Remontowe(nie) przyjemności

Nastrój mi się nieco poprawił. Dziwna sprawa, nastąpiło to w raz ze zmniejszeniem się ilości kataru.W każdym razie z nieco mniejszym niepokojem patrzę na remontowe postępy,póki jest pogoda i nie leje jak z cebra da się przeżyć z dala od domu. Choć mam wrażenie,że mój poziom cierpliwości lekko się obniżył. Źródełko spokojnego oczekiwania na koniec prac jakby się wyczerpuje.Mam nadzieję,że panowie skończą nim studnia się wyczerpie i zacznę torturować otoczenie wiecznym narzekaniem.

A przy okazji remontu można ponarzekać.Na przykład na market budowlany. Jak już pisałam zakochałam się w pewnych drzwiach.Okazało się,że te drzwi to nowość,w całej Polsce w regularnej sprzedaży nie pojawią się,zawsze będą na zamówienie.Ale można je od teraz (czyli jakiś czas wstecz) zamawiać. Z początku uznałam,że trzeba się nad sprawą zastanowić.Pochodziłam po paru marketach,odwiedziłam dwa sklepy z drzwiami,ale uznałam,że tylko tamte wchodzą w grę. Wstępnie wybrałam podobne,ale jednak tylko podobne. Bo idealnie mi pasuję do kombinacji-podłoga-ściana.Nie ma bata,trzeba zamówić. Pan mówił,że system mówi,że magazyn mówi,że będą na koniec września.No trudno. Muszą być konkretne te.Innych nie chcę. Mama mnie popiera. Pan przyjął zamówienie. Po 10 dniach już dzwoni,że drzwi są. I teraz było ciekawie,potwierdziłam,że przyjedziemy po nie o 19 ,pani mówi,że już są gotowe do odbioru,zero czekania. Ok,na miejscu idziemy po drzwi,pan zaczął od krzyku,że drzwi nie ma i po co w ogóle mu głowę zawracamy. Wyjaśniamy sytuację,drzwi są,na magazynie,nie rozładowane z dostawy.Idziemy na magazyn. Tam pan krzyczy,że przychodzimy za późno,albo za wcześnie-co chwilę zmienia wersję. Ostatecznie godzi się w dwie godziny przygotować te drzwi.Ok, idziemy obejrzeć okapy. Co prawda już jeden zamówiliśmy,miał przyjść w ciągu 2 dni. Przyszedł po tygodniu.Biały. A miał być czarny. Więc trzeba kupić nowy. Wybieramy okap,prosimy jednak pana od okapów by przyniósł karton bo tutaj są tylko na wystawie. Pan też krzyczy,że w ogóle za ciepło,za zimno,że szedł na kawę, że nie ma czasu,że mu się nie chce. W końcu z łaską przyniósł, w zasadzie to rzucił.Tatko poprosił by pan mu otworzył ten kartonik bo już jeden okap był źle zapakowany,i napis czarny,nie zgadzał się z bielą okapu. Myślałam,że pan tym nożem wszystkich pozabija. Wtem złapał nas ochroniarz,że szukają nas na magazynie.Tam też zaczęli krzyczeć,bo oni wszystko przygotowali,a tu nikt nie przychodzi.Wyraźnie mówili dwie godziny,a minął kwadrans. Przy kasie krzyczała kasjerka,a jakże.Bo system jej źle obliczył zaliczkę. Chciała pani więcej pieniędzy niż wynikało z naszej faktury. Ledwie 35 minut później udało się sprawę wyjaśnić. W każdym razie już chyba nigdy tam nie pojadę, bohaterem domu zostanę bez ich pomocy:)

Kiedy kupowaliśmy podłogę pan w innym sklepie ze smutkiem ogłosił,że ma tylko 3 paczki wybranego koloru. Ale wystarczy pojechać do innego sklepu by kupić 10 paczek.W sumie mamy 13, a my potrzebujemy 25. To nie problem, w sklepie 30 km dalej jest kolejnych 5 paczek. Gdybyśmy mieli problemy z liczeniem szybko mówię mamy 18 paczek.A gdzie znaleźć pozostałe? W Lublinie jest jedna. A kolejnych 10 w uroczej Zielonej Górze,przy okazji można wpaść na winobranie. Lekko nas to wstrząsnęło,jak szampanem.No cóż,tour de Pologne w poszukiwaniu podłogi niezbyt mi się podobał. Ale chyba bardziej podobała mi się podłoga.Pan jednak trwał przy swoim,zamówić nie może, możemy sobie jeździć i kompletować samemu,ale cóż, najlepiej wybrać inny model.Inne modele mi się nie podobały,tylko dąb alzacki. Tylko on skradł me serce. Oczywiście poszukiwania modelu zastępczego nie przyniosły rezultatu. Serce mówiło,że najlepiej będzie mi się żyło mając Alzację pod stopami. Moją stronę wziął tata,mama chciała wybrać alpejską opcję zastępczą. Przypadkiem zajechaliśmy do sklepu tej samej marki,ale w innym miejscu. Tam gdzie miało być ostatnich 10 paczek. Na wystawie zobaczyłam mój dąb,wyraziłam głośne ubolewanie,że ta seria się kończy. Moje żale usłyszał pracownik,który z uśmiechem zaprowadził nas na magazyn. Dąb alzacki spokojnie na mnie czekał. Ktoś zapomniał dopisać jedno zero do 10, paczek było 100.Wzięłam ile trzeba, aż chciałam brać na zapas.Podróże kształcą.

Każdy wybór trzeba dokładnie przemyśleć, a zamawiając meble dopytać się 6 jak nie 7 razy o szczegóły. Można i 8 dla pewności. Otóż wybraliśmy komplet mebli do dużego pokoju. No ok,ja wybrałam. Pani zamówienie przyjęła, po czym orzekła,że meble są w magazynie,który jest za nami,i dnia następnego będą do odbioru. Nam się nie śpieszyło,aż tak,ale miło. Po czym pani wysyła sms-a,że meble są do odbioru,albo przetrzymania,ale trzeba zapłacić resztę kwoty. Za zupełnie inne meble. Oczywiście pani źle kliknęła kolory i przyszły brzydkie meble, nie w tym kolorze do tego. Te nasze miały być za 2 tygodnie.Dobrze,że piszę to z pewnej perspektywy czasu,jeszcze tydzień i będzie można je odebrać.

Pamiętam jak dwa miesiące temu przyszedł do nas pewien pan i strzelił przykładowy koszt remontu.Ma rodzicielka usiadła z wrażenia. Tamta kwota wydawała mi się kwotą z kosmosu.Dzisiaj przekroczyliśmy ją już o 20 %,chociaż nasz szef remontu oszacował dużo mniejszy budżet. A przecież to nie koniec zakupów. Nie sądziłam,że to może tyle kosztować. Pieczołowicie zbieram rachunki i faktury,liczę i chwilami łapię za głowę. Tłumy w budowlanych marketach sugerują,że w narodzie duch remontów nie zgasł,ba portfele pełne.

Niemiła jest sąsiedzka ciekawość. Jeden sąsiad bywa w mieszkaniu częściej niż ja.Przedwczoraj spodziewałam się awizo,po pracy poszłam więc do domu sprawdzić zawartość skrzynki.Nie wchodziłam do mieszkania,bo było mi głupio kontrolować panów.Jakże się zdziwiłam gdy zobaczyłam sąsiada wychodzącego z mojego domu.Uśmiechnął się i rzekł-no,zabudowali wannę.Tak,zabudowali. Brat źle policzył ilość potrzebnych paczek,więc całość poszła z poślizgiem,bo kafle trzeba było dokupić.Ale się zdziwiłam.Okazało się,że mój sąsiad codziennie wchodzi do mnie jak do siebie i kontroluje postępy prac. Bez skrępowania,chyba mu klucz dorobię,by się nie męczyć. Reszta jest jakoś tak milsza,to znaczy czatują kiedy przybędziemy i niby przypadkiem wchodzą na klatkę,zaczynają rozmowę o remoncie,dopytują co i jak i nieśmiało proszą o prezentację.Już teraz nikt nie wierzy,że nie korzystaliśmy z architekta wnętrz a wszystkie pomysły są moje. A co będzie gdy całość będzie gotowa? Zacznę biletować wstęp,myślę,że dość szybko remont mi się zacznie zwracać. A i jeszcze coś zarobię. No,ale są też niemili sąsiedzi. Jedni ciągle dzwonią do spółdzielni,że remont przeszkadza ich wnukom we śnie popołudniami. Te wnuki mają 14 i 12 lat. Codziennie dzwonią i narzekają. Raczej sąsiedzi,reszta,prosi o namiary na tę ekipę,bo czysto,bo schludnie,bo kulturalnie. A tamtym co chwilę coś przeszkadza. W spółdzielni niby się śmieją,ale mówiąc szczerze akurat po tym miłym małżeństwie tego się nie spodziewałam. Przestali mówić dzień dobry,zamiast tego rzucają pod nosem słowa pełne oburzenia. Cóż,podłość ludzka nie zna granic.Albo zazdrość.

W każdym razie wedle ostatnich znanych mi wieści za parę dni remont ma dobiec końca. Tego się trzymajmy.

48bbc479a0d7ccc61ad10c0b4e01a22b

Ścieżka dźwiękowa-Jose Gonzales-Heartbeats

Advertisements

51 uwag do wpisu “Remontowe(nie) przyjemności

  1. O panie, ale się podziało. Podziwiam, bo ja już dawno bym odpuściła po tylu krzykach i wścibskich sąsiadach, a od tego posta bije wręcz spokojem, jakbyś wszystko przyjmowała na klatę i nie dała się wyprowadzić z równowagi 🙂
    No cóż, uroki remontów. Ale jeśli chodzi o hałas, to o ile nie ma 22, to sąsiedzi mogą co najwyżej ponarzekać pod nosem,a nie dzwonić po ludziach, żeby porządek zrobili.

    Lubię to

      1. Zbych pisze:

        Niestety zawsze są sąsiedzi i „sąsiedzi” – to jak z tą dziewczynką z Poznania co ostatnio zrobiła klatkową wyprzedaż zabawek żeby zebrać kasę dla chorej mamy… „życzliwi” od razu donieśli do skarbówki i mundurowych.

        Lubię to

  2. U nas sąsiedztwo ma w zwyczaju zaglądać nawet pod kołdrę… A chamstwo to… (niestety) nowa moda. Człowiekowi chwilami się odechciewa, bo wszystko mogę rozumieć. Praca która daje w kość, marne zarobki ale to nie powód żeby wylewać swoje żale na innych. Ale cóż jesteśmy w Polsce…

    Lubię to

  3. Oj niestety do remontów trzeba mieć anielską cierpliwość i najlepiej portfel bez dna..
    Ale tego pana sąsiada to bym ochrzaniła – co on sobie myśli? Chyba musicie mu powiedzieć do słuchu, może dotrze do niego że to mieszkanie jest Wasze, a nie jego!
    Trzymam kciuki żeby remont szybko się skończył i czekam potem na jakieś zdjęcia, bo jestem ciekawa tego Twojego projektu i perełek który wybrałaś 🙂

    Lubię to

    1. Dzisiaj zachwyciłam się swoją łazienką,naprawdę myślę,że mi się udała,może mam zadatki na jakiegoś dekoratora ?Chyba,że mam zły gust i zachwycam się bez sensu;)
      Mój tata każe zachować miły uśmiech dla sąsiadów i życzliwe dzień dobry. tak chyba na przekór:)

      Lubię to

  4. Julka pisze:

    tylko Ty potrafisz tak przesmiewczo pisać o remontach!
    ja też mam na dole taka sasiadke ze monitoring nam niepotrzebny 😉
    ściskam i mam nadzieję na wirtualną wycieczkę po Twoich nowych progach po skończonym remoncie, po znajomości za dużo chyba z bilet nie policzysz?;)

    Lubię to

  5. katasza pisze:

    Właśnie, też tak chodzę po tych marketach i wszędzie są ludzie, tak samo ciągle widzę, że budują się nowe domy i zachodzę w głowę, gdzie ta Polska w ruinie?
    Market od zostawania bohaterem całkiem lubię, w ogóle raczej nie miałam problemów w sklepach. Tym bardziej, że część zakupów robi szef ekipy (materiały budowlane plus coś, co mogę zlecić), tak samo oni odbierają zamówienia. Wada jest tylko taka, że on woli wziąć później zbiorcze faktury i to mi zaburza moją księgowość (a jeśli o księgowość chodzi, to już się boję, jaka wyjdzie suma). 😛
    Gdy ktoś mi opowiadał o zakupach typu meble, to zwykle było coś nie tak…
    Sąsiad niezły, tak bez skrępowania… Pozostałym możesz zaoferować swoje usługi. 🙂 Moim podobno przeszkadzał tylko hałas w sobotni poranek – tyle wiem. 🙂

    Lubię to

    1. Dokładnie,ludzi tłumy w każdym sklepie, a takie prace to naprawdę sporo pieniędzy wymagają więc nie rozumiem gdzie ta ruina?:)
      Ja wolę ten na O-obsługa świetna:)
      mój takie typowo budowlane rzeczy kupował, tynki, farby,podkłady itp. Ma zniżki to proponował.Ale skoro i tak trzeba było wybrać kafle czy podłogi to za jednym razem się jechało,oglądało i kupowało,bo w pracy mamy samochód duży i transport bez problemu był:)
      U mnie w sobotę pracują,ale robią wtedy prace hmm ciche:) Zasadniczo sąsiedzi się dziwili,że hałasu było mało,nie wiem jak oni to zrobili. Ale widać każdy ma inny poziom dopuszczalnego zamieszania wokół siebie:)

      Lubię to

      1. katasza pisze:

        W moich na O jakoś niewiele jest, najwięcej jestem w stanie wybrać w C, a w tamtym od bohaterów z kolei mogę obejrzeć inny asortyment, pan od farb całkiem chętnie doradzał. 🙂
        Jak jest samochód to fajnie, nie trzeba kombinować z transportem. Ja miałam nadzieję, że może moja ekipa mi przywiezie płytki, ale musiałam zamawiać transport, oni za to odbierali i wnosili. Do mojego auta dużo nie wejdzie, do taty więcej, ale to też tylko osobówka. Po markecie majster raz ze mną chodził i mogliśmy od razu kupić, ale też nie przyjechał dostawczym, więc tylko tyle z tego było, że mi podoradzał i zobaczył, jak wygląda mój proces decyzyjny. 😛
        Ciekawe, wiercenie, burzenie i kucie jednak trudno zrobić bezgłośnie. Masz blok z cegły czy wielką płytę? U mnie przez pierwsze dwa-trzy dni byli na etapie demolki i ponoć hałas niósł się na pół osiedla, bo było gorąco i pootwierali wszystkie okna… Ale w tygodniu ponoć prawie nikogo w klatce nie ma, więc nie ma problemu, tylko w sobotę sąsiadka chciała odsypiać i trochę się zdenerwowała. 🙂

        Lubię to

      2. U nas O naprawdę fajne jest:) Chociaż to zależy dużo od samego sklepu,u nas są trzy O w każdym nieco inny asortyment:) W sklepie bohaterów obsługa fatalna….
        U mnie cegła,okazało się,że blok ceglany jak skuli mi tynki,zdziwieni byliśmy mówiąc szczerze:)
        U nas jest ten plus,że auto duże jest i śmiało można było kupować na przykład drzwi i bez problemu przywieźć:)A majster by z nami w tych sklepach za dużo czasu stracił zdecydowanie:)

        Lubię to

      3. katasza pisze:

        Ten mój chyba nie lubi mieć czasu wolnego, asortyment C zna na pamięć, chodził ze mną jak przewodnik. Zaskoczyłam go za to wykończeniem grzejnika, nie dowierzał mi, że takie są – co budowa to się czegoś dowie. 🙂 Ostatnio mi opowiadał o panelach, które u kogoś kładł i mu się bardzo spodobały: że w promocji, za ile, kto robi i czy widziałam, a ja potem zaintrygowana szukałam po całym sklepie i nadal nie wiem, które miał na myśli…
        Tak chciałam zgadywać, że cegła jest może mniej hałasogenna. Ale i tak szacun, że udaje im się cicho pracować. 🙂

        Lubię to

      4. Nasz szef ma swoje hurtownie,takie małe, nie chodzi do dużych sklepów.Wczoraj wybieraliśmy baterie do łazienki i prysznica,kazał jechać do sklepu gdzie ma zniżki. Oczywiście sklep z bateriami gdzie po zniżce w sklepie z bohaterami urządzę 4 łazienki,ale on ma zaufanie,zero reklamacji po latach,więc cóż,warto skorzystać z jego wiedzy:0
        Mi się moja podłoga podoba,nie lubię paneli za to,że wygląda z reguły jak wykładzina,takie to prosto położone,ale znalazłam panele,które wyglądają jak prawdziwe drewno-są te rowki,ekipa zachwycona, ten pan co robi wziął namiary na nie,bo nie wierzył,że panele mogą dać taki efekt. Naprawdę,trzeba z lupą chodzić by dowiedzieć się,że to nie jest prawdziwe drewno:)

        Lubię to

      5. katasza pisze:

        Ten mój jakieś tam zniżki też miewa, ale w hurtowniach bierze tylko jakieś gipsy i inne takie… W tych mniejszych sklepach na ogół ceny zniechęcają, chociaż w takim, gdzie zamawiałam kabinę i płytki do kuchni, mieli różne półki cenowe, a za kabinę zeszli do ceny tylko minimalnie wyższej niż by mnie to kosztowało przez internet.
        O, takie byłyby najlepsze. 🙂 Mnie się podobają takie nierówne, takie żeby właśnie miały jakieś rowki, a ostatnio uznałam, że najlepiej jeszcze rysy i pęknięcia, i koniecznie z v-fugą. Jednocześnie muszę dopasować do płytek, żeby się nie gryzło i nie chcę jasnych. I najlepiej do 50 zł za metr. Ale już jakieś typy mam. 🙂

        Lubię to

  6. Jestem pełna podziwu, mnie by pewnie prędzej trafił szlag niż udało się to wszystko załatwić. Niecierpliwa jestem. U mnie remont gdzieś wciąż w planach i choć wiem, że będzie bajzlu co nie miara, to chyba jednak chciałabym jakichś zmian.

    Lubię to

  7. ale wścibski sąsiad;/ a ekipa ot tak go wpuszczała? zawsze znajdzie sie ktoś kto będzie zrzędził a sam pewnie w takiej sytuacji nie okaże sie lepszy… i tak jesteś anielsko cierpliwa, ja dawno miałabym nerwy w strzępach, ale niedługo sama wkrocze w ten etap więc wszystko przed mną;)

    Lubię to

  8. Taka bufonowata obsługa, której nic się nie chce odpycha klientów ze sklepów, sama bym już nie wróciła do sklepu w którym każdy by darł modre o to, że musi pracować, a mu się nie chcę. Dżizas…
    A sąsiada to bym osobiście w tyłek kopnęła, że tę jego ciekawość. 😛 Te marudy z pewnością Wam zazdroszczą i nie mogą przeżyć tego, że Was stać na ten remont. Bo z pewnością nie chodzi o to, że będziecie mieli ładnie i czysto, tylko o sam fakt, że macie na remont pieniądze – to zawsze boli ludzi najbardziej. Życzę wytrwałości w starciach z sąsiadami. ^^

    Lubię to

    1. Sama pracuję w sumie w handlu i czasami mam dość swoich klientów,ale cóż, bez klientów nie miałabym pensji,wiec chcąc nie chcąc staram się być miła dla ludzi:)
      Chyba masz rację,im niczego nie brakuje,ale wiadomo są w takim wieku,że taki remont nie dla nich i być może zazdroszczą.

      Lubię to

  9. Zbych pisze:

    Bez urazy ale pośmiałem się z tych waszych perypetii sklepowych… wychodzi na to iż w sklepie dla bohaterów to klient jest niepożądanym intruzem. Aż dziwne że nie zamkną sklepu żeby pracownicy mogli zajmować się swoimi sprawami bez stresu.
    Przygoda z okapem przypomniała mi własny epizod sprzed kilku lat dotyczący zakupu mebli – zestaw składający się z paru szafek był w kilku kartonach. Przy próbie skręcania okazało się że jedna szafka jest w innym kolorze (pomylili sygnatury w magazynie)…. telefon do sklepu… przyjechał facet przywiózł nowy karton, zabrał stary. Po otwarciu okazało się że kolor się zgadza ale szafka z innego zestawu… znów telefon do sklepu… jak facet znów nas zobaczył to miał mord w oczach. Na szczęście nastąpiło komisyjne otwarcie pudła przy panu kurierze żeby znów nie było problemów.
    A ten sąsiad nadzorca to poza komentarzem… co innego jakbyście prosili o dyskretny nadzór, a tak to dla mnie chamskie zachowanie. Pewnie nie ma co robić całymi dniami, nudzi mu się a taki remont to jedyna atrakcja…

    Lubię to

    1. Być może prawdziwi bohaterowie nie potrzebują obsługi i sami potrafią wszystko i ogarnąć i biorą z magazynu co chcą:)
      On całkiem niedawno przeszedł na emeryturę i się mu pewnie nudzi,a ,że pracował w budownictwie to ciągnie wilka do lasu;)
      A widzisz te perypetie są dość podobne,łatwo wybrać kolor,trudno dostać ten,który się chce:)

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s