Kartonowe bum…..

Ha, czym byłby aktualny wpis bez wpadki przeprowadzkowej? Nudnym wpisem zapewne, więc śpieszę donieść, że kolejny raz skompromitowałam się przed sąsiadami i w ogóle samą sobą. Otóż wymyśliłam sobie, że męczy mnie latanie z kartonem w te i z powrotem, więc od razu wezmę dwie sztuki i bach, będzie szybciej. W jednym kartonie miałam książki-wierzcie, bądź nie, ale w piwnicy mogłabym otworzyć bibliotekę lepiej wyposażoną niż niejedna szkolna. Tak więc niosłam ostatnią porcję książek(albo i nie), w drugim kartonie miałam maszynkę do mięsa. Mielenia oczywiście. Gdzieś tak 5 centymetrów od wyjścia z domu uznałam,że to był idiotyczny pomysł i nie dam rady. Ale duma i godność osobista kazała mi iść dalej, bo przecież wszyscy mówili,że nie dam rady. To ja im pokażę,że dam radę. Oczywiście postanowiłam nieco ułatwić sobie pracę. Uznałam,że z dwoma kartonami nie dam rady jednocześnie, ale jeden problemem nie będzie, drugi doniosę po chwili, a w domu powiem,żem dzielnie te dwa zaniosła niczym Herkules. Ok, zniosłam jedno, o z maszynką. Wróciłam po karton z książkami, akurat schodził sąsiad, miły starszy pan. Przepuściłam go, mówiąc,że mi moment zejdzie zanim to podniosę, więc niech idzie przodem. Sąsiad życzliwie zaproponował,że mi pomoże. Ale uznałam,że byłoby bardzo nieelegancko prosić o pomoc 70 latka, w końcu młoda żem, zdrowa, dam radę. Sąsiad podreptał do piwnicy, a ja podniosłam karton i z wrażenia,że tak lekki, żwawo ruszyłam naprzód. Za żwawo. Karton się rozpadł z rękach, zrobił bum. Książki poleciały, i niczym w dziecinnej grze Domino poruszyły maszynkę do mięsa, która wypadła z kartonu i ruszyła schodami za sąsiadem. Usłyszałam krzyk i huk. Byłam pewna,że zabiłam sąsiada i pójdę siedzieć do więzienia. A jako,że zabiłam go przy pomocy maszynki do mięsa, sąd uzna,że było to morderstwo ze szczególnym okrucieństwem i nie wyjdę z więzienia, nim sobie nie wykopię podkopu. Bałam się ruszyć, naprawdę mnie sparaliżowało. I wtedy usłyszałam takie radosne i pełne życia hop hop, żyje pani?Byłam pewna, że to pytanie padło z zaświatów. A ja na to- a pan też żyje? Pan się zaczął śmiać, i zapytał czy tak nie lubię pasztetu na święta, skora rzucam maszynką? Nie, ja kocham pasztet, po prostu jestem gapą. Pan na szczęście zszedł w chwili ataku maszynki grozy już dawno ze schodów, ale nieco był zaskoczony moją metodą na przenosiny rzeczy, ot rzucanie ich po schodach. Dla bezpieczeństwa samodzielnie mi tę maszynkę zaniósł do piwnicy i ładnie ułożył. A ja do końca dnia dziękowałam Bogu, że nikogo moja duma nie zabiła. W ogóle to zaczęłam układać wszystko w tymczasowym mieszkaniu. Po serii dąsów mamy i złości taty, bo im ciągle coś nie pasuje, ciągle słychać pretensji, podczas spaceru po plaży i między moimi okrzykami-ale ta woda zimna, mam mokre stopy, ojej,będę mieć katar, znalazłam bursztyn, jestem głodna-ustaliliśmy,że rodzice rodzicami,ale nadszedł czas byśmy wzięli sprawy we własne ręce. I w jedną godzinę zrobiliśmy porządek z połową kartonów. Dodatkowo dokładnie wymyłam wszystkie kuchenne sprzęty, odkaziłam, i oczywiście chciałam umyć okna. Już złapałam płyn do mycia okien, kiedy zaczął padać deszcz. No ja to mam pecha nie?

W każdym razie dziś nie powinnam pisać. Powinnam być na wakacjach. Już. Ale nie. W niedzielę miałam jechać. Uparłam się, że wyjedziemy po Mszy. Szalenie przeżywałam Dni Młodzieży i godzinami siedziałam przed telewizorem. Możecie się śmiać, ale ja byłam święcie przekonana, że Franciszek mówił o mnie i do mnie. Wycięłam z gazety jego przemówienia i wkleiłam do specjalnego zeszytu. Nie będzie więc narzekania, będzie uśmiech. Bo jak tu się nie uśmiać? No i cóż, kierowca czyli tatko był zły. Bo on miał oczywiście tyle do zrobienia, a tutaj ja sobie Mszę oglądam i w ogóle wszyscy tak leniwie dzień zaczęli. Tatko się zezłościł, że on musi wrócić do domu, że my o nim nie myślimy i  w ogóle to leciały wióry w powietrzu. Albo i gwoździe. Tatko ze złości zrobił rzecz głupią i okropną. Ale dalej. Połowa bagaży była już w bagażniku, gdy brat poszedł włożyć resztę rozległ się głośny sygnał alarmu. Z jakiego to auta?Ano z naszego. Brat wpadł do domu wściekły czemuż to tata zamknął bagażnik i by dał kluczyki, ojciec mój spojrzał na niego wściekłym wzrokiem i rzekł,że kluczyki są na siedzeniu kierowcy, i może sobie wziąć. Brat poszedł i wrócił. Miał dwie wiadomości, dobrą i złą. Dobra to ta, że kluczyki, rzeczywiście są na swoim miejscu. Zła jest taka, że ze złości tata trzasnął drzwiami. Kluczyki zostały w środku.Owszem jest drugie auto. Ale mama odmawia jazdy bez leków na cukrzycę, które są w bagażniku, a ja dziwnie protestuję gdy tata mówi,że wszystkie ubrania dowiezie mi dopiero w niedzielę.  Po 40 minutach eureka, w pracy jest dodatkowy komplet. Tylko trzeba polecieć do firmy i gotowe. Zonk numer dwa-kluczyki do pracy leżą spokojnie za szybą auta. Eureka, taty wspólnik ma komplet kluczy. Zonk numer dwa, wyjechał 200 km dalej na urodziny chrześnicy. Eureka, syn wspólnika wpadnie do jego domu, weźmie klucze, przywiezie kluczyki i będziemy uratowani. Zonk numer trzy, syn ma gości i pojechał z nimi nad morze, zadanie wykona około 19. No to lipa. Atmosfera potworna, tak gęsta, że nawet nóż by nie dał rady. No cóż. Mija kolejna godzina,brat odkrył,że drzwi są zatrzaśnięte na pierwszym poziomie. Ten drugi to na amen, ten pierwszy zostawił lekki prześwit. Próbują walczyć z drzwiami, alarm wyje coraz głośniej. Na balkony wychodzą sąsiedzi, wychodzi i taty kolega. Schodzi na dół, bierze patyk. Patyk już w środku, ale za krótki, nie sięgnął kluczyków. Biorą drugi, dłuższy,ale giętszy, łamie się. Brat proponuje metodę na Breaking Bad. Bierze sznurek, patyk, robi pętelkę, chce złapać klucz. Po 30 minutach efektów brak. Taty kolega wpada na pomysł, idzie do domu po cieniutką, elastyczną, ale wytrzymałą metrówkę. Manewruje, manewruje i wciska przycisk na kluczyku, po 20 minutach jest efekt, drzwi odblokowane. Sąsiedzi biją brawo. Jesteśmy o 3 godziny spóźnieni względem pierwotnego planu. Przekładamy wyjazd , bo tata w takich nerwach spowoduje ze 3 wypadki. A i czasowo leżymy. Leżymy więc kwadrans później na plaży, resetując kompletnie umysły. Mnie już nic nie zdziwi, pewnie dlatego ta sytuacja niezbyt mnie porusza.

Następnego dnia śnił mi się wypadek samochodowy. Wracając z bratem z tymczasowego mieszkania namówiłam go byśmy odpuścili jazdę główną drogą. Mówię, że chociaż jeździ świetnie, to wybierzmy drogę wiejską, taką, gdzie jest spokój. A nie krajową ze zjazdem z autostrady i korkami. I te tiry, brr. Brat niechętnie, bo to dłużej, ale się zgadza. My jedziemy spokojnie i powoli z dala od ruchu, gdy słyszę karetki, straż i policję. Ciężarówka wjechała w auto osobowe właśnie po zjeździe z autostrady. Są ranni. No kto miał przeczucie?  No ja. Potem, koło 17, pojechałam z mamą do Tesco po coś na szybki obiad. Mama nie prowadziła źle, ale jak to mama, uważa,że najbezpieczniej jest jeździć 20 km na godzinę i ciągle na pierwszym biegu. Jedzie dopiero wtedy jak ma całkiem wolną drogę. Po jeździe w pierwszą stronę proponuję mamie byśmy pojechały osiedlową dróżką, taką gdzie nie ma innych aut, bo jakoś mama no cóż, jeździ niepewnie. Mama się nie zgadza. Bo w końcu 20 miesięcy ma prawo jazdy i wszystko super ogarnia. Jedziemy na skrzyżowanie. Nie mamy pierwszeństwa, ale autobus się zatrzymuje i mamę przepuszcza, pokazuje ręką by jechać. Mama stoi, i nie reaguje na moje jedź, ona nie pojedzie bo nie ma pierwszeństwa. Co z tego, że za nią stoi 10 aut, ona musi mieć wolną drogę i dopiero pojedzie jak autobus sobie przejedzie. Kierowca znów pokazuje by jechać, mówię głośniej, no jedź do przodu, on ciebie puszcza. Mama nic, facet trąbi w rytm-jedź kobieto, kto dał ci prawo jazdy, chyba mąż ci kupił. Mama reaguje, mówi mi, ojej on nie ma miejsca i ja muszę pojechać trochę by on mógł wziąć zakręt. No w końcu załapała. Halo, halo, co ty robisz? Buumm…. Tak, moja mama się cofnęła, pojechała do tyłu. Wjechała w inne auto, bo musiała zrobić miejsce dla autobusu. Jezusie słodki, sparaliżowało mnie. Nigdy nie byłam uczestnikiem takiej sytuacji. Na kolanach trzymam truskawki, parę się rozkwasiło, jestem przekonana, że krwawię i zaraz umrę. Nie, spokojnie, żyję, mama się uśmiecha- ha, ha, pierwsza stłuczka dopiero po 20 miesiącach. Jestem super kierowcą. Mi się trzęsą nogi, serce wali, czuję, że zaraz dostanę ataku astmy, wszystko z nerwów. Jestem jakieś 300 metrów od domu, najchętniej bym pobiegła do mieszkania ile sił w wątłych nogach i nigdy nie wsiadła z mamą do auta. Ale głupio mi zostawić mamę, a po drugie wciąż się trzęsę. Na szczęście stuknięty chłopak jest miły i chyba rozczulił go mamy uśmiech. Godzi się nie wzywać policji, i ubezpieczenia,pod warunkiem, że mama da mu pieniądze. Mama daje 500  złotych. To znaczy daje numer telefonu i obiecuje, że za kwadrans wróci z bankomatu. Wsiada za kierownicę i jest taka radosna, że jedzie na słupek. Cudem hamuje, tym razem uderzenie jest leciutkie. Następnie wjeżdża na chodnik, i tak jedzie ze 100 metrów, na moje pytanie co robi w ogóle nie rozumie o co mi chodzi. W domu ochoczo przyznaje się do stłuczki. Tata bierze leki na spokojność, na spokojnie ogląda i wycenia koszt naprawy tyłu auta. Orzeka jednak, że mama ma szlaban na samodzielne jazdy. To znaczy bez taty. Bo moja mama dalej tłumaczy, że to nie jej wina. Bo ona jest dobrym kierowcą. To kierowca autobusu głupio zrobił,że ją puszczał. Bo nie ma prawa przepuszczać innych. To tylko wprowadza zamęt. A mama przecież jeździ zgodnie z przepisami. Kiedy tata mówi- no dobra, to po co jechałaś do tyłu? Nie wiedziałam,że tam jest auto. Nie patrzyłaś w lusterka? No nie, bo po co? Matko i córko. Boję się swoich snów.

W ogóle widzicie ile u mnie się dzieje. Sama jestem zmęczona. Idę się relaksować w kartonowym zamęcie.

d89ed5d9d4e1a85349142529935790e8

Ścieżka dźwiękowa- Kasabian- L.S.F.

Advertisements

47 uwag do wpisu “Kartonowe bum…..

  1. Skoro Ty masz takie przeczucia to ja będę pisać do Ciebie zawsze jak będę się gdzieś wybierać;-)
    Zabity maszynką do mięsa! – Byłby to chwytliwy tytuł w gazetach 😛
    Kochana powinnaś napisać jakąś książkę. Genialnie się czyta Twoje notki 🙂

    Lubię to

    1. Jak się będzie sprawdzać to przekwalifikuję się w komunikacyjną wróżkę:)
      No właśnie, już widziałam siebie na okładce Faktu, ale kurcze sąsiad żyje, afery nie ma:)
      Boję się,że czytelnik by się zmęczył ilością atrakcji na każdej stronie:)

      Lubię to

  2. Blueberry pisze:

    Kartony z książkami to zawsze moja największa obawa przy przeprowadzce. Co prawda książki to nie talerze, które mogą się potłuc, ale są znacznie cięższe.
    Mam nadzieję, że udało się resztę bez szkód przetransportować 😉 Raz zgubiłam półkę od stolika tzn. doskonale wiem, gdzie ją zostawiłam (w ciemnym kąciku na klatce) i po prostu pojechaliśmy te 300km przez Polskę, ale po powrocie już jej nie było, więc tak jakby zgubiłam :p

    Sny okropne, sama nie lubię tych z samochodami, bo na ogół wtedy prowadzę i samochód zachowuje się zupełnie inaczej niż w rzeczywistości – sam się rozpędza, nie chce hamować albo przy skręcie robi bardzo obszerne łuki. Plus wjeżdżanie w beczki, kartony itd. Generalnie taki film z pościgiem, tylko ja za kierownicą i wcale nie chcę się ścigać, tylko samochód o tym nie wie.

    Lubię to

    1. mam nadzieję tak samo,że już do końca przeprowadzka obędzie się bez przeszkód i odpukać więcej morderstw nie będzie:)
      Ja prawa jazdy nie mam, ale odkąd poszłam na kurs i wiem co i jak to zaczęłam miewać wątpliwości i co do umiejętności rodzinnych i innych kierowców…. a po takim śnie to boję się podwójnie.

      Lubię to

  3. Zbych pisze:

    Haha jak czytałem o morderstwie ze szczególnym okrucieństwem za pomocą maszynki do mięsa to aż kawa poplułem monitor…. Myślę że to będzie hit rodzinnych opowieści na następne 5 lat 🙂
    A co do perypetii drogowych to szczerze….. na Twoim miejscu bałbym się wsiadać ponownie z mamą do samochodu (sam na sam).

    Lubię to

    1. właśnie odmówiłam z nią jazdy, dziwi mi się, bo przecież ma prawo jazdy i to od 20 miesięcy;) Dalej nie widzi problemu-cała mama.
      Myślę,że na 50 lat mam zapewniony posłuch na rodzinnych imprezach z opowieścią o maszynce i pytaniu- a pan żyje ?:)

      Lubię to

      1. Zbych pisze:

        Prawda jest taka że samo prawo jazdy to jeszcze o niczym nie świadczy – trzeba po prostu jeździć a biegłość przychodzi z czasem.

        Lubię to

      2. mama bardzo dużo jeździ, ale głównie z z tatą. Bo tata mamie mało ufa, i w sumie ma rację. Tyle, że ma to też ten minus, że jak ciągle mówi co ma robić, to potem mama nie wie co ma robić,bo taty nie ma obok. I błędne koło:)

        Lubię to

  4. sanglant pisze:

    Znowu miałaś ciekawe przygody, ale sceny z Twoją mamą wygrywają, jak żywcem wyjęte z komedii.
    W swoje przeczucia nie wierzę: kiedyś byłam pewna, że mój pociąg się wykolei, a tu nic. Ze snami tak samo: śnił mi się koniec świata za trzy dni, minęło dziesięć lat i nie ma. Z drugiej strony przyjemne sny też się nie spełniły. 😛
    Samochód mi się kiedyś zamknął odpalony, z torebką z telefonem i kluczami w środku, ale grzecznie pod blokiem, w domu był tata z drugim kompletem kluczy i poszło ok. Od biedy można wzywać usługę awaryjnego otwierania, a znajomej z byłej pracy otwierał sąsiad – były złodziej, nie pamiętam, czy wyjął drzwi, czy jak, ale raz dwa i otwarte. 🙂

    Lubię to

    1. Tak, moja mama bywa komiczna:)
      Mi się w sumie parę razy śniło coś się potem niestety sprawdziło. Ale więcej tych miłych snów, które w ogóle nie chcą się spełnić…
      Bez drzwi to tak kiepsko ruszać na wakacje:) Awaryjnym otwieraniem u nas to zajmuje się właśnie syn taty wspólnika, który był dostępny dopiero na późny wieczór-no pech.

      Lubię to

      1. sanglant pisze:

        Zakładam, że potem te drzwi się wkłada z powrotem. 😉
        No to pech, ale trochę sprytu i też dało radę. 😛

        Lubię to

      2. sanglant pisze:

        W sumie to ja sobie może też źle wyobraziłam, bo ktoś to nazwał „wyjęciem”, a może je się tylko odgina? Zakładam, że taki złodziej też potem jest w stanie z samochodu korzystać.
        Znajoma była zaskoczona, jak szybko poszło otwarcie drzwi i aż przestała się przejmować, że czasami zapomina zamknąć… tylko że to był starszy samochód.

        Lubię to

      3. u nas był kiedyś taki ksiądz, który miał super kontakt ze złodziejem lokalnym i pamiętam jak do niego szli ludzie i mówili co im ukradli, a potem ksiądz dzwonił do złodzieja, i ten szybko lokalizował zgubę. Otwierać też potrafił. Ale teraz siedzi w więzieniu 4 rok-złodziej, nie ksiądz:)
        Mi tata uświadomił,że są dwa rodzaje zatrzaśniętych drzwi, i ten pierwszy stopień super się otwiera. 😉

        Lubię to

  5. Dzisiaj to naprawdę jedna wielka komedia, śmiałam się do rozpuku, aż naszła mnie myśl, że pasowałoby tu zakończenie „nie próbujcie tego w domu!”. Bo wtedy nie byłoby tak śmiesznie 😉

    Lubię to

  6. O losie, nadaje się na film lub książkę 😉 Wiem że pewnie mało śmieszne dla Ciebie, a piszesz tak genialnie że nie sposób się nie uśmiechnąć. No i nieustannie będę namawiać Cię na to żebyś napisała książkę i ją wydała – sukces gwarantowany 🙂

    Lubię to

  7. Na przygody Twojej mamy aż się złapałam za głowę ;p Ja myślałam, że tylko moja tak może ;p
    Atak na starszego pana nie był aż tak straszny, myślałam, że coś gorszego zrobiłaś ;p Przy przeprowadzkach takie akcje to chyba norma ;p

    Lubię to

  8. Mama ,, genialna ,, … jako kierowca .Tylko tak trochę inaczej 😉
    Wyżej ktoś napisał o Joannie Chmielewskiej .Ty rzeczywiście masz podobne pióro 😉 a raczej klawisz 😉

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s