Lipiec w lipcu

I tak, podsumowanie lipca robię w lipcu. Na sam koniec. Ten miesiąc przeleciał mi błyskawicznie. Zdecydowanie zbyt szybko. Czerwiec był jakiś taki spokojniejszy, pozwolił się sobą nacieszyć, docenić uroki lata i  te deszczowe dni też jakoś tak płynęły powoli.

Lipiec zaś był bardzo, bardzo intensywny. Nie tylko w pracy, ale i po pracy. Nie było dnia podczas weekendu, który spędziłabym na lenistwie. Zaczynam odczuwać lekką tęsknotę do tych chwil kiedy się człowiek po prostu nudzi. Zdecydowanie brak mi słodkiego lenistwa. Ten miesiąc zdominowało jedno słowo-remont. Masa godzin spędzonych w marketach budowlanych. Dziesiątki kilometrów wydeptanych w sklepowych alejkach doprowadziło do tego, że moje życie na dwa miesiące przeniesie się na wieś. A za te 8 tygodni nie poznam swojego dawnego mieszkania. W zasadzie zostanie jedynie szkielet, wszystko inne ulega wymianie, a wcześniej destrukcji. Poza tymi marketami, spędzałam masę czasu na zacisznej plaży. No i w każdą niedzielę byłam na Starówce, gdzie na nowo zakochałam się w moim mieście. Byłam zakochana w nim wcześniej,ale teraz mam wrażenie przeżywam renesans uczuć. Teatr, kino na dachu-rozwijam się kulturalnie. Towarzysko też było miło, odbyłam trzy miłe spotkania, co z czerwcową posuchą czyni ze mnie osobę nad wskroś towarzyską. Ostatni spacer odbył się przedwczoraj. Dostałam od przyjaciółki uroczy prezent z wakacji, bawiłam się z jej córką i w końcu się szczerze wygadałam. Oczywiście spotkania były w konwencji damsko-damskiej. Tych damsko-męskich nie było. Kolejny miesiąc ciszy  w tym temacie. I wiecie co? Nie rozpaczam, nie żałuję, nawet jest mi dobrze samej z sobą.

Teraz czas na podsumowanie książkowe. Za mną 16 pozycji, z czego trzy to były naprawdę pokaźne tomiska.

Książki wielki minus: Jak znaleźć faceta w wielkim mieście. Singielka, rozczarowana kolejnymi nieudanymi związkami postanawia kupić parę poradników i szukać miłości życia zgodnie z wytycznymi autorek. Jedna książka każe jej zostać boginią seksu i wydać 120 % miesięcznej pensji na koronkowy komplecik bielizny. Inna zaś książka znawczyni tematu uwodzenia zmusza ją do wysłania każdemu znajomemu mężczyźnie swojej wizytówki. Ponoć ten trik działał gdzieś tam w 19 wieku. W każdym razie książkę tę radzę omijać łukiem szerszym niż ten Triumfalny. O tym jak „fantastyczna „jest ta książka niech poświadczy ten cytat:

13 kwietnia
Oderwałam wzrok od jego oczu i spojrzałam na lewy biceps. W ramach unikania kontaktu wzrokowego. Boże, jaki był seksowny. Zastanawiałam się, jak wygląda bez koszuli. Na przykład w warsztacie stolarskim.

Czas na plusy,a  tych było kilka, jak nie kilkanaście.  W naszym domu Jodi Picoult. Z początku omijałam jej książki, bo skoro zachwycał się nim tak mocno świat, to znaczy,że historie są łzawe i przeciętne. Oczywiście istniała też szansa, że się mylę i te książki naprawdę są na plus. I ta nią jest na pewno. Jacob ma 18 lat, jest piekielnie inteligentny, ma genialne poczucie humoru, oddaną matkę i młodszego brata. Ma też Zespół Aspergera. Choroba ta ogranicza go w wielu kwestiach, wymusza pewne zachowania. Jacob nie znosi wszystkiego co nie jest z góry zaplanowane. Wszystko musi mieć odpowiednie miejsce, czas, kolor czy kształt. Nastolatek każde słowo przyjmuje dosłownie, nie ma w sobie empatii, stroni od nowych osób i najlepiej czuje się w swoim uporządkowanym świecie. I ten świat upada gdy znika Jess, atrakcyjna studentka i trenerka społeczna Jacoba. Na Emmę, matkę spada nagle ogromny ciężar, który ciężko udźwignąć. Brzmi tak dość banalnie, ale ta książka jest mądra, uczy cierpliwości i szacunku do odmienności. Jodi to specjalistka od poruszania ważnych kwestii w dość przystępny sposób, który naprawdę wciąga.

Rozpamiętywanie żalów to jak jazda samochodem, który ma tylko wsteczny bieg

 

Przejdę teraz do grubej książki-prawie 900 stron, w różowej okładce. Pewnie myślicie, że to kobieca pozycja,albo poradnik dla żony idealnej? Ewentualnie kolorowanki z Barbie, albo zbiór wskazówek jak taką sztuczną lalą zostać. O nie. Różowa okładka skrywa powieść Orhana Pamuka, Muzeum niewinności. To historia miłości. Miłości wyidealizowanej, maniakalnej, po prostu chorej. On ma narzeczoną i 30 lat, ona jest jego 18 letnią kuzynką. W pierwszych scenach ulegają pożądaniu, przez resztę kart książki bohater nie może żyć normalnie, miłość go obezwładnia. On nie żyje niczym innym niż pragnieniem bycia z nią. Ale czy los im na to zezwoli? Ta książka jest po prostu pięknie napisana, Pamuk jest mistrzem słowa, kreśli przepiękne zdania o zwykłym/niezwykłym życiu. Do tego pokazuje Turcję, taką jaką jest i jaką była. Jest szczery, bezpośredni i intrygujący. Codzienne życie opisuje bowiem on w taki sposób, że nie sposób się oderwać, wręcz z napięciem czeka się na to przyniesie naszemu bohaterowi kolejny dzień wypełniony tęsknota. Jeżeli jeszcze nie czytaliście książek Orhana Pamuka, to Muzeum niewinności będzie idealne na początek.

Czym jest miłość?
-Czym?
-Miłością nazywa się uczucie, jakim Kemal darzy Füsun, gdy patrzy na nią na drogach lądowych i na chodnikach, w domach i parkach, a także w restauracjach oraz przy stole podczas kolacji.
-Hm, efektowna odpowiedź…- mówiła Füsun- Czy gdy mnie nie widzisz, miłość przestaje istnieć?
-Staje się wtedy chorobą, okropną obsesją.

Aż wstyd, że dopiero teraz sięgnęłam po Dziennik Anne Frank. Od razu zaznaczę, że Dziennik nie odznacza się literaturą najwyższych lotów, w końcu są to zapiski dziecka. Ale zmysł obserwacji Anne, jej skrupulatność, dbanie o szczegóły robi wrażenie. Anne to dziewczynka, która zaczyna dojrzewać w trudnych wojennych czasach. Jej listy do wyimaginowanej koleżanki są pełne niepokoju i lęku o przyszłość. Ale i problemów każdej dziewczynki w jej wieku. Kłótnie z rodzicami, chęć bycia traktowania jak dorosła, pierwsze zauroczenia, zainteresowanie własną cielesnością, zazdrość, gniew. To połączenie sprawia, że Dziennik jest tak poruszającą pozycją. Czytając ją momentami miałam łzy w oczach. Oczywiście jest to pozycja obowiązkowa. Przemyślenia młodziutkiej Anne naprawdę robią wrażenie, posłuchajcie:

W każdym zmartwieniu jest iskierka czegoś pięknego, kiedy się na to patrzy, zauważa się coraz więcej radości i samemu wraca się do równowagi. A kto jest szczęśliwy, ten będzie uszczęśliwiać innych, kto ma odwagę i ufność, nigdy nie zginie w nieszczęściu!

 

Herbaciarnia Madeline. Mam spory sentyment to książek o herbaciarni, którą prowadzi Madeline. Poznałam ją podczas czytania Uśmiechu Madeline, teraz sięgnęłam z dużą przyjemnością po Herbaciarnię. Wiecie jaka jest ta książka? Jak kubek herbatki,z  lipy bądź rumianku w zimny i ponury dzień. Historia urzeka bezpretensjonalnością, ciepłem i urokiem. Koi zmysły, odpędza złe myśli, a przepisy zawarte na samym końcu mają działanie terapeutyczne. Wiem, że historia mieszkańców Avalon nie jest czymś na miarę Nobla, ale nie zawsze ma się ochotę na coś co zmusza do myślenia i analizowania każdego słowa. Ta lekka i przyjemna książka po prostu dodaje otuchy.

Najbardziej fundamentalne rzeczy w życiu- narodziny i śmierć- nie podlegają naszej kontroli. Ludzie poświęcają nieraz całe życie, próbując je kontrolować, ale to po prostu niemożliwe. Nawet, jeśli nam się wydaje, że to my stawiamy warunki, tak nie jest. Taka jest trudna prawda. Może Ci się to nie spodobać, ale nie możesz z tym walczyć. Żaden człowiek nie jest do tego zdolny.

Filmowo nie było najlepiej. Skupiłam się na serialu Night Manager,w zasadzie to mini serialu. Obsada robiła wrażenie, szpiegowska historia również zapowiadała się ciekawie. Ale przez 2 pierwsze odcinki nie odczuwałam pozytywnych emocji w stosunku do żadnego bohatera, ani do fabuły. Doctor House bez fiolki Vicodinu nie był tak smakowity w odbiorze. Ale nie, w połowie 3 odcinka naprawdę się zaczęło coś dziać i całość mnie wciągnęła. I to mocno. W tym serialu urzeka brak szybkiej akcji, brak atrakcji, jest za to powolna akcja służb i próba skontrolowania handlu bronią z ogarniętym wojną Bliskim Wschodem. Na koniec stwierdziłam-podobało mi się.

O Taxi Teheran już pisałam,więc powtarzać się nie będę. Ale wspomnę o przeuroczym filmie 84 Charing Cross Road. Otóż film ten to relacja z korespondencji listowej między Helen a Frankiem. Ona jest amerykanką i szuka rzadkich książek, on prowadzi w Anglii mały antykwariat. Przez lata ich znajomości stają się sobie wyjątkowo bliscy, to prawdziwie głęboka przyjaźń, oparta na listach. Ten obraz jest bezpretensjonalny, bardzo skromny, niemal surowy, pokazuje różnice kulturowe między Anglią i Ameryką, i niezwykłe uczucie, jakim darzą się główni bohaterowie. No i ta obsada, Anthony Hopkins, Jodi Dench oraz Anne Bancroft. Ma ten obraz swoje lata, ale koniecznie zobaczcie jak wygląda prawdziwa przyjaźń.

A ja tymczasem witam słoneczny weekend kolejną partią kartonów do zapełnienia. Czy można cierpieć na kartonofobię? Ja ją właśnie zaczynam odczuwać. Karton mnie przeraża…

6da492949e34f0e654c13d6d58423f49

Ścieżka dźwiękowa- Kaiser Chiefs- Tomato in the rain

 

Advertisements

44 uwagi do wpisu “Lipiec w lipcu

  1. o Jacobie czytałam już kilka lat temu i ta historia może nie jest piękna ale na pewno mądra, a pozostałe książki tej autorki jakoś nie potrafią mnie przekonać, zbyt trudne tematy i zbyt smutne historie, może kiedyś sie przekonam ale narazie jakoś nie potrafie… jak mnie sie marzą te rajdy po sklepach w poszukiwaniu materiałów, i to nie śrubek jak do tej pory:) kartonofobia??:) ja czasem pakuje rzeczy w ogromne torby zakupowe, może to pomoże:)

    Lubię to

    1. Wiesz,że właśnie zaczęłam stosować metodę na torby?:)
      Tak, one są smutne, ale takie życiowe, nie tam o pięknych, młodych i koniecznie bogatych. Ale i niestety bywają wyczerpujące. Stąd nie zawsze mam na nie ochotę…

      Lubię to

  2. Uzupełniłam sobie dzięki tobie listę książek do przeczytania. Nie żeby już teraz miała kilometr a ja jakoś nie umiem znaleźć tej chwili dla siebie gdy siądę po prostu z książką i nikt mi nie będzie przeszkadzał i nie będę mieć wyrzutów sumienia, że nie sprzątam.
    No i dzięki tobie dowiedziałam się jak unikać kontaktu wzrokowego. Patrzeć na biceps 😉

    Lubię to

    1. Muszę wypróbować metodę na biceps, szczególnie na plaży powinna się sprawdzić;)
      Ja ostatnio mam za mało chwil na książki, na spokojnie mogłam czytać w drodze do pracy, ale to tylko 2 przystanki:(

      Lubię to

  3. Aż razniej na duchu, słysząc ,że innym letnie miesiące także upływają pod tytułem „Remont”. Malutki, jak mi się wydawało , projekt wymiany podłogi w łazience w ponad 100- letnim domu ,przy fali niesamowitych upałów przekształcił się prawdziwy koszmar! Każdego dnia nowy ,niespodziewany schodek do pokonania…..
    Powodzenia!

    Lubię to

    1. Ostatnio koleżanka mi mówiła,że chciała tylko wymienić zlew,jeden dzień pan obiecywał, a sprawa ciągnęła się trzy tygodnie, tyle wyszło po drodze. Oj, te remonty to temat rzeka, można zwariować….

      Polubione przez 1 osoba

  4. sanglant pisze:

    Kiedyś czytałam coś Orhana Pamuka, Dom ciszy, potem zabrałam się za Śnieg, ale nie dotarłam daleko. Takie dosyć duszne…
    Trafiłam kiedyś na artykuł poddający w wątpliwość autorstwo Dziennika Anne Frank, ale po hiszpańsku (dostałam link w newsletterze pewnego bloga językowego) i nie wczytywałam się w cały, coś tam było, że charakter pisma jest inny niż tej dziewczynki. W każdym razie uważam, że pasowałoby książkę przeczytać i muszę kiedyś to zrobić.

    Lubię to

  5. Z lipcem mam podobnie. Maj i czerwiec zleciały pięknie, tyle się wydarzyło, a w lipcu tylko praca – dom – praca – dom i obezwładniające upały, a raczej parność jak dżungli. Bardzo ciekawe książki prezentujesz. Nie wiem jak to sie stało, ale w lipcu zauroczyłam się serią o Anicie Blake, chociaż wcześniej nie podejrzewałam siebie o taki wampirzy gust 😉 To chyba przez zmiany hormonalne!

    Lubię to

  6. Znowu parę książek na liście więcej do przeczytania. Lipiec dla mnie nie był łaskawy- nadszarpnięte zdrowie, nerwy, dysplazja córeczki, oby sierpień był bardziej optymistyczny :). Czego wszystkim życzę!

    Lubię to

  7. Blueberry pisze:

    Ja właśnie kończę moje prawie 900 stron o Romanowach*, więc przyda mi się odprężenie przy dobrej herbacie z Darien Gee 🙂

    Za remont trzymam kciuki, żeby faktycznie za 8 tygodni wszystko wróciło do (upiększonej) normy.

    *Bardzo polecam (Romanowowie 1613 – 1918), bo nie spodziewałam się, że książka historyczna może być tak ciekawie napisana. Ale, 300 lat w tydzień, 300 lat tak bogatych w zamachy, zdrady, kochanki, autokratów etc. potrafi zmęczyć.

    Lubię to

  8. Wstyd się przyznać, ale tak mnie waka je rozleniwiły, że nie wiem czy 2 przeczytałam. Tak mi jakoś szkoda tej pogody! Za to było aktywnie, odpoczywałam i też czas leciał mi za szybko, ovy sierpień był spokojniejszy!

    Lubię to

  9. Gucia pisze:

    Lubię podsumowania miesiąca, bo zawsze jakąś książkę dorzucam do swojej listy do przeczytania. Niesamowite jest to, że można czytać i czytać, a ciągle pojawiają się nowe/stare tytuły, których jeszcze w ręce nie miałam 🙂
    Tak z ciekawości, korzystasz z czytnika, masz świetnie wyposażoną bibliotekę, czy może kupujesz?

    Powodzenia w pakowaniu. Na słowo „remont” dostaje wysypki, ale dobrze, że zrobicie wszystko kompleksowo i będzie spokój na kilka lat 🙂 Powodzenia!
    Mam nadzieje, że sierpień będzie obfity w miłe spotkania! Spotkania z ludźmi dają niesamowitą energię. I nie koniecznie muszą to być damsko-męskie spotkania. A przynajmniej mnie to bardzo nakręca.

    Lubię to

    1. Mam czytnik-nowości kupuję na czytnik, książek mam sporo, ale rzadko kupuję-dostaję za to sporo. No i najwięcej książek wypożyczam z biblioteki:)
      Dokładnie, wystarczy spotkać się z kimś miłym i życzliwym i od razu świat wygląda inaczej i ma się masę energii:)

      Lubię to

  10. Piszesz wspaniałe recenzje, tak, że nawet skrytykowaną przez Ciebie książkę mam ochotę przeczytać 😉 Ja obecnie również czytam książkę o ciężkich tematach bo o aborcji. Ale chyba minie jeszcze sporo czasu zanim ją przeczytam, bo jest dość gruba ja czytam głównie po kilka stron przed snem 😉

    Lubię to

  11. kocia_dama pisze:

    Swojego czasu zaczytywałam się Picoult 😉 Mam sporo jej książek na półce. Najlepsza dla mnie to „Dziewiętnaście minut” i „Przemiana”- polecam, nie zawiedziesz się 🙂

    Lubię to

  12. Zbych pisze:

    Samo pakowanie kartonów nie jest jeszcze najgorsze – problem jest przy akcji odwrotnej, gdy do końca nie wiadomo gdzie co jest i czasem można się zabawić w poszukiwacza skarbów
    PS: O ile dobrze pamiętam to z tym dziennikiem Frank było tak, że te pierwsze wydania redagował jej ojciec (jedyny który przeżył obóz) i było to kwestionowane czy przypadkiem nie podopisywał niektórych fragmentów.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s