Wakacje część druga

Była część pierwsza wakacji. Ta bardzo spokojna, bardzo leniwa,typowo relaksująca. Taka kiedy spałam do ……7 rano,a z łóżka wstawałam o rekordowej porze,czyli o 8 rano.Żeby nie było,że moje tempo życia na wakacjach przypominało ślimaka na emeryturze podkręcam tempo i wracam myślami do przeszłości.

fbe9cfbf7ab5084e145373f00a92fbc3

W tym roku wakacje były dziwne, nie wiedziałam do końca kiedy i gdzie jadę. Wszystko było załatwiane bardziej niż na wariata i bardziej niż spontanicznie. Po drodze i tak plany ulegały modyfikacjom. W każdym razie w niedzielę ustaliliśmy-w piątek wstajemy wcześnie rano, przepakowujemy się, chowamy walizy do piwnicy pani Trudzi i bach, w drogę.Wzywał nas Kraków.Ostatni raz byłam tam 6 lat temu, zupełnie na wariackich papierach. Było to moment przed ślubem mojej przyjaciółki, co chwilę dostawałam od niej niepokojące wiadomości typu-a czy ja w ogóle nadaję się na żonę? Po 20 sekundach-czemu nie odbierasz? Po 6 kolejnych- odpowiedz do jasnej cholery,odwoływać ślub? Do tego zdrowotnie było ze mną wtedy nijako.Chorowałam i tak naprawdę odczułam radość kiedy po 2 dniach wsiadłam z powrotem do pociągu. Teraz czekałam na ten wyjazd z ogromną niecierpliwością i lekkim pobudzeniem- bardzo chciałam by wszystko się udało. Tak bardzo,że w czwartkowy wieczór musiałam wypić kubek melisy,napięcie we mnie rosło. Przede mną 5 godzin jazdy z moją rodziną. Wiadomo,będzie gorąco.No i zdradzę Wam pewien sekret. Na basenie solankowym poznałam pewnego aktora, z teatru i telewizji. Pan przebywał razem z kolegą z branży w sanatorium,niestety obydwaj jeżdżą na dziś na wózkach. W każdym razie panowie okazali się fascynującymi rozmówcami,wybitnie elokwentnymi,inteligentnymi i ciekawymi. Pan aktor powiedział mi,że co prawda nie chce siać mi zamętu w głowie,ale powinnam pomyśleć o pracy na scenie. Tak,jako aktorka,bo mam oryginalną osobowość,odpowiednią dawkę urody(tutaj na przemian płakałam ze śmiechu i krztusiłam się cytrynową herbatą z automatu),a do tego jestem taka młodziutka. Kiedy wyznałam,że ja już skończyłam studia pan nie chciał wierzyć. A jak się śmiał kiedy zdradziłam swój wiek.Chyba mam zadatki na artystkę? W każdym razie jechałam do Krakowa,takiego artystycznego miasta. A nóż/widelec dostanę angaż w teatrze,tudzież kabarecie?

Rano powitało mnie słońce  i pozytywna energia. No niestety, jak to u nas bywa, nic nie może pójść zgodnie z planem.Zgodnie z planem o 11 mieliśmy wyjechać. O 11,owszem auto wyjechało, ale z 2 pasażerami,mamą i tatą. Kierunek lokalny szpital. Powód? Łóżko wodne masujące. Moją mamę zafascynowała bowiem ta uzdrowiskowa nowość i wykupiła serię zabiegów. Ja również się skusiłam. W połowie zabiegu zlazłam z tego łoża nie przyjemności a boleści. Myślałam,że kręgosłup mi pęknie,następnego dnia nie wyszłam z pokoju dalej niż na taras,bolało mnie okropnie. Moja mama zaś uznała,że skoro wykupiła cały pakiet, a zwrotów nie ma, to dokończy tę serię. I akurat w piątek doszło do kumulacji bólu całego ciała. Jako,że musieliśmy zwolnić pokój przez prawie 4 godziny chodziłam z rodzeństwem po mieście,niepewni swego losu. W końcu doszła do nas wiadomość o diagnozie i skutkach leczenia. Po kroplówce z lekami przeciwbólowymi i nawadniającej,wypisaniu recept i obietnicy, że mama nie położy się nigdy na podobnym łożu dostała zielone światło do podróży. Także już na starcie mieliśmy ponad 4 godziny opóźnienia i narzekającą mamę na pokładzie. Ale ruszyliśmy w drogę.

5 godzin i 10 pogubień się po drodze wydawało się,że jesteśmy pod naszym apartamentem.Oczywiście w międzyczasie wszyscy się kłócili kto lepiej zna drogę.Ja zachowałam stoicki spokój. A niech się złoszczą. Mnie nic nie rusza. W końcu znalazło się wolne miejsce pod samą kamienicą, pięknie, 22 druga,ciemno, jestem głodna, biorę wszystkie torby i pakunki jakie zdołam unieść i dziarsko ruszam. Coś się nie zgadza. Ano to nie ta ulica. Nocleg mieliśmy ledwie dwie przecznice dalej. Mój spokój gdzieś się ulotnił.Ciskałam gromami na prawo i na lewo. Ale doszłam,ledwie wejść na trzecie piętro i można iść pod prysznic. Marzyłam by ten dzień skończył się jak najszybciej.

Rano obudziło mnie piękne słońce i spory apetyt. Jako, że mieszkaliśmy na Kazimierzu postanowiłam to wykorzystać i przed 7 rano zabrałam siostrę na spacer po sobotnim,bardzo porannym Krakowie. Było śniadanie na rynku, herbata w żydowskiej knajpie.Był spacer na Wawel,a po drodze zwiedziłam wiele cudownych kościołów. Był Wawel, było wdrapywanie się by znów dotknąć Dzwonu Zygmunta, zniknął mój lęk wysokości i lekka klaustrofobia. Jak ręką odjął,żwawo pokonywałam kolejne ciasne i strome korytarze i popędzałam marudne włoskie dzieci przed sobą. Okazało się,że wycieczki przybywają dziś na Wawel by podejść do grobu Kaczyńskich i posłuchać opowieści o rodzaju trumny.Co kto lubi. Niektórzy idą dalej i robią sobie selfie z grobem,tak jak pewna mamusia,która najpierw zrobiła sobie mini sesję z grobem Piłsudskiego,a następnie ustawiła synka i zachęcała- Nikosiu uśmiechnij się,i przytul się do nagrobka….

Potem tętniący życiem Rynek,okropny tłok, dzikie tłumy turystów, do tego to ciepło i  parę kilometrów w nogach. A mi wciąż było mało i mało. Jak urzeczona spacerowałam tymi uliczkami, wstąpiłam na jarmark,skąd wyszłam ze słoiczkami miodu z orzechami, cieszyłam zmysły na festynie pierogów i chłonęłam niezwykły klimat.Bo wiecie, Gdańsk jest przepiękny,ale wojenne zniszczenia i odbudowa(choć bardzo pieczałowita)sprawiły,że miasto urzeka, kusi, zniewala,ale brakuje mu tego czegoś. I to coś znalazłam wśród starych murów.A szczególnie na Kazimierzu. Tam dosłownie czułam historię.Wiem,wiem, nudzę, ale w końcu jako magister historii mam prawo trochę się pozachwycać. Więc spacerowałam,podziwiałam, jadłam pyszne śniadania,piłam wspaniałe herbaty w uroczych kawiarenkach,cieszyłam pogodą, pozytywnym nastrojem, pięknym widokiem z okna apartamentu. Nie przeszkadzało mi zmęczenie, ciepło, gwar i tłum. Było prawie idealnie. Nie powiem,że było idealnie,bo wtedy nie musiałabym tam wracać. A wrócić muszę. Muszę wrócić i nieco więcej czasu poświęcić na Nową Hutę, muszę znaleźć czas na snucie się bez celu,a nie wedle planu,i muszę wrócić by powiedzieć pewnemu kelnerowi,że ma wspaniały uśmiech.

Sama się sobie dziwię.Bo przecież z 70 razy gubiliśmy drogę, ze 100 razy walczyliśmy o miejsce do parkowania, musieliśmy na ostatnią noc się przenieść do innego miejsca,ulice były strasznie brudne,za dużo imprezowiczów i w ogóle było zbyt dużo wrażeń jak na tak mało czasu. Ale te 4 krakowskie poranki były po prostu wspaniałe.To będzie tylko w części drugiej.Będzie część trzecia,więc czuwajcie.Teraz porcja zdjęć i powrót wspomnień.

 

Ścieżka dźwiękowa- Depeche Mode- A Question of Time

Advertisements

58 uwag do wpisu “Wakacje część druga

  1. Zbych pisze:

    To jednym słowem działo się na potęgę… Może to wodne łózko to było skonstruowane z myślą o inkwizycyjnych torturach 🙂 Teraz z Trójmiasta na południe jedzie się luksusowo jak porządne drogi w końcu pokończyli – sama przyjemność, Jak tam prezentuje się Kraków po przejściu „szarańczy” z ŚDM? Po fotkach widać iż służby już uporały się ze śmieciami.
    PS: Gene Kelly jak żywy 🙂

    Lubię to

    1. Akurat było dużo śladów po Dniach Młodzieży,ale to były miłe ślady 😊 gorsze to te typowo poimprezowe. Jednak w Gdańsku nie ma tylu klubów i tylu pijanych ludzi od rana.
      z Trójmiasta akurat nie jechałam,ale w sumie i tak A1 a potem Częstochowa i do Krakowa. Drogi dobre nie można narzekać 😊
      Jak żywy,na żywo wygląda jeszcze bardziej realnie 😊
      Lóżko na pewno wymyślono by odciągnąć babcie od sanatoriów. Po czymś takim nikt nie będzie chciał tam wrócić 😉

      Lubię to

      1. Zbych pisze:

        Ja to bym raczej obstawiał nie na odciągnięcie ale na uziemienie – po takiej „kuracji” konieczne wykupienie dodatkowej miesięcznej rehabilitacji 🙂
        PS: Jak planujesz następnym razem Nową Hutę to pamiętaj o obowiązkowej sesji przy IŚku 🙂

        Lubię to

      2. Blueberry pisze:

        A ja polecam Pendolino z Krakowa do Trójmiasta (bądź odwrotnie) – 6h, strefa ciszy, wygodne siedzenia, można się zaczytać (i pierogi całkiem smaczne w Warsie, choć dość drogie).

        Zbychu, z tym sprzątaniem to różnie bywa 😉 Ostatnio widziałam dość nieciekawe zdjęcia z Błoni, ale sama nie odwiedzałam, więc nie wiem czy w rzeczywistości obraz aż tak nieprzyjemny. Natomiast jeszcze w zeszłym tygodniu widziałam nieporozbierane rusztowania od bilbordów stojących na rondach. Nie mówiąc o plakatach czy bardziej trwałych śladach w postaci murali czy innych graffiti.

        Lubię to

      3. Moja siostra regularnie jeździła tym Pendolino, teraz akurat byłam autem bo wycieczka była w częściach, więc musiał być samochód 😉 Aczkolwiek najlepiej samolotem, siostra leciała parę razy, 50 minut i lądowanie;0

        Lubię to

      4. Blueberry pisze:

        Fakt, samolot to też bardzo dobra opcja 🙂 Sama miałam okazję lecieć jakiś czas temu i wszystko bardzo sprawnie poszło. Najmniej sprawny był dojazd w samym Gdańsku do hotelu :p

        Lubię to

      5. Zbych pisze:

        Cóż…. jeśli mam być szczery to pakowanie się autem do centrum Krakowa to wielka desperacja (i nie mam tutaj na myśli czyhanie na miejsce do parkowania)

        Blueberry – pytałem o kwestie porządkowe bo znajomi byli jakoś na początku sierpnia i mówili że kiepsko to wyglądało… szczególnie okolice dworca

        Lubię to

      6. Tak,może i desperacja ale jakoś trzeba dojechać pod spanie,że tak skrócę. Żeby potem nie korzystać z auta wzięłam apartament obok rynku,wszystko było na nogach. Ale kiedy ma się 5 osób to bagażu nieco jest i kiepsko jechać tramwajem i zostawiać auto pod miastem. Ale każdy robi jak lubi;)

        Lubię to

      7. Zbych pisze:

        Wiadomo – jednorazowe dojazdowe akcje się nie liczą. W licznej grupie (tym bardziej żeńskiej – z bardzo obfitą aprowizacją) nie ma opcji żeby tachać toboły z Balic 🙂

        Lubię to

      8. dokładnie 😉 Aczkolwiek mój tatko miał pokaźny bagaż,leków oczywiście;) No w sumie to było 5 dni,więc suszarka, żelazko,ciuchy,leki, buty, no sporo tego;)

        Lubię to

  2. Katarina pisze:

    Wycieczki do grobu Kaczyńskich kuśwa…O tempora, o mores!!!
    Twoja opowieść o szukaniu noclegu pierwszego dnia przypomniała mi nasze szukanie JAKIEGOKOLWIEK noclegu w Norwegii pewnego dnia, kiedy jechaliśmy wieczorem/nocą chyba 3 godziny i wszystkie kempingi były zajęte, a jak gdzieś było miejsce, to za taką cenę, że mózg dęba stawał…Wtedy padły słynne słowa „Jeszcze trochę a mój żołądek zacznie trawić sam siebie”, bo byliśmy już tak głodni…No ale jakoś w końcu się udało:)
    Kraków jest piękny, ale ilość ludzi, która się po nim przewala, skutecznie mnie odstrasza…Ostatnio najlepiej czuję się tam, gdzie ludziów brak, więc powoli myślę o żegnaniu się z Zakopanem i Tatrami na rzecz innych gór, bo to co się tam działo w tym roku to przegięcie pały…

    Lubię to

    1. Tłumy były dzikie, to fakt. Ja zdecydowanie wolę nieco mniejsze zagęszczenie człowieka na kawałek chodnika, ale przyznam szczerze,że mimo dzikich tłumów czułam się dobrze. Może po tygodniu w uzdrowisku byłam spragniona ludzi? Możliwe:)
      Te wycieczki są okropne, przewodnik tak opowiada o tych trumnach,że nogi miękną. A ludzie słuchają jak oczarowani. Zobaczą grób i nie idą dalej, nic ich nie interesuje:(

      Lubię to

      1. Blueberry pisze:

        W takim razie zapraszam do Krakowa grudzień-styczeń 🙂 Nieco pustoszeje, a pomiędzy Świętami a Sylwestrem, w tygodniu, jest bardzo przyjemnie nawet na Starym Mieście i Kazimierzu. Do tego znam świetne miejsce na gorącą czekoladę (i szarlotkę).
        Natomiast od 14 lutego zaczynają się pojawiać tłumy, najgorzej jest chyba w czerwcu, bo jest wtedy masa wycieczek szkolnych.
        Na kolejną wycieczkę polecam też przejść się na Rynek Podgórski i okolice, bo tam też jest bardzo ładnie 🙂
        Na Kazimierzu bywam tylko w tygodniu w godzinach lunchu – jest znośnie. Na Rynku i okolicach ostatnio to tylko jak mamy gości spragnionych spaceru w tłumie albo jak się wybieram do kościoła, bo mój jest akurat na Grodzkiej :F

        Katrina, weź, w Tatry, a tym bardziej w Tatry pt. „Zakopane, Kasprowy, Morskie Oko” nie jeździ się w sezonie :p Nie wiem czego Ty oczekiwałaś 😉 Jest tyle innych, pięknych gór w Polsce!

        Lubię to

      2. Mi osobiście te letnie tłumy nic a nic nie przeszkadzały;) Aczkolwiek muszę kiedyś wybrać się jesienią, albo wczesną wiosną, takie mam plany dalsze;)
        Kazimierz o dziwo nie był zapchany tak jak oddalone o parę kroków centrum. Naprawdę byłam zdziwiona,że tam było kameralniej, chociaż wiadomo dla niektórych to mogły być tłumy. Ja znalazłam w tym tłumie o dziwo jakiś urok;)

        Lubię to

      3. Katarina pisze:

        Co chcesz, tak gorliwie słucha lepszy sort:D

        Najlepszego przewodnika na świecie spotkałam w Tower of London, za pierwszym razem zwiedzałam na własną rękę, ale jak podsłuchałam co i jak opowiada grupie zorganizowanej, to odżałowałam kolejne 20 funciaków, pojechałam do Tower jeszcze raz i od razu zgłosiłam się do grupki:) Leżałam i wyłam normalnie- tak powinny wyglądać lekcje historii:))))

        Lubię to

  3. 3 zdjecie- I’m happy again – W neidziele zrobilam takei samo przed 8 rano na Kazimierzu ;p

    Co do parkowania to ja sie nauczylam ze lepiej po miescie podrozowac tramwajem, autobusem lub pieszo;] Znalezienie wolnego miejsca jest czasami niezlym wyzwaniem

    Lubię to

  4. Katarina pisze:

    Droga Blueberry:)- ja niestety mam do dyspozycji tylko sezon:/ Więc nie ma to tamto i jedzie się w tłum…No ale nie poddaję się, staram się łazić tam gdzie nie ma stonki, ostatnio odkryłam ( ciiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii, nie mówta nikomu, bo zaduszę:)) okolice Czerwonego Stawu- luz, blues, i zaledwie parę sztuk ludziów:) Możesz się nawet rozstawić z aparatem i wyżywać fotograficznie:) I żadna morda Ci się nie pcha w obiektyw:)

    Lubię to

    1. Zbych pisze:

      Mało luda bo to „peryferie”. Stonka jak łazi to z Murowańca na Gąsiennicowy 🙂 Chociaż jak ostatnio oglądałem w necie zdjęcia kolejki do bryczek na Morskie Oko to aż mi się śmiać chciało – czas oczekiwania 2h. Za ten czas można z buta doczłapać i jeszcze staw obejść. Ale naprawdę, ci stojący w ogonku zaimponowali mi… ile to trzeba mieć samozaparcia… w dodatku w takim upale.

      Lubię to

      1. Katarina pisze:

        Ewentualnie z buta na Kasprowy, ale ja akurat lubię tę trasę, bo widzisz cały czas „cel” ( tak jak podczas „Piekła” widzisz przełęcz pod Giewontem:)), a to baaaardzo motywuje:D
        Już gdzieś pisałam- unikam z premedytacją MOKa od kilku lat, bo nie mogę patrzeć na dupy silnych jak tury 20-30latków jadących KU*WA w górę, bo co będą leźli, jak dupę można wwieźć…Przysięgam, gdybym tam była i zobaczyłabym, że jakiś koń pada, to rzuciłabym się z kijkami na tych z wozów i lała między oczy…

        Lubię to

      2. ja tam na szczęście fanką górskich wędrówek nie jestem 😉 Dlatego też dziwię się,że takie tłumy się zbierają by ruszać na wycieczki. Poza tym to już chyba żadna przyjemność z takiej wędrówki?

        Lubię to

      3. Katarina pisze:

        Widzisz, jak nie jesteś fanką to nawet nie będę Ci tłumaczyć, po co tam się lezie, bo się nie dogadamy:) To trzeba poczuć i żadne słowa chyba tego nie oddadzą, przynajmniej ja nie wiedziałabym jakich użyć:) Albo się jest górofilem albo nie:)

        Lubię to

      4. Katarina pisze:

        No w takim przypadku to zrozumiałe…Ja to chyba mogłabym leżeć i pół dnia na jakimś szczycie, żeby „chłonąć” ( na Wierchach, na Wierchach! bo tam dużo miejsca ), ale prawie zawsze tam piździ jak w kieleckiem, więc po obfoceniu widoków po prostu turlamy się dalej/albo w dół…

        Lubię to

  5. sanglant pisze:

    Mnie tłum nie zawsze przeszkadza, nawet kiedy mam ochotę pobyć sama lub w kameralnym towarzystwie, bo wtedy można potraktować go jako tło. Ale kiedy muszę się przeciskać, staję się nerwowa. 😉
    Jakiś czas temu byłam w Krakowie tak bez celu, już nie pamiętam, kiedy to było, ale na pewno był środek tygodnia i nie było tłumów. Później jeździłam przez tydzień na szkolenie do samego centrum i zapamiętałam z tego korki, szczególnie w piątek była masakra… Zapamiętałam też, że na obrzeżach są całkiem przyjemne willowe osiedla. 😉 Wcześniej, mimo że mam blisko, wiele lat tam nie zaglądałam, a na Wawelu ostatnio byłam z wycieczką szkolną w podstawówce.
    Bardzo apetyczne śniadania na blogu kulinarnym, aż by się chciało spróbować. 😉

    Lubię to

    1. Nie tylko ładnie wyglądały ale i były 😋 ja to mam daleko więc wybieram się rzadko i z wielką celebrą;)
      Czasem lubię być sama,czasem lubię tłum. Wszystko zależy od okoliczności 🙂

      Lubię to

  6. Moją uwagę szczególnie przykuły dwa słowa FESTIWAL PIEROGÓW. O mamuniu! Spełnienie marzeń!
    Ja w Krakowie byłam jeden dzień i zero poranków. Ale obleciałam Wawel, Rynek i wszystko wokół. Planuję jednak wybrać się tam na dłużej, żeby nieco bardziej wchłonąć to miasto. 🙂

    Lubię to

  7. Z moją rodzinką też tak się podróżuje, a zarzewiem całego haosu jest mój M. który posiada nadprzyrodzoną zdolność do popadania w dziwne i śmieszne tarapaty. Dosłownie, gdzie się nie znajdzie tam stajemy się centrum uwagi. Ale potem przynajmniej wspomnienia pozostają na długo żywe 😀 (Prawda?)

    Lubię to

  8. te nowoczesne wynalazki – porażka takie miękkie łóżko – sama spędziłam na nim kilka dni o zgrozo;/ widać nie tylko wg ludzi z blogowego świata jesteś wyjątkowa:) selfie nad grobem jeszcze dziecko?! ten świat naprawde idzie w dziwnym kierunku, złowieszczym nawet….

    Lubię to

  9. wriala pisze:

    Też miałam dość szalone wakacje w tym roku. Planowałam je trochę w ostatniej chwili, ale na szczęście udało mi się znaleźć nocleg na bookapart i wszystko poszło gładko.

    Lubię to

  10. My na Kraków mieliśmy w tym roku 1 dzień 🙂 Też było tłoczno, miejsce do parkowania dopiero po godzinie znaleźliśmy, ale chociaż pogoda dopisała 🙂 Zazdroszczę poranku na Kazimierzu w śpiącym jeszcze Krakowie, to musi być bezcenne 🙂

    Lubię to

  11. Do tej pory byłam dopiero dwa razy w Krakowie, ale wiem, że na pewno tam jeszcze wrócę, bo uwielbiam takie miasta z duszą, a Kraków bez sprzecznie do nich należy 😉

    Lubię to

      1. Zbych pisze:

        Oj obawiam się że skoro to „dobra zmiana” to angaż może zaprzepaścić pamiętny występ przed kamerami podczas marszu…

        Lubię to

  12. Gucia pisze:

    Nadrabiam zaległości, współczuję mamie bólu, podróży z szukaniem miejsca też nie zazdroszczę, aktorstwo? why not?! A Kraków? Kraków kocham nad życie! Super, że mogłaś spędzić tam kilka dni a do tego spacerowałaś, spacerowałaś, spacerowałaś – złażony Kraków jest najlepszy 🙂 Idę czytać kolejne części wakacji.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s