Urlop od urlopu

Zdecydowanie należy mi się teraz urlop od urlopu. Teraz pragnę ciszy, spokoju, nic nierobienia, i maksimum relaksu. Marzy mi się całe popołudnie na tarasie, do tego duża porcja mrożonej herbaty z miętą i miseczka truskawek. Bosko prawda?  Nie, mój urlop był zupełnie inny niż sobie zaplanowałam. Gorszy?

Wyruszyłam w sobotę, po 3 godzinach byłam prawie na miejscu. Zamiast autostradą jechaliśmy zwykłą drogą. Po drodze napotkaliśmy konwój żołnierzy Nato. Rok temu kontrolowałam przejazd wojsk z dalekiej Ameryki, teraz padło na Niemcy i Anglię. Przypadek? Wątpię. Po drodze przerwa na obiad. Na obiad zjadłam dwie gałki lodów o smaku białej i super gorzkiej czekolady. W końcu ważna jest zbilansowana dieta. Po obiedzie, w zasadzie to kolacji, połączonej z małym spacerem po toruńskim rynku znów w drogę i bach, rodzinne spotkanie. Mój urlop został bowiem przyśpieszony z ważnych przyczyn rodzinnych. Moja ukochana ciocia i wujo spędzali bowiem czas w Ciechocinku na turnusie w sanatorium. A jako,że dzieli nas pół kraju postanowiliśmy spotkać się w połowie drogi i spędzić w sumie 5 wspaniałych dni. Już tego pierwszego wybraliśmy się na długi spacer, zakończony meczem hokeja. Przegrałam, a do tego zgubiłam krążek. Uciekłam z miejsca zdarzenia z dużym poczuciem wstydu.

Dnia następnego dokonałam przerażającego odkrycia. Zniknął mi cały katar. Wystarczył jeden spacer połączony z wdychaniem solanki i bach, jestem wolna od alergii. Z tej okazji postanowiłam poświętować, udałam się solo do kawiarni, gdzie piłam herbatę, czytałam książkę i odbyłam jedyną próbę relaksu. Jako, że moja ciocia to osoba gościnna ponad miarę zaprosiła nas na obiad do sanatorium. Popędziłam więc ku reszcie familii, przy okazji zahaczając o pokaz starych samochodów. Niestety na obiad był zestaw rzeczy, których nie lubię. Ale ciocia przygotowana była i na to. W pokoju czekał barszczyk, który pieczałowicie szykowała w czajniczku. No powiedzcie kto ma lepszą ciocię? Pewnie, że nikt. Następnie udaliśmy się do kawiarni w celu nastrojenia się mecz poprzez wypicie mrożonej herbaty i taktyczne rozpracowanie przeciwnika. Pożegnaliśmy też dwójkę z nas, którzy pognali autostradą ku domowi, a same z mamą poszłyśmy do naszego tymczasowego domu oglądać mecz. Ciocia i wujek choć kochani dysponowali malutkim odbiornikiem, który przy całej sympatii do nich nie spełniał warunków do komfortowego oglądania. Niestety plan taktyczny nie został zrealizowany po mej myśli. Panowie bowiem wygrali. Ja byłam za tymi w zielonych koszulkach.

Dwa następne dni były upalne. Streścić je można w ten sposób-wyszłam rano z domku, wróciłam bardzo, bardzo późno. Przerobiłam po 15 kilometrów na mych wątłych nogach. Do dziś odczuwam skutku spacerów. Wieczorami robiliśmy postoje w sanatoryjnym pokoju u cioci i wuja, gdzie imprezowaliśmy przy parówkach z czajniczka. Żadne tak dobrze nie smakują jak te. Gwarantuję. Było upalnie, bez deszczu, rodzinnie, nieco męcząco, ale szalenie miło. Dzięki własnej głupocie idąc na diabelską kąpiel w spa zwiedziłam hotelową pralnię. Spełniłam jedno ze swoich marzeń, których spełniać nie chciałam. Jestem w ciemnej piwnicy, otwieram jedne drzwi, potem drugie,trzecie, czwarte, one się nie kończą. I zaczynają być coraz mniejsze i mniejsze. Takie atrakcje tylko ze mną.

I nadszedł jeszcze bardziej upalny dzień powrotu. Od rana latałam jak nakręcona na baterię. Okropnie żałowałam,że muszę wracać, najchętniej zostałabym do końca tygodnia. Ale praca wzywała. Nasz transport się spóźnił, co  z jednej strony dało nam nieco więcej czasu na swobodne pakowanie, bo w końcu wróciłam z większą ilością bagażu-kostium kąpielowy, bo może się przyda, nie przydał się,ale jest. Czekoladowy makaron,bo skoro jest,to wezmę trzy paczki. Kosmetyki, które spokojnie kupię w domu, ale po cóż, skoro mogę już dziś?A  z drugiej przerażał mnie fakt kiepsko przespanej nocy i poranka w pracy. Oczywiście musiałam obiecać cioci, że w tym roku nie ma bata, jedziemy te 500 km do nich na pierogi. I nie odpuszczę.

Jako, że po powrocie musiałam się rozpakować i liczyć straty związane rządzeniem w domu mojej siostry następnego dnia ledwo żyłam. Do teraz jestem niewyspana, zmęczona, i obolała. No i nieco wściekła. Któż bowiem inny niż moja siostra potrafiłby w parę dni zasuszyć aż 4 kwiaty i powitać siatką spleśniałych pomidorów, której nie miał kto wyrzucić? No i ta pogoda. Chłodno, pada, w zasadzie to leje, wieje, burze dodajmy do kompletu. Paskudnie.

Mimo tego, że wyjazd był zupełnie inny niż go sobie zaplanowałam to jestem naprawdę zadowolona. Odpocznę sobie kiedy indziej. Od kataru też, bo ten wrócił gdy tylko opuściłam Kujawy. A na razie pozostaję w nieutulonym żalu za faktem, że akurat najlepsza część mojej rodziny mieszka tak daleko ode mnie. Tam nikogo nie obchodzi kiedy biorę ślub i dlaczego jeszcze nie mam dzieci. A może tak ich lubię bo są tak daleko i każde spotkanie jest wielkim świętem?

Ścieżka dźwiękowa- Kasabian- Where did all the love go?

 

Advertisements

42 uwagi do wpisu “Urlop od urlopu

  1. krolowakaro pisze:

    No cóż, z kwiatami mam podobnie, jak Twoja siostra niestety. Na szczęście już wypracowałam sobie metodę – mam kwiatki, które same dają znać, że czas na podlanie i dzielnie znoszą, gdy nie poświęcam im odpowiednio dużo uwagi 🙂

    Lubię to

  2. Zbych pisze:

    Mimo, że zmęczona to odnoszę wrażenie, iż z tego opisu bije radocha, więc jako czytelnik mogę śmiało stwierdzić: misja urlop została wykonana. A że dużo atrakcji… przynajmniej nie miałaś czasu się wynudzić 🙂

    Lubię to

    1. Tu już zupa była, w sumie z pleśniowym serem można od biedy uznać:) A wiesz,że tak się do mnie te parówki przyczepiły,że jem codziennie? Ale nie z czajniczka. Mama stuknęła się w głowę i powiedziała,że mnie wyrzuci z domu jak wsadzę mięso do czajniczka:)

      Lubię to

  3. czyli mamy dowód na to, że nawet jak coś nie do końca idzie po naszej myśli to jednak może być całkiem fajnie 🙂 a taka przygotowana na wszystko ciocia to faktycznie skarb.
    Lody o smaku białej czekolady? nie jadłam 😦

    Lubię to

  4. Bardzo fajna ta Twoja rodzina, bo nie z każda rodziną urlop mógłby być udany, masz szczęście 😉 I trochę zastanowiły mnie parówki z czajniczka – przy Twoich zdolnościach kulinarnych to musiało być ciekawe doświadczenie 😉

    Lubię to

    1. Paróweczki w pełni aprobuję, chociaż rzeczywiście jest to danie które w karcie dań najlepszych restauracji raczej się nie znajdzie:)
      Mam szczęście,że mogłam spędzić nieco czasu z tą częścią rodziny. Tylko szkoda,że są tak daleko. Na co dzień mam raczej nieciekawą rodzinkę pod ręką:(

      Lubię to

  5. Jak rodzina fajna i to spotkania sympatyczne 🙂 Ja z moją bardzo lubię się widywać, choć mieszkamy bliżej niż 500km i spotykamy się zdecydowanie częściej niż raz do roku.

    Siostra zdolna, podziwiam. To nawet ja tak nie potrafię kwiatów zasuszyć :p

    Oby nowy tydzień przyniósł więcej odpoczynku!

    Lubię to

    1. Chciałabym mieszkać bliżej nich, ale cóż, ja morza nie zostawię, a oni też niezbyt chętnie do przeprowadzek 🙂
      Zostawiłam rozpiskę, co i jak podlewać. Ale gdzie tam, musiała zasuszyć. Następnym razem zabiorę z sobą:)

      Lubię to

  6. Lepszy taki urlop niż żaden. 😛 Mojego nawet nie widać na horyzoncie, a jestem tak wykończona, że biorąc pod uwagę, iż jest poniedziałek, to pewnie weekend przywitam na czworaka. xD

    Lubię to

  7. Zbych pisze:

    Jak tam bojowe nastawienie na sobotni koncert Gilmoura? Nie chciałbym krakać ale podobno ma być w dolnośląskim deszczowy weekend więc się zabezpiecz 😦
    PS; Cudem udało mi się dziś dorwać Galbraitha-Rowling. Niestety to „Jedwabnik” więc nie wiem czy ostatecznie przeczytam bo wolałbym zacząć od pierwszej części – pewnie tylko tak rzucę okiem zobaczyć czy lepiej się to czyta czyta niż serię o różdżkarskim bractwie.

    Lubię to

    1. Raczej nie zmoknę,nie zmoknę 🙂 Bo najpewniej mnie tego dnia we Wrocławiu nie będzie. Trudno, taki los.
      Koniecznie czytaj od początku, to jest taka seria, że naprawdę warto nie zaczynać od końca czy środka:)

      Lubię to

      1. Zbych pisze:

        Oj jak to? wielka szkoda… Gilmour i Możdżer będą bardzo zawiedzeni…
        Z tą serią to na pewno tak postąpię jak logika nakazuje – zrobię komuś radochę i oddam jeszcze w tym tygodniu tego „Jedwabnika”. A ten pierwszy tom skombinuje inną drogą.

        Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s