Lipiec, ale podsumujmy czerwiec

Minął czerwiec. O ile maj przeleciał mi błyskawicznie, to czerwiec już pozwolił się rozkoszować wszystkim co miał do zaoferowania. I to nie w pośpiechu,a  na spokojnie. I nie mam na myśli jedynie truskawek.Chociaż przyznać muszę,że czerwiec to był bardzo, bardzo truskawkowy.

Czerwiec to przede wszystkim mój kulinarny debiut przed szeroką publicznością i festiwal Smakuj Trójmiasto. Dużo stresu, ale i masa radości.

Czerwiec to również moje mini wakacje. Cudowne, rodzinne, nieco męczące, ale dające masę radości, która wciąż mi towarzyszy.

Czerwiec to wyprawy na plażę i ponowne odkrywanie zaułków rodzimej Starówki-choć oczywiście w przypadku naszej Starówki o starości mowy być nie może.

Czerwiec to 14 przeczytanych książek, myślałam,że będzie o połowę mniej. O dziwo tylko jedna z nich była tą, której nie mogę nikomu polecić. Najpierw ta, której nie polecam.

Zadie Smith, bardzo mnie zawiodła. Naprawdę bardzo. A myślałam,że się po prostu lubimy, że to przyjaźń na wieki i na zawsze. Łowca autografów ma swój styl, to pewne. Jest nawet chwilami zabawnie, tyle,że tak książka jest jak bigos, jest w niej wszystko, teoretycznie jest dużo dobrego, ale gdy się bliżej podejdzie to czuć, że składniki nie są najwyższej jakości. Tylko Zadie mogła stworzyć bohaterem Brytyjczyka chińskiego pochodzenia, który do tego jest Żydem. Całość jest tak przekombinowana jak główny bohater.

Mnóstwo zjawisk, które dziś określamy mianem syndromów, miało wtedy prostsze nazwy. Czasy były prostsze. To właśnie dlatego ludzie mówią o nich „stare, dobre czasy”.

W tym miesiącu w końcu zabrałam się Za wszystko co lśni. Miałam olbrzymie oczekiwania wobec tej książki. Naprawdę olbrzymie. I nie zawiodłam się. Każda z  niemal tysiąca stron jest po prostu idealna. Albo i bardziej niż idealna,jest wyśmienita. Fabuła jest pełna tajemnic i niedomówień. Bardzo powoli dowiadujemy się o wzajemnych powiązaniach między bohaterami. Autorka daje nam czas by rozkoszować się każdym słowem, każdym swoim pomysłem. A talent pisarski pani Cotton ma ogromny. Mam wrażenie, że jej dzieło jest skończone, nie ma tu ani jednego zbędnego słowa, przecinka i bohatera. Wszystko jest precyzyjne, łatwość z jaką autorka tworzy niezwykłe opisy zwykłych rzeczy i zdarzeń naprawdę zaskakuje. Powieść wiktoriańska pomieszana z kryminałem? Całość dzieje się w Nowej Zelandii ogarniętej gorączką złota. Koniecznie trzeba przeczytać tę monumentalną powieść i dać się uwieść Eleanor Cotton.

Człowiek myśli o śmierci przez całe życie. Bez tej rozrywki, moim zdaniem, wszyscy strasznie byśmy się nudzili. Nie mielibyśmy przed czym uciekać, czego unikać i nad czym się zastanawiać. Czas przestałby mieć znaczenie.

Złodziejka, to książka Sarah Waters. Książka, która fascynuje, wciąga, intryguje i powoduje szybsze bicie serca. Wiktoriańska Anglia, dwie zupełnie różne dziewczęta, których losy krzyżuje sprytna intryga. Jedna jest córką złodziejki, druga to dama z wyższych sfer. Łączy je miłość, i to wcale nie przyjacielska. Tak, Sarah porusza temat miłości między kobietami, i jako tło wybiera Anglię sprzed wieków. Nie do końca wiemy czy jest to romans, powieść obyczajowa, czy może kryminał, ale ta niewiedza służy książce. Waters opisuje ponadczasowe ludzkie przywary, cynizm, wyrachowanie, małostkowość,chęć wzbogacenia się ponad wszystko i wszystkich. I jest w tym brudnym i odrażającym świecie miejsce na prawdziwą miłość, taką piękna, czystą i nieśmiałą. Złodziejka nie spodoba się każdemu,.ale zdecydowanie warto poznać tę historię i docenić kunszt autora.

Czytam, po czym padam z powrotem na poduszkę, przyciskając kartkę do ust. Muskam ją wargami. Ostatecznie mógłby być moim kochankiem. On albo ona. Trudno, bym pragnęła kogoś bardziej niż jej.
Trudno, bym pragnęła czegoś bardziej niż wolności.

Na koniec książka, którą zdecydowanie każdy powinien przeczytać. Arcydzieło w swojej klasie. Truman Capote, Z zimną krwią. To nie jest typowa książka, to bardzo szczegółowy reportaż opisujący zbrodnię jaką dokonano w małym amerykańskim miasteczku. W pewien listopadowy dzień 4 osobowa rodzina zostaje brutalnie zamordowana. Nie, nie zdradziłam tutaj jakiegoś sekretu. Nie. Książka nie ma na celu zbudowania napięcia i czekania na morderstwo. Nie. Capote z niezwykłą wręcz starannością odtworzył całe śledztwo. Obserwujemy więc poszukiwania sprawców, przesłuchania i sprawców i świadków, szukanie motywów. Następnie jest proces. Capote pisze tak jakbyśmy byli na sali sądowej, bardzo dusznej, przepełnionej masą emocji. Wczuwamy się na zmianę, a to w sprawców, a to poruszonych mieszkańców miasteczka. Czytając tę książkę miałam naprawdę wrażenie, że obcuję z książką wybitną.

Wieczność jest wiecznością. Pamiętaj: gdyby jeden ptak chciał przenieść przez ocean cały piasek, ziarenko po ziarenku, to w chwili, gdy wszystkie znalazłyby się po drugiej stronie, wieczność dopiero by się zaczynała.

Przez Euro moja filmowa aktywność bardzo,ale to bardzo się ograniczyła. W tym miesiącu obejrzałam trzy pozycje. Na pewno nie mogę polecić Głosów. Filmu, który rzekomo w komediowy sposób ma przedstawić problem chorego na schizofrenię zabójcy. Ani to śmieszne ani to straszne. W końcu zaś udało mi się obejrzeć Bogów, i tutaj moja ocena znacząco różni się od poprzedniej. Bogowie to naprawdę udany film, z wyjątkową główną rolą. Czapki z głów przed Tomaszem Kotem.

W czerwcu moje życie towarzyskie niezbyt się rozwijało. Obiecuję sobie,że nadrobię to w lipcu. W czerwcu nie odbyłam żadnego damsko-męskiego spotkania i bardzo mi z tym dobrze. Niezbyt dobrze było mi z nadmiarem alergicznych atrakcji. Jak nie katar,to pokrzywka. Jak nie kaszel to wracamy do kataru. I przechodzimy w zapalenie zatok. Chwilami miałam dość.

Lipiec zapowiada się szalony. I nie chodzi mi wcale o imprezy na plaży i noce pod gwiazdami. Czas się mobilizować, to lato nie będzie typowo wakacyjne. Ale czy gorsze? Mam nadzieję,że nie.

712d80137be366a85ea53b315ef04269

Ścieżka dźwiękowa- Depeche Mode-Halo

 

Advertisements

32 uwagi do wpisu “Lipiec, ale podsumujmy czerwiec

  1. dla mnie ten czerwiec wogóle był owocowy, czereśnie wygrały dopóki nie zobaczyłam w nich robaczków;) i zdecydowanie zdominowany przez euro i kryminały:) rozleniwiłam sie i nie czytam tyle co Ty, zrobiłam sie wybredna – długo sie zastanawiam zanim po coś sięgne.

    Lubię to

  2. Zbych pisze:

    Potrafisz zawstydzić… ja w czerwcu przeczytałem 1,5 książki… ledwo, ledwo. W dodatku z tych co tutaj wymieniłaś to znam i czytałem tylko Capote’a. Ale nie ma co ukrywać – „Z zimną krwią” to jazda obowiązkowa zupełnie jak „Komu bije dzwon” czy „Rok 1984”.

    Lubię to

      1. Zbych pisze:

        Ciesze się że się zgadzamy – jakby nie było to prekursor książkowego reportażu 🙂

        Przy okazji muszę napisać coś więcej o jednej z tych moich czerwcowych książek bo, co rzadko mi się zdarza, pochłonąłem ją „na setkę” –> jak zacząłem wieczorem to przy końcu zastał mnie blady świt…. po prostu nie mogłem się oderwać. A tak naprawdę zacząłem ją czytać jeszcze w księgarni i od razu wiedziałem że muszę ją mieć. Dawno nie czytałem takiej soczystej i mocnej polskiej książki (chyba od czasu „Gnoju”). Tylko w porównaniu do dzieła Kuczoka tutaj nie ma rozbudowanych poetyckich opisów czy słownej ekwilibrystyki – tutaj mamy samo mięcho. Bo „Najgorszy człowiek na świecie” Małgorzaty Halber opowiada o uzależnieniu. W dodatku bez taryfy ulgowej czy sileniu się na jakiekolwiek osądy (to nie Jerzy Pilch który ze swojego alkoholizmu zrobił fetysz i teraz trzepie na nim kasę, czy Tomasz Piątek opisujący niezwykle monotonnie swoje heroinowe ciągi). Cóż, może się wydawać że Halber pisze dość chaotycznie (czuć że był wielokrotnie przeredagowywany) a składnia nie jest wysublimowana bo są to zapiski trochę w formie dziennika. Jednak to co z niej bije od początku do końca to szczerość. Konkludując: kto nie zna – bardzo polecam (tym bardziej iż nie jest gruba i czyta się ją jednym tchem).

        Lubię to

      2. O, czytałam dość różne opinie o tej książce,ale wierzę Twojej opinii i jak będę mieć możliwość na pewno ją przeczytam. Naprawdę lubię takie książki, może niedopracowane literacko, ale jednak szczere i prawdziwe.

        Lubię to

      3. Zbych pisze:

        Wg mnie warto, bo tak naprawdę jest to dość wstrząsający opis zagubienia, strachu i niemocy by nadążyć za „idealnymi standardami” współczesnych czasów…. a to że alkohol, narkotyki, zakupoholizm czy inne nałogi – to już tylko efekt uboczny

        Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s