Truskawkowa Kate w beżowych koturnach

Jakoś tak się przyjęło,że kolejne odcinki przygód jakże uroczej Singielki reżyseruje sam Woody Allen. Stąd też Singielka nigdy nie może liczyć na nudę w kwestii damsko-męskich spotkań. Okazuje się jednak, ze stęskniony Woody postanowił znów spotkać się z Singielką. Co prawda chwilowo przebywa on na wakacjach, dobrze poinformowani mówią,że zaszył się w luksusowym hotelu i gdzieś tam na 154 piętrze pisze kolejne części przygód zabawnych perypetii Singielki w mniejszym mieście. Jako, że wakacje trwają w najlepsze Woody do realizacji następnego odcinka oddelegował braci Cohen. Bracia ci postanowili nieco zamieszać w życiu Singielki. Nie, spokojnie, nie wydali jej bogato za mąż i nie zakochali na zabój w przystojnym Hiszpanie Jorge  Manuelo, który pod jej okien leczył złamane serce po porażce hiszpańskiej piłki na Euro. Nie, bracia Cohen uznali,że skoro Singielka jest singielką to jak na singielkę przystało ma swoje wyjątkowe przygody przeżywać jak na singla przystało w pojedynkę. Stąd też zapraszam na krótką relację z planu zdjęciowego, który to miał miejsce w przeciągu ostatnich paru dni.

Kiedyś moja przyjaciółka dała mi książkę o singielkach. Nie pamiętam szczegółów, był to jakiś idiotyczny poradnik. W każdym razie twierdzili tam, że kiedy kobieta samotna ma wolny czas to w głowie układa szczegóły zaręczyn, ślubu, tworzy listy gości, wybiera imiona dla dzieci i zastanawia się jak schudnie po ciąży. Dlatego też singielka może byc gapowata i rozkojarzona. Ustalmy więc, że moje piątkowe rozkojarzenie spowodowane było tym, że w myślach wybierałam weselne serwetki,tak by pasowały do skarpetek pana młodego. W każdy razie z tego też powodu jadąc do pracy wsiadłam do złego autobusu. Autobus ten zawiózł mnie w inną stronę miasta. Nie mogłam zaprotestować i błagać o wypuszczenie. Nie, musiałam iść w nieziemski upał 25 minut spacerowym krokiem. I kiedy tak szłam dostrzegłam mały straganik, niby nic specjalnego,bo większą część straganu zasłaniał samochód,ale wtedy zobaczyłam coś co mnie zachwyciło. Świeżo zebrane truskawki prosto z Kaszub. Wspaniałe,pachnące i takie śliczne. Musiałam kupić, tym bardziej,że cena była śmiesznie niska. Od razu wzięłam dwa kilogramy. I kiedy tak szłam dumnie z tym koszykiem przypomniałam sobie,że idę do pracy. I ten tego te truskawki jakoś tak, no nie pasowały do kontekstu. Mimo to nie traciłam rezonu kiedy dumna z zakupu weszłam do biura i dokonałam prezentacji truskawkowych łowów.Nasze magazyny okazały się posiadać idealny dla truskawek mikroklimat, tylko ktoś,nie wiem kto. Dobra wiem kto,ale nie powiem podjadał mi te truskawki i dam sobie ręce uciąć,że ubyło mi z pół kilograma. W każdym razie w następny poniedziałek celowo pomyliłam autobusy i znów trafiłam na niepozorny stragan. Słoiki z truskawkową konfiturą dumnie stoją w kuchni. I wiecie co? Dziś też celowo zgubię się w drodze do pracy.

Truskawki odhaczone. O co chodzi z koturnami ? I do tego odhaczymy pierwszą część zagadki dotyczącą Kate. Otóż pamiętam jak parę dni po swym bajkowym ślubie księżna Kate wyszła z pałacu w sukience i butach na koturnie. Okropnie mi się spodobały, szukałam 5 lat czegoś podobnego, owszem niezbyt intensywnie,ale jednak zerkałam okiem na podobne modele. Kate dawno już świętowała pół dekady udanego małżeństwa, a ja wciąż nie miałam butów. Ostatnio poszłam do Biedronki. Ot przerwa w pracy, miałam zakupić zapasy wody i soku bez cukru dla chorych na serce. I wtedy obok desek do krojenia zobaczyłam parę par takich właśnie butów. Były naprawdę śliczne. Do tego w tak śmiesznej cenie, że chciałam od razu zakupić ze dwie pary. Ogarnęłam się jednak i pomyślałam-dziewczyno myśl. Nie potrzebujesz dwóch par, w ogóle to chyba nawet jednej nie. Ale przymierzyć możesz. Ale czy powinnaś, czy w Biedronce można mierzyć buty? Reżyserzy podpowiadają- zmierz, zmierz. To jako podrzędna aktorka ( wszystkie aktorki pojechały za Woody’m na wczasy) zrobiłam co mi kazano. To nic, że obok pan grzebał w marchewkach, a inna pani kłóciła się o jakość papieru toaletowego, ja mierzyłam buty. Dyskretnie i spokojnie. Zdjęłam jednego buta, bucik na katurnie wszedł. I kiedy tak zastanawiałam się czy aby na pewno potrzebuję tych butów na mój tor weszła kolizyjnym krokiem matka polka. Zacięty wyraz twarzy sugerował nieprzespaną noc, której sprawca strasznie krzyczał w spacerówce. Matka przejechała po moim torze i porwała z prądem mojego buta. Ten zaś wylądował jakieś 30 do 20 metrów dalej koło mrożonek. Zostałam więc w jednym bucie zwanym baletką i jednym koturnie. Hmm, pomyślała aktoreczka Singielka cóż mam uczynić? Reżyserzy mówią- idź po buta, idź po buta. Ale jak?  Mogłam skakać na jednej nodze, w ogóle zdjąć drugiego buta, wezwać ochronę, albo wybrać wersję numer 4 czyli iść w dwóch różnych butach, o dwóch drastycznie się różniących wysokościach podeszwy. Uznałam,że wersja numer 4 jest najlepsza i przeszłam się w dwóch różnych butach. Po drodze zaś rozerwałam łączenia w koturnach i nie było bata, buty musiałam kupić. Opcja pozostawienia butów z rozerwanymi tasiemkami nie wchodziła w grę, więc grzecznie poszłam do kasy i położyłam każdy but luzem na taśmie. Trudno się mówi. Na szczęście owa wada jest niewidoczna i w ogóle nie jest wadą, aczkolwiek głupio byłoby mi odłożyć takie buty. No cóż, grzecznie buty kupiłam. Do sukienek będą jak znalazł.

W sobotę rzeczywiście ubrałam sukienkę,plażową. Korzystając z upalnej pogody pojechałam nad morze. Leżenie wynudziło mnie ogromnie. Ja nie lubię plażować, oj nie lubię. Na szczęście zerwała się burza i cóż, czas do domu.

Następnego dnia Singielka założyła koturny a’la Kate i ruszyła do teatru. Celem jej był musical Kiss me, Kate! grany na scenie Teatru Szekspirowskiego. Okropna ze mnie aktorka,więc Singielka fatalnie udawała, że potrafi chodzić na tych koturnach. Wypracowałam swój kaczy krok łamane na żabie ruchy i dowlokłam się na 3 piętro by wygodnie usiąść na drewnianych ławach i delektować się sztuką. Musical jest typowo letni,czyli miły,przyjemny i zabawny. Warta akcja, cudowna choreografia, genialnie wykonane wspólne sceny-miło się patrzy na ten kultowy musical o wystawieniu w małym teatrze Poskromienia Złośnicy. Jeżeli będziecie w Trójmieście,i akurat będzie padać koniecznie wpadnijcie do teatru.Albo jak będzie za gorąco też możecie wpaść. Ale tego wieczoru, no raczej popołudnia nie przeszkadzały mi jedynie za duże buty, ale i trzy dziewczęta, które przyszły do teatru na ploteczki, na śledzenie nowinek w internecie i w ogóle nudziły się potwornie. O ile były daleko nie przeszkadzały mi tak by podnieść krwi ciśnienie, ale nie, panienki musiały się przesiąść. I przesiadły dokładnie pode mną, jako,że dziewczęta nie rozumiały koncepcji teatru siadły tam gdzie trzyma się nogi. Akurat to były moje nogi, w tych za wysokich butach, które powiewały na mych stopach jak amerykańskie chorągiewki na święto 4 lipca. W każdym razie nic nie widziałam gdyż panienki zasłoniły mi wszystko swoimi osobami. Słuchać też nie mogłam. Grzecznie zwróciłam uwagę, udawały,że nie słyszą. Delikatnie położyłam więc rękę na ramieniu jednej z dziewcząt co by się odwróciła i posłuchała by nieco się przesunęła. Ale nie posłuchała. Za to poprosiła o moje dane i zapowiedziała,że jak się nie zamknę to spotkamy się w sądzie. Bo uwaga ona za 2 lata będzie studiować prawo i w zasadzie to obraziłam prawnika. Powiem Wam,że już widziałam siebie w więzieniu i jakoś ta wizja niezbyt mi się spodobała. Tak na szybko, pi razy drzwi policzyłam,że za grzeczne poproszenie licealistki, przyszłej prawniczki, by się nieco przesunęła dostanę z 15 lat bezwzględnego więzienia i jeszcze 10 lat ciężkich robót. Grzecznie się przesiadłam. W końcu obejrzałam jeden sezon Orange is new black i wiem jedno, w pomarańczu mi niezbyt do twarzy. Dla ostudzenia emocji władze teatru podniosły dach. Takie atrakcje tylko u mnie.

Zawsze w okolicy urodzin wybieram się do przychodni na rutynowe badania. Kiedy weszłam o 7.07 do poczekalni okazało się, że będę 11 w kolejce. Po 9 paniach w ciąży i jednej emerytce. Siadłam koło emerytki, gdzie mi tam do ciężarnych. Jako,że panie w ciąży dość długo oddawały krew zaczęłam się nudzić, bo nie wzięłam z sobą książki, licząc,że wakacyjną porą w środku tygodnia o 7 rano na płatnych badaniach będzie mało ludzi. Przeliczyłam się. Po 40 minutach słuchania o wszystkich możliwych ciążowych dolegliwościach, o przewadze pieluch a nad pieluszkami b, o tym ile razy, która pani miała zaparcie, o tym jaki poród wybrały, o tym czy w ciąży można pobaraszkować z mężem/partnerem/kochankiem sięgnęłam po telefon. Czujna pani emerytka spojrzała się na mój telefon i cała się zaczerwieniła i powiedziała- ależ przystojny narzeczony. Zrobiłam szalenie głupią minę, ale nie chciało mi się zaprzeczać, że Dave Gahan bez koszulki z mojej tapety nie jest moim narzeczonym, podziękowałam więc. Pani jednak ciągnęła dalej- dojrzały, tacy są najlepsi, nie tam młodzież, taki mężczyzna to skarb. Potakiwałam głową,bo przy tych matkach głupio było mi zaprzeczyć,że nie dość,że nie jestem w ciąży to nie mam narzeczonego. W każdym razie brak dementi i oszukiwanie emerytki zemściło się na mnie w gabinecie pielęgniarki. Tylko co weszłam na fotel pani zaczęła narzekać, bo budzik nie zadzwonił, autobus się spóźnił, a w piekarni zabrakło babeczek jogurtowych i ona się pyta jak żyć? Ja nie umiałam odpowiedzieć czemu zabrakło jogurtowych słodkości,a  pani nie potrafiła pobrać mi krwi. Bawiła się moimi żyłami dobre parę minut „żartując”, że mam leniwą krew. Efekt braku w jej krwi jogurtowej babeczki to ogromne siniaki na prawej ręce. Wyglądam jak pełnoetatowa narkomanka. Dobrze chociaż,że wszystkie wyniki mam w normie. Jedyne co mi się nie podobało na karcie z wynikami to to, że podali wiek, 28 lat. Naprawdę? Boże umawialiśmy się,że to inni się starzeją  a nie ja. Dlaczego, dlaczego, dlaczego……

Dlaczego zabrzmiało bardzo dramatycznie. Singielka padła z wyczerpania i bólu ręki. Wybaczcie.

Cięcie.

Ścieżka dźwiękowa- Kate Bush- Never be mine

 

Advertisements

62 uwagi do wpisu “Truskawkowa Kate w beżowych koturnach

  1. Katarina pisze:

    Co za menda społeczna w tym teatrze!!!Aż się podkurwiłam normalnie. No ale teraz gnojom odwala równo, bo myślą, że mogą wszystko….

    Lubię to

      1. racze jestem tego pewna;p a jak Cie zamkną to cóż na pewno jakiegoś policjanta oczarujesz uciekniesz z nim a on się okaże konspiracyjnie ukrytym księciem:D

        Lubię to

      2. Tak, o jejku,ale mogłabym liczyć na karierę. Dlaczego ja? Skazane, Trudne Sprawy, Malanowscy i partnerzy, Sprawa dla reportera. Z telewizji bym nie wyszła;)

        Lubię to

  2. Ja jestem przerażona tym jakie są dziś dzieci???? Ja w tym wieku wierzyłam jeszcze że mam magiczną moc i jestem potomkinią czarodziejki z księżyca.. Strach mieć dziś dzieci.

    Lubię to

  3. Oj, jak mnie taka ‚gówniarzernia’ irytuje… Współczuję takiego towarzystwa.
    Gdybym mieszkała w Twoim mieście, chętnie porywałabym Ciebie regularnie na jakiś spacer;>

    Lubię to

  4. nie cierpie takich dziewczyn, ich postawy i tych spojrzeń – nie raz je mijam i czuje że inni ludzie są dla nich nikim a one królowymi świata…. ja kiedyś skusiłam sie na buty z biedronki i zaczeły sie psuć więc drugi raz po nie nie sięgne ale domyślam sie że pokusa była ogromna:)

    Lubię to

  5. sanglant pisze:

    Jest taki stereotyp studenta prawa, że wszystko wie i chce wszystkich pozywać, a ledwo studia zaczął, a tu dziewczynka nawet te studia ma dopiero w perspektywie i już taka cwana. Nie wiadomo, czy to bardziej denerwuje, czy śmieszy…
    Wybrałam się na wakacje w plażowe miejsce, ale też niespecjalnie lubię leżeć na plaży, chociaż zależy też, co na tej plaży robię – lubię się popluskać w wodzie, pograć w piłkę albo paletki, trochę posiedzieć, a potem już wolę się zbierać. Przyjemnie za to byłoby siedzieć sobie gdzieś w cieniu i np. czytać, tylko też nie cały dzień.
    A jako singielka ostatnio w wolnych chwilach myślę o urządzaniu mieszkania, którego nie mam. ;D

    Lubię to

    1. Widocznie ma zadatki na wyszczekanego prawnika;) Może nawet będzie dobra?:)
      ja poleżę 30 minut i już mnie nosi, a reszta chce leżeć godzinami i się męczę. Co prawda czytam nałogowo na plaży,ale ileż można?;)

      Lubię to

      1. sanglant pisze:

        Wtedy to dopiero będzie nie do wytrzymania… 😉
        W słońcu też trochę źle się czyta, kartki się kleją do kremu do opalania i w ogóle, ale jest to jakieś zajęcie. Zastanawiam się, czy nie wybrać się z rodzicami nad morze w tym roku, ale właśnie odstrasza mnie ta wizja, że oni będą chcieli spędzać całe dnie na plaży. Chociaż szansa na długie spacery z mamą byłaby większa niż miałam z koleżanką. 🙂

        Lubię to

      2. Mi najbardziej przeszkadza piasek, który wchodzi mi w obudowę czytnika, albo pałęta się między kartkami.
        O, wpadaj nad morze. Jakby co to ja Ci potowarzyszę na spacerach:)

        Lubię to

      3. Zbych pisze:

        Oj tak… to czasem dość zabawne jest gdy biorę książkę z biblioteki z której po otwarciu w domu wysypuje się piasek, wypada bilet kolejowy czy jakiś zasuszony pęd bliżej nieokreślonej rośliny. Od razu czuć ducha globtrotera 🙂

        Lubię to

      4. Zbych pisze:

        Jak w twardej okładce i słusznej wagi to może być i narzędzie zbrodni 🙂 – parafrazując to porzekadło iż słowo pisane silniejsze od miecza 🙂 (czy jakoś podobnie to brzmiało)

        Lubię to

  6. Widziałam te koturny w Biedro. Sa tez za 39zl dokładnie te same granatowe które kupiłam tam rok temu po 25zl 😉
    Ja sie znowu zirytowalam gdy nie mogliśmy siedziec kolo siebie w teatrze bo kupiliśmy ostatnie miejsca a potem sir okazalo ze aż 9 zostalo wolnych! 😛 ale wstydzilam sie przesiąść

    Lubię to

    1. W tym teatrze połowa miejsc bez numeracji, więc w zasadzie każdy może usiąść gdzie chce-pod warunkiem,że siedzi na siedzisku, a nie na podnóżku:)
      Ja chciałam nawet poczekać na wyprzedaż, ale był ostatni mój rozmiar i nieco się bałam,że znikną zupełnie. Siostra kupiła mi takie poduszeczki i o dziwo już mogę chodzić w tych butach:)

      Lubię to

  7. kocia_dama pisze:

    Dave Gahan bez koszulki widnieje również na moim telefonie 😀 😀
    Witaj w klubie, siostro 😀
    Twoja mina musiała być świetna! 🙂

    Lubię to

  8. Ja miałam ostatnio w pracy starcie z bezstresową młodzieżą, cały weekend mi zepsuła i jakoś tak mi się gorzko zrobiło, że dziewczę w wieku lat nastu nie ma za grosz szacunku dla pracy innych i ludzi starszych od niej (i nie o mój wiek chodzi 😛 ale jednego z pracowników lat 70…). Od tygodnia dziewczę się nie pokazało, może coś zrozumiała? Wątpliwe, ale można pomarzyć…

    Lubię to

  9. Zaraz muszę znaleźć w necie zdjęcia Twojego narzeczonego i koturnów a la Kate ;p
    Masz mega cierpliwość do ludzi, bo ja zwyzywałabym tą panią od wózka co zabrała Ci but, a te bezczelne siksy w teatrze to bym chyba po prostu podrapała i pogryzła. Cwaniara, z taką inteligencją to już widzę na jakie ona się studia dostanie.

    Lubię to

    1. Wiesz,że w środku miałam tyle złości ,że gdyby nie było wokół tyle ludzi to na pewno nie przesiadałbym się,a użyła wszystkich brzydkich słów jakie znam;) ale uznałam,że jednak bilet nieco kosztował i chciałam obejrzeć tę sztukę do końca w miarę spokojnie;)

      Lubię to

      1. Mam taką koleżankę, która jest niesamowicie opanowana i zawsze, chociażby działa się jej krzywda to nie okaże złych emocji. Podziwiam ją 🙂

        Lubię to

      2. Też podziwiam takich ludzi, co zawsze wszędzie są spokojni i nie ulegają emocjom. Ale w sumie zdrowiej wyrzucić z siebie to co gryzie, niż dusić w sobie. Ja tak mam często,że potem dostaje się rodzinie, zamiast temu obcemu co mnie zirytował:)

        Lubię to

  10. Woody się z Tobą nie nudzi 😀
    To tak:
    – po pierwsze uświadomiłaś mi, że nie wiem jakie skarpetki w dniu ślubu będzie miał mój najwspanialszy i że nie w ogóle nie myślałam o serwetkach!
    – po drugie – nie kojarzę w ogóle tych koturnów, muszę odpalić zaraz google maps
    – po trzecie – truskawki mi się przejadły, wypatruję moich ulubionych owoców – śliweczek!
    – po czwarte – musimy kiedyś się spotkać, bo biorąc pod uwagę Twoje przygody będę miała co wnukom opowiadać 😀

    Lubię to

    1. Tak, każdy powinien mieć zapisane spotkanie ze mną na receptę od psychiatry-jeżeli narzeka na nudę w życiu:)
      Nic nie wiem o serwetkach? Kochana masz tyle do tyłu,nie wiem czy zdążysz:)
      Ja nie lubię śliwek surowych, ale powidła, czy ciasta drożdżowe-mniam:)

      Lubię to

  11. Zbych pisze:

    Może te butki to takie „jednorazówki” były – dlatego się szybko rozpadają. Kiedyś w Lidlu klapki kupiłem, też na promocji i też przetrwały tylko jedno wyjście na basen. A tak na poważnie – miło jest odkrywać przypadkiem takie miejscówki jak te z truskawkami. Chociaż przed pracą takie przygody to ryzyko bo można zabłądzić na całą „dniówkę” 🙂

    Lubię to

    1. One są dobre, tyle, że ja raz miałam na nogach buty wyższe niż 3 cm-na studniówce;) Ale już teraz wyrównały mi się poziomy dzięki jakimś poduszeczkom i moje 5 cm koturny są wygodne i fajne:)
      Szczerze to chciałam wracać do domu z tymi truskawkami,ale o dziwo w pracy truskawkom lepiej niż w domu-vivat magazyny. Wczoraj też kupiłam 2 kg, ciasto gotowe;)

      Lubię to

      1. Zbych pisze:

        To najważniejsze – gdy zakup udany i spełnia oczekiwania 🙂
        Z truskawami to chyba trzeba się spieszyć bo lada dzień się skończą, wszak już prawie połowa lipca.

        Lubię to

      2. U mnie są do września,naprawdę. U nas na Kaszubach praktycznie mamy je całe lato, chociaż już są dwa razy droższe niż w czerwcu. Mniej rolników ma te uprawy późniejsze i stąd ceny rosną.

        Lubię to

  12. Ech, naprawdę ciekawe masz życie, niczym dobra powieść 🙂 A mnie te biedronkowe buty nie leżą – każdy uwiera, ociera. Raz kupiłam tam balerinki, które przez pierwszy rok mogłam nosić tylko na zaklejone plastrem pięty, dopiero na drugi rok ułożyły się jakoś. Wydaje mi się, że to przez podłe materiały, z jakich te buty są robione…

    Lubię to

    1. Ja w ogóle nie mogę trafić na normalne buty=dla mnie. Rok temu kupiłam fajne balerinki, dość drogie-jak na mnie, z dobrego sklepu. i co? Pojechałam do Warszawy i płakałam po godzinie z bólu, miałam 22 plastry na stopach. Także w sumie u mnie to nieważne gdzie kupię, zawsze buty albo zaraz się rozwalą, albo przyprawią mi ból…

      Lubię to

    1. Dlaczego kosmitkami? Sama chciałabym być matką, i z moim szczęściem akurat tego dnia kiedy idę do przychodni to znajduję w niej same kobiety w ciąży. I wyobraź sobie,że bardzo chciałabym rozmawiać o wyborze położnej w takiej kolejce:). Po prostu mam pecha, że akurat trafiam w taką grupę:)

      Polubione przez 1 osoba

      1. Czytając to co napisałaś po prostu odniosłam takie wrażenie. Każdy inaczej odbiera to co czyta, tak to jest 😊
        Miałam podobnie kiedy bardzo chciałam dzidziusia. Wszędzie widziałam kobiety w ciąży 😄 teraz mam iny problem, a mianowicie marzę o dniu bez moich ukochanych łobuzic 😉

        Lubię to

      2. ja właśnie mam takie szczęście, że akurat dużo myślę o tym,że chciałabym być mamą, a nie mogę ze względu na brak potencjalnego ojca, i proszę, jak idę do lekarza to akurat muszę spędzać czas w towarzystwie samych kobiet w ciąży. I to jeszcze bardziej mnie irytuje niestety;)

        Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s