Jesienna apatia

Lubię jesień za dwie kwestie. Pierwsza, gdy nie chce mi się umyć włosów z rana, po prostu nakładam czapkę na mą głowę i problem z głowy. Po drugie, kiedy leje, jest szaro,wieje i w ogóle ciśnienie wariuje mogę narzekać ile wlezie. Pomyliłam się w pracy? Wina jesieni. Nic mi się nie chce? A komu by się chciało kiedy szósty dzień nikt nie widział słońca? No to mam na kogo zwalać. Na biedną jesień. I nawet zakup nowych rękawiczek nie poprawił mi znacząco nastroju. Nawet miękkie swetry i szale. Urocza czapka, którą musiałam  kupić w akcie desperacji 10 kroków po wyjściu z domu i walce z wiatrem. Zapasy herbaty i gorącej czekolady. Jesień przyszła za szybko. Nie, nie za szybko. Ale zbyt gwałtownie. Zamiast pozwolić pożegnać się ze słońcem,przyzwyczaić do mżawki i szarości od razu pokazała swoją najgorszą stronę. Gdzieś wyczytałam jednak,że jesień to tylko pogoda za oknem. Za swój umysł i stan ducha odpowiada każdy sam. Może to i prawda? Może spróbuję znaleźć jakieś plusy?  Ale jak je odszukać kiedy popsuł się internet? Akurat w dniu kiedy pojawił się nowy komputer. Poszłam za kanapę sprawdzić co się dzieje z routerem i uznałam -po wnikliwej analizie, że winny jest przedłużacz. Postanowiłam więc go wymienić. Zrobiłam to jednak tak,że wyrwałam kabel. Myślałam,że sama siebie zlinczuję. Piątkowy wieczór, wkurzony ojciec, wrzeszczący brat i zniszczony kabel. Brat o dziwo wziął winę na siebie, tatko uznał,że nie ma problemu, znalazł złączkę i wrócił internet. Jeden problem rozwiązany. Drugi to sąsiad. Od czasu remontu zalał nam 4 razy sufit w łazience. Okazało się,że źle podłączył brodzik w łazience, z każdą kąpielą zalewa więc nas. Ostatecznie sąsiad przestał się kąpać,mówi,że czynność tę wykonuje u dzieci,ale kto go tam wie. Wymyślił sobie jakiś wyjątkowy brodzik na który czeka się 4 tygodnie. Czekamy i patrzymy czy znów pojawi się mokra plama. 3 razy musiałam odnosić lampkę do sklepu. Nie wiem co się działo, ale za każdym razem dostawałam trefny model, który nie działał. W końcu wybrałam inny model. Zupełnie mi się nie podobał.ale działa. A jak wiadomo jesienią światło ma moc. Zgubiłam mp3. Zupełnie nie wiem gdzie się zapodziało. Zgubiłam też ukochane mięciutkie kapcioszki. I kocyk. I w ogóle dziesiątki rzeczy pogubiło się gdzieś w drodze z jednego mieszkania do drugiego. Jest mi smutno. Zmarła babcia mojej dziecięcej przyjaciółki. Bardzo ją lubiłam. Do ostatniej chwili była moją sąsiadką. Jakoś tak popsuło mi to nastrój na dłuższą chwilę. Jej babcia robiła naprawdę pyszny makaron do przepysznej zupy pomidorowej, którą każdego częstowała. Mogłabym wspomnieć o pracy, o tym,że moja siostra zrezygnowała z ciepłej posadki na rzecz doktoratu, że po obronie-a ta ma być latem,planuje pracować w zawodzie. Dokładnie byle gdzie byle na jakiejś uczelni. W każdym razie w pracy zostałam sama. Na razie sobie radzę,ale tylko ja wiem ile kosztuje mnie to nerwów,zamieszania i chwil pełnych paniki kiedy klient uważa, że wiem więcej niż on. Tu się akurat pan inżynier myli,bo ja nic nie wiem. Teraz muszę zajmować się wszystkim,nie tylko pisaniem faktur i zarządzaniem biurem. Teraz muszę doradzać, ofertować samodzielnie i udawać,że rozumiem to co ktoś do mnie mówi. Nieraz mam ochotę niczym Małgosia Rozenek rzucić – Nie mów do mnie teraz. Idę pociąć sobie żyły mydłem w płynie. Do tego stan napięcia w pracy potęguje tatowe zaziębienie. Mówić nie może, kicha, prycha. Chciałam mu pomóc i przyniosłam domowy syrop z czarnego bzu do rozgrzewającej herbaty. Jako,że dopadło mnie jesienne zaćmienie umysłu pół słoiczka wylałam sobie na buty. A co będę żałować im zdrowej pyszności. A i jeszcze Wajda. Akurat w niedzielne popołudnie oglądałam-kolejny raz Człowieka z Marmuru. Zupełnym przypadkiem na niego trafiłam i z początku chciałam przekręcić-przecież widziałam 11 razy, może z 13? Ale nie, obejrzałam. I to chyba będzie to najważniejsze spotkanie z Wajdą. Ale to kolejne pożegnanie…..

Stop.

W domu ciągle rządzi bałagan i brak stabilizacji. Jednak weekend spędzony na układaniu,przekładaniu,wierceniu i wieszaniu na coś się przydał. Widać postępy. Poświęciłam też czas na opanowanie piekarnika. Pierwsze ciasto upieczone. No dobrze, najpierw upiekłam ciasto, a potem przeczytałam instrukcję. Instrukcja potwierdziła to co sama sobie wydedukowałam. Magiczny piekarnik opanowany. Brawo ja. Okazało się,że mam magiczne zdolności i telepatycznie komunikuję się z piekarnikiem. Nic się nie przypaliło,nie było zakalca,a pieczeń na obiad wyszła wprost idealna. Czysta magia. Do tego zjedzona została przy stole. Tak, w końcu przyszedł ten właściwy. W końcu został złożony. Są kwiaty, obrazy, zdjęcia. Zostało tylko przyniesienie z piwnicy pozostałych kartonów,rozpakowanie i wyłożenie ich na półki.

Mam wannę. Dwa miesiące bez tego urządzenia dały mi w kość. Nie lubię prysznica na co dzień. By poradzić sobie z jesienną apatią kupiłam parę rodzajów płynów do zapachowych kąpieli i wieczorami oddaję relaksowi w moim nowym królestwie. Dużo piany, parę świeczek i jakbym miała lepszy nastrój.

Zaszalałam. Tak, proszę państwa,szaleję. Pomalowałam paznokcie. Dzięki promocji zaoszczędziłam połowę ceny kosmetyków. No, ok, prostu wydałam połowę mniej. Kupiłam ukochane pomadki, jesienne lakiery do paznokci. Od razu zrobiło mi się przyjemniej.

Grzany cydr. To moje odkrycie. Pół szklaneczki to moje maksimum co trzeci dzień, ale uwierzcie, działa gdy wieczór ponury i deszczowy.

Herbata. Jagodowa. Wypita w samotności w kawiarni. Zajęłam najlepszy stolik, wyjęłam książkę. Co z tego,że koleżanka odwołała spotkanie. Miałam pomalowane paznokcie, szkoda było niedzieli na chowanie ich za drzwiami. Co z tego,że wokół same pary na jesiennych randkach. Ja byłam na randce sama z sobą. Polecam.

Pokochałam zbożową kawę z cynamonem na podwieczorek. Do tego kawałek ciasteczka. Celebruję takie drobne chwile bo dają nieco radości.

Wróciłam do jogi. Takiej dłuższej wersji,nie robionej w 2 minuty. Mam jakby więcej dystansu. Nawet do bolących mięśni.

Bolą mnie nogi od chodzenia z tatą po centrum  handlowym. Mój tata jest gorszy niż tysiąc kobiet na zakupach. Miał wybrać sobie buty. Wybierał trzy dni. I nie wybrał do tej pory. Ale to takie urocze chwile. To jego niezdecydowanie, lekka próżność, nieufność… Kochany tatuś.

Za to ja już wybrałam miejsce gdzie spędzę swój imieninowy weekend. No tak, wiem to śmieszne, imieniny mam przecież 22 lipca. Ale wiecie gdzie zacznę świętowanie? Kto jako pierwszy złoży mi życzenia? I to śpiewająco? |Kto rozkręci imprezę w noc przed imieninami i sprawi,że zacznę świętować już dzień przed, a raczej noc przed? Oczywiście Dave Gahan, który tego dnia będzie czarował, tańczył, śpiewał i się rozbierał w Warszawie. Szykuje mi się cudowny,babski weekend. Kocia Damo-czekam na Ciebie.

Miało być o apatii. O początkach zniechęcenia. Ale wyszło, że jednak jesień to jedynie pogoda za oknem…..

ścieżka dźwiękowa- Leonard Cohen- If it be your will 

P.S. Mp3 znalazłam. Leżało, aż wstyd, koło łóżka,pod ładowarką.

P.P.S. Przepraszam tego pana, który dzwonił dziś w trakcie konferencji Depeszy. Nie chciałam być niemiła, ani nie,że mi nie zależało na pana sporym zamówieniu. Ale wie pan mam pewne priorytety. I nawet bura od taty-szefa tego nie zmieni.

Advertisements

67 uwag do wpisu “Jesienna apatia

  1. Katarina pisze:

    „Za swój umysł i stan ducha odpowiada każdy sam. Może to i prawda? ”
    To jest święto prowdo jakby powiedział niezastąpiony Tischner…Tylko, że Tischner zajęty, bo z Wajdą się wita i pewnie razem fajeczkę kurzą patrząc z góry na Tatry…
    Owszem, pogoda szału nie robi, ale można smęcić i narzekać, albo zebrać dupkę w troki i dawać do pieca.
    Ja osobiście polecam porządne, godzinne ćwiczenia np z tą panią https://www.youtube.com/watch?v=XTH5saFBDqA jest zajebista, energia po ćwiczeniach z nią kipi z człowieka i banan jest na gębie, mimo, że pot leci ciurkiem po plecach…

    Lubię to

    1. oj ja na takie ćwiczenia to się nie nadaję 😉 Jestem beztalenciem to po pierwsze, a po drugie moje chore,.astmatyczne płuca gdzieś po minucie by odpadły;)
      Dokładnie, narzekałam,narzekałam,ale jakoś pogody ani nastroju nie zmieniło. Także trzeba zaakceptować kolej rzeczy,pogodzić z jesienią i znajdować plusy. O dziwo parę znalazłam:)

      Lubię to

      1. Katarina pisze:

        To współczuję zatem dolegliwości astmatycznych- mi takie ćwiczenia dają niesamowitego kopa, o innych korzyściach nie wspominając. Na apatię nie ma czasu.

        Lubię to

      2. Katarina pisze:

        Ale joga podobno daje również wspaniałe efekty, mimo braku „spektakularnego” tempa, więc przestań smęcić i wyciągaj regularnie matę!!!

        Lubię to

      3. Katarina pisze:

        Nie wiedziałam, że jogę można ćwiczyć w łóżku- myślałam, że musisz mieć twarde podłoże0.o
        Ja jestem po godzinie z Keirą LaShea- pod koniec plątały mi się nogi ze zmęczenia, ale warto było:D

        Lubię to

      4. mam płytę specjalnie do jogi w łóżku, często też na YT włączam sobie filmiki właśnie joga w łóżku, ćwiczenia poranne i te wieczorne. W zależności od okazji,rano na lepszy dzień i energię, wieczorne typowo na dobry sen:)

        Lubię to

      5. Katarina pisze:

        Okeeeeeeeeeeeeeeeey, teraz to mnie zaintrygowałaś tą płytą w łóżku, ale mnie już nic chyba nie zdziwi, za stara jestem:)
        Przegapiłam niusa, że będziesz w wakacje w stolycy, jakbyś miała ochotę na blogowe spotkanie, to dawaj znać;)

        Lubię to

      6. będę pewnie z 2 dni-piątek cały i sobotę planuję zostać na imieniny,więc chętna jestem jak najbardziej 🙂
        Sama byłam zdziwiona jogą w łóżku,jest nawet wersja na łóżka hotelowe 😉 i joga na krześle;)

        Lubię to

  2. Wszyscy mi osttanio przypominają o promocji w Rossmannie na którą kolejny tydzień się już nie wybrałam i zaraz wszystkie promocje się pokończą.
    A co do jesieni to racja, nie wolno na nią zwalać, ale łatwiej zwalić na jesień niż się tłumaczyć niepotrzebnie 🙂

    Lubię to

  3. katasza pisze:

    Bardzo lubię jesień, ale taką ładną i ciepłą, w tym roku za krótko pozwoliła się sobą nacieszyć. Nie mogę jednak winić ponurej pogody za chwile gorszego nastroju, bo one są niezależne od pory roku. Ale nie zgodzę się, że zależne tylko od moich chęci, chociaż fakt, można albo się poddać, albo coś z tym robić.
    Do ćwiczeń staram się nie zniechęcać, chociaż nie jestem przekonana, że dużo dają. Taniec trochę dawał, ale też zależnie od nastroju wyjściowego. 😉 Może muszę spróbować znowu pilatesu – to nie joga, ale też spokojne i wymagające skupienia ruchy, i dobre dla zasiedzianego kręgosłupa.
    Próbowałam kiedyś grzanego cydru, takiego podanego z pomarańczą i prawdę mówiąc trochę żałowałam, że nie wzięłam zwykłego, jednak z grzańców wygrywa wino. 🙂 A ostatnio zostałam fanką lipowej herbatki. 🙂

    Lubię to

    1. Jesieni w ogóle nie było złotej. Najpierw lato, a zaraz potem listopadowa plucha. W sumie ja jesienią się zmieniam,jakoś tak wszystko mnie irytuje milion razy bardziej. Jestem zależna od słońca 😉 Grudzień chociaż lampkami kusi:)
      mi pilates nie leży zupełnie, wolę jogę,chociaż podobne,ale dla mnie zbyt pokręcona jest pilates-w sensie pozycje;)
      grzany cydr jadłam z przyprawami i jabłkami,z pomarańczami bym nie spróbowała:)

      Lubię to

      1. katasza pisze:

        Dla mnie za to niektóre pozycje jogi to dopiero są pokręcone, wymagają mega rozciągnięcia. Chociaż fakt, z pilatesu, na który kiedyś chodziłam pamiętam coś, do czego najpierw musiałam przekonać swoją głowę, że tak się da. 😀 Na samym początku największy problem miałam z koncentracją…
        O, z jabłkami ma więcej sensu. 🙂

        Lubię to

      2. Z jabłkami pysznie 🙂 Pomarańcza to mi do wina pasuje, ale ja nie lubię wina za to 😉
        Próbowałam pilatesu i odpadłam. Ja wybieram spokojne pozycje, typowo relaksujące, więc to są pozycje lekkie, łatwe i przyjemne, sam relaks. A pilates to już bardziej energiczny w pozycjach bywa 😉

        Lubię to

  4. za stan ducha każdy bierze odpowiedzialność, jesień może mieć paskudną aure ale jak widać u Ciebie tyle sie dzieje że nie masz czasu na przejmowanie sie chłodem za oknem:) ahh nieszczęsny sąsiad nie miał Was kiedy zalać jak po remoncie? złośliwość rzeczy martwych niestety…

    Lubię to

    1. on już zalewał nas wcześniej,ale błąd,że nikt mu nie zwrócił uwagi,bo było przed remontem i miało być zamalowane;0 ale nikt nie myślał,że to problem stały. Na szczęście plama nie rośnie,zamontują nowy brodzik,to się podmaluje:)

      Lubię to

  5. Blueberry pisze:

    I mnie dopadło straszne zniechęcenie. Nawet rower rano nie poprawia humoru aż tak, chociaż dalej staramy się nim dojeżdżać do pracy. Dzisiaj leje, więc dzisiaj nie, ale wiem, że to wymówka :p
    I gdzie ta piękna, złota jesień :(?

    A ja czekam na moje zakupy z Zalando, z nową sukienką, bo jakiś sukienkowy mam ostatnio humor.

    Mówiłam, że wyjście do kawiarni w pojedynkę wcale nie jest takie złe! Gorsze jest, kiedy okazuje się, że skończyły się desery w knajpce najbliżej domu i trzeba lecieć do kolejnej…

    PS2 W takim razie do zobaczenia na Narodowym 🙂 O ile uda nam się załapać na bilety :F

    Lubię to

    1. No pewnie,że się uda 😉 Nie ma opcji,że nie. Chciałam sobie kupić jakiś przytulny sweter,ale uznałam,że kupię sobie bilet-wizja koncertu mnie odpowiednio rozgrzeje;)
      U mnie o dziwo dziś nie pada, pierwszy raz od 9 dni nie padało rano,nawet pokusiłam się o mały spacer 😉
      Mam w planie w sobotę znów odwiedzić kawiarnię, teraz inną, nastał czas na te pyszne herbaty 😉 A,że samemu? No trudno,nie się śmieje kto chce;)

      Lubię to

      1. Blueberry pisze:

        Ja tak rzadko na koncerty chodzę i generalnie nie mam wielu, na które chciałabym pójść, że uznałam, że na DM tym razem muszę się wybrać (a przynajmniej bilety kupić, bo do lipca wiele się może zdarzyć :P). Przypomnienie w kalendarzu ustawione 🙂

        U nas te opady w kratkę. Jak nie pada rano to na rowery, i najwyżej wracamy trochę zmoknięci. Ale dzisiaj dzień lenia.

        Lubię to

      2. ja już byłam, i powtórka musi być 😉 Kupowałam bilet 2 listopada jak pamiętam, i śmiało były. A koleżance w kwietniu,ale już polowanie było wtedy bo wrzucali pojedyncze bilety. Ale do grudnia powinny być śmiało 🙂

        Lubię to

      3. Blueberry pisze:

        U mnie jest jeszcze taki problem, że nie śledzę na bieżąco wydarzeń muzycznych. Czasem mi gdzieś mignie info, ale potem wylatuje z głowy. Ostatnio w ten sposób Rammstein nam uciekł, dwa razy Muse (choć przyznam, że odpuściłam ostatecznie z powodu ceny biletów, bo to koncerty festiwalowe były, więc bilety kosztowały odpowiednio :/). Wolę kupić bilety od razu jak pamiętam 🙂

        Lubię to

  6. Oj ja też nie znoszę jesieni, ogarnia mnie totalna niemoc jak patrze na to co za oknem.. 😦 Ale tak czytając Twój wpis to trochę humor mi się poprawił, widać można sobie poradzić z tą jesienią 🙂 A sąsiad niepoważny chyba, nie można tak zalewać świeżo wyremontowanego mieszkania!

    Lubię to

  7. Nie lubię jesieni ani zimy… nie odpowiada mi temperatura, cała aura i ciągła ciemność. Najchętniej owinęłabym się w kocyk, ułożyła w łóżeczku i obejrzała dobry film z gorącą herbatką w ręku.. lecz trzeba chodzić na uczelnie i do pracy 😦

    Lubię to

  8. Hah, w ogóle chyba wiele osób lubi jesień za jako taką możliwość wymówek. Mam zły nastrój? Wina jesieni!:D
    A ja jesień uwielbiam, czy tą złotą, czy tą morką, zimną, która daje nam po prostu bez wyrzutów sumienia zmniejszyć pokrętła aktywności i zaszyć się pod kocem z herbatą:)
    I tak, zgadzam się, że wszystko to stan umysłu, bo właśnie plusy można znaleźć zawsze i wszędzie. Nawet w popsutym internecie:D Pamiętam, jak 3 lata temu przeprowadzaliśmy się do nowego mieszkania i przez dziwne akcje z orange nie mieliśmy internetu przez…3 miesiące. I…jakoś nie narzeam na ten okres, więcej czasu na książki, filmy na płytach i skupienie się na szczegółach, a nie rozmywanie w morzu informacji, jakim zalewa nas internet XD

    Lubię to

    1. Nie chodziło o sam internet a o kabel-ojciec mój 4 godziny je łączył i walczył by te internet jednak był, bo wiadomo,po remoncie gdzieś je tam przenieśli, a ja jednym ruchem wszystko popsułam;)
      Jesień mnie męczy-ta listopadowa. Październik zawsze lubiłam, ale teraz było ciężko. Ale zmieniam nastawienie, zmieniam 🙂

      Lubię to

  9. Biedny sąsiad! Musi się teraz kąpać u dzieci. To jednak inaczej – biedne dzieci sąsiada! I ich mężowie/żony. Ja bym swojego teścia pod swoim prysznicem nie chciała 😀
    Cydru nie lubię, wino wolę 🙂

    Lubię to

  10. kocia_dama pisze:

    Melduję się! 🙂 I w Warszawie oczywiście będziemy z Małżonem, damy czadu! 🙂 Musimy się spotkać, nie ma opcji, zwłaszcza, że masz urodziny, rozkręcimy imprezę! 🙂 Piszesz się na wystawanie po hotelem i czekanie na chłopaków? 😀 Może być wesoło 😀

    Lubię to

  11. Choćby nie wiem, co się działo, nie opanuje piekarnika, który jest obecnie w mieszkaniu – aby go nagrzać, trzeba źródło ognia wsadzić do takiej dziurki, w której jest gaz, a wtedy robi się bach! Przeraża mnie to 😀
    Może po wyprowadzce się coś zmieni w tej kwestii 😀

    Lubię to

  12. Zbych pisze:

    Postawy niektórych ludzi nie potrafię zrozumieć – jak ten sąsiad od brodzika… „zalewa, no dobra, to nie będę korzystał i jakoś to będzie…”. Nie ogarniam. Swoją drogą, może to taki sam problem jaki miała z sąsiadami z góry moja siostra – okazało się że kupili taki sprytny brodzik montowany w podłogę. To nic że mieszkanie w bloku i nie ma jak tego wykonać bez podnoszenia całej podłogi w łazience Żona sąsiada się uparła i nie ma zmiłuj. Zatem „fachman” montujący brodzik, by go w ogóle zamontować, wprowadził wielce nowatorski system hydrauliki w którym woda miała być odprowadzana z brodzika…. do góry…. cóż… Zatem woda zamiast karnie płynąć rurą do góry rozlewała na boki powodując autentyczne zdziwienie właścicieli („…ale jak to jest w ogóle możliwe…”), którym chyba nikt nie uświadomił że z grawitacją jeszcze nikt nie wygrał…. (no może poza trzmielami).

    Co do siostry to jej decyzji absolutnie się nie dziwię. Uczelniana posada na „budżetówce” to w dzisiejszych czasach najstabilniejsza i bezstresowa forma zatrudnienia – szczególnie dla kobiety (pod kątem ewentualnego macierzyńskiego i innych profitów z tego tytułu). Poza tym jak uda jej się zrobić w terminie habilitację to będzie nie do ruszenia, więc nikt jej z uczelni nie wywali i będzie mogła spokojnie pracować do emerytury a może i jeszcze dłużej jak tylko będzie chciała. Największym problemem jest załapanie się na „wolny etat” bo z tym jest diabelnie ciężko – po prostu nie ma co ukrywać, iż w naszym wspaniałym kraju wszystko na wyższych uczelniach odbywa się po znajomości i dla „znajomych królika” a jakiekolwiek zasługi i osiągnięcia na polu nauki (publikacje, konferencje, wystąpienia międzynarodowe) nie mają tutaj absolutnie żadnego znaczenia (chyba że jesteś samodzielnym profesorem a to już inna bajka…).
    I nie pisze tego tak dla picu – ze środowiskiem akademickim jestem „powiązany rodzinnie” więc od podszewki wiem jak to niestety wygląda.

    Ta kawa zbożowa z cynamonem to jakiś „gotowiec”? W sensie że Anatol wprowadził jakiś nowy produkt 🙂

    Lubię to

    1. nie, to mój pomysł ;)-w sumie nic odkrywczego, od mleko,cynamon i mamy kawę zbożową jak z kawiarni:)
      sąsiad zmieni brodzik, aczkolwiek wybrał taki model, który trzeba było zamówić i czeka 3 tydzień. Bo on nie będzie się kąpał w byle jakim brodziku,to nie ten typ;)
      Ja to świetnie znam, sama mam w rodzinie osoby, które pracują na uczelniach. Siostra ma tam coś obiecane,właśnie jak się uda jej obronić. Tyle,że całkiem możliwe nie będzie to od razu, możliwe,że najpierw zaliczy prowincję,czyli wydział zamiejscowy co będzie się wiązało z biedą i nędzą-wiadomo dojazdy po 12o km w jedną stronę w grę nie wchodzą, mieszkanie,samodzielne życie za marną pensję asystenta nie będzie to różowo, tutaj miała jednak luksusy,no ale skoro to jej marzenie to niech robi jak uważa. 🙂

      Lubię to

      1. Zbych pisze:

        Skoro już jest „ugadana” to jest szansa 🙂 Tylko żeby jej nie zrobili w bambuko w sensie, że popracuje w tej filii parę lat (standardowo: 2 x roczna umowa na czas określony) a potem jej dadzą wybór: albo dalej siedzi na prowincji albo do widzenia. Zresztą nie ma się co oszukiwać – stanowisko uczelnianego asystenta w Polsce (nawet samodzielnego) to takie trochę zakamuflowane niewolnictwo (w sensie stosunku nienormowanych obowiązków do wynagrodzenia).
        PS: Zatem przetestuje tą opcje cynamonową, chociaż zbożówkę piję dość rzadko i tylko tą „torebkowaną” od Anatola

        Lubię to

      2. ja też,tylko torebkowego Anatola 😉
        Nie wiem jak to będzie, nie moje życie,nie moje plany 😉 Mam wrażenie,że jej nawet jeden dzień pracy na uczelni sprawiałby olbrzymią radość i w sumie prowincja nie prowincja, ważne,że uczelnia 😉

        Lubię to

  13. Zbych pisze:

    Super się złożyło z tymi Depeszami – aż nieprawdopodobny taki zbieg okoliczności… musiała tutaj „góra” zadziałać bo tej fakt wygląda na „wymodlony” 🙂
    Trochę szkoda że na Narodowym… przy takim zespole pewnie będzie konkretne nagłośnienie a tam jest katastrofalny pogłos (przy głośnym „łojeniu”), chociaż letnia pora to dachu nie domkną – przynajmniej tyle….

    Lubię to

    1. Nie, byłam już na ich koncercie na Narodowym i ja nie narzekałam na dźwięk. Naprawdę było zaskakująco idealnie-chociaż wiem,że ci z płyty nieco narzekali,ale ja z trybun nie miałam podstaw,wszystko wyszło koncertowo. A dach był zamknięty:)

      Lubię to

      1. Zbych pisze:

        Mam wrażenie że dużo zależy od natężenia decybeli i właśnie lokalizacji – jak byłem tam na McCartney’u na trybunach to było w miarę OK, ale na AC/DC z miejscówką pod sceną było tragicznie

        Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s