJEJ sytuacji z czekaniem u lekarza nie używając już tego pierwszego określenia w odniesieniu do kobiety w ciąży ).

    Lubię to

  10. Katarina pisze:

    I do takiej właśnie ‚owcy’ odnosił się mój komentarz:)
    Do kobiet w ciąży nie mam nic, o ile nie muszę dwie godziny o tej ciąży słuchać, bo mi takie tematy latają koło pióra:)

    Lubię to

  11. To chyba szczyt bezczelności tej kobiety. A lekarz powinien ją wyprosić i kazać czekać w kolejce, bo nic jej się nie działo a jej sprawa nie była poważna. Rozumiem, że można mieć jakieś przywileje, ale trzeba umieć z nich korzystać a nie bezczelnie wykorzystywać.

    Lubię to

    1. Dokładnie, niestety ta lekarka jest za miła i za słodka. Rozumiem,że tamta ją zagadała i pewnie lekarce było jednak głupio wyrzucać ciężarną za drzwi…. Ale jednak świadectwo o sobie wystawiła ta pani w ciąży. Bezczelnie korzystała z życzliwości innych…

      Lubię to

  12. Wow, masakra… Przegięła. Kłócić pewnie bym się z nią nie kłóciła, bo nie chciałabym mieć na sumieniu jej dziecka, gdyby przypadkiem poród zaczął się wcześniej przez stres… Ale kurczę, kretynka. W ciąży powinna się trzymać jak najdalej od zarazków, przecież sytuacja nawrt nie dotyczyła jej samej więc po cholerę się pchała w ogóle do lekarza? Ja jak w ciąży potrzebowałam jakiegoś skierowania od internisty to lazłam albo jako ostatni albo jako pierwszy pacjent wcześniej ustalając z lekarzem – właśnie żeby z nikim się nie stykać. Albo jak nie było jak, to na godzinę. Ewentualnie recepty potrafili mi wypisać i zostawić na rejestracji. Nie ogarniam takiego zachowania.
    Nigdy nie prosiłam się o miejsca w autobusie (no dobra, może jeden raz jak na prawdę źle się czułam), nie wpychałam się w kolejki, chyba, że miałam wyraźnie napisane, że mam kasę uprzywilejowaną. Po porodzie idąc do lekarz jako „na doczepkę” czekałam aż sama lekarka mnie wywoła między pacjentami (ona sama decydowała po kim lub przed kim ma takie lub inne okienko). Nie wyobrażam sobie takiego zachowania jak to…
    Jedynie, kiedy potrafię zawalczyć o wejście przed kimś (nawet na chama) to przychodnia weterynaryjna – w przypadku, kiedy sytuacja jest podbramkowa i osoby ‚po karmę’, albo ‚z kichającym pieskiem’ mogą poczekać chwilę dłużej, bo ich zwierzakowi nie zagraża natychmiastowa śmierć.
    Ale mówiąc szczerze w takich przypadkach najczęściej ma się weta po swojej stronie 😉

    Lubię to

    1. dokładnie, ja sama szłam do tej przychodni jak na ścięcie bo tam pełno zarazków, i nie chciałam siedzieć wśród chorych, więc nie wiem po co ta pani tam przyszła,tym bardziej,że żadnej pilnej potrzeby nie miała. Ot, chciała coś skonsultować. Ja na jej miejscu zrobiłabym jak Ty, umówiłabym się jako pierwsza, albo ostatnia. Ale najpewniej w ogóle nie poszłabym do lekarza by zapytać czy naprawdę mama nie może jechać do sanatorium… Przecież zanim dostanie się skierowanie to i tak z rok minie nim pojedzie, więc nie rozumiem takiego pośpiechu,że ona musi pilnie wejść przed wszystkimi….

      Lubię to

  13. Ja niestety już wyleczyłam się z pomagania takim Paniom… Właśnie przez to co piszesz. W większym mieście możesz spotkać panie, które nawet usiąść nie chcą jak im ustępujesz i takie, które maja pretensje, że nie domyślasz się, że są w ciąży ( serio nie było widać). Jak ktoś jest chamski to przeważnie nie mam litości.

    Lubię to

    1. o dokładnie, w Rossmannie niedawno pani w ciąży z dzieckiem płaczącym w wózku chciałam ustąpić miejsca w kolejce by się nie męczyła to na mnie naskoczyła,że ona sobie świetnie radzi i mam się nie wtrącać…. Hormony:)

      Lubię to

  14. kobietanaszpilkach pisze:

    no to Ci się trafił egzemplarz ciężarny fiu fiu ja bym chyba wdarła się do doktora w między czasie. Swoją drogą jako ta co w ciąży była niedawno napiszę że wcale nie czułam żeby mnie ktoś traktował specjalnie:/ a szkoda bo jak widać mogłam dużo ale wolałam stać w kolejce …..

    ps: co do komentarza u mnie na blogu jak byś jednak nie zabierała wystarczającą ilość naklejek i miały by wylądować w kosztu to może wyślesz nam?

    Lubię to

  15. Powiem Tobie, że zdenerwowałam się mimo tego, że nie ja znalazłam się w takiej sytuacji. Nie znoszę takich tępaków i bezczelnych ludzi. Ja w odmiennym stanie miałam chwile osłabienia, ale generalnie uważam, że da się z brzuchem żyć i bez większych problemów funkcjonować normalnie. Nigdy z mojej strony nie było nadużyć w tym temacie. Nie skorzystałabym najprawdopodobniej nawet gdyby w kolejce (do normalnej kasy, a nie tej z pierwszeństwem) ktoś mnie przepuszczał.
    Generalnie jak mam pójść do przychodni to jestem ‚chora’ nieco. Współczuję Tobie zatem dość częstych infekcji. Jak ostatnio byłam zostałam potraktowana jak zero przez jednego z oczekujących i jakieś takie obrzydzenie mnie ogarnęło. Żałuję, że nie skomentowałam zachowania typa, ale czułam się na tyle nieciekawie, że nie chciałam przebywać w poczekalni we wrogiej atmosferze. Świata się niestety nie zmieni i co najwyżej można odczuwać wyższość nad buractwem.

    Lubię to

    1. Uff, ulżyło mi,że mówisz to jako doświadczona mama 😉 Mi było nieco wstyd reagować,bo wokół byli ludzie i wstydziłabym się po mojej reakcji potem wrócić do przychodni-ja jestem z tych co w nerwach najpierw niestety mówią a myślą tygodnie później 😉 Ale tak sobie myślę,że tej pani ciąża taką nie zrobiła, pewnie wcześniej zachowywała się tak samo, tylko teraz znalazła lepszą wymówkę, taką widoczną.

      Lubię to

  16. Ja nigdy nie grałam ciążą i nie weszłam nigdzie pierwsza, nawet w kolejkach w ciąży, mimo że miałam pierwszeństwo, stałam grzecznie. Zdarzyło mi się zresztą zemdleć w takiej kolejce, więc wiem, że takie stanie jest zwyczajnie niebezpieczne. Kobieta, której zachowanie opisałaś, zachowała się nie fair, bo zwyczajnie wykorzystała sówj brzuch jako pretekst, sama na pewno bym tak nie zrobiła.

    Lubię to

    1. Ja zawsze chętnie ustępuję kobietom w ciąży, kiedyś godzinę czekałam przy badaniu krwi,bo po drodze wszystkie ciężarne i matki z dziećmi przepuszczałam 😉 Ale jednak jest jakaś granica, jak ta opisana, co innego badanie czy pilna porada, a co innego debatowanie półgodzinne czy szanowna babcia ma prawo do sanatorium. No na pewno to nie jest sprawa na tyle pilna by nie móc się umówić normalnie do lekarza i po prostu przyjść na umówioną wizytę.

      Lubię to

  17. Przez takie kobiety jak ta pani społeczeństwo jest coraz mniej wrażliwe na potrzeby ciężarnych. To nie powinno mieć miejsca.

    Aha to, że wypowiadają się tu kobiety, które w ciąży „odstały swoje” w kolejkach nie znaczy, że każda ciężarna jest w stanie to tak po prostu wytrzymać.

    Ludzie przepuszczajcie ciężarne w kolejkach! Nam czasami głupio się o to dopraszać.

    Lubię to

    1. Wiadomo, każda ciąża jest inna, ja chętnie pomagam i ustępuję paniom w ciąży,chyba,że wyraźnie nie życzą sobie pomocy i odmawiają pierwszeństwa,jeżeli proponuję. Ale myślę,że są jakieś granice, które przynajmniej ta jedna ciężarna przekroczyła…. Przyznaję szczerze-można mnie pobić i zlinczować, gdybym wiedziała od początku,że pani czuje się dobrze i idzie tylko by skonsultować temat sanatorium swojej mamy to jako naprawdę chora nie oddałabym jej swojej wizyty.

      Lubię to

  18. Na dźwięk samych słów Matka Polka w naszym kościelnym państwie mam gęsią skórkę i szczękościsk… Wydaje mi się jednak że ciężarne to jedynie wierzchołek góry lodowej. Ja do lekarza jakiegokolwiek chodzę raz na kilka lat, raz popełniłam ekstrawagancję i zgłosiłam się ze skierowaniem na badanie krwi, przy pierwszej próbie się poddałam, o godzinie w której otwierali zabiegowy było 50 osób w kolejce, druga próba była lepsza, mój eks o 6:30 zajął mi miejsce w kolejce, był 5, jeszcze przed otwarciem przychodni… Otwierali zabiegowy chyba o 7:30. Za mną było dwóch emerytów, którzy się pobili o to, że ten drugi tam nie stał… Ja pracuję, nie mogę się zwolnić z pracy bo tylko ja obsługuję biuro, jak nie przyjdę będzie zamknięte, a 50 osób w wieku emerytalnym od 6 rano okupuje przychodnię bo oni MUSZĄ mieć zrobione wszystkie badania przed innymi. Bo oni nie mogą marnować swojego cennego wolnego czasu. Bo im dzieci w domu płaczą i szef wydzwania z pretensjami.
    Ot dygresja.
    Każdy niestety wykorzystuje swoja pozycję jak może, taka ciężarna robi swoim zachowaniem krzywdę innym matkom. Moja przyjaciółka jest przykładem bycia po tej drugiej stronie. Wracała już w zaawansowanej ciąży z zakupów, jak to na przystanku obok rynku, pełno pań emerytek z zakupami, (znowu panie emerytki, wrrr :P), które rozsiadły się na ławce i na ławce też poustawiały swoje torby z zakupami, żeby biedne torby się nie pobrudziły czy też nie zmęczyły staniem na chodniku. Dziewczyna w widocznej ciąży stała obok, na nieszczęście zrobiło jej się słabo, ale żadna z siatek z zakupami nie ustąpiła jej miejsca, tylko jeszcze właścicielki siatek komentowały że z brzuchem na wierzchu chodzi (była wczesna jesień więc widoczny brzuch nie był ubrany w puchówkę, a widocznie powinien)…
    Może ludziom bezczelnie dopominającym się swojego miejsca jest łatwiej? Ja oczywiście nie pochwalam. Sama jestem z tych, którzy się nie upominają. (tylko zapamiętują)
    Ehh… rozpisałam się.

    Lubię to

    1. ja staram się ile mogę załatwiać prywatnie, alergolog, badania, okulista, dentysta, ale z zaziębieniem nie będę szła prywatnie by ktoś mi w gardło popatrzył. A tu rzeczywiście wypychają ciebie bo każdy ma coś ważnego do załatwienia. Kiedyś tatę chciałam zapisać do chirurga, rejestracja od 8 rano,wyszłam z domu o 6.30 i byłam 11 w kolejce. Sami emeryci, panie nie ukrywały,że one się zapisują wszędzie, do każdego lekarza,do każdej przychodni bo dla nich to okazja by pogadać z ludźmi, jakoś spędzić sobie dzień…
      Pamiętam jak wracałam z koleżanką ze studiów, w ciąży, po egzaminie,lato,upał, ona w 8 miesiącu, jedna pani miała w tramwaju siatki poukładane na dwóch miejscach, sama siedziała na kolejnym i nie ustąpiła,bo jej w ciąży nikt nie ustępował,i proszę żyje….

      Lubię to

  19. Według mnie w Polsce jest o wiele lepiej być w ciąży bo ludzie są bardziej pomocni i lepiej wychowani. Co prawda niektóre mamy za bardzo się afiszują i trochę im uderza woda sodowa do głowy.. Myślą że zawsze mogą być pierwsze bo im się należy. Traktują brzuch jako zielone światło do wszystkiego. Wydaje mi się jednak, że to nie kwestia ciąży tylko wychowania czy charakteru. Byłam niedawno w ciąży i najprzyjemniej nie było. Na początku dobrze, zdrowie ksiązkowe – ciąża super! Pod koniec już wiadomo – więcej ciała, spuchnięta, wszystko uciska na organy… Zdarzyło się przez wszystkie miesiące kiedy było widać, że jestem w ciąży, że 3 razy mi ktoś ustąpił miejsca w autobusie, z czego tylko raz skorzystałam, kiedy naprawdę źle się czułam i w dodatku trasa była długa. Kiedy było dobrze to grzecznie dziękowałam i mówiłam, że nie trzeba mi ustępować miejsca. Najgorsze było chamstwo podczas wsiadania do autobusu kiedy wszyscy się pchali bo kto pierwszy ten lepszy i tylko szybko zasłaniałam brzuch i musiałam miec oczy dookoła głowy bo nie wiedziałam kiedy ktoś na mnie wpadnie czy mnie popchnie.. Raz wymodelowana, wytapetowana kobieta na obcasach przed 50-tką z niezliczoną ilością reklamówek tak biegła na wolne miejsce, że uderzyła mnie łokciem mocno w brzuch z pretensjonalnym spojrzeniem. Miałam wrażenie, że musze ją przepraszać, że brzuch mi wystaje 😀 Dużo miałam takich sytuacji, ale może to są takie uroki Londynu. Starsze osoby, które są typowymi Brytyjczykami mają dobre maniery i zawsze byli mili. Jednak ich była tylko garstka, a reszta to kraje, w których nie szanują kobiet i poprostu poziom chamstwa sięgał zenitu. Nie raz mi się chciało płakać jak wchodziłam do autobusu bo wiedziałam, że muszę być czujna i uważać. Dla mnie każda trasa to było pole walki. Ta dziewczyna zachowała się bardzo niewlaściwie, ale może karma do niej wróci i jeszcze sobie nie raz postoi w kolejkach, z brzuchem, na szpileczkach i ktoś nie będzie tak miły… A Ty masz chociaż czyste sumienie i zdrowe migdałki 😛

    Lubię to

    1. u nas zauważyłam,że najgorsze są inne kobiety po 50, dla kobiet w ciąży, matki,babcie. Zero chęci pomocy, wręcz przeciwnie, one też były w ciąży, nikt im nie pomagał,to ja ci nie pomogę, a tu chodzi o taką drobną,codzienną życzliwość wobec przyszłych matek. Ale są granice, niektóre panie w ciąży uważają,że bycie w ciąży jest stanem w którym kultura nie obowiązuje. To znaczy ich nie obowiązuje, ale inni powinni zawsze im ustępować i nie mieć przy tym żadnych obiekcji. Ja dalej będę w miarę możliwości pomagać kobietom w ciąży, ale poczułam się wtedy naprawdę kiepsko…

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s