Podróże kształcą

Czas, który jest zawsze, ale którego nigdy nie ma, to znaczy ja nigdy nie mam czasu, bo zawsze jestem bardzo zajęty…

 

Wspominałam,że moja droga do pracy i z pracy bardzo się wydłużyła? Przyznaję,że po 8 latach dojazdów do szkół obiecałam sobie,że nigdy więcej. Nigdy więcej nie będę spędzać więcej niż 15 minut w autobusie dziennie. Teraz chcąc nie chcąc,wędrowałam rano na przystanek i musiałam dojeżdżać do miasta. Zgodnie z informacją, podaną w rozkładzie jazdy,moja podróż powinna trwać 23 minuty. Tolerancja to plus/minus 3 minuty. Fakt ten potwierdza informacja na bilecie, przejeżdżam 13 kilometrów w 23 minuty.Oczywiście papier przyjmie wszystko, nawet takie zakłamane liczby. Tak naprawdę tylko raz przyjechałam , ha,ha, myśleliście,że o czasie? Nie,raz udało mi się przyjechać po 40 minutach. Kierowca sam bił sobie brawo-pewnie dlatego,że nie wiedział,że ktoś z nim dojechał do ostatniego przystanku. No, ale mała jestem, mogłam mu zginąć w rzędach siedzeń. W każdym razie podróż najczęściej trwa godzinę. Prawie tyle samo co autostradą ode mnie do Torunia, czyli ze 180 km. No, ale cóż, jeden remont, drugi remont  i stoję w korku. Niestety muszę dojechać tym autobusem do końca, i tak muszę potem spacerować 25 minut do firmy,ale cóż, taki los. I tak mogę się pocieszyć,że  u mnie to był stan chwilowy. Na co dzień mam do firmy 3 minuty busikiem, bądź 20 przyjemnym spacerem. Ale nie o tym.

Te korki,ciągłe spóźnienia do pracy,nie napełniały mnie optymizmem. Już z rana byłam wściekła,bo zaraz utknę na wiadukcie nad autostradą i będę tak wisieć 10 minut. W autobusie zresztą było dość widocznie zniecierpliwienie i złość pasażerów,każdy się gdzieś śpieszy,każdy chce szybciej,prędzej i bez kłopotów po drodze. Ja też spoglądałam nieraz na zegarek i ze zdenerwowania marszczyłam brwi. Aż do podróży z dwa,może nawet 3 tygodnie temu.

Siadłam na swoim ulubionym miejscu które na szczęście było wolne. Zaraz za kierowcą,przy oknie.Nie wiem czemu,ale nie ma różnicy,czy jadę autem czy autobusem,muszę siedzieć za kierowcą.Siadłam, korek zaczął się w zasadzie od razu,momentalnie stanęliśmy. Nie będę udawać,że bardzo mnie to cieszyło.Ale zachowałam swoje emocje wewnątrz.Ludzie wzdychali, narzekali głośno na ceny biletów i brak rekompensat za korki,na remonty,życie,rząd,i nie wiadomo kogo jeszcze. Po jakimś czasie pewna starsza pani zażądała by kierowca ją wysadził,poza przystankiem,bo ona nie ma ochoty czekać aż korek minie.I w ogóle to skandal,że ona traci czas i żąda by ją pan wypuścił,ona pieszo tę trasę pokona 3 razy zanim my się ruszymy. Kierowca uprzejmie tłumaczył,że nie może jej wysadzić.Po pierwsze nie może wypuścić jej poza przystankiem,po drugie jesteśmy na moście, nie ma chodnika, a po trzecie….Pani nie chciała słuchać,zagotowała się całkowicie. Zaczęła krzyczeć,że ma dość tracenia czasu.I wtedy starsza pani, taka prawdziwa dama.Dama w kapelusiku, koronkowych rękawiczkach i z laseczką w dłoni powiedziała coś naprawdę mądrego- ależ kochana,pani nie traci czasu, pani zyskała czas.Czas tylko dla siebie. Ja na przykład myślę teraz o tym co zrobię na niedzielny obiad,kiedy przyjedzie wnuczka z rodziną. I to jest takie fajne.

I pomyślałam sobie,że ta pani ma rację.Przestałam się spinać i stresować. Książka,dobra muzyka.Obserwowałam ludzi i krajobraz za oknem. A ten zmienia się dzień dnia. A tak łatwo to przegapić. Dodatkowy kwadrans czy dwa w korku mnie nie zabiły,a stanowiły wspaniałą lekcję uważności i wyobraźni. Można puścić wodze kreatywności,wyobrażać sobie kto dokąd pędzi,skąd pochodzi i co robi w życiu. Spokojnie przypatrując się światu za oknem można dostrzec tyle pięknych rzeczy,które wcześniej ginęły w chaosie myśli- kiedy ruszymy,czemu stoimy, zaraz się zagotuję ze złości.

Świat pędzi wystarczająco,czas spędzony w korku okazuje się uspokojeniem tego codziennego pędu. Taka chwila tylko dla mnie, moich myśli,pokrętnych nastrojów i niepokojów. Zamiast grymasu na twarzy,uśmiech. Zamiast walki,akceptacja.Banał,ale działa.

064694b5c5d08a3bfcf727e6baf03638

Ścieżka dźwiękowa- Little Feet- Fat man in the bathtub

Advertisements

45 uwag do wpisu “Podróże kształcą

  1. Jeśli chodzi o autobusowe przygody, to nie ma opcji, żebym patrzyła na nie jakkolwiek pozytywnie. Ogólnie to mam chorobę lokomocyjną, więc autobusów unikam jak ognia, bo tylko pociągi są dla mnie idealne i na niewielkich trasach jeszcze samochód. Ale raz było tak, że musieli remontować wiadukt przez który pociąg przejeżdżał, więc dokładnie połowę drogi musieliśmy jechać autobusem. W moim mieście była przesiadka na autobusy, więc zawsze przechodziłam wcześniej, żeby zająć sobie najlepsze miejsce – nie na kole. Zamiast jechać 15 minut pociągiem, to jechaliśmy 30 autobusem. O paaaanieee. Co ja wtedy przeżywałam… Jak się czas wydłużał z jakiś przyczyn, to klnęłam pod nosem, bo mi było niedobrze. Ale ja to i tak miałam mało autobusowych problemów. Moja współlokatorka mieszka na wsi, więc też autobusem musi dojeżdżać do mojego miasteczka. Tyle lat dojeżdżania… to musi być niesamowicie męczące. Tak się zastanawiam, czy po tylu latach można spojrzeć właśnie na te podróże, jak ta pani w kapeluszu. A może po tylu latach ta frustracja staje się nie do zniesienia i reaguje się jak ta mniej cierpliwa pani? Wiadomo, że jeśli nie ma innego wyjścia z tej sytuacji, to lepiej patrzeć pozytywnie, bo szkoda nerwów. Ale tracąc 2x więcej czasu na podróż, to koszmarnie dużo zmarnowanego czasu w przeciągu całego roku 😦
    W każdym razie, kończąc mój wywód, bardzo cierpliwie do tego podeszłaś, zupełnie jak wtedy z tymi magazynami i remontowymi zakupami 🙂

    Lubię to

    1. ja od 9 roku życia dojeżdżałam do szkoły-z przerwą potem,ale zasadniczo 3 godziny dziennie spędzałam w autobusie z przesiadkami.Nie znosiłam tego, tym bardziej,że mam traumę-autobus przejechał mojego dziadka, i powiem szczerze,że jazda autobusem mnie stresuje po prostu,kojarzy z niebezpieczeństwem, a jak doda się do tego korki, nerwy,tłok,wrzeszczące dzieciaki, za gorąco,albo za zimno- można zwariować i cały dzień narzekać.Albo podejść na spokojnie,jak ta pani 😉 Powiem szczerze chwilami byłam zła,że korek się skończył i jechałam szybciej niż wczoraj,bo książka fajna,bo miło się rozmawiało z panią obok o przetworach,albo słuchało radia 😉 Takie podejście jest chyba zdrowsze 🙂

      Lubię to

  2. Ja to się już „nie mogę doczekać” podróży na uczelnię. Zachciało mi się ją zmieniać, i teraz zamiast trzech przystanków, i dziesięciu minut spędzonych w autobusie (bądź dwudziestu na piechotę), będę się wozić tramwajem przez pół miasta. Pocieszam sie, że to jednak tramwaj, że wsiadam na początku trasy to może gdzieś miejsce fajne znajdę do siedzenia. Przynajmniej, jak napisałaś, poczyta się, albo posłucha spokojnie muzyki 🙂

    Lubię to

    1. o specjalnie chodzę na pętle byleby zająć moje miejsce:)Ale to działa w drodze powrotnej,w tej pierwszej loteria,czasem miejsca brak,ale za dwa przystanki szkoła to jest zaraz wolne. Mimo wszystko cieszę się,że zaraz wracam do domu i koniec z dojazdami 🙂 Wyrobiłam życiową normę:)

      Lubię to

  3. katasza pisze:

    Podejście pani w kapeluszu jest dość niespotykane, ale chyba faktycznie zdrowsze. 🙂
    Gorzej, kiedy stoisz w ścisku, zaduchu, jedną ręką trzymasz swoje rzeczy, a drugą ledwo udaje się złapać rurki – wtedy trudno się skupić na swoich myślach i potraktować to jako czas otrzymany dla siebie…
    Obecnie mam do pracy jakieś 15 km i standardowo jadę 40 minut samochodem (autobusami dwa razy tyle), w wakacje schodzę poniżej 35 i złości mnie świadomość, że ludzie, którzy mają ponad 30 km, jadą tyle samo albo krócej… No i zwykle się denerwuję, gdy korek okazuje się większy. Ale w samochodzie niestety nie poczytam (chociaż w sumie… próbowałam, facebooka czy blogi też mi się zdarzyło przeglądać, tylko jest irytujące, jak co chwilę trzeba się przesuwać o kilka metrów), nie podrzemię, pozostaje podziwianie kamienic (ale też nie można się na tym dostatecznie skupić), rozmyślanie, kiedyś słuchałam podcastów albo innych materiałów do hiszpańskiego z komórki, ale to niewygodne, a nie chciało mi się nagrywać na płytę. W Meksyku jeździłam do pracy ponad godzinę w jedną stronę, ale wynajętym dla nas autobusem, do którego wsiadałam pod hotelem i wysiadałam pod bramą fabryki, zajmowałam miejsce i mogłam sobie jeszcze pospać, posłuchać czegoś z komórki, pograć, poczytać też nie, bo nie miałam ochoty nosić dodatkowych rzeczy, poza tym zwykle było ciemno, ale podziwiać widoki owszem – i nawet polubiłam te dojazdy. Kiedyś jeden z chłopaków dostał samochód i na początku dojazdy z nim wydawały mi się atrakcyjne, bo trwały kilkanaście minut krócej, ale trzeba było czasami rozmawiać, podawać pieniądze na autostradę i w końcu mi się to przestało podobać – lepiej dłużej, ale w spokoju. 🙂
    W szkole średniej i na studiach często się uczyłam w autobusach i pociągach, to też jakieś wykorzystanie czasu. 🙂

    Lubię to

    1. Tak,naukę przerabiałam,ale na studiach czy do podstawówki jeździłam przez większość czasu z kimś,więc były rozmowy,mało czasu dla siebie. Wiadomo,kiedyś jechałam 250 km pociągiem,stojąc na korytarzu i martwiąc o walizkę…To nie był relaks.Ale tutaj,w tej sytuacji było inaczej. Autobus dość pusty, nie za ciepło,nie za zimno,jak się odrzuciło zdenerwowanie to się okazało,że to nie jest takie niemiłe jak sądziłam.I cóż,niepotrzebnie chodziłam zła tyle tygodni przez te dojazdy:)

      Lubię to

  4. Pani powiedziała coś naprawdę mądrego, ale z drugiej strony pamiętam, że jak jeździłam autobusami i była jakakolwiek obsuwa to się denerwowałam niemiłosiernie, że się spóźnię, a jestem z natury punktualna i wolę być godzinę wcześniej niż spóźnić się 3 minuty 😉

    Lubię to

  5. Gdyby nie ta Pani pewnie ja bym Ci to napisała, bo w dojeżdżaniu autobusem jestem specjalistą ;p Od zawsze, od liceum, w trakcie studiów i teraz do pracy jadę ponad 40 min w jedną stronę do miasta. Nawet się do tego już przyzwyczaiłam, że nie chcę samochodu 😉

    Lubię to

    1. ja jednak wolę samochód-ale jako pasażer;)Wtedy można sobie poczytać książkę,a miejsce siedzące jest pewne jednak;)Ale kiedyś dojeżdżając latami do szkół dojazdy były fajniejsze,teraz zaś znów mnie cieszą:)

      Lubię to

  6. Tak, totalnie się zgadzam z tą notką! Dla mnie to akceptacja tego, na co nie mam wpływu. Stoję w korku? No trudno, wkurzanie się tego nie zmieni. Musiałam do tego dorosnąć, ale teraz jest o wiele łatwiej.

    Lubię to

  7. Zawsze jak dojeżdżałam do szkoły lub na studia to słuchałam muzyki, rzadziej czatałam książkę. Tak wic chyba nie marnowałam czasu 🙂 a przy okazji rozmyślałam nad swoim życiem :p

    Lubię to

  8. Blueberry pisze:

    Mnie na szczęście dojazdy w życiu ominęły. Teraz czasem jeżdżę tramwajem, ale w Krakowie są osobne torowiska na tej trasie, więc trzyma się dość ładnie tych 14 minut w rozkładzie. Natomiast i tak wybieram rower 😉
    Ale to niestety jest spory problem z naszym kraju, że podporządkowano ruch drogowy pod samochody i potem reszta świata cierpi. W moich rodzinnych stronach są piękne osiedla, wokół lasy i zieleń, ale co z tego, jak godzinę rano i wieczorem stoisz w korku. Codziennie.
    Ale z drugiej strony to starsza pani miała pełno racji. Gonimy, wszędzie gonimy, sama wiem jak bardzo lubię wypełniać rzeczy zgodnie z planem, a każde opóźnienie mnie irytuje. Uczę się odpuszczać, bo w 99% przypadków nic się nie stanie, jeśli przyjadę 20 minut później.

    Lubię to

    1. Dokładnie,ja nie muszę być punktualna w pracy,więc się dziwiłam szczerze po wszystkim skąd u mnie taka irytacja?:)
      Niestety,tutaj to osiedle jest pięknie położone,ale dojazd to koszmar. Na pewno są ludzie,którym to pasuje,ale ja osobiście wolę mieć brzydszy widok z okna,za to komunikację na wyższym poziomie:)

      Lubię to

      1. Zbych pisze:

        Problem z korkami przy dużych osiedlach wynika obecnie z całkowitego braku przewidywania władz miasta. Przykład – za PRLu wybudowano wielkie blokowisko na Ursynowie czy Bemowie, wtedy jeden samochód przypadał na 20 mieszkańców a mimo to upływie wielu lat jakoś nie ma problemów by wydostać się stamtąd autem w stronę centrum. Po prostu miejski wydział urbanistyki zatrudniał wtedy ludzi kompetentnych, architektów z wieloletnim doświadczeniem. Natomiast dzisiaj zabudowali cały Wilanów „ekskluzywnymi” klockami… i co z tego jak rano do miasta się w godzinę nie przebijesz, mimo że rzut kamieniem.
        A co do widoków z okna to nie wiem czy brzydkie, ale na pewno są „na czasie” – świątynia opatrzności góruje nad okolicą… jak się ma balkon z dobrej strony to można msze na balkonie celebrować bo nagłośnienie konkretne mają hihi 🙂

        Lubię to

  9. Zbych pisze:

    Korki nie są straszne, chociaż tak naprawdę wszystko kwestia przyzwyczajenia. Ja niestety mam tak że jak siedzę w samochodzie w korku to od razu ogarnia mnie wielka senność i muszę zawzięcie z nią walczyć co jak się jedzie samemu jest diabelnie ciężkie. Co do komunikacji zbiorowej to najgorzej jest w sytuacji upchania „na śledzia” – wtedy od razu wszystkim nerwy puszczają

    Lubię to

  10. Zbych pisze:

    Eh… miałem jeszcze dopisać a niestety nie da się edytować…. zaintrygowało mnie to Little Feat bo nic mi to nie mówiło i przyznam szczerze, że jestem zaskoczony że to takie vintage’owe 🙂

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s