Relacja. Porażka czy sukces?

Sobota 11.00 Udało mi się dostać do fryzjera, relaks na fotelu, na 20 minut zostawiłam garnki, blaszki i piekarnik. Zamiast się relaksować męczyłam się strasznie, natłok myśli i spraw do załatwienia. Fryzjerka mogłaby mnie odciąć na zero. Nie zauważyłabym.

Sobota 16.00 Wciąż nie mamy menu. Wiadomo drukarnie już nie działają. Jestem w kropce. Ups, ciasto woła. Czas wyjąć brownie z pieca.

Sobota 18.00 Zaczęłam robić drożdżowe. Topię masło, dodaję mleko, a gdzie rozczyn? Halo halo, rozczyn, odbiór. Nie ma rozczynu bo nie ma drożdży. Myślę,że zwariuję albo strzeli mnie piorun. Cudem zdobywam drożdże.

Sobota 22.00. Siłą woli wyciągam blachy drożdżowych bułeczek z pieca. Dobrze, że w tle lecą mi Przyjaciele. Akurat Chandler postanawia rzucić palenie i zamienia się w kobietę. Śmiechy trzymają mnie przy życiu. W końcu kładę się do łóżka.

Niedziela 1.30. Nie mogę spać. To znaczy śpię,ale budzę się co kwadrans sprawdzając czy już czas wstawać. W środku jestem trzęsącą się galaretą wieprzową.

Niedziela 5.15. Ok, wstaję. Robię podwójną sesję jogi. Sprawdzam ostatnie ważne kwestie. Czytam. Nie mogę się na niczym skupić. Ratunku.

Niedziela 7.30. Jestem w kościele na rannej Mszy. Wszystko w środku mi się trzęsie. Godzina zero coraz bliżej, modlę się o szeroko pojęty spokój.

Niedziela 8.15. Przebrałam się 3 razy. Wciąż nie wiem czy wybrać asymetryczną spódnicę, prostą sukienkę w kwiatki, czy sukienkę wersję wypasioną?

Niedziela 8.35. Wybrałam wersję numer dwa. Czas szykować się do wyjścia.

Niedziela 8.45. Wybrałam wersję numer trzy.

Niedziela 8.47. Wracam do wersji numer dwa.

Niedziela 8.50. Tata pogania, czas znosić rzeczy do samochodu. Zamiast pakować ciasta do kartonów zmieniam wersję numer dwa na numer trzy. Mam sukienkę w której mogłabym zatańczyć z Johnem Travoltą w Grease. Jest lekko kremowa w niebieskie kwiaty, dopasowana na górze z kołnierzykiem, a mocno rozkloszowana na dole. Jak szaleć, to szaleć.

Niedziela 9.15. Wychodzę z domu. Sąsiedzi zmierzają na Mszę o 9.30. Dziwi ich mój widok. Niosę bowiem w ręku bukiecik. W wazonie. W wazonie jest woda. Z tym bukietem, wazonem i wodą wsiadam do auta.

Niedziela 9.35. Jesteśmy na miejscu. Bukiet żyje. Wazonik też. Nie uleciała ni kropelka wody. Sukces.

Niedziela 9.37. Dzwoni Nastka, zgubiłam się.

Niedziela 9.38. Dzwoni Nastka. Wiem jak jechać.

Niedziela 9.38 sekund 25. Niestety nie wiem gdzie jestem.

Niedziela 9. 38. sekund 31. Tata przejmuje stery i zastępuje GPS. Dziewczyny są na dobrej drodze.

Niedziela 9.40. Stary Maneż, wchodzę do środka. Ktoś mi macha, ale kto to? Tak, to koleżanka ze studiów, kulinarna blogerka, mamy stoiska obok siebie. Zaraz zaraz, to nie jest kąt, dostałam idealne miejsce przy dwóch drzwiach, jestem zaskoczona, mile.

Niedziela 9.43. Znosimy kartony, dekorujemy stoisko, pracy jest nadmiar. Nie wiem w co ręce włożyć. Mija godzina. Stres zniknął, nie ma na niego czasu. Sorry panie stresie. Został za drzwiami.

Niedziela 10.55. Odliczamy sekundy do początku imprezy. Ostatnie poprawki, motywujące zdjęcie, klepiemy się po udach i zacieramy ręce.

Niedziela 11.00. Zaczęło się, wchodzą goście. Gdzie jest stres? Nie ma. Cieszymy się jak dzieci. Chłopak Nastki w ostatniej chwili przynosi nam piękne menu. Spokój, ogarnia nas słodki spokój.

Niedziela 11.10. Jest mój pierwszy klient, dobry kolega. Sprzedaję pierwszy kawałek Leśnego Mchu. Robi wrażenie, pierwsze komplementy, pierwsza 50. Ups, muszę wydać prawie wszystkie drobne. A w ogóle to gdzie jest moja puszka na pieniądze? Halo, halo, obsługa, obsługa na pomoc. Siostry nie widzę. Gdzie jest moja puszka?

Niedziela 11.15. Drugi klient, miły pan kupuje dwie drożdżówki kokosowe. Płaci stówką. Pożyczam drobne od Nastki, moja siostra zniknęła. Dalej nie wiem gdzie jest moja puszka na pieniądze. Wyjść nie mogę jej poszukać, zostałyśmy uwięzione w słodkim więzieniu stoisk.

Niedziela 11.20. Znalazłam siostrę, mam puszkę. Kolejny klient. Znów chce drożdżówkę. Znów płaci grubą gotówką. Proszę siostrę o rozmienienie pieniędzy. Daje mi 3 złote. Dzięki.

Niedziela 11.45. Zeszła połowa leśnego mchu. Ludzie robią sobie z nim zdjęcia, dopytują o przepis. Jeden pan pyta się mnie jaką przyprawą jest Ricotta-wyrazistą czy słodką?. Rozmowy z gośćmi idą mi prosto. A przecież jestem na co dzień osobą nieśmiałą. Ale mówienie o zaletach szpinakowego ciasta i orzechowych batoników bez pieczenia idzie mi zaskakująco płynnie. Uwaga klient.

Niedziela 12.12. Klientem okazał się pan, bardzo miły, szalenie miły. No dobra, okropnie przystojny. Rozumiecie skąd ta przerwa, musiałam zaczerpnąć tchu. Nastka mi szepce- jakby on cię tutaj poprosił byś dla niego okradła bank to byś to zrobiła nie? Bez wahania odpowiadam tak. Te niesamowicie niebieskie oczy. Oczy, czy one mnie nie mylą? Jezusie słodki, dobrze widzę? Tak, tak, to prawda. Szybko poprawiam włosy, ćwiczę uśmiech nr 76.I…

Niedziela 12.25. Ledwo stoję. Muszę usiąść. Wachlarz, potrzeba mi wachlarza. Czy ja na pewno siedzę? Czuję jakbym unosiła się minimum 5 metrów nad dachem Maneżu. Te błękitne oczy mają na imię,  dajmy na  to, Teodor. I ten oto Teodor kupił kolejne ciasto. I wiecie co dostał gratis do tego ciasta? Mój telefon. No dobra numer, telefon sobie zatrzymałam. Tak ja wiem, że wyobraźnia podpowiada by teraz w tle poleciał Marsz Mendelsona, gołąbki powinny latać w powietrzu, a konfetti powinno spadać w ilości hurtowej. Ale nie. Otóż te błękitne oczęta, wróć Teodor zauroczony został naszymi słodkościami. Wypiekami znaczy się i jako właściciel knajpy szukał na festiwalu dostawców ciast do jego małej i kameralnej knajpy. I jakoś tak uznał,że jestem najlepsza. Wody, wachlarza, wody, powietrza. Ja latam.

Niedziela 12.45. Trzeba wziąć się do pracy. Koniec z lataniem w powietrzu. Lądujemy. Chciałabym powiedzieć,że z leśnego mchu zostały ino okruszki,ale to nie prawda. O ostatni kawałek toczyła się walka. Przegrana kupiła okruszki. Dobrze słyszycie, okruszki. Ja latam.

Niedziela 13.00. Przychodzi,a  raczej przyjeżdża na rowerze moja Agnieszka, czyli przyjaciółka. Niemal w biegu łapie małe babeczki, ma wyjątkowo mało czasu,ale powiedziała,że w tak ważnym dla mnie dniu nie może jej nie być ze mną. Choć na chwilę. Słodko.

Niedziela 13.10. Okropnie burczy mi w brzuchu. Rano 20 minut debatowałam z jogurtem zjeść go nie czy nie zjeść? Teraz zjadłabym konia z kopytami, na razie starczyć mi musi kawałek ciasta. Robimy z Nastką handel wymienny, ja ci moje, ty mi swoje.

Niedziela 13.22. Było jedzenie, popiłoby się czymś. Obydwie jesteśmy niewyspane i nieco zmęczone, a przecież tyle przed nami. Ustalamy, że przehandlujemy ciacha za kawę. Za nami stoisko ma dwóch chłopaków, niezwykle przystojnych chłopaków. Robimy miłe minki, oferujemy co mamy najlepszego w ofercie, a w zamian dostajemy wyjątkowo pyszną kawę z pięknym wzorkiem. Łyk kawy i  klient.

Niedziela 13.50. Ten klient zabrał nam dużo czasu. Pani ma kawiarnię i tak jej się wszystko spodobało, że robiła zdjęcia, pytała jak robimy ciacha i znów wzięła namiary. Słodki pudrze, czemu nie zrobiłam jakichś wizytówek?

Niedziela 14.00. Jeden pan kupił właśnie dwie siatki naszych słodkości. Wróciła pani, o jejku, czyżby reklamacja? Znalazła palec w batoniku orzechowym?

Niedziela 14.03. Nie, palca nie było. Gorzej. Pani się obraziła. Obraziła kiedy dowiedziała się, że nie można regularnie kupować naszych wyrobów. Jeden pan powiedział, że to nie fair, że ciasta może sobie jedynie pooglądać w internecie. To pytanie -a gdzie panie na co dzień mają swoją kawiarnię/cukiernię padnie jeszcze 10 razy. I za każdym razem pojawi się żal, że jestem tylko blogerką a Nastka mi dziś jedynie pomaga.

Niedziela 14.18. Przyjeżdża mój tata, moja mama i babcia. Babcia prosi o największy kawałek brownie, jest zachwycona. W ogóle impreza zrobiła na niej wielkie wrażenie. Tyle, że, no właśnie. Babcia zapomniała zapłacić. Nie dała też napiwku. Własna babcia. Wstyd.

Niedziela 14.45. Jestem znów głodna. Gdzie jest moja siostra? Siostro proszę poleć do pewnego Fast Foodu po nuggetsty dla mnie. Proszę.

Niedziela 15.20. Ależ jestem zmęczona, a wciąż do końca prawie 4 godziny. O, jest moja ulubiona klientka, mała Zuzia z rodzicami, moją przyjaciółką. Uciekli z rodzinnej imprezy by być ze mną, choć na chwilę. Robimy sobie zdjęcie. Przyjaciółka jest dumna. A mi jest miło, że wpadli. Okropnie miło.

Niedziela 15.50. Z poślizgiem wpada na salę mój kurczak, już widelec zatapia w chrupiącej panierce gdy słyszę Cześć. Podnoszę wzrok, tak, dobrze widzę. To pan od tulipanów. Na FB dowiedział się o moim stoisku i udziale czynnym w imprezie. Kupuje brownie, targuje 20 groszy zniżki. Chce pogadać, a ja chcę jeść, a po drugie nie mam ochoty na rozmowy. Na szczęście….

Niedziela 16.00. Na szczęście widzę moją ciocię. Moje kuzynki nie mogły przyjechać, ale wysłały kochaną ciocię na festiwal. Ciocia wzięła przyjaciółkę. Przy okazji dostaję prezent na urodziny od nieobecnego chrzestnego. Ciocia jest pod wielkim wrażeniem. A mi znów jest okropnie miło.

Niedziela 16.10. Siostra się pyta co to za przystojny chłopak tak długo stał przy stoisku. Nie chce mi się opowiadać. A znów klient.

Niedziela 17.00. Udaje mi się zjeść pierwszy z 3 kawałków kurczaka. Idę po obłędną lemoniadę pomarańczową. Nie czuję nóg. Albo na odwrót, czuję każdy kawałek mięśnia. Wszystko mnie boli.

Niedziela 17.30. Zaczyna robić się spokojniej. Dostajemy jednak z Nastką głupawki. Efekt zmęczenia. Uznałyśmy, że wszystkie głupoty powiedziane i poczynione w tym czasie zostają w Starym Maneżu.

Niedziela 19.00. Koniec. Zaczynamy powoli się pakować. Mimo to wchodzą ostatni goście. Kupują ciastka, dajemy gratisy. Jesteśmy tak zmęczone, i tak zadowolone, że działamy jak automat.

Niedziela 19.20. Stoisko posprzątane. Wszystko z powrotem trafia do kartonu. Przyjeżdża tata. Pakujemy blaszki, blachy, tortownice i materiały pomocnicze. Znów trzymam wazonik w ręku. Od nadmiaru emocji zaczyna kręcić mi się w głowie. Zdecydowanie był to cudowny dzień.

Niedziela 23.45. Jestem maksymalnie zmęczona. Jestem tak zmęczona, że nie mogę zasnąć. Jestem maksymalnie zadowolona.

Poniedziałek 8.00. Czuję się jak zombie. Niewyspana, nie czuję nóg. Albo znów, czuję je w nadmiarze. Boli mnie wszystko. Ale jestem szczęśliwa.

Poniedziałek 22.30. Dalej wszystko mnie boli. Powoli zaczynają opadać emocje.

Wtorek 5.45. Jak te nogi mnie bolą. Przydałby mi się masaż. Na wspomnienie niedzieli…. Po prostu się uśmiecham.

Jeszcze podziękowania. Nastce za cudowną współpracę. Tacie za logistykę. Siostrze za to, że swoje urodziny spędziła całościowo na tej imprezie i wynosiła non stop śmieci. Przyjaciołom za obecność. I Wam,że powiedzieliście-idź.

Bez zdjęć raport byłby niepełny. Oto i one.

Ścieżka dźwiękowa- Leonard Cohen- Seems so long ago, Nancy. 

 

 

 

 

Advertisements

58 uwag do wpisu “Relacja. Porażka czy sukces?

  1. Super! Ogromne gratulacje to duży sukces! Bardzo się cieszę że tak ładnie to wszystko wyszło, a może będzie miało dalszy ciąg, jakaś trwała współpraca lub kto wie jeszcze co…! Brawo!

    Lubię to

  2. Super, gratulacje 🙂 Czasem opłaca się cały stres i wyjście poza strefę komfortu.

    Nie dziwię się, że leśny mech robił takie wrażenie – ostatnio go piekłam przy kilku okazjach i zawsze budzi ciekawość 🙂 Podobnie było z reakcjami na instagramie lub pod przepisem.
    Jako że współpracuję z internetowym magazynem kulinarnym i czasem jesteśmy zaangażowane w podobne akcje – rok temu były ciasta z warzyw. Zdziwienie ludzi na hasło „ciasto z cukinii/marchewki/buraka/fasoli” było rozbrajające.
    Znam też rozczarowanie na wieść, że wypieki tylko w internecie i magazyn niestety też, tylko elektronicznie.

    A sukienka świetna!

    Lubię to

    1. Dziękuję:)
      Ja osobiście często piekę ciasta z warzywami,a to z cukinią, z marchewką, czy szpinakiem właśnie, i w zasadzie czemu dziś budzą aż takie zdziwienie. W końcu są dość popularne ostatnio 🙂
      Marzy mi się i Nastce też własna kawiarnia, super by nam się współpracowało. Ale wiadomo to plan na xxxxx lat do przodu:)
      Tak, muszę przyznać,że cały stres się opłacił. Tym bardziej,że właśnie przeczytałam kolejny pozytywny komentarz o naszych ciachach, więc cóż, rosnę w piórka:)

      Lubię to

  3. Serdeczne gratulacje, bardzo się cieszę i życzę bardzo owocnych konsekwencji tegoż wydarzenia;>
    Ubolewam tylko nad jednym: że nie mogłam spróbować tych pyszności
    Wspaniale się wszystko prezentuje, mmmm.
    Widzę, że pan od tulipanów nie umie odpuścić. Może więc zamknął już lub zamyka przeszłość i zostanie znowu wzięty pod uwagę?;>

    Lubię to

    1. Dziękuję 🙂
      Obiecuję, że jak w końcu otworzę wymarzoną cukiernię to Was wszystkich zapraszam:)
      Raczej nie, bardzo mnie irytuje ten pan od tulipanów. Ale jak to mówią życie bywa nieprzewidywalne:)

      Lubię to

  4. Zbych pisze:

    GRATULACJE !
    Jak to mówią – nie taki diabeł straszny jak go malują 🙂 Relacja pierwsza klasa. A to ciasto z malinami… eh, aż chciałoby się polizać ekran

    Lubię to

  5. sanglant pisze:

    W skrócie: dużo stresu, emocji, zmęczenia, ale można gratulować sukcesu. 😉 Fajnie, że świat mógł poznać wasze wypieki, swoją drogą na zdjęciach bardzo apetyczne i ciężko byłoby się zdecydować na wybór jednego kawałka. 🙂
    Gdybyście chciały działać w kierunku sprzedaży własnych wypieków, to już pierwszy krok macie zrobiony. Też bym żałowała, że nie można ich kupić regularnie albo zamówić na jakąś okazję. 😉

    Lubię to

    1. W skrócie dokładnie tak to wyglądało:)
      Rzeczywiście ciężko było wybrać kawałek jeden, niektórzy brali po dwie siatki słodkości:)
      Mam nadzieję,że będzie można je kupić kiedyś tam gdzieś tam,a nie tylko patrzeć w internecie:)

      Lubię to

      1. Zbych pisze:

        Tak w tym temacie biznesowym się wtrącę… ciekawe czy się odezwą ci „kawiarniarze” z targów czy to tylko były takie pełne zachwytu kurtuazyjne „gadki-szmatki” w celu wyniuchania lokalnej konkurencji.

        Lubię to

  6. kobietanaszpilkach pisze:

    wielkie wow 🙂 myślę że jak kiedyś wreszcie zawitam nad morzę będę mogła się pochwalic na blogu to jest cukiernia naszej blogowej Lenki:*

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s