Bracia Cohen szaleją część druga

Gdy się człowiek śpieszy to…. Traci włosy. No może nie wszystkie, ale zawsze. Otóż zajęta byłam konfiturami, uznałam,że póki mieszkam u siebie to zrobię zapas wiśniowej konfitury. Takiej z kakao. No pyszna po prostu. Wyjadłam z cały kubek na marginesie. Tłumaczyłam sobie, że na bieżąco muszę kontrolować poziom jednostek smakowych. Niestety, zorientowałam się,że coś ogień mi nierównomiernie działa. Odsunęłam garnek, nachyliłam się-do bezpiecznej wysokości i bach, naprawiłam gaz, ale i przypaliłam sobie grzywkę. Jak na ironię parę dni wcześniej przeczytałam, że panie płacą by fryzjer przypalił im końcówki włosów. Ponoć to hit wśród modelek. Wystarczy przypalić sobie włosy, a potem odżyją i będą po prostu piękne. W tańszej wersji możecie połączyć robienie przetworów z dbaniem o idealny wygląd. Na razie ciężko mi powiedzieć coś więcej na temat skuteczności tej metody, ale będziemy w kontakcie.

Czasami mam pecha. Czasami to peszek. Ot, zamarzyła mi się projekcja filmu na dachu Teatru Szekspirowskiego. Wiecie taki seans pod gwiazdami z cudownym widokiem na nocny Gdańsk. Kto uważa,że to nie jest bajka proszę wyjść. Dobrze, zostali wszyscy. W planie było Wielkie piękno. Piękny film i piękne okoliczności pokazu. Seans miał się zacząć o 21.30. Wiedziałam,że liczba miejsc jest ograniczona, dlatego też zaplanowałam wczesny przyjazd na miejsce zdarzenia. Uzbroiłam się w koc i ciepłe skarpetki-o tych letnich nocach gdy satynowa koszulka wydaje się grzać zbyt mocno możemy zapomnieć. W każdym razie byłam 45 minut przed projekcją i co? Pani mi powiedziała,że właśnie sprzedała dwa ostatnie bilety. A ja dwóch potrzebowałam, dla mnie i dla mamy. No cóż, moją mamę wzięło na spacer. Wieczorny spacer po centrum. Nie byłoby to takie złe gdyby nie fakt, że nałożyłam nowe tenisówki. W końcu miałam grzecznie leżeć/siedzieć i oglądać film. Po 1,5 godzinnym spacerze dorobiłam się odcisków dosłownie na każdym kawałeczku stóp. Nawet nie wiedziałam,że człowiek jest tak odciskogenny.

Dnia następnego znów wybrałam się na naszą śliczną Starówkę. Chcę się nią nacieszyć przed Jarmarkiem. Owszem jest sporo turystów, są koloniści, ale wciąż mam wrażenie,że to moje miasto, a nie tysięcy obcych, którzy w biegu robią zdjęcia i nie doceniają piękna na każdym kroku. Irytują mnie ludzie, którzy na wakacjach nie spacerują, a pędzą, od zabytku do zabytku. Zrobią sobie zdjęcie i lecą dalej. Ja siedziałam w uroczej kawiarence, piłam prawdziwie domową mrożoną herbatę, jadłam wegańskie lody na mleku ryżowym o smaku lukrecji i kiedy tak spokojnie sobie siedziałam odkryłam,że czuję się w tym miejscu wspaniale. I nie chodziło o to, że siedzę sobie na Starym Mieście i oddaję relaksowi, a o to,że jestem tak zrelaksowana. I odkryłam,że jakby mniej mi dokuczają te odciski, i w ogóle czuję się świetnie. Uznałam,że winnym jest kolor ścian. Pierwotnie uzgodniłam z siostrą,że nasz pokój będzie w  kolorze szarości, jasnej szarości. Chłodny, bezpieczny, nienachalny. Ale zmieniłam błyskawicznie koncepcję. Chcę mieć pokój w kolorze bardzo mocno rozbielonej jagody. Coś jak jagodowy koktajl, wspomnienie lata.W ostatniej chwili zmieniłam koncepcję-cała ja. Wegańskie lody nie były smaczne. Były dziwne. Ale za to odkryłam swój idealny kolor do sypialni. Fajnie nie?

Kiedy taka zrelaksowana wyszłam z kawiarni postanowiłam otoczyć się sztuką. Akurat obok była galeria, gdzie wystawiały się młode artystki.Byłam z tatą i chętnie weszliśmy pooglądać jakie teraz trendy są modne w malarstwie. Szczególnie zainteresował mnie jeden obraz, połączenie szarości z niebieskim paskiem, a raczej paseczkiem, nieco większym od plamki. Dłużej przy nim przystanęłam, dołączył do mnie mój tata. Popatrzył i powiedział- wiesz ja nie bardzo rozumiem tę sztukę współczesną, albo coś jest ładne, albo nie. To jest ładne, ale nie wiem co to jest. Już miałam powiedzieć tacie co autor miał na myśli, gdy pomóc postanowiła sama autorka, która z oddali powiedziała o czym jest obraz. Tata usłyszał, zmarszczył czoło i mówi- aha, to już wiem, niebieski odcień to Bóg, ten obraz ma być alegorią Boga, ciekawie, ciekawie. Pani podeszła nieco bliżej, i rzekła- nie to nie Bóg, to Bug, wie pan rzeka, woda, płynie sobie powoli…. Tata nie stracił rezonu choć ja wewnętrznie płakałam ze śmiechu. Tata odrzekł- Bóg, czy Bug, nieważne, mi się podoba. Na marginesie ja od razu wiedziałam, że to niebieskie to rzeka. Może niekoniecznie odkryłam,że to Bug, ale zaliczam sobie wysoką znajomość sztuki współczesnej.

Z remontowego boju. Szef firmy, który miał nam robić remont zapowiedział, że przed 1 września bardzo ciężko będzie mu wejść do mieszkania. Może się wyrobi na 25,sierpnia oczywiście, ale to zrobi jedynie z tego faktu, że zna tatkę.1 września nie wchodzi w grę, bo nie przeżyję jesieni na wsi-deszcz, wiatr i ciemne wieczory, brr, październik. Znów na wariata trzeba było szukać nowego wykonawcy. Ten obiecał zająć się remontem maksymalnie 5 sierpnia. A znów myślałam, że wszystko pójdzie w łeb. Ale u nas to normalne. Szykuję się na 245 komplikacji po drodze.

P. S. Truskawki znów są po 6,5 zł za kilogram. Lecę na szybkie zakupy. Może zdążę uzupełnić zapasy bazyliowej konfitury z truskawkami? W końcu w tym tygodniu weekend zaczęłam już w piątek.

fdbdf15f2e188171faef0c96fa29b715

 

 

 

Ścieżka dźwiękowa- Pink Floyd- Mudmen

 

 

Advertisements

80 uwag do wpisu “Bracia Cohen szaleją część druga

  1. Blueberry pisze:

    Oj, mam nadzieję, że włosy faktycznie odrosną piękne i gęste 😉

    Mnie to nawet zwykłe kapcie potrafią obetrzeć – generalnie plastry zawsze muszę mieć w torebce. Podobnie też zawsze wycinam wszystkie metki z ubrań, a potem muszę dziury zaszywać, bo oczywiście są tak idiotycznie wszyte, że się nie da inaczej odpruć.

    Czytam o tych lodach – wegańskie na mleku ryżowym… myślę sobie, że ciekawe, ale jak dotarłam do punktu o lukrecji to dziękuję, nikt mnie nie zmusi :p
    Kolor na pokój ciekawy – moja chrześnica (lat 7) ostatnio sobie zażyczyła jasno-wrzosowy 😉 Dla mnie odcienie fioletu trochę zbyt kolorowe są. W Wawie za to sypialnię mieliśmy szarą i była świetna, chociaż teraz co drugi projekt widzę to szare ściany 🙂 Obecnie mamy wszystko białe (chciałam malować, ale świeżo było przemalowane na biało i właściciel trochę opór stawiał, więc odpuściłam) i bardzo się z tego cieszę. Co prawda trochę trzeba było ściany poobwieszać, żeby nie były aż tak zupełnie minimalistyczne, ale biel to zdecydowanie mój kolor dla ścian.

    A jak w temacie remontów i malowania ścian jesteśmy, to w Wawie prawie 3 miesiące żyliśmy bez jednego pokoju. Łuszczyła się w nim farba, więc właścicielka stwierdziła, że ok – przyjdzie pan, zrobi tak, żeby było cacy, sami jeszcze kolor mogliśmy wybrać (ten właśnie szary). Ale pan przyszedł i stwierdził, że gładzie musi kłaść, więc pod koniec miesiąca. Był to grudzień, więc Święta itd. i jakoś nagle zrobił się koniec stycznia. Potem miało mu to zająć tydzień, no ale tynkować trzeba było, gładzie, schnięcie (a wiadomo, zima to gorzej schnie), malowanie i chyba zeszło ze 2 (my w tym czasie oczywiście mieszkaliśmy na tym placu budowy w jednym pokoju). Zmierzam do stwierdzenia, że remonty tak wyglądają 😉 Życzę dużo cierpliwości!

    Lubię to

    1. I tak w sumie idę do fryzjera za parę dni,więc przynajmniej będę miała motywację by zmienić fryzurę i chyba pozbyć się grzywki;)
      Ja mam tak samo, wszystko co nowe mnie okropnie obciera, chyba w skarpetach powinnam chodzić:)
      Biały lubię, ale cóż, ja jestem typ plamogenny, to u nas rodzinne. Białe ściany byłyby białe przez jeden dzień. Teraz mam w sumie kolor o nazwie wiosenna róża, i wszystkie dodatki mam pod ten kolor ścian-bardzo jasne, więc doszłam do wniosku,że jak dodam bardzo jasne ściany to będzie zbyt szpitalnie, a w sumie łóżka, i meble u mnie w pokoju akurat są 2 letnie, więc nie wyrzucę. I ten kolor chyba będzie lepszym wyborem. Takich bardzo sterylnych wnętrz nie lubię,chociaż jak idę do mojej przyjaciółki u niej korytarz zielony, kuchnia czerwona, salon w pomarańczy korytarzyk ze schodami żółty to autentycznie po kwadransie jestem zmęczona. Czegoś takiego nie znoszę.
      niestety remonty wymagają masy cierpliwości. Pan od kuchni mówi-meble zrobię w ciągu 4 do 7 tygodni-raczej liczę się z tym,że wyjdzie 8 i tak;)

      Lubię to

  2. nowinki trzeba wypróbować:) ja próbowałam mieć we wnętrzu fiolet na ścianach i średnio to wychodzi, jakoś tak zimno i nijako, trzeba dobrze trafić z odcieniem, życze powodzenia:) remonty to jedna wielka niewiadoma, ważne żeby robotnik był solidny a terminy ho ho my mieliśmy sie przeprowadzać za miesiąc a sama wiesz jak wyszło, jak sobie coś zaplanujesz to weź na to 2 tygodniową poprawke :))

    Lubię to

    1. ja nie chcę fioletu 😉 Mój będzie wpadał w szary, to nie będzie fiolet na pewno -te na ścianie mi się nie podobają. To będzie bardzo jasny kolor, jakby zmieszać szary z kroplą fioletu i rozbielić białym. Wiem,że brzmi to dziwnie, ale to będzie ciekawy efekt;)

      Lubię to

  3. kocia_dama pisze:

    Zdarzyło mi się kiedyś coś podobnego 🙂 Ale ja przypaliłam końcówkę warkocza, jak miałam jeszcze długie włosy 🙂 Trzeba było skracać 😀

    Lubię to

  4. Ściany w kolorze jagodowego koktajlu.. aż się rozmarzyłam 🙂 A za truskawkami i ja się rozejrzę może i u nas staniały, bo coś przydałoby się na zimę przechować 🙂

    Lubię to

  5. Katarina pisze:

    Nie przebijesz mnie w remontach…to , jak podpięłam się do neta to istny majstersztyk, bo „kabelek się przeciął”, kwestia rozmieszczenia kontaktów w ścianach wymagała sięgnięcia po piwo, żeby to znieść, a ilość mebli spiętrzonych w malowniczą piramidę „nie daliśmy rady z tą podłogą” poraża…Pomijam fakt, że nie mamy żadnej czynnej z dwóch kuchni a w jednej z łazienek jest tylko zimna woda, w drugiej nie ma wody wcale …
    Bosko:)
    Dobrze, że wychowałam się na wsi, jeździłam na Mazury i pod namiot i do przyczepy, byłam też na Ukrainie…żadne warunki już mi nie straszne.

    Lubię to

    1. no ja mam komplikacje a jeszcze remont się nie zaczął,zobaczymy co będzie dalej;)
      Ja mam przećwiczone warunki bardziej niż polowe na sobie, i chyba wszystko przetrwam, łącznie z igloo bez czapy;)

      Lubię to

      1. Katarina pisze:

        To grubo:) My chodziliśmy na „doły” ( czyli jak głosiła plotka lej po bombie z II wojny), ale od nas kawałek się szło…Ewentualnie za kościół, tam była górka z mega długim zjazdem.
        Ale że mieszkałam w lesie, to jakie kuligi mieliśmy!!! Bogowie…Człowiek nigdy nie wiedział, w ilu częściach wróci;)

        Lubię to

      2. ja raz byłam na kuligu-jestem smutna z tego powodu 😉 Ale w sumie od razu spadłam, rozwaliłam sobie kurtkę, i potem płakałam bo się mamie bałam powiedzieć,że nowiutką kurtkę rozdarłam. A mi mówiła, że na kulig bierze się stare rzeczy 😉 Ale miałam 7 lat i swoje zdanie:)

        Lubię to

      3. Katarina pisze:

        Ja bywałam jako dziecko-wtedy nie było jeszcze „szybkościowego odlotu” i potem już jako dorosła osoba- i to był hardkor, bo kierowca często przeginał z prędkością poza tym gubił ludzi z ostatnich sanek ( spadali, bo na końcu najbardziej rzucało )- spadali i czasem musieli gnać przez ciemny las, żeby dorwać resztę…ale i tak było świetnie:)

        Lubię to

    2. Katarina pisze:

      EDIT:
      Mamy czynną jedną kuchnię i ciepłą wodę. Damy radę:)
      Igloo!!^^
      Kiedyś jako szczawie zbudowaliśmy z kumplami igloo, ale ponieważ nie chciało się nam zawęzić „ku górze” i zamknąć, stwierdziliśmy, że chromolimy tę robotę i postawiliśmy „mur chiński”:D Był niezastąpiony jako forteca w bitwach na śnieżki…

      Lubię to

      1. Katarina pisze:

        No:(
        Kiedyś zima to była ZIMA. Jak zrobiliśmy bałwana giganta ( miał dwa metry, głowę wsadzaliśmy już z drabinki ), to jego resztki stały do kwietnia:D

        Lubię to

      2. Katarina pisze:

        Dokładnie. Jak się wychodziło z domu po obiedzie na sanki to się wracało po nocy…Siniaki na całym ciele, wszystko mokre łącznie z gaciami, gęba odmrożona…ale to było dzieciństwo! Nie zamieniłabym się w życiu na dzieciństwo obecnych dzieci…kałdun jak u kobiety w ciąży, brak umiejętności zrobienia fikołka na drabince ( my na nich traciliśmy zęby:D), oczy wpatrzone w kompa/laptopa/tablet/srajfona…I brak przystosowania do życia.

        Lubię to

      3. jakie po obiedzie 🙂 Ja przed szkołą już robiłam parę zjazdów 😉 Całe ferie nic innego tylko albo na sanki, albo bitwy na śnieżki. A teraz tylko komputery-dobrze chociaż,że dzieci wyszły łapać te pokemony;)

        Lubię to

      4. Katarina pisze:

        Ja miałam „na górkę” daleko, więc przed szkołą nie dałoby rady:(
        Weź, przestań z tymi pokemonami- durnota do potęgi entej odurniająca jeszcze bardziej. Kiedyś wychodziliśmy z domu, ale bawiliśmy się ZE SOBĄ. Teraz jak dzieciak nawet wyjdzie, to i tak ma nos w telefonie-dno dna.

        Lubię to

      5. Lepiej,że w ogóle wychodzi taki dzieciak. A ja u siebie widzę,że nikt nie chodzi sam, całymi grupami i normalnie rozmawiają, więc jakiś postęp jest:)
        Ja miałam pod domem, dosłownie 10 metrów od okna i to taka górka podwójna, zjazd trwał naprawdę sporo;)

        Lubię to

  6. sanglant pisze:

    Wszędzie można znaleźć rozwiązania dla siebie, kawiarnie ze swoim zwykle przemyślanym wystrojem się do tego szczególnie nadają. 🙂
    Jakiś czas temu wymyśliłam sobie delikatny fiolet do sypialni (lawenda czy coś), ale raczej nie na całość i jeszcze nie wiem, czy to łączyć z szarością, czy z beżem i właściwie chciałam to zrobić z jakimś efektem. 😀
    Kiedy ostatnio rodzice szukali kogoś do remontu, facet trafił się przypadkiem (akurat robił remont u znajomych) i powiedział, że może albo teraz natychmiast, bo ma lukę, albo potem dopiero za pół roku… Sam z góry mówi, że czasami spodziewa się, że będzie gdzieś siedział miesiąc, a wychodzą dwa. U was z tym gorzej, że na ten czas musicie się wynieść…
    Ciekawostka z tymi włosami, nie pomyślałabym, że można je celowo przypalać. Nawet, jeśli Twoja grzywka po nieplanowanej kuracji okaże się piękniejsza niż przed, nie będę wypróbowywać. 😛

    Lubię to

    1. Z tym remontem to facet od 1,5 miesiąca wiedział,że ma do nas przyjść konkretnie 1 sierpnia. A teraz trafiła mu się fucha, dość ciekawa i uznał,że nas przesunie, tamtego zrobi i zarobi dwa razy. Ale się przeliczył. Wiem,że remont ciężko zaplanować, ten nowy mówi,że trwać będzie między 5 a 9 tygodni-bo nie wie co mu po drodze wyskoczy w ścianie. Ale jak już ktoś jest z kimś umówiony i wie,że ten zlecający musi wynająć mieszkanie i dodatkowo zna tego komu ma robić, to jednak powinien przyjść umówionego dnia, a nie łapać inne fuchy….
      Mi się fioletowy akcent-bardziej we wrzos podchodzący w sypialni podoba. Szczególnie z szarością na ścianie;) Ja mam w sumie 2 ściany, reszta jest zabudowana, więc ten jagodowy ,mleczny koktajl będzie fajny,bo nie przytłaczający:)
      Zasadniczo nie polecam tej metody pielęgnacji włosów:)

      Lubię to

      1. sanglant pisze:

        No to nieciekawie, nie dziwię się, że woleliście szukać innej ekipy. A to ciężko znaleźć na już. :/

        Lubię to

      2. No niestety, jesienią czy zimą bez problemu, z dnia na dzień by było,a wiosną i latem to jednak jest problem by znaleźć kogoś dobrego i na teraz.

        Lubię to

  7. Kiedys myslalam, ze bezowy to taki uniwersalny kolor scian, ktory nigdy nie zmeczy, nie przytloczy w ogole jest bardzo przyjemny do zycia. Odkad zamieszkalam w Angli, gdzie kolorem bialym jest kolor szumnie nazywany magnolia, wiem ze nie ma uniwersalnych kolorow. Ta ohydna magnolia wyglada jak dawano niemalowany bialy i potrafi sprawic, ze kazde najbardziej nawet naslonecznione wnetrze wyglada przygnebiajaco.

    Lubię to

    1. każdy powinien wybierać takie jakie lubi i które dobrze na niego wpływają. Mojej mamie do kuchni podobały się z 20 lat temu w kolorze beżu właśnie, i po 2 latach nie mogła na nie patrzeć, bo cały czas wyglądają na strasznie brudne i z zaciekami…

      Lubię to

  8. Ja też miałam ostatnio przeboje z włosami i jeszcze zapłaciłam za to, że pani fryzjerka zrobiła coś co zupełnie nie miało mieć miejsca! Brrrr! Ale jak Twoja „kuracja domowa” będzie dobra to koniecznie daj cynk, może sama to wypróbuje, bo do fryzjerów będę bała się iść!

    Jak pech to pech, nie dość, że te bilety tylko co zostały wyprzedane to jeszcze i te odciski, ale podobno każde buty muszą być do pierwszego odciska i krwi, więc najgorsze już za Tobą! 🙂

    Lubię to

  9. I że niby serio te przypalone włosy mają później być zdrowsze… Dziwna ta moda…
    Już miała pytać, czy te lody były dobre a tu proszę 😉 – uprzedziłaś moje myślenie 😉
    Ja na sztuce się kompletnie nie znam.

    Lubię to

  10. Norrie pisze:

    Moja przyjaciółka kiedyś przypaliła sobie włosy, bo… odpalała zapalarkę do gazu zębami, nie pytaj 😀
    „Bardzo mocno rozbielona jagoda”, jak to piękne brzmi ♥ Bardzo podobają mi się takie blade kolory ścian – nie całkiem białe, ale też nie takie kolorowe.

    Lubię to

    1. Jeżeli piszę,że przeprowadzamy się w 5 osób to raczej wiadomo,że chodzi o całą rodzinkę i aktualne mieszkanko 🙂 A mieszkanie z siostrą jak wspominałam, minimum za 2 lata przy dobrych wiatrach finansowych 🙂

      Lubię to

  11. Zbych pisze:

    Niezła przygoda… dobrze że nie zakończyła się poparzeniem.
    Nie chcę straszyć ale w temacie remontów rządzi Pierwsza Zasada Nieoznaczoności: „Żaden remont nie skończył się w terminie, a czas ten jest wprost proporcjonalny do kwadratu irytacji właścicieli a odwrotnie proporcjonalny do dokładności wykonania, czy czym całość jest zależna wykładniczo do sumy wytworzonych odpadów” 🙂
    PS: ‚Obscured By Clouds’ – ciężka płyta
    PS2: Drylownice do wiśni też nieźle plują wokoło sokiem (chociaż robota szybciej idzie)

    Lubię to

    1. Nie strasz. Mamy dwa miesiące, według szefa remontu mamy 3 tygodnie zapasu, więc trzymam się wersji, że zdążymy. W zasadzie możemy mieć poślizg-mieszkanie wstępnie zamówione na 3 m-ce, ale mój brat nie wyobraża sobie dojazdu ze wsi na uczelnię na 7 rano….
      Mi ta płyta szalenie się podoba 😉
      A moja drylownica nie pluje sokiem, jak już wspominałam to taki „domowy” produkt wujka z Litwy, sok zostaje w środku;)

      Lubię to

      1. Zbych pisze:

        Cóż… w pewien sposób jest bardzo „malowniczo-kakofoniczna” 🙂 Określając ją jako ciężka miałem na myśli to, iż nie jest to płyta z tych, które można słuchać jako tzw zagłuszacz przy robieniu czegoś co wymaga uwagi.
        Koniecznie opatentuj tą drylownicę, potem po chińsku zmultiplikuj i pozostanie tylko liczyć kasiorę 🙂

        Lubię to

  12. Kurcze, ale miałaś ciekawe dni, aż zazdroszczę, bo u mnie letnia posucha praca-dom. Mówię sobie, byle do urlopu. W mojej firmie właśnie lipiec zawsze jest najbardziej pracowity, kiedy na dodatek ludzie biorą sobie urlopy. Wiśnie i kakao, bazylia i truskawki – nawet w kuchni ciekawie, a jeszcze jak włosy Ci zgęstnieją, to już będzie bajka 😉

    Lubię to

    1. U mnie w lipcu w pracy też dużo się dzieje, w sierpniu w większości firm są urlopy, nasi dostawcy zamykają fabryki i bach, na 2 tygodnie znikają z rynku. A my w sumie się lekko nudzimy i też robimy sobie urlopy;)

      Lubię to

  13. No więc , czas Jarmarku to zgroza .Przebić się trudno nawet mocno bocznymi uliczkami .Aczkolwiek ostatnio i przed Jarmarkiem nie jest łatwo. Na Długiej można popaść z nerwicę chcąc dojść z punktu A do punktu B , nie w celach turystycznych .
    No więc po raz drugi – kolor szary bardzo polecam .Posiadam na ścianach i uwielbiam .Obecnie jestem na etapie zmian w kuchni .Zaraz po kuchni planuję sypialnię , o czym mąż mój jeszcze nie wie .;)
    Więc po raz trzeci – tak, też czytałam o podpalaniu włosów .Że niby opalają się te wymagające opalenia .Obawiam się ,że mogłabym zostać bez .Dlatego z owej metody nie skorzystam .
    http://karuzelka.blogspot.com/

    Lubię to

    1. ja byłam w weekend dwa razy na starówce i o dziwo zero problemów z parkowaniem, ludzi sporo,ale ilość nie masowa. Na szczęście, potem będzie okropnie, przerzucę się na inne miejsca…
      Szary będę mieć korytarz, i dwa pokoje, kuchnia w czystej bieli, jeden kolor mogę mieć w innej tonacji:)

      Lubię to

  14. Hahaha, przypalanie grzywki, płaczę mocno 🙂 Mam nadzieję, że nic poważnego Ci się nie stało? 🙂

    Ja byłam, będzie dwa tygodnie, w Gdańsku 🙂 Wieczorkiem, na kolacji… Ach jak było pięknie!:)

    Lubię to

  15. Ja właśnie w poniedziałek, byłam w Gdańsku na takim szybkim zawiedzaniu. Nie powiem, że to było przyjemne, ale marzyło mi się odwiedzić tę wszystkie kąty. Rewelacyjne śniadanie zjadłam w Mono. Macie świetne restauracje i knajpki.

    Lubię to

      1. Zdecydowanie Gdańsk wymaga spokojnego zwiedzania. Mamy naprawdę wspaniałe knajpki, jakby co mogę polecić różne miłe miejsca do zwiedzenia i jedzenia:)

        Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s