Weekend

Na ten weekend miałam dwa plany. Jeden,mniej ambitny polegać miał na sobotnim spacerowaniu po mniej znanych dzielnicach miasta w ramach festiwalu Narracje. No ok, macie mnie, tegoroczną dzielnicę znam jak własną kieszeń i mam do niej stosunek niezwykły,gdyż to dzielnica mojej mamy i wciąż jest tam mieszkanie moich dziadków. Nocny spacer, różne instalacje, sztuka na ulicy. Niedziela w wersji spokojniejszej miała polegać na obiedzie u przyjaciółki. W końcu udało nam się umówić. Ja miałam przynieść ciasto, ona danie główne. Taki był plan.

Miałam też inny plan. Dość niespodziewanie się pojawił, i mówiąc szczerze bardzo mi się spodobał. Weekend w Warszawie. Chciałam spotkać się ze wspaniałą koleżanką. Pójść do muzeum, oderwać od codzienności. Wstępnie wybrałam noclegi i zapłaciłam zaliczkę.

I takie to miałam plany.

A jak wyszło? Koc. Herbata z cytryną. Było i ciacho. Była samotność. No bo przyszło okropne przeziębienie. Kochany ojciec podzielił się nim ze mną. Sam wyzdrowiał. Ja walczę. A dopiero co pokonałam moją alergię, to znaczy ujarzmiłam ją. Cieszyłam się dwoma tygodniami bez kataru i kaszlu. I bach. Taty wirusy mnie pokonały. Siostra wybyła do Berlina. Rodziców wysłałam do tej Warszawy skoro mieszkanie opłacone. A sama siedzę w domu i snuję się z kąta w kąt. Obejrzałam co miałam, posłuchałam co miałam, przeczytałam co miałam, w nadmiarze do tego. A czas się wlecze. A gardło boli coraz bardziej.

Nie lubię sama jeść. Zaprosiłam babcię na obiad i ciacho. A moja babcia zaczęła mi tłumaczyć, że przyjść nie może. I nie dlatego, że ona boi się zaziębienia,bo się nie boi. Ale ona ma tyle spraw na głowie, tyle spotkań, że wysiadłam gdzieś w połowie soboty i nie wiem co babcia robi w niedzielę. Wiem,że ma masę planów. Jej życie towarzyskie kwitnie. A ja siedzę w piżamie i się snuję.

9f785773c8df6d1788f38465d563f18b

Piję herbatę za herbatą. Zmieniam tylko plasterki cytryny i odcinki seriali. Dołączam do zaszczytnego klubu Dateless Wonder Club. Chciałabym by ktoś mi coś ugotował, posiedział, podał paczkę chusteczkę, kazał wziąć syropek na kaszel…

Wypiłam za dużo herbaty. Za bardzo bałam się tej nocy. Wiecie parter i te sprawy. Miałam zapalone światło w każdym pokoju. I telewizor i radio. Pewnie dlatego się nie wyspałam. Pewnie dlatego marudzę i narzekam.

Biorę się za siebie. Albo i nie. Mogę marudzić i narzekać? Mogę. Założyłam dziś Związek Zawodowy Irytujących Kobiet. Jestem pierwszym członkiem. Mam prawo narzekać, narzekać i narzekać. Całą niedzielę. A w przerwach ssać czerwone tabletki na gardło.

P.S. Pani Prezes związku Singielek i Kobiet Irytujących zakasała rękawy i poszła rano do punktu nocnej i świątecznej pomocy medycznej. Jako, że była 7 rano kolejek nie było. Były tylko resztki palca pewnego pana po nocnej bójce z innym panem, który stracił 4 zęby.  Grzecznie wjechałam windą na pierwsze piętro, poczekałam  w zupełnej pustce na panią doktor, która po sekundzie patrzenia w gardło z uśmiechem na buzi(bardzo miłej zresztą ) orzekła,że posiadam książkowo czerwone gardło, powiększone migdały i ropne nacieki. Diagnoza? Ropna angina. Efekt? Antybiotyk i leżenie w łóżku. A w aptece wzbogacili się o 54 złote. Jakie to ważne by singielka mieszkała w 5 minut od nocnej przychodni i miała 3o metrów do apteki. Vivat samodzielność.

P.P. S. W nosie mam samodzielność. Kto mi zrobi herbatkę?  I zrobi kanapeczki? Nie,mam ochotę na jajeczniczkę ze szczypiorkiem. Nie, nie ma szczypiorku. Chcę omlet. Albo nie, budyń. Tak, budyń. Mamusiu………

24749df07b99d8dff800442229e6b750

Ścieżka dźwiękowa- Chris Cornel- You know my name

Advertisements

48 uwag do wpisu “Weekend

  1. Zbych pisze:

    Współczuję… chorowanie to zawsze ciężka sprawa a chorowanie w samotności to już w ogóle nie przelewki. Ale w tym bardzo smutnym dzisiejszym wpisie widzę światełko w tunelu i pewien pozytyw – jesteś znów w swoim prawowitym domu z apteką i lekarzem za rogiem…
    DUŻO ZDROWIA !!!
    Całonocne palenie światła… – to sąsiedzi pewnie pomyśleli że jakaś całodobowa parapetówka poremontowa 🙂
    PS: A co to za serial tak hurtowo pochłaniasz?

    Lubię to

    1. aktualnie nadrabiam braki przez wiejskie życie i sobie oglądam Żonę Idealną no i wstyd, robię sobie przerwy z Przyjaciółmi 🙂
      O tak, to duży plus. Gdybym została tam na wsi, musiałabym dojechać do tej przychodni właśnie tutaj, tej, którą mam 5 minut wolnym,chorobowym krokiem. A tam musiałabym wzywać taksówkę, bo w niedzielę są dwa kursy. Więc czuję ulgę,że jestem w mieście 😉 Ale ogólnie to mi źle i smutno. I w ogóle marzę o cudownym ozdrowieniu….. Zdrowie przyjmę w każdej ilości:)

      Lubię to

  2. Jejku, znów choróbsko?? Masakra. Zdrowiej szybko.
    Ja nawet przy pełnym domu muszę sobie sama robić herbatę itp. xD Chociaż ostatnio mamusia mi budyń zrobiła. 😀
    A teraz łączę się w bólu, bo mnie bolą zatoki od rana… ;/

    Lubię to

    1. ostatnio to była tylko alergia na wieś. Teraz to masakra, wolałabym mieć alergię parę lat niż dwa dni z anginą….
      Moja mama zostawiła chore stare dziecko i dobrze się bawi. Przypomnę jej ten brak budyniu na starość;)

      Lubię to

  3. I u mnie przeziębienie i czerwone tabletki na gardło. Chociaż się nie dałam i w piątek byłam na imprezie urodzinowej, stwierdziłam, że wysokoprocentowy alkohol albo uleczy moje gardło, albo dobije. Uleczył. Ale katar pozostał. Siedzę więc sama w domu, popijam czerwone saszetki i robię pavlovą, bo przecież coś trzeba z życia mieć 😀
    Zdrowiej szybko 🙂

    Lubię to

    1. No ja byłam w pracy w piątek,ale niezbyt mi to pomogło… A czerwone tabletki w ogóle nie działają. Może jutro po antybiotyku poczuję ulgę? Chwilowo nawet herbaty mi się nie chce robić, bo kuchnia tak daleko od łóżka…..:(

      Polubione przez 1 osoba

  4. To fakt, takie choroby przychodzą zawsze w najgorszym momencie…. Ostatnio przeżyłam pierwszą chorobę w akademiku i rodzice mieli rację – chorowanie samemu, 500 kilometrów od najbliższej przyjaznej mi osoby to masakra. Nawet nie wiedziałam, jak dojść do lekarza, bo nie znam miasta… mam nadzieję, że ci pójdzie lepiej i już niedługo będziesz zdrowa 🙂

    Lubię to

    1. Dziękuję 🙂
      Na szczęście babcia jest kilometr stąd, w razie czego zadzwonię i poproszę by mi obiad przyniosła,ale spróbuję być w miarę samodzielna. Jutro mam zamiar zamienić się w dziecko i mamusi pomarudzić,niech się o mnie troszczy 😉 Chorowanie samemu tylko niestety pogłębia złe samopoczucie:(

      Lubię to

  5. Katarina pisze:

    Przecież to , że się kogoś ma nie oznacza automatycznie, że ten „ktoś” będzie nam usługiwał w chorobie. Czasem można być z kimś i w obliczu choroby zostać z nią samemu…
    Ja tam się do Twojego Związku nie zapisuję:P

    Lubię to

    1. Już ja bym komuś kazała się mną zająć;0 zresztą mało wymagająca jestem, herbata i podgrzanie rosołku;) Nic skomplikowanego 🙂 Ale cóż, samodzielność samodzielnością, muszę zacząć robić obiad bom głodna jak nigdy, a głupio nie mam nic w portfelu,więc opcja zamówię sobie coś z knajpy odpada:(

      Lubię to

      1. Katarina pisze:

        A ja dzisiaj bez obiadu:) Zjem co innego, gotować-nie gotuję, więc dam radę bez;)
        Spadam, bo rower mnie wzywa:)
        Zdrowiej!
        Szkoda czadu na chorobę i marudzenie:)

        Lubię to

      2. Też myślę,że szkoda czasu na chorobę, ale cóż, czasem przychodzi nieproszona 🙂
        Zjadłabym sobie co innego,prostego. Problem w tym,że nikt nie zrobił zakupów i nie mam ani jajek, ani chleba, ani w ogóle prawie nic. No, ok mam ciasto,ale to za mały obiad dla takiego głodomora jak ja 😉 Muszę korzystać z mrożonek … Jutro każę się rozpieszczać 🙂

        Lubię to

  6. Ojej, to zdrowia życzę! Mnie tez dopadły jakieś wirusy, gardło boli niesamowicie i obawiam się że nie skończy się to na piciu herbatki z miodem i cytryną, tylko będzie lekarz. No ale takie sezon, dlatego nie lubię jesieni :/

    Lubię to

  7. katasza pisze:

    Też chcę się zapisać do Twojego związku, jestem pewna, że pasuję. 😉
    Angina to już nie byle co, trzeba wyleczyć porządnie.
    Ja się bałam, gdy zostawałam sama w nocy w piętrowym domku, nie chciałabym tak stale mieszkać. Zabierałam się za zasuwanie zewnętrznych żaluzji, gdy już było ciemno i myślałam, co bym zrobiła, gdybym za oknem zobaczyła kogoś ze złymi zamiarami…

    Lubię to

    1. Na szczęście Lechia mecz wygrała, kibice mieli świetne nastroje i wracali na spokojnie, a nie ze złością,więc wieczór minął spokojnie w miarę. Aczkolwiek nie lubię tak całkiem sama zostawać,odkąd nie mam krat na balkonie nieco się stresuję…
      anginę niestety trzeba zwalczyć do końca, antybiotyk i wygrzewanie się. A mnie już nosi, ale to nie katar,jeden dzień to za mało by wyzdrowieć:(
      A to witam kolejną członkinię mego klubo-związku 🙂

      Lubię to

      1. katasza pisze:

        Parter jest wygodny, ale bez kraty na balkonie też nie czułabym się pewnie, w niektórych blokach wejść na taki balkon to żaden problem, a w wielu innych trzeba się tylko postarać. Kibice to dodatkowy powód do obaw, różne dziwne rzeczy im do głowy przychodzą.

        Lubię to

      2. tam na wsi mimo parteru i ogródka z płotkiem na 30-40 cm nie czułam się w ogóle niepewnie,bo dwa szlabany,monitoring, ochrona. A u mnie w sumie nic. Chociaż okolica dość spokojna i nikt nie ma żadnych krat na balkonach. Ale uznałam,że będę gnębić rodziciela o roletę na drzwi balkonowe,tak by zapewnić sobie spokojny sen.

        Lubię to

  8. Blueberry pisze:

    Oj, biednaś! Mam nadzieję, że antybiotyk się szybko rozprawi z chorobą i życzę więcej odporności! Nam koleżanka medyczka raz powiedziała, że jak się człowiek czuje niewyraźnie to oprócz witaminy C, warto brać jeszcze witaminę B.

    Choć myślę, że i tak warto szukać pozytywów sytuacji – dobry powód by zostać w domu z serialem i książkami. I ostatecznie, nie jest najgorzej – ostatnio w blogosferze ciągle widzę info o jelitówce. Z dwojga złego wolałabym anginę.

    Zdrówka!

    Lubię to

    1. ja też wolę tę chorobę 😉 Aczkolwiek najlepiej w ogóle bym nie chciała chorować 😉 ale trudno,jak się przyplątało,trzeba wziąć problem na klatę i jakoś go pokonać. Mam nadzieję,że wieczorem poczuję jakąś ulgę, i w końcu antybiotyk zacznie działać….

      Lubię to

  9. Mogę przyłączyć się do Związku? Byłoby mi bardzo miło irytować się (i innych) w towarzystwie :).

    U mnie ostatnio plany też spadają na łeb na szyję. Łączę się w bólu i zdrowia życzę!

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s