I po wakacjach,czyli ostatnia część mojej podróży

Ostatnia część mojej wakacyjnej podróży. Trochę mi szkoda.Wakacje zawsze są zdecydowanie za krótkie. Szczególnie kiedy są ciekawe. Ale nie będę tutaj zanudzać narzekaniem i marudzeniem,dlaczego urlop nie trwa 3 miesięcy. Każdy by tak chciał przecież.

Tego dnia żegnałam się z upalnym Krakowem,ubrałam się więc w bardzo lekką i bardzo zwiewną spódnicę maxi  z rozcięciem. Jako,że dzień był świąteczny wybrałam się Sanktuarium Miłosierdzia na Mszę.A jako,że lubię stać przy drzwiach to sobie stanęłam. Na wprost Ołtarza i księdza. Pech chciał,że nagle zrobił się przeciąg. Marylin,ha,pamiętacie jej podwianą spódnicę?No to to był pikuś. Moja spódnica praktycznie nałożyła mi się na głowę. I tak przez połowę Mszy. Tłum był ogromny,nie bardzo miałam gdzie się przesunąć, bo otoczyła nas wycieczka z dziećmi niepełnosprawnymi,więc cóż,stałam tak z odsłaniającą co chwilę,co nieco spódnicą i gorszyłam księdza. W pewnym momencie zabrakło mi rąk. Brat i siostra musieli pożyczać swoje. I wiecie co? Msza się skończyła i,bach koniec wiatru.

Wsiadamy do auta, jest cieplej niż wczoraj,więc bierzemy większą butelkę wody i w drogę. Mamy do pokonania około 200 km. Jedziemy malowniczą trasą. Siostra na szczęście śpi.Brat dalej gra w zgadnij o czym myślę.Raz zgaduję. Po dwóch pytaniach- Czy to muzyk?Tak jakby. Gra na czymś? Tak jakby. Andy Fletcher.

Dojechaliśmy.A nie,to stacja paliw. Celem naszej podróży jest bowiem rodzinna miejscowość mojej mamy. Musimy więc kupić wódkę dla wuja. Tata nie pija zbyt wiele,więc nie wie jakie są smaczne trunki,wybór butelki trwa 17 minut i 38 sekund. Na szczęście piekielna woda wybrana, w drogę. Zanim bowiem dojedziemy do celu,mamy przystanek. Ja po nim sobie wiele obiecuję.

Jesteśmy tam gdzie liczba morderstw na jedną osobę wynosi już z 4. Trup ściele się gęsto,a dzielny ojciec Mateusz pedałuje na rowerze. Tak,tak,odkrywam Sandomierz.Mam spędzić 3,5 godziny w tym sielskim i anielskim miejscu. Tłum prawie jak w Krakowie.  W serialu-którego nie oglądałam,a widziałam jakieś opisy czy też reklamy miasto wyglądało wspaniale. A jak było na żywo?

Na miejscu się pogubiliśmy. Zaparkowaliśmy pod Rynkiem,ale nie wiedzieliśmy,że to tam trzeba iść.To znaczy ja wiedziałam,ale nikt mi nie wierzył. Poszliśmy więc w drugą stronę,po kwadransie ustaliliśmy,że miałam rację ( jak zwykle) i poszliśmy ku centrum. Pod górę. Ojciec Mateusz ma kondycję,oj ma.Pędzi na tym rowerku po rynku,a ja po 2,5 godzinach w aucie miałam tak zastane kości,że ledwo szłam.Oj ledwo. Wystarczy wejść na Rynek by zrozumieć fenomen tego miejsca. To miasteczko jest tak piękne,takie po prostu serialowe. Urocze, kolorowe,ale nie jarmarczne. Ma niezwykły klimat. Wspaniale się po nim spaceruje. Jest bardzo romantyczne. Okoliczne knajpki kuszą by wstąpić do środka i w spokoju wypić pyszną lemoniadę.Spacerowanie,podziwianie widoków,ten niezwykły klimat,z Sandomierza w ogóle nie chce się wyjeżdżać.  Na pewno tam wrócę,ale nieco na dłużej. Jest tam tyle do odkrycia. I nawet ten paskudny rosół  z torebki,który imitował domowy nie zmieni mojego zachwytu nad tym urokliwym miastem.

Swoją podróż zakończyłam pod Warszawą u rodziny. Siedzieliśmy niemal całą noc w ogrodzie przy stole pełnym pyszności. Naśmialiśmy się, nagadaliśmy za wszystkie czasy, a ja nie mogłam uwierzyć,że moja ukochana kuzynka Weroniczka tak wyrosła. Już jest wyższa ode mnie. No dobra,jest prawie jak mój brat.A ma dopiero 15 lat. Po tym jednym dniu przez tydzień mogłabym nie  jeść tylko żywić zapasami. Wiecie jak to jest,my jeszcze jemy śniadanie,a ciocia już obiera ziemniaczki na obiad. To był wspaniały wyjazd.

Niestety był wspaniały. Bo teraz chciałabym tam wszędzie wrócić. Tylko skąd ja znajdę tyle czasu? Chyba muszę uśmiechnąć się do ukochanego Doktorka Who…..

Ścieżka dźwiękowa- Blur- Luminous

 

Advertisements

55 uwag do wpisu “I po wakacjach,czyli ostatnia część mojej podróży

  1. Katarina pisze:

    I dlatego uważam, że najwygodniejsze na zwiedzanie/podróżowanie są spodnie i koniec:) Może i mało kobiece ale mam to gdzieś, liczy się moja wygoda i komfort a nie to, czy ktoś uzna mnie za kobiecą czy za chłopczycę.

    Lubię to

      1. Katarina pisze:

        Ja stawiam na wygodę- wolę gacie, bo po prostu się swobodniej czuję, na rowerze nie robię show, jak zawieje, poza tym- spodenki mają kieszenie, a kiecki to już nie za często…:/

        Lubię to

      1. Katarina pisze:

        A od czego krótkie spodenki?:) Ja noszę męskie, bo są bardzo wygodne:) Kupiłam sobie w Lidlu aż dwie pary:D

        Lubię to

      1. Katarina pisze:

        Ja noszę takie do kolan, luźne, najczęściej męskie-to bardziej szorty, krótkich nie noszę, bo wiem, jak wyglądam, ale jak widzę na ulicy balerony upchnięte w leginsy albo celulit odkryty przez mega krótkie gacie to już nie mam kompleksów:D

        Lubię to

    1. Zbych pisze:

      Ha ha… ja to jeszcze oczami wyobraźni widzę księdza który przy wygłaszaniu kwestii „…i nie wódź nas na pokuszenie…” wymownie zerka w Twoją stronę 🙂

      Lubię to

  2. Blueberry pisze:

    Już chyba kiedyś pisałam, że nie potrzebuję mocnego wiatru, żeby wszystkim ukazać moją bieliznę pod spódniczką 😉

    A Sandomierz faktycznie jest piękny 🙂 Już od pewnego czasu chcę tam wrócić, przy okazji zahaczyć o Kazimierz Dolny i Nałęczów, ale tutaj też nie możemy się wybrać :p

    Lubię to

  3. sanglant pisze:

    Na wakacjach lubiłam nosić cienką, wygodną, rozkloszowaną spódnicę do kolan – szczególnie na plażę, bo jak wejdę do wody, to w potem do szortów musiałabym się przebrać albo czekać, aż zupełnie wyschnę, a tak jest mniejszy problem – tylko niestety przy wietrze musiałam ją sobie ciągle trzymać. Chciałam sobie zrobić zdjęcia i większość nie nadaje się do pokazania. 😛 Ale z dwojga złego wolę takie atrakcje w drodze na plażę niż w kościele, u Ciebie jakiś szatan musiał zesłać wiatr. 😀
    Nie spodziewałam się, że Sandomierz jest taki atrakcyjny. W ogóle nie znam tamtych okolic, a chyba szkoda. 🙂

    Lubię to

      1. Zbych pisze:

        Nie pomyślałbym, iż wiedza zdobyta w salonie fryzjerskim kiedyś się przyda a tu proszę…
        Otóż kilka lat tamu (w czasach jeszcze sprzed „ery Kate”), podczas nużącego oczekiwania w owym przybytku, przeczytałem w „prestiżowym babskim piśmie” fascynujący artykuł o windsorskich krawcach. Sprawa wygląda następująco – w królewskich sukniach i spódnicach od wewnętrznej strony są wszywane malutkie kieszonki w których umieszcza się specjalnie docięte i wyszlifowane niewielkie marmurowe płytki. Co ciekawe ilość owych kieszonek więc i masę owych kamieni określa zostaje empirycznie, oddzielnie dla każdego elementu garderoby, podczas testów (niestety a artykule nie było opisane co to za „kosmiczna technologia”, a szczerze to najbardziej mnie zaciekawiło 🙂 ). Tak więc to nie do końca zasługa Kate, bo przy tak profesjonalnie „zbalastowanej” garderobie żadne porywy wiatru niestraszne 🙂

        Lubię to

      2. Zbych pisze:

        Wiadomo że z klasą, w końcu stanowisko zobowiązuje 🙂 Myślę że wiele miesięcy była szkolona w tym zakresie zanim oficjalnie z mężem wypuścili się na wojaże. Poza tym wychodzi na to że „młode pokolenie” nie korzysta z tych krawieckich tricków.

        Lubię to

      3. Blueberry pisze:

        Widać nie korzysta. Chciałam argumentować, że może dlatego, że sukienki kupione, a nie szyte na miarę, ale kojarzę, że księżna Kate miała na sobie (chyba ostatnio w Indiach) sukienki, które były nieco przerabiane tj. doszytą podszewkę pod koronkę, żeby nic nie prześwitywało. Protokół zobowiązuje 😉

        Lubię to

      1. Zbych pisze:

        Taaaa… też liczyłem na jakiś spektakularny krajowy cud… na przykład, że ojciec dyrektor rozda cały dobytek potrzebującym

        Lubię to

      2. Zbych pisze:

        Jak takie cuda na kiju to pewnie wejściówki po 10PLN…. chociaż jak do tych wodospadów są złote gondole i wokoło hasają małpki na łańcuchach to może i wjazd nawet po 15…
        (sorry za sarkazm ale dziś jakoś mam tak od rana)

        Lubię to

  4. Mnie ostatnio w sklepie córeczka podniosła spódnicę do góry, także rozumiem Twój ból :). W Sandomierzu jeszcze nie byłam, a w tym roku musiałam się obyć bez wakacji, chociaż żyjąc we Włoszech, to cały rok tak jakbym trochę miała te wakacje.

    Lubię to

  5. Sandomierz niby moje województwo i tak niedaleko a nigdy nie byłam, aż wstyd się przyznać. ;o
    Fajnie, że miałaś udany wyjazd. A takie długie wakacje na kilka miesięcy to każdy by chciał, wiadomo… Ale wtedy byśmy ich nie doceniali pewnie.

    Lubię to

  6. Gucia pisze:

    Jeśli wiemy już, że masz zapędy na aktorkę, to chyba bardziej kobiecej i seksownej nie mogłaś sobie wybrać 😉 a że w kościele? no cóż, każde miejsce dobre na debiut 😉
    Po urlopie powinny być 2-3 dni na odpoczynek po urlopie 🙂 a do pracy powinno się wracać najpierw na 3 godziny, później na 4 aż w po całym tygodniu wracałoby się na normalny wymiar godzin.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s